Dodaj do ulubionych

Problem rodzinny - proszę o radę (długie)

05.11.03, 16:29
Odzywam się po długim milczeniu :) Ostatnio pracuję rawie na dwa etaty...
Mam problem, który zaostrzył się właśnie dzisiaj, dlatego chcę się trochę
wyżalić i poprosić was o obiektywne spojrzenie i radę, jak się zachować.

Od października wynajmujemy z mężem dwupokojowe mieszkanie. Spełniło się nasze
marzenie o wspólnym samodzielnym mieszkaniu. Przed ślubem pomieszkiwaliśmy w
mieszkaniach z lokatorami. Było to dosyć uciążliwe, ale decydowały o tym
głównie finanse. W końcu znaleźliśmy wymarzone gniazdko :) Z początkiem
października okazało się, że mieszkał będzie z nami mój młodszy brat (student I
roku). Trochę za późno zabrał się (właściwie zabrali się, bo szukał z Mamą) za
szukanie dla siebie stancji i wprowadził się do drugiego pokoju. Powiem wam
szczerze, że nie byłam zbyt zadowolona z tego faktu... samodzielnego mieszkania
szukaliśmy sobie z tego względu, by nareszcie czuć się u siebie i bez
skrępowania chodzić po mieszkaniu w gaciach (takie dosadne uproszczenie). No,
ale w końcu to mój ukochany brat i tak bardzo zależało Mamie... Mama zapłaciła
za pokój za dwa miesiące z góry. Nie wymagałam od niej tych pieniędzy, ale sama
doszła do wniosku, że skoro i tak poszłyby na stancję, to nam się przydadzą.
Przydały się, bo mieszkanie nie jest tanie i przecież odkładamy na własne
(oszczędzamy na wkład do kredytu, który zamierzamy wziąć w przyszłym roku).
Ja i mąż zajeliśmy największy pokój, ale niezbyt wygodny, bo przejściowy do
kuchni. Brat zamieszkał w mniejszym. Wszystko było w porządku do czasu... gdy
zaczęły mnie denerwować pewne sprawy. Napiszę wprost: kocham brata, to
inteligentny i wrażliwy facet, ale kompletnie niezaradny. Najmłodszy, więc do
tej pory wszystko robiła za niego Mama. Śniadanko, obiadek, kolacja, pranie,
gotowanie, sprzątanie. Myślałam, że skoro brat rozpoczął studia będzie próbował
się jakoś usamodzielnić... Chyba się trochę pomyliłam... Co prawda śniadania
robił sobie sam, ale przez pierwszy miesiąc obiady miał podtykane pod nos. Nie
dokładał się do budżetu obiadowego (wiem, że dostaje pieniądze od Mamy), ale to
mniejszy problem. Myślałam, że skoro gotujemy dla niego, to chociaż naczynia po
obiedzie pozmywa... On tymczasem zmywał tylko swój talerzyk. Drugą sprawą,
która mnie wyprowadzała z równowagi był brak jakiejkolwiek inicjatywy z jego
strony jeżeli chodzi o sprzątanie. Raz poprosiłam go, żeby posprzątał łazienkę.
Usłyszałam, że... nie potrafi. Dałam sobie spokój, pewnie niepotrzebnie. I
teraz mam za swoje. Kolejna sprawa drażliwa: siedzenie w naszym pokoju przed
telewizorem do późnego wieczora. Zero wyczucia, zawsze trzeba go delikatnie
wypraszać. Właściwie, to chyba rozumiem jego zachowanie... nasze mieszkanie
stało się przedłużeniem rodzinnego domu, w którym we wszystkim wyręcza go Mama.
Jakoś podświadomie, znając ten układ rodzinny, przejęłam tę rolę...
Po miesiącu wszystko zaczęło mnie denerwować. Ani się z mężem porządnie
pokłócić, ani porządnie pokochać :)
Pewnego dnia studiując ogłoszenia w prasie napomknęłam bratu, że ktoś poszukuje
współlokatora. Powiedziałam w dobrej wierze, w końcu umawialiśmy się na 2
mies., a lokum trzeba sobie szukać przynajmniej na 2 tyg. przed wyprowadzką.
Nie miałam pojęcia, że odniesie to taki skutek. Jemu zrobiło się przykro.
Pojechał do domu i powiedział Mamie, że chyba go nie chcemy. Rezultat: Mamie
zrobiło się przykro, mi jest głupio i jestem wściekła. Zostałam wmanewrowana w
pewną sytuację i teraz robi się ze mnie osobę, która gra nie fair...
Dziś miałam okazję usłyszeć od Mamy przez telefon, że jest jej przykro.
Zdenerwowałam się. Chciałam pomóc, naprawdę. Ale nie kosztem moich nerwów....
Jak rozegrać tę sytuację, żeby wielk był syty i owca cała?

Pozdrawiam. Atlantis
Obserwuj wątek
    • mike_mike Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 16:34
      Wybacz, ale samo sobie jesteś winna. Brat dorosły (studiuje) - na kopach
      wywalić z domu i nie dać się terroryzować.
      • mike_mike Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 16:42
        mike_mike napisał:

        > Wybacz, ale samo sobie jesteś winna. Brat dorosły (studiuje) - na kopach
        > wywalić z domu i nie dać się terroryzować.

        Pasożyt jeden, no!
        (brat oczywiście).
        • atlantis75 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 16:45
          mike_mike napisał:

          > mike_mike napisał:
          >
          > > Wybacz, ale samo sobie jesteś winna. Brat dorosły (studiuje) - na kopach
          > > wywalić z domu i nie dać się terroryzować.
          >
          > Pasożyt jeden, no!
          > (brat oczywiście).

          Winne temu wychowanie...
          • mike_mike Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 16:46
            atlantis75 napisała:

            > mike_mike napisał:
            >
            > > mike_mike napisał:
            > >
            > > > Wybacz, ale samo sobie jesteś winna. Brat dorosły (studiuje) - na kop
            > ach
            > > > wywalić z domu i nie dać się terroryzować.
            > >
            > > Pasożyt jeden, no!
            > > (brat oczywiście).
            >
            > Winne temu wychowanie...

            A co na tę sytuację Twój mąż? On to musiał piekło przechodzić...
      • Gość: rózia Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) IP: 195.116.161.* / 195.116.161.* 06.11.03, 15:34
        Z życia wzięte.
        Młodzi po ślubie kupili sobie dwupokojowe mieszkanie (wiosną), od października
        zaczeła studia siostra dziewczyny i zamieszkała z nimi . Następnej wiosny
        pojawiło się dziecko, dziewczyna nie miała możliwości skorzystania z urlopu
        wychowawczego(tylko nie piszcie prosze że jej się należał) więc w mieszkaniu
        pojawiła się babcia (bardzo toksyczna osoba ;-)). Po roku facet zabrał się z
        tego mieszkania i się wyprowadził i wcale się jemu nie dziwię. Ślub bierze się
        z ukochaną osobą a nie z całą jej rodziną. Dzis są razem.Siostra skończyła
        studia, młody chodzi do przedszkola a babcia wróciła do swojego domu.
    • yagienka Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 16:37
      ciężko będzie, ale musisz dążyć do tego, aby brat się wyprowadził. nie po to
      czekaliście tyle czasu na chwilę, gdy wreszcie będziecie "u siebie".
      on jest dorosły, zdrowy, a i finansowo też chyba stać go (a raczej mamę) na
      stancję dla niego. im jest przykro, ale bez porównania bardziej przykro jest
      Tobie, że nie układa Ci się tak jak sobie wymarzyłaś.
      zatem, nie poddawaj się - macie pełne prawo mieszkać sami!




    • malen_a Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 16:39
      ale sie dalas wrobic w brata, wspolczuje...
      tzn ja rozumiem, ze go kochasz i chcesz pomoc, ale mieszkanie razem i to nie w
      domu rodzinnym powinno sie odbywac na zasadzie "porozumienia stron" - ustalenia
      jak dzielicie sie robota itp...
      Nie wiem jakie masz stosunki z mama, ale mysle, ze jak spokojnie z nia
      porozmawiasz to zrozumie Twoje argumenty, bo wg mnie Twoj brat powinien w koncu
      stanac na wlasnych nogach i rozpoczac samodzielne zycie, czy mama chce go przy
      wszystkim wyreczac (ja sama szukalam sobie lokum oraz zalatwialam akademiki,
      nawet po rozopczecieu roku, wiec wiem, ze jest mozliwe, aby gdzie sie
      wyprowadzil)...
      poza tym chyba nie chcesz, aby na tym wspolnym mieszkaniu ucierpialo Wasze
      malzenstwo..
    • glonik Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 16:41
      Zgadzam się z dosadnym Mikem. Niestety Twój brat musi dorosnąć, a takie
      wychowanie zupełnie go do tego nie mobilizuje. Po co ma się męczyć, jesli go we
      wszystkim wyręczają. Też bym tak chciała. Powiedz Mamie, że trudno, ale i Ty i
      Twój brat jesteście ludźmi dorosłymi i ponosicie konsekwencje tego stanu. Nie
      daj się wrobic w poczucie winy!!!!!! Najważniejszy krok zrobiłaś. Nie wycofaj
      się tylko! Życzę Ci spokoju i cierpliwości, bo moga być rodzinne naciski. I
      poszalejcie wreszcie SAMI z mężem w mieszkanku ;). Pozdrawiam.
      • atlantis75 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 16:44
        glonik napisała:

        > Nie daj się wrobic w poczucie winy!!!!!!

        Trochę poczułam się winna..., ale teraz to jest wściekła.



        > I poszalejcie wreszcie SAMI z mężem w mieszkanku ;). Pozdrawiam.

        Wiesz, o co chodzi :)))
    • Gość: kohol Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) IP: *.crowley.pl 05.11.03, 16:44
      Hm
      My własnie jesteśmy przed decyzją, by na czas studiów moja siostra się do nas
      wprowadziła. Przygotowalibyśmy jej wielki pokój w piwnicy, byłaby trochę jakby
      z nami, a trochę oddzielnie. Boje sie tego w zasadzie, ale mamy spory dom i tak
      trochę głupio by było, żeby coś sobie w tej sytuacji wynajmowała.
      Jest samodzielna (zmywa, gotuje, pierze), ale Twój post uświadomił mi, że to
      nie zawsze musi być różowo.
      Hm...
      • stankiee Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 16:55
        Przerabiałam ten temat dwa razy (niestety). Przeprowadziliśmy się do W-wy 5 lat
        temu. Nokogo nie obchodziło jak żyjemy, za co, ile kosztuje wynajem (nie wolno
        było nam udostępniać pokoju innym osobom). Aż tu nagle wprowadza się męża
        siostra, na czas studiów (oczywiście za darmo). Powiedziałam NIE (wojna z
        teściową, moja nieżyczliwość, brak zrozumienia dla młodszej siostry męża, brak
        pomocy itd). Rok temu ten sam problem wypłynął u mojego brata. Mamy swoje
        mieszkanie, więc czemu nie? Też powiedziałam NIE. Mam prawo do prywatności w
        mieszkaniu. Tym bardziej, że nikt nie interesował się w momencie jego kupna,
        remontu czy podczas spłaty kredytu (nie wchodziło w grę dzielenie kosztów).
        Efekt jest niestety taki, że jedna i druga mama jest obrażona za naszą postawę.
        Na nic argumenty, że w 60m mieszkamy w czwórkę z psem, że chcemy prywatności,
        że dzieci chodzą wcześnie spać. Brak zrozumienia. Ale nie mam poczucia winy. To
        jeden ze sposobów na pomoc rodzeństwu. Choć brat ostatnio powiedział, że chce
        przeprowadzić się za nami i czy w drodze wyjątku mógłby liczyć na przenocowanie
        kilka pierwszych dni (sam powiedział, że on też potrzebuje kogoś zaprosić, czuć
        się swobodny, wracać wieczorem i nie być dla kogoś ciężarem). Więc nauka chyba
        w las nie poszła.
      • beemka1 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 20:40
        'Przygotowalibyśmy jej wielki pokój w piwnicy,'

        Wybacz, ale rozbawilo mnie to setnie:-)))
        • byhanya Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 21:24
          wydaje mi sie ze to wysoka piwnica z oknami....
          • beemka1 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 21:57
            ...zwana inaczej suterena:-) To tez sie domyslilam, ale zabrzmialo
            zabawnie...przynajmniej dla mnie:-)
            • Gość: kohol Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) IP: *.crowley.pl 06.11.03, 12:27
              Wię, to brzmi głupio :)
              No ale w piwnicy jest pokój wielkości salonu (ciut mniejszy niż całe pierwsze
              mieszkanie moich rodziców), odbowiony, jest oddzielne wejście (więc
              oddzielna "klatka", klucz itd). Fakt, z oknami (na wschód i na zachód).
              Skakałabym z radości, gdybym coś takiego w swoim czasie dostała do urządzania i
              mieszkania!
              :)
    • aguszak Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 17:00
      Myślę, że nie popełniłaś żadnego błędu i tak naprawdę wina nie leży wcale po
      Twojej i męża stronie. Mama Twoja prawdopodobnie jest nadopiekuńcza wobec brata
      (znam to z autopsji) i pomyślała sobie, że to dobry układ, bo z ciepełka
      domowego trafił prosto pod skrzydła siostry (czytaj: do ciepełka domowego),
      gdzie również jest ze wszystkiego wyręczany.
      A już najbardziej zdenerwował mnie fakt, że poleciał na skargę do mamusi... No
      nie, tego bym mu nie darowała i przeprowadziła solidną, "męską" rozmowę z
      braciszkiem.
      Pozdrowionka i konsekwencji życzę w rozwiązaniu tej sprawy. Musisz porozmawiać
      z mamą i bratem (najlepiej osobno z każdym z nich) i przedstawić Twój punkt
      widzenia, którego żadne z nich nie brało w ogóle po uwagę.
      Papatki "zielona" Atlantis :)
      • atlantis75 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 11:37
        aguszak napisała:

        > Myślę, że nie popełniłaś żadnego błędu i tak naprawdę wina nie leży wcale po
        > Twojej i męża stronie. Mama Twoja prawdopodobnie jest nadopiekuńcza wobec brata
        (znam to z autopsji) i pomyślała sobie, że to dobry układ, bo z ciepełka
        > domowego trafił prosto pod skrzydła siostry (czytaj: do ciepełka domowego),
        > gdzie również jest ze wszystkiego wyręczany.

        Też tak uważam. Jej się to, mówiąc rzeczowo, bardzo "opłaca". Wie, że nie będzie
        chodził głodny, że będzie pod moją "kontrolą"...


        > A już najbardziej zdenerwował mnie fakt, że poleciał na skargę do mamusi... No
        > nie, tego bym mu nie darowała i przeprowadziła solidną, "męską" rozmowę z
        > braciszkiem.

        Boshe, jak mi się ciężko zabrać do tej rozmowy... Jestem kłębkiem nerwów i nie
        chcę powiedzieć za dużo, zranić kogoś w afekcie.



        > Pozdrowionka i konsekwencji życzę w rozwiązaniu tej sprawy. Musisz porozmawiać
        > z mamą i bratem (najlepiej osobno z każdym z nich) i przedstawić Twój punkt
        > widzenia, którego żadne z nich nie brało w ogóle po uwagę.

        Porozmawiam. Tak mi przykro po wczorajszej rozmowie z Mamą... Poczułam się
        nierozumiana i... wszystkiemu winna. Jednocześnie wściekła i bardzo zła. Zamiast
        wrócić po pracy do domu przeszłam się na dłuuugi spacer, bo wiedziałam, że brat
        będzie siedział w domu przed telewizorem, a nie miałam ochoty z nim rozmawiać.
        Tak się cieszyłam z tego mieszkania! A tutaj...


        > Papatki "zielona" Atlantis :)


        Ty też jesteś zielona! :)
        • aguszak Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 12:45
          atlantis75 napisała:

          > Też tak uważam. Jej się to, mówiąc rzeczowo, bardzo "opłaca". Wie, że nie
          będzi
          > e
          > chodził głodny, że będzie pod moją "kontrolą"...

          Pisałam, że znam to z autopsji... moja Mama bardzo nie chciała z kolei wypuścić
          mojego brata i jego narzeczonej spod swojego dachu i swych skrzydeł: "Przecież
          im tu nieczego nie brakuje..." Niczego, oprócz usamodzielnienia się, intymności
          oraz nauki odpowiedzialności...

          > Boshe, jak mi się ciężko zabrać do tej rozmowy... Jestem kłębkiem nerwów i
          nie
          > chcę powiedzieć za dużo, zranić kogoś w afekcie.

          Doskonale Cię rozumiem... Rodzice zaszczepiają swoim pociechom coś w rodzaju
          organicznego poczucia winy. Ja do dziś cokolwiek bym nie zrobiła, podświadomie
          zastanawiam się, co by na to rodzice powiedzieli, a potem... szybko daję sobie
          po łapkach ;) Poza tym ciągle musimy się miotać pomiędzy tym, czego oczekują od
          nas rodzice i mąż... to trochę inna para kaloszy, niż to, co opisałaś, ale tak
          bardzo znowu nie odbiega od tematu... Grunt, to nabrać dystansu do tych
          oczekiwań i zacząć myśleć, co ja bym wolała, co ja chciałabym zrobić w takim
          momencie, co dla mnie będzie najlepsze... Dla Ciebie najlepsze będzie
          kierowanie się szczęściem rodziny, którą właśnie założyłaś... ja też to
          zrozumiałam :)

          > Porozmawiam. Tak mi przykro po wczorajszej rozmowie z Mamą... Poczułam się
          > nierozumiana i... wszystkiemu winna. Jednocześnie wściekła i bardzo zła.
          Zamias
          > t
          > wrócić po pracy do domu przeszłam się na dłuuugi spacer, bo wiedziałam, że
          brat
          >
          > będzie siedział w domu przed telewizorem, a nie miałam ochoty z nim
          rozmawiać.
          > Tak się cieszyłam z tego mieszkania! A tutaj...

          Tak naprawdę, to nikt nie ma prawa Ci odbierać tej radości, nawet, jeżeli jest
          to ukochana mama i brat...

          > Ty też jesteś zielona! :)

          Cieszę się, miałam nadzieję... :)))
        • anda99 Dla Atlantis - kilka porad 17.11.03, 13:55
          Droga Atlantis,

          Z tego co piszesz wynika, że Wasze mieszkanie to sypialnia z jadalnia przy
          kuchni (mieszkasz razem z mężem w większym przechodnim pokoju, bratu oddałaś
          mniejszy), w tym większym masz TV i pewnie urządziłaś go jak pokój dzienny a
          nie małżeńską sypialnie.
          Garść rad:
          1. W te pędy wykwatruj brata z waszej sypialni (tego mniejszego pokoju) i
          urządz w nim Was prywatny kącik - wara bratu od włażenia do tego pokoju.
          2. Porozmawiaj przede wszystkim poważnie z Mama. Czy ona chce zostać Babcią i
          czy chce na to czekać jeszcze 5 lat, zanim twoj brat skonczy studia?
          3. Jesli to nie pomoże i nie da twojej Mamie do myślenia to:
          3a. przenieś brata do przejsciowego pokoju
          3b. wyznacz grafik sprzatania dużego pokoju, kuchni, lazienki, etc. Jesli brat
          nie posprząta wywal mu wszystkie smieci na wyrko - Mama nie nauczyła, niestety
          Ty bedziesz musiała.
          3c. Ustal z Mama odpłatność (nie koniecznie finansową) brata za obiady
          3d. Mam nadzieje, że go nie opierasz,,, etc.
          3e. No i zabroń Bratu zapraszania do Was jakichkolwiek znajomych (przecież
          oboje pracujecie, musicie w domu wypocząć, etc...)

          I poczekaj... pewnie nie długo wytrzyma, albo zmieni się nie uciązliwego
          współlokatora, czego z całego serduszka Ci życzę.

          Pozdrawiam.
          Anda
          • atlantis75 Anda.... 17.11.03, 15:00
            anda99 napisała:

            > I poczekaj... pewnie nie długo wytrzyma, albo zmieni się nie uciązliwego
            > współlokatora, czego z całego serduszka Ci życzę.
            >
            > Pozdrawiam.
            > Anda

            Anda, przyczytaj mój wątek poniżej... zatytułowany: "Bolesna prawda".
            Sprawy przybrały inny obrót.
            Dziękuję za rady. Atlantis
    • matrek Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 17:07
      Wygląda na to, że Twój brat to naprawdę synek mamusi, nie masz więc innego
      wyjscia jak tylko otwarcie porozmawiac z mama. Najwazniejsze jest jedno - na
      tym wszystkim, ani odrobine nie moze cierpiec Twoje małżeństwo i Twoja mama
      przede wszystkim to powinna zrozumiec.
    • Gość: Triss Merigold Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) IP: *.acn.waw.pl 05.11.03, 19:16
      Dałaś się wrobić w opiekę nad dużym dzieckiem. Brat niech szybciutko dorasta na
      swoim (wynajętym, ze współlokatorem) nawet za cenę pogorszenia relacji z mamą.
      teraz masz pasożyta, współczuję Twojemu mężowi, mnie by dawno szlag trafił.
    • wasza_bogini Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 19:36
      musisz porozmawiac otwarcie i z mama i z bratem i postawic na swoim, bo bedzie
      jeszcze gorzej.
    • annielika Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 19:42
      w zupelnosci zgadzam sie z poprzednimi postami. brat jest juz dorosly, i
      powinien sam ruszyc glowa. a nie zawsze pomoc drugiemu polega na ustepowaniu.
      ja bym sie chyba wsciekla, i po tygodniu wyrzucila, niezaleznie od milosci do
      rodziny. moze ich urazilas, ale nikt sie nie przejmowal tym, ze moze ty tez
      czujesz sie urazona postawa i brata i mamy. bo nikt nie liczy sie z tym, ze
      jestescie malzenstwem i chcecie pobyc troche sami. juz sam fakt siedzenia
      przed telewizorem swiadczy o braku taktu, delikatnosci i zrozumienia.

      nie miej wyrzutow sumienia, tylko badz wierna swoim odczuciom... zycze ci
      sily...
    • kowianeczka Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 19:45
      Altantis75,
      przeczytalam Twoja historie dwa razy, wpisy ponizsze (te zalogowane) tez dwa
      razy, tak dla lepszego zrozumienia calosci..
      Prosisz publicznie o rade i zrozumienie Twojej sytuacji, moze moja opowiesc
      bedzie Tobie pomocna i przydatna.
      Twoja historia dotyczy dwoch problemow: brata, ktoremu postawiono
      alternatywe „albo-albo“ oraz brata, ktorego dalsza obecnosc w domu moze rozbic
      Wasze udane malzenstwo. .

      Mam mlodsza siostre z tej samej mamy, ale innego ojca. Rodzina do pewnego
      momentu mieszkala razem, potem siostra miala wypadek samochodowy i trafila do
      szpitala. Ile godzin ja oraz mama przemodlilysmy sie, zeby przezyla...wiemy
      tylko my. Ojciec natomiast byl przekonany, ze Mala wyjdzie z polamania, wiec
      nie przejmowal sie za bardzo zagrozeniem zycia. Zaluje, ze wtedy nie pomogl
      nam, nie wsparl, nie zdjal z nas trwogi, przerazenia, w ktorych zylysmy
      miesiacami. Trudno, stalo sie. Tak tez bywa w zyciu. Siostra pewnego dnia
      wyzdrowiala. Ten dzien, gdy zaczela chodzic i zobaczylam jej pierwszy krok do
      dzis jest jednym z najpiekniejszych, najbardziej wzruszajacych dni mojego
      zycia. Mieszkalismy wtedy wszyscy w mieszkaniu na wProstej, 4 pokoje, z oknami
      na polnoc i poludnie. Po powrocie Malej ze szpitala (kilka miesiecy pozniej)
      wszyscy oszalelismy, lacznie ze mna. Biegalismy wokol niej a to z ciastkiem, a
      to ksiazka, a to poprawialismy poduszke, a to biegalismy po swieze buleczki.
      Chcielismy widziec ja radosna i usmiechnieta. Wracajac do mieszkania, jako
      domownik mialam swoj pokoj, mniejszy niz jej, od strony poludniowej. Kazdego
      dnia budzilam sie wiec ze sloncem na twarzy i radoscia w sercu. Pomyslalam
      wowczas, ze skoro mnie jest tak slonecznie to moze nalezaloby zamienic pokoje.
      Przenioslam sie wiec do najmniejszego, sasiadujacego z moim oddajac swoj do
      dyspozycji Malej . Moj pokoj mial tez te zalete, iz byl polozony rowniez
      najblizej lazienki i kuchni. – „Mala nie musialaby meczyc sie chodzeniem na
      drugi koniec mieszkania, jesli chcialaby cos zjesc lub pojsc do toalety“- ta
      radosna mysla skwitowalam swoja udana przeprowadzke. Niestety, moja radosc nie
      trwala dlugo. Mala zaczela narzekac, ze jej pokoj jest za maly i ze ona
      potrzebuje przestrzeni na cwiczenia rehabilitacyjne. Dobrze byloby wiec, gdyby
      rodzice powiekszyli pokoj tj. przebili sciane dzielaca nasze pokoje. I tak tez
      sie stalo. Musze tez dodac, ze przenoszac sie do drugiego pokoju zostawilam
      Malej wszystko. Miala u siebie pod reka moje reczniki, ubrania, plyty,
      ksiazki. Nie przeszkadzalo mi, ze korzysta z moich rzeczy, rzeczy po to sa ,
      aby z nich korzystac, zreszta ja specjalnie nie przywiazuje wagi do tzw.
      elemntow martwych. Niedlugo po zburzeniu sciany i remoncie Mala stwierdzila, ze
      znow jej duszno i potrzebuje wiecej miejsca a wlasciwie tlenu do oddychania.
      Zapytalam mamy, czy kupic jakies rosliny (fotosynteza), ale Malej chodzilo o
      to, zebym zwolnila pokoj, gdyz zagracam. W mieszkaniu nie bylo juz wiecej
      miejsca dla mnie. Moglam zamieszkac tylko na stancji. Mala tak chce, Mala sie
      dusi, Malej jest niewygodnie, Mala potrzebuje swiatla, Mala potrzebuje tlenu.
      Mala to, Mala tamto. Dobrze. Znalazlam wiec malenka stancje, niestety w innym
      miescie. Zaczelam pracowac, studiowac, poznalam cudownego mezczyzne, wyszlam za
      maz itd . Moje kontakty z rodzina wlasciwie zostaly przerwane. Gdy raz na
      miesiac, a bywalo, ze i raz na kilka miesiecy dzwonilam do domu pytajac co
      slychac, jak zdrowie, mama prosila szeptem, zebym zadzwonila innym razem, bo
      Mala wlasnie spi i nie chcialaby jej budzic. Pamietam jak dzis, powiedzialam
      mamie- mamo, jest godzina 18.00 wczesnie, przeciez Mala jest zdrowa?! No tak,
      ale..przerwala. Nigdy nie pytalam o uklady w domu, tylko, czy sa zdrowi, co
      przeczytali ostatnio, czy byli w kinie, teatrze. Uznalam te sytuacje za
      odrobine nienormalna, ale jako osoba mieszkajaca i zyjaca gdzie indziej nie
      przywiazalam specjalnie wagi do problemu. Ktoregos dnia jednak przyjechalam do
      domu i zastalam nastepujacy obrazek. 12 godzina w poludnie, Mala w lozku w
      najwiekszym pokoju w mojej pizamie, mama niosaca jej na tacy jajeczko na miekko
      i swieze rogaliki, ojca akurat nie bylo w domu, lozko rodzicow wstawione do
      wneki, gdzie kiedys byla garderoba. Podchodze do Malej, witam sie, na co
      slysze : wiesz co! Nienawidze cie zdziro! Gdzie ostatnio puszczalas sie jak
      cie nie bylo?! Szczeka mi opadla z wrazenia. Spojrzalam na mame, a ta tylko
      spuscila glowe.
      Wyszlam do kuchni zapytac mame, czy poradzila sobie z zylakami. Z pokoju znad
      jajeczka dobiegl mnie glos: mamo jak bedziesz z nia rozmawiac to pozalujesz!
      Odnioslam wrazenie, ze znajduje sie w domu wariatow. Dobrze. Usciskalam mame,
      zostawilam ksiazke dla ojca i postanowilam zabrac swoje stare rzeczy. –Ty nie
      masz tu nic swojego, wszystko jest moje, zabieraj sie stad! Bylam tak
      zaskoczona, ze rzeczywiscie poslusznie wzielam tylko jedna swoja plyte, jedna
      kurtke i wybieglam z domu. Ojciec zalowal, ze nie wpadlam do warsztatu
      przywitac sie, ale ja bylam w kompletnym szoku i chcialam jak najszybciej
      wsiasc do pociagu. Od tamtej pory zaczelam zastanawiac sie, jak jest mozliwym,
      iz nie tylko zabrano mi moje rzeczy, ale jeszcze obrzucono mnie blotem?! .
      Kilka tygodni a moze miesiecy pozniej zadzwonilam do mamy z pytaniem o co
      chodzi. Poprosila, zebym nie przyjedzala do domu, tak bedzie lepiej dla
      wszystkich. Poza tym poinformowala mnie, ze razem z ojcem postanowili Malej
      zapisac mieszkanie ze wszystkim co jest w srodku , domek letniskowy we Wp,
      przelac wszystkie oszczednosci na jej konto oraz kupic nowy samochod bo
      dwuletnia renowka jest juz za stara. Mieszkanie OK-pomyslam- , samochod OK,
      oszczednosci OK, ale mojej komody i czesci domku letniskowego nie dostanie!
      Wscieklam sie, nie powiem. Zapomnialam dopisac, ze wczesniej rodzice zamienili
      mieszkanie z mniejszego W- lasnosciowego na wieksze spoldzielcze w Centrum.
      Przyjechalam ponownie do domu. Rodzice ucieszyli sie, ale poprosili, zebym
      przenocowala w hotelu lub ewentualnie w suterenie, zeby nie przeszkadzac Malej.
      Oczywiscie, ze zamieszkalam w hotelu, choc przyznam, ze zajrzelismy z mezem z
      ciekawosci do oferowanego lokum. Kilkanascie kotow biegalo, jadlo, zalatwialo
      sie na polozonym tam materacu. Nie chce mi sie nawet tego widoku opisywac.
      Wrocilismy pozniej do domu. Napisalam list do rodzicow nastepujacej tresci,
      pamietam go jeszcze:
      Mniej wiecej lecialo tak:

      Dnia 6 listopada 01.

      Mamo i Tato,
      ciesze sie, ze moglismy sie spotkac i ze spodobal Wam sie moj maz .
      Zyje tak innym zyciem: (praca, dalsza nauka, w wolnej chwili malowanie a
      raczej tworzenie kolazy, fotografia (zachodni magazyn przyrodniczy
      opublikowal moje 3 zdjecia ), 2x w tygodniu plywanie, raz w tygodniu kino,
      czasem wyjscie do opery, liczne wyjazdy,wiele spotkan towarzyskich itp) , ze
      nie moge oraz nie chce dzwonic do Was codziennie. Mam nadzieje, ze bedzie Wam
      razem dobrze sie zylo. Ubolewam, ze stalam sie swiadkiem Waszych sprzeczek, no
      ale kto to kloci sie w pokoju goscinnym? Nigdy nie nazwalabym nikogo slowami
      jakie tam padly, ktore ojciec skierowal do matki (najgorsze to „ty chory
      bydlaku“, a raczej chora krowo ), ale nie wtracam sie . Jest to tylko Wasza,
      prywatna sprawa jak ze soba rozmawiacie.
      Nie zgodze sie natomiast, zeby Mala mnie terroryzowala. Jak dla mnie- wystarczy
      spotkanie raz na jakis czas, kulturalnie rozmowa, wymiana pogladow i
      rozjechanie sie do swoich domow. Mala tupie Wam noga twierdzac, ze nie ustapi.
      Nie pozostawila mi innego wyboru jak tylko powiedziec: niestety ja tez nie
      ustapie. Nie jestem Malej nic winna i dosc mam rozumienia tylko jej sytuacji.
      Chce, aby wreszcie ktos zrozumial mnie. Pozdrawiam i caluje, Katarzyna“.

      Od tamtej pory minely dwa lata.
      Przepraszam, ale musze teraz wyjsc z netu. Jak bede nastepnym
      • kowianeczka cd 05.11.03, 19:46

        Od tamtej pory minely dwa lata.
        Przepraszam, ale musze teraz wyjsc z netu. Jak bede nastepnym razem dopisze
        jaki scenariusz napisalo nam zycie...

        Zycze Ci Atlantis75 , zebys znalazla takie rozwiazanie, ktore –jak sama
        napisalas- ocali owce i uratuje wilka.........

        Pozdrawiam,
        kowianeczka

        • annielika Re: cd 05.11.03, 19:56
          kowianeczko, czekamy z niecierpliwoscia na dalszy ciag historii!!!!
          • Gość: Triss Merigold Re: cd IP: *.acn.waw.pl 05.11.03, 19:57
            To jakiś horror rodzinny.
        • wasza_bogini to jakas tragedia 05.11.03, 20:07
          czy mala jest Twoja mlodsza siostra, z jej ojcem mieszka Twoja matka, czy z
          twoim. jesli mieszka z jej ojcem to Twoja sytucja jest/byla okropna. matka po
          prostu sie dziwnie zachowuje w stosunku do Ciebie.
        • atlantis75 Do kowianeczki i innych - dodatkowy obraz 06.11.03, 11:17
          kowianeczka napisała:

          > Od tamtej pory minely dwa lata...

          Droga Kowianeczko, przeczytałam twoją historię i jestem bardzo poruszona oraz
          zszokowana. Aż się wierzyć nie chce, że takie rzeczy mają miejsce w rodzinie - że
          jedna osoba potrafi sterroryzować i zmanipulować otoczenie. Że mądrość i
          dojrzałość przegrywają w zderzeniu ze źle pojętą opiekuńczością. Cóż mogę ci
          napisać... jesteś dzielna i silna. Podziwiam cię, bo gdybym była w podobnej
          sytuacji zwariowałabym. Walcz o swoje. Zdrowy egoizm to to samo co uznanie swoich
          praw (w twoim przypadku o dobra materialne i szacunek oraz zrozumienie rodziców),
          walka o sprawiedliwość.

          Twoja siostra miała ciężki wypadek, po którym rodzice zmeinili do niej stosunek
          na nadopiekuńczy. Mój brat także przeżył coś, co zapewne ma niebagatelny wpływ na
          zachowanie całej rodziny w stosunku do niego. Dwa lata chorował na depresję (od 2
          lat jest zdrowy), miał myśli samobójcze, leczył się psychotropami. Mama była
          zawsze nadopiekuńczą osobą, ale choroba brata zaostrzyła tę sytuację. Do tej pory
          wszyscy chodzimy wokół niego jak koło wielkanocnego jajka. Może dlatego nie
          potrafię z nim rozmawiać na takie trudne tematy, jak ten teraz. Bardzo go kocham,
          nasze stosunki do tej pory układały się bardzo dobrze... zwierzałiśmy się sobie,
          potrzymywaliśmy na duchu w trudnych sytuacjach. W domu Mama skakała koło niego,
          ale mi to nie przeszkadzało. Bylam od tego daleka, usamodzielniłam się.
          Kilkakrotnie podejmowałam próby rozmowy z Mamą na temat jej chorej
          nadopiekuńczości, ale właściwie nie dochodziłyśmy do żadnej konkluzji. Owszem,
          Mama przyznaje, że popełnia jakiś tam błąd wychowawczy, ale nie podejmuje żadnych
          działań by to zmienić.
          Jak tylko brat się wprowadził w październiku... wiecie jaki był jej pierwszy
          telefon do mnie? Jakie zadała pytanie? Cytuję: "Czy T. się ciepło ubrał?".
          Dopiero gdy jej powiedziałam, że to przesada, przestała do mnie dzwonić w tej
          sprawie. Raz brat spóźnił się na pociąg, którym miał dojechać do domu. Po
          południu chodzę po sklepach i nagle odbieram telefon od przerażonej Mamy, że T.
          nie przyjechał, czyli coś musiało się stać. Boshe, czy ja nie mam własnych
          problemów? W końcu to 20-letni facet... Co prawda Mama przeprosiła mnie potem za
          to, że mnie zdenerwowała tym telefonem, ale... to nie zmieniło sytaucji...

          Atlantis
          • kowianeczka Re: Do kowianeczki i innych - dodatkowy obraz 06.11.03, 21:03
            „kowianeczko, czekamy z niecierpliwoscia na dalszy ciag historii!!!! „

            annieliko, opowiadanie dwoch lat zajmie kilka dobrych godzin, musze je
            podzielic na kilka-nascie czesci.
            Ustalilysmy z Mala (po rozmowie z rodzicami stala sie wyjatkowo zgodna,
            ucieszylam sie ( i tu radosny szeroki usmiech), ze zaczyna dorastac . Jak Wy
            robicie w internecie szeroki usmiech, juz wiem :DDDDDDDDDDDD), ze moich ubran
            nie dostanie, komody tez nie. Przyjela moje warunki podzialu uznajac je za
            sprawiedliwe.
            Powiedziala, ze woli domek letniskowy na Wprsolnej niz mieszkanie w X pietrowcu
            w osiedlu zblizonym do warszawskiego Ursynowa, zatem w wielkiej zgodzie i
            przyjazni rozstalysmy sie. Moja kochana siostra.
            Jednak ze wzgledu na fakt, ze rodzice z wiekiem stawali sie odrobine
            niedolezni , schorowani i zmeczeni przezytymi latami (poznali okupacje
            hitlerowska. Tylko starsi ludzie wiedza co to wojna), Nie chcialam wiec
            zostawiac ich samych, zwlaszcza, ze Mala postanowila przeprowadzic sie na stale
            do domku letniskowego i tak uwic sobie gniazdko rodzinne. Zdecydowanie i bez
            sentymentu sprzedalam swoje mieszkanko w miescie L. i kupilam podobne w tym
            samym bloku , w ktorym mieszkaja rodzice. Boze! Jak oni sie wzruszyli , gdy
            uslyszeli , ze zamieszkam tuz obok. Plakali ze szczescia, a ja z nimi. To bylo
            okolo 18 miesiecy temu....


            „Droga Kowianeczko, przeczytałam twoją historię i jestem bardzo poruszona oraz
            zszokowana. Aż się wierzyć nie chce, że takie rzeczy mają miejsce w rodzinie -
            że
            jedna osoba potrafi sterroryzować i zmanipulować otoczenie. Że mądrość i
            dojrzałość przegrywają w zderzeniu ze źle pojętą opiekuńczością. Cóż mogę ci
            napisać... jesteś dzielna i silna. Podziwiam cię, bo gdybym była w podobnej
            sytuacji zwariowałabym. Walcz o swoje. Zdrowy egoizm to to samo co uznanie
            swoich
            praw (w twoim przypadku o dobra materialne i szacunek oraz zrozumienie
            rodziców),
            walka o sprawiedliwość. „


            Droga Atlantis,
            ciesze sie, ze zrozumialas moja historie. Twoja historia tak mnie wzruszyla, ze
            nie moglam myslec o niczym innym i dlatego postanowilam, choc nie planowalam,
            zajrzec dzis na forum i dopisac kilka slow pocieszenia dla Ciebie.
            Jaki niegodziwy musi byc Twoj brat, ze nie rozumie potrzeb Twoich i Twojej
            rodziny!!!! To Twoja rodzina, ale pozwol, ze nazwe go potworem!!! Naprawde
            bardzo Ci wspolczuje.
            No coz, co do mojej historii to zycie maluje nieprawdopodobne scenariusze,
            nikt nie wie, co przyniesie kolejny dzien. Moge Cie jednak pocieszyc (taki
            sygnal dla Ciebie jako swiatelko w tunelu), ze kiedys nadchodzi kres. Pewnego
            dnia Mala dorosla, stala sie prawdziwa kobieta. Na manipulacje i terror nie
            bylo juz czasu i miejsca. Zaczela zyc pelna piersia. Nie mogla juz manipulowac,
            nie miala kim. A co najwazniejsze zla energie obrocila w dobra i zaczela
            pracowac w Opiece Spolecznej udzielajac pomocy i rady najbardziej potrzebujacym.

            Ty tez badz silna, niech wiara w sprawiedliwosc Cie nigdy nie opuszcza! Ja
            zawsze wierzylam w sprawiedliwosc i doczekalam sie. Uda sie, napewno!

            „ Bardzo go kocham, „ (o bracie)

            Jestes wspaniala i cudowna kobieta. Nigdy nie watp w milosc do rodziny. Rodzina
            to najwieksze dobro (oprocz zdrowia ) jakie posiadamy.


            Atlantis, bede uwaznie sledzic Twoja historie i zawsze, gdy tylko napiszesz o
            swoich problemach z bratem bede Cie wspierac  dobrym slowem.

            Pozdrawiam,
            kowianeczka

            • atlantis75 Re: Do kowianeczki i innych - dodatkowy obraz 07.11.03, 13:40
              kowianeczka napisała:
              > zatem w wielkiej zgodzie i przyjazni rozstalysmy sie. Moja kochana siostra.

              Cieszę się, że sytuacja jest już unormowana.


              > Jaki niegodziwy musi byc Twoj brat, ze nie rozumie potrzeb Twoich i Twojej
              > rodziny!!!! To Twoja rodzina, ale pozwol, ze nazwe go potworem!!! Naprawde
              > bardzo Ci wspolczuje.

              O, nie! Wypraszam sobie takie określenie w stosunku do mojego brata. Pomimo całej twej
              historii z siostrą (a to był wiąkszy problem niż mój), nie nazwałam twojej siostry "potworem" i
              nie obraziłam jej w inny sposób. Także nie życzę sobie takich komentarzy w stosunku do
              człowieka, którego kocham. To zagubiony i niedojrzały człowiek, ale nigdy potwór.

              Pozdrawiam. Atlantis
              • angoba Re: Do kowianeczki i innych - dodatkowy obraz 07.11.03, 14:01
                Ja nigdy nie nazwalabym twojego brata potworem ale mysle ze nie powinnaś go
                rozgrzeszać z jego postepowania tym że jakiś czas temu był leczony na depresje.

                W mojej rodzinie tez jest młody chłopak, mniej wiecej rówiesnik twojego brata,
                ktory tez jakoś 2 lata temu przeszedł taka terapie. Jego rodzice tez bardzo go
                chronili przed wszystkim i we wszystkim wyreczali. Niedawno zachorowała jego
                babcia i wyobraź sobie ze rodzice nie chcieli zeby on sie w to jakoś angażował,
                chcieli żeby pojechał na wakacje, odpoczął, zapewne myslac ze to bedzie dla
                niego za trudne. Ale on stwierdził ze chce pomagać dziadkowi, chodzic do babci
                do szpitala itd. że czuje taka potrzebę. I chodził, gotował dziadkowi obiady,
                sprzatał, chodzili razem do szpitala. Po śmierci babci nadal zajmuje sie
                dziadkiem, odwiedza go, wspiera, pomaga mimo że wcale by nie musiał tego robić,
                rodzina jest duża i inni tez sie w to włączali i właczaja.
                Mysle ze to ze mógł byc komus potrzebny pozwoliło mu zając sie czyms innym niz
                tylko sobą i swoimi problemami, bo przecież ma je nadal, jak każdy zresztą.

                Wiec nie wchodź w role nadopiekuńczej mamy bo tylko mu tym zaszkodzisz a nie
                pomozesz. I pamietaj ze twoje potrzeby są równie ważne jak jego.

                Pozdrawiam

                A
                • atlantis75 Re: Do kowianeczki i innych - dodatkowy obraz 07.11.03, 14:10
                  angoba napisała:

                  > Ja nigdy nie nazwalabym twojego brata potworem ale mysle ze nie powinnaś go
                  > rozgrzeszać z jego postepowania tym że jakiś czas temu był leczony na depresje.
                  >
                  >
                  > W mojej rodzinie tez jest młody chłopak, mniej wiecej rówiesnik twojego brata,
                  > ktory tez jakoś 2 lata temu przeszedł taka terapie. Jego rodzice tez bardzo go
                  > chronili przed wszystkim i we wszystkim wyreczali. Niedawno zachorowała jego
                  > babcia i wyobraź sobie ze rodzice nie chcieli zeby on sie w to jakoś angażował,
                  >
                  > chcieli żeby pojechał na wakacje, odpoczął, zapewne myslac ze to bedzie dla
                  > niego za trudne. Ale on stwierdził ze chce pomagać dziadkowi, chodzic do babci
                  > do szpitala itd. że czuje taka potrzebę. I chodził, gotował dziadkowi obiady,
                  > sprzatał, chodzili razem do szpitala. Po śmierci babci nadal zajmuje sie
                  > dziadkiem, odwiedza go, wspiera, pomaga mimo że wcale by nie musiał tego robić,
                  >
                  > rodzina jest duża i inni tez sie w to włączali i właczaja.
                  > Mysle ze to ze mógł byc komus potrzebny pozwoliło mu zając sie czyms innym niz
                  > tylko sobą i swoimi problemami, bo przecież ma je nadal, jak każdy zresztą.
                  >
                  > Wiec nie wchodź w role nadopiekuńczej mamy bo tylko mu tym zaszkodzisz a nie
                  > pomozesz. I pamietaj ze twoje potrzeby są równie ważne jak jego.
                  >
                  > Pozdrawiam
                  >
                  > A


                  Dziękuję i także pozdrawiam :)
        • rose2 Re: cd 06.11.03, 19:29
          nie wiem dlaczego, ale Ci nie wierze ;o) Wydaje mi sie, ze dobre ksiazki bys
          pisala, wyobraznia dopisuje.
          • aguszak Do Rose 07.11.03, 11:45
            rose2 napisała:

            > nie wiem dlaczego, ale Ci nie wierze ;o) Wydaje mi sie, ze dobre ksiazki bys
            > pisala, wyobraznia dopisuje.

            Rose, nie wiem, ale mnie też coś tknęło... trochę to jakby... nie chcę nic
            sugeować, ale... nie gra mi tu coś, ale nie potrafię powiedzieć co.
            • Gość: OLA Re: Do Rose IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.11.03, 14:53
              • Gość: OLA Re: Do Rose IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.11.03, 14:53
                miało być: ja także nie kupuję opowieści Pani K.
                Ola
      • reniatoja Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 21:09
        Nie chce mi sie w to wierzyc. Normalnie szok, choc sama w rodzinie mam
        koszmarne problemy z bratem (piszac koszmarne mam na mysli naprawde koszmar, z
        samobojstwem, sutenerstwem i szantazami łacznie) ale to co napisalas jakos nie
        miesci mi sie w glowie. Bo u nas w rodzinie przynajmniej ci, co byli/ sa
        ofiarami mojego brata, trzymaja sie razem, a nie z nim...
        • wasza_bogini Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 21:16
          Normalnie szok, choc sama w rodzinie mam
          > koszmarne problemy z bratem (piszac koszmarne mam na mysli naprawde koszmar,
          z
          > samobojstwem, sutenerstwem i szantazami łacznie)

          az sie wierzyc nie chce, ze takie rzeczy dzieja sie w rodzinach.
          • reniatoja Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 21:28
            Niestety w rodzinach dzieja sie takie rzeczy, o ktorych nie sni sie w
            najgorszych snach. Chwilowo jest spokoj, ale zyjesz w ciaglym poczuciu, ze
            siedzisz na bombie. Gdybym Ci w przyplywie szczerosci napisala pare rzeczy
            przez ktore moja rodzina przeszla "dzieki" mojemu bratu, to mialabys takiego
            dola, ze przez kilka dni nic by Ci sie nie chcialo. Nie chce tutaj psuc
            Kolezance Atlantis watku, ale jest to ciekawy choc bardzo bolesny temat,
            analizuje go od lat, nie potrafie znalezc odpowiedzi na pytanie "dlaczego tak
            sie dzieje?".
            • joanna51 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 22:03
              reniatoja napisała:

              > Niestety w rodzinach dzieja sie takie rzeczy, o ktorych nie sni sie w
              > najgorszych snach. Chwilowo jest spokoj, ale zyjesz w ciaglym poczuciu, ze
              > siedzisz na bombie. Gdybym Ci w przyplywie szczerosci napisala pare rzeczy
              > przez ktore moja rodzina przeszla "dzieki" mojemu bratu, to mialabys takiego
              > dola, ze przez kilka dni nic by Ci sie nie chcialo. Nie chce tutaj psuc
              > Kolezance Atlantis watku, ale jest to ciekawy choc bardzo bolesny temat,
              > analizuje go od lat, nie potrafie znalezc odpowiedzi na pytanie "dlaczego tak
              > sie dzieje?".

              Tuz przed snem (chodze spac z kurami) wpadlam jeszcze na forum, zeby zerknac, a
              nuz cos nowego, ciekawego :).
              Watek Atlantis trzeba potraktowac:
              albo powaznie czyli zastanowic sie jak jej pomoc, zeby byla szczesliwa ona
              sama, jej maz no i brat naturalnie
              lub
              potraktowac z przymruzeniem oka jako kolejna historie wymyslona dla zabawy.

              Jezeli jednak potraktujemy watek powaznie to Twoje pytanie "Nie chce tutaj psuc
              > Kolezance Atlantis watku, ale jest to ciekawy choc bardzo bolesny temat,
              > analizuje go od lat, nie potrafie znalezc odpowiedzi na pytanie "dlaczego tak
              > sie dzieje?" nabiera zupelnie innej tresci- mam na mysli oczywiscie "dlaczego
              tak sie dzieje ?" a nie wieloletnia analiza :)

              Obawiam sie jednak, ze na zadane pytanie, tylko Atlantis zna odpowiedz.....

              serdecznie zyczac kolorowych snow :)
              dobranoc
              Joanna
              PS. czy przeczytalas watek KoWianeczki? Tez sporo przezyla...


              • reniatoja Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 22:14
                Watku kowianeczki nie przeczytalam, linke, jesli mzna prosic...

                W jakim sensie moje pytanie nabiera innych wymiarow, bo ie rozumiem, mowiac
                szczerze. Cos juz chyba nie kojarze jak nalezy...
                • wasza_bogini Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 22:17
                  w tym watku, powyzej. to jestr bardziej skomplikowana sytuacja.
                  • reniatoja Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 22:22
                    Aaaaa no, wlasnie moj post byl odpowiedzia na post Kowianeczki a nie Atlantis.
                    Sytuacja Atlantis moze jest niewygodna, ale nie taka straszna znowu. Sama tez
                    ja przerabialam, ale poruszyl mnie wlasnie post Kowianeczki i na niego
                    odpowiedzialam. Bo to co ona opisala z ta swoja siostra to ludzkie pojecie
                    przechodzi, nie rozumiem takich rodzicow, co to moze znaczyc dac sie tak
                    zawladnac jakiejs Malej . No ale jak mowie - roznie w rodzinach bywa.
                • joanna51 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 22:20
                  :D

                  Zeby inteligencja umiala fruwac...mowie od siebie z nadzieja na zlapanie wiatru
                  w piora

                  Reniutoty :) w tym samym watku, troszeczke na lewo i do gory.
                  powiedziala Aska

                  poczym

                  odfrunela do spania.

                  ------------
                  Prosze Panstwa
                  Oto mis
                  Mis jest bardzo grzeczny dzis
                  chetnie Panstwu lape poda



                  nie chce podac?

                  a to szkoda :)
                  Dobranoc juz naprawde :)
                  • joanna51 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 22:21
                    oj Aska! Mowisz " do" siebie do siebie. Nie od siebie :)

                    • reniatoja Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 22:24
                      Ej Aska, wprawdzie nie skojarzylam nicka Kowianeczka, ale jak przylozysz
                      ladnie linijeczke, to zobaczysz, ze moj post jest odpowiedzia wlasnie na post
                      Kowianeczki :)))

                      Dobrych snow Aska :)
                      • joanna51 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 05.11.03, 22:43
                        Reniutoty :)
                        naprawde bije sie wswa piers, ze jeszcze nie spie, ale skoro sie smieje to
                        warto moze razem na dobranoc :-)))))))))

                        Przylozylam linijeczke i nijak pasuje. Najpierw pisalas o bracie a kowianeczka
                        ani mru mru na temat brata, potem poprosilas o link do kowianeczki. Oczywiscie
                        mozna o watku Atlantis poczytac gdzie indziej...jak sama wspominiala :)).
                        Historia kowianeczki rzeczywiscie wstrzasajaca. Jak kowianeczka bedzie
                        nastepnym razem to zapytam , czy Mala nauczyla sie chodzic? Jesli tak, to
                        dobrze dla dziewczyny, jesli nie, to przyznam, ze umieram z ciekawosci co tez
                        dzialo sie przez nastepne dwa lata. Moze kowianeczka napisze....
                        Joanna
                        ----

                        Ukasila misia pszczola
                        o ty..! brzydka!
                        misiu wola
                        za te meki za te bole
                        porozkladam wszystkie ule :))

                        tak spiewalam w przedszolu :)


              • aguszak Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 10:18
                joanna51 napisała:

                > Tuz przed snem (chodze spac z kurami) wpadlam jeszcze na forum, zeby zerknac,
                a
                >
                > nuz cos nowego, ciekawego :).
                > Watek Atlantis trzeba potraktowac:
                > albo powaznie czyli zastanowic sie jak jej pomoc, zeby byla szczesliwa ona
                > sama, jej maz no i brat naturalnie
                > lub
                > potraktowac z przymruzeniem oka jako kolejna historie wymyslona dla zabawy.
                >
                > Jezeli jednak potraktujemy watek powaznie to Twoje pytanie "Nie chce tutaj
                psuc
                >
                > > Kolezance Atlantis watku, ale jest to ciekawy choc bardzo bolesny temat,
                > > analizuje go od lat, nie potrafie znalezc odpowiedzi na pytanie "dlaczego
                > tak
                > > sie dzieje?" nabiera zupelnie innej tresci- mam na mysli oczywiscie "dlacz
                > ego
                > tak sie dzieje ?" a nie wieloletnia analiza :)
                >
                > Obawiam sie jednak, ze na zadane pytanie, tylko Atlantis zna odpowiedz.....
                >
                > serdecznie zyczac kolorowych snow :)
                > dobranoc
                > Joanna
                > PS. czy przeczytalas watek KoWianeczki? Tez sporo przezyla...

                Zapewniam Cię, że znam Atlantis z netu baaaardzo długo i nie należy Ona do
                prowokatorów. Możesz być pewna, że jej zwierzenia są szczere...
              • atlantis75 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 11:23
                joanna51 napisała:

                > Watek Atlantis trzeba potraktowac:
                > lub
                > potraktowac z przymruzeniem oka jako kolejna historie wymyslona dla zabawy.


                Joanno, to prawdziwa historia. Od ponad roku jestem uczestniczką tego forum i
                chyba wszyscy poznali mnie jako osobę szczerą... Nie lubię zabaw w wymyślone
                wtki. Moim zdaniem to nie fair. Dlatego mój problem z bratem jest jak najbardziej
                realny...

                Atlantis
                • joanna51 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 10.11.03, 16:56
                  atlantis75 napisała:

                  > joanna51 napisała:
                  >
                  > > Watek Atlantis trzeba potraktowac:
                  > > lub
                  > > potraktowac z przymruzeniem oka jako kolejna historie wymyslona dla zabawy
                  > .
                  >
                  >
                  > Joanno, to prawdziwa historia. Od ponad roku jestem uczestniczką tego forum i
                  > chyba wszyscy poznali mnie jako osobę szczerą... Nie lubię zabaw w wymyślone
                  > wtki. Moim zdaniem to nie fair. Dlatego mój problem z bratem jest jak






                  najbardzi
                  > ej
                  > realny............................
                  >
                  > Atlantis
                  >
                  >



                  ??






                  Atlantis, wybacz, ale nie mam nic wiecej (nowego) do dodania, a nic bardziej
                  mnie nie mierzi jak powtarzanie sie.

                  Zycze powodzenia! Tak jak niektorzy pisza na forum w podobnych sytuacjach
                  zacytuje :"chocby pazurami walcz o swoje!"

                  I pamietaj, "nigdy nie buduj swojego szczescia na cudzym (jakimkolwiek)
                  nieszczesciu".

                  Pozdrawiam i zegnam sie juz,
                  Joana
          • diab.lica Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 10:59
            > az sie wierzyc nie chce, ze takie rzeczy dzieja sie w rodzinach.

            zdziwilabys sie, jakie rzeczy dzieja sie w rodzinach (i ma tu na
            mysli "normalne" rodziny a nie margines) :(
    • dori7 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 00:08
      Nie daj sie sterroryzowac! poki co powies w kuchni kartke z obowiazkami
      domowymi, albo jeszcze lepiej z zasadami pokojowego wspolistnienia (proponuje
      punkt pierwszy: tutaj meiszkaja sami dorosli ludzie - konflikty rozwiazujemy
      bez posrednictwa mamusi) i kombinuj, jak sie z tego wykrecic. macie swiete
      prawo cieszyc sie swoim mieszkaniem!! a bratu dobrze zrobi lekcja
      samodzielnosci - co to u licha za dwudziestoletni (plus minus) chlopak, woli
      mieszkac z siostra (zawsze jakis dozor)niz gdzies z jakimis znajomymi??

      a gadanie, ze nie umie tego i owego, i nie jest w stanei sie nauczyc wloz
      meidzy bajki- kolezanka trafila na takiego wlasnie mamisynka, szczesciem
      baaardzo zakochanego, pol roku po slubie tesciowa malo zawalu nie dostala, jak
      jej wlasny syn podal jej wlasnorecznie ugotowany trzydaniowy obiad. wszytskiego
      mozna sie nauczyc, trzeba tylko chciec.

      Poustawiaj towarzystwo i nie daj sie wiecej bezczelnei wykorzystywac w imie
      milosci rodzinnej!
    • jakasik Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 07:23
      Pewnie już wcześciej wiedziałaś, jaki brat jest skory do pomocy w domu. Ja bym
      na Twoim miejscu przed jego przeprowadzką do Was postawiła pewne wymagania i
      umówiła się co do podziału obowiązków domowych. Wtedy mogła byś egzekwować od
      niego pewne zachowania. A co zrobić teraz, nie wiem. Może porozmawiaj z bratem
      i wytłumacz w czym rzecz. Przecież to Twój brat a nie obca osoba! No i przyda
      się też wyjaśnić mamie o co tak na prawdę chodzi.
      Życzę szybkiego rozwiązania sprawy.

      Kasia
    • ravny Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 09:00
      zadnego mieszkania z bracmi/siostrami gdy ma sie juz swoje zycie.
      siostra kolezanki tez sie wprowadzila (bo nie stac jej na wynajem bylo i jakze
      to wypada...). nie dokladala sie do oplat bo malo zarabia.. wyszlo wiec ze ja
      utrzymywali sami z niewielkich pensji przez kilka lat.
      Oni= malzenstwo z kilkuletnim stazem + dziecko.
      niestety = siostra i maz niezbyt sie lubili.
      niestety = przeciez to rodzina wiec ciezko powiedziec wyprowadz sie w koncu bo
      czasem pomagala pilnowac dziecka i czasem posprzatala mieszkanie..

      efekt = siostra mieszka nadal .. a Oni sa juz po rozwodzie..
    • anahella Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 10:12
      Witaj,

      Milo Cie widziec znow:)

      Chyba czeka Cie trudna rozmowa z mama i bratem:( W koncu ona tez kiedys byla
      mloda mezatka, wiec po przestawieniu logicznych argumentow powinna sobie
      przypomniec czasy, gdy miala tyle lat co Ty.
    • Gość: zaba Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) IP: *.waw-smy.leased.ids.pl 06.11.03, 10:20
      A może wynajmijcie kawalerkę? Brat chyba nie zechce sypiać na pawlaczu...
    • diab.lica Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 11:02
      moze wytlumacz to mamie (a potem bratu, skoro chodzi na skarge do mamusi to i
      ty potraktuj go jak smakacza i nie nie rozmawial z nim tylko o nim z mama
      najpierw) tak jak wylumaczylas to tutaj nam. wydaje mi sie sprawa tak
      oczywista, ze kazdy powinien zrozumiec twoj punkt widzenia.
      • atlantis75 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 11:30
        diab.lica napisała:

        > moze wytlumacz to mamie (a potem bratu, skoro chodzi na skarge do mamusi to i
        > ty potraktuj go jak smakacza i nie nie rozmawial z nim tylko o nim z mama
        > najpierw) tak jak wylumaczylas to tutaj nam. wydaje mi sie sprawa tak
        > oczywista, ze kazdy powinien zrozumiec twoj punkt widzenia.

        Diablico, to nie było tak, że on poszedł na skargę. Po prostu pojechałam do domu
        i wyłożyłam Mamie główne problemy. Poprosiłam ją, żeby porozmawiała z bratem.
        Pewnie źle zrobiłam, było to z mojej strony tchórzostwo, umycie rąk przed
        krępującą konfrontacją. Biję się w piersi. Wiem, że Mama rozmawiała z bratem. W
        poniedziałek przyjechał i przywiózł nawet swój garnek do gotowania obiadów...
        Jednak w trakcie ich rozmowy została poruszona kwestia tej sytuacji z
        ogłoszeniem... Ech...
        • diab.lica Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 11:34

          > Diablico, to nie było tak, że on poszedł na skargę. Po prostu pojechałam do
          dom
          > u
          > i wyłożyłam Mamie główne problemy. Poprosiłam ją, żeby porozmawiała z
          bratem.
          > Pewnie źle zrobiłam, było to z mojej strony tchórzostwo, umycie rąk przed
          > krępującą konfrontacją. Biję się w piersi. Wiem, że Mama rozmawiała z
          bratem. W
          >
          > poniedziałek przyjechał i przywiózł nawet swój garnek do gotowania
          obiadów...
          > Jednak w trakcie ich rozmowy została poruszona kwestia tej sytuacji z
          > ogłoszeniem... Ech...
          >

          ale w czym problem z tym ogloszeniem, przeciez chcialas mu tylko pomoc w
          znalezieniu mieszkania? moze w ten sposob to przedstaw, ze chcesz mu pomoc w
          szukaniu bo zdajesz sobie sprawe ze mu tak niewygodnie, w koncu mlody chlopak
          na studiach na pewno wolaby sam mieszkac, moc sie z dziewczyna pokochac a przy
          siostrze nie da rady. moze w ten desen, tylko zeby nie zaczal zaprzeczac, ze
          skad, dobrze mu sie z wami mieszka.
          wyglada na to, ze twoja mam nie do konca cie rozumie, czego ja z kolei pojac
          nie moge.

          • atlantis75 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 11:50
            diab.lica napisała:

            > ale w czym problem z tym ogloszeniem, przeciez chcialas mu tylko pomoc w
            > znalezieniu mieszkania?

            Domyślam się w czym. Przypuszczam, że Mama chciałby, żeby mój brat pomieszkał u
            nas dłużej niż umówione 2 mies. Nie powiedziała mi tego wprost, ale czuję to.
            Wiesz, dobrze było na początku października mówić, że pomieszka 2 miesiące, a
            potem... jakoś to będzie. Im jest bardzo wygodnie, tylko nikt nie myśli o moich i
            męża potrzebach.


            >moze w ten sposob to przedstaw, ze chcesz mu pomoc w
            > szukaniu bo zdajesz sobie sprawe ze mu tak niewygodnie, w koncu mlody chlopak
            > na studiach na pewno wolaby sam mieszkac, moc sie z dziewczyna pokochac a przy
            > siostrze nie da rady. moze w ten desen, tylko zeby nie zaczal zaprzeczac, ze
            > skad, dobrze mu sie z wami mieszka.

            No, może zacząłby zaprzeczać! Zresztą wolę się nie angażować, ani nawet nie
            proponować pomocy w szukaniu mieszkania dla niego! Gotów potraktować to poważnie,
            a potem ja będę jeździła i oglądała cudze mieszkania. Nie mam no to ani czasu,
            ani ochoty.


            > wyglada na to, ze twoja mam nie do konca cie rozumie, czego ja z kolei pojac
            > nie moge.

            Właśnie najbardziej mi przykro z tego powodu. Ona mnie nie rozumie.
            • diab.lica Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 12:12
              > Gotów potraktować to poważni
              > e,
              > a potem ja będę jeździła i oglądała cudze mieszkania. Nie mam no to ani
              czasu,
              > ani ochoty.

              ale moze warto, jesli efetem mialaby byc jego szybka przeprowadzka :)
        • dori7 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 16:52
          >W poniedziałek przyjechał i przywiózł nawet swój garnek do gotowania
          obiadów...

          Nie no, to juz jak w kiepskim melodramacie!!!
    • samowolny Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 11:17
      no tak znowu potwierdza sie powiedzenie że " z rodzina najlepiej wychodzi sie
      na zdjęciu"...
      • aguszak Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 11:30
        samowolny napisał:

        > no tak znowu potwierdza sie powiedzenie że " z rodzina najlepiej wychodzi sie
        > na zdjęciu"...

        Tylko nie ustawiaj się do tego zdjęcia gdzieś z boku, bo przy najbliższej
        okazji Cię wytną ;)))
    • lastka Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 11:52
      Wiataj Atlantisku :)))
      Napewno nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia, rozumiem że może być ci smutno,
      przykro, ale Twoja mam też poniekąd powinna zrozumieć, że jesteście młodym
      małżeństwem, potrzebujecie, troszkę intymności, samotności. Rozumiem, że to
      jest brat, ja też kocham swojego brata ale musicie też mieć czas dla siebie.
      Najważniejsze jest teraz twoje małżeństwo, a przecież nie możesz jeszcze
      matkować swojemu bratu. Mama wiedząc, że odkładacie na własne mieszkanie też
      powinna to zrozumieć i nie obarczać Ciebie jeszcze dodatkowym kosztem
      utzrymania brata. Porozmawiaj szczerze z mamą, mam nadzieję, że zrozumie.
      • samowolny Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 12:32
        zawsze uważam ze nadopiekunczośc rodziców jest gorsza od faszyzmu. Nadskakuje
        sie dorosłemu juz człowiekowi i wyrastaja z nich potem niezaradne życiowo
        mimozy. mam swoje dzieci i wychowuje je "normalnie" tak aby umiały zadbac o
        swoje rzeczy i rozwiązywac swoje problemy. Oczywiscie jak poprosi o pomoc to w
        miare mozliwosci ja dostana ale nie ze rodzic za wczasu ma myslec o wszystkim
        i pod nosek podkładać. "Takie będą rzeczypospolite jakie młodziezy chowanie"
    • annb postawić sprawę jasno 06.11.03, 12:02
      miałam podobną sytuację.i tez było ze się dokłada, ze bedzie
      oszczędniej....guzik prawda.
      na szczęście po dwóch miesiącach "gość" się spakował i wyniósl.jak się to robi?
      ma się męża który sprawę stawia jasno - mówi głośno - do tesciowej - dlaczego
      nie szanujesz naszego małżeństwa.jasno i prosto jak mantrę.nie wymagaj szacunku
      ode mnei skoro nie szanujesz nas.
      u mnie podziałało.
    • pajdeczka Wspólczuję Twojej przyszlej bratowej 06.11.03, 12:21
      Abstrahując od problemu, który przedstawiasz, myślę, że większym jest to, co
      Twoja matka robi z synem, a może raczej - czego nie zrobiła. Nie nauczyła go
      samodzielności, odpowiedzialności i nie wiem czego tam jeszcze. Najgorsze , że
      to się dopiero okaże, jak został wychowany, kiedy sam założy rodzinę.
      Kurczę, znam to z autopsji i to jest naprawdę straszne. Do tej pory muszę
      sprzątać po mężu łazienkę, jeśli tego nie zrobię, będę taplała się w wodzie.
      To samo z naczyniami. Czasami czekają w zlewie dwa dni, ale na trzeci mnie
      rusza i sprzątam sama. A sam - elegancik. Oczywiście winą za to obarczam
      teściową. Czy u Ciebie w domu rodzinnym nie było kultu mężczyzny?
      • atlantis75 Re: Wspólczuję Twojej przyszlej bratowej 06.11.03, 13:08
        pajdeczka napisała:

        >Najgorsze , że to się dopiero okaże, jak został wychowany, kiedy sam założy rodzinę.

        W tym momencie zupełnie mnie to nie ochodzi. Zanim założy rodzinę minie kilka lat i może (co
        daj Boże) się usamodzielni. A być może nie. A bratowej powiem wprost: "wiedziały gały, co
        brały" ?oczywiście przerysowuję, tak bym nie powiedziała. Teraz marzę wyłącznie o świętym
        spokoju.

        > Kurczę, znam to z autopsji i to jest naprawdę straszne. Do tej pory muszę
        > sprzątać po mężu łazienkę, jeśli tego nie zrobię, będę taplała się w wodzie.

        Tak samo moja Mama. Ojciec w ręku odkurzacza nigdy nie trzymał. Dobrze, że chociaż sobie
        sam uprasuje.

        > Czy u Ciebie w domu rodzinnym nie było kultu mężczyzny?

        Był i jest. Mam dwóch braci. Mama sprzątała, ja zmywałam... a oni siedzieli przed telewizorem.
        • annb jak tak... 06.11.03, 13:17
          to co byś nie zrobiła i tak bedziesz tą zła która nie chce się poświęcac.
          a przecież mamusia się poświęcała i była szczęsliwa.
          matka nigdy Ci tego nie wybaczy...
          jedyna nadzieja w twoim mężu że się kiedyś porzadnie zaweźmie i delikwenta dla
          jego dobra za próg...no chyba ze twój mąż lubi pattrzeć jak własna rodzina
          robi z jego zony darmową służącą dla dorosłego byka....
          • atlantis75 Re: jak tak... 06.11.03, 13:35
            annb napisała:

            > to co byś nie zrobiła i tak bedziesz tą zła która nie chce się poświęcac.
            > a przecież mamusia się poświęcała i była szczęsliwa.
            > matka nigdy Ci tego nie wybaczy...
            > jedyna nadzieja w twoim mężu że się kiedyś porzadnie zaweźmie i delikwenta dla
            >
            > jego dobra za próg...no chyba ze twój mąż lubi pattrzeć jak własna rodzina
            > robi z jego zony darmową służącą dla dorosłego byka....


            Ann, mój mąż jakoś to jeszcze trawi... to kochany człowiek. Wiem, że robi to ze względu na
            mnie. Obydwoje trzymamy się tej myśli, że jeszcze tylko miesiąc. A potem mój brat się
            wyprowadzi i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. To banalne, ale z rodziną (rodzice,
            rodzeństwo) nie powinno się mieszkać od pewnego momentu. Powinnam była przemyśleć tę
            decyzję, ale została ona podjęta szybko z trzech powodów:
            1. Chęci pomocy bratu, który nie miał gdzie mieszkać, a zajęcia zaczynały się po weekendzie.
            2. Wyrzutów sumienia, bo Mama zadzwoniła z takim pomysłem. Najpierw odmówiłam, ale gdy
            się popłakała, uległam i obwiniałam się o bezduszność i brak zrozumienia.
            3. Za mieszkanie zapłaciliśmy wyskoką kaucję, niedużą sumę musieliśmy dopożyczyć,
            ponieważ nie chcieliśmy wyjmować naszych oszczędności z książeczki. I nagle znalazła się
            Mama chętna nam "pomóc", czyli zapłacić za 2 mies. z góry mieszkania mojego brata.
            Pamiętam jej słowa: "jak to dobrze się złożyło".
            Wtedy też tak pomyślałam. Teraz żałuję.
            • annb Re: jak tak... 06.11.03, 14:02
              Takie decyzje zawsze podejmuje się w pośpiechu i pochopnie. z zaskoczenia.bo
              mama zadzwoni, bo ciocia przyjedzie, bo wujek idzie do szpitala...jak świat
              długi i szeroki wrabianie było jest i bedzie....
              ktos Ci juz napisal ze rodzice to mistrzowie swiata w wpedzaniu w poczucie winy
              nielatwa droga przed toba moja droga ale wierz mi…warto.warto powalczyc o
              swoje. Zwłaszcza ze masz za soba meza.
              A to jest najważniejsze.
              Widac twoja matka tez chce odpocząć od brata.
              Walcz o swoje.postaw sprawe jasno. Ile było umowione tyle wytrzymasz ale ani
              dnia dłużej.
              Popatrz ile ludzi jest za toba.dziewczyno jesli teraz nie poradzisz sobei to
              zawsze będziesz wrabiana w takie czy inne układy...pomysl o tym.
    • capa_negra Wywalić - reszta sie unormuje sama 06.11.03, 12:31
      Wiem co mowie - byłam w podobnej sytuacji
      Wyprowdziałam sie na moje wlasne wymarzone mieszkanie i mieszkalam w nim sama
      słownie 3 dni - 4 dnia wprowadził sie brat , na czas remotu w rodzinnym domu
      Pierwszy tydzień jako tako, drugi troche gorze, mlody poczuł się "u siebie" i
      zaczął sie rozpieprz i fochy.
      W trzecim tygodniu czułam sie lokatorem we własnym mieszkanu, on natomiast
      zachowywał się jak w 5* hotelu z pełna wyżerką i opierunkim.
      Nie wytrzymałam i kazałam mu się zabierać .
      Ojciec nie powiedzial nic
      Młody prawie nie odzywał się do mnie 3-4 miesiące
      Od 6 lat jestesmy najlepszym rodzeństwem na okolice :-))

      Proponuje pogadaj z mamą i powiedz jej o co chodzi jak chłop krowie na rowie,
      że młody jest z róznych względów uciązliwy i że czujesz sie lokatorem siebie.
      Skoro i tak opłaca jego pokój to zdrowiej będzie jesli ten pokój nie będzie w
      twoim mieszkaniu
    • Gość: zgredek Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) IP: *.waw-smy.leased.ids.pl 06.11.03, 13:30
      Ktoś się musi wyprowadzić - albo Wy, albo on. To tylko pozornie niepoważny
      pomysł. Mama i tak będzie miała do Ciebie pretensje. Skoro nie rozumie (albo
      nie chce rozumieć) Twoich potrzeb, to podejrzewam, że żadne rozmowy tego nie
      zmienia. Rodzice są mistrzami świata w wywoływaniu poczucia winy.
    • tumoi Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 14:45
      A dopóki jeszcze te parę dni będzie mieszkał z Wami nie widzę powodu dla
      którego juz od dzisiaj:
      -musiał przesiadywać u Was w pokoju po godzinie 20.00. Niech kupi sobie mały
      telewizor-przyda mu się na stancji,a jezeli wieczorem chce się napić herbaty to
      niech kupi sobie czajnik elektryczny i zrobi ją u siebie w pokoju,
      -nie mógłby sprzątać łazienki, udziel mu instruktażu i skontroluj jego
      poczynania,
      - jeżeli je obiady niech co 3 dni zmywa wszystkie naczynia,
      -jeżeli w danym dniu nie masz ochoty na przygotowywanie mu posiłku - nie rób,
      chyba Bozia łapek mu nie odj...
      Ja mam 12 letnią córkę, ale nie pozwalam jej na takie pasożytnictwo. U nas w
      domu nawet goście, którzy dłużej u nas przebywają właczają się do prac
      domowych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka