Dodaj do ulubionych

Byłam na wiejskim weselu...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 11:27
... i wstyd mi np za taką Justynę, która siebie nazywa elitą, natomiast
wiejskie dziewczyny przyrównuje do niedouczonych, głupich kwok. Otóż kiedy
odbywało się moje wesele (w Warszawie) strach było wyjść na ulicę. Bandy
pijanych wyrostków kręcących się wszędzie dookoła restauracji (centrum
Warszawy) były mało zachęcające do spacerów.
A teraz wiejskie wesele, z którego wróciłam w niedzielę. Na dworze cisza,
spokój, żadnych krzyków, bijatyk. Wszystko idealnie zorganizowane, trzech
facetów niepijących do odwożenia gości weselnych. Alkoholu było dużo, co nie
zmienia postaci rzeczy, że nikt nie był pijany, wszyscy doskonale się bawili.
Chyba najwyższy już czas zmienić stereotyp wykształconego, kulturalnego
miastowego i niedouczonego, chamskiego wieśniaka, bo to bzdura jakich mało.
Obserwuj wątek
    • pajdeczka OF kors! 07.10.03, 12:04
      Czego najlepszym przykładem jest pani Beger. Czepiają jej się te miastowe
      chamy, a właściwie chamki, o byle co. Ostatnio występowała u Drzyzgi i
      jedna "miastowa" tak nieładnie się do niej odnosiła, że wystawiła sobie
      świadectwo. A już jak zobaczyłam zamiast kurwików łzy w oczach Renaty to sama
      mało się nie rozbeczałam.
      • ariel23 Re: OF kors! 07.10.03, 12:09
        Oj, a kiedy byl ten program Dzryzgi? Bardzo chcialam go zobaczyc.. ale moze
        beda jakos powtarzac.....

        pajdeczka napisała:

        > Czego najlepszym przykładem jest pani Beger. Czepiają jej się te miastowe
        > chamy, a właściwie chamki, o byle co. Ostatnio występowała u Drzyzgi i
        > jedna "miastowa" tak nieładnie się do niej odnosiła, że wystawiła sobie
        > świadectwo. A już jak zobaczyłam zamiast kurwików łzy w oczach Renaty to sama
        > mało się nie rozbeczałam.
        • pajdeczka Re: OF kors! 07.10.03, 12:34
          ariel23 napisała:

          > Oj, a kiedy byl ten program Dzryzgi? Bardzo chcialam go zobaczyc.. ale moze
          > beda jakos powtarzac.....
          >
          > pajdeczka napisała:
          >
          > > Czego najlepszym przykładem jest pani Beger. Czepiają jej się te miastowe
          > > chamy, a właściwie chamki, o byle co. Ostatnio występowała u Drzyzgi i
          > > jedna "miastowa" tak nieładnie się do niej odnosiła, że wystawiła sobie
          > > świadectwo. A już jak zobaczyłam zamiast kurwików łzy w oczach Renaty to s
          > ama
          > > mało się nie rozbeczałam.


          Chyba w ub. wtorek.Renata miała skrzypaczką zostać, ale jej historia przypomina
          Janka Muzykanta.Się zastanawiam, czy ona aby się nie podszywa pod nowelkę Prusa.
      • Gość: Kasia Re: OF kors! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 12:36
        A czy Ty się musisz kretynki czepiać? Dla chorych umysłowo są szpitale i Sejm.
        Ja pisałam o zwykłych ludziach a nie posłach.
        Pozdrawiam :))))))))
        • pajdeczka Re: OF kors! 07.10.03, 12:57
          Gość portalu: Kasia napisał(a):

          > A czy Ty się musisz kretynki czepiać? Dla chorych umysłowo są szpitale i
          Sejm.
          >
          > Ja pisałam o zwykłych ludziach a nie posłach.
          > Pozdrawiam :))))))))

          Ja się nie czepiam, ja głęboko jestem poruszona.
          • Gość: Kasia Re: OF kors! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 13:07
            Posłanką Beger mam nadzieję.
        • kurczak1976 Re: OF kors! 07.10.03, 13:27
          Gość portalu: Kasia napisał(a):

          > A czy Ty się musisz kretynki czepiać? Dla chorych umysłowo są szpitale i
          Sejm.
          >
          > Ja pisałam o zwykłych ludziach a nie posłach.
          > Pozdrawiam :))))))))


          Lepiej uwazaj co piszesz bo teraz za takie rzeczy do sadu cie podac moga.
          Przypadek Zielona Gora ;o)
          • Gość: Kasia Re: OF kors! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 13:38
            Faktycznie, zwłaszcza że to prawie siła przewodnia narodu ;)
            • pajdeczka Re: OF kors! 07.10.03, 14:08
              Gość portalu: Kasia napisał(a):

              > Faktycznie, zwłaszcza że to prawie siła przewodnia narodu ;)

              E tam, przecież ona nie wie co to komputer, no,może komputer już tak, ale
              internet? Łola Boga, Jezusicku najmileńsy!
    • capa_negra Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 12:17
      zgadzam sie - mam bliska rodzinę na wsi i stwierdzam, że niejednokrotnie
      sa "bardziej miastowi" niż ja
      Zreszta .... planuje wyprowadzić sie na wieś :-)
      • Gość: Kasia Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 12:37
        O to witaj w klubie. Tam gdzie niedługo będę mieszkać mam krowy za płotem i
        koguta u sąsiada. Już się nie moge doczekać :)
        • capa_negra Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 12:48
          Przeprowadziłabym sie tam nawet wczoraj gdybym mogła - nie mogę sie juz
          doczekac przestrzeni, swobody i własnego ogródka :-)
          Ale to jeszcze nie tak szybko
    • fitit Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 12:38
      Gdzie oni znaleźli tych trzech niepijących ?
      • Gość: Kasia Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 12:45
        Rzecz w tym, że wśród siebie. Po prostu ustalili i się tego trzymali.
        • fitit Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 12:48
          Gość portalu: Kasia napisał(a):

          > Rzecz w tym, że wśród siebie. Po prostu ustalili i się tego trzymali.



          > To niewiarygodne. A nie lepiej to taksówką....?
          • Gość: Kasia Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 12:49
            Na wsi na ogół nie jeżdżą taksówki :)
            • fitit Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 12:55
              Gość portalu: Kasia napisał(a):

              > Na wsi na ogół nie jeżdżą taksówki :)


              > Wiem, ale zazwyczaj wokół pełno miast i miasteczek. Czyż nie tak ?
              • Gość: Kasia Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 13:07
                Oj raczej nie. Do najbliższego miasteczka tak ok. 20 km a i tam raczej nie ma
                taksówek.
                • fitit Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 13:08
                  Gość portalu: Kasia napisał(a):

                  > Oj raczej nie. Do najbliższego miasteczka tak ok. 20 km a i tam raczej nie ma
                  > taksówek.


                  > To ja się poddaję ! Pozdrowienia :))
                  • annb Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 13:22
                    w moich rodzinnych stronach do dobrego tonu nalezy zapewnienie gościom
                    transportu do domu.po uroczystym obiedzie mężczyzni odwożą swoje samochody do
                    domu i wracaja juz z kierowcą "duzyrnym "autem.Chodzi o to aby nikt sobie nie
                    odnmiawiał toastów i nie stwarzał zagrożenia póxniej na drodze.
                    tak wiecie....bezpieczniej jest i tyle
    • anulex Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 12:41
      A ja bywalam na wiejskich weselach i wszytskie konczyly sie wielkim
      pijanstwem, bijatykami. Z tego co wiem wielu moich znajomych ma podobne
      doswiadczenia. Marze o tradycyjnym weselu, ale prawdopodobnie zrezygnuje z
      tego marzenia wlasnie ze wzgledu na to, ze wiekszosc z nich nie wyglada tak
      jak opisuje to autorka watku.

      Zmienic stereotyp wyksztalconego, kulturalnego miastowego i niedouczonego
      chamskiego wiesniaka, na stereotyp wyksztalconego, kulturalnego wiesniaka i
      niedouczonego, chamskiego miastowego? A moze poprostu dac spokoj takim
      idiotycznym dyskusjom? I przestac w jakikolwiek sposob dzielic ludzi na tych
      pochodzenia takiego, czy siakiego?
      • Gość: Kasia Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 12:49
        Szczerze mówiąc jadąc na to wesele byłam pełna obaw, że będzie tak jak piszesz.
        I było to najlepsze wesele na jakim się bawiłam.
        Jeśli zaś chodzi o stereotyp to nie chodzi mi o zmianę na jakiś inny stereotyp
        tylko o koniec tego typu stwierdzeń. Przyznam, że do napisania tego postu
        sprowokowała mnie Justyna swoim postem elita. Nienawidzę generalizowania typu:
        rudy to wredny, ze wsi to głupi itp.
        • anulex Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 13:02
          To mialas ogromne szczescie, ze udalo Ci sie trafic na takie fajne wesele :)
          Ale to nie zmienia faktu, ze w przypadku wiekszosc wiejskich weselisk trudno
          mowic o jakiejkolwiek kulturze. Nie bardzo mam porownanie z tymi miastowymi -
          z moich obserwacji wynika, ze czesto poprostu ich nie ma. Wszystkie
          warszawskie sluby, na ktorych bylam, odbywaly sie w palacu slubow i konczyly
          tylko toastem i drobnym poczestunkiem.

          Twoj watek odebralam jako probe wykazania wyzszosci ludzi ze wsi nad
          miastowymi. Skoro nie mialam racji, to... ciesze sie :)
      • matrek Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 20:29
        anulex napisała:

        > A ja bywalam na wiejskich weselach i wszytskie konczyly sie wielkim
        > pijanstwem, bijatykami. Z tego co wiem wielu moich znajomych ma podobne
        > doswiadczenia.

        To musicie mieszkac w jakims wesolym regionie Polski, bo faktycznie wszedzie
        sporo sie pije na weselach, ale te bijatyki naleza raczej do sfery stereotypow
        niz prawdy. Kazdy z odwiedzajacych to forum, byl na wielu weselach.


        Marze o tradycyjnym weselu, ale prawdopodobnie zrezygnuje z
        > tego marzenia wlasnie ze wzgledu na to, ze wiekszosc z nich nie wyglada tak
        > jak opisuje to autorka watku.
        >
        > Zmienic stereotyp wyksztalconego, kulturalnego miastowego i niedouczonego
        > chamskiego wiesniaka, na stereotyp wyksztalconego, kulturalnego wiesniaka i
        > niedouczonego, chamskiego miastowego? A moze poprostu dac spokoj takim
        > idiotycznym dyskusjom? I przestac w jakikolwiek sposob dzielic ludzi na tych
        > pochodzenia takiego, czy siakiego?


        Nie ma podzialu na mniej lub bardziej wysztalconych, chamow i kulturnych, ze
        wzgledu na miejsce zamieszkania. Jesli juz, to mowic mozna jedynie o podziale
        na mniej lub bardziej obytych i tu rzeczywiscie "miastowi" maja pewna przewage.
        Przewage, co nie oznacza, ze sa bardziej kulturalni, bo najczesciej niestety
        kultura w miastach jest na poziomie obornika wylewajacego sie z gumiakow. A juz
        o "kulturze wyzszego poziomu" mozna zapomniec w Polsce, bez wzgledu na miejsce
        zamieszkania. Vide, niedawny watek o dzinsach, czy biurowym zakiecie ze
        spodniami, na weselu. I nie ma co rozdzierac nad tym szat, takie sa bowiem
        skutki masowego awansu spolecznego sprzed kilkudziesieciu lat.
    • Gość: control Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.03, 12:57
      Zgadzam sie z twórczynią watku, ale oczywiscie wszystko zależy od tego, jaka to
      wieś. Jeżeli np. w górach, to niech sie schowa ta miastowa pseudointeligencja a
      tak naprawdę pijana swołocz, ci menele gapiacy sie pod knajpą itp. Na
      prawdziwej wsi wesele jest ważnym wydarzeniem rodzinnym i nikt (zarówno
      zaproszony jak i niezaproszony) nie odważy sie go zakłócić, bo narobilby sobie
      wstydu na dwa pokolenia. Tam czlowiek nie jest anonimowy i liczy sie z opinią
      otoczenia. Przecież w niedzielę musi iść do koscioła i popatryć innym w oczy.
      Pewnie, że tam też są pijacy, ludzie niewykształceni itp. ale mają swoje
      zasady, o ktore w menelskich miastach coraz trudniej. Uciekajcie z tych
      blokasów póki się da, bo wasze dzieci juz nawet nie bedą znały normalnych
      odruchów. Tylko mi nie chrzańcie, że się nie da wyrwać, bo kasa, uwarunkowania
      itd. To są brednie! Po prostu nie macie odwagi czegoś zmienic w swoim życiu.
      Siedzicie w tych blokasach, boicie się wyjść na klatę, przy której zaczepiają
      was bandy łysych glów, przestały wam przeszkadzać obszczane windy, porozwalane
      lampy, stłuczone żarówki, kurwy i chuje wymalowane na ścianach, terror jakiegoś
      pijanego sasiada i jego naćpanego synka, strach dzieci, które muszą płacić za
      bezpieczne przejscie do domu, chamskie zaczepki pod adresem waszych żon,
      obrabianie samochodów. Ludzie, zostawcie te slumsy, niech się zawalą.
      • Gość: Triss Merigold Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.noname.net.icm.edu.pl 07.10.03, 14:34
        Weź pod uwagę, że nie każdy chce mieszkać na wsi, chodzić do kościoła i
        podlegać presji i obgadywaniu przez sąsiadów. Miasto daje większą anonimowość
        co ma swoje plusy i minusy (minusy wymieniłeś/łaś). Co do wiejskich wesel,
        byłam na jednym, na Podlasiu, skończyło się mordobiciem ze sztachetemi (jakiś
        zadawniony konflikt między rodzinami z sąsiednich wsi). Czułam się jak w cyrku.
        Niemniej wierzę autorce, że fajne, spokojne wesela odbywają się tak na wsi jak
        i w mieście. Moi znajomi robili raczej przyjęcia dla rodzin na 20-35 osób niż
        calonocne, tradycyjne wesela z poprawinami. Ekonomiczniej i mniej stresująco.
        • Gość: control Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.03, 15:10
          Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

          > Weź pod uwagę, że nie każdy chce mieszkać na wsi, chodzić do kościoła i
          > podlegać presji i obgadywaniu przez sąsiadów.
          Ja nie mówilem okonieczności wyprowadzania sie na wieś, leczy uciekania z
          blokasów. Nie nawoływałem też do chodzenia do kościoła. Kościół wymieniłem jako
          istotny (bo tak przecież jest) element życia na wsi. Ale generalnie sie zgadzam
      • Gość: Kasia Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 14:36
        W życiu by mi się nie udało tak trafnie opisać miasta. Dzięki :))))))
      • melianna Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 15:08
        zapewniam was, ze wesele na ktore trafila Kasia nalezy do rzadkosci
        mieszkalam na wsi az do wyjazdu na studia i mialam watpliwa przyjemnosc byc na
        niejednym wiejskim weselu (kilka z nich w gorach)
        w tradycyjnym wiejskim weselu chodzi o pokzaznie rodzinie swojej zamoznosci.
        gosci najlepiej 200 lub wiecje, mnostwo jedzenia, ktore potem i tak sie marnuje,
        i hektolitry wodki. nigdy nigdy spotkalam sie z bijatykami, raczej z pijanymi
        szalenstwami na parkiecie, co nie znaczy, ze przygladanie sie temu bylo mile.

        nie wiem, czy jest to odpowiendnie miejsce na omawianie roznic miedzy miastem i
        wsia, jednak wydaje mi sie, ze control nigdy na wsi nie mieszkal, bo szybko
        mialby dosc tych 'zasad' i zabjczego czasem braku anonimowosci, o ktorym pisze.

        po studiach wracam na wies, bo w miescie brakuje mi przestrzeni, zieleni i
        ciszy, ale moje wesele bardzo bedzie odbiegalo od tradycyjnego wzoru
        • Gość: Kasia Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 15:21
          melianna napisała:

          > zapewniam was, ze wesele na ktore trafila Kasia nalezy do rzadkosci
          > mieszkalam na wsi az do wyjazdu na studia i mialam watpliwa przyjemnosc byc na
          > niejednym wiejskim weselu (kilka z nich w gorach)
          > w tradycyjnym wiejskim weselu chodzi o pokzaznie rodzinie swojej zamoznosci.
          > gosci najlepiej 200 lub wiecje, mnostwo jedzenia, ktore potem i tak sie
          marnuje
          > ,
          Ależ tam gdzie byłam właśnie tak było: ok. 150 osób, jedzenia koszmarna ilość i
          bardzo dużo alkoholu, a mimo to było kulturalnie i bez bijatyk.
          • melianna Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 15:51
            Gość portalu: Kasia napisał(a):

            > Alkoholu było dużo, co nie
            zmienia postaci rzeczy, że nikt nie był pijany, wszyscy doskonale się bawili.

            kasiu, w takim razie czegos tu nie rozumiem. jesli jest duzo alkoholu, to
            zazwyczaj ludzie sie nim upijaja, a nie podziwiaja butelki na stole. a
            zachowanie pijanych ludzi nie ma nic wspolengo z kultura.
            a ze po alkoholu zabawa jest swietna, to rozumie, tylko najczesciej dla
            pijacych, natomiast nie dla tych, ktorzy musza na to patrzec, a nie chca badz
            nie moga pic
            pozdrawiam
            melianna
            • matrek Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 20:38
              melianna napisała:

              > Gość portalu: Kasia napisał(a):
              >

              > kasiu, w takim razie czegos tu nie rozumiem. jesli jest duzo alkoholu, to
              > zazwyczaj ludzie sie nim upijaja, a nie podziwiaja butelki na stole. a
              > zachowanie pijanych ludzi nie ma nic wspolengo z kultura.

              Wiesz co, po przeczytaniu tego zdania, nabralem niemal pewnosci, ze nigdy w
              zyciu nie widzialas wiejskiego wesela.

              > a ze po alkoholu zabawa jest swietna, to rozumie, tylko najczesciej dla
              > pijacych, natomiast nie dla tych, ktorzy musza na to patrzec, a nie chca badz
              > nie moga pic


              Przemawia natomiat przez Ciebie - koltunska moim zdaniem - awersja do alkoholu
              pod wszelkimi postaciami i brakuje Ci wyobrazni, aby moc zrozumiec, ze mozna
              pic alkohol i nie zachowywac sie jak swinia.
              • melianna Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 21:32
                nie, matrek, zapewniam cie, ze widzialam niejedno
                nie musze miec wyobrazni, zeby 'moc zrozumiec, ze mozna pic alkohol i nie
                zachowywac sie jak swinia' bo na awersje do alkoholu nigdy cierpialam, ani w
                liceum, ani tym bardziej na studiach

                awersje mam natomiast do weselnego chlania:
                najpierw bylam dzieckiem, na pozniejszych weselach robilam za kierowce- zawsze
                trzezwa, wiec mialam dokladny obraz tego, co sie dzialo. rzygac mi sie czasem
                chcialo.
                bylam na jednym weselu gdzie wodki nie bylo, panstwo mlodzi byli bardzo wierzacy
                i nie chcieli. i wiesz jak sie skonczylo? goscie wychodzili cichaczem i spotkali
                sie... w gospodzie, skad trzeba bylo ich wyciagac na sile

                nie mam nic przeciwko alkoholowi samemu w sobie, kiepski z ciebie psycholog, ale
                nie wydaje mi sie, zeby urzadzanie takiego cyrku na 'nowa droge zycia' bylo wlasciwe
                cholera, nie zrozumiesz, poki nie bedziesz musial wyciagac z wesela wlasnej
                rodziny, bo panstwo mlodzi i ich rodzice sa juz piekielnie zmeczeni i zbliza sie
                rano, a rodzinka bedzie zbyt pijana, zeby to zrozumiec i jeszcze ci sie przy tym
                oberwie, nie zrozumiesz...
                • matrek Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 21:38
                  Moze faktycznie nie zrozumiem, bo nikt w mojej rodzinie alkoholu za kolnierz
                  nie wylewa, przy czym nie ma w niej osoby z problemem alkoholowym, czy tez - o
                  czym piszesz - "zmiennymi stanami swiadomosci" w trakcie wesel :-)
                • Gość: cinka Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 22:57
                  coz, czasy sie zmieniaja i obyczaje sie wypaczaja...

                  wiesz, to chodzi o to ze kiedy ktos sie zeni, rodzi sie dziecko wszyscy
                  swietuja i bawia sie, kiedy ktos umiera wszyscy ida i placza. nikt nie jest sam
                  w swoim losie. dlatego na wesele zapraszano cala wies, i cala wies szla na
                  pogrzeb. na wsi ludzie ciezko pracowali i ten co chodzil do knajpy choc raz na
                  miesiac ale bez powodu byl uwazany za pijaka. nie bylo lokali rozrywkowch, kin
                  itp. jedynie takie imprezy jak wesele byly oderwaniem od codziennej harowki,
                  okazja dla przyzwoitego czlowieka zeby sie upic niejako bezkarnie a wrecz jak
                  obyczaj kaze. kazdy raz sie rodzil, raz zenil i raz umieral. jak spiewa jim
                  morrison: time to live - time to lie - time to laugh - time to die - take it as
                  it comes :)

                  zreszta, co ja wam moge o tym opowiedziec.. o zyciu, smierci i milosci :)
                  wiem tylko ze nie oddaje tego elegancki - ą,ę - obiad w restauracji przy lampce
                  wina i oficjalnych rozmowkach...

                  moze juz taka po prostu jestem - prosta, moze prymitywna - cinka
                  • Gość: Kasia Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.03, 10:13
                    Nie Cinka, nie jesteś ani prosta, ani prymitywna. Po prostu doskonale rozumiesz
                    życie. Natomiast Melianna ma po prostu bardzo złe wspomnienia ze swojego
                    dzieciństwa i młodości, gdzie jej rodzice po prostu nie wiedzieli kiedy
                    przestać pić, kiedy już mają dosyć.
                  • anulex Re: Byłam na wiejskim weselu... 08.10.03, 11:58
                    Ja naprawde nie wiem gdzie Wy znajdujecie te wsie gdzie wszyscy uczciwie,
                    ciezko pracuja, a pija tylko od swieta i to jeszcze kulturalnie, bez ekscesow.
                    Moze my zyjemy na roznych planetach?

                    Kazdy niech sie bawi jak mu sie zewnie podoba. Jesli chce pic i bawic sie w
                    tradycyjny sposob - niech pije (zeby tylko nie zniszczyl mlodym wspomnien z
                    tak waznego dnia...), a jesli woli bawic sie bez alkoholu to tez jego sprawa -
                    wcale nie znaczy, ze musi byc dretwy! Nie wiem skad ta awersja do przyjec
                    organizowanych w restauracjach. Mi sie zawsze wydawalo, ze to czy bedzie
                    fajnie zalezy od towarzystwa, a nie od miejsca, czy tez jakis tam konwenansow.
                    Jesli ludzie nie maja o czym ze soba rozmawiac, to rzeczywiscie impreza moze
                    udac sie tylko dzieki duzej ilosci alkoholu. Ale czy warto uzadzac imprezy, na
                    ktorych ludzie nie maja o czym ze soba rozmawiac?
                    • Gość: Kasia Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.03, 12:02
                      Rodzina na ogół ma o czym rozmawiać, natomiast według mnie najważniejszy jest
                      ten, który prowadzi wesele. Jeśli wie jak rozbawić ludzi to nawet bez alkoholu
                      będą się świetnie bawić. Natomiast jeśli orkiestra spije sie na dzień dobry, to
                      z zabawy nici.
                    • Gość: cinka Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.03, 15:59
                      zauwaz ze pisze w czasie przeszlym - i pisze o idei duzych wesel. niestety
                      czasy sie zmieniaja, wszedzie dociera plastik i disco. wesela tez robia sie
                      coraz bardziej tandetne, tak jak domy, ogrodki [krasnale i plastikowe ploty...]
                      taka nieudolna podrobka 'miastowych'. jeszcze ok 10-14 lat temu, kiedy byly
                      wesela rodzenstwa mojej mamy, tak wlasnie bylo. odbywalo sie w stodole, stoly
                      zbite z nieheblowanych desek [dyzurne dla calej wsi kto akurat potrzebowal]
                      sasiadki i kobiety z rodziny piekace ciasta, robiace wedliny itp. a dzieciarnia
                      latala z ciastem w jednej rece i butelka oranzady w drugiej - ha, juz dzis
                      oranzada tak nie smakuje :)

                      jest takze roznica - moze o tym myslisz mowiac ze pochodzimy z innych planet -
                      roznica miedzy wsiami popegeerowskimi a malymi wsiami na np lubelszczyznie
                      gdzie cale rodziny zyja z dziada pradziada na tym samym kawalku ziemi. z praca
                      na roli tak jest ze tyle masz ile wlasnymi rekami zrobisz. zapierdalasz na
                      okraglo, nie tylko odbebniasz swoje 8 godzin i wracasz. wierz mi ze np moj
                      wujek rzadko ma czas przyjechac np na kawe i posiedziec z godzinke, pogadac.
                      rodzinne imprezy gdzie mozna spokojnie posiedziec i wzglednie cos wypic, sa na
                      swieta czy imieniny, wzglednie sylwestra. tak jest z wiekszoscia ludzi na wsi.

                      jak w kazdej spolecznosci sa pijacy i lenie. zauwaz jednak ze nie ma prawie
                      zlodziei ani przestepczosci, ktora wytwarza wlasnie anonimowosc miasta. do dzis
                      niektorzy starsi ludzie wychodzac zamykaja dom zostawiajac klucz w drzwiach.
                      wtedy dla wszystkich jest jasne ze nie ma nikogo i trzeba przyjsc potem. kiedys
                      to bylo norma i nikt nie robil inaczej - jeszcze ja to pamietam choc mloda
                      jestem. obowiazywala tez wlasnie staropolska goscinnosc, ktora nakazywala
                      kazdego ktory przyszedl na np wesele zaprosic do stolu, skoro my sie cieszymy
                      to niech ciesza sie wszyscy, nawet jesli przyszedl rozdziawiwszy gebe jakis
                      zasmarkany wsiowy glupek. odmowic byl grzech, nie honor i zla wrozba.

                      no a czy mozna sie dobrze bawic bez alkoholu?
                      mozna, ale po co sie tak meczyc... ;)

                      cinka - wspominajaca stare dobre czasy :)
      • matrek Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 20:33
        A Ty warszawskie IP zalozyles sobie na na Krupowkach ?
        • Gość: control Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 21:05
          matrek napisał:

          > A Ty warszawskie IP zalozyles sobie na na Krupowkach ?
          >
          Ja? Nie. W Puszczy Kampinoskiej
          • matrek Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 21:12
            A, to milo z Twojej strony, ze jednak nie opusciles tej naszej wstretnej
            Warszawy :-) Skad inad rowniez uwazam, ze wioski Podhala sa fantastyczne.
            • Gość: control Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.03, 10:35
              matrek napisał:

              > A, to milo z Twojej strony, ze jednak nie opusciles tej naszej wstretnej
              > Warszawy :-) Skad inad rowniez uwazam, ze wioski Podhala sa fantastyczne.
              >
              >
              Własciwie to opuściłem. Nawet z najwyzszego drzewa nie widze OPałacu Kultury.
              Do miasta staram sie jechać tylko gdy musze. W centrum ostatni raz byłem pewnie
              jakies pół roku temu
              • Gość: Kasia Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.03, 10:38
                O! To zupełnie jak ja za jakieś 5 lat. Niby do granicy Warszawy 15 km ale już
                dziś dam sobie rękę uciąć, że będę tam jeździć tylko z musu :)))
            • Gość: control Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.03, 10:39
              Właściwie to opusciłem. Z najwyzszego drzewa nie widzę pałacu kultury. Ostatni
              raz w centrum byłem pewnie jakieś pół roku temu
    • Gość: cinka Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 18:06
      wiesniactwo to sposob myslenia a nie miejsce pochodzenia...

      tak mi sie przypomnialo - mieszkam w okolicach bialej podlaskiej, studiuje w
      szczecinie [dla niezorientowanych, dwa rozne konce polski ;] kiedy pierwszy raz
      tam jechalam - sama i pierwszy raz w zyciu, pod koniec podrozy po dworcu dabie
      spytalam sie paniusi stojacej obok czy teraz bedzie szczecin glowny, na co ona
      [z niejakim zdziwieniem i pogarda]: no co pani, NIGDY W ZYCIU W SZCZECINIE PANI
      NIE BYLA? :o)

      wszystkie wesela na jakich bylam odbywaly sie na wsi - a sporo ich bylo,
      rodzina jest dosyc liczna - i nie pamietam zadnej bijatyki.

      mieszkam w miescie czwarty rok i juz wiem ze nigdy zadne blokowisko, nawet
      luksusowe osiedle. nie przezyla bym bez skrawka wlasnej ziemi gdzie moglabym
      miec drzewa owocowe i kwiaty, gdzie rano w kapciach moznaby wyjsc na dwor,
      wypic piwo pod chmurka, trzymac kota i psa.. domek na wsi jakies 10-20 km od
      duzego miasta [ma swoje zalety, co tu ukrywac] najzupelniej by mnie zadowalal.

      cinka [ma nadzieje ze nie wiesniara]
      • matrek Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 20:41
        Gość portalu: cinka napisał(a):


        > wypic piwo pod chmurka, trzymac kota i psa.. domek na wsi jakies 10-20 km od
        > duzego miasta [ma swoje zalety, co tu ukrywac] ...
        >


        Ma same zalety.
        • Gość: cinka Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 21:04
          ludzie pod toba, ludzie nad toba, ludzie z lewej i prawej. tam sasiad pierdzi w
          wannie a tam robi dyskoteke. ludzie stloczeni w tramwaju. ludzie poszturchujacy
          cie na ulicy. nienawidze takiej ilosci ludzi. mam ochote kogos uderzyc kiedy
          mnie dotyka. nie dziwie sie ze takie stloczenie rodzi psychopatycznych
          mordercow. kury stloczone w klatkach zadziobuja sie nawzajem na smierc...

          dla mnie najwazniejszy jest wlasny kawalek ziemi gdzie zobacze tylko tych z
          ktorymi lubie przebywac.
          • matrek Re: Byłam na wiejskim weselu... 07.10.03, 21:13
            Gość portalu: cinka napisał(a):
            >
            > dla mnie najwazniejszy jest wlasny kawalek ziemi gdzie zobacze tylko tych z
            > ktorymi lubie przebywac.


            Piekna sielanka. Marze o tym.
          • leeshy Re: Byłam na wiejskim weselu... 08.10.03, 11:05
            Gość portalu: cinka napisał(a):

            > ludzie pod toba, ludzie nad toba, ludzie z lewej i prawej. tam sasiad pierdzi
            w
            > wannie a tam robi dyskoteke. ludzie stloczeni w tramwaju. ludzie
            poszturchujacy
            > cie na ulicy. nienawidze takiej ilosci ludzi. mam ochote kogos uderzyc kiedy
            > mnie dotyka. nie dziwie sie ze takie stloczenie rodzi psychopatycznych
            > mordercow. kury stloczone w klatkach zadziobuja sie nawzajem na smierc...

            Kwestia przyzwyczajenia :)
            Za to tu masz ochote, to idziesz do kina, do teatru, na koncert, do muzeum, na
            wystawe czy chociazby pozyczyc plyte z filmem, jak masz ochote to idziesz i w
            srodku nocy robisz zakupy, nie musisz 3 dni wolami jechac do najblizszej stacji
            kolejowej, bez problemu korzystasz z taksowki itp, itd. Cisza cisza, przyroda
            przyroda, ale cywilizacja tez ma swoje plusy :)

            > dla mnie najwazniejszy jest wlasny kawalek ziemi gdzie zobacze tylko tych z
            > ktorymi lubie przebywac.

            Dla mnie wiejski brak anonimowosci, kontrola spoleczna i wszechwladna tradycja
            dla odmiany bylaby nie do zniesienia.
            • Gość: cinka Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.03, 11:30
              jako rzekles, kwestia przyzwyczajenia.
              nie zaprzeczam ze miasto ma swoje plusy, dlatego, jak napisalam, domek na wsi
              ale tak z 10-20 km od miasta plus samochodzik wydaje sie idealnym
              rozwiazaniem...

              a co do zakupow... marzy mi sie wielka spizarnia i piwnica z zapasami roznego
              rodzaju zarcia, tak ze nie trzeba bedzie po dwie marchewki leciec do sklepu ;)
            • Gość: control Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.03, 12:26
              leeshy napisał:
              > Za to tu masz ochote, to idziesz do kina, do teatru, na koncert, do muzeum,
              na wystawe czy chociazby pozyczyc plyte z filmem, jak masz ochote to idziesz i
              w srodku nocy robisz zakupy,

              Ja tez z tym nie mam żadnego problemu, a tak na marginesie, ile razy w roku
              chodzisz do muzeum?

              bez problemu korzystasz z taksowki

              Nie!!! Na to mnie nie namówisz.
              • leeshy Re: Byłam na wiejskim weselu... 08.10.03, 12:52
                Do muzeum chodze kilka razy w roku, a na wystawy ok dziesiec razy, przy czym
                nie sa to czesto planowane wyjscia, ale np. podczas niedzielnego spaceru. A
                gdybym szedl na spacer do lasu czy na pola i laki, to do muzeum bym nie
                trafil :) Za to w kinie jestem srednio dwa razy w tygodniu :)

                Zreszta nie ma sensu sie licytowac - mi sie podoba zycie wielkomiejskie i na
                wies sie nie zamienie :)

                A poza tym - co jest zlego w taksowkach??
        • Gość: siwa Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: 217.20.201.* 07.10.03, 21:14
          nie wiem, gdzie wyscie na te wesela chodzili, ze same bijatyki i pelno
          pijakow. celowo takie wybieracie, czy co? wychowalam sie na wsi i mieszkalam
          tam jeszcze kilka lat temu. rodzina jest duza i bylam na wielu wiejskich
          weselach, w roznych czesciach kraju, bo rodzinka nieco rozrzucona po polsce.
          jednak nigdy nie zdarzylo mi sie zobaczyc na takiej imprezie bijatyki. byly to
          zwykle duze przyjecia na ponad 100 osob, z poprawinami itp. jasne, ze jak sie
          zaprasza tyle osob, to nie sposob przewidziec, jak sie zachowaja. zdarzalo
          sie, ze znalazl sie delikwent lub kilku, ktorzy nie doczekali nawet do
          odczepin i trzeba bylo ich odwiezc do domu, ale w takiej sytuacji zawsze
          znalazl sie ktos, kto odstawil ich spokojnie do lozka i juz. zawsze
          organizowano tez kilka osob, ktore mogly nad ranem porozwozic gosci do domow.
          kiedy zabawa jest swietna (co najbardziej chyba zalezy od orkiestry) nie masz
          nawet czasu zwrocic uwagi na to, ze jakis gosc przysypia przy stole. "pijak"
          ze mnie zaden i zwykle przez cala impreze wypijam zaledwie kilka drinkow, ale
          zawsze sie dobrze bawilam.

          jezeli bede urzadzala swoje wesele, to chcialabym, zeby odbylo sie wlasnie w
          rodzinnej wsi moich rodzicow. chcialabym, zeby to bylo duze przyjecie z
          udzialem wiekszosci rodziny. prawdziwe wiejskie wesele, to nie zadne bijatyki
          i pijanstwo (choc nie da sie przewidziec, jak zachowaja sie goscie), ale bramy
          po drodze z kosciola na przyjecie, dziady przed polnoca, odczepiny, poprawiny.
          to naprawde swietna zabawa i brakowalo mi tego na miejskim weselu, ktore
          odbylo sie w lokalu i nikt nie mogl tam wejsc, ani wyjsc (chyba ze szedl juz
          do domu) az do konca przyjecia. za to pod drzwiami zebrala sie spora grupka
          osiedlowych pijaczkow, ktorzy przez wiekszosc przyjecia ryczeli pod oknami.

          kazdy sie bawi, jak mu wygodniej, ja tam uwielbiam wiejskie wesela.
          • Gość: Triss Merigold Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.acn.waw.pl 07.10.03, 21:19
            Mam tylko jedno pytanie. Jaki widzisz sens w urządzaniu ogromnego (dla mnie 70
            osób to już o połowę za dużo, nie mówiąc o 100), kosztownego, tradycyjnego
            wesela? Dla siebie je chcesz zrobić, dla rodziny, bo tradycja nakazuje, macie
            za dużo pieniędzy do wyrzucenia czy jest jakiś inny powód?
            • Gość: cinka Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 22:17
              wesele na wsi na 300 osob [bo i na takich bywalam] kosztuje mniej niz w miescie
              w lokalu na 50 osob...

              chociaz... tam tez sie wszystko juz zmienia.. time keeps movin' on :/
              umieraja ludzie, znikaja stare chalupki... nic nie bedzie takie samo jak
              wczoraj.

              cinka - tak sobie poplakuje...
            • Gość: Kasia Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.03, 10:20
              Wesele na tak duża liczbę gości przygotowuje się po to aby rodzina (często
              rozrzucona po całej Polsce) mogła spotkać się razem. Jest to okazja do wspólnej
              zabawy i wspomnień. Tak samo sprawa wygląda przy rodzinnych pogrzebach (tyle,
              że bez zabawy), chrzcinach czy I Komuniach. To właśnie jest tradycja.
          • Gość: Lena Jeśli można zapytać .... IP: 80.48.96.* 08.10.03, 10:25
            ... co to są te "dziady przed północą" i "odczepiny" ? Ciekawią mnie różne
            regionalne zwyczaje a tych nie znam.
            • matrek Re: Jeśli można zapytać .... 08.10.03, 10:31
              dziadow.... nie znam, natomiast oczepiny sa tak rozne w roznych regionach
              Polski, ze nie da sie tego opowiedziec. Najlepiej to przezyc. Niestety, dzis
              narobilo sie tak, ze nawert w jednym regionie Polski wszystko zalezy od
              konkretnej orkiestry, nie zas od tradycji. A ze w wiekszosci przypadkow grajki
              sa z przypadku, oczepiny nie sa juz dzis tak barwne, jak pamietam jeszcze
              kilkanascie lat temu, a juz na pewno tak zabawne.
            • Gość: control Re: Jeśli można zapytać .... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.03, 12:29
              Gość portalu: Lena napisał(a):

              > ... co to są te "dziady przed północą" i "odczepiny" ? Ciekawią mnie różne
              > regionalne zwyczaje a tych nie znam.

              Oczepiny to koniec z panieńskim wiankiem. Przyjemniejsze dla pana młodego są
              popkładziny, podczas których odbiera sie pani młodej dziewictwo (jeżeli je
              jeszcze ma ;))
    • Gość: magda Re: Byłam na wiejskim weselu... IP: *.37-201-80.adsl.skynet.be 07.10.03, 21:02
      przez kilka lat spiewalam na weselachi najbardziej lubilam te na wsiach,bo
      ludzie potrafili sie bawic(nigdy nie trafilam na chamstwo czy bijatyki)A i
      jedzenie bylo przesmaczne,podobnie jak trunki-dane od serca!a przyspiewki-
      rewelacja,czasem "ostre"ale nikt sie nie obrazal.Najmniej lubilam imprezy u
      ludzi zamoznych i dystyngowanych,bo "nie wypadalo"im sie napic,najesc i bawic
      jak tradycja weselna nakazuje.A jak jakis nieszczesnik naduzyl alkoholu i
      troche sie wyluzowal to byl glowna atrakcja wieczoru.Wiem,ze kiedys wesele
      wiejskie bez bijatyki bylo rzadkoscia,ale na drugi dzien podali sobie reke na
      zgode.A dzis lepiej nie wdawac sie w "akcje",bo czesto nie koncza sie na
      jednym wieczorze zmienila sie nieco nasza mentalnosc!
    • k.j pewnie, że czas najwyższy 08.10.03, 13:19
      bo już dawno tak nie jest :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka