dorotakatarzyna
22.01.09, 15:22
Mam problem z autem, a raczej z mężem i jego podejściem do auta.
Konkretnie chodzi o chłodnicę i dolewanie płynu do niej.
Ślubny upiera się, że że układ chłodzenia jest bezobsługowy, i że jeśli
brakuje płynu, to należy jechać do autoryzowanego serwisu. Bo to znaczy że
płyn gdzieś wycieka. On w ogóle z każdą pierdołą chce jeździć do
autoryzowanego serwisu, jakby za dużo pieniędzy miał ;) Aha, autko rocznik
2003, więc juz nie nówka.
Mi zapala się takie czerwone światełko - jakby termometr zanurzony w płynie.
Zaglądam pod maskę, okazuje się że poziom płynu w chłodnicy jest na minimum.
Dla mnie to sygnał, że po prostu trzeba dolać trochę płynu. Dolałam, światełko
przestało się palić i wszystko jest ok.
Powiedzcie mi, kto ma rację? Czy może mój Pan Wielepek, który zawsze wszystko
wie lepiej? Bo jak pytam taty (kierowca od 45 lat), to się pyta skąd takiego
idiotę wzięłam... Małżon zaś twierdzi, że tak przeczytał w instrukcji, a teraz
są inne samochody - bezobsługowe, a ja się nie znam ;)