Dodaj do ulubionych

Zabilem milosc ratujac ukochana...

IP: *.icpnet.pl 07.12.03, 22:52
Jestem chory na raka, lekarze daja mi miesiac zycia, moja dziewczyna caly
czas powtarza ze jak umre to ona tego dnia mnie odwiedzi, sporzadzila
testament. Kiedys zapytalem ja czy jak ja zdradze, zostawie dla innej czy
tez to zrobi, odpowiedziala ze wtedy sie nie zabije. Dzisiaj powiedzialem
jej ze mam inna i ze jej nie kocham, wpadla w atak placzu, wiecie co znaczy
widok ukochanej ktorej kazda wylewana lza przezemnie tak boli? nie moglem
tego zniesc i wyszedlem. Kocham ja i nie mam innej, cierpie strasznie,
umierac w samotnosci to pieklo ale ratuje jej zycie, nie chce by ona sobie
cos zrobila, podarla testament krzyczac ze juz nie zabije sie dla mnie ze
nie warto, ucieszylem sie, ale teraz jestem sam a za miesiac przyjdzie mi
zejsc z tego swiata. Bede przezywal ostatchnie tchnienie w bolu i cierpieniu
bez ukochanej przy moim boku, ona byla mym lekarstwem tamą dla mego
bolu...ale wiem ze warto, jezeli mam jej uratowac zycie poswiecam siebie,
nas dla niej. Mam pytanie-czy dobrze zrobilem??
Obserwuj wątek
    • Gość: Triss Merigold Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... IP: *.acn.waw.pl 07.12.03, 22:54
      Coś bredzisz. Człowiek, któremu został miesiąc życia nie łazi spokojnie, nie
      podrywa kobiet i nie pisze głupot do netu.
      • tsunami1 Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... 07.12.03, 23:01
        masz problemy ze zrozumieniem tekstu, nikogo nie podrywam, a tetniaki mozgu
        maja to do siebie ze zabijaja nawet podczas zakupow, nie wiesz co znaczy bol
        glowy i czesciowy paraliz reki, wiec zamknij sie zanim zaczniesz kogos
        obrazac, nie zgodzilem sie na operacje bo lekarze i tak dawali mi nie wielkie
        szanse, guz jest umiejscowiony w miejscu gdzie po operacji moglbym byc
        niewidomy i miec zaburzenia psychiczne i daja mi 90% szans ze tak sie stanie.
        Nie boje sie smierci ale boje sie kalectwa z reszta lista chorob ktore bede
        mial po operacji jest ogromna a szanse na przetrwanie znikome
        • lola211 Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... 07.12.03, 23:05
          A od kiedy tetniak jest rakiem?
          • Gość: Triss Merigold Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... IP: *.acn.waw.pl 07.12.03, 23:12
            I ten tętniak tak równo za miesiąc pęknie? Rzadko zdarzają się tak precyzyjne
            diagnozy... Ciekawe.
            Co robi człowiek miesiąc przed smiercią? Młody - nie wiem ale wiem co robią
            starsi - cierpią, żegnają się z bliskimi o ile są prztomni.
            Ten post jedzie mi prowokacją na kilometr, jeśli się mylę to zwracam honor
            autorowi.
            • reniatoja Wbrew pozorom... 07.12.03, 23:16
              ... Raz skradzionego honoru nie mozna tak latwo zwrocic. :)))
            • lolyta Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... 07.12.03, 23:31
              A moze autor jest zdrowy jak rydz ale na przyklad ksiazke pisze i chce w tym
              celu glebiej zbadac ludzkie reakcje czy cos? Bo moze, w przeciwienstwie do
              Ciebie, _nie jest pewien_, CO robia ludzie na miesiac przed smiercia?
            • Gość: gepart czester Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.03, 00:11
              poza tym Triss czlowiek, ktory jest naprawde chory i szuka jakiegos wsparcia w
              necie nie pisze w tak stonowany sposob.
              Albo przeklina, albo jest nieprzyjemny, albo w liscie czuc placz - w ogole
              jakies emocje.
              a to po prostu tania proba zwrocenia na siebie uwagi
              pozdrawiam
              ps
              to pewnie jeden z tych pajacow, ktorzy mysla, ze dziewczyny bez nich zyc nie
              moga - byc moze chcial sie utwierdzic w tym przekonaniu
              • Gość: Lucy Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 10.12.03, 08:37
                przede wszystkim, jeśli ktoś podejmuje tak trudną decyzję, w obliczu śmierci,
                (wyrwaną z korzeniami z amerykańskiego filmu - ale to jak widać w nawiasach),
                to nie pyta potem na forum "czy dobrze zrobiłem"!
                • reniatoja Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... 10.12.03, 08:51
                  Gość portalu: Lucy napisał(a):

