Dodaj do ulubionych

konkubinat jako oficjalny stan cywilny

09.02.09, 22:13
Nie bardzo rozumiem ludzi, ktorzy ubolewaja nad brakiem ochrony
prawnej nad konkubinatem. Ze nie ma dziedziczenia, praw do renty,
czy nie mozna decydowac/dowiadywac sie np o sprawach zdrowia
partnera. Ze konkubinat powinien byc prawnie zalegalizowany. Bo moim
zdaniem to wszystko jest - taki konkubinat mozna zalegalizowac
biorac slub cywilny. czy jedyna roznica ma polegc na rozstawaniu sie
bez procesu rozwodowego? To bez sensu. Moze lepiej w takim razie
zawalczyc o uproszczenie procedur rozwodowych zamiast klonowac byty
juz istniejace? Moze mi ktos wyjasni na czym polega roznica miedzy
zalegalizowanym konkubinatem a slubem cywilnym?
Obserwuj wątek
    • rosa_de_vratislavia Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 22:17
      reniatoja napisała:

      > Moze mi ktos wyjasni na czym polega roznica miedzy
      > zalegalizowanym konkubinatem a slubem cywilnym?

      Nie mam pojęcia, bo u nas nie ma "zalegalizowanych konkubinatów".
      Też jestem przekonana,ze zwykły ślub cywilny, który można wziąć we
      wtorek o 16.30,w drodze z pracy, doskonale zabezpiecza nasze prawa
      (dziedziczenie etc.)
      • kok.o Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 23:58

        kurka no wlasnie ze nie mozna... tez tak myslalam i sie ucieszylam,
        ze nie bede musiala sobotniej szopki urzadzac...
        a tu nieee.. w soboty tylko mozna (tak mnie poinformowano w USC)
        heh...
        • reniatoja Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 00:06
          ale szopka jest tak samo obowiazkowa, jak ta sobota?
          • kok.o Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 00:33

            obowiazkowa nie jest :) ale jak przedmowczyni napisala, fajnie
            byloby wdepnac po drodze z pracy i podpisac papierek na
            tzw "szybkiego".
            A tak - dzien wolny, czasu teoretycznie duzo, wiec pewnie obiad
            uroczysty (bbllleeeh) nas nie ominie...
            • veevaa mozna;) 11.02.09, 14:13
              brałam ślub cywilny w poniedziałek o 7.30 rano;)
              • turbo_wesz Re: mozna;) 11.02.09, 15:27
                też brałem cywilny - ceremonia 0,5h, wcześniej papiery - 10 minut. można w
                przerwie między zakupami się zmieścić
                • rastalioness Re: mozna;) 11.02.09, 15:55
                  A ja to chyba pobilam wszelkie rekordy. Bralam cywilny w Montrealu,
                  byl to wtorek, 9 rano. Cala ceremonia wlacznie z papierami trwala 6
                  minut.
        • burza4 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 12:57
          nieprawda, w US wpuścili cię w maliny:), albo zgłoś się do innego.

          stojąc do okienka w urzędzie dzielnicy nie raz widziałam
          przepychające się panny młode; niedawno byłam na ślubie w czwartkowy
          ranek
        • hella_79 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 12:31
          nie tylko w soboty - znajomy miał cywilny w piątek.
        • jadwiha Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 13:43
          w soboty tylko mozna (tak mnie poinformowano w USC)
          > heh...

          no kurka jak to?
          mi powiedziano, ze można w tygodniu, oczywiście, tyle że w samym urzędzie nie
          mają reprezentacyjnej wydzielonej sali i przez grzeczność odradzają, bo będzie
          to wyglądało tak, ze podczas trwania ślubu petenci będą stale otwierać drzwi
          albo się szarpać z klamką itp.
          • emi8283 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 16:13
            Heh, jezeli i tak jest to szopka, to kilku szarpiacych sie petentow
            nie powinno zepsuc charakteru imprezy;)
          • adamoadamo77 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 17:28
            To w jakiej wsi będziesz brała ten ślub?
        • demonii.larua Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 13:55
          > a tu nieee.. w soboty tylko mozna (tak mnie poinformowano w USC)
          A to jakiś dziwny ten USC, bo ja na przykład w piątek sobie papierki
          podpisywałam, o :)
        • annaka1 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 10:13
          Nieprawda!!!!! ślub cywilny można wziąć każdego jednego dnia tygodnia
        • 18_lipcowa1 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 10:31

          > a tu nieee.. w soboty tylko mozna (tak mnie poinformowano w USC)
          > heh...

          Jedz do Rzymu. Tam tylko w srody daja. ;-)
      • kominiek Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 12:17
        A po co cokolwiek legalizować? Po to się pobieracie aby móc dziedziczyć? Czy ten
        post pisała kobieta?
        • chybawierzacy Troche niepokoi katowanie dzieci przez konkubentow 11.02.09, 13:11
          • toffix Re: Troche niepokoi katowanie dzieci przez konkub 11.02.09, 14:14
            A przez rodziców żyjących w zalegalizowanych związkach nie?
          • rybka.marcowa Re: Troche niepokoi katowanie dzieci przez konkub 12.02.09, 20:25
            Ale konkubent może byc jednocześnie ojcem,więc nie taki diabeł straszny
        • dzioucha_z_lasu Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 16:08
          A co - faceci nie dziedziczą?
        • rikol Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 18:07
          A z jakich innych powodow niz finansowe bierze sie slub? Do czego jest potrzebny
          papier o slubie? Chyba nie do zycia w szczesciu i milosci? Przysiac mozna sobie
          bez ksiedza i urzednika i bez swiadkow - sakrament bez swiadkow tez jest wazny,
          bo sakramentu udzielaja sobie malzonkowie nawzajem.

          Powody slubu:
          -wpadka (co ludzie powiedza?)
          -uproszczone procedury dziedziczenia
          -zabezpieczenie dzieciom majatku
          -prawo do podejmowania decyzji za wspolmalzonka w przypadku spiaczki
          -mozna odebrac korespondencje w imieniu wspolmalzonka
          - kobiety chca miec piekna biala sukienke i choc raz w zyciu czuc sie piekne i
          zadbane; na te jedna jedyna okazje nie musza sie tlumaczyc, ze za duzo na siebie
          wydaly
          -mezczyzni maja swoja zone 'zaklepana' - poniewaz jest zona, w razie zdrady
          zostanie negatywnie oceniona przez otoczenie, czego perspektywa walnie sie
          przyczynia do zmniejszenia ilosci zdrad i zachowania dyskrecji

          Nie zdarza mi sie slyszec 'my sie kochamy, chcemy slubu', za to czesto 'chcemy
          kupic mieszkanie, po slubie rzecz jasna'. A co do pewnosci, jaka daje slub, jest
          ona zludna. Wiele kobiet obudzilo sie z reka w nocniku przy rozwodzie, kiedy maz
          zgarnia caly majatek, bo zona 'nie pracowala' (tylko opiekowala sie dziecmi i
          mezem, prala, prasowala, gotowala i sprzatala calymi dniami ZA DARMO).
          Oczywiscie po rozwodzie dzieci zostaja z matka, ojciec alimentow nie placi (bo
          nagle jakims cudem przestal kochac wlasne dzieci). Matka nie moze znalezc pracy,
          bo ma dzieci, nie moze utrzymac tych dzieci itd. Zalosna jest ta pewnosc zon, ze
          maz ich nigdy nie opusci - prawie polowa malzenstw konczy sie rozwodem. Slub
          kosztuje, potem rozwod tez kosztuje. Gdyby przeliczyc koszty testamentu czy
          ewentualnych podatkow od spadku, byc moze okazaloby sie, ze taniej wychodzi isc
          do notariusza niz brac slub.
          • brms Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 14.02.09, 10:53
            Rikol, dziś jesteś moją(im) bohaterką(em). Bardzo mnie pozytywnie nastroił twój
            post.
          • de_la_hoya Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 15.02.09, 23:19
            i właśnie dlatego żyję w wolnym związku
            jak ma się puścić to i tak się puści
            jak ma mnie z dziećmi zostawić to i tak zostawi
            a co do majątku, to uznane dzieci dziedziczą ustawowo więc tu nie ma problemu
      • toniasz Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 17.02.09, 12:17
        Ślub cywilny nie jest gorszy niż kościelny!!!
        • rybka.marcowa Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 17.02.09, 12:24
          Ślub cywilny nie jest gorszy niż kościelny!!!

          Niestety przez wiele osób jest traktowany jako gorszy a w Kosciele wogóle nie ma
          znaczenia.
          Nieważne że pierwszy "prawowity " mąż traktował jak scierkę do podłogi a drugi
          kocha,szanuje,dba.Dla proboszcza to ten pierwszy jest mężem a drugi
          związek(choćby pełen szacunku i miłości) to cudzołóstwo czyli grzech.
    • jane-bond007 małżenstwo 09.02.09, 22:20
      dla mnie tez juz nie jest halo - jestem w konkubinacie i zaczynam o
      swoim myslec jak o męzu... i fajnie mi z tym ;)
      • rosa_de_vratislavia Re: małżenstwo 09.02.09, 22:24
        jane-bond007 napisała:

        > jestem w konkubinacie i zaczynam o
        > swoim myslec jak o męzu... i fajnie mi z tym ;)

        Fajnie,ze Ci fajnie...ale, jak nie daj Boże, konkubent będzie miał
        cięzki wypadek to:
        a)nie załatwisz żadnej sprwy za niegow urzędzie,
        b) nie uzyskasz informacji o jego zdrowiuw szpitalu etc.
        Krótko mówiąc- jesteś obcą osobą dla niego (w świetle prawa).
        • silic Re: małżenstwo 09.02.09, 22:28
          > b) nie uzyskasz informacji o jego zdrowiuw szpitalu etc.

          Kto i w jaki sposób sprawdza kim jesteś dla tej osoby ?
          • weekenda Re: małżenstwo 09.02.09, 22:32
            mogą Cie wylegitymować a jak dane mocno się różnią, mogą sprawdzić
            po Peselu na policji.

            Zależy od sytuacji.
            • reniatoja Re: małżenstwo 09.02.09, 22:37
              Ponadto jesli umrzesz, to Twoje dobra doczesne odziedzicza Twoi
              spadkobiercy, nie bedzie wsrod nich czlowieka, z ktorym spedzilas
              wiekszosc zycia. jesli Ci to nei przeszkadza to spoko, to kwestia
              czysto prawna. Jesli zas chodzi o szpitale, to nie wiem, ale wydaje
              mi sie, ze np decyzje o operacji guza mozgu u nieprzytomnego
              czlowieka musi ktos podjac - sadze, ze wtedy jednak Cie
              wylegitymuja. Trzeba przeciez wpisac w papierach kto te decyzje
              podjal.
            • silic Re: małżenstwo 10.02.09, 13:17
              W dowodzie nie ma napisane, że jest się mężem/żoną osoby leżącej w szpitalu.
              Na policji też tego nie sprawdzą.
              Na podstawie czego lekarz może dopuścić lub nie daną osobę do łóżka chorego ?
              • weekenda Re: małżenstwo 10.02.09, 18:07
                Postaram się chronologicznie

                1. kto zwykle pierwszy dowiaduje się o wypadku vs kto odprowadza
                chorego do szpitala. Zwykle najbliżsi. I to oni pierwszy poznają
                lekarza prowadzącego, zawracają mu głowę, na początku wszyscy razem,
                kupą łażą do lekarza.

                2. oświadzenia: kim pani/pan jest? ile osób powie nieprawdę?
                przyznałbyś się, ze jesteś mężem/narzeczonym obcej kobiety?

                3. konfrontacja

                4. może najważniejsze: jeśli pacjent nie jest nieprzytomny, lekarz
                bez osobistej zgody pacjenta nie ma prawa poinformowac kogokolwiek
                poza nim o jego stanie zdrowia.

                5. zdziwiłbyś się gdybyś wiedział ile informacji można dowiedzieć
                się po PESELU. Nie wiesz, że policja ma centralną kartotekę danych?
                Oczywiście jej dane nie są dla wszystkich ale w sytuacjach
                nietypowych, specjalne służby mogą ustalić bardzo dużo. A już
                informacja o małżeństwie to mały pikuś.

                Ten świat generalnie stworzony jest dla ludzi uczciwych, którzy nie
                oszukują, nie kłamią, nie kręcą. Sądy, paragrafy, przepisy, nakazy i
                zakazy, procedury są stosowane wtedy kiedy ktoś stara się coś
                ominąć. Nawet sobie nie wyobrażasz jak to widac kiedy ludzie
                kłamią... Kłopoty sa z udowodnieniem ale z zobaczeniem oszustwa? Nie
                ma żadnych. Jak tylko się widzi kłamstwo, zapala się czerwona lampka
                i zaczyna się stosować procedury.
                • silic Re: małżenstwo 10.02.09, 18:30
                  Trochę się zapędziłaś. Chodzi o sytuację konkubinat vs. małżeństwo a nie
                  zupełnie obca osoba i ew. problem z uzyskaniem informacji o stanie zdrowia.
                  Ktoś tam kolejny raz pisze, że jak nie będzie się małżeństwem to się nie dowie o
                  stanie zdrowia drugiej osoby. Ja się tylko pytam w jaki sposób lekarz weryfikuje
                  czy jest się małżonkiem czy nie. Trzeba przynieść świadectwo ślubu czy co ?
                  Odprowadzam partnerkę na operację i lekarz wychodząc będzie dzwonił na policję
                  ? Z dowodu osobistego niczego się nie dowie.
                  • weekenda Re: małżenstwo 10.02.09, 19:09
                    silic napisał:
                    > Trochę się zapędziłaś. Chodzi o sytuację konkubinat vs. małżeństwo
                    a nie zupełnie obca osoba i ew. problem z uzyskaniem informacji o
                    stanie zdrowia.
                    > Ktoś tam kolejny raz pisze, że jak nie będzie się małżeństwem to
                    się nie dowie o stanie zdrowia drugiej osoby.


                    Ja się tylko pytam w jaki sposób lekarz weryfikuje czy jest się
                    małżonkiem czy nie. Trzeba przynieść świadectwo ślubu czy co ?
                    > Odprowadzam partnerkę na operację i lekarz wychodząc będzie
                    dzwonił na policję? Z dowodu osobistego niczego się nie dowie. > >


                    No przecież Ci odpisałam... Tak się właśnie weryfikuje osoby
                    przychodzące do pacjenta. Nie musisz przynosić ani aktu urodzenia
                    ani ślubu bo przeciez tam i tak zdjęcia nie ma a nazwiska mogą być
                    zbieżne. Pyta się. Po prostu.

                    Poza tym, przecież idąc do szpitala wypełniasz papierzyska. I w
                    jedno z okienek musisz wpisać: osoba kontaktowa w razie
                    czegokolwiek. Kogo wpiszesz, ten będzie informowany.

                    Do polskiego szpitala można wejść z różowym słoniem na plecach i
                    nikt nie zwróci uwagi. Kłopoty zaczynają się jak pacjent nie jest
                    przytomny lub nagle odejdzie czy zapadnie w śpiączkę i nie zostawił
                    żadnych dyspozycji. Wtedy rzeczywiście spuszczają na szczaw kogoś
                    kto sobie przyjdzie i powie: jestem partnerem/ka i chcę się
                    dowiedzieć". Wówczas wkraczają procedury.
                • tapatik Re: małżenstwo 15.02.09, 00:33
                  weekenda napisała:

                  > Ten świat generalnie stworzony jest dla ludzi uczciwych, którzy nie
                  > oszukują, nie kłamią, nie kręcą. Sądy, paragrafy, przepisy, nakazy i
                  > zakazy, procedury są stosowane wtedy kiedy ktoś stara się coś
                  > ominąć.

                  Tereferekuku. Akurat w Polsce sądy wykorzystywane są często, aby kogoś udupić i
                  fakt, że ta osoba jest niewinna nikogo nie obchodzi. Przykład? Prezes Optimusa -
                  Kluska. Ostatecznie został uniewinniony, ale co przesiedział w areszcie to jego.
                  Pomijając zgnojenie firmy. Optimusowi się akurat udało, bo miał większe zaplecze
                  finansowe, ale JTT upadło mimo wygranego procesu w sądzie.


                  > Nawet sobie nie wyobrażasz jak to widac kiedy ludzie
                  > kłamią... Kłopoty sa z udowodnieniem ale z zobaczeniem oszustwa?
                  > Nie ma żadnych. Jak tylko się widzi kłamstwo, zapala się czerwona
                  > lampka i zaczyna się stosować procedury.

                  Po czym widać kłamstwo? Serio się pytam.
                  • de_la_hoya Re: małżenstwo 15.02.09, 23:41
                    tapatik napisał:

                    > Po czym widać kłamstwo? Serio się pytam.

                    poza tym, że zgadzam się z tym co napisałeś/napisałaś to kłamstwo widać, pod
                    warunkiem, że ktoś wie na co zwracać uwagę
                    wystarczy obserwować mowę ciała
                    ale w omawianym przypadku już widzę jak lekarz ma czas na analizę mojego
                    zachowania i mowy ciała gdy na pytanie: kim pani jest dla pana X? odpowiadam: żoną
        • jane-bond007 Re: małżenstwo 09.02.09, 22:32
          Rosa no wlasnie zaczynam myslec jako o męzu i bedziemy legalizowac
          nasz zwiazek ;) tak w domysle to napisalam ;) wlasnie dlatego co
          wyzej przytoczylas i ze wzgledu na planowane dzieci
          • takajednaania Re: małżenstwo 11.02.09, 22:35
            Legalizować? Raczej formalizować.
            • jane-bond007 Re: małżenstwo 12.02.09, 21:20
              whatever... akurat dla rodzicow czy przyszluch tesciow bedzie to
              blizej legalizacji niz fozmalizacji ;)
        • eliksir Re: małżenstwo 11.02.09, 12:45
          Dlatego autorka poruszyla ten temat. Zeby w koncu nasze kochane panstwo zaczelo dostrzegac stan faktyczny, a nie stan w dokumentach.
          Tez zyje w konkubinacie, ale mam to szczescie ze nie w Polsce a w UK.
          Miesiac temu bylem w szpitalu, bez legitymowania moja partnerka traktowana byla jak moja zona. Siedziala przy moim lozku przez caly czas, takze gdy ja bylem na operacji. Nawet ja nakarmili.
          Podobnie sprawy wygladaly wszedzie gdzie nalezalo wpisac dane 'zony', w ubezpieczalni, w pracy, itd. Nie wiem czy dobrze pamietam ale chyba nawet wszedzie zamiast 'malzonek' jest partner i jest ok.

          Dlaczego w Polsce wazniejsza jest udokumentowana fikcja niz nieudokumentowany stan faktyczny?
          • szczesliwamezatka Re: małżenstwo 12.02.09, 21:04
            eliksir napisał:

            > Dlatego autorka poruszyla ten temat. Zeby w koncu nasze kochane
            panstwo zaczelo
            > dostrzegac stan faktyczny, a nie stan w dokumentach.
            > Tez zyje w konkubinacie, ale mam to szczescie ze nie w Polsce a w
            UK.
            > Miesiac temu bylem w szpitalu, bez legitymowania moja partnerka
            traktowana byla
            > jak moja zona. Siedziala przy moim lozku przez caly czas, takze
            gdy ja bylem n
            > a operacji. Nawet ja nakarmili.
            > Podobnie sprawy wygladaly wszedzie gdzie nalezalo wpisac
            dane 'zony', w ubezpie
            > czalni, w pracy, itd. Nie wiem czy dobrze pamietam ale chyba
            nawet wszedzie za
            > miast 'malzonek' jest partner i jest ok.
            >
            > Dlaczego w Polsce wazniejsza jest udokumentowana fikcja niz
            nieudokumentowany s
            > tan faktyczny?
            Chyba ci się szyk przymiotników w zdaniu pomylił...
            • jane-bond007 Re: małżenstwo 12.02.09, 21:22
              oj chyba nie ;)
    • qw994 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 22:25
      Bez sensu, przecież można wziąć ślub cywilny. Z rozdziałem majątku lub nie. Jaka
      to różnica?
      • reniatoja Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 22:31
        no wlasnie o tym mowie, slub cywilny jest w rzeczy
        samej "zalegalizowaniem" konkubinatu, o co chodzi ludziom, ktorzy
        sie domagaja uprawomocnienia konkubinatu?????Przeciez je maja w
        kazdym USC.

        Pytam, bo od czasu do czasu to wyplywa np w takich wlasnie watkach
        jak ten o dziecku i slubie. Tam wlasnie ktos pisze znowu,
        ze "niesteety konkubinat nei jest chroniony prawnie".
        • wanilinowa Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 00:04
          chodzi o to że śluby są passe i zabijają miłość. wyjście jest tylko jedno:
          zmiana nazwy na "wolny zalegalizowany związek wcale-nie-ślub"
        • krzychbe Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 20:00
          Przeczytałem dotąd kilkadziesiąt postów i nigdzie nie było odpowiedzi (być może
          była w setce postów poniżej). Otóż gdy chcesz rozwiązać konkubinat po prostu
          odwołujesz pełnomocnictwa, prawa do dziedziczenia itp. I po wszystkim. A jeśli
          chcesz rozwiązać małżeństwo cywilne, sąd robi problemy. Nawet jeśli rozwodzący
          się są zgodni, bywa że sąd wnika w szczegóły pożycia lub odmawia rozwodu, np. ze
          względu na dzieci.

          Konkubinatu chcą ci, którzy nie zamierzają się spowiadać z intymnych szczegółów
          życia przed obcymi osobami. Jak ktoś wspomniał uproszczenie procedur rozwodowych
          sporo by ułatwiło.

          K.
          • szczesliwamezatka Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 13.02.09, 16:50
            krzychbe napisał:

            > Przeczytałem dotąd kilkadziesiąt postów i nigdzie nie było
            odpowiedzi (być może
            > była w setce postów poniżej). Otóż gdy chcesz rozwiązać konkubinat
            po prostu
            > odwołujesz pełnomocnictwa, prawa do dziedziczenia itp. I po
            wszystkim. A jeśli
            > chcesz rozwiązać małżeństwo cywilne, sąd robi problemy. Nawet
            jeśli rozwodzący
            > się są zgodni, bywa że sąd wnika w szczegóły pożycia lub odmawia
            rozwodu, np. z
            > e
            > względu na dzieci.
            >
            > Konkubinatu chcą ci, którzy nie zamierzają się spowiadać z
            intymnych szczegółów
            > życia przed obcymi osobami. Jak ktoś wspomniał uproszczenie
            procedur rozwodowyc
            > h
            > sporo by ułatwiło.
            >
            > K.
            Stek bzdur z tym "konkubinatu chcą ci...,". A tak w ogóle to po co
            tu zaglądasz jak wół do obory???????????
            • wanilinowa Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 14.02.09, 16:54
              > Stek bzdur z tym "konkubinatu chcą ci...,". A tak w ogóle to po co
              > tu zaglądasz jak wół do obory???????????

              takimi odzywkami brudzisz sobie piękną duszę ;)

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=90406778&a=90409475

              • de_la_hoya Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 16.02.09, 00:27
                wanilinowa napisała:

                > > Stek bzdur z tym "konkubinatu chcą ci...,". A tak w ogóle to po co
                > > tu zaglądasz jak wół do obory???????????
                >
                > takimi odzywkami brudzisz sobie piękną duszę ;)
                >
                > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=90406778&a=90409475
                >
                >
                >
                hahahah dobre
                pojechała dziewczyna
          • policjawkrainieczarow Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 16.02.09, 20:58
            Otóż gdy chcesz rozwiązać konkubinat po prostu
            > odwołujesz pełnomocnictwa, prawa do dziedziczenia itp. I po wszystkim. A jeśli
            > chcesz rozwiązać małżeństwo cywilne, sąd robi problemy. Nawet jeśli rozwodzący
            > się są zgodni, bywa że sąd wnika w szczegóły pożycia lub odmawia rozwodu, np. z
            > e
            > względu na dzieci.


            A! czyli konkubinatu chca ci, ktorzy - jak im sie odwidzi - chca miec prawo do
            odejscia bez zadnych ceregieli i problemow, nawet, jesli w gre wchodza dzieci
            lub wspolny majatek. (to znaczy podziela sobie sami: jednej stronie majatek, a
            drugiej dzieci, i do widzenia). Teraz mam jasnosc.
            • mujer_bonita Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 16.02.09, 21:43
              policjawkrainieczarow napisała:
              > A! czyli konkubinatu chca ci, ktorzy - jak im sie odwidzi - chca
              miec prawo do
              > odejscia bez zadnych ceregieli i problemow, nawet, jesli w gre
              wchodza dzieci
              > lub wspolny majatek. (to znaczy podziela sobie sami: jednej
              stronie majatek, a
              > drugiej dzieci, i do widzenia). Teraz mam jasnosc.

              Bzdury piszesz. Co jest złego w tym, że dorośli ludzie dzielą swój
              majątek? Dlaczego od razu zakładasz, że będzie to podział
              niesprawiedliwy? Dla czego po jednej stronie majątek po drugiej
              dzieci?

              I naprawdę nie rozumiem co wszyscy z tym ceregielami - przykujcie
              swoich facetów do kaloryferów wtedy będą mieli takie ceregiele z
              odejściem, że nigdy tego nie zrobią :D
            • de_la_hoya Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 17.02.09, 08:35
              policjawkrainieczarow napisała:

              > A! czyli konkubinatu chca ci, ktorzy - jak im sie odwidzi - chca miec prawo do
              > odejscia bez zadnych ceregieli i problemow, nawet, jesli w gre wchodza dzieci
              > lub wspolny majatek. (to znaczy podziela sobie sami: jednej stronie majatek, a
              > drugiej dzieci, i do widzenia). Teraz mam jasnosc.

              taaaa
              a małżeństwa, jeżeli już się kończą to kończą się w miłości i poszanowaniu
              drugiego człowieka?
              podczas rozwodu w sądzie nie jest niemiło... istna sielanka
      • macieq88 A ja mam genialny pomysł 11.02.09, 13:19
        Usunąć instytucję małżeństwa państwowego.
        A co z problemami medyczno-spadkobierczymi?
        Wypełniasz "deklarację odpowiedzialnościową" obowiązkowo w wieku lat osiemnastu
        a potem kiedy chcesz możesz zmienić. Wymienisz w tej deklaracji kto decyduje o
        twoim losie w razie ciężkiego wypadku, utraty świadomości, ustalasz ewentualnego
        spadkobiercę (zalążek testamentu) itp. Możesz wpisać tam matkę / chłopaka /
        przyjaciela / siostrę / księdza /kogo chcesz. Kwestia wypełnienia kartki w
        urzędzie gminy. Oczywiście trzeba by uzyskać zgodę takiej osoby.
        Likwidacja małżeństwa:
        +likwidujemy "administrację ślubną", mniej urzędników, oszczędności w kasie państwa!
        +koniec horroru rozwodowego, oszczędności sądowe
        +geje nie będą wołać o prawo do małżeństw, zniknie problem dyskryminacji.

        Oczywiście każdy może sobie wziąć ślub kościelny jak mu się zachce, ale nie ma
        on znaczenia prawnego. Jedynie wymiar religijny.

        Prostsze niż legalizacja konkubinatu i inne kombinację, no nie?
    • frying.pan Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 22:33
      Konkubinat zalegalizowany istnieje np. we Francji (tzw. PACS) i jak na mój gust
      służy on przede wszystkim parom homoseksualnym, ktorym nie wolno wziąć ślubu,
      ale wolno im zalegalizować związek. Chociaż we Francji PACS cieszy się ogólnie
      dużym uznaniem i coraz mniej ludzi bierze ślub. Różnice są takie, że o ile w
      konkubinacie zalegalizowanym można się rozliczać wspólnie z podatku, nabywa się
      specjalne prawa do dziedziczenia (nie placi się od spadku podatku, jeśli jest
      spisany testament) i ponosi się wspólnie odpowiedzialność za długi, to niestety
      nie można np. zaadoptować dzieci, istnieje rozdzielność majątkowa (mimo
      możliwości wspólnego rozliczania się) itd. "Rozwód" w przypadku konkubinatu
      wygląda tak, ze wystarczy złożyć do odpowiedniego urzędu deklaracje o
      unieważnieniu związku (wystarczy podpis jednego z partnerów) i natychmiastowo,
      bez żadnej rozprawy konkubinat zostaje rozwiązany.
      • policjawkrainieczarow Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 16.02.09, 20:59
        "Rozwód" w przypadku konkubinatu
        > wygląda tak, ze wystarczy złożyć do odpowiedniego urzędu deklaracje o
        > unieważnieniu związku (wystarczy podpis jednego z partnerów) i natychmiastowo,
        > bez żadnej rozprawy konkubinat zostaje rozwiązany.

        rowniez jesli taka para ma dzieci? Zyc nie umierac!
        • mujer_bonita Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 16.02.09, 21:39
          policjawkrainieczarow napisała:
          > rowniez jesli taka para ma dzieci? Zyc nie umierac!

          A przepraszam czym to się różni od rozwodu? Jak masz dzieci to
          rozwodu nie dostaniesz?
    • bast3 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 22:34
      rożnica taka, że konkubinat byłby szansą dla par homoseksualnych,
      które mogły by np. razem kupić mieszkanie. Ja byłam przez 8 lat w
      konkubinacie, i gdyby była możliwość zalegalizowania, to wolałabym
      go zalegalizować niż brać ślub. Może dlatego, że czułabym się
      bardziej swobodnie.
      • reniatoja Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 22:41
        nie trzeba byc ani w parze homoseksualnej, ani w konkubinacie, zeby
        wspolnei kupic sobie jakakolwiek ruchomosc, czy nieruchomosc. Mozesz
        sobie kupic mieszkanie wspolnie z kimkolwiek z lapanki z ulicy jesli
        chcesz.
        Jesli chodzi o homoseksualistow to zgadzam sie - powinni miec
        mozliwosc uprawomocniania swoich zwiazkow na takich samych zasadach
        jak malzenstwo cywilne. I nei powinni sie to nazywac malzenstwem.
        Konkubinaten zreszta chyba tez nie.
        • mmena Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 12:36
          nie trzeba byc ani w parze homoseksualnej, ani w konkubinacie, zeby
          wspolnei kupic sobie jakakolwiek ruchomosc, czy nieruchomosc.


          Mieszkanie spoldzielcze tez?
          Kupowalam pare lat temu i poinf. mnie, ze wspolwlascicielami moga byc jedynie
          malzonkowie. Moj "konkubent", mimo ze wylozyl kase wspolwlascicielem nie byl.
          Lokal zostal oficjalnie kupiony przeze mnie.
          Teraz sie to zmienilo?
          • mamrotek77 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 14:52
            tak, teraz można kupić mieszkanie spółdzielcze (własnościowe) z kimś
            niespokrewnionym - jak tak kupiłam wiosną 2008, na spółkę z
            konkubentem.
            nat5omiast faktycznie tylko jedno z nas może byc członkiem
            spółdzielni, ale to przecież żaden problem.
          • dagome0 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 18:39
            tez. to akurat moze zalezec od zapisów statutowych danej
            spoldzielni. przy czym miej swiadomosc ze nie kupujesz mieszkania a
            jedynie ograniczone prawo rzeczowe tzw własnosciowe
      • lidkaa22 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 22:41
        Ja byłam przez 8 lat w
        > konkubinacie, i gdyby była możliwość zalegalizowania, to wolałabym
        > go zalegalizować niż brać ślub. Może dlatego, że czułabym się
        > bardziej swobodnie.


        A co za roznica czy wzielabys slub cywilny czy zalegalizowala
        konkubinat? Dlaczego czulabys sie bardziej swobodnie?
        • bast3 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 22:45
          No ja nie wiem dlaczego, może ja zwichnięta jestem, ale strasznie
          długo nie mogłam się na ten ślub zdecydować. Może dlatego, że mam
          złe skojarzenia ze ślubami i tak za mną chodzi przekonanie, że po
          ślubie między partnerami zaczyna się psuć. Mnie do ślubu przymusiło
          ubezpieczenie, bo nie pracowałam i opiekowałam się dzieckiem, więc
          nie miałam ubezpieczenia. Gdyby konkubinat dawał taką szansę raczej
          na to bym się zdecydowała.
          • reniatoja Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 22:48
            ale czym ten konkubinat roznilby sie od slubu???? nazwa???
            • weekenda Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 22:51
              ło mamo... a czytałaś chociażby to co jest w poście frying.pan? jak
              to we Fracji wygląda?

              Ślub = 100% Konkubinat = 50% czegokolwiek...
              • bast3 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 22:54
                No tak, jeszcze tym,że więcej rzeczy przysługuje w małżeństwie a
                mniej w konkubinacie.
              • reniatoja Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 22:58
                czytalam i nie przekonuje mnie to wcale. roznice czysto kosmetyczne,
                z praw przyslugujacych malzenstwu nie ma obowiazku korzystac, jedyna
                roznica jest z tym rozstaniem blyskawicznym i wlasnie o tym pisalam
                na poczatku watku - moze zamiast klonowac byty, uproscic procedury
                rozwodowe?
                • reniatoja Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 23:03
                  az przeczytalam post fryin pan jeszcze raz, bo moze cos mi umknelo.
                  adopcja i rozdzielnosc majatkowa przy PRAWIE do wspolnego
                  rozliczania sie.

                  Przeciez jak ktos nie chce adoptowac dziecka, to nie zrobi tego
                  tylko dlatego, ze ma slub. Jak chcesz miec rozdzielnosc majatkowa to
                  rowniez mozesz ja miec majac slub. Naprawde nie widze roznicy.
                • weekenda Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 23:03
                  reniatoja napisała:
                  > > z praw przyslugujacych malzenstwu nie ma obowiazku korzystac,

                  słuszna uwaga, ale w małżeństwie masz te prawa. Nie musisz z nich
                  korzystać ALE JE MASZ. W konkubinacie ich nie masz.


                  > jedyna roznica jest z tym rozstaniem blyskawicznym i wlasnie o tym
                  pisalam na poczatku watku - moze zamiast klonowac byty, uproscic
                  procedury rozwodowe? >

                  Gdyby to było tak łatwe to by było. W małżeństwie masz 100% prawa na
                  dzieci i majątek. Dlatego rozwód jest skomplikowany.

                  Już widzisz różnice?
                  • reniatoja Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 23:07
                    biore wiec konkubinat, a nie slub, zeby nie miec jakichs praw.
                    Faktycznie, przekonalas mnie. Bo jestem kretynem i majac prawa,
                    ktore mnie nie interesuja, nie jestem w stanie z nich nie korzystac,
                    ignorowac je. Zatem koniecznie musza mi urzedy umozliwic
                    nieposiadanie praw, ktorymi nie jestem zainteresowana. Koniecznie
                    zalegalizowac konkubinaty.
                    • lidkaa22 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 23:20
                      Dokladnie :)))
            • bast3 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 09.02.09, 22:52
              Nazwa i chyba takie odczucie ważności może. Bo ślub od razu kojarzy
              się z czymś wielkim, a to by było takie no nie wiem, mniej formalne.
            • szczesliwamezatka Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 13.02.09, 16:52
              reniatoja napisała:

              > ale czym ten konkubinat roznilby sie od slubu???? nazwa???
              W S Z Y S T K I M !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          • filona.may Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 11:48
            bast3 napisała:

            > Mnie do ślubu przymusiło
            > ubezpieczenie, bo nie pracowałam i opiekowałam się dzieckiem, więc
            > nie miałam ubezpieczenia.

            E, bez sensu. Mówisz o ubezpieczeniu zdrowotnym? Skoro nie pracowałaś, mogłaś
            się zarejestrować w urzędzie pracy jako bezrobotna i dostałabyś ubezpieczenia z
            urzędu. Albo opłacać sobie ubezpieczenie samodzielnie. Przesada brać ślub TYLKO
            z powodu ubezpieczenia.
            • bast3 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 13:12
              No nie bez sensu. Rejestracja w urzędzie łączy się z tym, że będą mi
              szukać pracy, a ja nie mogę ciągle odmawiać. Mam małe dziecko więc
              do pracy na razie nie pójdę bo nie mam go z kim zostawić a na niańkę
              mnie nie stać. Tak samo nie stać mnie na opłacanie 200 zł
              miesięcznie za samo ubezpieczenie.
              • filona.may Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 12:06
                I małżeństwo tylko dla tych 200zł miesięcznie? To przykre, że ludzie bywają tak
                przyciśnięci do muru.
              • bryzolin Skoro URZĄD opłaca składkę, 12.02.09, 14:40
                to znaczy, że wszyscy zrzucamy się na tę składkę. Urząd nie ma
                swoich pieniędzy, ma nasze. Dziewczyna, która wyszła za mąż, żeby
                móc skorzystać z ubezpieczenia, postąpiła fair wobec pozostałych
                ubezpieczonych i podatników. Ma się rejestrować jako bezrobotna NIE
                SZUKAJĄC pracy? I to ma Twoim zdaniem sens?
    • agatracz1978 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 09:08
      Ja też nie wiem nad czym tu ubolewać. Mamy wybór. Ślub albo żyjemy jako wolni
      ludzie skoro tak bardzo tej wolności potrzebujemy. Ślub niczego nie zmienia, ale
      na coś trzeba zrzucić ewentualne niepowodzenie... A proces rozwodowy - jeżeli
      człowiek chce się rozstać kulturalnie to można go przeprowadzić w miarę szybko.
      A to co mnie najbardziej rozwala to ludzie, którzy ślubu nie chcą małżeństwo to
      dla nich w ogóle powód wszelkiego zła ale idąc do urzędu mówią mój mąż/żona a
      nie konkubent/konkubina.
      • des4 lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 09:40
        łatwo przyszło, łatwo poszło, liczy sie wygoda, seksik, luzik, brak
        zobowiązań...

        o to chodzi w tzw konkubinatach i innych "partnerstwach"...

        oczywiście opakowane jest to w chwytliwe argumenty typu "prawdziwa
        miłość nie potrzebuje papierka", "ślub to szopka" etc...

        coraz więcej dorosłych ludzi to "wieczne dzieci", ktore chcą tylko
        brać, konsumować, nie ponosić odpowiedzialności...
        • sadosia75 Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 09:43
          des4 napisał:

          > łatwo przyszło, łatwo poszło, liczy sie wygoda, seksik, luzik, brak
          > zobowiązań...
          >
          > o to chodzi w tzw konkubinatach i innych "partnerstwach"...


          Bzdura! moze czesc zwiazkow bez slubu na tym polega. Ale nie przesadzaj. Nie
          kazdy zwiazek bez slubu wyglada tak jak napisales.
          A zobowiazania mozna miec i bez slubu.
          • des4 Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 09:58
            cóż, nie wszstkie, ale ogromna wiekszość...oczywiście są pary, które
            z takich czy innych przyczyn nie moga wziąć ślubu i ja to
            rozumiem...poza tym jest to przedłużanie dzieciństwa i lek przed
            wzięciem na siebie sporej odpowiedzialności...
            • sadosia75 Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 10:02
              Oj spieralabym sie. Moi przyjaciele sa w konkubinacie ponad 15 lat. Nie biora
              slubu bo nie chca. Tworza cudowna pare i nie jedno malzenstwo moglo by im
              pozazdroscic takiego kontaktu, zwiazku, partnerstwa.
              Lek przed odpowiedzialnoscia? a coz to za odpowiedzialnosc? Bycie ze soba,
              tworzenie zwiazku to juz jest spora odpowiedzialnosc i gigantyczna praca dwojga
              ludzi. a to czy sa po slubie, przed slubem czy w ogole slubu nie planuja nie ma
              zadnego ( wg mnie ) znaczenia.

              Fakt, ze kazdy inaczej patrzy na takie zwiazki, kazdy ma inne priorytety w
              zyciu, kazdy inaczej uklada swoje zycie. I dlatego ilu ludzi tyle opinii.
              • des4 Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 10:39
                no właśnie, dlaczego nie chcą??? nie bo nie??? takie rozumowanie
                bardziej pasuje raczej dziecku z piaskownicy...skad wiesz jakie sa
                prawdziwe przyczyny tego, ze nie wzięli ślubu...jest
                wiele "cudownych" par które mają swoje poważne problemy, których nie
                wyjawiają światu...nie bo nie, tylko dlaczego tak sobie utraudniaja
                życie??? przecież ten "głupi papierek" ogromnie je ułatwia...

                a to że wg ciebie slub nie ma żadnego znaczenia...cóz, tu się
                zgadzam że jest to "wg ciebie"...łatwo przyszlo, łatwo poszło...
                • sadosia75 Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 10:54
                  Nie biora slubu z pewnych powodow. nie jestem upowazniona do tego, zeby o tym
                  rozmawiac z kimkolwiek. Znam ta pare praktycznie od "zawsze" i zazdroszcze im
                  tego jak cudowny zwiazek tworza. Nie uwazam zeby sobie zycie utrudniali. to ich
                  wybor, ja szanuje ich wybor. chca inaczej ukladac swoje zycie i niech ukladaja.
                  ja im niczego narzucac nie mam zamiaru.
                  • majaa Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 11:19
                    Wprawdzie jest mi obojętne, czy Twoi znajomi mają ślub czy nie, ale
                    gwoli ścisłości, to trochę plączesz się w "zeznaniach". Wcześniej
                    twierdziłaś, że nie biorą, bo nie chcą; teraz - że mają jakieś
                    powody. Można więc wnioskować, że jednak by go wzięli, gdyby mogli.
                    Ponieważ jednak nie mogą, to nie robią z tego problemu (i słusznie),
                    tylko żyją sobie dalej bez ślubu - z czego nie wynika wcale, że są
                    mu przeciwni.
                    • sadosia75 Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 11:23
                      Logika: nie biora bo nie chca bo maja swoje powody, zeby nie chciec.
                      Dziwi mnie to,ze jest "nagonka" na tych co nie chca bo ( i tu jakis powod moze
                      byc zwykle bo nie ) jakby to byl grzech, przestepstwo jakies. Slub to nie
                      obowiazek, slub to nie jest cos co musi nastapic. Moze co nie znaczy, ze musi.
                      • majaa Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 12:18
                        Trochę ta Twoja logika pokrętna..., ale jak pisałam wcześniej - jest
                        mi obojętne, czy ktoś bierze ślub czy nie. Jego sprawa, jego życie.
                        Myślę, że to nie żadna nagonka na niebiorących ślub, tylko zwykła
                        przeciwwaga na niedorzeczną, niemającą żadnych racjonalnych podstaw
                        niechęć do ślubu.
                        • sadosia75 Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 12:43
                          > Myślę, że to nie żadna nagonka na niebiorących ślub, tylko zwykła
                          > przeciwwaga na niedorzeczną, niemającą żadnych racjonalnych podstaw
                          > niechęć do ślubu.
                          Dlaczego niedorzeczna? dlaczego bez racjonalnych podstaw?
                          Czym sie rozni zycie codziennie w zwiazku bez slubu od zwiazku,ktory ten slub ma?
                          Wytlumacz to mnie osobie z ponad 10 letnim stazem malzenskim. Ja roznicy zadnej
                          nie widze. Nie obrazam nikogo piszac czy mowiac mu, ze jego zachowanie jest
                          niedorzeczne czy pozbawione racjonalnosci.
                          • july-july Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 13:24
                            Daj spokój. To tak samo jak nagonka na ludzi, którzy nie chcą miec
                            dzieci. MUSISZ chcieć miec dzieci, bo każdy NORMALNY człowiek ma
                            dzieci. MUSISZ byc po ślubie, inaczej jesteś niedojrzały,
                            nieodpowedzialny, niepewny zwiazku. Można sie uspokoić, że będąc po
                            ślubie jesteśmy dojrzali, dpowiedzilani, a zwiazek jest zaje... Bo
                            mamy ślub. Wiesz, jedyna słuszna droga. Jakby ludzie i sytuacje
                            zyciowe nie były różne. Tylko wszyscy muszą tak samo.
                            • sadosia75 Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 13:28
                              Ja tez to tak odbieram. Musisz miec dzieci, slub, psa, kota, dom i co tam
                              jeszcze jest w tych "magicznych zasadach" a jak nie to jestes niedojrzala itp itd.
                              Ale kurcze jak to jest? sama jestem po slubie, mam dzieci, koty,psy i cala
                              reszte. Ale jakos nie czuje sie lepsza czy gorsza od tych w wolnych zwiazkach.
                              Zastanawia mnie kto nam ludziom daje prawo decydowac o tym czy ktos bedzie
                              szczesliwszy jesli spelni narzucone wymagania?
                              Czy faktycznie ten slub jest wyrazeniem samego siebie jako osoby
                              odpowiedzialnej? Ja to chyba z innej epoki jestem bo dla mnie slub ma zupelnie
                              inne znaczenie. Ale ja to ja :)
                              • teklana Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 13:33
                                Takkkk,zapomniałas jeszcze o wybudowaniu domu i drzewku;-)A i
                                koniecznie syn,bo jak córka ,to sie nie liczy;-)
                                Tym sposobem moja przyjaciółka ma 4 siostry,tata po 5 córce
                                zrezygnował z syna;-)
                                • sadosia75 Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 13:34
                                  Nie licza sie corki? Upsss... to ja musze nadrobic :D
                                  A pozniej moze wprowadza podatek od osob, ktore sa pannami ew kawalerami i beda
                                  mnie utrzymywac bo buduje prawdziwa polska rodzine :))))))))
                                  • teklana Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 13:41
                                    Sadośka,jasne ,że tak.Wwszystko jest możliwe.Ja też jestem w wieku
                                    produktywnym,więc może sobie "wyprodukujemy"jeszcze synka-możnaby
                                    wtedy 2 drzewka posadzić;-)Po jednym na głowę;-)
                              • july-july Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 13:35
                                Znam osoby, które pobrały sie bo było to dla nich krokiem naprzód,
                                scementowaneim zwiazku. zZnam też takie, które są w udanym, solidnym
                                związku i ślub nie jest im potrzebny - maja sie zmuszać bo presja?
                                Znam też takich, którzy pobrali sie "bo tak sie robi". Bywa różnie.
                          • majaa Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 13:50
                            sadosia75 napisała:

                            > Dlaczego niedorzeczna? dlaczego bez racjonalnych podstaw?
                            > Czym sie rozni zycie codziennie w zwiazku bez slubu od
                            zwiazku,ktory ten slub m
                            > a?
                            > Wytlumacz to mnie osobie z ponad 10 letnim stazem malzenskim. Ja
                            roznicy zadnej
                            > nie widze. Nie obrazam nikogo piszac czy mowiac mu, ze jego
                            zachowanie jest
                            > niedorzeczne czy pozbawione racjonalnosci.

                            Skoro widzisz te racjonalne podstawy, to oświeć mnie, jeśli łaska.
                            Sama jednak piszesz, że nie widzisz różnicy, więc skąd wynika ta
                            niechęć?
                            Ja też nikogo nie obrażam, ponieważ nie piszę o niczyim zachowaniu,
                            a o niechęci, a to różnica, której nie zauważasz.
                            • july-july Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 14:22
                              > Sama jednak piszesz, że nie widzisz różnicy, więc skąd wynika ta
                              > niechęć?

                              A skad wynika przekonanie, że slub powinno sie wziać? Że zwiazek
                              ślubny jest czyms lepszym?
                              • majaa Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 14:49
                                Sorki, ale to zaczyna przypominać przedszkolne przekomarzania. Kto
                                powiedział, że ślub POWINNO się brać??? Będę powtarzać do znudzenia:
                                nie chcesz - nie bierz. Nie twierdzę też bynajmniej, że związek bez
                                ślubu nie może być dobry i piękny. Twierdzę natomiast, że ślub daje
                                pewne zabezpieczenia i możliwości, których nie gwarantuje
                                konkubinat - tylko tyle. Takie są fakty i nie ma sensu im
                                zaprzeczać. Wybór należy do Ciebie.
                                • july-july Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 15:12
                                  > Kto powiedział, że ślub POWINNO się brać???

                                  Skoro ze zdziwieniem pytasz "skad niecheć do małżeństwa" i
                                  oczekujesz wyjaśnień, znaczy, ze uważasz to za jakieś odstępstwo od
                                  reguły. Tak to rozumiem. Nie pytasz osób, które wzięły ślub "skąd
                                  niechęć do konkubinatu".
                                  • majaa Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 15:33
                                    july-july napisała:


                                    > Skoro ze zdziwieniem pytasz "skad niecheć do małżeństwa" i
                                    > oczekujesz wyjaśnień, znaczy, ze uważasz to za jakieś odstępstwo
                                    od
                                    > reguły. Tak to rozumiem.

                                    To źle rozumiesz. Prośba o wyjaśnienie powodów niechęci do
                                    małżeństwa nie oznacza wcale, że ślub uważam za regułę konieczną i
                                    kogokolwiek namawiam do jej przestrzegania.


                                    Nie pytasz osób, które wzięły ślub "skąd
                                    > niechęć do konkubinatu".

                                    Nie pytam tych osób z prostego powodu - bo je rozumiem i nie są mi
                                    potrzebne dalsze wyjaśnienia.
                              • szczesliwamezatka Re: lekko, łatwo i przyjemnie 13.02.09, 17:52
                                july-july napisała:

                                > > Sama jednak piszesz, że nie widzisz różnicy, więc skąd wynika ta
                                > > niechęć?
                                Pytasz, jakbyś zupełnie życia nie znała, jakbyś jakimś totalnym
                                żółtodziobem była...
                                >
                                > A skad wynika przekonanie, że slub powinno sie wziać? Że zwiazek
                                > ślubny jest czyms lepszym?
                      • tk_s akurat grzech to to jest :) 11.02.09, 17:40
                        Przynajmniej wg. Katechizmu Kościoła Katolickiego...
                        --------------------------------------------------------
                        Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych...
                        (Jack Carter)
                        --------------------------------------------------------
          • kosciotrupek Re: lekko, łatwo i przyjemnie 12.02.09, 03:42
            >>Ja byłam przez 8 lat w
            konkubinacie, i gdyby była możliwość zalegalizowania, to wolałabym
            go zalegalizować niż brać ślub. Może dlatego, że czułabym się
            bardziej swobodnie.<<
            jasne, że nie każdy człowiek żyjący w konkubinacie jest nieodpowiedzialny, tak
            jak małżeństwo nie jest gwarancją odpowiedzialności. Ale jednak coś w tym jest -
            jaką swobodę daje konkubinat? Nie przypadkiem do tego, żeby się łatwiej rozstać?
            Czyli jednak myślenie Piotrusia Pana (albo Pani): ma być lekko, łatwo i
            przyjemnie, a jak się zrobi nieprzyjemnie, to sobie powiemy do widzenia. I im
            łatwiej nam to przyjdzie, tym lepiej. Pytanie dla kogo lepiej. Dla dzieci? Dla
            tej drugiej (zostawionej) osoby?
            • july-july Re: lekko, łatwo i przyjemnie 12.02.09, 08:18
              Ale co w tym złego? Założenie, że jeśli będzie bardzo źle, to sie
              rozstajemy, wydaje mi sie normalne. A w tym przypadku takie
              rozstanie byłoby po prostu łatwiejsze.
              • kosciotrupek Re: lekko, łatwo i przyjemnie 12.02.09, 10:23
                To w tym złego, że często w takim układzie zostaje porzucona druga osoba, która
                bardzo cierpi. A do tego zwykle też dzieci, którym się świat wali na głowę. Znam
                kilka małżeństw/par, które się porozstawały - u nikogo to nie przebiegło
                bezboleśnie. Nawet jak było źle, to zwylke jedna ze stron chciała ratować i
                zostawała z poczuciem odrzucenia i przegranej. Czasem nawet ten, który dąży do
                rozstania też ciężko to przechodzi. A już na pewno serce się kraje, jak się
                patrzy na dzieci, które w tym tkwią. Na pewno nie da się pogodzić miłości do
                dzieci ze zrobieniem im takiego czegoś jak rozstanie rodziców.
                Pomijam tu klasykę czyli wszystkie wyciągane na użytek takich dyskusji przypadki
                pomiatanych żon alkoholików itp (akurat one może i powinny się rozstawać ze
                swoimi połówkami). Bo prawdę mówiąc, większosc rozchodzących się par to wcale
                nie patologia społeczna, tylko ludzie, którzy już się nie potrafią dogadać ze
                sobą, spotkali poprzednią partnerkę/partnera, stwierdzili, że rodzina ich za
                bardzo jednak obciąża i wolą być wolni itp. (to przykłady z życia).
                Jasne, że nie w tym rzecz żeby się dusić całe życie w złym związku.Tyle, że
                można o to zadbać wcześniej - dbając właśnie o miłość i komunikację, a jak się
                pojawią problemy - idąc do specjalisty, który pomoże się dogadać. Ostatecznie,
                jak złamię rękę, to ją leczę, a nie rozstaję się z nią, tylko dlatego, że mnie
                boli. Porównanie jest uproszczone, ale co by nie powiedzieć - podobne.
                • green_kitty Re: lekko, łatwo i przyjemnie 12.02.09, 10:52
                  kosciotrupek napisała:

                  > Jasne, że nie w tym rzecz żeby się dusić całe życie w złym związku.Tyle, że
                  > można o to zadbać wcześniej - dbając właśnie o miłość i komunikację, a jak się
                  > pojawią problemy - idąc do specjalisty, który pomoże się dogadać. Ostatecznie,
                  > jak złamię rękę, to ją leczę, a nie rozstaję się z nią, tylko dlatego, że mnie
                  > boli. Porównanie jest uproszczone, ale co by nie powiedzieć - podobne.

                  I niby to zapewni Ci malzenstwo? To, ze w przypadku klopotow druga strona
                  pojdzie z Toba do specjalisty? bedzie sie starac?
                  G... prawda.

                  Jesli nie mam stwarzanych klopotw w momencie gdy wychodze za maz, wolalabym nie
                  miec tez stwarzanych jesli chce ten zwiazek zakonczyc.

                  Co, z jakich powodow i jakie starania robie wczesniej nikogo obchodzic nie powinny.
                  • kosciotrupek Re: lekko, łatwo i przyjemnie 12.02.09, 13:15
                    Rzecz w tym, że dla mnie małżeństwo nie jest li i jedynie podpisaniem papierka w
                    drodze do pracy, ale zobowiązaniem. Mówicie, że pary bez ślubu też się
                    "zobowiązują". Pewnie w jakimś sensie tak, ale ślub jak sama nazwa wskazuje
                    polega na "ślubowaniu". Czyli to zobowiązanie jest poparte przysięgą (w
                    kościele) lub obietnicą (w USC), że przynajmniej "zrobi się wszystko, żeby
                    małżeństwo było trwałe" (to program minimum w USC). A w pełnej wersji kościelnej
                    - jest to przysięga bycia ze sobą do końca życia. Tak czy inaczej ważne jest
                    tutaj słowo, które daję drugiemu człowiekowi przy świadkach. Przy czym nie
                    chodzi mi o to, że każdy powinien brać ślub tylko w kościele - to kwestia wiary,
                    piszę o tym tylko dlatego, że i tu i tam DAJE SIĘ KOMUŚ SŁOWO. Może to głupio
                    zabrzmi, ale dla mnie jest to słowo honoru.
                    Dlaczego nikt nie burzy się (a przynajmniej nie tak powszechnie) na konieczność
                    np. spłacania kredytów? To też zobowiązanie, podpisane na papierku, obwarowane
                    masą dokumentów stwierdzających wiarygodność delikwentów itp. I też nie mogę się
                    z niego wymigać, kiedy stwierdzę, że już nie mam ochoty ledwo zipać pod kredytem
                    wiszącym nad głową, albo kiedy stwierdzę, że wolę zmienić samochód niż spłacać
                    tę chałupę, która i tak już jest stara i w sumie przestała mi się podobać. Nie,
                    tutaj jakoś grzecznie płacimy co trzeba, chyba, że już naprawdę nie mamy z
                    czego, ale tak czy inaczej taka sytuacja jest piętnowana. A w małżeństwie jakoś
                    nie - mogę sobie zerwać dane słowo kiedy mi się spodoba i jeszcze otoczenie
                    powie, że mam rację, bo "po co się męczyć". Kredyt też męczy...
                    • aiczka Re: lekko, łatwo i przyjemnie 12.02.09, 14:21
                      Trudno mi się odnieść konsystentnie do Twojego postu, bo z jednej strony zaczyna
                      się podkreśleniem wagi małżeństwa w związku z zaczynającą je formalną przysięgą
                      a kończy refleksją, że społeczeństwo gładko akceptuje tej przysięgi
                      niedotrzymywanie. Napiszę więc ogólnie kilka rzeczy, które mi się nasunęły
                      podczas lektury.

                      Kontrakt małżeński jest specyficznym konktraktem, odbiegającym od umów
                      finansowych, umów sprzedaży, umów świadczenia usług. Nie można traktować go
                      zupełnie tak samo i prawnie zmuszać ludzi do kontynuowania związku uczuciowego
                      (zresztą to przecież awykonalne).

                      Dla mnie niezależnie od tego, czy pada słowo "przysięgam", "ślubuję",
                      przyrzekam" czy choćby "oświadczam", słowo jest słowem i należy traktować je
                      poważnie. Niezależnie od tego, czy wygłasza się je w USC, kościele czy zaciszu
                      sypialni.

                      Bardzo podoba mi się tekst przysięgi jaki przewiduje nasze prawo - "Świadomy
                      praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że
                      wstępuję w związek małżeński z (...) i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze
                      małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe."
                      bo on właśnie nie zawiera niczego, czego nie można obiecać, jest tu tylko
                      deklaracja gotowości do wysiłku i starań. Te starania mogą się okazać
                      niewystarczające i wtedy rozwodu nie uważam za złamanie obietnicy.

                      Oczywiście są ludzie, którzy nie podchodzą poważnie do kwestii przyrzeczeń -
                      wypowiadają je bezrefleksyjnie, traktują jako formuły, które "po prostu tak
                      brzmią", nie zamierzają specjalnie się nimi przejmować. Ich samych również
                      trudno traktować poważnie.
                      • kosciotrupek Re: lekko, łatwo i przyjemnie 12.02.09, 14:46
                        Ale popatrz na to co napisala bast3:
                        Ja byłam przez 8 lat w
                        konkubinacie, i gdyby była możliwość zalegalizowania, to wolałabym
                        go zalegalizować niż brać ślub. Może dlatego, że czułabym się
                        bardziej swobodnie.
                        Wlasnie o to mi chodzi, ze wiele osob (nie chce uogolniac) w konkubinatach chce
                        byl swobodniejsze. Jak dla mnie jest to swoboda od wypelniania zobowiazan
                        podjetych chocby w przyrzeczeniu cywilnym (nie upieram sie przy slubach
                        koscielnych dla kazdego - chodzi mi o dane slowo). "Jestem swobodniejsza" - co
                        to moze znaczyc? Jasne, ze nie wiem, co dokladnie miala na mysli bast, jednak
                        slowo "swoboda" w tym kontekscie sugeruje latwosc rozejscia sie jak tylko bede
                        chciala/znudzi mi sie/znajde kogos lepszego itp. A slowo jednak powinno
                        zobowiazywac, chocby do wiekszych staran. Przynajmniej wlasnie do "uczynienia
                        wszystkiego, zeby to malzenstwo bylo zgodne, szczesliwe i trwale" (to ten
                        program minimum ;))
                        • aiczka Re: lekko, łatwo i przyjemnie 12.02.09, 16:06
                          Też nie wiem, co miała na myśli inna internautka ^_^. Sama nie czuję, żebym
                          żyjąc w konkubinacie była psychicznie "swobodniejsza" niż w małżeństwie.
                          To co jest w instytucji małżeństwa w Polsce niefajne to to, że oddaje państwu
                          część kontroli nad życiem prywatnym obywatela. Tę część, która w moim odczuciu
                          państwu się nie należy.
                          Nie zamierzam rozstawać się z moim ukochanym, ale życzyłabym sobie dla zasady,
                          żeby państwo nie miało w tej kwestii absolutnie nic do gadania (na tej samej
                          zasadzie jak życzymy sobie nie być podsłuchiwani czy przeszukiwani nawet kiedy
                          "nie mamy nic do ukrycia" itp.). Może o taką swobodę chodzi?
                          Usłyszeć można różne relacje na temat łatwości/skomplikowania rozwodów. Ja
                          uważam, że sąd nie powinien nawet symbolicznie wydawać decyzji tego rodzaju.
                          Powinna ona w całości (i de facto i de iure) należeć do obywateli. W przypadku
                          konfliktu majątkowego - proszę bardzo, tu sąd czy arbiter może już wkraczać.
                        • july-july Re: lekko, łatwo i przyjemnie 12.02.09, 16:21
                          > slowo "swoboda" w tym kontekscie sugeruje latwosc rozejscia sie jak > tylko
                          bede chciala/znudzi mi sie/znajde kogos lepszego itp.

                          No cóż, jeśli ktoś potrzebuje małżeństwa, bo bez niego będzie zbyt swobodny i
                          rozejdzie się kiedy mu się znudzi partner. A po ślubie tego nie zrobi bo już
                          swobodny nie będzie.
                    • green_kitty Re: lekko, łatwo i przyjemnie 12.02.09, 20:03
                      kosciotrupek napisała:

                      > Rzecz w tym, że dla mnie małżeństwo nie jest li i jedynie podpisaniem papierka
                      > w
                      > drodze do pracy, ale zobowiązaniem.
                      Zobowiazanie podejmuje sie w momencie, kiedy decydujemy sie byc z druga osoba.
                      Nie w momencie brania slubu.
                • tapatik Re: lekko, łatwo i przyjemnie 15.02.09, 00:53
                  kosciotrupek napisała:

                  "Na pewno nie da się pogodzić miłości do
                  dzieci ze zrobieniem im takiego czegoś jak rozstanie rodziców."

                  Da się.
                  Jeśli rodzice chcą się rozstać, to są nieszczęśliwi będąc razem i dzieci to
                  czują. I też są nieszczęśliwe. Natomiast jeśli rodzice rozstaną się, to będą się
                  lepiej czuć i ich dzieci, też będą się lepiej czuć. A to oznacza, że czasem dla
                  dobra dzieci lepiej jest wziąć rozwód niż na siłę ciągnąć małżeństwo.
        • afterglow Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 11:31
          des4 napisał:

          > łatwo przyszło, łatwo poszło, liczy sie wygoda, seksik, luzik, brak
          > zobowiązań...

          Czy możesz mi wytłumaczyć na czym polega "brak zobowiązań" w takim związku?
          Przecież każdy związek to jest zobowiązanie się (do bycia razem, do bycia
          wiernym, do polegania na sobie, mówienia sobie prawday itp.). To czy
          zobowiązania te realizują się nie ma żadnego związku z kwestiami formalnymi,
          tylko indywidualnymi cechami każdej z osób, oraz tego co między nimi jest, jak
          się szanują itp.

          > coraz więcej dorosłych ludzi to "wieczne dzieci", ktore chcą tylko
          > brać, konsumować, nie ponosić odpowiedzialności...

          A jakbyś tak trochę bardziej konkretnie...? No więc co ja (i wszyscy inni tak
          żyjący) takiego w tym moim konkubinacie robię, że możesz kategorycznie
          stwierdziż że biorę, konsumuję i nie ponoszę odpowiedzialności?

          Skąd wiesz jak wygląda typowy związek "niemałżeński"? Czym konkretnie się różni
          od związku małżeńskiego (w kwestiach życia codziennego itp.)?

          Ty na prawde myślisz że ludzie żyjący w takich związkach ru...ą się na prawo i
          lewo i nie hołdują żadnym wartościom? Skąd takie przekonania? Dużo znasz takich
          związków? Czy się po prostu naoglądałeś telewizji?

          Operujesz takimi samymi uproszczeniami, jak ludzie, którzy kategorycznie
          twierdzą że ślub to zawsze początek końca namiętności, początek problemów i
          koniec dbania o siebie!!!
          • des4 Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 11:41
            afterglow napisała:

            > Czy możesz mi wytłumaczyć na czym polega "brak zobowiązań" w takim
            związku?
            > Przecież każdy związek to jest zobowiązanie się (do bycia razem,
            do bycia
            > wiernym, do polegania na sobie, mówienia sobie prawday itp.). To
            czy
            > zobowiązania te realizują się nie ma żadnego związku z kwestiami
            formalnymi,
            > tylko indywidualnymi cechami każdej z osób, oraz tego co między
            nimi jest, jak
            > się szanują itp.

            bla bla bla, rano wstajesz, pakujesz się i wychodzisz...brak
            zobowiazań, przeciez druga strona to obca osoba...

            >
            > > coraz więcej dorosłych ludzi to "wieczne dzieci", ktore chcą
            tylko
            > > brać, konsumować, nie ponosić odpowiedzialności...
            >
            > A jakbyś tak trochę bardziej konkretnie...? No więc co ja (i
            wszyscy inni tak
            > żyjący) takiego w tym moim konkubinacie robię, że możesz
            kategorycznie
            > stwierdziż że biorę, konsumuję i nie ponoszę odpowiedzialności?
            >

            bierzesz, konsumujesz i nie ponosisz odpowiedzialności, nie
            rozumiesz slowa pisanego????

            > Skąd wiesz jak wygląda typowy związek "niemałżeński"? Czym
            konkretnie się różni
            > od związku małżeńskiego (w kwestiach życia codziennego itp.)?

            nie masz takich samych praw/obowiązków jakie mają maż/zona...

            >
            > Ty na prawde myślisz że ludzie żyjący w takich związkach ru...ą
            się na prawo i
            > lewo i nie hołdują żadnym wartościom? Skąd takie przekonania? Dużo
            znasz takich
            > związków? Czy się po prostu naoglądałeś telewizji?

            generalnie (acz nie wszyscy) tak robią...

            >
            > Operujesz takimi samymi uproszczeniami, jak ludzie, którzy
            kategorycznie
            > twierdzą że ślub to zawsze początek końca namiętności, początek
            problemów i
            > koniec dbania o siebie!!!

            nie piszemy tu o miłości/i namieętności, co najweyżej jedynie w
            kontekście latwego wytłumaczenia żacia na kocią lapę...
            • afterglow Re: lekko, łatwo i przyjemnie 10.02.09, 11:56
              des4 napisał:

              >
              > bla bla bla, rano wstajesz, pakujesz się i wychodzisz...

              Nie rozumiem, mówisz o rozstaniu, czy po prostu o typowym poranku?

              Jak w takim razie wygląda typowy poranek w związku małżeńskim? Jakie są te
              różnice? Bo z tego co zauważyłam, zarówno nasz dzień, jak i dni znajomych nam
              małżeństw wyglądają bardzo podobnie. Podobnie również szanujemy siebie, robimy
              wszystko żeby druga osoba była szczęśliwa itp.

              >brak zobowiazań

              Np. jakich?

              > przeciez druga strona to obca osoba...

              Proszę?????????? Osobę którą kocham i która kocha mnie, z którą żyję od wielu
              lat i z którą jestem szczęśliwa nazywasz obcą mi osobą? Czy Ty się dobrze czujesz?


              > bierzesz,

              Co biorę? (a czego nie daję, bo zakładam że w określeniu "bierzesz" sugerujsz,
              że nic nie daję w zamian)

              > konsumujesz

              Co konsumuję?

              > i nie ponosisz odpowiedzialności,

              Jakiej odpowiedzialności na przykład? Odpowiedzialności za co? Przykłady. Bo
              hasłami rozmawiać łatwo, ale zazywczaj robią tak osoby, które nie mają
              prawdziwych argumentów.

              > nie masz takich samych praw/obowiązków jakie mają maż/zona...

              Ale konkretnie - jak dziecku - wytłumacz. Jakie więc są prawa i obowiązki męża /
              żony, których nie ma konkubent / konkubina. Przykłady. Na przykład na podstawie
              konkubinatów które znasz osobiście - czym te ich prawa i obowiązki się różnią?

              Pomijając aspekty prawne (typu dziedziczenie, podział majątku itp.), prawa i
              obowiązki w związku bez ślubu powinny być dokładnie takie same jak w związku ze
              ślubem.

              > nie piszemy tu o miłości/i namieętności, co najweyżej jedynie w
              > kontekście latwego wytłumaczenia żacia na kocią lapę...

              Tu najwyraźniej nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi. Napisałam że upraszczasz i
              generalizujesz tak samo jak generalizują ludzie, którzy mówią że małżeńśtwo
              to... (nie będę powtarzać, bo nie chodzi o treść tej generalizacji, tylko sam
              fakt, że generalizujesz).

              Więc wytłumaczę prościej, skoro tamto było za trudno.

              GENERALIZUJESZ I UPRASZCZASZ TAK SAMO, JAK KTOŚ, KTO MÓWI, ŻE BLONDYNKI SĄ
              GŁUPIE, POLACY KRADNĄ, A KSIĘŻA TO PEDAŁY.
        • milosnikherbaty Re: lekko, łatwo i przyjemnie 11.02.09, 13:08
          >oczywiście opakowane jest to w chwytliwe argumenty typu "prawdziwa
          >miłość nie potrzebuje papierka", "ślub to szopka" etc...

          chwytliwe argumenty? te akurat są jak najbardziej prawdziwe i do tego solidne,
          ponieważ prawdziwa miłość nie potrzebuje papierka, a przy braku miłości żaden
          papierek nie pomoże, a ślub to istna szopka, a może nie?
          • majaa Re: lekko, łatwo i przyjemnie 11.02.09, 13:18
            milosnikherbaty napisał:

            > chwytliwe argumenty? te akurat są jak najbardziej prawdziwe i do
            tego solidne,
            > ponieważ prawdziwa miłość nie potrzebuje papierka, a przy braku
            miłości żaden
            > papierek nie pomoże, a ślub to istna szopka, a może nie?

            Rozbroiłeś mnie Dzieciaku swoimi "głębokimi" przemyśleniami. Żenada.
            • teklana Re: lekko, łatwo i przyjemnie 11.02.09, 13:33
              Fakt społeczeństwo jest bezlitosne;-)Zajmują sie ludziska
              wszystkim,byle dalej od swojego podwórka i gniazd w które srają;-)
              Żcie.
              Moja sąsiadka-starsza już pani w berecie związki nieślubne nazywa
              nielegalnymi,kobiety cudzołożnicami,nałożnicami,cichodajkami i
              inne.....,a facet to koniecznie musi być gach;-)Dzieci z takich
              związków na pograniczu prawa-jak dla niej ,to oczywista sprawa
              benkarty lub potomstwo z nieprawego łoża.
              Sodomia i gomoria.
              Sama pani starsza opłakuje męża pijaka i agresora 15 rok już
              będzie.Patologia patologią,ale to jej mąż był aż do śmierci;-)(W tym
              przypasku jego śmierci)Takie jest patrzenie ludzi zza płotu.
              Urzędnicy państwowi już z lekka inaczej podchodzą do sprawy-mniej
              osobowo.Przychodzi pan/pani załatwić sprawę i już.
              Nie mam nic przeciwko związkom potocznie mówiąc "na kocią łapę",ale
              w małżeństwie(szczęsliwym) funkcjonować jest o wiele łatwiej.;-)
              Ludziska-chajtajcie się jak kto może;-)
            • milosnikherbaty Re: lekko, łatwo i przyjemnie 11.02.09, 13:57
              dobre.

              ludziom, którym brakuje argumentów zwykle bardzo łatwo używa się zwrotów typu
              "dzieciaku".



              czy żeby uznać miłość za prawdziwą, musi ona być poświadczona w kościele/USC?

              tak czy nie?

              czy ludzie mogą szczęśliwi bez ślubu?

              tak czy nie?

              czy miłość może być spełniona i trwać "aż po grób" bez ślubu

              tak czy nie?

              czy ślub nie jest forma "szopki" (szopka dla mnie nie ma znaczenia
              pejoratywnego) - pewnego rodzaju "przedstawienia" gdzie główne role gra Młoda Para?

              tak czy nie?

              czekam na odpowiedź Pani Dojrzała.
              • majaa Re: lekko, łatwo i przyjemnie 12.02.09, 09:57
                A jakież tu są potrzebne argumenty, skoro sprawa jest oczywista!
                Kto powiedział, że bez ślubu nie można się prawdziwie kochać i być
                szczęśliwym? Gdyby ślub miał służyć wyłącznie, jak to nazwałeś
                poświadczeniu miłości, to rzeczywiście nie byłby do niczego
                potrzebny. Zdajesz się jednak nie rozumieć, że nie o to tylko
                chodzi. A czy ślub jest szopką czy nie, to sprawa bardzo
                indywidualna. Dla jednych tak, dla innych zupełnie nie.
              • szczesliwamezatka Re: lekko, łatwo i przyjemnie 12.02.09, 17:32
                Ślub formą szopki na pewno nie jest, ale konkubinat tak! - jest
                formą szopki XXI wieku!
          • szczesliwamezatka Re: lekko, łatwo i przyjemnie 12.02.09, 15:26
            Taki temat jest zarezerwowany wyłącznie dla kobiet. Facet to w ogóle
            nie powinien zabierać głosu w tej kwestii! Wiadomo, że już tak się
            wycwaniliście, że chcecie żyć bez papierka. Nietrudno zgadnąć
            dlaczego. A może Wam jednak przypomnę. Po pierwsze, konkubent ma
            przewagę nad kobietą, bo zawsze może od niej odejść (w małżeństwie
            przeważnie zawsze będzie dążył do zgody i po kłótni przyjdzie z
            przeprosinami, a kobieta czuje się wówczas bezpieczna). Po wtóre,
            życie w konkubinacie nie zobowiązuje go do wierności i uczciwości,
            co jest sowicie wykorzystywane przez Panów. Dziś "stała
            przyjaciółka" jutro inna panienka, przecież ma do tego prawo... Po
            trzecie konkubina w obawie przed utratą "kochanego przyjaciela"
            zrobi wszystko, żeby się od niej nie wyprowadził, no bo normalna
            kobieta potrzebuje kogoś na stałe a nie kochanka. W jej naturę
            wpisana potrzeba stabilizacji i trwałości uczucia). A przecież to
            nie o to chodzi, żeby w związku facetowi cztery litery lizać -
            lepiej go pogonić.Po trzecie Taki "luzak" ma darmową obsługę od A do
            Z: sprzątanie, gotowanie, pranie, prasowanie, itp. Wszystko za FREE
            i zero zobowiązań. Taki nic od siebie nie wymaga, nastawiony jest
            tylko na branie. "No bo jak ci się nie podoba, to zawsze możesz
            znaleźć sobie kogoś innego" Co nie?????? A mąż tak już nie powie,
            tylko będzie się bardziej starał. I wówczas kobiecie już jest milej.
            Więc czemu się dziwić, że oni się nie chcą żenić. Łatwo, szybko i
            przyjemnie - terminy męskiego egoizmu.Zawsze będzie stawiał warunki,
            poprzeczki, oczekiwania - jak mały chłopiec, a odpowiedzialności,
            autentycznego poświęcenia - zero. Zatem zawsze uważałam, że mądra
            kobieta prędzej wybierze życie samotne niż zgodzi się na męskie
            ultimatum życia wspólnego bez zobowiązań. Po co OBCEMU facetowi prać
            skarpetki i nic z tego nie mieć??? Po co robić z siebie szmatkę i
            pogrążać się w poczuciu braku własnej wartości i nicości? Naprawdę
            nie wiem cóż wspaniałego jest w tym konkubinacie z piekła rodem.
            Chyba, że większość kobiet bawi podróż w nieznane? No tak, zawsze
            można się wprowadzić do niego mając np. 25 lat i "wylecieć" jako 35 -
            latka albo wcześniej. No bo do późnej starości to rzadko kto w
            konkubinacie dożyje - normalny człowiek psychicznie nie wytrzyma. A
            po co sobie serwować uczucie goryczy. Miłość też ma swoje granice -
            nie ma co się tak tym facetom oddawać - nie, nie, nie. Kobiety
            myślą, że ONI to poświęcenie docenią, a to odwrotny skutek
            przyniesie - znudzisz się to cię kopniakiem w tyłek wyprawi i
            zostaniesz na lodzie... Koś może zabulgotać się i napisać, że
            małżeństwo też kończy w ten sposób. Ale lepiej być uczciwą rozwódką,
            niż głupim, odrzuconym bydlątkiem, które samo nie wie kim jest i co
            z sobą od teraz pocznie. Amen.
            • july-july Re: lekko, łatwo i przyjemnie 12.02.09, 16:18
              Gdyby głupota umiała latać, fruwałabyś jak gołębica.
              • szczesliwamezatka Re: lekko, łatwo i przyjemnie 12.02.09, 17:47
                july-july napisała:

                > Gdyby głupota umiała latać, fruwałabyś jak gołębica.

                Przepraszam, a czy Ty jesteś starą
                panną??????????????????????????????????????????????????????????
                ?????????????????????????????????????? Czy tylko aktualnie jak
                zwykle jesteś na etapie kolejnych poszukiwań bo dotychczasowy menio
                znudził się już Twoją osobą i wymienił na nowszy model???? :-))))))
                • july-july Re: lekko, łatwo i przyjemnie 13.02.09, 08:28
                  A czy to Twój meżulek wczoraj ślinił sie na mój widok? Czy Twój to
                  ten, który ne moze znieść żony będącej esencja mentalnego
                  średniowiecza i głupoty?
            • rybka.marcowa Hyhyhy 17.02.09, 11:09
              "Po pierwsze, konkubent ma
              przewagę nad kobietą, bo zawsze może od niej odejść (w małżeństwie
              przeważnie zawsze będzie dążył do zgody i po kłótni przyjdzie z
              przeprosinami, a kobieta czuje się wówczas bezpieczna) "

              U mnie na ten przykład było zupełnie odwrotnie ;D
              Mąż(sakramentalny!!) co parę dni wołał "wyp.....j!",a konkubent gdy zdarzyło mu
              się walnąć focha,przychodził z Balantinesem i bukietem róz(serio)...
              Tak że wszystko zależy od ludzi (żyjących w małżeństwie,czy tez na kocią łapę.)
              • july-july Re: Hyhyhy 17.02.09, 11:22
                Poza tym kobieta nie ma przewagi nad konkubentem, bo ona odejść od
                niego nie może - tylko on od niej.:) A ta sierota musi robić
                wszystko żeby chłopa przy sobie zatrzymać bo inaczej jest nikim we
                własnym mniemaniu.:) No ale widocznie niektórym potrzebny jest ślub
                rozumiany jako uwiązanie - żeby facet od nich nie uciekł.
                • rybka.marcowa Re: Hyhyhy 17.02.09, 12:01
                  Każdy może odejść od każdego-NAWET konkubina z dwójką dzieci-jeśli tylko zechce.
                  Podział majątku? Czy to rozstający się małżonkowie czy konkubenci mogą dogadać
                  jeśli są kulturalnymi ludżmi a mogą się też szarpać o starą pościel,jesli są
                  burakami.
                  Można rozwiązać konkubinat i podzielić się wspólnymi dobrami,a mozna z
                  małżeństwa odejść z gołą dupa i z długami(przeżyłam to wiem).
                  • july-july Re: Hyhyhy 17.02.09, 12:32
                    Niby oczywiste, ale nie dla wszystkich.:)
        • szczesliwamezatka Re: lekko, łatwo i przyjemnie 13.02.09, 17:41
          des4 napisał:

          > łatwo przyszło, łatwo poszło, liczy sie wygoda, seksik, luzik,
          brak
          > zobowiązań...
          >
          > o to chodzi w tzw konkubinatach i innych "partnerstwach"...
          >
          > oczywiście opakowane jest to w chwytliwe argumenty typu "prawdziwa
          > miłość nie potrzebuje papierka", "ślub to szopka" etc...
          >
          > coraz więcej dorosłych ludzi to "wieczne dzieci", ktore chcą tylko
          > brać, konsumować, nie ponosić odpowiedzialności...
          WIELKIE słowa piszesz. Gratuluję.
      • majaa Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 10:16
        agatracz1978 napisała:

        > Ja też nie wiem nad czym tu ubolewać. Mamy wybór. Ślub albo żyjemy
        jako wolni
        > ludzie skoro tak bardzo tej wolności potrzebujemy. Ślub niczego
        nie zmienia, al
        > e
        > na coś trzeba zrzucić ewentualne niepowodzenie... A proces
        rozwodowy - jeżeli
        > człowiek chce się rozstać kulturalnie to można go przeprowadzić w
        miarę szybko.
        > A to co mnie najbardziej rozwala to ludzie, którzy ślubu nie chcą
        małżeństwo to
        > dla nich w ogóle powód wszelkiego zła ale idąc do urzędu mówią mój
        mąż/żona a
        > nie konkubent/konkubina.

        Nic dodać, nic ująć!
    • drinkit Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 10:02
      reniatoja napisała:
      - taki konkubinat mozna zalegalizowac
      > biorac slub cywilny. czy jedyna roznica ma polegc na rozstawaniu sie
      > bez procesu rozwodowego? To bez sensu.

      Pamietaj ze slub cywilny, to mimo wszystko "cieżar gatunkowy", tzn. wielkie wydarzenie rodzinne (nawet jesli jest skromny), otoczenie czcią (może wyolbrzymiam, ale wiele osób które znam traktuje małzenstwo jak Niebywale Wielką i Wspaniałą Rzecz). Mnie własnie to odrzuca od slubu. Nie uważam się za konsumpcjonistę, czy wielkie dziecko, jak to ktos okreslił, ale nie mam ochoty nosić aureoli żony. Chciałabym mieć taką samą możliwość wejscia w konkubinat z udogodnieniami prawnymi, jak mieszkańcy Holandii czy Francji.
      • afterglow Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 11:45
        drinkit napisała:
        > Pamietaj ze slub cywilny, to mimo wszystko "cieżar gatunkowy", tzn. wielkie wyd
        > arzenie rodzinne (nawet jesli jest skromny), otoczenie czcią (może wyolbrzymiam
        > , ale wiele osób które znam traktuje małzenstwo jak Niebywale Wielką i Wspaniał
        > ą Rzecz). Mnie własnie to odrzuca od slubu. Nie uważam się za konsumpcjonistę,
        > czy wielkie dziecko, jak to ktos okreslił, ale nie mam ochoty nosić aureoli żon
        > y. Chciałabym mieć taką samą możliwość wejscia w konkubinat z udogodnieniami pr
        > awnymi, jak mieszkańcy Holandii czy Francji.

        Widzę to podobnie. Dla wielu ludzi odstraszający jest fakt, iż "małżeństwo" i
        "ślub" (w tak tradycyjnym społeczeństwie jak nasze) to rzeczy święte i
        naznaczone większymi oczekiwaniami społecznymi (np. rodziny, znajomych) niż
        jakaś tam rejestracja związku dla celów ekonomicznych, na którą pewnie nikt poza
        zainteresowanymi specjalnie nie zwróciłby uwagi.

        Dla mnie też nie do zniesienia są wszelkie formułki i inne podobne konwenanse.
        Bardzo nie chciałabym nikomu obcemu (urzędnikowi) przy innych ludziach (choćby
        znajomych) przyrzekać czegokolwiek co dotyczy tylko i wyłącznie mnie i mojego
        ukochanego. To tak jakby założyć, że jak przyrzeknę tylko jemu bez obecności
        innych ludzi, to znaczy że będę się mniej starać... A w ogóle to ja nie muszę
        mojemu ukochanemu nic przecież przyrzekać ani deklarować! Czasem rozmawiamy o
        przyszłości i jak to będzie nam razem, ale sama idea przyrzekania sobie
        czegokolwiek mi nie pasuje. Po pierwsze dlatego, że nikt nie ma pojęcia co może
        się po drodze w życiu wydarzyć i czy będzie w stanie tę przysięgę wypełnić, a po
        drugie, w sytuacji kiedy jesteśmy obydwoje pewni, po co mamy to robić?

        W przypadku rejestracji związku nieformalnego, żadna przysięga, żadne formułki i
        konwenanse nie wchodzą w grę. To po prostu załatwienie sprawy podobne do
        wspólnego kupienia pralki na raty.

        Dlatego między innymi takie rozwiązanie mi pasuje, a ślub nie.

        Czy mniej więcej rozumiecie?
        • watsoff Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 10:15
          A w ogóle to ja nie muszę
          > mojemu ukochanemu nic przecież przyrzekać ani deklarować! Czasem
          rozmawiamy o
          > przyszłości i jak to będzie nam razem, ale sama idea przyrzekania
          sobie
          > czegokolwiek mi nie pasuje. Po pierwsze dlatego, że nikt nie ma
          pojęcia co może
          > się po drodze w życiu wydarzyć i czy będzie w stanie tę przysięgę
          wypełnić,



          Tylko długo trwające związki budują ekonomicznie silne państwo.
          Właśnie dlatego państwo jako organizacja je wspiera.

          Ludzie statystycznie co 3-4 lata się zakochują w nowej osobie.
          Gdyby nie te "procedury" i "przysięgi" - rozstawali by się - ot tak.

          Oczywiście fajny jest ten stan zakochania i bycia w nowej sytuacji i
          nowym związku. Także przejdzcie przez takie 2-3 cykle aż i to
          spowszednieje.

          Bogatsi o te doświadczenia w kolejnym związku wybierzecie - Czy
          budować go dalej (również ekonomicznie) czy znowu zaczynac wszytko
          od nowa.

          Małżeństwo/ślub cywilny jest właśnie dla świadomych tego cyklu.
          I z tego punktu jest korzystne. Uważam ze powinno byc ono dostępne
          dla jako prawo dla ludzi po 30 roku zycia.

          Wiekszośc z Was tu dyskutujacych nie miała bu wówczas dylematu :)

          Pozdrawiam,
          Wats.
    • aiczka Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 11:34
      > taki konkubinat mozna zalegalizowac
      > biorac slub cywilny. czy jedyna roznica ma polegc na rozstawaniu sie
      > bez procesu rozwodowego? To bez sensu. Moze lepiej w takim razie
      > zawalczyc o uproszczenie procedur rozwodowych zamiast klonowac byty
      > juz istniejace?

      W zupełności się zgadzam. Państwo powinno poprzestać na rejestrowaniu kontraktów
      i ich rozwiązywania. Włączać się jedynie w przypadkach sporów związanych z
      podziałem majątku. Żadnego orzekania przez sąd, czy rozwód może nastąpić czy nie.
      • filona.may Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 11:55
        aiczka napisała:

        > Państwo powinno poprzestać na rejestrowaniu kontraktów
        > i ich rozwiązywania. Włączać się jedynie w przypadkach sporów
        > związanych z podziałem majątku.

        A co jeśli jest spór nie co do majątku, a co do tego, czy "kontrakt" ma być
        rozwiązany czy nie? Jeśli np. jedna strona chce się pochopnie rozstać, bo nie
        chce się jej ponosić odpowiedzialności za wychowywanie dzieci, pomaganie drugiej
        osobie w chorobie. Wolo sobie poszaleć gdzieś na boku i w tym celu nagle,
        pochopnie chce się uwolnić od ciężaru odpowiedzialności za bliskich?

        Dzięki temu, że procedury rozwodowe trochę trwają, to obie strony mają czas na
        przemyślenie swoich decyzji i podjęcie ich odpowiedzialnie.

        Dzięki temu też słabsza strona, która przez kilka lat poświęcała się rodzinie
        (np. kosztem swojej pracy zarobkowej i gromadzenia swojego prywatnego majątku)
        jest choć trochę zabezpieczona.
        • iwona334 nie mowimy o przewadze malzenstwa nad konkubinatem 10.02.09, 13:12
          > Dzięki temu też słabsza strona, która przez kilka lat poświęcała
          się rodzinie (np. kosztem swojej pracy zarobkowej i gromadzenia
          swojego prywatnego majątku) jest choć trochę zabezpieczona.

          1. majatek gromadzony w czasie trwania malzenstwa jest i tak
          wspolny wiec uwaga jest nie na temat.

          2. Nie mowimy tu o przewadze malzenstwa nad konkubinatem dla strony
          slabszej - gdyz to oczywiste.

          Mowimy o przewadze konkubinatu oficjalnego nad nieoficjalnym.

          zarejestrowanie konkubinatu oficjalnego dawaloby pewne plusy :)

          np.

          a) mozliwosc finansowych rozliczen w banku czy na poczcie
          za partnera
          b) mozliwosc dowiedzenia sie o stan zdrowia w szpitalu i ogolnie
          pomocy w chorobie partnera.
          c) mozliwosc odbierania dzieci ze szkoly, czy przedszkola.

          itd...

          • majaa Re: nie mowimy o przewadze malzenstwa nad konkubi 10.02.09, 13:55
            Wracamy do punktu wyjścia - plusy, o których piszesz daje właśnie
            małżeństwo.
            • iwona334 Re: nie mowimy o przewadze malzenstwa nad konkubi 10.02.09, 14:36
              majaa napisała:

              > Wracamy do punktu wyjścia - plusy, o których piszesz daje właśnie
              > małżeństwo.

              zgoda. skoro wracamy do punktu wyjscia - to wracamy :)

              minusem malzenstwa jest to, ze rozwod bywa kosztowny i klopotliwy.
              tu w konkubinacie strony mowia sobie adie´u - i po sprawie :)
              • majaa Re: nie mowimy o przewadze malzenstwa nad konkubi 10.02.09, 14:58
                iwona334 napisała:

                > minusem malzenstwa jest to, ze rozwod bywa kosztowny i klopotliwy.
                > tu w konkubinacie strony mowia sobie adie´u - i po sprawie :)

                Czyli wychodzi na to, że jednak ma być "lekko, łatwo i przyjemnie".
                Jak się znudzi, to adie'u - i po sprawie. Słowa: "odpowiedzialność"
                i "konsekwencje" są be. To kolejny argument na potwierdzenie
                zdziecinnienia dorosłych w dzisiejszych czasach :(
                • iwona334 Re: nie mowimy o przewadze malzenstwa nad konkubi 10.02.09, 15:26
                  majaa napisała:
                  . To kolejny argument na potwierdzenie zdziecinnienia dorosłych w
                  dzisiejszych czasach :(


                  niestety (dla ciebie) - zaden to argument. konkubinaty byly ZAWSZE.
                  tylko kiedys byl to temat wstydliwy i nie wypadalo sie tym chwalic,
                  czy o tym mowic.
                  • majaa Re: nie mowimy o przewadze malzenstwa nad konkubi 10.02.09, 15:35
                    iwona334 napisała:


                    > niestety (dla ciebie) - zaden to argument. konkubinaty byly
                    ZAWSZE.
                    > tylko kiedys byl to temat wstydliwy i nie wypadalo sie tym
                    chwalic,
                    > czy o tym mowic.

                    A teraz to niby powód do dumy, czy co?
                    • teklana Re: nie mowimy o przewadze malzenstwa nad konkubi 10.02.09, 15:37
                      Na pewno nie do wstydu;-)
                      • majaa Re: nie mowimy o przewadze malzenstwa nad konkubi 10.02.09, 16:00
                        Czy ja coś mówiłam o wstydzie???
                        Nie rozumiem, o co Wam chodzi, Dziewczyny. Czepiacie się chyba dla
                        zasady.
                    • july-july <lol> 10.02.09, 15:42
                      Wymiękłam.
        • iwona334 nie mowimy o przewadze malzenstwa nad konkubinatem 10.02.09, 13:12
          > Dzięki temu też słabsza strona, która przez kilka lat poświęcała
          się rodzinie (np. kosztem swojej pracy zarobkowej i gromadzenia
          swojego prywatnego majątku) jest choć trochę zabezpieczona.

          1. majatek gromadzony w czasie trwania malzenstwa jest i tak
          wspolny wiec uwaga jest nie na temat.

          2. Nie mowimy tu o przewadze malzenstwa nad konkubinatem dla strony
          slabszej - gdyz to oczywiste.

          Mowimy o przewadze konkubinatu oficjalnego nad nieoficjalnym.

          zarejestrowanie konkubinatu oficjalnego dawaloby pewne plusy :)

          np.

          a) mozliwosc finansowych rozliczen w banku czy na poczcie
          za partnera
          b) mozliwosc dowiedzenia sie o stan zdrowia w szpitalu i ogolnie
          pomocy w chorobie partnera.
          c) mozliwosc odbierania dzieci ze szkoly, czy przedszkola.

          itd...

        • aiczka Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 14:41
          > A co jeśli jest spór nie co do majątku, a co do tego, czy "kontrakt" ma być
          > rozwiązany czy nie?
          Uważam, że to nie jest temat, na który Państwo powinno się wypowiadać.

          > Jeśli np. jedna strona chce się pochopnie rozstać, bo nie
          > chce się jej ponosić odpowiedzialności za wychowywanie dzieci,
          Z dziećmi nie bierze się ślubu ani rozwodu. Zobowiązania wobec nich - zarówno
          moralne jak i prawne - powstają niezależnie.

          > Dzięki temu, że procedury rozwodowe trochę trwają, to obie strony mają czas na
          > przemyślenie swoich decyzji i podjęcie ich odpowiedzialnie.
          Uważam, że to czy podejmuje się decyzje przemyślane i odpowiedzialne zależy
          głównie od charakteru i podejścia do życia. Istnienie innych przypadków nie
          uzasadnia w moim odczuciu istnienia długotrwałych procedur.

          > Dzięki temu też słabsza strona, która przez kilka lat poświęcała się rodzinie
          > (np. kosztem swojej pracy zarobkowej i gromadzenia swojego prywatnego majątku)
          Jeśli małżeństwo nie ma ustanowionej rozdzielności majątkowej, to małżonkowie
          nie gromadzą "prywatnych" majątków (chyba, że chodzi o spadki i dochody z
          własności posiadanej przed ślubem).
        • wj_2000 Istota problemu 12.02.09, 09:09
          filona.may napisała:
          > Dzięki temu, że procedury rozwodowe trochę trwają, to obie strony mają czas na
          > przemyślenie swoich decyzji i podjęcie ich odpowiedzialnie.
          >
          > Dzięki temu też słabsza strona, która przez kilka lat poświęcała się rodzinie
          > (np. kosztem swojej pracy zarobkowej i gromadzenia swojego prywatnego majątku)
          > jest choć trochę zabezpieczona.

          Czytałem te posty i czekałem na coś podobnego - zamierzałem to samo napisać,
          gdybym nie znalazł.
          BRAWO. To jest istota problemu.
          Dla ludzi młodych, na początku związku, ich naiwny romantyzm może podpowiadać
          coś w rodzaju buntu względem istniejących zwyczajów. Ale po latach (kilku,
          czasem kilkunastu) prawie zawsze przychodzi kryzys, tęsknota za "spróbowaniem
          czegoś innego".
          Także BEZ PRZYCZYNY realnej, bez błędów drugiej strony. Z samej natury
          człowieka! Tak nas ewolucja ukształtowała, że egoizm genów próbujących
          ekspandować każe zarówno mężczyźnie, jak i kobiecie "zdywersyfikować" mechanizm
          zabezpieczenia swojego genotypu.

          Łatwo o zawrót głowy. By potem żałować. By skrzywdzić dzieci. Skrzywdzić
          partnera. Ale ... mleko się rozlało.

          I tu właśnie rola kłopotów i utrudnień z rozwodem. Zniechęceni trudnościami
          stygniemy w romansie i wracamy skruszeni i szczęśliwi na łono rodziny!
          • wj_2000 Re: Istota problemu 12.02.09, 09:19
            Oczywiście, jeśli małżeństwo okaże się prawdziwie nieudane, rozwód jest
            nieunikniony. Wtedy kłopoty z jego przeprowadzeniem wydają się czystą stratą
            nerwów i pieniędzy. Tu konkubinat górowałby nad małżeństwem.
            Ale to tak jak z ubezpieczeniem. Gdybym wiedział, że pożar mi nie grozi, to bym
            się nie ubezpieczał - bo to nonsens tracić pieniądze. Rzecz w tym, że na
            początku się NIE WIE jaka będzie przyszłość.
            Natura zakochania jest taka, że człowiek skłonny jest uznać za bluźnierstwo
            rozważanie iż jego związek może się źle potoczyć. Ale to nieracjonalna naiwność.
            "Młość jest ślepa".
            Mądrość pokoleń nie na darmo wytworzyła MORALNOŚĆ i OBYCZAJ małżeństwa oficjalnego.
            Były społeczności, które na to nie wpadły, albo z tego zrezygnowały. WOLNO IM.
            Tylko, że już ich nie ma. Słabo odchowywali potomstwo!
    • facettt zaegalizowany konkubinat istnieje w szeregu krajow 10.02.09, 11:54
      reniatoja napisała:
      Moze mi ktos wyjasni na czym polega roznica miedzy
      > zalegalizowanym konkubinatem a slubem cywilnym?

      prosze bardzo wyjasniam: w danym momencie masz wszystkie prawa
      jak w normalnym malzenstwie.

      ale za to mozesz w kazdej chwili odejsc - bez proocesu rozwodowego
      powiadamiasz tylko urzad skarbowy (ze wzgledu na zmiane stopy
      podatku)

      b) nie wiem - jak z kwestia renty.
    • bast3 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 13:32
      Ja nie rozumiem tego parcia na śluby. Czy naprawdę większość kobiet
      musi się zaobrączkować by czuć się spełnioną? Czy Wasze związki bez
      papierka nic nie znaczą czy może tak bardzo boicie się ucieczki
      partnera że musicie zmusić go do podpisania papierka przy świadkach?
      Dla mnie ślub to szopka, upublicznianie swoich uczuć, to takie
      sztuczne jest. Jak się kogoś kocha to nie potrzeba robić z tego
      szopki prz świadkach. Konkubinat byłby ułatwieniem życia w związkach.
      • agatracz1978 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 13:44
        bast3 napisała:

        > Ja nie rozumiem tego parcia na śluby. Czy naprawdę większość kobiet
        > musi się zaobrączkować by czuć się spełnioną? Czy Wasze związki bez
        > papierka nic nie znaczą czy może tak bardzo boicie się ucieczki
        > partnera że musicie zmusić go do podpisania papierka przy świadkach?
        > Dla mnie ślub to szopka, upublicznianie swoich uczuć, to takie
        > sztuczne jest. Jak się kogoś kocha to nie potrzeba robić z tego
        > szopki prz świadkach. Konkubinat byłby ułatwieniem życia w związkach.

        A ja nie wiem o jakim parciu na śluby mowa. To indywidualna decyzja każdego.
        Wyszłam za mąż o tego chciałam. Papierek nie zmienił w moim związku niczego.
        Nikogo nie zmuszałam do podpisywania czegokolwiek. A partner jak chce to i tak
        odejdzie czy ślub ma czy nie. Może dla Ciebie ślub to szopka a dla mnie był to
        najszczęśliwszy dzień w życiu. Mnie właśnie rozwala mówienie, że ślub coś
        zmienia, podpisanie dokumentów wszystko niszczy albo że miłość nie wymaga
        potwierdzenia papierkiem. Nie chcesz nie wychodź za mąż ale po co krytykować
        tych, którzy chcą brać ślub. Ja tam nie rozumiem jak ktoś decyduje się na życie
        w konkubinacie a gdzie się nie pojawia mówi mój mąż/żona. Wstydzi się że nie są
        małżeństwem czy co? Nie chcesz, nie bierz ślubu i żyj jak chcesz ale pozwól też
        innym tak żyć.
        • bast3 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 13:52
          Wiesz czemu mówią mąż i żona, bo łatwiej. Zamiast tłumaczyć w
          urzędach kim jest osoba której choćby odbieram list szybciej jest
          powiedzieć mąż i tyle.
          Ja jestem po ślubie i uważam że ślub to szopka, gdybym miała szansę
          iśc i podpisać papierek bez tego kretyńskiego wygłaszania formułki
          to bym się na to zdecydowała. Oczywiście każdy ma do tego prawo, i
          jeśli ktoś chce brać ślub to dobrze jeśli jest to piękny dzień w
          jego życiu. Dla mnie jest o wiele więcej pięknych dni, każdy dzień
          spędzony z moim ukochanym, dzien jego poznania, urodzenie dziecka,
          to mi się wydaje bardziej szczere niż regułka przy świadkach.
          • majaa Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 14:15
            bast3 napisała:

            > Wiesz czemu mówią mąż i żona, bo łatwiej. Zamiast tłumaczyć w
            > urzędach kim jest osoba której choćby odbieram list szybciej jest
            > powiedzieć mąż i tyle.

            Fakt, że takie kłamstwo może ułatwić życie, ale jakie to niemoralne,
            nieprawdaż?


            > Ja jestem po ślubie i uważam że ślub to szopka, gdybym miała
            szansę
            > iśc i podpisać papierek bez tego kretyńskiego wygłaszania formułki
            > to bym się na to zdecydowała.

            Przesadzasz. Ślub to niewątpliwie ważna i uroczysta chwila dla
            kochających się ludzi. Spokojnie da się to przeżyć ;)

            • july-july Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 14:23
              Moja koleżanka na meża swojej mamy mowi ojczym lub tata, chociaż
              prawnie nie jest jej ojczymem, ani biologicznie ojcem. Jakie to
              niemoralne.
              • majaa Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 15:00
                Faktycznie nie rozumiesz różnicy, czy tylko się zgrywasz?
                • july-july Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 15:16
                  Nie rozumiem, oświeć mnie. Jedno i drugie ma na celu proste
                  przekazanie informacji bez wgłębiania się w szczegóły prywatne.

                  Też nie rozumiem dlaczego ktoś mówi mąż na niemęża. Ale konkubent
                  brzmi sztywno i oficjalnie, chłopak u osób 30+ troche niepoważnie,
                  narzeczony sugeruje, że zaręcznyny były, facet dla niektórych może
                  brzmieć prostacko, ukochany patetycznie, żartobliwe nieślubny - nie
                  wszyscy od razu łapią. Mąż - przecież mężem nie jest. Tak źle, tak
                  niedobrze.
                  • teklana Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 15:22
                    july-july,ale czy to naprawdę jest taki problem życiowy?
                    Związek dwojga kochających ludzi się liczy,a czy sobie zaślubionych
                    to chyba sprawa podrzędna;-)
                    • july-july Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 15:26
                      No właśnie dla mnie nie jest, ale dla niektórych jeśli nie ma ślubu,
                      to związek jest niepoważny.
                      • teklana Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 15:29
                        A ileż to niepoważnych związków MAŁŻEŃSKICH dookoła.Nie ma o co się
                        licytować;-)Zdrówka,szczęscia,pomyślności wszystkim dyskutantom
                        pozostaje życzyć.Życie samo zweryfikuje postawy;-)
                        • july-july Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 15:30
                          Masz rację.:)
                      • majaa Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 16:03
                        july-july napisała:

                        > No właśnie dla mnie nie jest, ale dla niektórych jeśli nie ma
                        ślubu,
                        > to związek jest niepoważny.

                        Nie tyle niepoważny, co czasem... mało komfortowy. Ale cóż, kto
                        powiedział, że wszyscy muszą żyć w komforcie ;)
                        • teklana Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 16:16
                          ;-)
                  • majaa Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 15:52
                    july-july napisała:

                    > Nie rozumiem, oświeć mnie. Jedno i drugie ma na celu proste
                    > przekazanie informacji bez wgłębiania się w szczegóły prywatne.

                    Oj, niezupełnie. W drugim przypadku jest to po prostu związane z
                    przekazaniem pewnych pozytywnych emocji. Można partnera mamy nazywać
                    tatą, jeśli chce się pokazać, że się go lubi, akceptuje i traktuje,
                    jak kogoś bliskiego.
                    Natomiast w pierwszym przypadku jest to ewidentne nadużycie -
                    wprowadzenie w błąd w celu uzyskania potrzebnych informacji. Innymi
                    słowy: jest to naruszenie obowiązującego prawa.


                    > Też nie rozumiem dlaczego ktoś mówi mąż na niemęża. Ale konkubent
                    > brzmi sztywno i oficjalnie, chłopak u osób 30+ troche niepoważnie,
                    > narzeczony sugeruje, że zaręcznyny były, facet dla niektórych może
                    > brzmieć prostacko, ukochany patetycznie, żartobliwe nieślubny -
                    nie
                    > wszyscy od razu łapią. Mąż - przecież mężem nie jest. Tak źle, tak
                    > niedobrze.

                    Myślę, że w kontaktach towarzyskich to naprawdę nie ma specjalnego
                    znaczenia. W sytuacjach oficjalnych natomiast należałoby nazywać
                    rzeczy po imieniu.
                    • bast3 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 18:40
                      To ja idąc na pocztę odebrać jakiś głupi list mam mówić tak, to jest
                      człowiek z którym mam dziecko i mieszkam od 10 lat pod jednym
                      dachem, to i tak listu nie dostanę, więc mówię mąż i już. Gdyby
                      konkubinat był zalegalizowany nie było by tak głupiego problemu.
                      • tygrysio_misio Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 19:38
                        no i lamiesz prawo... mozesz narobic problemow temu komus w okienku..i sobie

                        masz prosty sposob na zarejestrowanie zwiazku..idziesz do USC i rejestrujesz

                        pozatym konkubitany nie sa jeszcze w Polsce nielegalne, wiec nie mozna ich
                        legalizowac;]
                      • majaa Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 20:28
                        Prawda jest taka, że Tygrysio ma rację.
                        A tak w ogóle, to czemu nie chcesz używać słowa konkubent,
                        konkubina? Przecież to nie obelga. I w dodatku precyzyjnie określa
                        sytuację. Wiem, że nie odbierzesz w takim przypadku listu na
                        poczcie, nie załatwisz też wielu innych spraw, ale... tak to już w
                        życiu jest: coś za coś. Po co więc wmawiać sobie i innym, że
                        papierek do niczego się nie przydaje?
                        • teklana Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 20:34
                          Nie sądziłąm,że temat dalej będzie na wokandzie;-)Wyczytałam tu
                          wiele oczywistych oczywostości i widzę ,ze dyskusyja nie wniosła
                          nic nowego od mojego ostatniego wpisu-parę godzin temu.Wałkujeta i
                          wałkujeta;-)
                          Ku czci miłości-teklana;-)
                        • afterglow Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 08:58
                          majaa napisała:

                          > A tak w ogóle, to czemu nie chcesz używać słowa konkubent,
                          > konkubina? Przecież to nie obelga.

                          To jest określenie stricte prawnicze. Na codzień słowo konkubent zastępuje się
                          np. słowem partner.

                          Mówienie "mój konkubent" o swoim partnerze, to tak jak mówienie "moi powinowaci"
                          o swoich np. teściach.
                          • july-july Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 09:06
                            Tak, to bardzo oficjalne określenie.

                            > Mówienie "mój konkubent" o swoim partnerze, to tak jak
                            > mówienie "moi powinowaci"o swoich np. teściach.

                            Albo "Waldemarze" zamiast "Waldku" do swojego faceta, który ma tak
                            na imię.:)
                          • agatracz1978 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 09:24
                            Na co dzień to Ty sobie możesz mówić co chcesz i jak chcesz. Misio, kochanie,
                            mąż, konkubent czy cokolwiek innego. Jednak pójście do urzędu, sądu czy choćby
                            na tę nieszczęsną pocztę to jest sytuacja, w której powinnaś jasno określić co i
                            za kogo chcesz załatwić i na jakiej podstawie. Nikt nie każe mówić, że jest to
                            partner, z którym masz dziecko i mieszkasz od 10 lat ale zwyczajnie - skoro
                            decydujesz się na konkubinat to mówisz konkubent. A mówienie do rodziców czy
                            dzieci że są krewnymi wstępnymi, zstępnymi czy co tam jeszcze innego to chyba
                            kiepskie porównanie. Dziecko jest dzieckiem czy jest ślubne czy nie, rodzice są
                            rodzicami ale rodzice konkubenta to nie są teściowie ale rodzice konkubenta czy
                            jak wolisz partnera. Oczywiście na co dzień to Ty ich nawet mamusia i tatuś
                            możesz nazywać ale oficjalnie to chyba jakiś porządek musi być.
                            • majaa Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 10:10
                              Z ust mi to wyjęłaś, Agatracz :)
                          • mamrotek77 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 15:17
                            "Na codzień słowo konkubent zastępuje się
                            > np. słowem partner. "

                            Ja używam pojęcia konkubent. Na pytania zdziwionych, że chyba
                            partner, a nie konkubent, zwykłam odpowiadać: "partnera to może mieć
                            Edyta Górniak, zwykłe kobiety mają konkubenta" :))))

                            pojęcie partner kojarzy mi się przede wszystkim z partnerem w
                            interesach, albo w grze w tenisa. dlatego tego określenia unikam.

                            BTW - zresztą i tak już niedługo mój konkubent będzie konkubentem,
                            bo już jest nupturientem ;)))
                    • siti1 Re: nazwa konkubent 12.02.09, 08:52
                      Wg mnie problem polega na tym, że nie ma ładnego określenia na konkubinat w
                      naszym kraju, a nie na tym, że nie jest on zalegalizowany.
                      Dla mnie to słowo od razu kojarzy się z notką policyjną, że pijany konkubent
                      wyrzucił dziecko przez okno, albo pobił konkubinę. Dlatego nie lubię tego słowa
                      i nie chcę go używać. Potocznie mówię różnie, najczęściej po prostu po imieniu,
                      ale na poczcie - "mąż". Tak po prostu brzmi ładniej. W sytuacjach oficjalnych,
                      kiedy to czy jesteśmy małżeństwem ma faktyczne znaczenie np. w urzędach, czy
                      spółdzielni mieszkaniowej kiedy załatwialiśmy sprawy mieszkaniowe - po prostu
                      mówiłam tak, żeby nie musieć używać ani słowa "mąż" ani "konkubent". Jeśli pada
                      pytanie czy to jest mój mąż - to odpowiadam, że nie. I tyle. I dla mnie, żyjąc
                      od kilku lat w wolnym związku i mając dziecko - tylko w tym widzę pewien
                      dyskomfort dla siebie, że nie zawsze wypada powiedzieć "mój chłopak".
                  • tygrysio_misio Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 16:17
                    kiedy mowisz tak rozmawiajac ze swoimi kolezankami mozesz mowic jak chcesz...
                    troche to nieuczciwe w przypadkach kiedy znajomi nie wiedza czy jestes zamezna
                    czy nie, ale to nie powinno stanowic dla nich znaczenia (poki policja nie
                    zacznie ich wypytywac o Ciebie i niby meza ;])


                    kiedy idziesz do urzedu (chociazby poczty) i mowisz,ze to maz... to jest
                    zlamanie prawa
              • szczesliwamezatka Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 17:36
                july-july napisała:

                > Moja koleżanka na meża swojej mamy mowi ojczym lub tata, chociaż
                > prawnie nie jest jej ojczymem, ani biologicznie ojcem. Jakie to
                > niemoralne.

                Jakie to komiczne:))))))))))
            • bast3 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 14:33
              Wszystko da się przeżyć, ale to takie sztuczne jest strasznie, dla
              mnie oczywiście. No i te obrączki, pokazujemy światu, że należymy do
              kogoś, jak rzecz, takie oznakowanie jak dla gołębi. Brrr. Oczywiście
              to moja opinia. Ja jak kocham to kocham i nie muszę mówić tego przed
              pijanym urzędnikiem czy nie daj boże księdzem. To moja osobista
              sprawa i nie muszę robić pokazówki dla 100 osób.
              • filemona32 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 11:56
                Beast, takie dziwne tłumaczenie że to sztuczne, obrączki itp. Jak
                nie chcesz hucznego, to zrób tylko z rodzicami ,a za świadka weź
                najlepszą przyjaciółkę, obrączka to tylko symbol, my z mężem nie
                nosimy bo mi ona przeszkadza(nie noszę żadnych pierścionków). Tylko
                ze np. będziesz sobie żyła z facetem 20 lat w konkubinacie, później
                się rozstajecie i zostajesz dla wszystkich poprostu starą panną.
                Inaczej się rozwiązuje problemy w konkubinacie ,a inaczej w
                małżeństwie. wiem to na swoim przykładzie. mieliśmy z mężem kłopoty
                i gdyby był to konkubinat kopnęlabym go w d... i było by tyle z
                naszego związku.Nie tak łatwo było się rozwieść, bo wspólne
                mieszkanie i po rozwód trzeba było jechać do sądu w innym mieście,
                wzięlam na przeczekanie i to była najlepsza decyzja w moim życiu.
                jestem szczęśliwą mężatką od 1o lat, teraz jest duuuużo lepiej niż
                gdy byliśmy nawet narzeczeństwem. Jestem dumną żoną ( mój mąż ma
                wysoką pozycję społeczną) a tak, byłabym tylko konkubiną(brrr jak to
                fatalnie brzmi). Pozdrawiam wszystkie mężatki
                • sadosia75 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 12:08
                  O ludzie kobieto nie wstyd ci?
                  odeszlabys od faceta, ktorego podobno kochasz bo byla kloda na waszej drodze?
                  ale nie odeszlas bo za duzo roboty by z tym bylo? i teraz jestes szczesliwa
                  mezatka bo maz ma wysoka pozycje spoleczna?
                  o matko boska! i jeszcze ten wstyd bo by dla innych byla STARA PANNA! no
                  faktycznie powod do zalamki nerwowej!
                  • july-july Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 12:30
                    Widzisz, tacy ludzie rzeczywiście muszą brać ślub bo bez niego
                    mieliby gorszą samoocenę i nie poradziliby sobie z problemami. No i
                    co ludzie powiedzą.:)
                    • sadosia75 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 12:35
                      Julka sluchaj bo ja juz lekko zagubiona jestem :))))))
                      Mam meza czyli spelniam wszelkie warunki spoleczne tak?
                      ALE utrzymuje kontakty z bylym wiec juz cos ze mna i mezem jest nie tak.
                      no to ja juz kurde nie wiem :(
                      moze powiedziec mezowi, ze od dzis jest moim konkubentem? w koncu w urzedach
                      bede zona a miedzy nami to juz przeciez nie wazne. moge byc i konkubina oby w
                      urzedach widniec jako zona :D
                      • july-july Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 12:47
                        Ja też już nie wiem co robić, bo meża nie mam, więc juz jest źle.
                        Ale nie wiem czy starą panną jest sie od 25 czy od 30 roku życia.
                        Nie wiem też czy dziewica to gorzej niż puszczalska i czy
                        puszczalska to taka, co przed ślubem, przed trzecią randką czy przed
                        22.30. Drogie Bravo, pomoż!:)
                        • sadosia75 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 12:50
                          Nie no to z Toba to zdecydowanie gorzej! ja przynajmniej listy z poczty zabiore
                          otworze is prawdze czy jest uczciwy czy nie. a Ty to tylko zludzeniami
                          zyjesz.dzis jest jutro go nie ma! i nawet kasy za to nie dostaniesz a
                          spoleczenstwo!!! wyobraz sobie co mysli o Tobie SPOLECZENSTWO!
                          Dziewczyno Ty zaplanuj wpadke, zaciagnij przed oltarz to chociaz spoleczenstwo
                          bedzie na Ciebie przychylnym okiem patrzec. kij z tym czy puszczalska czy nie
                          wazne, ze ZONA a to juz status najwyzszy!
                          • july-july Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 12:56
                            Tak, masz rację! No i oczywiście najlepiej jeśli będzie to ślub
                            koscielny, bo co ciocia Gienia powie? Ślub wiele ułatwia - jeśli
                            stwierdzę, że juz nie chcę z nim być i patrzeć na niego, to przecież
                            sie nie rozstaniemy bo ślub był, z rozwodem tyle formalnosci, a ja
                            leniwa jestem.
                            • sadosia75 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 12:58
                              No widzisz jakie to proste :D a Ty sie tak opierasz i opierasz. popraw swoj
                              status spoleczny badz zona! leniwa ale zona! a leniwa stara panna to wrog
                              spoleczenstwa numero UNO!
                              • july-july Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 13:07
                                Tak! Inaczej ludzie pomyśla, że jakaś nie halo jestem, wybrzydzam
                                albo mam, jak to sie ładne mówi "za wysokie wymagania".:)
                          • majaa Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 12:58
                            sadosia75 napisała:

                            > Dziewczyno Ty zaplanuj wpadke, zaciagnij przed oltarz to chociaz
                            spoleczenstwo
                            > bedzie na Ciebie przychylnym okiem patrzec.

                            No, niezłe jej rady dajesz, nie ma co ;). A co będzie, jak mimo
                            wpadki luby się do ołtarza a nawet do urzędu zaciągnąć nie da? To
                            dopiero społeczeństwo będzie sobie na niej używać!;))
                            • sadosia75 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 12:59
                              Proste ze serduszka :)))))) z okazji zblizajacych sie walentynek :))
                              jak to nie bedzie chcial? zechce ;)))
                    • szczesliwamezatka Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 17:35
                      july-july napisała:

                      > Widzisz, tacy ludzie rzeczywiście muszą brać ślub bo bez niego
                      > mieliby gorszą samoocenę i nie poradziliby sobie z problemami. No
                      i
                      > co ludzie powiedzą.:)
                      Nie chodzi o to, co ludzie powiedzą tylko o to jak tu sobie spojrzeć
                      w oczy codziennie rano w lustro??????????
                      • july-july zieeew n/t 13.02.09, 08:29
                        i bez odbioru
                • grassant Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 10:30
                  byłabym tylko konkubiną...

                  co za mentalność... hehe
              • delfina77 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 13:55
                Ale obraczki sa wlasnie po to, zeby otoczenie wiedzialo, ze jestes zamezna. Np.
                ktos ci sie podoba ale widzisz po obraczce od razu, ze jest zonaty, wiec nie
                zaczepiasz. Jesli obraczki nie ma, mozna domniemywac, ze jest wolny i wtedy
                trzeba jakos dyskretnie wybadac sytuacje. Z obraczka sprawa jest jasna od
                poczatku, przeciez to symbol milosci i wiernosci:) Mozna byc z kims w zwiazku
                niezalegalizowanym ale ewentualne rozbicie takiego zwiazku przez osobe trzecia
                byloby chyba traktowane jako mniejsze zlo niz rozbicie malzenstwa bo skoro sie
                nie pobrali to zostawili sobie furtke, widac nie chcieli byc ze soba na dobre i
                na zle? Ja bym tak na to patrzyla choc z reguly nie odbijam facetow bedacych w
                zwiazkach, zalegalizowanych badz nie:)
              • ethnology Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 17.02.09, 08:04
                Szanowna Pani, no właśnie, to Pani osobista sprawa, więc po co szopka z
                rejestracją (legalizacją) w urzędzie.
          • agatracz1978 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 14:42
            bast3 napisała:

            > Wiesz czemu mówią mąż i żona, bo łatwiej. Zamiast tłumaczyć w
            > urzędach kim jest osoba której choćby odbieram list szybciej jest
            > powiedzieć mąż i tyle.
            Ale właśnie o to chodzi, że to nie jest mąż czy żona i nie ma prawa pewnych
            rzeczy załatwiać (właśnie w urzędzie czy sądzie lub szpitalu itp). U nas właśnie
            z tego robi się problem bo ktoś chce coś załatwić za męża a potem sprawdzamy
            dokumenty i się okazuje, że nie może bo to nie jest mąż i wtedy zaczyna się
            dopiero tłumaczenie, że to w zasadzie nie mąż ale konkubent.

            > Ja jestem po ślubie i uważam że ślub to szopka, gdybym miała szansę
            > iśc i podpisać papierek bez tego kretyńskiego wygłaszania formułki
            > to bym się na to zdecydowała.
            Ja też jestem po ślubie i nie sądzę, żeby było coś złego w złożeniu mężowi
            przysięgi. Chcieliśmy żeby odbyło się to bez mikrofonu - do siebie i bez
            problemu się udało. Każdy ma oczywiście prawo do swojego zdania.

            Dla mnie jest o wiele więcej pięknych dni, każdy dzień
            > spędzony z moim ukochanym, dzien jego poznania, urodzenie dziecka,
            > to mi się wydaje bardziej szczere niż regułka przy świadkach.

            Ja też przeżyłam z moim obecnym mężem wiele pięknych dni, wiem, że kolejne przed
            nami. Tamten jednak uważam za wyjątkowy i magiczny i nie widzę w nim nic
            sztucznego ani nieszczerego. Oczywiście jeżeli ludzie mają tylko z przymusu brać
            ślub i nie czują że chcą albo powinni to nie zmuszałabym nikogo. Jednak skoro
            konkubenci chcą mieć takie prawa jak małżonkowie to już tego nie kumam.
        • ethnology Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 17.02.09, 07:59
          Pani Agato, jest Pani młodą (jak wynika z nicka) i mądrą kobietą. Zgadzam się z
          Pani wypowiedzią.
      • kalokagathia Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 14:20
        Byłby, tylko trzeba by nazwę zmienić, bo ta brzmi jak z kroniki kryminalnej
      • d-34 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 10:11
        Ale zanim ludzie się pobiorą to mogą razem zamieszkać i sprawdzić
        się czy będą zgodnym małżeństwem.Ja mieszkam bez ślubu już osiem
        lat.Postanowiliśmy się pobrać,ale bez tzw.szopki.Czyli biorę ślub i
        nic więcej.A za pieniądze,które bym musiała z moim chłopakiem włożyć
        w wesele, wykorzystamy na dokończenie remontu domu.
        • majaa Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 10:29
          Cieszę się, że się "sprawdziliście" (albo przynajmniej takie macie
          wrażenie). Bo generalnie takie "sprawdzanie" to jedna wielka bzdura.
          Absolutnie nie daje gwarancji na dalsze szczęśliwe życie.
          Życzę jednak, żeby Wam się udało :)
          • july-july Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 10:31
            Nie daje gwarancji (nic nie daje gwarancji), ale imo zwieksza
            prawdopodobieństwo. Pomijam dosyć liczne przypadki, ludzi głęboko
            wierzących, którzy ani nie zamieszkaja razem przed ślubem, ani się
            nie rozwiodą, bo to grzech.
            • majaa Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 10:53
              july-july napisała:

              > Nie daje gwarancji (nic nie daje gwarancji), ale imo zwieksza
              > prawdopodobieństwo.

              Ciekawa jestem na jakiej podstawie tak twierdzisz?
              • july-july Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 11:08
                Wspólne mieszkane pozwala lepiej poznać partnera, sprawdzic czy
                dogadujemy sie w codziennym życiu, a jeśli nie to jakie są problemy,
                czy mozna je zwalczyć i jeśli tak, to w jaki sposób. Dla mnie to
                logiczne, chociaż wiem, że jest liczne grono osób, które uważaja, że
                nie ma to żadnego znaczenia. Niech sobie myslą co chcą, ich sprawa,
                każdy postępuje tak jak uważa za słuszne.
                • majaa Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 11:27
                  Dokładnie to samo ma miejsce w małżeństwie: też lepiej poznaje się
                  partnera, próbuje "dotrzeć" w codziennym życiu i rozwiązywać
                  problemy. Różnica jest ewentualnie taka, że tutaj trzeba się
                  bardziej starać, bo trudniej się z takiego związku "wymiksować" (jak
                  ktoś ładnie napisał).
    • tygrysio_misio Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 14:54
      mysle to samo co Ty;]

      nie rozumiem tez tego parcia ku zwiazkom bez rozwodow... bo nawet jesli w
      konkubinacie mialoby dojsc do rozstania..to i tak kwestie dziecka, majatku itpe
      nalezaloby w wielu przypadkach rozwiazywac sadownie...

      lepiej ulatwic rozwody za porozumieniem stron niz wprowadzac dublowanie
      • pamana Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 20:01
        Przewaga slubu jakiegokolwiek nad konkubinatem jest taka ze jak facet zostawia
        żone to jej sie cos tam nalezy od niego w swietle prawa.(nie znam par ktore
        mialaby rozdzielnosc lub intercyze)

        w konkubinacie jej sie nalezy tylko to na co ma papier ew. wspolne dziecko.

        i tyle dla kobiety slub jest zabezpieczeniem finansowym i tyle a otoczka milosci
        ,sukinki i gołabka musi byc bo przeciez my lubimy pozory a glupio byloby sie
        przyznac ze slub=zabezpieczenie finansowe.

        stety /niestety kobiety zarabiaja mniej a i czas macierzynstwa jakos tam
        uszczupla je i finansowo i zawodowo.
        p. 10 rok w konkubinacie z papierem i dzieckiem.
        • agatracz1978 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 10.02.09, 20:23
          pamana napisała:

          > Przewaga slubu jakiegokolwiek nad konkubinatem jest taka ze jak facet zostawia
          > żone to jej sie cos tam nalezy od niego w swietle prawa.(nie znam par ktore
          > mialaby rozdzielnosc lub intercyze)
          >
          > w konkubinacie jej sie nalezy tylko to na co ma papier ew. wspolne dziecko.
          >
          > i tyle dla kobiety slub jest zabezpieczeniem finansowym i tyle a otoczka milosc
          > i
          > ,sukinki i gołabka musi byc bo przeciez my lubimy pozory a glupio byloby sie
          > przyznac ze slub=zabezpieczenie finansowe.
          >
          > stety /niestety kobiety zarabiaja mniej a i czas macierzynstwa jakos tam
          > uszczupla je i finansowo i zawodowo.
          > p. 10 rok w konkubinacie z papierem i dzieckiem.

          Głupota totalna. Skoro nie znasz takich par to znaczy, że nie chciały zawrzeć
          takiej umowy. Jeżeli masz majątek przed ślubem (np mieszkanie) to przez sam fakt
          zawarcia związku małżeńskiego Twój mąż nie staje się jego współwłaścicielem. Po
          rozwodzie to nadal jest Twój majątek (pomijam nakłady na majątek odrębny np
          kiedy mąż ma też swoją kasę przed ślubem i daje na remont Twojego mieszkania -
          wtedy może domagać się zwrotu nakładów udowadniając że je poniósł). Jeżeli nie
          chcecie żeby cokolwiek było wspólne idziecie do notariusza (nawet przed ślubem)
          i zawieracie umowę rozdzielności która zacznie obowiązywać z chwilą zawarcia
          związku małżeńskiego. Bzdurą jest zatem twierdzenie że małżeństwo ma na celu
          oskubanie kogokolwiek. Wystarczy skorzystać z możliwości jakie daje prawo.
          • pamana Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 08:50
            > Głupota totalna. Skoro nie znasz takich par to znaczy, że nie chciały zawrzeć
            > takiej umowy.
            Jeżeli masz majątek przed ślubem (np mieszkanie) to przez sam fak
            > t
            > zawarcia związku małżeńskiego Twój mąż nie staje się jego współwłaścicielem. Po
            > rozwodzie to nadal jest Twój majątek (pomijam nakłady na majątek odrębny np
            > kiedy mąż ma też swoją kasę przed ślubem i daje na remont Twojego mieszkania -
            > wtedy może domagać się zwrotu nakładów udowadniając że je poniósł).
            Jeżeli nie
            > chcecie żeby cokolwiek było wspólne idziecie do notariusza (nawet przed ślubem)
            > i zawieracie umowę rozdzielności która zacznie obowiązywać z chwilą zawarcia
            > związku małżeńskiego. Bzdurą jest zatem twierdzenie że małżeństwo ma na celu
            > oskubanie kogokolwiek. Wystarczy skorzystać z możliwości jakie daje prawo.
            >

            ale jaki % z tego korzysta ?
            pytam o ludzi normalnych nie bogaczy z dorobkiem/spadkie/majatkiem do
            dziedziczenia ?
            poza tym w PL propozycja podpisania rozdzielnosci czy intercyzy jest srednio
            optymistycznie przyjmowana wiec wybacz ale nazywanie mojego wniosku glupota jest
            zwyczajnie glupie.
            p.
            • agatracz1978 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 12:06
              Bardzo dużo osób z tego korzysta tylko zwyczajnie o tym nie opowiadają. A skoro
              uważasz, że robią to tylko ludzie z kasą to bez sensu jest wskazywanie, że ślub
              bierze się po to żeby się ustawić kosztem męża/żony. Skoro i tak ktoś nie ma
              kasy to się nie ustawi a jak ma to wtedy zrobi rozdzielność i problem odpada -
              sama pokazałaś zatem bezsens jednego z argumentów przeciw ślubom.
    • leew1 zgadzam się z Tobą 11.02.09, 11:51
      bez sensu jest dublowanie prawa, ale tu chyba bardziej chodzi o związki homo, bo
      małżeństwa takowych w Polsce jeszcze długo nie przejdą.
      • tygrysio_misio Re: zgadzam się z Tobą 11.02.09, 17:27
        a skad zalozenie, ze przy ewentualnym "legalizaowaniu"(jak to wszyscy ladnie acz
        falszywie nazywaja) konkubinatow nie zostanie postawiony warunek o
        heteroseksyualnosci????
        • leew1 Re: zgadzam się z Tobą 12.02.09, 09:02
          bo byłoby to działanie zupełnie bez sensu :)
      • szczesliwamezatka Re: zgadzam się z Tobą 12.02.09, 20:49
        No i oby nigdy nie przeszły, cóż za obrzydlistwo ohohohoho
    • claire_de_lune Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 11:55
      zapominacie o bardzo waznym:

      malzonkowie to nie tylko wspolne prawa, ale i OBOWIAZKI.
      Jesli decydujemy sie na zawarcie zwiazku malzenskiego, to dopoki nie
      uregulujemy sprawy rozdzielnosci majatkowej- ponosimy
      odpowiedzialnosc wspolnym majatkiem za zobowiazania meza.
    • jurek.powiatowy konkubinat jako złoty środek 11.02.09, 11:59
      Zalegalizowanie konkubinatu, czyli zycie bez ślubu cywilnego to także świetne
      rozwiązanie dla par homoseksualnych. Według mnie to jest ten złoty środek.
      Nikogo nie będzie raziło stwierdzenie, że "pedały biorą ślub" a jednocześnie
      osoby homoseksualne będą mieć prawną ochronę swojego związku no i nie będą mogły
      starać się o adopcję dzieci.
      To co? Zbieramy podpisy? Ktoś napisze petycje?
      • majaa Re: konkubinat jako złoty środek 11.02.09, 12:26
        Co Wy z tą legalizacją???! O ile wiem, to konkubinat nie jest w
        Polsce nielegalny. Możesz sobie żyć bez ślubu z kim tylko chcesz.
        • bura-tino Re: konkubinat jako złoty środek 11.02.09, 12:45
          Oczywiście. Wolni ludzie w wolnym kraju mogą żyć z kim chcą i to ich
          sprawa. Czym innym jest jednak domaganie się praw takich jakie mają
          małżeństwa. A niby dlaczego ? W życiu zawsze jest coś za coś. W
          małżeństwie mamy i prawa (czyli pewne przywileje), i obowiązki (a
          więc także ustępstwa, kompromisy, rezygnacja z jakiejś cząstki
          swojej wolności i niezależności). A w konkubinacie chciałoby się
          mieć tylko prawa należne małżeństwom, a zobowiązań żadnych ? A
          dlaczego ? Wolność i niezależność to także konsekwencje z tym
          związane. Między innymi takie, że wprawdzie my nie mamy zobowiazań
          (to jest super !), ale względem nas też nikt ich nie ma (o, to już
          źle !). Typowa filozofia Kalego.
    • 0-gramma Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 13:12
      Dla mężczyzny żadna.

      -------------

      Badanie aulentyczności pisma, podpisów, paraf. Grafolog - analiza pisama ręcznego, maszynowego, wydruków komputerowych.
      Psychografolog - analiza psychologiczna pisama ręcznego.
      Grafolog - Grafologia - Analiza pisma - badania kryminalistyczne pisma ręcznego i dokumentów.
      • pklark Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 13:18
        Odnośnie nazw poponuje:POSUWACZ i POSUWANA,jezeli konkubent i
        konkubina nie są do zaakceptowania.....
        • july-july Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 13:26
          Ach, ci mężczyźni jako strona aktywna. Ach, te związki nieformalne
          oparte tylko na seksie. Czy moze chodzi o to, że po ślubie seks sie
          kończy? Albo nie jest to "posuwanie" tylko "uprawanie młości"?:)
          • pklark Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 13:42
            Smieszy mnie ta dyskusja....zyjemy podobno w wolnym kraju ,wiec
            kazdy moze życ w dowolnym związku z kim( lub z czym) chce ....więc
            po co te dyskusje o nazwach? co złego jest w nazwie konkubent? bo ja
            nie rozumiem ....ostatnio taki jeden 50-latek z Gorzowa powiedział o
            swej konkubinie "moja pani" i dla mnie zabrzmialo to po prostu
            śmiesznie....
            • teklana Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 13:50
              pklark -mnie tez śmieszy ta dyskusja,dlatego napisałam post;-)
              Podobno żyjemy w wolnym kraju-wolni jestem tylko wtedy,kiedy wolni
              się czujemy;-)Każdy sobie wyznacza granice.Jeden się przejmuje do
              bólu opiniami sąsiada inny ma je w poważaniu;-)
              Powtarzam się do znudzenia- więcej dystansu ,by sie przydało;-)I
              uśmiechu rzecz jasna.;-)
        • szczesliwamezatka Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 20:56
          Popieram
    • ginusia Proste... 11.02.09, 13:25
      Nie masz ochoty na slub. Przyczyn moze byc tysiace, nie wnikamy w
      to. Zyjesz z facetem albo kobieta. Mieszkanie jest zapisane na ta
      osobe. Mieszkacie przez np. 10 lat. Wkladasz kupe forsy w remont,
      meble i inne takie sobie rzeczy. Starasz sie bardzo bo kochasz osobe
      z ktora zyjesz i sprawia Ci przyjemnosc, ze mozesz cos dac od
      siebie. Nagle - dramat. Ukochana osoba umiera, nie ma jej. Wtedy
      zjawia sie np. mama albo siostra tej osoby - z ktora nie bylo
      kontaktu przez lata - i po prostu wywala Cie z mieszkania w ciagu
      kilku dni.
      Tak wiec oprocz ogromnego bolu po stracie bliskiej osoby masz
      jeszcze problem mieszkaniowy... Syf...
      • pklark Re: Proste... 11.02.09, 13:53
        a nie mozna po 5 latach wspólnego zycia i perspektywach"że to ten
        jeden jedyny aż do smierci" przeniesc czesc własnosci mieszkania
        np:50% na konkubenta?
        • macieq88 Re: Proste... 11.02.09, 13:57
          Albo spisać zawczasu testament?
          • kajak75 Re: Proste... 11.02.09, 14:27
            od 10 lat zyje w konkubincie, mamy dziecko. jak bylam w ciazy planowalismy slub
            - odwolalismy go:-)

            PAtrzac na przyklad moich rozwodzacych sie znajomych widze, ze mamy bardziej
            uregulowane sprawy wlasnosci. Noz mi sie w kieszeni otwieral, gdy rozwoadzacy
            sie pan X chcial zaplacic zalegly podatek od darowizny, zeby udowodnic, ze
            mieszkanie zostalo kupione z majatku odrebnego - darowizny od jego rodzicow (
            ktorzy na taka akcje przystali). I nie mialo znaczenia, ze jego ZONA przez te
            lata zajmowala sie domem i wychowaniem ich dziecka umozliwiajac mu prace
            zawodowa, dzieki ktorej kupili to mieszkanie:-(

            pare razy widzilam tez, ze malzonek moze sie wyprowadzic z dnia na dzien do
            nowego partnera/partnerki - malzenstwo nie chroni przed takim postepowaniem.

            A poza tym "prorodzinna" polityka panstwa:-) zdecydowanie sprzyja konkubinatom,
            ukrywanym pod plaszczykiem samodzielnego rodzicielstwa:-)
        • mamrotek77 Re: Proste... 11.02.09, 15:28
          ale to "przepisanie 50%" majątku/mieszkania/czegokolwiek skutkuje
          koniecznością zapłacenia przez konkubenta podatku od darowizny (i to
          po najwyższych stawkach, czyli jak darowizna od kogos obcego)

          zapisanie w testamencie też nie jest w 100% pozbawione kosztów, bo
          rodzina może żąd ać(i zwykle żąda) zachowku.
          • aiczka Re: Proste... 11.02.09, 16:45
            > zapisanie w testamencie też nie jest w 100% pozbawione kosztów, bo
            > rodzina może żąd ać(i zwykle żąda) zachowku.
            No, tu już każdy powinien sobie przeczytać, jakie są zasady dziedziczenia i
            wiedzieć, jak wygląda jego sytuacja niezależnie od bycia/niebycia w związku
            małżeńskim. Spotykam się z różnymi mylnymi opiniami (np. że małżonek domyślnie
            dziedziczy po zmarłym cały majątek).
            • majaa Re: Proste... 12.02.09, 10:13
              aiczka napisała:

              Spotykam się z różnymi mylnymi opiniami (np. że małżonek domyślnie
              > dziedziczy po zmarłym cały majątek).

              Owszem - jeśli nie ma testamentu, a małżeństwo było bezdzietne, to
              małżonek otrzymuje cały majątek zmarłego. Natomiast w przypadku, gdy
              są dzieci, małżonek otrzymuje połowę majątku, a dzieciom przypada
              druga połowa.
              • aiczka Re: Proste... 12.02.09, 11:10
                > Owszem - jeśli nie ma testamentu, a małżeństwo było bezdzietne, to
                > małżonek otrzymuje cały majątek zmarłego. Natomiast w przypadku, gdy
                > są dzieci, małżonek otrzymuje połowę majątku, a dzieciom przypada
                > druga połowa.
                A jeśli nie ma dzieci, ale są rodzice/rodzeństwo to również rodzice/rodzeństwo
                biorą udział w podziale spadku.
                Oczywiście może się zdarzyć, że czyimś jedynym ustawowym spadkobiercą
                rzeczywiście jest małżonek, ale to nie jest reguła.
              • aiczka Re: Proste... 12.02.09, 11:12
                Aha i jeszcze - małżonek i dzieci mają zapewnioną taką samą część spadku, przy
                czym małżonek przynajmniej 1/4. Czyli jeśli jest jedno dziecko, to małżonek
                dostaje połowę, jeśli dwoje - 1/3, jeśli czworo 1/4, jeśli pięcioro - też 1/4 itd.
    • olivex Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 14:23
      ja wzięłam ślub cywilny bo uważałam że legalizacja to dobry pomysł i co po
      zlegalizowaniu związku w nie całe dwa lata rozwód, dostałam coś, tylko kłębek
      nerwów. Nikt mnie nie przekona że lepiej jest zlegalizować konkubinat. Ten
      papierek wiele zmienił w moim życiu - na gorsze. Niektórzy uważają że jak ma się
      papierek to jesteś czyjąś własnością!
    • zewszad_i_znikad Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 15:57
      reniatoja napisała:
      > Moze mi ktos wyjasni na czym polega roznica miedzy
      > zalegalizowanym konkubinatem a slubem cywilnym?

      Istnieje różnica, która dla niektórych osób jest absolutnie
      zasadnicza: ślub cywilny mogą wziąć tylko osoby różnej płci.
      Kropka.
      Ten "drobiazg" ma gigantyczne znaczenie. Konkubinaty tak czy inaczej
      istnieją. Ale tylko konkubinaty heteroseksualne mają możliwość
      rejestracji związku. Pary lesbijskie i gejowskie nie mają w tej
      kwestii żadnej możliwości.
      Ktoś tu wspomniał o tym, że jeżeli jedno z partnerów nie daj Boże
      umrze, drugie może zostać wyrzucone z mieszkania (de facto
      wspólnego, de iure należącego do zmarłej osoby) przez rodzinę
      współpartnera, z którą może od lat nie było kontaktu. Akurat taka
      dramatyczna sytuacja jest dużo bardziej prawdopodobna w przypadku
      par homoseksualnych. Wydaje się dziś mało prawdopodobne, żeby
      rodzina (chyba że jest naprawdę skrajnie konserwatywna) zerwała z
      córką/synem kontakt tylko dlatego, że żyje on(a) z partnerem/-ką bez
      ślubu. Owszem, może się zdarzyć, że nie utrzymują kontaktu z jakiejś
      niezależnej przyczyny. Natomiast w przypadku osób homoseksualnych
      zdarza się, że rodzina odrzuca taką osobę tylko z powodu jej
      orientacji.
      Osobiście byłabym za prawem gejów i lesbijek do małżeństwa, ale
      potrafię myśleć realistycznie i wiem, że w dzisiejszej Polsce takie
      prawo nie ma cienia szansy. Więc choćby legalizacja konkubinatów. W
      takiej sytuacji właściwie nie widzę powodu, by od razu nie
      uniemożliwić rejestracji konkubinatu także parom heteroseksualnym.
    • polang Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 16:05
      To ja od 25 lat żyję w konkubinacie! A myślałam, że jestem legalną żoną :(
      Gratuluję tolerancji.Rozumiem, że to forum katolickie, a reszta won!
      Nie zapomnijcie dołożyć do pieca!
    • julka-c Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 16:53
      Żyję od kilku lat w konkubinacie (prawda, nie lubię tego określenia, ale różnych innych słów w naszym języku też nie lubię) i w pełni zgadzam się z filozofią "coś za coś". Nie chcieliśmy brać ślubu ze względu na naszą niechęć do urzędów, biurokracji i oficjalnych sytuacji. Może to się komuś wydać absurdalne, ale nie jest to dla mnie istotne. Samo ślubowanie jednak nie wydaje mi się pozbawione sensu - sami zobowiązaliśmy się do pewnych rzeczy przed sobą nawzajem i, o dziwo, były to zobowiązania podobne do tych, które należą do tych, przez niektórych znienawidzonych, urzędowych formułek. My po prostu nie potrzebowaliśmy świadków.
      Ale do meritum (gadatliwam...) - wiemy, że nasza aspołeczność pociąga za sobą konsekwencje. Nie możemy liczyć na wiele przywilejów i prostych życiowych ułatwień. I może kiedyś się okazać, że zdecydujemy się na ślub cywilny, jeśli nasze dziwactwo zbytnio utrudni nam życie.
      Rozumiem też przywileje dla małżeństw. Z reguły (statystycznie itd.) są trwalsze, a w społecznym interesie jest, żeby np.dzieci wychowywały się w stabilnych emocjonalnie warunkach. To po prostu promowanie korzystnych dla ogółu postaw. I ja te zasady akceptuję.
      I mam jeszcze wątpliwości formalne, może ktoś zna odpowiedzi:
      1. Czy jeżeli oboje jesteśmy zameldowani pod tym samym adresem, to czy nie możemy odbierać przesyłek na poczcie mówiąc, że to dla konkubenta? Mi zdarzało się w przeszłości odbieranie przesyłek dla współlokatorki, choć dla mojego partnera jeszcze, o dziwo, nie. Mało poczty papierowej dostajemy.
      2. Czy jeśli wyznaczę(oficjalnie, z notarialnym potwierdzeniem) mojego partnera na osobę decydującą w razie nagłym wypadku o moim zdrowiu, to czy moja wola nie będzie honorowana?
      3. Czy jeśli wyznaczę go na mojego spadkobiercę (zakładając, że nasze dzieci nie stracą na tym w stosunku do sytuacji, w której bylibyśmy małżeństwem), czy oprócz braku przywilejów podatkowych, mogłoby dojść do problemów, prób obalania testamentu?
      Oczywiście widzę wady (i tak nie uniknie sie tych znienawidzonych urzędników, tym razem w postaci notariusza, hyhy), ale wydaje mi się, że wiele problemów formalnych, z którymi partnerzy bez ślubu podobno się borykają, daje się spokojnie rozwiązywać.
      • majaa Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 12.02.09, 10:38
        julka-c napisała:

        > ...Oczywiście widzę wady (i tak nie uniknie sie tych
        znienawidzonych urzędników, t
        > ym razem w postaci notariusza, hyhy), ale wydaje mi się, że wiele
        problemów for
        > malnych, z którymi partnerzy bez ślubu podobno się borykają, daje
        się spokojnie
        > rozwiązywać.

        Powiedziałabym, że nie dość, że tych formalności nie unikasz (a
        przecież ich nie cierpisz), to masz ich nawet znacznie więcej, by
        spróbować (powtarzam: spróbować tylko) uzyskać prawa, które
        małżonkowie mają "z mety" po podpisaniu jednego "papierka". Czy w
        takim razie warta skórka wyprawki? ;)
    • nessie-jp Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 17:49
      Renia, to spróbuj wziąć ślub cywilny z drugą kobietą. Zobaczysz, czy będziesz
      mogła. I czy będziesz mogła dziedziczyć albo odwiedzać ją w szpitalu w razie
      wypadku. Albo czy ona będzie mogła dziedziczyć po tobie.
      • tygrysio_misio Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 17:54
        a skad zalozenie,ze konkubinaty beda mogly byc zakladane miedzy 2 osobami tej
        samej plci?
        • nessie-jp Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 17:59
          tygrysio_misio napisała:

          > a skad zalozenie,ze konkubinaty beda mogly byc zakladane miedzy 2 osobami tej
          > samej plci?

          A skąd założenie, że nie będą mogły? W końcu to nie święty sakrament małżeński :)
          • tygrysio_misio Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 18:07
            tak samo jak slub cywilny jest jest sakramentem..a jednak nie moze byc zawirany
            miedzy 2 osobami tej samej plci

            wielu chce aby konkubinaty mialy takie same prawa w ramach adopcji czy in vitro
            jak malzensta... a to w spoleczenstwie, ktore nie akceptuje np adopcji wsrod
            homoseksualistow pociagaloby konsekwencje

            stan prawa wspolgra z nastawieniem spoleczenstwa.. a spoleczenstwo w powalajacej
            wiekszosci nie godzi sie na adopcje dzieci przez homoseksualistow... juz nie
            tylko o uprzedzenia chodzi, ale np o sprawy psychologiczne i tym podobne..

            tak wiec jesli chcemy wprowadzic status konkubinatu to bez prawa do adopcji i in
            vitro (w imie dzialania dla dobra i spokojnego rozwoju dziecka)... albo
            wprowadzamy konkubinat tylko dla heteroseksualnych

            wprowadzenie obu opcji (i adopcni/in vitro i homoseksualnych konkubinatow) wiaze
            sie z wprowadzaniem wylaczen i wyjatkow... a to kaplikuje prawo...a prawo z
            zalozenia ma byc jasne i przejrzyste

    • nnina13 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 19:57
      KONKUBENT - to okropne słowo ... brrr
      no ale powiedzmy mój partner, przyjaciel, prawie mąż czyli KONKUBENT
      ma wszelkie moje pełnomocnictwa zarówno do kont, do reprezentowania
      mnie przed wszelkimi organami administracji publicznej, do sprzedaży
      mojego samochodu (bo akurat sprzedaję) etc.
      Mamy dom kupiony 50/50% itd. Slub nie jest nam potrzebny, bo na co
      to komu skoro się kochamy. Po smierci jego dziecko dziedziczy jego
      połówkę (ale mam dożywotnią służebność) a moje dziedziczy po mnie.
      Każde z nasz miało juz slub, który okazał się niepotrzebnym
      wydatkiem na zalegalizowanie jak sie okazało nieudanego związku.

      Ślub jest dobry dla młodych panienek,które nie chcą być "starą
      panną" dziwię się jednak tym, którzy slubują powtórnie.
      • july-july Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 20:03
        Aja się nie dziwię, bo niektórzy robią to dla ułatwienia. Ale pęd do ślubu i
        duma "wyszłam za maż" też mnie bawią.:)
    • malarysa Na tym świecie żyją też ludzie niewierzący 11.02.09, 20:39
      I nie należy ich obrażać. Dla nich ślub cywilny jest ważny. Nie oznacza to
      jednak, że konkubinatu nie należy w jakiś sposób zalegalizować. Francja ma coś
      takiego jak związek partnerski.
    • arwen75 Re: konkubinat jako oficjalny stan cywilny 11.02.09, 20:50
      A ja brałam cywilny we wtorek o 13:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka