dywersant1 29.10.03, 09:50 Przesyłam serdeczne pozdrowienia forumowiczkom zanim mnie żona psychicznie wykończy. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: renia Re: pozdrowienia za nim mnie żona wykończy IP: *.ath.spark.net.gr 29.10.03, 10:06 Za pozdrowienia dziekuje. Do zony sie usmiechnij, przytul, powiedz ze ja kochasz, zrob kawke i powiedz ze jest sliczna i slicznie pachnie. I na pewno Cie wtedy nie wykonczy, tylko bedzie dbac o Ciebie, bo kto jej bedzie mowil komplementy, pomysli sobie, o kawce i przytulanku nie wspominajac :) Odpowiedz Link Zgłoś
dywersant1 Re: pozdrowienia za nim mnie żona wykończy 29.10.03, 10:28 Gość portalu: renia napisał(a): > Za pozdrowienia dziekuje. Do zony sie usmiechnij, przytul, powiedz ze ja > kochasz, zrob kawke i powiedz ze jest sliczna i slicznie pachnie. I na pewno > Cie wtedy nie wykonczy, tylko bedzie dbac o Ciebie, bo kto jej bedzie mowil > komplementy, pomysli sobie, o kawce i przytulanku nie wspominajac :) Jak na razie mamy wojnę pozycyjną. Po którejś jadowitej kłótni nic mi się nie chce. Nawet nie zalezy mi na powrocie do stanu z przed. Bo i po co? Za jakiś czas będzie znów to samo. Później kobiety dziwią się że faceci wolą pracować po godzinach niż być w domu. Moje złotko nawet lubi się pochwalić czego to jej mężuś nie potrafi zrobić. Tyle że jakby mężuś siedział w domu to by sie nie nauczył tego co umie. Zauważyłem pewną zależność w małżeństwie: im bardziej się znamy, tym bardziej się ranimy. Po używaniu "psychicznych pistoletów" przeszlismy na "broń maszynową". Następny etap to już chyba artyleria. Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka A ty nie jesteś czasami moim męzem? 29.10.03, 11:14 Gdybym nie wiedziała, że on jest "noga" z komputera, to bym uwierzyła, że mój stary się dorwał do internetu. ywersant1 napisał: > Gość portalu: renia napisał(a): > > > Za pozdrowienia dziekuje. Do zony sie usmiechnij, przytul, powiedz ze ja > > kochasz, zrob kawke i powiedz ze jest sliczna i slicznie pachnie. I na pew > no > > Cie wtedy nie wykonczy, tylko bedzie dbac o Ciebie, bo kto jej bedzie mowi > l > > komplementy, pomysli sobie, o kawce i przytulanku nie wspominajac :) > > Jak na razie mamy wojnę pozycyjną. Po którejś jadowitej kłótni nic mi się nie > chce. Nawet nie zalezy mi na powrocie do stanu z przed. Bo i po co? Za jakiś > czas będzie znów to samo. Później kobiety dziwią się że faceci wolą pracować po > > godzinach niż być w domu. Moje złotko nawet lubi się pochwalić czego to jej > mężuś nie potrafi zrobić. Tyle że jakby mężuś siedział w domu to by sie nie > nauczył tego co umie. > Zauważyłem pewną zależność w małżeństwie: im bardziej się znamy, tym bardziej > się ranimy. Po używaniu "psychicznych pistoletów" przeszlismy na "broń > maszynową". Następny etap to już chyba artyleria. Odpowiedz Link Zgłoś
dywersant1 Re: A ty nie jesteś czasami moim męzem? 29.10.03, 11:27 Raczej nie jestem twoim mężem. I raczej nigdy więcej się nie wpakuję w coś o nazwie małżeństwo. Wolę być sam. A narządy wiadomego przeznaczenia zawieszę w szafie obok garniturów. Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Re: A ty nie jesteś czasami moim męzem? 29.10.03, 11:31 dywersant1 napisał: > Raczej nie jestem twoim mężem. I raczej nigdy więcej się nie wpakuję w coś o > nazwie małżeństwo. Wolę być sam. A narządy wiadomego przeznaczenia zawieszę w > szafie obok garniturów. Akurat! Tu mi tramwaj jedzie! Jak tylko wyrwiesz się od jednej, zaczniesz się oglądać za następną, bo natura nie da ci spokoju. A nie lepiej pójść na kompromisy? Zwsze lepsze znane zło od tego nieznanego, a jeśli do tego są małe dzieci.... Odpowiedz Link Zgłoś
dywersant1 Re: A ty nie jesteś czasami moim męzem? 29.10.03, 12:58 pajdeczka napisała: > A nie lepiej pójść na kompromisy? Zwsze lepsze znane zło od tego nieznanego, a jeśli do tego są małe dzieci.... I tu jest pies pogrzebany. Małe dzieci. Niech się pociechy uczą jak się należy kłócić. Później te wzorce przeniosą do swoich rodzin. tak ja my. Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Re: A ty nie jesteś czasami moim męzem? 29.10.03, 13:02 dywersant1 napisał: > pajdeczka napisała: > > A nie lepiej pójść na kompromisy? Zwsze lepsze znane zło od tego nieznaneg > o, > a jeśli do tego są małe dzieci.... > > I tu jest pies pogrzebany. Małe dzieci. Niech się pociechy uczą jak się należy > kłócić. Później te wzorce przeniosą do swoich rodzin. tak ja my. Mój brat też tak mówił (8 lat po rozwodzie) i do tej pory sobie życia nie ułożył, chociaż nie może się opędzić od kobiet. Trudniej jest coś budować, łatwiej niszczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
charlie_x Re: A ty nie jesteś czasami moim męzem? 29.10.03, 13:13 ...witam.posluchaj staeszego kolegi,ktory przerabial ten "lajf motiw" jakis czas temu....pierwsze dziesiec lat tak wyglada,pozniej bedzie coraz lepiej.Teraz Cie zaskocze...i w tym momencie dzieci/ lub jedno tak jest u nas/ da Wam "popalic".pozdrawiam . Odpowiedz Link Zgłoś
dywersant1 Re: A ty nie jesteś czasami moim męzem? 29.10.03, 14:56 charlie_x napisał: > ...witam.posluchaj staeszego kolegi,ktory przerabial ten "lajf motiw" jakis > czas temu....pierwsze dziesiec lat tak wyglada,pozniej bedzie coraz > lepiej.Teraz Cie zaskocze...i w tym momencie dzieci/ lub jedno tak jest u nas/ > da Wam "popalic".pozdrawiam . Dzięki. No mnie podbudowałeś pod koniec pracy. Za kilka minut powlokę się do domu... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: A ty nie jesteś czasami moim męzem? IP: *.chello.pl 29.10.03, 15:00 > Dzięki. No mnie podbudowałeś pod koniec pracy. Za kilka minut powlokę się do > domu Wiem, ze to nic nie da, ale kup bukiet kwiatow i powiedz do zony:"Kocham Cie". Na mnie to czasami dziala i bez bukietu. Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Nie zapomnij kupić czerwonokrwistej róży! :)))))) 29.10.03, 15:03 dywersant1 napisał: > charlie_x napisał: > > > ...witam.posluchaj staeszego kolegi,ktory przerabial ten "lajf motiw" jaki > s > > czas temu....pierwsze dziesiec lat tak wyglada,pozniej bedzie coraz > > lepiej.Teraz Cie zaskocze...i w tym momencie dzieci/ lub jedno tak jest u > nas/ > > da Wam "popalic".pozdrawiam . > > Dzięki. No mnie podbudowałeś pod koniec pracy. Za kilka minut powlokę się do > domu... Odpowiedz Link Zgłoś
brenya Re: A ty nie jesteś czasami moim męzem? 29.10.03, 15:34 pajdeczka napisała: > Gdybym nie wiedziała, że on jest "noga" z komputera, to bym uwierzyła, że mój > stary się dorwał do internetu. > Ale sie usmialam :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Karla Re: pozdrowienia za nim mnie żona wykończy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.03, 15:06 A może Zakład Terapii Rodzin? Znaczy pomoc psychologiczna. Są naprawdę nieźli! A może skok w bok? A może jedno i drugie? Serdecznie pozdrawiam Ciebie i tą Twoją żonę-cholerę. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
charlie_x .nie kazdy lubi... 29.10.03, 15:20 ..skakac, a po drugie moze sie wydarzyc to co po wyjeciu zawleczki z granatu...nigdy nie wiadomo kogo trafi.pozdr.8) Odpowiedz Link Zgłoś
ubedla Re: pozdrowienia za nim mnie żona wykończy 29.10.03, 18:28 Może sprecyzujesz, na czym to "wykańczanie" polega. A może to jest kara, zemsta, porachunki... Panowie tak rzadko czują się winni, a tak często pokrzywdzeni. Odpowiedz Link Zgłoś
dywersant1 Re: pozdrowienia za nim mnie żona wykończy 30.10.03, 08:30 ubedla napisała: > Może sprecyzujesz, na czym to "wykańczanie" polega. A może to jest kara, > zemsta, porachunki... Panowie tak rzadko czują się winni, a tak często > pokrzywdzeni. Różnica charakterów. Ona precyzyjna szybka choleryczka. Ja flegmatyk, który po którymś tekscie mojej żony wybucha. Chyba ją wnerwia to że w kłótni jestem spokojny. Do czasu. Za te "spokojne" podejście płacę bolącym brzuchem. NIkt nie jest winny. Mamy jedynie różne podejście do tych samych spraw. Wydaje mi się że ona chciałaby abym robił coś dokładnie tak jak ona mysli że jest najlepiej. A w życiu jest tak jak w "Windows-ie". Znaleźć potrzebny plik można na kilka sposobów. Nie ma ludzi w 100% złych - winnych. Kwiaty odpadają. Przyszedł do mnie wczoraj serwis do trzyletniej cieknącej pralki. Za min. 500 zł mogą podjąć się naprawy. Skok w bok to bzdura. Mój system wartości nie pozwala na takie niemoralne zachowania. Co tam jeszcze było? Poradnia. Poradnia to przyznanie że sobie nie radzimy. To tak jak z alkoholikiem. Najtrudniejsze jest to aby facet sobie uświadomił że sobie nie radzi i potrzebuje pomocy innych. Jak na razie przyszłość widzę ponurą ale jeszcze nie czarną. Teraz widzę jeszcze inny problem. Nie mam z kim o tym pogadać i wywlekam prywatne życie na forum. Niesamowite. Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Jeszcze się trochę pomęczysz:)))) 30.10.03, 08:45 dywersant1 napisał: > Różnica charakterów. Ona precyzyjna szybka choleryczka. Ja flegmatyk, który po którymś tekscie mojej żony wybucha. Chyba ją wnerwia to że w kłótni jestem > spokojny. Do czasu. Za te "spokojne" podejście płacę bolącym brzuchem. To samo co u mnie, IDENTYKO, tyłe że to ja mam bóle brzucha. > NIkt nie jest winny. Mamy jedynie różne podejście do tych samych spraw. Wydaje mi się że ona chciałaby abym robił coś dokładnie tak jak ona mysli że jest najlepiej. U nas jest dokładnie tak samo, a więc jak widzisz, sporo jest takich związków. Są to związki trudne, ale przynajmniej ludzie się w nich nie nudzą. Mój mąż mi mówi co jakiś czas, że nie wierzy , że jesteśmy 14 lat po ślubie, wydaje mu się jakby to było całkiem niedawno. O czymś więc to świadczy. > Kwiaty odpadają. Przyszedł do mnie wczoraj serwis do trzyletniej cieknącej > pralki. Za min. 500 zł mogą podjąć się naprawy. No wiesz co! Na straganie piękna, długa róża kosztuje 3 zł, bez przesady. > Skok w bok to bzdura. Mój system wartości nie pozwala na takie niemoralne > zachowania. Mój mąż też tak mówi, ale różnie to bywa, jak go przypili..... > Teraz widzę jeszcze inny problem. Nie mam z kim o tym pogadać i wywlekam > prywatne życie na forum. Niesamowite. A kto cię tu rozpozna? Ja też tak kiedyś robiłam i teraz płacę frycowe, ale to dlatego, że sama innym nie pozostaję dłużna:))) A piwo jak często pijesz? Odpowiedz Link Zgłoś
dywersant1 Re: Jeszcze się trochę pomęczysz:)))) 30.10.03, 10:03 pajdeczka napisała: > No wiesz co! Na straganie piękna, długa róża kosztuje 3 zł, bez przesady. Może pójdziemy do kina. Róża jest zbyt banalna. Ostatnio byliśmy chyba ze 3 lata temu w kinie. Później nie było komu zostawić dziecka. > A piwo jak często pijesz? Jedno, raz, góra dwa razy w miesiącu, obecnie tylko Tatre Pils. Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka OPENTANIEC 30.10.03, 14:45 dywersant1 napisał: Jedno, raz, góra dwa razy w miesiącu, obecnie tylko Tatre Pils. > To nie wiemm, czego ona się czepia. Mój prawie codziennie, i to strongi. Polecam ci super produkcję, przedstawienie baletu nowoczesnego, w kooprodukcji pol-amer, wystawia Teatr Muzyczny z Gdyni. Właśnie wyruszają w trasę, będą niebawem w Wwie. "OPENTANIEC". Kompozytorem i dyrygentem w jednej osobie jest Adam Sztaba, ten od fortepiana w Idolu. Bilet droższy niż do kina, ale naprawdę muzyka super, balet super, scenografia ekstra. Odpowiedz Link Zgłoś
charlie_x Re: pozdrowienia za nim mnie żona wykończy 30.10.03, 09:48 ....chlopie , to wobec tego masz zupelnie normalne ognisko..he he domowe.pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
dywersant1 Re: pozdrowienia za nim mnie żona wykończy 30.10.03, 10:11 charlie_x napisał: > ....chlopie , to wobec tego masz zupelnie normalne ognisko..he he domowe.pozdr. Tak.. wszystko zależy jakie przyjmiemy normy i standardy. Przed wczoraj próbowaliśmy sobie wyjaśnić powód kłótni. Skończyło się.. kolejną kłótnią. Więc wczoraj zaczeliśmy w miarę normalnie rozmawiać. Ciche dni tak jak kłótnie do niczego nie prowadzą. Przy okazji rani się dzieci - ofiary wojny domowej - które rozumieją więcej niż nam się wydaje. Odpowiedz Link Zgłoś
charlie_x Re: pozdrowienia za nim mnie żona wykończy 30.10.03, 10:26 ...oboje kochacie sie ,to widac.Teraz powiem Ci co ja robielem w sytuacji, gdy byl krzyk albo / i/ placz.Pocaluj dlugo i namietnie..i powiedz jej,ze i tak ja bardzo kochasz.To dziala zawsze na "mur",a dzieci swietnie rozumieja to co mowicie do siebie i to , ze sie jednak kochacie.spoko i pozdr. 8) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lena Re: pozdrowienia za nim mnie żona wykończy IP: 80.48.96.* 30.10.03, 10:03 Myśle, że na ogół ludzie chcą mieć w domu spokój a nawet serdeczność i uśmiech. Zwykle kłótnie w których nie wiadomo tak do końca o co chodzi mają ukryte dno - może Twoja żona nie pracuje, czeka na Twój powrót i liczy na to, że z Tobą pogada /może o wszystkim i o niczym/ a Ty gadania masz dość w pracy a o pracy w domu nie będziesz rozmawiał. Może ta róża, spacer, rozmowa coś by dała. W układzie gdy ona krzyczy a on milczy wcale jeszcze - wbrew pozorom - nie jest żle. Źle jest wtedy gdy już oboje milczą. Posłuchaj o czy ona krzyczy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Teresa Re: pozdrowienia za nim mnie żona wykończy IP: *.devs.ac-net.pl 30.10.03, 10:09 dywersant, ze sposobu w jaki relacjonujesz sprawe widac, ze masz poczucie humoru i troche dystansu do tego wszystkiego - swietnie, z takimi ludzmi da sie zyc! Zartem mozna wiele sytuacji rozladowac, mozna tez skierowac "dyskusje" na inne tory i powrocic do waznych spraw, w lepszym momencie, kiedy emocje opadna. Ale o tej pomocy pomysl - z boku, przez osoby niezaangazowane wszystko widac znacznie lepiej, a co najwazniejsze obiektywnie. Oczywiscie razem, obydwoje musicie po te pomoc pojsc. I tak jak z choroba, nie czekaj az sie rozwinie, najlepiej jest zapobiegac, a jesli juz sie pojawia - trzeba zadzialac na samym poczatku, pozniej bedzie trudniej. Musze powiedziec, ze jak rzadko tutaj, ta dyskusja szalenie mi sie podoba, tez sie usmialam. Trzymaj sie i badz madrym "alkoholikiem", ktory szuka pomocy od razu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jim Re: pozdrowienia za nim mnie żona wykończy IP: *.il.waw.pl / 10.0.20.* 30.10.03, 10:20 Kup koniecznie różę! Chłopie, słuchaj się kobiet. Odpowiedz Link Zgłoś
dywersant1 Re: pozdrowienia za nim mnie żona wykończy 30.10.03, 10:24 Gość portalu: jim napisał(a): > Kup koniecznie różę! Chłopie, słuchaj się kobiet. szef mnie naprawdę ukatrupi i zrobi to lepiej niż żona. miałem już uciekać z netu. moje słonko nie lubi róż. tak twierdzi. dobra, coś wymyślę. dzięki Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: pozdrowienia za nim mnie żona wykończy IP: *.chello.pl 30.10.03, 10:46 dywersant1 napisał: > Gość portalu: jim napisał(a): > > moje słonko nie lubi róż. tak twierdzi. dobra, coś wymyślę. dzięki Kino i roza, a pozniej kolacjawe dwoje! Moze po prostu potrzebuje tak jak i Ty, wytchnienia?! Odpowiedz Link Zgłoś
dywersant1 dzięki Teresa 30.10.03, 10:21 Dzięki Teresa. Jakieś antidotum muszę -musimy- z żoną znaleźć. Przed nami pewnie kilkadziesiąt lat życia. A jak narazie długi weekend. I nastrój mam "świąteczny". Pozdrawiam i wracam do pracy bo szef zamiast żonki mnie ukatrupi. Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Re: dzięki Teresa 31.10.03, 11:15 dywersant1 napisał: > Dzięki Teresa. Jakieś antidotum muszę -musimy- z żoną znaleźć. Przed nami > pewnie kilkadziesiąt lat życia. A jak narazie długi weekend. I nastrój > mam "świąteczny". Biorąc charakter święta to niezawesoły ten nastrój:)))) > Pozdrawiam i wracam do pracy bo szef zamiast żonki mnie ukatrupi. Odpowiedz Link Zgłoś
cailla Terapia! 30.10.03, 21:03 Super, że ludzie tu piszą, że widać, że się kochacie itd, to pokrzepia. Zresztą widać, że wam obojgu zależy. Ale nawet nie zdajesz sobie sprawy ile to daje kiedy ktoś zupełnie z zewnątrz powie parę "fachowych" słów. Uwierz mi. A że jest to przyznanie się do niepowodzenia? Przeczytaj swoje własne motto. :-) Zresztą- na razie to tylko kłopoty a nie niepowodzenie. A w miarę upływu czasu pewne schematy zachowań się utrwalają, wzajemny żal jest coraz głębszy i nikt już nie pamięta o co a narasta poczucie, że tego się nie da odwrócić. Samemu bardzo trudno jest wyjść z błędnego koła. A jesli się zdecydujecie- możecie się zdziwić jak łatwe to się okaże z pomocą terapeuty. I niekoniecznie za pieniądze! :-) Mogę Ci pomóc znaleźć kontakt jeśli dasz znać skąd jesteś. Odpowiedz Link Zgłoś
dywersant1 Re: Terapia! 31.10.03, 10:39 cailla napisała: > Super, że ludzie tu piszą, że widać, że się kochacie itd, to pokrzepia. Zresztą > widać, że wam obojgu zależy. Ale nawet nie zdajesz sobie sprawy ile to daje ki > edy ktoś zupełnie z zewnątrz powie parę "fachowych" słów. Uwierz mi. A że jest > to przyznanie się do niepowodzenia? Przeczytaj swoje własne motto. :-) Zresztą- > na razie to tylko kłopoty a nie niepowodzenie. A w miarę upływu czasu pewne sc > hematy zachowań się utrwalają, wzajemny żal jest coraz głębszy i nikt już nie p > amięta o co a narasta poczucie, że tego się nie da odwrócić. Samemu bardzo trud > no jest wyjść z błędnego koła. A jesli się zdecydujecie- możecie się zdziwić ja > k łatwe to się okaże z pomocą terapeuty. I niekoniecznie za pieniądze! :-) Mogę > Ci pomóc znaleźć kontakt jeśli dasz znać skąd jesteś. Moja żonka to kobieta zbyt dumna (jak na razie) aby skorzystać z pomocy osoby trzeciej. Ja też muszę do tego dojrzeć. Na razie biorę pod uwagę taką możliwość. Znam nawet jakiegoś psychologa. Facet jest obecnie w depresji, więc nie wiem kto komu mógłby pomóc :) Wczoraj pewnie byśmy się znów chwycili za łby. Ale się zamknąłem,przemyślałem i doszedłem do wniosku że żonka miała po części rację. Co nie oznacza że ja też nie miałem racji. Jestem typem gościa który się zamyka w sobie. Zobaczymy jak to życie się potoczy. Dzięki za rady. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Teresa Re: Terapia! IP: *.devs.ac-net.pl 31.10.03, 11:05 Zamykanie sie w sobie, spychanie albo tlumienie emocji i uczuc na dluzsza mete prowadzi do chorob i za iles lat zaplacisz za to jakims atakiem serca, wrzodami, paradontoza i innymi. Problemy i napiecia trzeba jednak rozwiazywac i to najlepiej na biezaco. Trzeba tylko nauczyc sie JAK dyskutowac, tzn. jak komunikowac swoje racje i potrzeby nie raniac i nie obwiniajac przy tym drugiej strony, treba tez byc otwartym na jej potrzeby i gotowym do sluchania i rozumienia jej punktu widzenia. W malzenstwie na kazdym kroku jest wazny kompromis, nie JA, a My na pierwszym miejscu. Stara prawda jest taka, ze tylko podejsciem pelnym MILOSCI mozna cos zmienic. I nie zawsze warto upierac sie przy swojej racji, to nie jest najwazniejsze. Co do psychologow, to prawda, ze wiekszosc z nich wybrala psychologie, bo mieli problemy ze soba; podobno tez malzenstwa psychologow sa najgorsze - to slyszalam od psychologa. Mozna jednak znalezc dobrego terapeute od malzenstw z problemami i warto. Komunikacja- to jest to, w czym wiekszosc z nas nie jest najlepsza. Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Re: Teresa 31.10.03, 11:14 Wszystko to fajnie, ale chodzi o to, żeby to robiło oboje partnerów. Jeśli tylko jedno z nich ma tego świadomość i chce tak postępować , a do drugiego to nie dociera to nic nie zdziałają. Terapia by się im przydała, ale wstrząsowa. Moi znajomi dopiero jak stracili dziecko w wyniku ciężkiej choroby się opamiętali. Wcześniej były awantury o wszystko, wyprowadzki, powroty. Dopiero takie nieszczęście, odejście jedynego dziecka, uświadomiło im mizerotę ich dotychczasowych problemów i konfliktów z tym związanych. Czego oczywiście Dywersant Wam nie życzę. Gość portalu: Teresa napisał(a): > Zamykanie sie w sobie, spychanie albo tlumienie emocji i uczuc na dluzsza mete > prowadzi do chorob i za iles lat zaplacisz za to jakims atakiem serca, > wrzodami, paradontoza i innymi. Problemy i napiecia trzeba jednak rozwiazywac i > > to najlepiej na biezaco. Trzeba tylko nauczyc sie JAK dyskutowac, tzn. jak > komunikowac swoje racje i potrzeby nie raniac i nie obwiniajac przy tym drugiej > > strony, treba tez byc otwartym na jej potrzeby i gotowym do sluchania i > rozumienia jej punktu widzenia. W malzenstwie na kazdym kroku jest wazny > kompromis, nie JA, a My na pierwszym miejscu. Stara prawda jest taka, ze tylko > > podejsciem pelnym MILOSCI mozna cos zmienic. I nie zawsze warto upierac sie > przy swojej racji, to nie jest najwazniejsze. > Co do psychologow, to prawda, ze wiekszosc z nich wybrala psychologie, bo mieli > > problemy ze soba; podobno tez malzenstwa psychologow sa najgorsze - to > slyszalam od psychologa. Mozna jednak znalezc dobrego terapeute od malzenstw z > problemami i warto. Komunikacja- to jest to, w czym wiekszosc z nas nie jest > najlepsza. Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Re: Terapia! 31.10.03, 11:10 dywersant1 napisał: Zobaczymy jak > to życie się potoczy. Potoczy? Tak bezwolnie, bez niczyjego udziału chciałbyś żeby wszystko się wyprostowało samo? Nie licz na to. Moja matka też mi mawia przez 14 lat - poczekaj, czas wszystko pokaże. Ona tak czekała i się doczekała, została w wieku 59 lat wdową, szczęśliwą wdową:((( No i co z tego. Żyje teraz sama, widzę, że brak partnera życiowego odbija się na niej niekorzystnie.. A gdyby rodzice rozwiązali wcześniej ten problem może nie byłaby teraz taka samotna, i nam zaoszczędziłaby stresów. Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Bardzo fajnie:((((( 31.10.03, 11:05 cailla napisała: > Super, że ludzie tu piszą, że widać, że się kochacie itd, to pokrzepia. Jesteś młoda zapewne, i nie wiesz, jak takie awantury działają na dłuższą mętę na związek. Po kilkunastu latach nie masz już sił ani ochoty kolejny raz się przepraszać, bo wiesz, że po miesiącu, dwóch wszystko wróci do normy, tzn, on/ona nie wykaże poprawy. I nic tu nie pomoże terapeuta. Jeśli jest niezgodność charakterów to terapeuta tylko uśmierzy ból, nie wyleczy związku. Zresztą > widać, że wam obojgu zależy. Ale nawet nie zdajesz sobie sprawy ile to daje ki > edy ktoś zupełnie z zewnątrz powie parę "fachowych" słów. Uwierz mi. A że jest > to przyznanie się do niepowodzenia? Przeczytaj swoje własne motto. :-) Zresztą- > na razie to tylko kłopoty a nie niepowodzenie. A w miarę upływu czasu pewne sc > hematy zachowań się utrwalają, wzajemny żal jest coraz głębszy i nikt już nie p > amięta o co a narasta poczucie, że tego się nie da odwrócić. Samemu bardzo trud > no jest wyjść z błędnego koła. A jesli się zdecydujecie- możecie się zdziwić ja > k łatwe to się okaże z pomocą terapeuty. I niekoniecznie za pieniądze! :-) Mogę > Ci pomóc znaleźć kontakt jeśli dasz znać skąd jesteś. Odpowiedz Link Zgłoś
cailla Re: Bardzo fajnie:((((( 31.10.03, 12:09 Dzięki za komplement! Też uważam, że trzydzieści parę lat to jeszcze nie starość. A 12-letni staż małżeński- nie taki długi. Z doświadczenia (na szczęście nie osobistego ale zawodowego) wiem jak takie awantury działają na dłuższą metę. I wiem co potrafi dobry terapeuta. Bo nie chodzi o uśmierzenie bólu ale o rozwiązanie problemu. I to nie terapeuta go rozwiązuje ale sami zainteresowani. Terapeuta jest tylko po to, żeby nie powtarzali tych samych schematów, które, pomimo najszczerszych checi obu stron (bo tak jest w większości przypadków), uniemożliwiają wyjście z błędnego koła. Odpowiedz Link Zgłoś