                  > przede wszystkim, jeśli ktoś podejmuje tak trudną decyzję, w obliczu
                  śmierci,
                  > (wyrwaną z korzeniami z amerykańskiego filmu - ale to jak widać w
                  nawiasach),
                  > to nie pyta potem na forum "czy dobrze zrobiłem"!


                  a dlaczego tak uwazasz?
                  • Gość: Lucy Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 10.12.03, 09:15
                    bo taką decyzję trzeba PRZEMYŚLEĆ, ROZWAŻYĆ, wiąć za i przeciw, zmagać sie ze
                    sobą. Dobro własne czy dziewczyny itd. Rozterki ma się przed podjęciem decyzji.
                    Jeśli to pytanie padłoby wtedy, to może ewentualnie brzmiałoby prawdopodobnie.
                    A teraz co? Jeśli forumowicze napiszą, że źle zrobił, to poleci do laski i jej
                    powie, że ją okłamał, dla jej własnego dobra, ale tak naprawdę to ją kocha
                    itd.??
                    dziwne mi się to wydaje.
                    dziwne również wydaje mi się to pogodzenie ze śmiercią. Każdy ma instynkt i
                    walczy, nawet jak jest 1%!!!
          • tsunami1 Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... 07.12.03, 23:49
            kiedy tetniak jest juz duzy i ma pokazne rozmiary objawia sie jako guz
            tetnicy, dla mnie nazwa guz to guz

            lola211 napisała:

            > A od kiedy tetniak jest rakiem?
        • reniatoja Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... 07.12.03, 23:09
          Skoro piszesz serio (zalozmy, ze tak jest, wszak na swiecie dzieja sie rzeczy,
          o ktorych filozofom sie nie snilo), to serio odpowiem, ze wg mnie w tej
          sytuacji postapiles slusznie. Jesli panna faktycznie gotowa zycie sobie
          odebrac, a teraz jest zaklepane, ze przezyje, to lepiej, ze sklamales. ty
          jakos wytrzymasz, ostatecznie kazdy tak naprawde jest sam ze swoja smiercia,
          jesli faktycznie zostal Ci miesiac, to dasz rade zniesc jakos te samotnosc, a
          dziewczyna niech zyje , co komu przyjdzie po jej smierci samobojczej. Nawet
          szanse na to, ze po drugiej stronie byscie sie spotkali bylyby marne, wiec
          lepiej niech pocierpi troche i pozniej zyje spokojnie jeszcze dluggie lata.
          Wszystko jeszcze przed nia.

          P.S. Przykro mi, ze cierpisz i umierasz, ale nie moglam w innym tonie napisac
          tego posta, jakos mi nie przechodzi przez klawisze roztkliwianie sie. Wybacz.
      • lolyta Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... 07.12.03, 23:07
        A skad ta pewnosc co robi czlowiek ktory ma miesiac zycia przed soba? I co on
        mianowicie robi?
    • wessna Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... 07.12.03, 22:58
      ile masz lat?
      • tsunami1 Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... 07.12.03, 23:05
        mam 21 lat
        • reniatoja tsunami 07.12.03, 23:14
          Tsunami dlaczego, skoro w pierwszym poscie jestes mezczyzna, to w drugim,
          gdzie piszesz juz jako zalogowany Tsunami, przy cytowaniu, system podaje:
          Tsunami napisala" , nie "Tsunami napisal" ?
          • Gość: Triss Merigold Re: tsunami IP: *.acn.waw.pl 07.12.03, 23:21
            Yyy każdy może się pomylić i źle ocenić.
            Tsunami = brzoskwineczka? inne owoce tudzież kwiatki?
          • tsunami1 Re: tsunami 07.12.03, 23:22
            tsuanmi to login mojej siostry, chcialem byc zalogowany ale swojego loginu nie
            mam wiec dala mi swoj bym skorzystal-jakos nie lubie pisac jako ktos
            nieznajomy pozatym ja internetu w domu nie mam

            reniatoja napisała:

            > Tsunami dlaczego, skoro w pierwszym poscie jestes mezczyzna, to w drugim,
            > gdzie piszesz juz jako zalogowany Tsunami, przy cytowaniu, system podaje:
            > Tsunami napisala" , nie "Tsunami napisal" ?
            • lola211 Re: tsunami 07.12.03, 23:24
              A na moje pytanie powyzej odpowiesz?
            • reniatoja Re: tsunami 07.12.03, 23:25
              tsunami1 napisała:

              > tsuanmi to login mojej siostry, chcialem byc zalogowany ale swojego loginu
              nie
              > mam wiec dala mi swoj bym skorzystal-jakos nie lubie pisac jako ktos
              > nieznajomy pozatym ja internetu w domu nie mam
              >


              Przyznaje, wytlumaczenie bardzo kompatybilne z atmosfera (podejrzen) panujaca
              na tym watku. Kupuje je (to tlumaczenie znaczy). Czego sie nie robi dla
              konajacych.
              • tsunami1 Re: tsunami 07.12.03, 23:53
                ok ide juz dziwia mnie wasze insynuacje zostalo mi jeszcze 30 minut drogi do
                domu a nie wypada siedziec tu w nieskonczonosc szkoda ze czlowiek chcial
                uslyszec odp na pytanie a uslyszal tylko insynuacje i podejrzenia
                • reniatoja Re: tsunami 07.12.03, 23:55
                  Nieprawda, ja w jednym z moich postow odpowiedzialam Ci bardzo serio, anwet
                  nie zauwazyles. Przykro mi
                • lolyta Re: tsunami 07.12.03, 23:57
                  Moze to dlatego, ze malo kto wie, _jak rozmawiac i o czym z ludzmi ktorym
                  zostal miesiac zycia_ wiec na wszelki wypadek zakladaja ze to nieprawda?
                  • lola211 Re: tsunami 07.12.03, 23:57
                    Bo to podpucha!
    • Gość: zioooom Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 08.12.03, 00:54
      "...podarla testament krzyczac ze juz nie zabije sie dla mnie ze nie warto..."

      to Ci sie udało najlepiej, serio masz talent chłopie, szkoda że odchodzisz
    • gradaczka Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... 08.12.03, 03:19
      Az ciarki mnie przeszly czytajac ten watek, w ktorym zimni bezduszni ludzie
      traktuja wprost okrutnie autora. Ja nie widze powodu by tak sie zachowywac.
      Jezeli uwazacie ze podpucha to nie piszcie NIC>

      Ja zawsze zakladam, ze watek jest powazny, bo wole zeby ktos potem sie smial ze
      mnie (ze powaznie wzielam), niz miec wyrzuty sumiani ze sie potraktowalo kogos,
      kto naprawde potrzebowal wsparcia.

      Zycze Wam zebyscie sie znalazly w takiej samej sytuacji i zeby ktos wtedy Wam
      zdrowo dokopal.

      A do autora: Uwazam ze zle zrobiles - prawda jest najwazniesza
      I wcale nie wierze ze dziewczyna by sie zabila.
      • lola211 Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... 08.12.03, 09:34
        > Az ciarki mnie przeszly czytajac ten watek, w ktorym zimni bezduszni ludzie
        > traktuja wprost okrutnie autora.

        A co jest okrutnego w demaskowaniu cymbała, który zarty sobie stroi z ciezkiej
        choroby?

        Ja nie widze powodu by tak sie zachowywac.
        > Jezeli uwazacie ze podpucha to nie piszcie NIC>

        No jasne, a on bedzie miał ubaw po pachy jak bedą odpisywac mu osoby które
        przejmą sie losem zartownisia.Niech na drugi raz bardziej sie postara i załazy
        wiarygodny wątek.

        > Ja zawsze zakladam, ze watek jest powazny, bo wole zeby ktos potem sie smial
        ze
        > mnie (ze powaznie wzielam), niz miec wyrzuty sumiani ze sie potraktowalo
        kogos,
        > kto naprawde potrzebowal wsparcia.

        Wybacz, ale jak powaznie traktowac kogos kto sie placze w zeznaniach i nawet
        nie wie na co jest niby chory?

        > Zycze Wam zebyscie sie znalazly w takiej samej sytuacji i zeby ktos wtedy
        Wam
        > zdrowo dokopal.

        Uwazaj, bo takie zyczenia lubia wracac do nadawcy.

        > A do autora: Uwazam ze zle zrobiles - prawda jest najwazniesza
        > I wcale nie wierze ze dziewczyna by sie zabila.
        • fact Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... 08.12.03, 13:49
          lola211 napisała:

          >
          > A co jest okrutnego w demaskowaniu cymbała, który zarty sobie stroi z
          ciezkiej
          > choroby?

          Jestes pewna na 100% ze robi zarty???

          >
          > Ja nie widze powodu by tak sie zachowywac.
          > > Jezeli uwazacie ze podpucha to nie piszcie NIC>

          Nie pisz NIC. Zrozumiala???


          No i korona ci z glowy spadnie??? Co tak sie boisz ze ktos bedzie mial ubaw
          Twoim kosztem. Masz jakies kompleksy???


          >> > Zycze Wam zebyscie sie znalazly w takiej samej sytuacji i zeby ktos wtedy
          > Wam
          > > zdrowo dokopal.
          >


          Tez tego Ci zycze, zebys sie znalazla w sytuacji autora.
          Ale hej, co sie obawiasz, przeciez to podpucha...
          • lola211 Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... 08.12.03, 13:55
            > Jestes pewna na 100% ze robi zarty???

            Gdybym nie była nie pisałabym tego.

            > Nie pisz NIC. Zrozumiala???

            Tobie sie cos chyba pomyliło.A kim ty jestes, zebys mi mówił co mam pisac a co
            nie?

            > No i korona ci z glowy spadnie??? Co tak sie boisz ze ktos bedzie mial ubaw
            > Twoim kosztem. Masz jakies kompleksy???

            Jasne, całe mnóstwo.Jak tylko brak argumentów to od razu posadzenia o
            kompleksy, normalka.

            > Ale hej, co sie obawiasz, przeciez to podpucha...

            Dlatego sie nie obawiam.
    • lilith76 Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... 08.12.03, 14:28
      sorry, ale to twoja dziewczyna zachowuje się niedojrzale i infantylnie. brednie
      o samobójstwie w obliczu śmierci ukochanej rzekomo osoby nie są najlepszym
      pomysłem na podtrzymanie jej na duchu. bardziej interesuje ją własny ból, niż
      twoja choroba.
      fakt, historia wygląda jak z 147 odcinka telenoweli...
    • gidanka Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... 10.12.03, 09:12
      ja tez wam zycze zeby cos takiego Was spotkalo a inni beda sie drzec jak
      podpucha.
      Autor pyta sie o rade tych, ktorzy zyczliwie to zrobia.Uwazacie ze watek
      podpucha, to omijajcie go wielkim kolem.
      • reniatoja Re: Zabilem milosc ratujac ukochana... 10.12.03, 09:27
        O jaka rade pyta Autor? Nie znalazlam zadnego pytania o rade tylko o ocene
        raczej. I ocenilam w ktoryms tam poscie. Ale nie mow, ze czytajac ten watek
        (razem z mglistym tlumaczeniem na temat nicka tsunami) nie przeszla Ci przez
        mysl watpliwosc co do autentycznosci przedstawionego problemu. No po prsotu
        nie uwierze, ze tak bezkrytycznie wierzysz w kazde slowo. Pewnosci miec nie
        mozna (wiec ja np odpowiedzialam serio w ktoryms miejscu) ale wiekszosc znakow
        wskazuje, ze to jednak podpuszka jest. A jesli nie jest? No to trudno, to
        przed smiercia facet doswiadczy jeszcze jak to jest byc niezrozumianym,
        wyszydzonym , obsmianym na forum internetowym. Czy uwazasz, ze to cokolwiek
        zmieni w jego sytuacji ? Czy my mozemy pomoc, albo zaszkodzic komus, kto
        twierdzi, ze umiera? Nie mozemy. Tak naprawde nie mozemy nic tu pomoc czy
        zaradzic, wiec nie ma co drzec szat. Nic takiego sie nie stalo, nikt go nie
        zbluzgal, nikt nie zlorzeczy. A watpliwosci miec - kazdy ma prawo, watek
        opisuje rzecz tak nieprawdopodobna, ze trudno tych watpliwosci nie miec.
        • gidanka czesc reniu :-))))) 10.12.03, 11:55
          masz racje reniu,
          tylko ze ja kiedys tez napisalam tutaj majac prawdziwy problem, i tez
          zakrzyczano mnie ze podpucha.Dlatego rozumiem co autor moze czuc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka