Dodaj do ulubionych

pomozcie...;(

17.09.08, 11:01
Moj facet byl uzalezniony od obstawiania na zakladach (mieszkamy w
Anglii i tam jest to bardzo popularne). Bylismy w trakcie kupowania
domu, mielismy odkladac
pieniadze. Ja odkladalam a On zamiast odkladac swoja dzialke
wszystko wydawal na zaklady. Powiedzial mi o tym, byl to straszny
bol i zawod, ale przeszlismy przez to razem, wytrawalismy, udalo nam
sie kupic dom.. Teraz gdy mieszkamy "na swojim" mamy wspolne
pieniadze, razem dzielimy ostatnie e10 przed wyplata.Myslalam ze
wszystko pieknie sie ulozylo.......
Dzis rano wypadl mu z kurtki bilet...z zakladow..WCZORAJSZY..
Jestem okropnie zawiedziona, rozgoryczona, zla i smutna.Nie wiem jak
sie zachowac, czy byc na Niego zla czy moze rozumiejaca i
wspolczujaca??? Wiem napewno ze musimy isc na terapie ale co poza
tym? Jak mam sie zachowac dzis wieczorem jak wroce z pracy?a moze
nie wrocic na kilka godzin?zmartwic Go?
Tylko prosze nie mowcie mi zebym Go "kopnela w dupe" bo kocham Go,
zalezy mi na Nim i napewno tego nie zrobie.
Co pogarsza sprawe to fakt ze ja mam problemy z zaufaniem do Niego,
ale staram sie. A teraz..wszystko padloo w gruzach, cale moje
starania..:(
Co mam zrobic, pomozcie.....
Obserwuj wątek
    • dziadek_54 Re: pomozcie...;( 17.09.08, 11:09
      nie ma zadnej rozsadnej rady.
      Uzaleznienie od hazardu jest takim samym nałogiem jak kazdy inny.
      walka z nałogami jest zmudna z dlugotrwała.
      Jesli nie chcesz od niego odejsc to musisz walczyc, ale mysle ,ze
      lepiej zrobisz udajac sie do specjalistycznej org pozarzadowej niz
      na forum .
      Moze najpierw sama musisz skorzystac z grupy wsparcia.
      • yokooo Re: pomozcie...;( 17.09.08, 11:12
        Oboje na terapię. On - bo jest uzależniony od hazardu, a ty od niego.
        Swoją drogą jesteś doskonałym materiałem na żonę alkoholika - współczuję.
        • sadosia75 Re: pomozcie...;( 17.09.08, 11:14
          yokooo napisała:


          > Swoją drogą jesteś doskonałym materiałem na żonę alkoholika - współczuję.

          A dlaczego jest doskonalym materialem na zone dla uzaleznionego?
      • kiciucha007 Re: pomozcie...;( 17.09.08, 11:14
        dziadek chyba masz racje.. ja chcem zeby ktos mi poradzil jak mam
        sie zachowac w stosunku do Niego wiec pewnie powinnam sama najpierw
        sie gdzies wybrac...
        • sadosia75 Re: pomozcie...;( 17.09.08, 11:20
          Idz do poradni uzaleznien. Tam dostaniesz fachowa pomoc albo chociaz wskaza Ci
          poradnie czy miejsca gdzie poradza Tobie co robic dalej.
          hazard jest jak kazde inne uzaleznienie. Jesli widzisz problem, nie ukrywasz
          tego problemu, nie tlumaczysz faceta przed calym swiatem to juz jest plus. Nie
          jestes wspoluzalezniona. Szukaj pomocy i jesli ci na nim zalezy to walcz o niego
          i wasze szczescie.
    • horpyna4 Re: pomozcie...;( 17.09.08, 11:12
      Osobne konta, a jeżeli jesteście małżeństwem, to rozdzielność
      majątkową.
      • kiciucha007 Re: pomozcie...;( 17.09.08, 11:19
        Yokooo powiedz mi prosze dlaczego "jesteś doskonałym materiałem na
        żonę alkoholika"?????
        osobne konta to napewno, ale co poza tym????ja sie zachowac??byc
        rozumiejaca czy pokazac mu jaka jestem zla i zawiedziona?
        • yokooo Re: pomozcie...;( 17.09.08, 11:48
          kiciucha007 napisała:

          > Yokooo powiedz mi prosze dlaczego "jesteś doskonałym materiałem na
          > żonę alkoholika"?????
          > osobne konta to napewno, ale co poza tym????ja sie zachowac??byc
          > rozumiejaca czy pokazac mu jaka jestem zla i zawiedziona?


          Widzisz, na drugą szansę zasługuje każdy człowiek, na trzecią żaden. Jeśli to nałóg (a wiele na to wskazuje) długa droga przed tobą. Ile szans mu jeszcze dasz? 3, 10, 200? A może będziesz je dawać do końca życia?

          Pytasz jak się zachować... poczytaj o leczeniu uzależnień jest dużo na ten temat w sieci. Na pewno nie pomagać (w sensie ukrywać), nie odpuszczać, nie lekceważyć myśląc, że jakoś się ułoży. Przede wszystkim musisz mu uświadomić, że to on ma problem i sprawić żeby zechciał rozpocząć terapię. Łatwo nie będzie.

          Często bywa tak, że uzależniony człowiek musi wszystko stracić - dobra materialne, bliskich ludzi itd., sięgnąć przysłowiowego dna, żeby wreszcie zmienić swoje życie. Kochające wspomagające partnerki zazwyczaj robią WSZYSTKO żeby on tego dna nie sięgnął. Fałszywie pojmowane przez nie dobro tego człowieka nie dopuszcza do takiej sytuacji. Będą go chronić, pomagać, walczyć o niego bez większych rezultatów. A tym czasem taki ktoś musi utatłać się w gów...ie, przegrać, stracić wszystko, upodlony obudzić się rano na ławce w parku żeby wreszcie powiedzieć - DOŚĆ! Jesteś na to wszystko przygotowana? Jeśli tak, powodzenia życzę i... wytrwałości.
    • blue-kocica Re: pomozcie...;( 17.09.08, 11:22
      Kiciucha,faceta na leczenie-hazard to nałóg i ciężkie uzależnienie!!Sama mozesz
      sobie z tym nie poradzić...
      Do tego niestety on sam musi chcieć zerwać ze swoim przyzwyczajeniem co,jak
      sama widzisz,moze nie być takie proste.
      Szczerz rozmowa i leczenie to chyba podstawa próby ratowania waszego związku :))
      • kiciucha007 Re: pomozcie...;( 17.09.08, 11:50
        Na szczescie On chce isc na leczenie. Kiedys tez chcial ale
        odpuscilismy bo myslalam ze wszystko idzie fajnie i uzaleznienie nie
        bylo takie zle i sam sobie poradzi. Niestety, mylilam sie, teraz nie
        odpuszcze i na leczenie napewno pojdzie...
        Jak mi dzis smutno.. jestem tak zawiedziona..:( a gdy Go wypytywalam
        o zaklady jakis czas temu, czy ma czasami ochote i co o tym mysli,
        to mowil "kochanie, mozesz mi zaufac"..:(
        • claratrueba Re: pomozcie...;( 17.09.08, 13:23
          Wspólczuję Ci serdecznie, ale skoro chce iść, to nie czas na dziecinne fochy i
          jakieś wychodzenie "niech sie pomartwi" tylko szczerą rozmowę. Nie gorzkie żale
          "jak mogłeś" tylko "widzę, że problem wrócił i trzeba się ratować". Twój gniew
          wywoła jego bunt, rzeczowe podejście do sprawy- poczucie winy, wstyd i co
          najważniejsze- chęć pozbycia się uzależnienia. Oczywiście o swoim zawodzie,
          smutku powiedz. Ale nie wykrzycz. Możesz płakać- b. wskazane i chyba trudno Ci
          nie przyjdzie, a łzy sa dla facetów nie do zniesienia. Ale nie wierz
          obietnicom!!! Tylko terapeuta. Osoba uzależniona obiecuje i naprawdę wierzy, że
          "już nigdy" ale to jest silniejsze. Jeśli (a tak podejrzewam) powie, że to był
          tylko ten jeden jedyny raz nie daj sie przekonać. Powiedz, że uwierzysz tylko
          jeśli terapeuta powie, że nie jest uzależniony. Powodzenia i cierpliwości -"old
          habits die hard"
          • kiciucha007 Re: pomozcie...;( 17.09.08, 13:55
            Claratrueba bardzo dziekuje za dobra rade. Masz racje ze to nie czas
            na fochy i gorzkie zale. Potrzebowalam zeby ktos mnie oswietlil jak
            taktownie podejsc do sprawy. Ja wlasnie chcialabym zeby on zrozumial
            jak bardzo mnie zranil i co to oznacza..
            Postaram sie dzis wieczorem byc rozwazna i nie krzyczec (choc powiem
            ze ciezko bo miesza sie we mnie smutek z ogromna zloscia)i zobaczymy
            co z tego wyjdzie. Jeszcze raz dziekuje! Jutro napisze ciag dalszy..
    • kowerek Re: pomozcie...;( 17.09.08, 14:54
      kiciucha,

      masz do tyłu generalnie. Znam trochę problem z drugiej strony. Nie poszliście do
      specjalisty, więc nie wiesz czy facet jest uzależniony czy też dobrze sie bawił
      w czasie jak ty odwalałas tyrkę na dom.
      Jeśli jednak jest rzeczywiście, to powinnaś uświadomić sobie dwie rzeczy: to nie
      jest skierowane przeciwko tobie, więc żale czy wyrzuty mogą tylko zaszkodzić.
      Jeśli umiesz i chcesz mu pomóc to go wesprzyj, okaż ze ci na nim zależy,
      powalcz, pogadaj, przytul może nawet. Wiem, że to niesprawiedliwe, ale życie w
      ogóle nie jest sprawiedliwe. A przede wszystkim idźcie do tej poradni.
      Jeśli tego nie zrobicie, to nieważne czy on przestanie grać czy nie. Całe życie
      będziesz sie bać, aż któregoś dnia poczujesz że oprócz strachu i podejrzeń nie
      ma już nic więcej między wami.
      A może ten demon już cię dopadł? Będziesz wiedzieć jak sobie uczciwie odpowiesz
      na pytanie: czy ten bilet to zupełnie sam wypadł mu z kieszeni?

      To droga donikąd. Tylko specjalista, a nie rady "mądrych" z forum w rodzaju
      takich jak ta. :))

      3maj się ciepło

      PS. Oczywiście zawsze możesz zaryzykować - facet trafia bank - kupuje ci pałac i
      rzuca pod nogi wszystkie pachnidła Arabii. Tak też się zdarza. :)




    • qw994 Re: pomozcie...;( 17.09.08, 20:21
      Jak mamy ci pomóc? Przecież ten facet kwalifikuje się do leczenia.
      • kiciucha007 Re: pomozcie...;( 18.09.08, 12:03
        qw994 gdybys dobrze przeczytal moj watek to wiedzialbys ze prosze o
        rade jak sie zachowac w stosunku do swojego faceta. O tym ze
        potrzebne jest leczenie to wiem dobrze i napisalam to na poczatku
        watku...
        • claratrueba Re: pomozcie...;( 18.09.08, 12:07
          Pogadałaś?
        • qw994 Re: pomozcie...;( 20.09.08, 11:17
          Nie widzę innego wyjścia, tylko ultimatum - albo idzie się leczyć,
          albo odchodzisz. Ale ty sama napisałaś, że nie odejdziesz, bo go
          kochasz. Kółko się zamyka.
          • kiciucha007 Re: pomozcie...;( 22.09.08, 17:41
            Serdecznie dziekuje wszystkim za porady i wsparcie. Przepraszam ze
            odpisuje z opoznieniem. Wasz rady bardzo pomogly mi zostac przy
            zdrowym rozsadku. Tego samego dnia ja i moj facet przebylismy
            dluuuga rozmowe. Ja wcale sie nie fochalam, nie krzyczalam (bez
            Waszych porad napewno bym sie tak zachowala) tylko spokojnie
            zadawalam pytania co i jak. Moj facet myslalal o tym caly dzien,
            powiedzial ze zdaje sobie sprawe z tego co moze stracic, ze jest
            glupcem i zaluje. Powiedzial tez ze w pewien sposob cieszy sie ze
            taka sytuacje wynikla (ze ten swistek wypadl mu z kieszeni) bo sam
            nie mial odwagi mi tego powiedziec (mimo wielu prob)i wreszcie mogl
            ze mna otwarcie pogadac. Zdecydowanie CHCE sie leczyc, sam nawet
            tego samego dnia wyszukal odpowiedniego miejsca gdzie powinnismy sie
            zglosic.Powiedzialam mu z reszta ze bede Go wspierac i pomoge mu jak
            tylko moge, ALE jak nic sie nie zmieni i nie pojdzie na terapie to
            koniec. Jutro idziemy na pierwsze spotkanie. Mam obawy czy wszystko
            sie ulozy ale staram sie miec pozytywne nastawienie. Kocham Go a
            milosc powinna byc "na dobre i na zle":)
            Na koniec rozmowy jak Go wreszcie przytulilam On zadrzal, polecialy
            mu lzy z oczu i zobaczylam ten smutek w Jego oczach..wiem ze
            zaluje...
            trzymajcie kcuki..:)
            • kiciucha007 Re: pomozcie...;( 23.09.08, 16:47
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka