mareczekk77
26.12.08, 11:13
Dawno temu, w grzesznej młodości, zakochałem się w pewnej dziewczynie.
Była to dziewczyna bardzo miła, i ćwiczyła karate. W domu miała zestaw do
ćwiczeń, kaski, rękawice, ochraniacze na nogi. Cały czas żyła tą sztuką walki,
pasjonowała się nią. I oczywiście namówiła mnie na sparring używając do tego
argumentów "jesteś facet czy nie jesteś?" "nie masz jaj?". Nałożyłem ten kask,
rękawice, ochraniacze na nogi, i walczymy. Ta walka wyglądała w ten sposób, że
byłem bezlitośnie kopany po bokach i okładany rękawicami po głowie.
Owszem, od 16 roku życia dzień w dzień ćwiczę na worku, ale zawsze ćwiczyłem
tak, że tylko ciosy w worek. Ani nie znam się na pracy nóg, ani nie znam
technik obronnych, ćwiczę tylko atak. I teraz powstała głupia sytuacja, bo
oczywiście znacznie lżejszej dziewczyny ode mnie nie mogę uderzyć, bronić za
bardzo się nie umiem, więc pokornie przyjmuję ciosy, i uwierzcie mi - Iwona
Guzowska to z niej nie była, ale mimo wszystko to cholernie bolało. Ale że
wtedy nie potrafiłem odmówić, powiedzieć po prostu że nie mam ochoty dalej na
tą "zabawę", robiłem dobrą minę do złej gry. Uśmiechałem się na siłę, udając
że te ciosy nie robią na mnie wrażenia. To co w którymś momencie zauważyłem,
coś co bardzo, ale to bardzo mi się nie spodobało, to to że bijąc mnie
kandydatka na moją dziewczynę odczuwała satysfakcję i przyjemność. Doskonale
wiedziała że to mi sprawia ból.
Dostałem kilka razy pięścią mocno w nos kiedy rozpaczliwie próbowałem rękoma
zasłaniać brzuch przed kopnięciami, i już mi się mroczki czerwone robiły przed
oczyma. Kolejne kopnięcie z wyskoku mego aniołka skończyło się tak że nie
mogąc się już cofać (miałem ścianę za plecami) złapałem ją za słodką stópkę,
wygiąłem nóżkę maksymalnie do góry i blond aniołek z wściekłym wyciem
wywrócił się na plecy. Gdy wstała, widząc nieśmiało uśmiechającego się
przeciwnika który się nie broni bo szanuje jej kobiecość, poczuła zew krwi, i
dostała szału okładając mnie naprawdę już z całej siły gdzie się dało, licząc
że będę stał i poczekam aż ona się wyładuje.
Aż w końcu dostałem kopniaka w krocze, i puściły mi nerwy, zadziałałem
instynktownie, przyłożyłem jej dwa razy, i się wywróciła. Zrobiło mi się
strasznie przykro, ale to było poza moją kontrolą. Zdjąłem jej kask, okryłem
kocykiem bo była mocno zamroczona (a ludzi z podejrzeniem urazu kręgosłupa nie
można ruszać z miejsca) i tylko coś mamrotała. Moja sympatia jak się trochę
przebudziła, zaczęła płakać, a potem jak nie wrzaśnie że jestem świnią :) leży
i mnie wyzywa, że wezwie policję, że jestem chory, nienormalny. Siedzę przy
niej, patrzę jak mnie wyzywa. Jak wstała i widząc że nic jej nie jest podjąłem
decyzję co do naszej przyszłości, i postanowiłem że ją przytulę.
Gdy do niej podchodziłem by ja przytulić, coś mi krzyczała, wyrywała się, więc
jej powiedziałem że jeśli podniesie na mnie rękę to teraz nie skończy się na
podbitym oku i rozkwaszonym nosie i ma robić co każę, i nie żartowałem, więc
przestała się wyrywać i znieruchomiała. Przytuliłem ją, powąchałem ostatni raz
jej włosy, polizałem delikatnie jej spoconą skórę na szyi smakując jej smak,
pocałowałem w policzek, podziękowałem za znajomość i wyszedłem, by nigdy nie
wrócić.
I to było moje ostatnie spotkanie z nią, mimo że pisała do mnie ponad rok
czasu, prosząc o spotkanie.
No cóż, to był koniec naszej relacji. Teraz były rękawice, później byłby nóż z
którym bym sobie nie dal rady. Drogie Panie. Gdy coś ćwiczycie, powtarzanie
ciosów w cieplutkiej sali treningowej to jedno, a ulica i jej warunki to
drugie. Na sali jesteś przygotowana, wysiusiana, rozgrzana, trener uważa żeby
Ci nie zrobić krzywdy. Na ulicy często jest tak, że wygrywa proza życia. Chce
Ci się siusiu, czasem coś więcej niż siusiu, masz katar, pada deszcz, śnieg,
jesteś zmęczona, marzysz o prysznicu i łóżku. I nagle dostajesz cios pięścią w
twarz. Nie ma trenera, nie ma żadnej pomocy, musisz sobie poradzić. Nie ma
wygodnego kimono, są za to szpilki i spódniczka krępująca ruchy.
Tu nie zmanipulujesz faceta płaczem i wymownym milczeniem, nie radzę także
mówić mu że jego koledzy lepiej zarabiają. Tu musi być żelazny odruch
bezwarunkowy, albo chwyt za jądra, albo palce w oczy. Lepiej żeby napastnik
stracił oko, niż żeby kobieta została zgwałcona z czym sobie nie poradzi do
końca życia. Zapraszam Panie na przykład na krav magę, albo Judo. Jeśli jesteś
osoba nerwową, nie uprawiaj krav magi. Zdenerwujesz się w czasie kłótni z
mężem, i zadziałasz odruchowo, okaleczając go. Dla nerwowych Pań Judo, dla
spokojnych z charakteru krav maga. Małym kobietkom raczej nie polecam sportów
gdzie się uderza z racji małej masy w stosunku do atakującego, ale jak któraś
z Pań lubi, to czemu nie? każdy sport nie uprawiany wyczynowo jest zdrowy i
polepsza naszą samoocenę.
Czy wspominałem wam że jestem wolny aktualnie? nie? :) no właśnie, moja
partnerka (szukam kobiety z Warszawy, 18 - 39 lat) musi się uczyć jakiejś
sztuki walki, bym był spokojniejszy o nią gdy sama gdzieś będzie.