domaslo
25.11.08, 16:22
pojawiła się w moim życiu rzecz denerwująca. ma ona około 50 lat i wielkie
włosy. jest to mama mojego narzeczonego, którą poznałam stosunkowo niedawno.
jest to pani dość wysoka, szczupła, z platynową trwałą, tipsami oraz makijażem
gęstym i obfitym. i ta właśnie osoba postanowiła udzielać mi porad w kwestii
urody i piękna. "ty taka ładna jesteś, a w ogóle nie dbasz o siebie" - mówi.
Albo: "nie ma brzydkich kobiet tylko niezadbane" i tego rodzaju mądrości. nie
przywiązuję specjalnie wagi do makijażu, a pani teściowa owszem. zaofiarowała
nawet, że mnie umaluje albo pójdziemy razem do sklepu z kosmetykami. i ja
bardzo chcę tego uniknąć. a ona naciska. chce, bym była piękna. i co ja mam
zrobić? naobrażać ją? Pomyślałam inaczej - może odwiedzę ją następnym razem
umalowana pięknie, żeby jej zamknąć usta. wiem, że w ten sposob okażę
tchórzostwo ale jeśli nie poznaliście tej pani, nie zrozumiecie, że jest to
wyjście jedyne. dyskusja może skończyć się śmiercią.