basiaimisia Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 13:21 Ja zdecydowanie jestem za zamieszkaniem razem. Przecież możecie sami wynająć kawalerkę ewentualnie pokój w prywatnym domu Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 13:40 Jesli koniecznie chcecie ze soba mieszkac zeby sie 'przetestowac' to koniecznie we 2, bez rodzicow. Choc ja jestem przeciwna pomieszkiwaniu razem, ktore jednak jest najwygodniejsze dla mezczyzny i nie daje kobiecie zadnej ochrony czy gwarancji. Znam takie co po 6 latach mieszkania razem znalezly sie z niczym myslac ze bez papierka 'nowoczesnie' sie utrzyma. Ale prawda jest taka, ze bez papierka latwiejsza jest i decyzja o wspolnym mieszkaniu, jak i wspolnym rozstaniu, wiec ludzie czesto nie podchodza do tego bardzo powaznie, tylko na zasadzie wygodniej i latwiej we 2. Gdybym byla facetem, nie zdecydowalabym sie na slub. Jako kobieta uwazam ze madrzej jest go wziac. Zobaczysz ze po latach pomieszkiwania na 99% bedziesz musiala go do slubu zmuszac. Cala idea 'testowania kandydata w praniu' jest dla mnie przejawem niedojrzalosci. Dziecko tez bedziesz testowac i jak nie bedzie wg twoich wyobrazen, to je 'odstawisz'? Odpowiedz Link Zgłoś
annie_laurie_starr Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 14:17 Mieszkalam przed slubem z moim mezem i dzisiaj z perspektywy osmiu lat malzenstwa i ponad 11 lat znajomosci widze, ze mieszkanie razem bylo decyzja, ktora dla mnie niefortunna. W dniu zamieszkania z moim chlopakiem pokazalam mu, ze to ja jestem osoba, ktora stara sie o ten zwiazek, a on juz nie musi. Na poczatku jest fajnie - czlowiek czuje sie jak na dobrych prochach; jestem taka samodzielna, taka wyzwolona mieszkam z chlopakiem i dbam o zwiazek. Po co mi papierek? Momentalnie jednak wchodze w role zony, ktora nie jestem. Potem nagle chce byc ta zona, ktora juz de facto jestem tylko bez korzysci w postaci wspolnego rozliczenia podatkowego mowac lekko cynicznie. A gdy nia zostaje to nagle okazuje sie, ze moja pozycja w zwiazku bylaby duzo mocniejsza, gdybym nie mieszkala przed z nim slubem, a nawet przed deklaracja co do slubu. Moze to mnie bardziej zalezalo na tym zwiazku i po latach nadal boli, ze sie czlowiek tak spalal jak w piosence Kazika. Jestem nadal z tym samym czlowiekiem i kochamy sie i nie planujemy rozstania, ale sama przed soba musze przyznac, ze gdybym miala zycie przezyc jeszcze raz to prawdopodobnie nie zdecydowalabym sie na mieszkanie razem. Nie ma czegos takiego jak "dotarcie sie". Po latach znamy osobe, ze ktora jestesmy lepiej niz na paczatku, ale maleje takze chec przymykania oka na problemy. Na miejscu autorki cieszylabym sie okresem bycia razem bez mieszkania razem i bez dodatkowych obowiazkow. Trzy lata to jest dlugi okes czasu - kto wie czy chlopak, z ktorym dzisiaj chcesz zamieszkac i wziac slub jest tym, z ktorym spedzisz zycie. Nie zamykaj sie z nim we wspolnym mieszkaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
elle444 Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 16:27 Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Jak już wcześniej pisałam moj mąż chciał ze mną chodzić 3 lata, zanim by mnie uznał za godna zostania jego żoną. Przez ten czas chciał rzecz jasna ze mną mieszkać, żeby już teraz móc korzystać z uroków małżeństwa. Jak postawiłam wyraźne veto, to się okazało, że chce mnie poślubić już za pół roku. Zaczął też jeszcze bardziej zabiegać, bo mężczyźni lubią niezależne kobiety, a jak już wcześniej pisałam, wpółlokatorka jest zaklepana, ewentualne rozstanie będzie dla niej porażką, wiec tak łatwo się jej nie zniechęci. Co więcej ponieważ przed ślubem spotykaliśmy się tylko 1,5 roku, to po ślubie dalej byliśmy sobą nienasyceni. To było jak nowy początek, na pewno ślub w tej fazie związku daje kolejne impulsy dla jego rozwoju. Teraz dalej liczy sie z moim zdaniem, bo go tego po prostu na początku związku nauczyłam. Nowoczesność nowoczesnością, ale długotrwałe chodzenie bez ślubu jest dla kobiety tak samo upokażające, jak długotrwałe chodzenie bez seksu dla faceta. (Swoją drogą, ciekawe który czekałaby 3 lata). Ok są kobiety, które z jakiś powodów mają uraz do małżeństwa, ale jesli w głębi duszy nie jesteśmy az takie "nowoczesne" to pomieszkiwania nie polecam. Dla mnie byłaby to udręka. Odpowiedz Link Zgłoś
mujer_bonita Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 16:48 elle444 napisała: > zostania jego żoną. Przez ten czas chciał rzecz jasna ze mną > mieszkać, żeby już teraz móc korzystać z uroków małżeństwa. Jak > postawiłam wyraźne veto, to się okazało, że chce mnie poślubić już > za pół roku. Czyli klasyczne kupczenie seksem :) Małżeńska prostytucja :) Odpowiedz Link Zgłoś
cherokee77 Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 18:10 Dzieki Elle444 za klarowne i rozsadne podejscie do tematu, podpisuje sie obiema rekami, niestety naleze do kobiet ktore ulegajac nowoczesnym dyrdymalkom w stylu new age popelnilam wszystkie bledy jakich rozsadna kobieta nie ma prawa popelniac , z zamieszkaniem razem przed slubem na czele . Efektem jest malzenstwo bedace calkowitym nieporozumieniem , po latach maz sam sie zreszta przyznal ze ozenil sie tylko dlatego zeby nie stracic cieplego gniazdka jakie mu przed slubem stworzylam , malo tego , ma do mnie pretensje o to malzenstwo ,uwaza ze winna mu bylam kontynuacje zwiazku na kocia lape , bo on tak chcial i mu sie nalezalo!!! W obliczu rozwodu maz uznal ze caly nasz dorobek jest jego ,jako zadoscuczynienie jego poswiecenia , szkoda mi siebie , a jeszcze bardziej coreczki... Odpowiedz Link Zgłoś
kalam07 Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 18:17 po latach maz sam sie zreszta przyznal > ze ozenil sie tylko dlatego zeby nie stracic cieplego gniazdka jakie > mu przed slubem stworzylam , malo tego , ma do mnie pretensje o to > malzenstwo ,uwaza ze winna mu bylam kontynuacje zwiazku na kocia > lape , bo on tak chcial i mu sie nalezalo!!! no pewnie a gdybyście nie zamieszali ze sobą przed ślubem to Twój mąż jak z dotknięciem czarodziejskiej różdżki nie okazałby się skończonym palantem ? on był jest i będzie palantem niezależnie od tego czy byś z nim nie zamieszkała przed ślubem czy zamieszkała. zresztą to, że on nie chciał się żenić powinno ci dać do zrozumienia, żeby go pogonić, miałaś znak jasny jak słońce w południe i tylko przez własną głupotę cisnęłaś dalej na ślub faceta-idiotę, który chiał sie bawić w dom masz co sobie zgotowałaś, Twoje mieszkanie przed ślubem doskonale pokazywało że koleś jest beznadziejny. Twoj przypadek doskonale pokazuje, że mieszkanie przed ślubem, może uchronić człowieka od katastrofy ... trzeba tylko jeszcze wyciągać odpowiednie wnioski Odpowiedz Link Zgłoś
trup Elle44, głupi ten twój facecik. 19.05.09, 22:05 tyle zachodu dla takiej wyrachowanej, zimnej, pozbawionej uczuć...(--- autocenzura--). mam nadzieję, że jest z ciebie chociaż cud urody i twój jeździec nie zrobił z siebie durnia nadaremnie. Odpowiedz Link Zgłoś
4g63 Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 17:30 . Gdybym byla facetem, nie zdecydowalabym sie na slub. Jako kobieta uwazam ze m > adrzej jest go wziac. Zobaczysz ze po latach pomieszkiwania na 99% bedziesz mus > iala go do slubu zmuszac. > i co sądzisz że ten papierek coś zmieni? że odsłoni kurtynę za którą będzie nowe życie z nowymi możliwościami? że odsłoni gamę nowych nieznanych wam uczuć itp???? - bzdura ślub niczego nie zmieni, i jeśli ma cię zostawić to zostawi, a jeśli nie to nie, chyba że znalazłaś faceta idiotę - to co innego > Cala idea 'testowania kandydata w praniu' jest dla mnie przejawem niedojrzalosc > i hahaha dobre, naprawdę śmieszna jesteś, widać że napatoczyłaś się na "śmierdzącego kartofla" i teraz musisz z tym żyć, ale innym ludziom, pozwól podejmować normalne i trafne decyzje, a "testowanie" jest przejawem dojrzałości i odpowiedzialności za swoje i swojej przyszłej rodziny życie, jak czytam takie wypociny jak twoje to aż się niedobrze robi, że takie głupoty można wypisywać Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 19:07 Sadze ze papierek cos zmieni. 'Swiadomosc' papierka pozwala mlodym na nie podejmowanie decyzji o slubie pohopnie, bo odwrotu nie ma. Pomieszkiwac mozna co 2 lata z inna osoba, przeciez to 'nic wiazacego', w kazdym momencie mozna zwinac manatki (sadze ze osoby bardziej impulsywne to po prostu robia). Slub cywilny jest deklaracja publiczna: wybralam sobie te osobe na wspolne spedzenie zycia. Czego deklaracja jest mieszkanie razem? Chcemy SPROBOWAC zyc razem? To jest zwiazek nie na powaznie, ale 'na czas probny' blizej nieokreslony? Mieszkam z nim, ale jak proba nie wypali to odstawie do salonu? Przede wszystkim radze, tak jak niektorzy pisali najpierw zamieszakac samej i zdobym doswiadczenia zyciowe zamiast sie spieszyc w stworzeniu tymczasowego, probnego gniazdka ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
kosciotrupek Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 20.05.09, 05:13 Bingo, myślę, że to, co napisałaś jest najlepszą odpowiedzią na posty takie jak napisała kalam piętro wyżej i jej podobne. Nie mogę pojąć tego, że ludzie widzą w ślubie tylko papierek, a nie ZOBOWIĄZANIE. Czyli coś, czego trzeba dotrzymać. Zobowiązując się do spłacania kredytu też podpisuję papierek i nie płaczę, że lepiej by mi było bez niego (mimo, że na pewno byłoby lepiej :-) ) i może by tak bank się ze mną umówił, ze będę spłacać dopóki będzie mi z tym dobrze albo dopóki będę widziała sens tego, co robię, albo dopóki nie będę musiała się za bardzo dla banku poświęcać itp. A inna sprawa, która mnie zdumiewa, to fakt, że tak kompletnie nie poruszają nas historie osób, które piszą o własnych trudnych i bolesnych doświadczeniach. O swoich błędach. O tym, że gdyby dzisiaj podejmowali jakieś decyzje, to zrobiliby to inaczej. Bo widzą ile ich samych i ich rodzinę kosztowały te błędne decyzje. Jest parę takich historii w tym wątku, ale jakoś przechodzą bez echa. A przecież ich autorzy tez kiedyś pewnie mysleli, że pozjadali wszystkie rozumy (z całym szacunkiem dla autorów, kto z nas ostatecznie tak kiedyś nie myślał! Tyle tylko, że w tak ważnych sprawach jak małżeństwo lepiej jest się uczyć na czyichś błedach, bo własne mogą zbyt drogo kosztować) i że nie muszą nikogo słuchać. Dokładnie jak autorzy większości postów na tym forum. Odpowiedz Link Zgłoś
julyana Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 20.05.09, 08:05 Owszem, małżeństwo z definicji jest zobowiazaniem. Ale ile osób tak do tego podchodzi, nawet tych nawiedzonych dziewcząt co marzą o białej sukni? Niewiele, wiekszosć ma to gdzieś. Ludzie nie lubią takiego postrzegania zjawisk, które zmusza ich do wysiłku. Dlatego pohamowałabym nabożny stosunek do ślubu i małżeństwa, które rzekomo scalaja zwiazek i czynia go poważnym. Odpowiedz Link Zgłoś
zdruzgotana81 Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 22:42 ciekawa jestem ile z was jest katolikami ktorzy mowia ze wierza w Boga.... posluchajcie tego goscia ...polecam www.jacek-pulikowski.izajasz.pl/konferencje-mp3.html Odpowiedz Link Zgłoś
volga_jasnowidzaca Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 20.05.09, 00:23 Przeczytalam caly watek i zauwazylam, ze kwestia, ktora rozni oba obozy jesy kwestia zalozen, co jest celem zycia kobiety. Opcja Elle i podobnych zaklada, ze celem zycia kobiety jest zlapanie meza. Proces lapania nie zaklada etapu rekrutacji i selekcji, bo nie zaklada ze zwiazek tworza dwia rownoprawne podmioty majace wzajemnie duzo sobie do zaoferowania. Kobieta w tej koncepcji jest polproduktem (za to mezczyzna chyba poltoraproduktem, bo egzystuje bez kobiety doskonale - trzeba go lapac, oraz posida skladnik uzasadniahacy egzystecje tejzej). Jsli rozumiemey zalozenia tej koncepcji, oczywiste jest, ze trzeba uzyc wszytkich sil aby jak najszybciej sobie zapewnic uzasadnienie egzystencji i 'dziecko pod sercem'. Oboz drugi zaklada, ze kobieta (zarowno jak meczyzna) posiada rozne cele w zyciu, jednym z wazniejszych jest nalezienie partnera. PARTENRA, ktory cos od nas otzryma i cos odda w zamian, wiec nalezy te decyzje podjac madrze i po namysle. W tej koncepcji kobieta moze egzystowac sama - przed i po 30' - bo rownoczesnie moze zdobywac korone swiata, odnosic sukcesy w pracy czy tez uczyc sie grac na balalajce. A cieple uczucia to ja mam do kierowcy autobusu, ktory nie zamknal mi drzwi przed nosem. Mojego partnera kocham i wiem ze te decyzje podejmyje nie na podstawie potzreby uzasadnienia swej egzystencji, po prostu znalazma tego wlasciwego. I Panie badz blogosawion, ze nie posloubilam tego chlopca, z ktorym spotykalpam sie na studiach bo na bank bylabym dzis rozwodka. Dobry byl i jego zona jest szczesciara tylko ze nie dla mnie (to jest swiadoma decyzja o wyborze partenra, nie lapanka, aby szybciej. Aha, lat 30 skonczylam, nie tak dawno, ale jednak, wiec chyba juz moja glowa jest opromieniona laska doswiadczenia i mowic moge (ale dziatwy nie posiadam, i wiecie co, moj partner chce a ja nie. W cyrku powinni mnie pokazywac). Slub wezme, jask bede chciala. A mieszkamy razem, i dobrze, bo ja nie umiem prasowac:P (Moja s.p bacia mowia nawet ze 'meza sie dostaje' i ta 'koncepcja' pochodzila wlasnie od tego kupowania kota w worku - dopiero po slubie i w trakcie wspolnego mieszkania kobieta sie dowiadywala jakiego meza 'dostala') Odpowiedz Link Zgłoś
luksusowa.narzeczona slusznie prawisz, Volga 20.05.09, 10:57 popieram w calej rozciaglasci. mnie zadziwiaja zawsze kobiety, dla ktorych celem zycia jest zlapanie meza, bo jako nie-mezatki czuja sie pol-wartosciowe, jak to trafnie ujelas. Odpowiedz Link Zgłoś
kpaxxx Oczywiście że mieszkać 19.05.09, 14:00 Paulino zrób wszystko żeby zamieszkać razem przed ślubem. Dopuki tego nie zrobicie tak na prawdę się nie znacie, chociaż zapewne wydaje Wam się inaczej. Ja z moją byłą żoną przed ślubem byłem 8 lat. Od czasów licealnych do skoczenia studiów. Nie zamieszkaliśmy razem z powodu jej nadmiernej religijności rodziców. Rozwód był rok po ślubie ... po prostu okazało się że w zderzeniu z życiem codziennym nie byliśmy w stanie funkcjonować razem ... Odpowiedz Link Zgłoś
julyana Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 14:00 Przeczytałam cały wątek - widze nowe wcielenie nieszczesliwejmezatki. Poza tym współczuję kompleksów i braku poczucia własnej wartosci tym, ktore twierdzą, że baba bez chłopa jest nieszczęśliwa, baba z chłopem bez ślubu jest wykorzystywana i drży o swą przyszłość, a baba która nie "ułoży sobie życia" do 30- tki jest stracona. No biedni są ludzie z takim podejsciem, współczuc trzeba, a nie sie śmiać. Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 14:44 ...dodaj do tego jeszcze zastęp bab, które w samcu widzą tylko samca. Co tylko pić będzie, skarpety rzucać gdzie popadnie i dupy mu w głowie tylko... Ech. Boski ten wątek jest. Swoją drogą, ja jakoś mieszkam "razem" od trzech lat - i na czwarty planuję ślub, bo jest coraz fajniej ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
julyana Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 20.05.09, 07:37 Tak, ja bardzo wspołczuje kobietom, które mają podejscie typu "żeby facet chciał mnie na żonę" i "chciał" jest tu słowem kluczowym. Łaskę sfrustrowanej robi, moze i dobrze, bo bez tego byłaby nieszczęśliwa, niech ma coś z życia. Cóż, jest wiele takich dla których sam fakt bycia w związku liczy sie duzo bardziej niz jakość tego związku. Odpowiedz Link Zgłoś
lacido Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 14:17 no to przez te dwa lata mieszkajcie gdzieś indziej a po ślubie u mamy Odpowiedz Link Zgłoś
hollowcat mieszkanie z rodzicami po 20tce to chora sytuacja 19.05.09, 15:10 19-20 lat to okres w którym człowiek powinien sie wyprowadzić od rodziców. To ich dom i ich zasady. Wyprowadź się, zamieszkaj z chłopakiem/narzeczonym/mężem i będziesz się czuła wolna. Mieszkanie z chłopakiem/mężem u rodziców to poroniony pomysł. Może przyspieszyć ropzad związku już nie mówiąc o komforcie czy intymności (gdzie seks uprawiać?). Odpowiedz Link Zgłoś
kpaxxx To zależy ... 19.05.09, 16:42 Hollowcat wszystko zależy od tego co człowiek porabia w wieku 20 lat. Nie wszystkie studia pozwalają na to żeby jednocześnie pracować i zarabiać pieniądze na utrzymanie ... Odpowiedz Link Zgłoś
mili_vanili tak! nt. 19.05.09, 15:31 Nie zdecydowałabym się na związek z kimś, z kim bym 2 lata nie pomieszkała. raz tak zrobiłam :/ Odpowiedz Link Zgłoś
anoresk Re: tak! nt. 19.05.09, 17:34 Ja też...W wieku 21 lat poznałam starszego o 7 lat mężczyznę. Dopóki spotykaliśmy się w łikendy , było pięknie. Po 2,5 roku zamieszkaliśmy razem. No i nagle , z miesiąca na miesiąc , okazało się , że facet w ogóle się nie nadaje : był ( i jest nadal ) uzależniony od swojej matki , mnie zaczął traktować jak małe dziecko ( jednoczesnie silna potrzeba kontroli i opieki ) i wykorzystywał seks jako sposób trzymania mnie w szachu. Gdybym z nim nie zamieszkała , NIGDY bym tego się nie dowiedziała... Ale jak zycie pokazuje , każdy ma inne doświadczenia i decyzja( i jej konsekwencje )zależy od autorki. Odpowiedz Link Zgłoś
hotaru85 NIE NIE NIE!!! 19.05.09, 17:39 nie popełniaj mojego błędu! po zamieszkaniu razem facet będzie miał wszystkie przywileje męża (wyprane, ugotowane, wyprasowane, posprzątane, seks o każdej porze) a ty wszystkie obowiązki żony - więc po co miałby chcieć legalizować związek? zamieszkacie razem a po 5 latach pukniesz się w czoło i zrozumiesz swój błąd. Odpowiedz Link Zgłoś
kalam07 TAK TAK TAK !!! 19.05.09, 18:03 a to maz ma zakaz gotowania czy prasowania, czy włączenia pralki ? a kobieta w przeciwieństwie do faceta nie ma prawa do seksu o każdej porze ? CO ZA PARANOJA ! ja jestem w podobnej sytuacji jak autorka wątku, kończę studia i idę na swoje (mam własne mieszkanie), chce zamieszkać z moja partnerką, niech się przekona czy da radę wytrzymać z takim popaprańcem jak ja ;))) co do zdania rodziców (rozwiedzeni) to mój ojciec nie ma nic przeciwko ... ale matka jest przeciw, bo to 'niemoralne' i kropka, jak 'odbijam piłeczkę' że ślub mogę brać choćby jutro, to też jej nie pasuje ;], najlepiej jakbym dalej mieszkał w domu i na jakieś kolejne studia poszedł ;] zdecydowany jestem jednak postąpić tak jak zaplanowaliśmy, mama będzie obrażona - trudno, za mnie życia nie przeżyje, zresztą po tym co miałem w domu przez prawie 20 lat konfliktów moich rodziców, wole sprawdzić czy nadaję się do życia. więc droga autorko wątku, rób jak uważasz, nie ulegaj presji rodziców, jeśli ulegniesz to tylko i wyłącznie Ty będziesz ponosić konsekwencje de facto ich decyzji Odpowiedz Link Zgłoś
hotaru85 ... 19.05.09, 18:18 wtedy to już nie będzie PRZED ślubem ale BEZ ślubu. a ty możesz sobie tylko gdybać bo tego nie przeżyłaś więc nie teoretyzuj. Odpowiedz Link Zgłoś
mujer_bonita Re: NIE NIE NIE!!! 19.05.09, 18:16 hotaru85 napisała: > nie popełniaj mojego błędu! po zamieszkaniu razem facet będzie miał > wszystkie przywileje męża (wyprane, ugotowane, wyprasowane, posprzątane, seks o > każdej porze) a ty wszystkie obowiązki żony - więc po co miałby chcieć > legalizować związek? zamieszkacie razem a po 5 latach pukniesz się w czoło i > zrozumiesz swój błąd. Jeżeli Twoim zdaniem tak wygląda małżeństwo to ja NIGDY nie chcę być żoną :) Odpowiedz Link Zgłoś
black_tangens Zamieszkajcie razem na probe a slub np. po 2latach 19.05.09, 19:53 Zamieszkajcie razem na probe a slub np. po 2latach, jak ze soba pomiszkacie. Jestescie jeszcze mlodzi, wiec nie musicie sie tak szybko hajtac. I tak powinniscie powiedziec mamusi, ze ozenek jest planowany - to ja uspokoi - ale dopiero po zamieszkaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: NIE NIE NIE!!! (racja, lepiej nie) 19.05.09, 18:18 Ale dlaczego? W sensie, kto mu te przywileje dał? I co za różnica, czy te przywileje przyszły przed czy po ślubie - tu jest pytanie - po jakiego wała wychodzić za takiego... wała? Porażka. hotaru85 napisała: > nie popełniaj mojego błędu! po zamieszkaniu razem facet będzie miał > wszystkie przywileje męża (wyprane, ugotowane, wyprasowane, posprzątane, seks o > każdej porze) a ty wszystkie obowiązki żony - więc po co miałby chcieć > legalizować związek? zamieszkacie razem a po 5 latach pukniesz się w czoło i > zrozumiesz swój błąd. --- HTTP://blackops.wordpress.com Odpowiedz Link Zgłoś
gronostaj8 hahaha 19.05.09, 18:19 to twój facet nie umie prać, gotować, sprzątać? moje współczucie... Wg ciebie żona to niewolnica która wykonuje prace domowe? Ja jestem facetem i jakoś potrafię prać, gotować, prasować i sprzątać. To są rzeczy którymi współlokatorzy/narzeczeni/małżonkowie muszą sie dzielić. A gdy zamieszkam ze swoją dziewczyną napewno bedziemy się dzielić obowiązkami. Póki co sam wynajmuje o ona mieszka z koleżankami. Odpowiedz Link Zgłoś
kura28 Re: NIE NIE NIE!!! 19.05.09, 18:56 hotaru85 napisała: > nie popełniaj mojego błędu! po zamieszkaniu razem facet będzie miał > wszystkie przywileje męża (wyprane, ugotowane, wyprasowane, posprzątane, > seks o każdej porze) a ty wszystkie obowiązki żony Masakra. Naprawdę tak widzisz rolę partnerki w związku? Współczuję. Facetowi też. Odpowiedz Link Zgłoś
tojatojatoja Re: NIE NIE NIE!!! 19.05.09, 19:35 hotaru85 napisała: > nie popełniaj mojego błędu! po zamieszkaniu razem facet będzie miał > wszystkie przywileje męża (wyprane, ugotowane, wyprasowane, posprzątane, seks o > każdej porze) a ty wszystkie obowiązki żony - więc po co miałby chcieć > legalizować związek? zamieszkacie razem a po 5 latach pukniesz się w czoło i > zrozumiesz swój błąd. To, że Ty dałaś się zapędzić w kierat kury domowej na usługach własnego faceta, nie oznacza, że każda kobieta zrobi tak samo mieszkając z facetem bez ślubu. ;-) A może pomyślisz mniej stereotypowo i wyobrazisz sobie, że to autorka wątku będzie miała "wyprane, ugotowane, wyprasowane, posprzątane, seks o każdej porze"! :-) Odpowiedz Link Zgłoś
hotaru85 po slubie nic sie nie zmieni 20.05.09, 09:10 ja to akurat lubię, odpowiada mi to. może źle się wyraziłam, chodziło mi o to że skoro wszystko już mamy a po ślubie nic się nie zmieni (dalej będziemy mieszkać razem i raz w tygodniu robić zakupy w tesco) to po co wydawać kupę kasy i brać ślub? ślub powinien być wstępem do wspólnego życia, jeśli to życie już jest (nawet sąsiedzi myślą, że jesteśmy małżeństwem) to po co go brać? ostrzegam tylko, że jeśli nie macie już ustalonego terminu to zamieszkanie razem może spowodować, że do ślubu nigdy nie dojdzie. Odpowiedz Link Zgłoś
julyana Re: NIE NIE NIE!!! 20.05.09, 07:57 Nigdy tego nie zrozumiem. Dla kobiety związek = niewolnictwo, a jest gorącą orędowniczką ślubów. Odpowiedz Link Zgłoś
wenecka_maska Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 17:58 Jestem za tym zeby młodzi rok co najmniej przed slubem pomieszkali razem ale nie u rodziców tylko osobno,bo randki to co innego a zycie we dwoje czasem 24godz ze soba,to co innego i ma to byc na całe życie.W ten sposob sprawdza sie czy moga na sobie polegac w zdrowiu i w chorobie,i jak sie im uklada ,bo kazdy z nich ma inne przyzwyczajenia i nawyki wyniesione z domu i najwazniejsze czy potrafia nawzajem tolerowac swoje zachowania i zmieniac swoje przyzwyczajenia gdyby trzeba bylo. Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 18:59 Macie wszyscy racje z tym przetestowaniem w praniu, ze lepiej przetestowac niz nie. Tez tak myslalam bedac na studiach i myslac ze cala kariera przede mna, feminizm, i ze kobiety maja te same prawa a zwiazek partnerski jest naturalny. Prawda jest taka, ze wszystkie kolezanki 'nowoczesne' w koncu i tak wchodzily z czasem w role kobiety ktora czeka z kolacja. Nie ludzmy sie-w wiekszosci przypadkow to facet robi wieksza kariere, a wiekszosc kobiet po osiagnieciu pewnego pulapu zostaje zostawiona w tyle. Chyba 'normalne' jest to ze partner pracujacy tylko 8 godzin na dobe, i nie jezdzacy w delegacje non stop, wciela sie w role tego, ktoremu obowiazkow domowych przypada nie 50% ale kolo 80%. Kobieta z czasem nawet bez slubu wciela sie w role 'zonki'. Bez jednak jakichkolwiek gwarancji w przypadku: choroby, smierci czy innych ewentualnosci w stylu zdrada i wyprowadzka z dnia na dzien. Co do tzw dotarcia sie. Badania pokazuja, ze tzw przedmalzenskie dotarcie jest iluzja i po slubie trzeba sie docierac od nowa i na innych zasadach. Slub jest z zalozenia decyzja 'ostateczna' i partnerzy dopiero po jego zawarciu tworza zasady 'stad do wiecznosci'. Pewne rzezcy tolerowane na kocia lape, nie sa juz tolerowane po slubie itp. Z doswiadczenia wiem, ze wymagania sa wieksze i jesli chodzi o lojalnosc, uczciwosc, i jesli chodzi o zarzadzanie pieniedzmi, domem itp. Problemy na zasadzie 'kto zostawia brudne skarpetki' tak naprawde nie sa problemem prawdziwym, a maskuja klopoty powazniejsze, tematy ktore na 'kocia lape' sie nigdy nie pojawiaja, bo nie ma takiej potrzeby, albo pojawiaja w wersji bardziej 'light' (w kazdej chwili moge sie wyprowadzic, wiec nie musze wypracowywac kompromisu). Oczywiscie dotyczy to cie w taakim stopniu, o ile w ogole chcesz slubu. Bo jesli chcesz zyc w wolnym zwiazku to jest co innego - idz i mieszkaj :-) Odpowiedz Link Zgłoś
mujer_bonita Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 19:22 ligaturka napisała: > chcesz zyc w wolnym zwiazku Po raz kolejny: Nie ma czegoś takiego jak 'wolny związek'. To oksymoron :) Związek może być niesformalizowany. Odpowiedz Link Zgłoś
ew_81290 Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 19:28 z a m i e s z k a ć ! :) Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 19:29 Dobrze, popelnilam blad, zwiazek ktorego definicja jest brak czegos ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
black_tangens Mieszkalam bez slubu, ozenilam sie potem i 19.05.09, 19:58 nie widze problemu. To jest to samo czy sie mieszka bez czy ze slubem z facetem i sa te same problemy z dotarciem. Oczywiscie pod warunkiem, ze to mieszanie bez slubu jest traktowane jako dotarcie sie przed slubem jako taki etap przed slubem, ktory nastapi, bo przeciez sie kochamy i traktujemy powaznie. Odpowiedz Link Zgłoś
black_tangens Mieszkalam bez slubu, wyszlam za maz oczywis 19.05.09, 20:01 scie. Chyle czolo nad moja glupota i niesprawnoscia jezykowa. Usprawiedliwiam sie tym, ze juz troche mieszkam poza Polska i nawet w domu nie mowie po polsku:-( Odpowiedz Link Zgłoś
free_tybet666 Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 20:37 co Cie opetalo ?!!dziewczyno, KOBIETO!!! nie wiesz ze to ciezki grzech i nie pojdziesz za to do Nieba? rodzice probuja Cie ratowac ale Zly widac juz Cie ma.... Odpowiedz Link Zgłoś
theorema troche statystyki 19.05.09, 20:55 wiesz, tak sie skladA, ZE WIEKSZOSC PAR, KTORE ZACZELY ZABAWE W DOM PRZED SLUBEM, NIE DOCZEKUJE GO PO PROSTU, ok.60 %. jesli planujesz slub, wlasnie z NIM, nie rob tego bledu. Chyba, ze na zycie patrzysz jak na pasmo przygod, zwiazkow, dwu-trzy-letnich, masz prawo - wtedy ok. Wspolne mieszkanie rodzi wiele konfliktow, nawet u zgodnych par i slub jest motywacja do rozpracowywania problemow, a nie pakowania walizek przez byle pierdoly. smutne, i brzmi moze nieco staroswiecko, ale w dobie konsumpcjonizmu, takze w zwiazkach, kiedy produkt niespelniajacy oczekiwan wywala sie do smieci, bardzo prawdziwe. I sprawdzone... Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: troche statystyki 19.05.09, 21:10 Calkowicie sie zgadzam, wreszcie troche statystyk na temat niedoczekania sie na slub. Istnieje zjawisko tzw przechodznia zwiazku, ktore postepuje wiekszymi krokami jesli sie razem zamieszka. Z doswiadczenia po kilku latach zwiazku niezformalizowanego to kobiecie bardziej zalezy na zalegalizowaniu niz mezczyznie. I tu okazuje sie, ze ten caly tzw feminizm mozna sobie wyrzucic przez okno, bo wieksze szanse na sukces maja kobiety ktore lepiej sie 'sprawdzaja' w trakcie 'mieszkania na probe' - sa lepszymi paniami domu, 'dogadzaja' konkubentowi kulinarnie, mozna tez sie postarac o mala 'wpadke' w postaci dziecka. Kobieta ktora stara sie sklonic konkubenta do poslubienia jej tym sposobem naraza sie tylko na smiesznosc i wspolczucie. Moze po prostu porozmawiaj z partnerem chwile i o ile nie jestescie super mlodzi i naprawde sie kochacie, sprobujcie ustalic date za np.rok i zobaczyc co na to chlopak. Uwierz mi, ze jest to najlepszy sposob by zobaczyc czy facet jest dobrym materialem na wspolne zycie - jesli chce sie tylko bawic w dom bo tak wygodniej to zniknie z twojego zycia, i lepiej teraz niz za 3 lata ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: troche statystyki 19.05.09, 22:27 Pardon, ale się od dupy strony do problemu zabieracie. Zakładacie, że to zamieszkanie ma być "na próbę" przed ślubem. Zakładacie jakiś związek przyczynowo-skutkowy tam, gdzie go nie ma, a tam, gdzie faktycznie jest, wyciągacie mylne wnioski. Co to za kretyńska statystyka, która mówi, że ileś tam związków "nie doczekuje ślubu"? W sensie, co w tym złego? Skąd to parcie na poślubienie akurat TEGO faceta, skoro po 2-3-letnim pomieszkaniu razem związek zaczyna się rozpadać? Czy to nie jest właśnie znak tego, że owo "sprawdzenie" zadziałało - i dało negatywny wynik? Co to za argument, że jeśli się chce poślubić akurat TEGO, to lepiej z nim nie mieszkać wcześniej? Dżizas, a nie przyszło Wam do głowy, że można po prostu I chcieć mieszkać razem, I chcieć wziąć ślub - i niekoniecznie jedno uzależniać od drugiego? A jeśli wbrew statystyce to nie jemu, a jej po 2 latach odechce się ślubu? Rozumiem, że to dział kobiecy, rozumiem, że kobiety z zasady są w tym dziale święte, ale... litości. Mnie się wydawało, że jeśli się kogoś kocha, to chce się z nim spędzać czas. Jeśli dobrze się z nim spędza czas, można z nim zamieszkać, wtedy wspólnego czasu jest więcej. Jeśli chce się wziąć ślub, to z przeświadczenia, że akurat z TYM - i z miłości. A nie dla wpasowania się w jakieś statystyki. Czy żeby koniecznie zdążyć do 30. A już na pewno nie dla SAMEGO FAKTU wzięcia ślubu, który PRZED NICZYM NIE ZABEZPIECZA I NICZEGO NIE GWARANTUJE. Po 30 też jest życie, coś wiecie może na ten temat? ;-) ligaturka napisała: > Calkowicie sie zgadzam, wreszcie troche statystyk na temat niedoczekania sie na > slub. > > Istnieje zjawisko tzw przechodznia zwiazku, ktore postepuje wiekszymi krokami > jesli sie razem zamieszka. > > Z doswiadczenia po kilku latach zwiazku niezformalizowanego to kobiecie bardzie > j > zalezy na zalegalizowaniu niz mezczyznie. I tu okazuje sie, ze ten caly tzw > feminizm mozna sobie wyrzucic przez okno, bo wieksze szanse na sukces maja > kobiety ktore lepiej sie 'sprawdzaja' w trakcie 'mieszkania na probe' - sa > lepszymi paniami domu, 'dogadzaja' konkubentowi kulinarnie, mozna tez sie > postarac o mala 'wpadke' w postaci dziecka. Kobieta ktora stara sie sklonic > konkubenta do poslubienia jej tym sposobem naraza sie tylko na smiesznosc i > wspolczucie. > > Moze po prostu porozmawiaj z partnerem chwile i o ile nie jestescie super mlodz > i > i naprawde sie kochacie, sprobujcie ustalic date za np.rok i zobaczyc co na to > chlopak. Uwierz mi, ze jest to najlepszy sposob by zobaczyc czy facet jest > dobrym materialem na wspolne zycie - jesli chce sie tylko bawic w dom bo tak > wygodniej to zniknie z twojego zycia, i lepiej teraz niz za 3 lata ;-) > Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: troche statystyki 19.05.09, 23:26 Mozna spokojnie chciec mieszkac razem i chciec brac slub i traktowac je jako dwa zdarzenia niezalezne, oczywiscie pozornie ;-) Kwestia jest to, ze 'caly w tym ambaras, aby dwoje chcialo naraz'. Wyobrazam sobie ze przed mieszakaniem razem i budowaniem ogniska domowego obydwie strony sa albo i nie w tym samym stopniu zainteresowane wejsciem zwiazku na 'kolejny etap' czyli zamieszkaniem. I to jest fajne przez pewiem czas, bo jest novum. Niestety potem jesli zwiazek jest ok tzn bez jakis patologii, wezmy pod uwage 'przecietny' zwiazek szczesliwy z gorkami i dolkami. W takim zwiazku po pewnym czasie, zazwyczaj kobieta, probuje jednak wejsc na kolejny etap - slub. Ale mezczyznie (choc pewnie istnieja tez sytuacje odwrotne) takie status quo konkubinatu odpowiada. Uwazam, ze lepiej nie tracic zycia na 'testowanie' roznych panow, ktorzy po 3 latach pomieszkiwania stwierdzaja ze na slub nie sa gotowi, lepiej miec jasnosc przed zamieszkaniem, ze ktos jest niedojrzaly a nie zyc iluzja, ze 'dojrzeje' itp. slubu, > który PRZED NICZYM NIE ZABEZPIECZA I NICZEGO NIE GWARANTUJE. Nie zgadzam sie, nie zabezpiecza i nie gwarantuje ale zwieksza zabezpieczenie i gwarancje, WLASNIE PRZEZ TO, ze trudniej sie jest z niego wyplatac i spakowac 'bo nei pasujemy do siebie'. Cokolwiek byscie glosili tu na forum, kobieta ktora chce slubu jest slabsza polowa zwiazku. Nie wiemy co chlopak Pauliny mysli na ten temat. Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: troche statystyki 20.05.09, 14:15 > Cokolwiek byscie glosili tu na forum, kobieta ktora chce slubu jest slabsza polowa zwiazku. I według mnie właśnie w ten sposób wzmacniasz bzdurną opinię o "słabszej" roli kobiety w związku... a potem jest płacz, że to faceci są źli. A co z facetami, którzy chcą ślubu? Eh. --- HTTP://blackops.wordpress.com Odpowiedz Link Zgłoś
stara_dominikowa Re: troche statystyki 19.05.09, 21:30 theorema, dobrze prawicie! szczególnie podpisuję się pod tym fragmentem: slub jest motywacja do rozpracowywania > problemow, a nie pakowania walizek przez byle pierdoly Odpowiedz Link Zgłoś
black-emissary Re: troche statystyki 19.05.09, 22:49 theorema napisała: > slub jest motywacja do rozpracowywania > problemow, a nie pakowania walizek przez byle pierdoly I choćby właśnie dlatego warto przed owym ślubem sprawdzić, czy sama chęć bycia razem jest już wystarczającą motywacją. Jeżeli nie to lepiej spakować walizki. Odpowiedz Link Zgłoś
julyana Re: troche statystyki 20.05.09, 08:01 A wiesz dlaczego sporo zwiazkow "mieszkających" nie doczekuje ślubu? Bo dzieki wspólnemu mieszkaniu wychodzą na jaw pewne rzeczy, cechy, zachowania i często okazuje sie, że nie potrafimy sie dogadać, nie pasujemy do siebie, nie chcemy byc razem. Co pozwala uniknąć błędu hajtnięcia sie w ciemno z nieodpowiednim człowiekiem, a później płaczu, że "po ślubie sie zmienił". Odpowiedz Link Zgłoś
stara_dominikowa Re: troche statystyki 20.05.09, 09:42 > Bo dzieki wspólnemu mieszkaniu wychodzą na jaw pewne rzeczy, cechy, > zachowania i często okazuje sie, że nie potrafimy sie dogadać, nie > pasujemy do siebie, nie chcemy byc razem. te "pewne rzeczy" wyjdą zawsze. nie ma par idealnych. nie ma osób pasujących do siebie jak dwa klocki lego. chodzi o motywację do wypracowania kompromisu. można się zawsze dogadać - jeśli się CHCE. jeśli priorytetem jest bycie razem i wspólna przyszłość to zachowania, cechy i "pewne rzeczy" da się w części wypracować, zaakceptować lub tolerować. a jeśli ten priorytet jest - nie ma strachu przed deklaracją jaką jest ślub. ponadto oprócz tego co zastałyśmy i co "wyłazi" podczas mieszkania razem - ludzie cały czas się zmieniają i z tym trzeba się liczyć. dochodzą nowe cechy, kształtują się nowe nawyki. człowiek to nie robot wielofunkcyjny, nie da się go wypróbować i zwrócić gdy nie spełni oczekiwań. Odpowiedz Link Zgłoś
black-emissary Re: troche statystyki 20.05.09, 13:59 Po ślubie to już się MUSI. Przed ślubem trzeba CHCIEĆ. Dlatego właśnie pewne sprawy warto dograć PRZED. Odpowiedz Link Zgłoś
delfina77 Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 21:17 Robcie swoje i rodzina sie nie przejmujcie, w koncu to ty bedziesz ponosila wszelkie konsekwencje tego, ze poslubilas tego a nie innego faceta a nie oni. Wspolne zamieszkanie otwiera oczy na wiele spraw, juz po roku powinnas zorientowac sie, czy warto brac slub czy jednak nie:) Odpowiedz Link Zgłoś
nezu-chan Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 21:52 Ja jestem jak najbardziej za mieszkaniem razem i przed ślubem i po ślubie. Tylko moim zdaniem mówienie, że to na próbę, sprawdzenie trochę nie ma sensu. Po prostu dwoje ludzi zaczyna żyć ze sobą, bo tego chce i już. Uczy się być razem, dociera, zbliża. Albo się udaje albo nie. Tak samo po ślubie jak i przed. Większe znaczenie od tego czy to "przed" czy "po" ma to z jakim podejściem się wchodzi w związek, czy z rozidealizowanym romantycznym natchnieniem czy z odrobiną rozsądku. Taką odrobiną, która pozwala łatwiej znieść jego gorszy nastrój, zatrucie żołądkowe, zużytą nitkę do zębów na stole itd. I to działa w dwie strony, tylko naiwne kobiety mogą wierzyć, że ich okropny facet robi tyle wkurzających rzeczy, a one są ideałami tworzącymi rodzinne ognisko. My mieszkamy razem bo wynajmowanie dwóch odzdzielnych pokojów i codzienne dojazdy do siebie byłby zbyt męczące. Naprawdę nie czuję się niewolnicą, która tworzy domowe ciepełko. To on gotuje, ja zmywam - po równo. On robi karierę, ja też. A ślub pewnie kiedyś weźmiemy, ale to będzie raczej potwierdzenie tego co już dawno wiemy. Odpowiedz Link Zgłoś
mfigaro Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 21:40 Paulino, zamieszkanie razem przed ślubem - na prawdę się przydaje. Pozwala świadomie podjąć decyzję. A sam problem jest - wydaje mi się trochę źle postawiony. Równie dobrze można powiedzieć, że to rodzice wybierają - czy akceptują ciebie, twój sposób życia i poglądy czy nie. Ty już wybrałaś - chcesz mieszkać razem ze swoim ukochanym. Przecież nie odrzucasz przy tym swoich rodziców. Oni nie mają prawa się wtrącać w Twoje prywatne życie. Tak więc - nie ma się czym martwić, że będziesz skłócona z rodziną - jeśli będą mieli ochotę na "skłócenie", będzie to ich problem. Równie dobrze Ty mogłabyś im coś nakazać (np jak się mają ubierać) bo jak nie - to się na nich obrazisz. Absurd, czyż nie? A zamieszkanie bez rodziców - myślę że jest lepsze i dla Was i dla nich. Wam pozwoli na samodzielność (to na prawdę wspaniałe poczucie - ja je uwielbiam), a im na zaakceptowanie Twojej dorosłości. życzę powodzenia! :-) mf Odpowiedz Link Zgłoś
ygawa81 Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 20.05.09, 15:15 Witam wszystkich! Banalna rzecz: Slub cywilny: " i przyrzekam , że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo bo zgodne, szczęśliwe i trwałe" Słub kościelny: " przyrzekam Ci miłośc, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę.." Dla mnie to nie papierek to obietnica - ważna i prawdziwa bo złożona wobec narzeczonego i wobec Boga. Pozdrwaiam Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 20.05.09, 15:18 Nigdy nie mów "nigdy", jak mawiają. Oczywiście, że to wielka obietnica. Szczególnie statystyki rozwodów mówią o jej wielkości i sile... ;-) ygawa81 napisała: > Witam wszystkich! > > Banalna rzecz: > > Slub cywilny: " i przyrzekam , że uczynię wszystko aby nasze > małżeństwo bo zgodne, szczęśliwe i trwałe" > > Słub kościelny: " przyrzekam Ci miłośc, wierność i uczciwość > małżeńską oraz że Cię nie opuszczę.." > > Dla mnie to nie papierek to obietnica - ważna i prawdziwa bo złożona > wobec narzeczonego i wobec Boga. > Pozdrwaiam Odpowiedz Link Zgłoś
lonely.stoner Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 22:11 czytam wiekszosc wpisow i nie moge uwierzyc ze ludzie maja nadal takiep oglady w 21 wieku!! ze kobieta ma znalezc meza do 30tki - rany, co z ta 30tka?? jakas magiczna liczba czy co??? jak sie ma 31 to tak nagle sie brzydnie i starzeje ze zaczyna sie wygladac jak 60 latka czy co sie dzieje??i co to za fobia z tym mieszkaniem razem??i trakotwaniem mezczyzny jak jakiegos psa normalnie albo uposledzponego umyslowo co jak zacznie mieszkac z kobieta bez slubu to na bank ja rzuci?? to na cholere w ogole z takim brac slub??? Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 22:53 Sledze watek, ale nie widze jakiejs depresji ze wzgledu na to ze do 30tki trzeba miec slub i 'ulozyc sobie zycie'. Uwazam ze ma sie cale zycie na puszukiwanie tego jedynego, albo tych jedynych ;-) Autorka powiedziala, ze slubu chce i przypuszcza sie ze jest po 20tce. Kazdy bierze pod uwage swoje doswiadczenia i doswiadczenia przyjaciol. Moje przyjaciolki w Polsce kolo 30tki placza sie w historie 'bez przyszlosci' i czuja ogolnie 'starosc', sa zniechecone gdzie poznac kogos wartosciowego, w kolo ludzie z dzieciakami. Sadze wiec, ze w Polsce z powodu presji spolecznej 30tka jest (i tak o duzo juz przesunieta) granica staropanienstwa w duzych miastach. Na pocieszenie nie jest tak w krajach tzw Zachodu, poniewaz paradoksalnie jest sie ciezej usamodzielnic dzieciom rodzin nie ustawionych, ludzie wykrztalceni wiec nie spiesza do slubu/dzieci do 30tki, granica psychologiczna to jest 35 lat, kiedy przecietna osoba ma bezpieczna umowe/oszczednosci by moc zrobic kredyt na mieszkanie itp. I nie chodzi o to jedynie, ze facet rzuci, ale o to, ze niefajnie jest byc kobieta z bagazem doswiadczen zmuszajaca konkubina do slubu. Odpowiedz Link Zgłoś
blue_ula Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 22:39 również uważam, że faceta trzeba przetestować przed ślubem. Najważniejszą rzeczą po uczuciach jest stosunek obojga do pieniędzy,zwłaszcza kiedy ich brakuje. W polskich realiach zazwyczaj bywa tak, że facet robi karierę, a kobieta stwarza mu warunki do robienia tej kariery. Ślub taką umowę sankcjonuje w ten sposób,że po ewentualnym rozstaniu dzieli majątek dorobkowy na pół. W wolnym związku, jeśli zgodzisz się ułatwiać karierę facetowi, a on się rozmyśli i odejdzie do innej, ty zostajesz na lodzie w kwestiach materialnych. Odpowiedz Link Zgłoś
lonely.stoner Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 23:12 blue_ula napisała: > również uważam, że faceta trzeba przetestować przed ślubem. Najważniejszą rzecz > ą po uczuciach jest stosunek obojga do pieniędzy,zwłaszcza kiedy ich brakuje. > W polskich realiach zazwyczaj bywa tak, że facet robi karierę, a kobieta stwarz > a mu warunki do robienia tej kariery. Ślub taką umowę sankcjonuje w ten sposób, > że po ewentualnym rozstaniu dzieli majątek dorobkowy na pół. W wolnym związku, > jeśli zgodzisz się ułatwiać karierę facetowi, a on się rozmyśli i odejdzie do > innej, ty zostajesz na lodzie w kwestiach materialnych. ja przestaje czytac ten watek, bo jak czytam takie posty jak powyzszy to zaczynam wierzyc ze Polska jest jakos zamrozona w XIX wieku. Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 19.05.09, 23:34 Ciesze sie ze jestes sama juz w XXII wieku ;-) Poczytaj sobie moze troche o historii i istocie malzenstwa w roznych kulturach. Kwestie materialne sa ich istotna, jesli nie najwazniejsza czescia. Albo mialas niewiele zwiazkow, albo masz bardzo niewiele lat. Odpowiedz Link Zgłoś
elizja Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 20.05.09, 02:05 Mnie się wydaje, że wszystko rozbija się o antykoncepcję. Większość moich pierworodnych znajomych (po 30) poczęła się przed ślubem ich rodziców. Po prostu jeśli ludzie uprawiali seks, to kobieta zachodziła w ciążę i w konsekwencji był ślub. Teraz tak nie jest. Najpierw pary długo, długo docierają się pomieszkując razem i albo dotrą się - mężczyzna stwierdza, że jest mu wygodnie i wreszcie godzi się na małżeństwo, albo się rozchodzą i kobieta ma w plecy 3-6 lat życia, które mogłaby wykorzystać na wychowanie dzieci (jeśli oczywiście chce mieć dzieci). Jak już się pobiorą, to kobieta zaczyna drążyć i urabiać faceta, żeby wreszcie zgodził się na dziecko, bo ma już 32 lata, a on nadal to odkłada. A jeśli za jego plecami odstawi antykoncepcję, to wszyscy zmieszają ją z błotem, bo traktuje go jako dawcę plemników. W ten sposób stosując antykoncepcję kobiety ukręciły sobie bat na własne plecy - mogą być nowoczesnymi singielkami w luźnym związku, ale większości wcale nie o to chodziło, bo tak naprawdę chcą być mężatkami i matkami. A rozwody? Były i będą, czy po roku znajomości przed ślubem, czy po 10 latach docierania się. Nie ma tu żadnej reguły. Odpowiedz Link Zgłoś
annie_laurie_starr Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 20.05.09, 07:55 O swieta naiwnosci - to nie faceta sie testuje przez wspolne mieszkanie, tylko mezczyzna testuje... Troche wiecej realizmu. Odpowiedz Link Zgłoś
silling nie ma mowy! 20.05.09, 05:06 problemy jak z XIX wieku albo jak u jakis arabow normalnie... Odpowiedz Link Zgłoś
blue_ula Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 20.05.09, 08:02 mieszkanie z facetem u rodziców nie jest żadnym testowaniem związku, a zwyczajnym uprawianiem seksu pod ich dachem. Jak sobie wyobrażasz, że usmażysz kotleta facetowi, a sama pójdziesz na innego kotleta do mamusi? Mieszkanie z rodzicami po ślubie też jest znaczną ułomnością, ale oni mają wtedy poczucie, że inwestują w rodzinę swojego dziecka, a nie w bliżej nieokreślone coś. Radzę zamieszkać razem, ale w wynajętym mieszkaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
julyana Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 20.05.09, 08:09 blue_ula napisała: > mieszkanie z facetem u rodziców nie jest żadnym testowaniem związku, a zwyczajnym uprawianiem seksu pod ich dachem. A tu sie zgodzę - albo sie usamodzielniasz, albo nie. To tak jakby ktos chciał mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko. Wiem, ze wiele osób w Polsce tak mieszka - para + rodzice jednej z osób, głównie z powodów finansowych. Ale ja juz wolałabym mieszkać oddzielnie niz tak, chociaż rodziców mam fajnych. Albo na swoim, albo wcale. Odpowiedz Link Zgłoś
devaitis Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 20.05.09, 08:45 Ci z was którzy mówią : "zamieszkaj sprawdzisz, przetestujesz, pozwoli Ci to uniknąć błędu, ..jeżeli nie pasujecie do siebie" To po prostu egoiści, egoizm, egozim! Umieć rozwiązać problem, zastanowić się, porozmawiać, to ejst to co tygryski lubią najbardziej!!! Małżeństwo jest powołaniem i swoistym skokiem w morze niepewności. ZAWSZE 5 lat mieskzania przed - nic nie da, nic nie "dotrze", nic nie sprawdzi, nic/nikogo nie przetestuje. Odpowiedz Link Zgłoś
pan_i_wladca_mx Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 20.05.09, 09:22 mas zracje, najlepiej zlapac jakiekolwiek chlopa, byleby chlopem byl, zmusic do slubu (najskutecnziejsza jest <<nieplanowana>> ciaza) a potem sie docierac, albo przez 7 lat chodzic za raczki i spotykac sie w weekendy, wtedy to dopiero mamy oglad kogo wprowadzamy w nasze zycie! nie wierze po prostu nie wierze w to co wy tu wypisujecie, ze jak zamieszkamy razem to nagle robie sie darmowa prostytutko-sprzataczka, JAKICH WY FACETOW NA SWEJ DRODZE SPOTKALYSCIE!! jakis motloch!! Odpowiedz Link Zgłoś
niedowiary77 Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 20.05.09, 09:49 pan_i_wladca_mx napisała: > ze jak zamieszkamy > razem to nagle Ale co szkodzi spróbować?;) Odpowiedz Link Zgłoś
bubster Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 20.05.09, 16:54 Spróbuj rozwiązać problem drogą dyskusji gdy po ślubie okaże się że facet zdradza/bije/pije (niepotrzebe skreślić). Odpowiedz Link Zgłoś
dagusia333 Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 20.05.09, 09:42 Czasy konsumpcjonizmu sprawiły, że mamy podobny stosunek do ludzi jak i przedmiotów.Coś zostało wyprodukowane tanio byle jak, na krótko i do kosza.W związki wchodzą teraz młodzi ludzie pochodzący z takich 'bylejakich produkcji', małżeństwa ich rodziców też się rozpadły i nie ma co liczyć na to, że oni mają jakieś dobre wzorce.Są zdolni tylko do tego by żyć równie byle jak, mieć jak najwięcej korzyści dla siebie samych, najlepiej bez zobowiązań.Pomieszkiwanie przed ślubem nigdy nie odda do końca realiów życia małżeńskiego.Oboje najczęściej pracują wracają wieczorami, coś wspólnie kupują, gotują, sprzątają + jakaś rozrywka i obmyślanie jak spędzić weekend.W małżeństwie jednak trzeba od początku brać się z życiem za bary, bo tu nic nie jest na próbę.Kupując coś w sklepie chcielibyśmy mieć pewność, że długo nam posłuży, jesteśmy nawet skłonni jednorazowo wydać więcej na jedna porządną rzecz, niż częściej na byle co.W dobie konsumpcjonizmu jednak na to liczyć nie można, to się przenosi również na ludzi, coraz więcej jest 'tanich w ładnych opakowaniach',ale pomieszkiwanie przed ślubem z takimi BEZ ZOBOWIĄZAŃ i tak ich nie zdemaskuje. Odpowiedz Link Zgłoś
julyana Re: 20.05.09, 10:07 Ech, każdy ma swoje zdanie i dobrze, nie ma sensu przekonywać się nawzajem, tym bardziej, że temat dotyczy sprawy dla każdego prywatnej - kto będzie chciał weźmie ślub, kto nie będzie chciał nie weźmie, któ będzie chciał zamieszka razem z rodzicami/bez rodziców/z psem/z kotem/z kumplem/z siostrą, a kto uważa, że musi złapać faceta na slub, bo inaczej będzie darmową kucharką i sprzątaczka, ten pewnie do końca życia będzie głupi. Odpowiedz Link Zgłoś
annie_laurie_starr Re: 20.05.09, 13:28 Ja mysle, ze w dyskusji chodzi o cos wiecej niz "zlapanie faceta na slub". Mysle tez, ze samodzielnosci najlpeiej uczyc sie jest osobno, a niekoniecznie we dwoje. Kobieta powinna miec poczucie, ze nezaleznie czy jest z mezczyzna czy nie to sobie da rade. Moze za bardzo nie lubimy byc sami ze soba, ze szukamy drugiego czlowieka do zielnie zycia pod jednym dachem, nawet jesli nie jestesmy tak do konco gotowi na taki model. Wspolne zycie nie powinno byc nauka samodzielnosci, czy damy rade. Nasuwa sie porownanie: nie da sie przeplynac basenu moczac tylko nogi do kostek. Nawet jesli to jest wspolne zamieszkanie na probe, to koszty emocjonalne moga byc wieksze niz sie przeiwdzialo. Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: 20.05.09, 13:48 > Ja mysle, ze w dyskusji chodzi o cos wiecej niz "zlapanie faceta na slub". > Mysle tez, ze samodzielnosci najlpeiej uczyc sie jest osobno, a niekoniecznie w > e > dwoje. Paulina nie pragnie samodzielności, ona chce małżeństwa, ale za dwa lata. Teraz konkubinat, potem małżeństwo - rozumiesz coś z tego? > Moze za bardzo nie lubimy byc sami ze soba, ze szukamy drugiego czlowieka do > zielnie zycia pod jednym dachem, nawet jesli nie jestesmy tak do konco gotowi n > a > taki model. Może. Paulina jednak pisze, że to wszystko z powodu wielkiej miłości, która nie może czekać. Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 będzie darmową kucharką 20.05.09, 13:44 > psem/z kotem/z kumplem/z siostrą, a kto uważa, że musi złapać faceta > na slub, bo inaczej będzie darmową kucharką i sprzątaczka, ten > pewnie do końca życia będzie głupi. Ja na pewno nie będę do końca życia darmową kucharka, choćby z tego powodu, że moja żona o wiele lepiej gotuje ode mnie. Nie ma czegoś takiego, jak "łapanie faceta na ślub" drogie dziecko. Jest łapanie "na dziecko", które niestety często prowadzi do rozwodu (po wymuszonym ślubie). Nie wyobrażam sobie, że moja córka będzie łapać faceta na seks i mieszkanie za darmo. Relacja musi być jasna i uczciwa - wspólnota, równe prawa i obowiązki, szacunek. Ale o ten szacunek trzeba zadbać głową, a nie d..ą! Facet zawsze sobie jakoś w życiu poradzi, małżeństwo jest potrzebne kobiecie! Odpowiedz Link Zgłoś
julyana Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 13:53 Średniowiecze i wąskie horyzonty. Dobrze, że ja mam normalnych rodziców - jak widać nie każdy ma takie szczęście (a pewnie nawet większosć nie ma), współczucia dla córki. Nie ma o czym dyskutować, eot. Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 14:09 > > i obowiązki, szacunek. Ale o ten szacunek trzeba > > zadbać głową, a nie d..ą! > Średniowiecze i wąskie horyzonty. Oczywiście, że średniowiecze i wąskie (egoistyczne) horyzonty. Nie mam zamiaru poświęcać się dla oświeceniowych idei. Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 14:13 gobi05 napisał: > Oczywiście, że średniowiecze i wąskie (egoistyczne) > horyzonty. > Nie mam zamiaru poświęcać się dla oświeceniowych idei. > Chyba nie "się", tylko córkę co najwyżej? ;-) --- HTTP://blackops.wordpress.com Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 15:16 > > Nie mam zamiaru poświęcać się dla oświeceniowych idei. > Chyba nie "się", tylko córkę co najwyżej? ;-) Owszem, córkę. Ale też i tą cząstkę mnie, którą włożyłem w jej wychowanie. Wyobraź sobie, że moje dzieci były w zasięgu wzroku (niemalże) przez pierwszych parę lat. Bez przerwy. Kiedy czytam o dwulatku, który wpadł do szamba, to nie tylko o dziecku myślę, ale i o rodzicach. Teraz są duże, same idą do szkoły, kolegów itd. ale nadal o nich myślę. Może byłoby inaczej, gdybym miał dziesięcioro dzieci - nie wiem. To nie jest tak, że dziecko nagle oddziela się od matki i już jest autonomicznym człowiekiem. Związek trwa. Ktoś napisał, że naród radziecki to ludzie bez dziadków, i to mi utkwiło w pamięci. Dziadkowie - rodzice - dzieci, przekaz kultury, wiedzy o społeczeństwie i świecie trwa. Gdzie nie ma takiego przekazu, tam wkracza Bravo Girl i MTV. Ktoś pisze o mnie "średniowiecze" - a cóż złego jest w poglądach które przetrwały 500 lat? W poglądach, które wspomogły przetrwanie 20 pokoleń ludzi? Jeżeli moi przodkowie sprzed 20 pokoleń to około miliona ludzi, to prawdopodobnie nie wszyscy mieli takie poglądy, ale to właśnie one przetrwały! Chyba warto to docenić? Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 15:22 Twoi i moi przodkowie wyznawali też prawdy takie jak ta, że kobieta jest nieczysta, że można bić żonę kijem o grubości kciuka i że skrzaty sikają do mleka. Też uważam, że warto cenić tradycję. Ale poważnie - właśnie o zmianę postrzegania kobiety w społeczeństwie mi chodzi. Śluby są dla mnie ok - czy to przed Bogiem, jak wolą niektórzy, czy przed urzędnikiem - ale przede wszystkim wobec siebie nawzajem. Tylko - przynajmniej ja - ślubuję i składam obietnice tylko wtedy, gdy jestem PEWIEN swoich deklaracji. A przed deklaracją lubię wiedzieć, "w co się pakuję", if you catch my drift. gobi05 napisał: > > > Nie mam zamiaru poświęcać się dla oświeceniowych idei. > > Chyba nie "się", tylko córkę co najwyżej? ;-) > > Owszem, córkę. Ale też i tą cząstkę mnie, > którą włożyłem w jej wychowanie. > Wyobraź sobie, że moje dzieci były w zasięgu > wzroku (niemalże) przez pierwszych parę lat. > Bez przerwy. Kiedy czytam o dwulatku, > który wpadł do szamba, to nie tylko > o dziecku myślę, ale i o rodzicach. > Teraz są duże, same idą do szkoły, kolegów > itd. ale nadal o nich myślę. > Może byłoby inaczej, gdybym miał dziesięcioro > dzieci - nie wiem. > > To nie jest tak, że dziecko nagle oddziela > się od matki i już jest autonomicznym > człowiekiem. Związek trwa. > Ktoś napisał, że naród radziecki to ludzie > bez dziadków, i to mi utkwiło w pamięci. > Dziadkowie - rodzice - dzieci, przekaz > kultury, wiedzy o społeczeństwie i świecie > trwa. Gdzie nie ma takiego przekazu, tam > wkracza Bravo Girl i MTV. > Ktoś pisze o mnie "średniowiecze" - a cóż > złego jest w poglądach które przetrwały > 500 lat? W poglądach, które wspomogły > przetrwanie 20 pokoleń ludzi? Jeżeli moi > przodkowie sprzed 20 pokoleń to około > miliona ludzi, to prawdopodobnie nie wszyscy > mieli takie poglądy, ale to właśnie one > przetrwały! Chyba warto to docenić? > Odpowiedz Link Zgłoś
julyana Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 14:17 Każdy widzi to co chce widzieć, gratuluje dobrego samopoczucia.:) Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 15:35 > Każdy widzi to co chce widzieć, gratuluje dobrego samopoczucia.:) To a propos czego? Nie mam dobrego samopoczucia, czuję się jakbym był jedyną osobą na tym forum myślącą o kosztach i korzyściach. Wszyscy inni to piewcy wolności, wolnej miłości i wolnych związków(!). Szacunek płynie z miłości, wierność nie wymaga przyrzeczeń, ukochany zawsze będzie taki jak go widzę... Co za bzdury! Ludzie, stańcie nogami na ziemi! W każdym związku zdarzają się konflikty. Mężczyźni nie umieją czytać w myślach. Z czasem wspomnienia tracą siłę. O szacunek dla siebie sam muszę zadbać. Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 15:44 gobi05 napisał: > czuję się > jakbym był jedyną osobą na tym forum > myślącą o kosztach i korzyściach. Hmm, związek to księgowość, ślub to transakcja? > Wszyscy inni to piewcy wolności, wolnej miłości > i wolnych związków(!). Wolnego seksu jeszcze, zbereźnicy jedni. I Mercedesa dla każdego. > Szacunek płynie z miłości, A nie? > wierność nie wymaga przyrzeczeń, Bo przyrzeczenie na serio cokolwiek zmienia... a kawałek niżej Gobi pisze o rozwodach. ukochany > zawsze będzie taki jak go widzę... Zaraz, zaraz, kto tak mówi? I jakie to ma znaczenie - w sensie, po ślubie to się nie zmieni? To chyba raczej nie jest "argument". > Co za bzdury! Ludzie, stańcie nogami na ziemi! > W każdym związku zdarzają się konflikty. Truizm, nikt nie twierdzi, że nie. Ba! Nawet większość twierdzi, że zdarzają się niezależnie od ślubu. > Mężczyźni nie umieją czytać w myślach. Kobiety też nie. > Z czasem wspomnienia tracą siłę. No i? > O szacunek dla siebie sam muszę zadbać. Słusznie, ale co ma mieszkanie dwójki ludzi ze sobą przed ślubem do szacunku? Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 14:03 Smutna prawda, ale prawda :-) Kobieta w konkubinacie tylko traci, jej pozycja niestety z wiekiem sie coraz bardzie pogarsza. Przypomnialam sobie badania, ktore kiedys przeprowadzono na parach malzenskich ktore mialy dlugi staz (3-10 lat) mieszkanie przed slubem. Wyniki byly druzgocace - wsrod par takich odsetek rozwodow byl parokrotnie (niestety nie pamietam liczb) wyzszy! Zaczeli sie wglebiac w problem, i okazalo sie, ze w parach tych brakowalo od poczatku zgodnego celu dotyczacego kierunku zwiazku - jedno z nich w rzeczywistosci nigdy nie chcialo wziac slubu z partnerem lub nie byla dojrzala do przysiegi na cale zycie w momencie jej podjecia. Wniosek byl taki, ze jesli chcesz slubu z dana osoba w przyszlosci, nie mieszkaj wspolnie ale ustal konkretna date slubu i naprawde pomoze to odfiltrowac osoby dla ktorych tak naprawde nie jestes ta jedyna/tym jedynym, co moze byc takze ukryte w ich podswiadomosci. Dzieki temu mozna nie tracic czasu i szybciej znalesc ta odpowiednia osobe. Oczywiscie caly czas sie odnosze do Pauliny, ktora chce slubu ze swoim ukochanym i nie jest jedna z zagorzalych przeciwniczek zobowiazania na cale zycie. Tym, ktorzy uwazaja o wyzszosci zycia w zwiazku niesformalizowanym, nawet przez lata, z dziecmi itp., chcialabym zadac pytanie? Dlaczego nie? Czego sie bac skoro mozna slub wziac cywilny, bez calej 'otoczki' i w scislym gronie? Co daje na dluzsza mete zwiazek niesformalizowany? Grzebiac glebiej czesto sie okazuje, ze to jeden z partnerow zapiera sie rekami i nogami przed przysiega, co mi daloby powod do...'spakowania manatek' ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 14:04 gobi05 napisał: > Facet zawsze sobie jakoś w życiu poradzi, > małżeństwo jest potrzebne kobiecie! Doprawdy, nie rozumiem tego rozróżnienia - facet sobie jakoś poradzi, kobieta potrzebuje ślubu. Niby dlaczego? Skąd się bierze ta różnica? > Nie wyobrażam sobie, że moja córka będzie łapać > faceta na seks i mieszkanie za darmo. Relacja > musi być jasna i uczciwa - wspólnota, równe prawa > i obowiązki, szacunek. Ale o ten szacunek trzeba > zadbać głową, a nie d..ą! No dobrze, ale czemu zakładasz jakikolwiek brak szacunku, skąd ta koncepcja na seks? Dlaczego wspólne mieszkanie przed ślubem kojarzy się z brakiem szacunku i z seksem, a ni groma nie kojarzy się ze wspólnotą i dzieleniem obowiązków? --- HTTP://blackops.wordpress.com Odpowiedz Link Zgłoś
julyana Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 14:08 Oj, bo dla niektórych kobieta to człowiek drugiej kategorii, to się seksizm nazywa. I z czym tu dyskutować? Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 14:56 > seksizm nazywa. I z czym tu dyskutować? To nie seksizm, tylko że dla mnie tak znaczy tak, a nie znaczy nie. Miałem (mam) kolegę który był 7 (siedem) lat z narzeczoną, z czego około 5 przemieszkali razem i po tym czasie ona go zostawiła. Zdaje się że stwierdziła, iż pragnie czegoś więcej. Został chłopak z zaawansowaną łysinką, a ona ze wspomnieniami. To przez ten czas zdążyliby się pobrać, dorobić dzieci i rozwieść! Przebimbali ten czas obydwoje. Przy odrobinie szczęścia dogadaliby się w sprawie nieporozumienia. Nie wiem, co było powodem, mogę się tylko domyślać. Czemu Paulina pisze o dwóch latach? Ile można zwlekać przed ślubem?? A moje dzieci dla mnie, to są ludzie pierwszej kategorii, nie ma ważniejszych! Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 14:46 > > Facet zawsze sobie jakoś w życiu poradzi, > > małżeństwo jest potrzebne kobiecie! Facet może wynająć pokój, znaleźć jakąś desperatkę, trochę tu i trochę tam - jak wróbelek. A kobieta stara się o własny kąt, dzieci, garnki, firanki... Popatrz ilu rozwiedzionych mężczyzn ma prawo opieki nad dzieckiem, a ile kobiet. Część z nich oczywiście walczy, ale to tylko część, innym wystarcza możliwość kontaktu, albo w ogóle nie zależy. AS te dzieci, to niekoniecznie maluszki - często nastolatki. To są różne podejścia do życia, aspiracje, pragnienia - nazwij jak chcesz, ale są _różne_. > > Nie wyobrażam sobie, że moja córka będzie łapać > > faceta na seks i mieszkanie za darmo. Relacja > > musi być jasna i uczciwa - wspólnota, równe prawa (...) > No dobrze, ale czemu zakładasz jakikolwiek brak szacunku, skąd ta koncepcja na > seks? Gdybym zakładał, że będzie jak w raju, to byś mi uwierzył? Nie da się przeżyć życia bez konfliktów. W jakimś momencie pojawiają się problemy i wtedy zaczyna się myślenie negatywne. Rodzice to wiedzą i myślą negatywnie już wtedy, gdy młodzi są pełni ufności - stąd nieporozumienie. Ja mam takie drastyczne pytanie - gdyby Paulina zaproponowała swojemu partnerowi wspólne mieszkanie, ale _w_ogóle_bez_seksu_, to czy on by się zgodził? Nie mieszkałby u niej nawet miesiąca! > Dlaczego wspólne mieszkanie przed ślubem kojarzy się z brakiem szacunku i z > seksem, a ni groma nie kojarzy się ze wspólnotą i dzieleniem obowiązków? Nie kojarzy mi się z brakiem szacunku (niedoszłego) męża do żony, tylko z brakiem szacunku żony do siebie. Ona daje mu podstawy, bo patrzył na nią jak na pierwszą lepszą. Pewnego dnia on pomyśli, że nikt by jej nie zechciał, więc go skusiła. I to nie jabłkiem! Wspólnota? Konkubinat to nie wspólnota. To współżycie bez zobowiązań i bez praw. Dzielenie obowiązków, oczywiście - tak jak w internacie, prawda? Jak z koleżanką ze stancji, albo współmieszkańcem w hotelu. Jeśli Pauliny partner wprowadzi się do jej rodziców, to znaczy że jej matce przybędzie jedna osoba do prania, karmienia itd. Nie syn i nie zięć. Taki facet. Jeśli nie do rodziców, to Paulina będzie miała o.m.c. męża. Bez obowiązków i praw. Chyba że ustalą regulamin stancji. A najlepsze, że ona chce mieć męża, tylko nie teraz albo nie tego. Za dwa lata będzie lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 15:11 gobi05 napisał: > Facet może wynająć pokój, znaleźć jakąś > desperatkę, trochę tu i trochę tam - jak > wróbelek. A kobieta nie może? Co my, w Iranie jesteśmy? A kobieta stara się o własny kąt, > dzieci, garnki, firanki... A facet nie może? Co my, w Iranie jesteśmy? Popatrz ilu > rozwiedzionych mężczyzn ma prawo opieki > nad dzieckiem, a ile kobiet. Część z nich > oczywiście walczy, ale to tylko część, > innym wystarcza możliwość kontaktu, > albo w ogóle nie zależy. AS te dzieci, to > niekoniecznie maluszki - często nastolatki. No dobrze: ilu _dokładnie_ mężczyzn nie walczy o opiekę nad dzieckiem? > To są różne podejścia do życia, aspiracje, > pragnienia - nazwij jak chcesz, ale są _różne_. Taaak, wszyscy faceci to statystyczne świnie. Spox, wszystko jasne. > Gdybym zakładał, że będzie jak w raju, to byś mi > uwierzył? Nie da się przeżyć życia bez konfliktów. > W jakimś momencie pojawiają się problemy i wtedy > zaczyna się myślenie negatywne. Rodzice to wiedzą > i myślą negatywnie już wtedy, gdy młodzi są pełni > ufności - stąd nieporozumienie. No właśnie widzę, że cały ten Twój tok rozumowania jest maksymalnie zbiasowany przez punkt widzenia rodzica. Problemy i konflity zdarzają się w małżeństwach i poza nimi - hello, this is life. Papier niczego tu nie zmieni. > Ja mam takie drastyczne pytanie - gdyby Paulina > zaproponowała swojemu partnerowi wspólne mieszkanie, > ale _w_ogóle_bez_seksu_, to czy on by się zgodził? > Nie mieszkałby u niej nawet miesiąca! 1. Skąd wiesz, że nie? Pytanie sprytne, ale założenie odpowiedzi - z czapy. 2. Właściwie dlaczego bez seksu? Co jest złego w seksie przed ślubem? (ok, widzę, dokąd zmierza ta dyskusja). > Nie kojarzy mi się z brakiem szacunku (niedoszłego) > męża do żony, tylko z brakiem szacunku żony > do siebie. Ona daje mu podstawy, bo patrzył > na nią jak na pierwszą lepszą. Pewnego dnia > on pomyśli, że nikt by jej nie zechciał, > więc go skusiła. I to nie jabłkiem! > Wspólnota? Konkubinat to nie wspólnota. > To współżycie bez zobowiązań i bez praw. > Dzielenie obowiązków, oczywiście - tak jak > w internacie, prawda? Jak z koleżanką > ze stancji, albo współmieszkańcem w hotelu. No miło mi słyszeć takie podsumowanie o sobie samym... pójdę, powiem kobiecie, że się nie szanuje, bo mieszkamy razem. Jeśli wydaje Ci się, że ślub cokolwiek zmienia - w wymienionych przez Ciebie kwestiach - to gratuluję pewności swojego światopoglądu. Widać mój świat jest mniej stabilny. Serio, jeśli naprawdę, Gobi, nie możesz wyobrazić sobie "wspólnoty" - życia, interesów, uczuć, czegokolwiek w oparciu o niesformalizowany związek, to faktycznie nie widzę płaszczyzny porozumienia. Stawianie sprawy na zasadzie: się wprowadzi bez ślubu, nie będzie jej szanował, będzie z nią tylko z wygody/dla seksu -> wobec tego lepiej już po ślubie jest dla mnie kosmicznie oderwane od rzeczywistości. Oczywiście, że tego typu sytuacje się zdarzają. Niemniej dla mnie - zamiast zniechęcać kobiety do "spróbowania", wmawiając im, że są tymi słabszymi, należy wspierać w nich własną wolę i zdolność do -decydowania o swoim życiu-. Po to, żeby dziewczyna, która poczuje się niefajnie - bo wykorzystywana, bo kura domowa, bo facet nie traktuje związku poważnie - była w stanie ten związek przeciąć. Po to, żeby nie pakowała się w ślub z nieznanym sobie w praktyce człowiekiem. I po to, żeby przestała wreszcie być tą "słabszą" stroną w związku, którą wcale nie musi być. Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 15:47 Nie jestesmy w Iranie i kobieta moze skakac jak wrobelek, ale...jakos niewiele z tej wolnosci korzysta, nie wspominajac o ryzyku nawiazywania przygodnych znajmosci przez kobiety (ewidentna asymetria pod wzgledem nawet sily fizycznej, sprowadzasz faceta do domu, moze cie nawet zabic; gdy facet sprowadza kobiete na noc, nie ma takiego ryzyka). Facet tez sie moze starac o garnki i filizanki, ale zazwyczaj nie czuje potrzeby otaczania sie przedmiotami 'domowymi', np.nigdy nie poznalam faceta z obsesja na punkcie mebli, pewnie tacy sa, ale nie jest to na pewno standard. Nadal nie rozumiesz ze nie o papier tutaj chodzi, ale o wynikajace z niego zobowiazanie. Jak ktos slusznie zauwazyl przytaczajac przyklad kredytu mieszkaniowego. Czy splacalibysmy ten kredyt nie majac wiazacej nas umowy? Na poczondku na pewno tak, z uczciwosci. Ale czy, gdybysmy po latach wyrzeczen skusili sie na super atrakcyjna wycieczke do tropikow, nadal bysmy grzecznie i dobrowolnie splacali kredyt, z ktorym nie laczy nas nic wiecej niz tylko, tak naprawde plohe, uczucia (np. uczciwosci)? A apropos szacunku...popros ja o reke i zobaczysz czy sie zgodzi, jesli bedzie wniebowzieta to znaczy ze mieszkanie wspolne to tak naprawde pic na wode ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 16:07 ligaturka napisała: > Nie jestesmy w Iranie i kobieta moze skakac jak wrobelek, ale...jakos niewiele z tej wolnosci korzysta, nie wspominajac o ryzyku nawiazywania przygodnych znajmosci przez kobiety (ewidentna asymetria pod wzgledem nawet sily fizycznej, sprowadzasz faceta do domu, moze cie nawet zabic; gdy facet sprowadza kobiete na noc, nie ma takiego ryzyka). Ale o czym w ogóle mówimy, zdawało mi się, że rozmawiamy o związkach, a nie o zapraszaniu przygodnych kochanek/kochanków na noc? > > Facet tez sie moze starac o garnki i filizanki, ale zazwyczaj nie czuje potrzeby otaczania sie przedmiotami 'domowymi', np.nigdy nie poznalam faceta z obsesja na punkcie mebli, pewnie tacy sa, ale nie jest to na pewno standard. Chyba nie chodzi o kwestię obsesji, tylko o podejście ludzi (w tym facetów) do życia, mieszkania i jego wystroju. Temat rzeka, typów ludzkich mnóstwo, pary wspólnie dekorujące mieszkania, mężowie silnie stawiający na swoim w kwestii filiżanek, żony świadomie wybierające rolę tych bardziej estetycznie kompetentych... i tak dalej. Ale jak to się ma do omawianego zagadnienia? > Nadal nie rozumiesz ze nie o papier tutaj chodzi, ale o wynikajace z niego zobowiazanie. Jak ktos slusznie zauwazyl przytaczajac przyklad kredytu mieszkaniowego. Czy splacalibysmy ten kredyt nie majac wiazacej nas umowy? Na poczondku na pewno tak, z uczciwosci. Ale czy, gdybysmy po latach wyrzeczen skusili sie na super atrakcyjna wycieczke do tropikow, nadal bysmy grzecznie i dobrowolnie splacali kredyt, z ktorym nie laczy nas nic wiecej niz tylko, tak naprawde plohe, uczucia (np. uczciwosci)? Zaraz, zaraz, albo się kredyt bierze na dwie - równo odpowiadające osoby, albo jedna bierze kredyt na siebie ze świadomością, że jakby co, zostaje z nim sama. Zresztą, jeśli małżeństwo weźmie kredyt - a małżonek spierniczy gdzieś z młodszym modelem i przestanie płacić - to jak to zmienia sytuację? Nijak. A odnośnie zobowiązania - rozumiem, że nie chodzi o papierek wprost - ale czym różni się takie zobowiązanie? I w czym lepsza jest sytuacja, gdy ludzi trzyma przy sobie WYŁĄCZNIE to zobowiązanie, od sytuacji, gdy po prostu mogą się rozejść? Że kobieta jest lepiej zabezpieczona finansowo? Spytaj matki bojujące o fundusz alimentacyjny, czy naprawdę czują się lepiej zabezpieczone? > A apropos szacunku...popros ja o reke i zobaczysz czy sie zgodzi, jesli bedzie wniebowzieta to znaczy ze mieszkanie wspolne to tak naprawde pic na wode ;-) A jak się nie zgodzi, a dalej będziemy razem mieszkać, to co powiesz? Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 16:33 Jesli sie nie zgodzi do zweryfikuje opinie. O ile jestescie po studiach, pracujacy i samodzielni finansowo, bez innych zobowiazan i przeszkod. Jezeli jestescie studentami to moze powiedziec nie bo w tym czasie sa inne priorytety, zapytaj wtedy: 'Czy zostaniesz moga zona po obronie?' ;-) Skad jestes pewien ze sie nie zgodzi? Kiedykolwiek w ogole o tym rozmawialiscie, czy to jest temat, ktorego unikacie oboje? Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 17:08 Widzisz, możesz sobie gdybać, ale spóźniłaś się o dobre 10 lat z takimi pytaniami i sugestiami, więc pozwól, że wymijająco odpowiem, że zarówno sytuacja, jak i obopólne nastawienie mi odpowiada. Zadowolona? ;-) ligaturka napisała: > Jesli sie nie zgodzi do zweryfikuje opinie. O ile jestescie po studiach, > pracujacy i samodzielni finansowo, bez innych zobowiazan i przeszkod. > > Jezeli jestescie studentami to moze powiedziec nie bo w tym czasie sa inne > priorytety, zapytaj wtedy: 'Czy zostaniesz moga zona po obronie?' ;-) > > Skad jestes pewien ze sie nie zgodzi? Kiedykolwiek w ogole o tym rozmawialiscie > , > czy to jest temat, ktorego unikacie oboje? Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 17:46 Hehe, no to jestesmy w podobnym wieku. Z tym, ze ja bylam baaaardzo liberalna w tych sprawach, ale przyklady z mojego otoczenia pokazaly mi, ze (jednak) nie ma rownowagi plci w zwiazku nieformalnym. I jedynym parom, ktom udalo sie dotrwac do slubu po konkubinacie, to te, u ktorych data byla ustalona w momencie wspolnego zamieszkania. Wiec konkuboinat byl narzeczenstwem-mieszkaniem na czas okreslony data slubu. Powiem tak, z 25 dziewczyn z LO (najlatwiej przesledzic dzieki n-k ;-), 20 jest po slubie, 3 nie, a 2 mialy dluzsze lub krotsze okresy mieszkania w konkubinacie. I byly mocno w szoku jak sie partner wyprowadzil, bo liczyly, nie na slub, ale na to, ze to 'ten jedyny', i sie nie zostawia nigdy. Moze nie bylo wiecej konkubinatow bo wszyscy byli z wielkiego miasta i nie bylo potrzeby dzielic kawalerki z chlopakiem i od razu pakowac sie w tworzenie wspolnego gospodarstwa? W kazdym razie, wiedzialam, ze sie nie spytasz, glupio by bylo wywolywac wilka z lasu i przy okazji robic partnerce przykrosc dla forum GW. Upewniaj sie jednak co jakis czas, ze uklad ten jest obopolna korzyscia, a nie tylko twoim 'przymykaniem oczu' na potrzeby (dynamiczne!) partnerki. I jesli bylyby watpliwosci, nie miej ich, ja sama nigdy nie chcialam brac slubu, a powiem ci, ze to naprawde fajna rzecz :-) Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 17:56 ligaturka napisała: Fajna podpucha, ale nic z tego, pozostaje Ci domyślać się, co jest podstawą czy sednem tego układu ;-) Niemniej - odnośnie wcześniejszego: jak dla mnie - to naturalne, że konkubinaty TEŻ się rozpadają. Doprawdy nie rozumiem, co dziwnego lub niebezpiecznego w tym widzicie. A całość zagadnienia powinna być inaczej sformułowana: nie każda kobieta chcąca zamieszkać z facetem chce koniecznie ślubu. Nie każda kobieta, która zamieszka z facetem, będzie chciała ślubu po pewnym czasie. Nie każda kobieta, która poczuje się "wrobiona" w konkubinat bez upragnionego ślubu zostanie starą panną, wbrew temu, co niektórzy próbowali tu ponuro głosić. Po prostu dla niektórych konkubinat jest ok, dla niektórych ślub jest ok, wszystko jest tylko kwestią, by wystarczająco wcześnie wiedzieć, czego się chce - i czego chce ta druga strona. Ot, cała filozofia. > W kazdym razie, wiedzialam, ze sie nie spytasz, glupio by bylo wywolywac wilka > z > lasu i przy okazji robic partnerce przykrosc dla forum GW. Upewniaj sie jednak > co jakis czas, ze uklad ten jest obopolna korzyscia, a nie tylko twoim > 'przymykaniem oczu' na potrzeby (dynamiczne!) partnerki. I jesli bylyby > watpliwosci, nie miej ich, ja sama nigdy nie chcialam brac slubu, a powiem ci, > ze to naprawde fajna rzecz :-) --- HTTP://blackops.wordpress.com Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 18:14 Dla mnie tez fakt ze konkubinaty sie rozpadaja jest normalny. Nienormalne jest jednak to, ze sa takie kruche tzn bardzo czesto stawia sie partnera przed faktem dokonanym, znika i tyle. Jest to zazwyczaj bardzo ostre ciecie, inne niz rozwod, ktory jednak sie ciagnie itp. Uwazam, ze dla psychiki ludzkiej jest to destrukcyjne, takie ostre ciecia sa nienaturalne, i chyba chakakterystyczne i mozliwe tylko w zwiazkach nie opartych o jakikolwiek 'papierek'. Porownalabym to troche do pracy na czarno, gdzie nie ma sie zadnych praw i z dnia na dzien mozna prace stracic. Z ta roznica, ze nieuczciwego pracodawce mozna podac do sadu, a co z konkubinem ktory w duchu od dluzszego czasu de facto zrezygnowal ze zwiazku? Gdzie sie 'zglosic' po zadoscuczynienie szkodo moralnych? ;-) Zaden sad rodzinny nie podejmie sie tez precyzowania rozmiaru winy itp., bo przeciez...rodzina nie byli. Oczywiscie gdybym byla facetem robiacym gigantyczna kariere na pewno kunkubinat bylby idealnym rozwiazaniem ,-) Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 18:46 No dobra, ale z jednej strony wątek nie jest o konkubinatach, a o mieszkaniu przed ślubem, a z drugiej - ok, takie nagłe rozstania mogą być bardziej szokujące, ale - sorry - to już prosta konsekwencja wcześniejszej decyzji i wzięcia na siebie tego dodatkowego ryzyka. Generalnie nie trwałbym w tym wątku, gdyby nie błędne założenia, powtarzane w kółko, jak - wszystkie kobiety chcą ślubu - większość facetów nie chce ślubu - wszystkie kobiety są słabszą stroną w związku - większość facetów to wygodnickie świnie, którym tylko seks w głowie, a potem znikają w jeden dzień - ślub chroni przed rozstaniem > Oczywiscie gdybym byla facetem robiacym gigantyczna kariere na pewno kunkubinat > bylby idealnym rozwiazaniem ,-) - właściwie dlaczego? ligaturka napisała: > Dla mnie tez fakt ze konkubinaty sie rozpadaja jest normalny. > > Nienormalne jest jednak to, ze sa takie kruche tzn bardzo czesto stawia sie > partnera przed faktem dokonanym, znika i tyle. Jest to zazwyczaj bardzo ostre > ciecie, inne niz rozwod, ktory jednak sie ciagnie itp. Uwazam, ze dla psychiki > ludzkiej jest to destrukcyjne, takie ostre ciecia sa nienaturalne, i chyba > chakakterystyczne i mozliwe tylko w zwiazkach nie opartych o jakikolwiek > 'papierek'. Porownalabym to troche do pracy na czarno, gdzie nie ma sie zadnych > praw i z dnia na dzien mozna prace stracic. Z ta roznica, ze nieuczciwego > pracodawce mozna podac do sadu, a co z konkubinem ktory w duchu od dluzszego > czasu de facto zrezygnowal ze zwiazku? Gdzie sie 'zglosic' po zadoscuczynienie > szkodo moralnych? ;-) Zaden sad rodzinny nie podejmie sie tez precyzowania > rozmiaru winy itp., bo przeciez...rodzina nie byli. > > Oczywiscie gdybym byla facetem robiacym gigantyczna kariere na pewno kunkubinat > bylby idealnym rozwiazaniem ,-) Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 19:24 Ja np.nie uwazam wcale, ze wszystkie kobiety chca slubu. Ale jestem za nie wpadaniem w pulapke myslenia, ze brak oswiadczenia woli (w postaci slubu ktory jest obopolnym oswiadczeniem woli) i mieszkanie razem oznacza oswiadczenie DOMYSLNE, ze albo ten slub na 100% nastapi albo jest slubowi rowny 'bedziemy razem na dobre i na zle'. Konkubinat nie jest slubowi rowny i wobec prawa nie jest nawet obietnica jego zawarcia (kontraktem przedwstepnym). Zycie myslac ze jest jest iluzja 'feministyczna'. Jak dobrze powiedziales, jest to decyzja z ktorej ryzykiem trzeba sie liczyc, a czesto sie o tym zapomina, zapomina o ryzyku, mysli tylko o tu i teraz i o wspolnym gniazdku. Wiekszosc facetow po latach mieszkania nie chce slubu, a kobiety z czasem coraz bardziej chca tego dopelnienia. Nie szystkie, ale 'swiatowy stereotyp'. Nigdy nie widzialam watku zdesperowanego faceta z ktorym konkubina po latach nie chce wziac slubu ;-) Kobiety ktore maja parcie na slub sa slabsza strona zwiazku. Jesli ja bym od poczatku chciala z kims brac slub, nie bawilabym sie w dom uwazajac to za strate czasu. Jesli chce kogos przetestowac po prostu jestem z ta osoba, poznaje dobrze jej rodzine, przyjaciol, prace i to mi da najlepszy poglad na to, czy ta osoba jest dla mnie, nie musze pomieszkiwac. Kobiety w ogole sa slabsze, slabsze jesli chodzi o mozliwosc awansu, zarabiaja mniej na tych samych stanowiskach placac swojakie 'ubezpieczenie na wypadek przyszlej ciazy' nawet jesli nie chca miec dzieci. Sa bardziej poddane presji spolecznej dot.malzenstwa, dzieci, co przystoi a co nie, slabsze fizycznie, rozdarte miedzy kariera a niestety istniejacym zegarem biologicznym przez co pewne decyzje sa ostateczne (decyzja o nieposiadaniu/posiadaniu dzieci) i zmuszaja do wiekszej dojrzalosci, przewidywania itp. Slub nie chroni przed rostaniem, zmniejsza jego ryzyko i tyle. Wiekszosc facetow to nie wygodnickie swinie, a jednak niestety odpowiedzialnoscia calosciowa za dom obarcza sie stereotypowo kobiete i kobiety nawet wyzwolone sie tej presji poddaja. Gdybym byla facetem robiacym gigantyczna kariere to wolalabym sie nie wiazac wiezem malzenskim dopoki nie dojde do stabilizacji i bede mogla wybrac najlepsza kandydatke ktora bedzie mnie chciala ;-) Jest udowodnione, ze znaczaca zmiana dotychczasowej rownowagi w zwaizku jak np.powazny awans faceta zmusza do nowego budowania rownowagi i w takkim momencie bardzo czesto nie wiadomo dlaczego facetom odbija woda sodowa ;-) Pewnie tez dlatego ze jednak (tez stereotypowo) dziewczyny lubia wladze i pieniadze :-/ Odpowiedz Link Zgłoś
mujer_bonita Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 21:05 ligaturka napisała: > Slub nie chroni przed rostaniem, zmniejsza jego ryzyko i tyle. Taaaa... ludzie są taaaacy naiwni :) Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: będzie darmową kucharką 21.05.09, 07:52 Nie chodzi o naiwnosc ale statystyke, ktorej chyba wiekszosc z was na studiach nie miala. POczytajcie w wikipedi co to jest 'ryzyko', 'prawdopodobienstwo'. A potem poczytajcie badania madrzejszych od nas wszystkich socjologow. Odpowiedz Link Zgłoś
mujer_bonita Re: będzie darmową kucharką 21.05.09, 09:03 ligaturka napisała: > Nie chodzi o naiwnosc ale statystyke, ktorej chyba wiekszosc z was na studiach > nie miala. Skoro tak to proszę przytocz KONKRETNE badania statystyczne, które potwierdzają Twoje słowa :) Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: będzie darmową kucharką 21.05.09, 22:40 Podawalam juz (niestety z pamieci), badanie nt prawdopodobienstwa rozwodow malzenstw po dlugim konkubinacie versus malzenstw nie poprzedzonych konkubinatem. Moznaby znalesc w necie wiecej badan, jestem pewna, ze ktos kto sie interesuje tematem sam sie doinformuje takze. Ja swoja droga jestem bardzo zainteresowana badaniami 'za' konkubinatem, przynajmniej JEDNYM, ale na razie na forum NIKT takich nie podal. Ani jednego!!! Wszystko jedynie osobiste przekonania, i spekulacje. Jako zrodla malo wiarygodne szczegolnie, ze ludzie 'za' konkubinatem nie mialy zadnego doswiadczenia malzenstwa, albo inni, ktorzy 'zamykaja' oczy na potrzeby partnera, mowiac: ze im jest dobrze tak jak jest (piekne zwiazki swoja droga, w ktorych zakladamy, ze partnerowi tez jest dobrze). Ja uwazam, ze kazdy ma prawo do wolnego wyboru, probuje tylko uswiadomic, ze z rozumowego punktu widzenia, kobieta sama sobie czesto utrudnia zycie. Chcialabym uchronic osoby przed chorym czesto i nieuzasadnionym strachem przed slubem, ktory tak naprawde jest instytucja stworza przez ustawodawce by ulatwic zycie ludziom, tak jak prawo handlowe itp. Instytucja ulomna, ale lepszej nie ma. Konkubinat nie jest instytucja prawa. Odpowiedz Link Zgłoś
mujer_bonita Re: będzie darmową kucharką 22.05.09, 11:55 ligaturka napisała: > Podawalam juz (niestety z pamieci), badanie nt prawdopodobienstwa rozwodow > malzenstw po dlugim konkubinacie versus malzenstw nie poprzedzonych konkubinatem. 'Gdzieś czytałam ale nie pamiętam gdzie'. Jasssssne :) A Świstak siedzi i zawija w te sreberka :) > Konkubinat nie jest instytucja prawa. I to jest jego wielką zaletą! Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Zamiast obrazac... 22.05.09, 23:28 ...i fundamentalistycznie bronic konkubinatu, prosze przeszukac internet i ogolnie ruszyc glowka ;-) "Większość konkubinatów rozpada się w pierwszych dwóch latach - dowodzą badania Larry'ego Bumpassa i Jamesa Sweeta z University of Wisconsin. Tylko 10 proc. konkubinatów trwa dłużej niż 10 lat. Pary żyjące w konkubinacie tłumaczą często, że taki związek jest próbą generalną przed małżeństwem. Tymczasem z badań Elizabeth Thomson i Ugo Colelli (także z University of Wisconsin) wynika, że im dłużej trwa konkubinat kończący się małżeństwem, tym większe jest prawdopodobieństwo rozpadu małżeństwa. Konkubinat jest po prostu formą złego doboru partnerów, co ostatecznie prowadzi do rozpadu związku." Teraz oczekuje badan twierdzacych o wyzszosci konkubinatu. Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: będzie darmową kucharką 23.05.09, 08:56 > No dobra, ale z jednej strony wątek nie jest o konkubinatach, a o mieszkaniu > przed ślubem O mieszkaniu przed _ewentualnym_ ślubem, a więc bez ślubu - czyli o konkubinacie. Paulina chciała żyć w konkubinacie u rodziców - jej mama się nie zgodziła. Paulina pisze, że zamierza żyć w konkubinacie poza domem rodziców. Tak czy inaczej pragnie ona być konkubiną. > Generalnie nie trwałbym w tym wątku, gdyby nie błędne założenia, powtarzane w > kółko, jak > - wszystkie kobiety chcą ślubu Nie mam takiego założenia, szczególnie że wiele kobiet jest niezdolnych do ponownego ślubu. Warto jednak pamiętać, że to upraszcza wiele rzeczy. > - większość facetów nie chce ślubu Z tym też się nie mogę zgodzić: większość facetów lubi po prostu seks za darmo i bez zobowiązań. Wielu z nich ślub pragnie mieć z dziewicą (!). > - wszystkie kobiety są słabszą stroną w związku Wierzę, że kobiety bardziej potrzebują stabilnego związku niż mężczyźni, chociażby dlatego, że pragną mieć dzieci i lepiej mieć męża do pomocy; również pozycja kobiet na rynku pracy jest słabsza niż mężczyzn, a więc wiążąc się z mężczyzną kobieta może wykorzystywać więcej pieniędzy na (wspólne co prawda) cele. Kobieta + 2 dzieci dysponuje pensją 1500 oraz alimentami 600 = średnio przypada 700 na osobę. Kobieta + mąż + 2 dzieci dysponują 2 pensjami 1500 + 1700 = średnio 800 na osobę, o ile mąż nie zarabia jeszcze więcej. Do tego darmowe naprawy domowe i inne pożytki wnoszone przez chłopa w aporcie. Gdybyśmy odejmowali czynsz za mieszkanie dla rodziny bez męża i z mężem (tylko trochę większe), a dopiero później dzielili pozostającą kwotę, to dostalibyśmy jeszcze lepszą pozycję kobiety zamężnej. > - większość facetów to wygodnickie świnie, którym tylko seks w głowie, a potem > znikają w jeden dzień Może nie większość, a ci, którzy nie mają ochoty na zawarcie małżeństwa? > - ślub chroni przed rozstaniem Ślub sam w sobie nie chroni, ale jeśli dwoje ludzi którzy mogliby się pobrać żyje bez ślubu, to znaczy że mają wątpliwości. Chcą być razem, ale tylko trochę, bez zobowiązań. Ślub jest wtedy, gdy oboje chcą być razem _na_zawsze_. Ty robisz założenia, z którymi ja się nie zgadzam: - konkubinat to taka sama wspólnota jak małżeństwo; - mieszkanie "na próbę" pozwoli rozwiać wszelkie wątpliwości; - porażka w konkubinacie (a właśnie po to jest on podejmowany!) nie ma wpływu na resztę życia konkubentów. Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: będzie darmową kucharką 23.05.09, 12:58 gobi05 napisał: > Ty robisz założenia, z którymi ja się nie zgadzam: > - konkubinat to taka sama wspólnota jak > małżeństwo; Nie taka sama, ale może być podobną, jeśli dwójka ludzi myśli tak samo. > - mieszkanie "na próbę" pozwoli rozwiać wszelkie > wątpliwości; Nie wszystkie, a wstępne, > - porażka w konkubinacie (a właśnie po to jest on > podejmowany!) nie ma wpływu na resztę życia > konkubentów. Skąd to niby wynikło, to już zupełnie nie wiem. Odpowiedz Link Zgłoś
mujer_bonita Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 21:02 ligaturka napisała: > praw i z dnia na dzien mozna prace stracic. Z ta roznica, ze nieuczciwego > pracodawce mozna podac do sadu, a co z konkubinem ktory w duchu od dluzszego > czasu de facto zrezygnowal ze zwiazku? Gdzie sie 'zglosic' po zadoscuczynienie > szkodo moralnych? ;-) Zaden sad rodzinny nie podejmie sie tez precyzowania > rozmiaru winy itp., bo przeciez...rodzina nie byli. A jakie KONKRETNIE zadośćuczynienie za odejście czyni mąż odchodzący po np. 10 latach małżeństwa????? ŻADNE :) Możesz mieć 'satysfakcję' orzeczenia rozwodu z jego winy. Ależ 'zadośćuczynienie' :) Ludzie są taaaacy naiwni :) Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: będzie darmową kucharką 21.05.09, 13:20 Zadoscuczynienie: majatek zgromadzony wspolnie dzielony jest na pol jesli jest wspolnota, alimenty jesli zona nie pracuje, a do tego pietno rozwodu jako porazki zyciowej. W razie gdy sa patologie, zdrady, itp., mozna wystapic za rozpatrzenie winy rozpadu zwiazku, i nawet puscic osobnika/osobniczne w kaloszach. Wyobraz sobie ze jestes kura domowa w konkubinacie. Co masz w razie rozpadu? wielka fige z makiem Ludziom powolujacym sie na marne polskie alimenty odpowiem: lepiej takie niz zadne i radze poduczyc sie na temat prawodawstw rodzinnych w krajach europy kontynentalnej, zamiast probowac 'odkryc Hameryke w 2009 roku'. Takie opinie glosily feministki w latach 80-tych na swiecie, gratuluje 'nowoczesnosci' i radze stac nogami na ziemi a nie latac w chmurach, ze 'prawdziwa milosc wszystko przetrzyma'. Odpowiedz Link Zgłoś
mujer_bonita Re: będzie darmową kucharką 21.05.09, 13:32 ligaturka napisała: > Zadoscuczynienie: majatek zgromadzony wspolnie dzielony jest na pol jesli jest > wspolnota, Właśnie JEŚLI ten majątek jest i JEŚLI jest wspólnota. Jeżeli kobieta zarabia lepiej od męża to jeszcze na tym straci. Albo jak w ramach 'zadośćuczynienia' dostanie długi męża :) > alimenty jesli zona nie pracuje, W Polsce sąd nie przyzna alimentów 'bo żona nie pracuje'. Znajomość prawa się kłania. Alimenty 'na żonę' są tak obwarowane, że bardzo ciężko cokolwiek dostać. > W razie gdy sa patologie, zdrady, itp., mozna wystapic za > rozpatrzenie winy rozpadu zwiazku, i nawet puscic osobnika/osobniczne w kalosza > ch. Za dużo naoglądałaś się amerykańskich romansideł. W Polsce nie ma podziału majątku według winy. I najgorsza szuja dostanie połowę przy wspólnocie :) Tyle Twojego 'zadośćuczynienia' :) Ja wolę stawiać na siebie, własną pracę, rozwój i polisę ubezpieczeniową. Trochę oleju w głowie i małżeństwo do niczego nie potrzebne. No ale trzeba ten olej w głowie mieć :) Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: będzie darmową kucharką 21.05.09, 21:56 Przeczytak sobie ostatni akapit bo przekopiowac sie nie da: alimenty.net/uprawnieni.html Chyba tobie sie klania znajomosc prawa, orzecznictwa nie znam. Pisza o alimentach i pisza o winie. Stawiaj na twoja prace, na siebie, i zycze ci zebys nie miala np. choroby przewleklej przez ktora ta prace stracisz. Latwo jest stawiac na siebie a nie rodzine, jak jest sie mlodym, pieknym i zdrowym ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
mujer_bonita Re: będzie darmową kucharką 22.05.09, 11:57 ligaturka napisała: > Chyba tobie sie klania znajomosc prawa, orzecznictwa nie znam. Pisza o > alimentach i pisza o winie. HAHAHA!!! 'Piszą o alimentach i piszą o winie'. Znalazłaś dwa słówka i wielka prawniczka z Ciebie :) Nie napisałam, że w PL nie ma czegoś takiego jak alimenty 'na żonę' ale, że nie dostaje się ich 'bo żona nie pracuje'. Orzecznictwo w tej sprawie jest jeszcze surowsze. > Stawiaj na twoja prace, na siebie, i zycze ci zebys nie miala np. choroby > przewleklej przez ktora ta prace stracisz. Latwo jest stawiac na siebie a nie > rodzine, jak jest sie mlodym, pieknym i zdrowym ;-) Od utraty pracy, niezdolności do pracy i choroby można się ubezpieczyć (i jest to często pewniejsze niż mąż i rodzina). Mogłabym Ci przytoczyć wiele historii kobiet, które były tak naiwne, że myślały, że małżeństwo coś im da. Dało - samotność, długi męża, bolesne, upokarzające rozwody. Niektóre na tym 'interesie' straciły wszystko co miały. Małżeństwo nie jest żadną gwarancją - zawsze możesz trafić na szuję. Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 16:58 Co do kwestii, ze kogos laczy tylko i wylacznie zobowiazanie: to tylko i wylacznie zobowiazanie moze pomoc przetrwac ciezkie chwile, nawet jesli przez chwile mialoby byc jedynym spoiwem laczacych ludzi w ciezkich chwilach, przypomina i zmusza, ze trzeba walczyc, odbudowac, zapomniec, rozwiazac. Dodaje nam 'oleju do glowy' w momencie kiedy pod wplywem emocji potrafilibysmy podjac destrucyjna dla zwiazku decyzje (wyprowadzic sie, zwiac do kolegi, przygodnej znajomej itp.). I ja uwazam, ze to spoiwo, ten olej racjonalnosci jest bardzo istotny, bo zwiazki damsko-meskie przechodza przez bardzo wiele prob i bardzo czesto staja na krawedzi i z tego powodu nie warto sie rozstawac. Nie przypadkiem w niektorych krajach zachodu istnieje instytucja separacji sadowej, w czasie trwania ktorej para ma czas zastanowic sie, czy rozwod jest rzeczywiscie jedynym rozwiazaniem. I ma na to nawet...3 lata! Nie sadze, aby rozstania par 'bez papierka' przechodzily rownie stopniowo. Ani sad ani prawny czas miedzy malzenstwem jednym a drugim, nic nas tak naprawde nie trzyma, jak cos nie pasuje zwijamy manatki. I ile to trwa? 2 dni? A potem wystarczy zmienic numer komorki i szukac kolejnej 'wielkiej milosci'. A dla kolejnych kandydatek ma sie czyste konto, nie bedac w koncu nigdy zonatym, jest sie kawalerem do wziecia, wpomnienie wykasowac jest bardzo latwo, zadnych sladow nie ma ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 15:58 > > > > Facet zawsze sobie jakoś w życiu poradzi, > > > > małżeństwo jest potrzebne kobiecie! > > > Doprawdy, nie rozumiem tego rozróżnienia - facet > > > sobie jakoś poradzi, kobieta potrzebuje ślubu. > > Facet może wynająć pokój, znaleźć jakąś > > desperatkę > A kobieta nie może? Co my, w Iranie jesteśmy? Może. Może zamieszkać z jakimś desperatem, oczywiście. > > A kobieta stara się o własny kąt, > > dzieci, garnki, firanki... > A facet nie może? Co my, w Iranie jesteśmy? Tak, tak - może. Nie jesteśmy w Iranie, mężczyźni też mają potrzeby estetyczne. Trochę trudniej z urodzeniem sobie dziecka, ale przecież są różne możliwości. Może. > No dobrze: ilu _dokładnie_ mężczyzn nie walczy o opiekę nad dzieckiem? Nie wiem www.prawaojca.org/ > > To są różne podejścia do życia, aspiracje, > > pragnienia - nazwij jak chcesz, ale są _różne_. > Taaak, wszyscy faceci to statystyczne świnie. Spox, wszystko jasne. Ty to jesteś... bez serca. Mężczyźni są inaczej stworzeni, skonstruowani przez Stwórcę. Spróbuj nie wartościować, tylko zaakceptować różnice. > > W jakimś momencie pojawiają się problemy i wtedy > > zaczyna się myślenie negatywne. Rodzice to wiedzą > > i myślą negatywnie już wtedy, gdy młodzi są pełni > > ufności - stąd nieporozumienie. > No właśnie widzę, że cały ten Twój tok rozumowania jest maksymalnie zbiasowany > przez punkt widzenia rodzica. A co, mam pisać jakbym był redaktorem Playboya, albo Bravo Girl? Jestem rodzicem, mam córkę to jak mam myśleć? Jak pięciolatek???!!! > Problemy i konflity zdarzają się w małżeństwach i poza nimi - hello, this is > life. Papier niczego tu nie zmieni. Widzisz, a ja wierzę w życie metafizyczne... Papier wiele zmienia. Na przykład pewnego dnia nie możesz już powiedzieć Panu Bankierowi "pocałuj mnie w d..ę". To też tylko papier, jakaś umowa czy cóś, a tak wiele zmienia. Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: będzie darmową kucharką 20.05.09, 17:02 gobi05, ponieważ odbiegamy od sedna w coraz bardziej nieuporządkowany sposób, pozwól, że zamiast komentować na wyrywki zbiorę to w pewien sposób. Załóżmy sobie metaforyczną córkę na potrzeby dyskusji - załóżmy moją, żeby sensowniej przedstawić punkt widzenia. Otóż, skoro rozmawiamy o mieszkaniu razem przed ślubem. Tak, gdyby moja córka przyszła i powiedziała, że chce zamieszkać - bez ślubu - ze swoim chłopakiem - zgodziłbym się. Z chłopakiem, z którym spędziła już dość czasu, by sensownie zadecydować, że chce z nim mieszkać... i brać ślub. Czy nawet jeszcze nie brać, czy w ogóle jeszcze nie myśleć o ślubie. Co daje ślub? Jednym złudne poczucie bezpieczeństwa, drugim wyimaginowane poczucie "posiadania" drugiego człowieka. Ale poza pewnymi technicznymi komplikacjami przy rozstaniu - i faktycznym brakiem pewności, czy druga strona dochowa obietnicy - cóż, wychodzi na to samo. Jeśli dwójka ludzi chce być razem, chce razem brnąć przez dobre i złe chwile i razem budować sobie życie - to zrobi to z papierem i przysięgą, czy bez. Nie każdy potrzebuje przysięgi. Niektórzy się na tym przejadą, niektórzy przejadą się i z przysięgą. Such is life. Ba, generalnie namawiałbym ją do pomieszkania razem z tym wspomnianym chłopakiem, zanim zdecyduje się na ślub. Niech mają prywatność, niech zachowują się tak, jak zachowywaliby się po ślubie - cokolwiek nie miałoby to znaczyć. Przynajmniej nie kupią kota w worku. Pod warunkiem, że zamieszkaliby samodzielnie, w sensie, z dala od jego lub jej rodziców. W wynajmowanym czy kredytowanym mieszkaniu. Słowem, żeby to zrobić, musiałaby być finansowo niezależna. Wierzę, że wychowałbym córkę tak, by była w pełni świadoma konsekwencji podejmowanych przez siebie decyzji. Dlaczego nie wymagałbym ani ślubu przed zamieszkaniem razem, ani ślubu w trakcie? Dlatego, że to nie moja decyzja. Dlatego, że potrzeba ślubu - bądź jej brak - to kwestia mojej córki, nie moja. Fajnie byłoby poprowadzić ją do ołtarza czy stołu w urzędzie, ale jeśli stwierdzi, że nie będzie się chciała wiązać - przy udziale Boga czy urzędnika - jej wybór. Kredyt mieszkaniowy, zobowiązania finansowe? Podstawa to wychowanie jej tak, aby potrafiła o siebie zadbać. A gdyby z jakiegoś powodu ryzykowała swoją przyszłą pozycją zawodowo-materialną, na spokojnie wykazałbym zagrożenia, które widzę. Sytuacja jest prosta - gdyby brała kredyt na mieszkanie sama, nalegałbym, żeby własność zapisana była tylko na osobę, która ponosi ryzyko. W razie problemów w związku wykopałaby gościa za drzwi. Gdyby to on brał kredyt i kupował mieszkanie na siebie? Cóż, ostrzegłbym ją, że w razie czego ląduje na bruku (i oczywiście może wrócić do rodzinnego domu, dopóki nie pozbiera się finansowo/mieszkaniowo). Ale - rozmawiamy o dorosłych ludziach, którym nie można niczego narzucić. Dlaczego, jeśli nie wybrałaby ślubu, zaakceptowałbym jej decyzję? Bo wiem, z doświadczenia wiem, że ani ślubowanie przed Bogiem, ani w urzędzie nie ma wpływu na to, jak potoczy się życie. Jeśli po kilku latach mąż okazałby się kawałem gnoja, namawiałbym ją do rozwodu - a na pewno nie zaakceptowałbym trwania w patologicznym układzie. Przysięga przysięgą - skoro jest to swojego rodzaju umowa, można ją rozwiązać, gdy druga strona nie wywiązuje się z kontraktu. A jeśli byłoby to afrontem wobec Boga? Cóż, mam na temat rozwodów po ślubie kościelnym oddzielne spojrzenie, którego drążyć nie będę. Ale z pewnością nie wykląłbym jej. Przeciwnie. A co z rozstaniem bez ślubu? Cóż, powiedziałbym jej, że shit happens. I motywował do szukania w życiu tego, co dobre - czy będzie to kolejny związek, czy nie. Ale z pewnością nie krzyknąłbym "a nie mówiłem?" A gdyby ona chciała ślubu, a on nie? Cóż, powiedziałbym, zaryzykowałaś, sparzyłaś się, chcesz, to czekaj, chcesz ślubu... to szukaj kogoś, kto poważnie traktuje Twoje oczekiwania. Przy tym wszystkim pamiętajmy, że nie mówimy o skakaniu z kwiatka na kwiatek tylko o sytuacji, gdy ktoś dość poważnie rozważa wspólne życie. Przedstawiane powyżej wizje z gatunku "zostaniesz kurą domową" albo "zmarnujesz tylko czas i będziesz starą panną" są absurdalne - nie mieści mi się w głowie, że można tak wychować swoje dziecko, by trwało w czymś, co się mu nie podoba. Dla mnie szacunek do samego siebie wiąże się bliżej z odpowiedzialnością za samego siebie - niż z podążaniem za zewnętrznymi normami zwyczajowymi (bo moralność - rozumie się samo przez się, prawda?) Nie przeżyjemy życia za nasze dzieci, ani za innych ludzi. Ile byśmy nie moralizowali, i tak muszą same wybrać - i sparzyć się, bądź wygrać. Zadanie nie polega na ułatwianiu poprzez wskazywanie jedynej słusznej drogi - tylko na wskazywaniu konsekwencji określonych wyborów. Tyle ode mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: będzie darmową kucharką 21.05.09, 08:25 > sobie metaforyczną córkę na potrzeby dyskusji - załóżmy moją, żeby sensowniej > przedstawić punkt widzenia. Twoja jest hipotetyczna, mojej tysiąc razy zmieniałem pieluszkę, opatrzyłem jej skaleczenie, pokazałem różnicę między koniczyną i pokrzywą. > Tak, gdyby moja córka > przyszła i powiedziała, że chce zamieszkać - bez ślubu - ze swoim chłopakiem - > zgodziłbym się. Z chłopakiem, z którym spędziła już dość czasu, by sensownie > zadecydować, że chce z nim mieszkać... i brać ślub. Czy nawet jeszcze nie brać, > czy w ogóle jeszcze nie myśleć o ślubie. A ja nie wiem tak naprawdę, czy bym się zgodził, czy nie. Wiem jednak że chciałbym z nią przedyskutować tą decyzję, rozważyć "za i przeciw" nie tylko w perspektywie miesiąca czy roku, ale całego życia. W tym czai się błąd logiczny: jeżeli obydwoje pragną małżeństwa, to niech wezmą ślub; ale jeśli boją się, że nie znają się wystarczająco, to znaczy że nie chcą małżeństwa - więc dlaczego mieliby w takim razie mieszkać razem? Jeszcze raz: są dwie możliwości - albo się znają wystarczająco dobrze, albo nie. Jeśli tak, to mogą się pobrać i być razem jako rodzina. Jeśli nie, to nie powinni razem mieszkać. To, że kogoś nie znasz nie może być argumentem do zamieszkania z tą osobą - nieznajomych są tysiące dookoła! Czy ktokolwiek może chcieć pomieszkiwać po parę miesięcy z każdym potencjalnym narzeczonym?? Z pierwszym dwa lata, z drugim rok, z trzecim dwa miesiące... > Co daje ślub? Jednym złudne poczucie bezpieczeństwa, drugim wyimaginowane > poczucie "posiadania" drugiego człowieka. Ślub zamienia dwoje obcych ludzi w małżeństwo. > to z papierem i przysięgą, czy bez. Nie każdy potrzebuje przysięgi. Niektórzy > się na tym przejadą, niektórzy przejadą się i z przysięgą. Such is life. Nie każdy ma zdolność by przysięgać. Ktoś tu niedawno pisał, że bycie żoną to "małżeńska prostytucja", ty piszesz, że nie ma różnicy między małżeństwem i konkubinatem. Szkoda miejsca na argumentację. Kto może zaakceptować takie fałsze, tego nie przekonam. > Przynajmniej nie kupią kota w worku. Czy możesz zagwarantować, że już do końca życia ich wzajemne relacje pozostaną takie same? W jaki sposób wspólne mieszkanie, bez dzieci za to ze świeżą namiętnością ma gwarantować stałość za X lat? Kiedyś pojawią się dzieci, nieprzespane noce, nadwaga żony, wyjazdy męża, nietrafne decyzje - sytuacje, jakich nie było w okresie docierania się. > Nie przeżyjemy życia za nasze dzieci, ani za innych ludzi. Ile byśmy nie > moralizowali, i tak muszą same wybrać - i sparzyć się, bądź wygrać. Jest w tym pewna mądrość, żeby uczyć się na błędach innych ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: będzie darmową kucharką 21.05.09, 13:55 gobi05 napisał: > Twoja jest hipotetyczna, mojej tysiąc razy > zmieniałem pieluszkę, opatrzyłem jej skaleczenie, > pokazałem różnicę między koniczyną i pokrzywą. Gratuluję, co to zmienia? > W tym czai się błąd logiczny: jeżeli obydwoje > pragną małżeństwa, to niech wezmą ślub; > ale jeśli boją się, że nie znają się wystarczająco, > to znaczy że nie chcą małżeństwa - więc dlaczego > mieliby w takim razie mieszkać razem? Powiedz mi: a dlaczego nie? Co w tym takiego złego? Przecież jeśli coś się w ramach tego mieszkania razem będzie psuło, zauważysz to i będziesz interweniować, prawda? > Jeszcze raz: są dwie możliwości - albo się znają > wystarczająco dobrze, albo nie. Jeśli tak, to mogą > się pobrać i być razem jako rodzina. Jeśli nie, > to nie powinni razem mieszkać. To, że kogoś > nie znasz nie może być argumentem do zamieszkania > z tą osobą - nieznajomych są tysiące dookoła! Śmiesznie upraszczasz. Nie znać kogoś wcale, a nie być pewnym, czy chce się z nim wiązać na całe życie to dwie różne sprawy. > Czy ktokolwiek może chcieć pomieszkiwać po parę miesięcy > z każdym potencjalnym narzeczonym?? Z pierwszym dwa lata, > z drugim rok, z trzecim dwa miesiące... No i w czym problem? Co w tym złego? > Nie każdy ma zdolność by przysięgać. > Ktoś tu niedawno pisał, że bycie żoną > to "małżeńska prostytucja", ty piszesz, > że nie ma różnicy między małżeństwem > i konkubinatem. Szkoda miejsca na argumentację. Różnica jest, wskazuję tylko, że nie tak silna, jak by się mogło wydawać. Niektórzy stawiając na te różnice tak mocno się ich trzymają, zapominają, że małżeństwo może być równie ulotne co konkubinat. Ot co. > Kto może zaakceptować takie fałsze, > tego nie przekonam. Bo nie próbujesz zrozumieć, że ktoś może nie uznawać tego za fałsz. > Czy możesz zagwarantować, że już do końca > życia ich wzajemne relacje pozostaną takie > same? W jaki sposób wspólne mieszkanie, > bez dzieci za to ze świeżą namiętnością > ma gwarantować stałość za X lat? Kiedyś > pojawią się dzieci, nieprzespane noce, > nadwaga żony, wyjazdy męża, nietrafne > decyzje - sytuacje, jakich nie było > w okresie docierania się. Nie, ale przynajmniej eliminuje ryzyko nagłego szoku zaraz po zamieszkaniu razem, zaraz po ślubie. Ale przecież wyraźnie piszę, że nigdy nie wiadomo, co się stanie za 10, 20, 30 lat. > Jest w tym pewna mądrość, żeby uczyć się > na błędach innych ludzi. Popatrz, a jakoś tak niewielu korzysta z niej w praktyce. Przez cały czas piszesz, że nie ma potrzeby mieszkania razem przed ślubem. Co Cię tak od tego odstrasza? Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: będzie darmową kucharką 22.05.09, 21:33 > Gratuluję, co to zmienia? - Baco, oddalibyście swojego konia, jakby trzeba było, dla Kraju? - Oddałbych. - A oddalibyście swoje krowy, jakby było trzeba? - Oddałbych. - A owce byście oddali dla Polski i dla Partii? Baca zrywa się gniewny nagle i mówi: - Nie oddam! - Ależ czemu? - Bo owce mam. > ramach tego mieszkania razem będzie psuło, zauważysz to i będziesz > interweniować, prawda? Nieprawda. Konkubinat dwojga ludzi, którym nic nie stoi na przeszkodzie przed zawarciem małżeństwa, to deklaracja nieufności. "Nie zamieszkam z nim na zawsze, bo go nie znam, nie ufam mu, chcę mieć możliwość porzucić go bez problemów. Jeśli tylko coś się niedobrego pojawi, to go zostawię. Jak chrapie, jak nie umie znaleźć pracy, jak spotkam prawdziwą miłość w życiu, to go zostawię." > Powiedz mi: a dlaczego nie? Co w tym takiego złego? Pewnego dnia facet może zacząć się zastanawiać, ilu też partnerów miała jego żona wcześniej. Jednego, pięciu, trzydziestu, autobus, powyżej setki... Ona, skoro mogła zamieszkać na próbę z jednym, to gdy próba się nie powiedzie znajdzie innego. Z tym drugim też zamieszka, bo to przecież taki skuteczny i przyjemny sprawdzian. Partnera, który nie trzyma parametrów należy zastąpić innym modelem, przetestować i dopiero wtedy wykorzystać naprawdę. > > z drugim rok, z trzecim dwa miesiące... > No i w czym problem? Co w tym złego? Pauliny mama ma prawo obawiać się, że jej dom zamieni się w hotel. > małżeństwo może być równie ulotne co konkubinat. Nieprawda. Dziewicą jest się raz i panną jest się raz. Później można być co najwyżej rozwódką/rozwodnikiem. Wiem, że to silne uogólnienie, ale rozwódka lub rozwodnik może być osobą ze skazą, natomiast panna lub kawaler to statystyczna normalność. > Nie, ale przynajmniej eliminuje ryzyko nagłego szoku zaraz po zamieszkaniu > razem, zaraz po ślubie. To nie szok tylko euforia. Jakie tam ryzyko? Masz uczucie, że cały świat się cieszy z tobą, że wraz ze swoją drugą połową możesz góry przenosić... > Przez cały czas piszesz, że nie ma potrzeby mieszkania razem przed ślubem. Co > Cię tak od tego odstrasza? Bo to jest rozmienianie się na drobne. Wspólne mieszkanie z pierwszym narzeczonym(ą), drugim(ą), trzecim itd. - nagle zauważasz, że jeszcze się nie ożeniłaś(eś), a już jesteś po pięciu rozstaniach. Szósty narzeczony okazuje się w porządku, wreszcie ślub (suknia bielusieńka, welon, wianek jak u dziewicy) no i niestety, po paru miesiącach mąż dostaje delegację do Timbuktu, ty nie chcesz rezygnować z pracy, po pół roku rozwód. Nie było ciężko, już przywykłaś. Odpowiedz Link Zgłoś
bubster Zamieszkać, choćby na wynajmowanym! 20.05.09, 16:48 Nawet najdłuższe randki i wspólne wyjazdy z nim nie dadzą Ci takiego osądu sytuacji jak wspólne mieszkanie. Na randki przychodzi "przygotowany" - umyty, grzeczny, zabawny, dowcipny, prowadzący ciekawą rozmowę itp... Na wspólnym wyjeździe to samo, bo to tylko wyjazd. A potem przychodzi szara rzeczywistość i okazuje się na przykład, że pan uważa, że prysznic w sobotę wystarcza na cały tydzień, bo przecież on się nie poci, a na randki nie chodzi. Albo okazuje się, że w trudnych sytuacjach, stresowych, pan reaguje przemocą. Jeżeli pan jest dobrym aktorem, to w okresie przedślubnym możesz nawet nie zauważyć, że ma duży problem alkoholowy. Nie przejmuj się gadaniem, że masz sobie ułożyć życie przed 25. Znam przykłady kobiet układających sobie życie po 30, które miały wcześniej nieudane związki. Jak bardzo były nieudane przekonały się w codziennym zyciu pod wspólnym dachem. Nie odkryły by tego, gdyby wczesniej nie mieszkały z byłymi. Jeżeli chęć do ożenku faceta jest wielka przed zamieszkaniem a potem maleje, to może jednak nie jest to dobry facet? Czy po ślubie nie zmaleje jego chęć opiekowania się żoną? Odpowiedz Link Zgłoś
annie_laurie_starr Re: Zamieszkać, choćby na wynajmowanym! 20.05.09, 17:18 Bubster - poniekad masz racje z tym, ze mozna ukryc alkoholizm czy brak higieny osobistej, czy bulimie (zeby nie bylo zarzutow, ze tylko mezczyzn sie czepiamy), a nawet chorobe psychiczna i co tam jeszcze. Ale gdy mlodzi ludzie zamieszkuja razem nawet bez slubu to tez duzo wkladaja do zwiazku. I od niemyjacego sie alkoholika tez moze byc trudno odejsc nawet bez papierka. To nie jest tak, ze budzisz sie pewnego dnia i dochodzisz do wniosku, ze ten zwiazek nie ma sensu, a nie macie slubu, wiec pakujesz manatki. Nie pakujesz, bo najpier chcesz ratowac ten zwiazek i dajesz sobie i partnerowi i zwiazkowi kolejne szanse. W dodatku trudno odejsc bo wspolny podzial kasy tez przywiazuje ludzi. Jak licze na to, ze partner splaci polowe czynszu co miesiac to nie wyrzucam go tak od razu chocby czasem dlatego, ze nie skad wziac tej drugiej polowy czynszu. Zwiazek nieformalny to nie tylko gotowanie sobie potraw w identycznych fartuszkach, ale tez bardzo prozaiczne rzeczy jak kasa kasa kasa. Odpowiedz Link Zgłoś
bubster Re: Zamieszkać, choćby na wynajmowanym! 20.05.09, 18:08 Ależ ja to wiem. Żyłam w związku nieformalnym pod jednym dachem przez pięć lat, zanim wzieliśmy ślub. Dużo nam to dało - wiedzieliśmy, że naprawdę chcemy być ze sobą, że to nie tylko "grające hormony w młodym ciele". Natomiast DUŻO ŁATWIEJ odejść od kogoś, gdy się jest w związku nieformalnym. I nie tylko ze względu na stronę uczuciową, która może być tak samo trudna, ale chociażby ze względu na wspólny majątek. Bo zabieramy swoje manatki i idziemy z piaskownicy a nie musimy walczyć w sądzie o dom, samochód, prawo do opieki nad dziecmi itp. I dlatego według mnie trzeba się przetestować. Poza tym warto też się przetestowac jeżeli chce się mieć dzieci - lepiej umocnić się w przekonaniu, że to właściwa osoba i nie narażać dzieci na przechodzenie przez rozwód rodziców. Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Ciekawy cytat pani Henzel-Korzeniowskiej 21.05.09, 07:58 "Małżeństwo ma wymiar symboliczny - mówi psychoterapeutka. - Jego rozpad ludzie przeżywają jako niepowodzenie, myślą - "nie udało mi się". W związku niesformalizowanym nie ma takiej sytuacji, bo łatwiej jest zracjonalizować tę porażkę - "w zasadzie to nie mieliśmy ślubu". Ludzie często nie zdają sobie sprawy, jak ważna jest formuła przysięgi, do momentu, w którym dochodzi do rozstania - uzasadnia Henzel-Korzeniowska." Odpowiedz Link Zgłoś
julyana Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 21.05.09, 08:38 Miałam juz się nie ywpowiadać w tym wątku, bo robi sie coraz bardziej kretyńsko, ale nie mogę. Odpowiadam na pytanie zawarte w jednym z postów - tak, jesteśmy w Iranie, kobieta ma za zadanie przekonać faceta żeby sie z nią hajtnął, bo to jej cel życiowy i jedyna gwarancja stabilnego związku i bycia traktowaną poważnie, a konkubinat to brak szacunku i dbałosci o własne interesy - bo jak wiadomo facet pobzyka i zostawi, a ona ani sukni ślubnej, ani alimentów. I jeszcze za darmo będzie gotować, sprzątać i dawać d... - bo jak wiadomo faceci rączek nie maja i jakby im sie nie ugotowało to by z głodu umarli, a kobiety seksu nie lubia i to z ich strony tylko takie poswięcenie żeby utrzymać faceta. Cóż, każdy jest traktowany tak jak sobie na to pozwala, jeśli ktoś ma "irański" światopogląd, to tak właśnie będzie traktowany i tak będzie traktował innych. Jesteście co poniektórzy nieźle zwichnięci, ale na szczęście to wy musicie mierzyc sie z tym w życiu, nie ja. Żegnam. Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 21.05.09, 13:57 To było pytanie retoryczne, wybacz ;-) julyana napisała: > Miałam juz się nie ywpowiadać w tym wątku, bo robi sie coraz > bardziej kretyńsko, ale nie mogę. Odpowiadam na pytanie zawarte w > jednym z postów - tak, jesteśmy w Iranie, kobieta ma za zadanie > przekonać faceta żeby sie z nią hajtnął, bo to jej cel życiowy i > jedyna gwarancja stabilnego związku i bycia traktowaną poważnie, a > konkubinat to brak szacunku i dbałosci o własne interesy - bo jak > wiadomo facet pobzyka i zostawi, a ona ani sukni ślubnej, ani > alimentów. I jeszcze za darmo będzie gotować, sprzątać i dawać d... - > bo jak wiadomo faceci rączek nie maja i jakby im sie nie ugotowało > to by z głodu umarli, a kobiety seksu nie lubia i to z ich strony > tylko takie poswięcenie żeby utrzymać faceta. Cóż, każdy jest > traktowany tak jak sobie na to pozwala, jeśli ktoś ma "irański" > światopogląd, to tak właśnie będzie traktowany i tak będzie > traktował innych. Jesteście co poniektórzy nieźle zwichnięci, ale na > szczęście to wy musicie mierzyc sie z tym w życiu, nie ja. Żegnam. Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka I jeszcze przeciw konkubinatom... 22.05.09, 23:38 "Niebezpieczne dla związków są nie tylko zbyt długo trwające konkubinaty, ale też kolejne związki tego rodzaju z innymi partnerami. - Jeśli ktoś co rok lub dwa lata zmienia partnera i żyje w tzw. nałogowym ciągu kohabitacyjnym, to po pięciu takich związkach jego zdolności do założenia rodziny i bycia odpowiedzialnym za dzieci zmniejszają się co najmniej o trzy czwarte - mówi "Wprost" prof. Serge Lesourd z Uniwersytetu Ludwika Pasteura w Strasburgu." No i w tym momencie ja sie z wami wszystkimi zegnam, dziekujac za ciekawa dyskusje. Dziekuje szczegolnie zagorzalym zwolennikom konkubinatu, ktorzy nie maja zadnych rzeczowych, naukowych argumentow, poza osobistymi przekonaniami, ktore zweryfikuje zycie. Widac blad genetyczny, jak cmy ktore leca do ognia ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
black_ops Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 23.05.09, 13:02 Taak, naukowe potwierdzenia... ...i taak, Pani mądra, Pani już wie, a Pani nie wpadnie na to, że mogą być opinie z drugiej strony ZWERYFIKOWANE przez życie? ;-) Fajnie, gratuluję przeświadczenia o wyłączności na prawdę. ligaturka napisała: > "Niebezpieczne dla związków są nie tylko zbyt długo trwające konkubinaty, ale > też kolejne związki tego rodzaju z innymi partnerami. - Jeśli ktoś co rok lub > dwa lata zmienia partnera i żyje w tzw. nałogowym ciągu kohabitacyjnym, to po > pięciu takich związkach jego zdolności do założenia rodziny i bycia > odpowiedzialnym za dzieci zmniejszają się co najmniej o trzy czwarte - mówi > "Wprost" prof. Serge Lesourd z Uniwersytetu Ludwika Pasteura w Strasburgu." > > No i w tym momencie ja sie z wami wszystkimi zegnam, dziekujac za ciekawa > dyskusje. Dziekuje szczegolnie zagorzalym zwolennikom konkubinatu, ktorzy nie > maja zadnych rzeczowych, naukowych argumentow, poza osobistymi przekonaniami, > ktore zweryfikuje zycie. Widac blad genetyczny, jak cmy ktore leca do ognia ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 23.05.09, 16:27 "Większość konkubinatów rozpada się w pierwszych dwóch latach - dowodzą badania Larry'ego Bumpassa i Jamesa Sweeta z University of Wisconsin. Tylko 10 proc. konkubinatów trwa dłużej niż 10 lat. Pary żyjące w konkubinacie tłumaczą często, że taki związek jest próbą generalną przed małżeństwem. Tymczasem z badań Elizabeth Thomson i Ugo Colelli (także z University of Wisconsin) wynika, że im dłużej trwa konkubinat kończący się małżeństwem, tym większe jest prawdopodobieństwo rozpadu małżeństwa. Konkubinat jest po prostu formą złego doboru partnerów, co ostatecznie prowadzi do rozpadu związku." Zweryfikowane przez zycie? Dobre sobie, co badaja twoim zdaniem naukowcy? Konkubinaty myszy? ;-) Nie chce mi sie dyskutowac z ludzmi, ktorzy WYZNAJA 'religie konkubonatu'. Odpowiedz Link Zgłoś
mujer_bonita Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 23.05.09, 18:45 ligaturka napisała: > Zweryfikowane przez zycie? Dobre sobie, co badaja twoim zdaniem naukowcy? > Konkubinaty myszy? ;-) Jeżeli za konkubinat przyjmiesz każdy niesformalizowany związek dwojga ludzi to owszem wyjdą zajebiste 'statystyki'. W podanym przez Ciebie artykule nie jest napisane czym dla 'badaczy' jest konkubinat a to chyba podstawa prowadzenia badań prawda? Idąc dalej autorzy tych 'badań' mówią o 'wolnych związkach' co jest bzdurą samą w sobie (jak bardzo wiarygodny jest matematyk mówiący o 'większej i mniejszej połowie'?) No i jeszcze proooooooooszę - podawanie jako przykładów celebrities????????? Ależ to NAUKOWY dowód!! > Nie chce mi sie dyskutowac z ludzmi, ktorzy WYZNAJA 'religie konkubonatu'. A mnie się nie chce dyskutować z wyznawczynią 'bycia żonką ciągnącą kasę męża za seks, pranie i gotowanie'. EOT Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 23.05.09, 19:27 Bonita, niepotrzebnie tak bardzo się unosisz. to nie chodzi o to kto jest mądrzejszy, tylko czyje poglądy są uzasadnione. Ligaturka podaje neutralne (mam nadzieję) informacje pochodzące z naukowych badań. Moim zdaniem są one bardziej miarodajne niż osobiste przekonania albo politycznie poprawne uogólnienia. Smutne, że niewygodne wyniki badań związanych np. z homoseksualistami lub konkubinatem są uciszane. Statystyka nie świadczy o pojedynczym człowieku, ale pomaga oceniać sytuacje. > Jeżeli za konkubinat przyjmiesz każdy niesformalizowany związek dwojga ludzi to > owszem wyjdą zajebiste 'statystyki'. Konkubinat to para niemałżeńska zamieszkała razem. > bzdurą samą w sobie (jak bardzo wiarygodny jest matematyk mówiący o 'większej i > mniejszej połowie'?) Matematyk może nie bardzo, ale polonista miałby coś do powiedzenia - połowy (niegdyś) mogły być różne ale dwie, albo mogło ich być wiele ale jednakowych. > A mnie się nie chce dyskutować z wyznawczynią 'bycia żonką ciągnącą kasę męża z > a seks, pranie i gotowanie'. Widzisz, rzecz w tym że ta wyciągnięta za gotowanie kasa męża wraca do niego w postaci... schabowego! To jest właśnie zaleta wspólnoty majątkowej, że żadne z dwojga nie traci swoich pieniędzy, o ile dobrze określą wspólne cele oczywiście. Jeśli żona jest maniaczką wydającą ostatni grosz na znaczki, to mężowi współczuję. Odpowiedz Link Zgłoś
ligaturka Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 23.05.09, 21:32 Wlasnie, dokladnie o to mi chodzilo, aby otrzymac jakiekolwiek naukowe podstawy ktore bylyby za konkubinatem. Powtarzam, nie jestem religijna, i moje poparcie dla malzenstw nie ma nic wspolnego z religia, i uleglo jedynie zmianie z powodu doswiadczen moich i przyjaciol, a takze badan, ktore mialam okazje przeczytac, i ktore swego czasu bardzo mnie zdziwily! Powiem tak, gdyby nie pewne racjonalne przeslanki, nigdy bym nie 'wpadla na pomysl' wziecia slubu, i nigdy bym nie sadzila, ze 'papierek' ma jakakolwiek wartosc. Mam na uwadze dobro Pauliny, ktora juz w mlodym wieku, wie, ze chce malzenstwa z tym czlowiekiem i pisze to, co radzilabym moim przyjaciolkom 10 lat temu ;-) Lubie opierac wiedze o swiecie nie tylko na wiedzy empirycznej wlasnej, ale tez na badaniach przeprowadzanych ktorych celem jest opinsanie swiata. Jak ktos kiedys powiedzial: bierzmy przyklad ludzi, ktorzy zbladzili, aby tych samych bladow nie popelnic :-) Czego sobie, i wszystkim, zycze :-) Milej soboty :-) Odpowiedz Link Zgłoś
kalam07 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 26.05.09, 12:01 zresztą to jest jakieś gadanie nie na temat, co ma konkubinat - jako życie z wyboru bez brania ślubu, do zamieszkania przed ślubem, gdy się go chce i jest on planowany. Odpowiedz Link Zgłoś
mujer_bonita Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 26.05.09, 12:11 kalam07 napisał: > zresztą to jest jakieś gadanie nie na temat, co ma konkubinat - jako życie z > wyboru bez brania ślubu, do zamieszkania przed ślubem, gdy się go chce > i jest on planowany. Tak jak napisałam - jak wrzucisz do wora wszystkie związki nieformalne (niezależnie od ich celu) to wyjdzie zajebista 'statystyka'. Nie każdy związek dwojga ludzi (nawet mieszkających ze sobą) jest nastawiony na 'do końca życia'. Gdyby 'badacze' pokusili się o porównanie długotrwałych, poważnych związków do małżeństw zamiast porównywać jabłka do gruszek to może wyszłoby coś pożytecznego :) > Bumpass i Sweet to znani amerykańscy konserwatyści. Cóż za niespodzianka w kontekście ich 'odkryć' :D Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 26.05.09, 12:29 > zresztą to jest jakieś gadanie nie na temat, co ma konkubinat - jako życie z > wyboru bez brania ślubu, do zamieszkania przed ślubem, gdy się go chce i jest o > n > planowany. Wspólne zamieszkanie pary bez ślubu to jest konkubinat. To nie są dwie uczennice wynajmujące stancję, tylko kobieta i mężczyzna, z których co najmniej jedna osoba jest zakochana. Jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że ktoś jest niezdolny do małżeństwa i dlatego mieszka w konkubinacie. Może to być ukrywający się przestępca (niekoniecznie kryminalny - choćby nielegalny imigrant), albo osoba której sprawa rozwodowa długo się przeciąga. Jeżeli ktoś mówi "kocham cię i chcę ślubu, ale dopiero za parę lat, jeśli się sprawdzisz" to ja czuję jakiś fałsz. Prawdopodobnie on/ona chce ślubu, ale nie z nią/nim. I widzę w takim gadaniu nadzieję na spotkanie tej prawdziwej miłości. Odpowiedz Link Zgłoś
mujer_bonita Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 26.05.09, 12:40 gobi05 napisał: > Wspólne zamieszkanie pary bez ślubu to jest konkubinat. > To nie są dwie uczennice wynajmujące stancję, tylko > kobieta i mężczyzna, z których co najmniej jedna osoba > jest zakochana Proszę podaj źródło tej 'definicji'. Słownik języka polskiego ma inną: "trwały związek mężczyzny i kobiety niepotwierdzony zawarciem związku małżeńskiego". sjp.pwn.pl/lista.php?co=konkubinat Nie ma w niej mowy o wspólnym zamieszkiwaniu ale o TRWAŁOŚCI związku :) > Jeżeli ktoś mówi "kocham cię i chcę ślubu, ale dopiero > za parę lat, jeśli się sprawdzisz" to ja czuję jakiś > fałsz. Z ja czuję ROZSĄDEK. Miłość nie wystarczy, żeby stworzyć udany związek. Gadanie, że 'miłość zwycięży wszystko' to gadka młodzieńczej naiwności :) Pakowanie się w nieznane 'na całe życie' to jest właśnie według mnie głupota. I właśnie dlatego później to 'na całe życie' kończy się rozwodem lub 'niesieniem własnego krzyża' :P Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 26.05.09, 13:42 > Nie ma w niej mowy o wspólnym zamieszkiwaniu ale o TRWAŁOŚCI związku :) OK - masz rację. > > fałsz. > Z ja czuję ROZSĄDEK. Miłość nie wystarczy, żeby stworzyć udany związek. Gadanie > , że 'miłość zwycięży wszystko' to gadka młodzieńczej naiwności :) Nie jestem znawcą od udanych związków. Mam tylko jeden udany związek, a nieraz nawet wątpliwości czy jest tak całkiem udany. Miłość zmienia się z czasem. Jeśli oczekujesz tych samych uczuć za dziesięć lat, co w okresie narzeczeństwa, to nie jest rozsądek. > Pakowanie si > ę w nieznane 'na całe życie' to jest właśnie według mnie głupota. Jestem żonaty od kilkunastu lat, a moja żona wciąż jeszcze mnie zaskakuje. W moim przypadku "poznawanie" narzeczonej trwałoby dość długo. > I właśnie dla > tego później to 'na całe życie' kończy się rozwodem lub 'niesieniem własnego kr > zyża' :P Czy sugerujesz, że jeśli prawiczek ożeni się z dziewicą, to _na_pewno_ się rozwiodą albo będą nosić "własne krzyże"? Dla nich małżeńskie szczęście niedostępne? Wystarczy trochę szczerości wobec drugiej osoby i wobec samego siebie, żeby dowiedzieć się, czy jesteśmy dobrymi kandydatami na małżonków. Odwrotnie też, można oszukiwać drugą osobę latami (na co są przykłady romansów "na boku") i po ślubie dwa lata później zmienić się zupełnie. Odpowiedz Link Zgłoś
mujer_bonita Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 26.05.09, 13:59 gobi05 napisał: > Miłość zmienia się z czasem. Jeśli oczekujesz tych > samych uczuć za dziesięć lat, co w okresie narzeczeństwa, > to nie jest rozsądek. Chyba nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Napisałam, że miłość nie wystarczy to stworzenia udanego związku. A Ty... dalej o miłości :) > Wystarczy trochę szczerości wobec drugiej osoby > i wobec samego siebie, żeby dowiedzieć się, czy > jesteśmy dobrymi kandydatami na małżonków. BZDURA :) Nawet z najlepszymi intencjami nie jesteśmy w stanie stwierdzić jacy jesteśmy naprawdę i co nam odpowiada. Nie wiemy jak zachowamy się w danej sytuacji, to czyste teoretyzowanie. Przykład - on i ona nie mieszkają ze sobą przed ślubem. Snują plany jak to będzie po. 'Dogadują się' teoretycznie. A po ślubie? Okazuje się, że to co sobie wymyślili nie zdaje egzaminu. Że to co teoretycznie miało im odpowiadać zupełnie się nie sprawdza. Teoria i praktyka to zupełnie różne rzeczy. Jasnym jest, że nie sprawdzisz WSZYSTKIEGO i że ludzie się zmieniają. Ale masz przynajmniej szansę wykluczyć przypadki ewidentnie niepasujące lub przekonać się, że do siebie pasujecie. Nie mieszkając razem po prostu kupujesz kota w worku. > Nie jestem znawcą od udanych związków. A ja miałam okazję oglądać z bliska wiele nieudanych :) I jedno je łączyło. Wiara, że 'miłość zwycięży wszystko'. Nie zwyciężyła. Życie ich przerosło :) Wiara, że 'przysięga małżeńska' pozwoli przetrwać im burze. O naiwności... Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 26.05.09, 14:11 > Jasnym jest, że nie sprawdzisz WSZYSTKIEGO i że ludzie się zmieniają. Ale masz > przynajmniej szansę wykluczyć przypadki ewidentnie niepasujące lub przekonać > się, że do siebie pasujecie. Nie mieszkając razem po prostu kupujesz kota w wor > ku. A może dałoby się wykluczyć na etapie małżeństwa, nie konkubinatu? Jeśli ktoś jest w stanie oszukiwać narzeczonego w narzeczeństwie, to będzie mógł i w konkubinacie. A ten kot wciąż się zmienia. Nie musisz mieszkać z narzeczoną dwadzieścia lat - wystarczy popatrzeć na przyszłą teściową i już wiesz, w którą stronę pójdą zmiany. Odpowiedz Link Zgłoś
mujer_bonita Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 26.05.09, 14:16 gobi05 napisał: > A może dałoby się wykluczyć na etapie małżeństwa, > nie konkubinatu? A po co? Od tego jest mieszkanie razem przed ślubem NIE KONKUBINAT - jeszcze raz odsyłam do DEFINICJI: sjp.pwn.pl/lista.php?co=konkubinat > Jeśli ktoś jest w stanie oszukiwać narzeczonego > w narzeczeństwie, to będzie mógł i w konkubinacie. Nie chodzi o oszukiwanie tylko poznanie wzajemnie siebie na płaszczyznach, których nie da się określić ZANIM razem się nie zamieszka. Dopóki nie znajdziesz się razem w sytuacjach codziennych NIE WIESZ jak się będziesz zachowywał. Pewne rzeczy wychodzą 'w praniu' i mogą się okazać na tyle istotne, że dalsze kontynuowanie związku nie będzie miało sensu. Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 27.05.09, 01:22 > A po co? Od tego jest mieszkanie razem przed ślubem NIE KONKUBINAT - jeszcze ra > z > odsyłam do DEFINICJI: «trwały związek mężczyzny i kobiety niepotwierdzony zawarciem związku małżeńskiego» Jeszcze raz: jest dwoje ludzi którzy zamieszkali razem. Jedno z nich mówi, że się kochają i za parę lat zostaną małżeństwem. Ja bym powiedział, że jest to związek TRWAŁY (bo planowany na lata) - a więc konkubinat. Chyba, że traktujesz fakt zamieszkania razem jako dowód NIETRWAŁOŚCI ich związku, to wtedy nie są konkubinatem. W takim razie jednak, czemu podkreślasz, że to "przed ślubem" (który to ma być kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości)? > Nie chodzi o oszukiwanie tylko poznanie wzajemnie siebie na płaszczyznach, > których nie da się określić ZANIM razem się nie zamieszka. Dopóki nie znajdzies > z > się razem w sytuacjach codziennych NIE WIESZ jak się będziesz zachowywał. Pewne > rzeczy wychodzą 'w praniu' i mogą się okazać na tyle istotne, że dalsze > kontynuowanie związku nie będzie miało sensu. Jakie konkretnie płaszczyzny masz na myśli? Które rzeczy? Może przy związku z obcokrajowcem dałoby się coś takiego znaleźć, ale dwoje Polaków, to chyba jest w stanie się dogadać w sprawie wątpliwości. Człowiek to nie program komputerowy, małżonkowie wpływają wzajemnie na swoje zachowania. No i jeszcze jeden drobiazg: jeżeli nie ustalasz procedur testowych, to te sytuacje mogą nie pojawić się nawet przez kilka lat. Powiem więcej - nawet po ślubie mogą być inne reakcje współmałżonków na takie same problemy. Jak chcesz sprawdzić przed ślubem, czy ewentualny mąż będzie wstawać w nocy do dziecka? Oczywiście rodząc dziecko w konkubinacie! To jest chore. A tak w ogóle, to nie chciałbym mieć świadomości, że jestem testowany, ktoś mi zlicza punkty i ocenia za to i za tamto... Odpowiedz Link Zgłoś
kalam07 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 26.05.09, 14:28 gobi05 napisał: > > Jasnym jest, że nie sprawdzisz WSZYSTKIEGO i że ludzie się zmieniają. Ale > masz > > przynajmniej szansę wykluczyć przypadki ewidentnie niepasujące lub przeko > nać > > się, że do siebie pasujecie. Nie mieszkając razem po prostu kupujesz kota > w wor > > ku. > > A może dałoby się wykluczyć na etapie małżeństwa, > nie konkubinatu? > Jeśli ktoś jest w stanie oszukiwać narzeczonego > w narzeczeństwie, to będzie mógł i w konkubinacie. > To zajrzyj sobie na forum młodziutkie mężatki, zdziwisz się. Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 27.05.09, 00:57 Nie, nie masz racji. mujer_bonita napisała: > gobi05 napisał: > > Wspólne zamieszkanie pary bez ślubu to jest konkubinat. > Proszę podaj źródło tej 'definicji'. Słownik języka polskiego ma inną: "trwały > związek mężczyzny i kobiety niepotwierdzony zawarciem związku małżeńskiego". > sjp.pwn.pl/lista.php?co=konkubinat > Nie ma w niej mowy o wspólnym zamieszkiwaniu ale o TRWAŁOŚCI związku :) Wspólne zamieszkanie osób deklarujących chęć zawarcia małżeństwa kiedyś w przyszłości NIE oznacza, że nie są w konkubinacie. Jeszcze raz: to co ja określiłem jako konkubinat polegający na wspólnym zamieszkaniu "narzeczonych" JEST KONKUBINATEM, bo spełnia warunki definicji podanej przez ciebie. Moja "definicja" (nie upieram się przy niej) jest węższa, niż twoja. > > Jeżeli ktoś mówi "kocham cię i chcę ślubu, ale dopiero > > za parę lat, jeśli się sprawdzisz" to jest właśnie konkubinat - związek bardzo niemałżeński. > gadka młodzieńczej naiwności :) Pakowanie si > ę w nieznane 'na całe życie' to jest właśnie według mnie głupota. Praktycznie wszystko w przyszłości jest nieznane. Nie wiesz, czy będziesz mieć pracę za rok, a jednak bierzesz mieszkanie na kredyt. Życie w ogóle jest niebezpieczne. Odpowiedz Link Zgłoś
kalam07 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 26.05.09, 12:43 gobi a co jeżeli dwoje ludzi (para) po pewnym czasie zamieszkuje razem, nie chce się sprawdzać, bo już się sprawdzili, ślub planują na np. na za 1.5 roku, oboje tego chcą, są zdecydowani itd. wrzucisz ich do jednego wora z parami, które zamieszkując ze sobą zakładają życie bez ślubu w konkubinacie ? i z weekendowymi fuck-konkubinatami ? Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 26.05.09, 13:57 > już się sprawdzili, ślub planują na np. na za 1.5 roku, oboje teg > o > chcą, są zdecydowani itd. > > wrzucisz ich do jednego wora z parami, które zamieszkując ze sobą zakładają > życie bez ślubu w konkubinacie ? i z weekendowymi fuck-konkubinatami ? Romans żonatego z mężatką na wczasach lub w uzdrowisku ma więcej uczciwości niż takie niby-małżeństwo. Fascynacja, uprzejmości, seks i świadomość, że to tylko na czas turnusu - to cały ten związek. Para, która nie ma przeszkód przed zawarciem małżeństwa i zamiast się pobrać zamieszkuje razem na próbę, NIE MA PODSTAW BY MÓWIĆ ŻE SĄ ZDECYDOWANI. Oni nie są zdecydowani. Są nieufni, oczekują potknięcia partnera, żeby go porzucić. Odwlekają termin ślubu, bo przecież papierek do niczego niepotrzebny i czekają dwa lata, pięć i dłużej. W końcu doczekują się, rozstają i szukają następnego związku bez zobowiązań. W takim razie co tu planować ślub? To tylko oszukiwanie siebie. > a co jeżeli dwoje ludzi (para) po pewnym czasie zamieszkuje razem, nie chce się > sprawdzać, bo już się sprawdzili, ślub planują na np. na za 1.5 roku, oboje teg Chcesz planować naprawdę? Idź do proboszcza, niech ogłosi zapowiedzi - wtedy rzeczywiście planujesz. Jeśli planowanie sprowadza się do gadania, na zasadzie "kiedy wygramy w totolotka to popłyniemy na Madagaskar", to tylko oszukiwanie się. Odpowiedz Link Zgłoś
mujer_bonita Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 26.05.09, 14:02 gobi05 napisał: > Romans żonatego z mężatką na wczasach lub w uzdrowisku > ma więcej uczciwości niż takie niby-małżeństwo. > Fascynacja, uprzejmości, seks i świadomość, > że to tylko na czas turnusu - to cały ten związek. No to mamy odpowiedź :) Jak widać dla zwolenników małżeństwa liczy się tylko papierek potwierdzający prawa majątkowe a nie prawdziwe uczucia między ludźmi. Co z tego, że bzyka na boku. Lepszy zdradzający, oszukujący mąż/żona niż konkubent :) Myślę, że to kończy dyskusję ze zwolennikami małżeństwa :) Odpowiedz Link Zgłoś
kalam07 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 26.05.09, 14:20 mujer_bonita napisała: > gobi05 napisał: > > Romans żonatego z mężatką na wczasach lub w uzdrowisku > > ma więcej uczciwości niż takie niby-małżeństwo. > > Fascynacja, uprzejmości, seks i świadomość, > > że to tylko na czas turnusu - to cały ten związek. > > No to mamy odpowiedź :) Jak widać dla zwolenników małżeństwa liczy się tylko > papierek potwierdzający prawa majątkowe a nie prawdziwe uczucia między ludźmi. > Co z tego, że bzyka na boku. Lepszy zdradzający, oszukujący mąż/żona niż > konkubent :) > > Myślę, że to kończy dyskusję ze zwolennikami małżeństwa :) > Ja chyba też pogratuluje gobiemu dobrego samopoczucie i pozdrawiam jego żonę, pewnie jest dumna z nowoczesnych poglądów na małżeństwo swojego męża ;). Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 27.05.09, 01:51 > gobi05 napisał: > > Romans (...) > > ma więcej uczciwości niż takie niby-małżeństwo. > > (...) seks i świadomość, > > że to tylko na czas turnusu - to cały ten związek. > > No to mamy odpowiedź :) Jak widać dla zwolenników małżeństwa liczy się tylko > papierek potwierdzający prawa majątkowe a nie prawdziwe uczucia między ludźmi. > Co z tego, że bzyka na boku. Lepszy zdradzający, oszukujący mąż/żona niż > konkubent :) Nie oceniałem ludzi tylko sytuację. Zdradzający mąż nie jest lepszy od mężczyzny testującego przez kilkanaście miesięcy, czy konkubina nada mu się na żonę. Jednak romans, który jest relacją dwojga ludzi (a nie dwóch małżeństw), w którym wszystko jest jasne (włącznie z datą rozstania) jest IMHO uczciwszy niż trwanie latami w zawieszeniu nazywanym konkubinatem. Ktoś kto pisze, że nie ma pięćset złotych na ślub i dlatego musi żyć na kocią łapę, wydaje mi się niepoważny. Uważam że ma inne powody. Odpowiedz Link Zgłoś
kalam07 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 26.05.09, 14:12 gobi05 napisał: > > już się sprawdzili, ślub planują na np. na za 1.5 roku, oboje teg > > o > > chcą, są zdecydowani itd. > > > > wrzucisz ich do jednego wora z parami, które zamieszkując ze sobą zakłada > ją > > życie bez ślubu w konkubinacie ? i z weekendowymi fuck-konkubinatami ? > Romans żonatego z mężatką na wczasach lub w uzdrowisku > ma więcej uczciwości niż takie niby-małżeństwo. > Fascynacja, uprzejmości, seks i świadomość, > że to tylko na czas turnusu - to cały ten związek. > > Para, która nie ma przeszkód przed zawarciem małżeństwa > i zamiast się pobrać zamieszkuje razem na próbę, > NIE MA PODSTAW BY MÓWIĆ ŻE SĄ ZDECYDOWANI. > Oni nie są zdecydowani. Są nieufni, oczekują potknięcia > partnera, żeby go porzucić. Odwlekają termin ślubu, > bo przecież papierek do niczego niepotrzebny i czekają > dwa lata, pięć i dłużej. W końcu doczekują się, rozstają > i szukają następnego związku bez zobowiązań. > W takim razie co tu planować ślub? To tylko oszukiwanie > siebie. a gdzie ja napisałem że nie ma przeszkód (jak domyślam się sprowadzasz je do przeszkód kościelnych) ? a np. żałoba ? zresztą widzę, że dla ciebie ślub = błogosławieństwo proboszcza, czyli rozumiem że cywilne śluby są dla Ciebie też konkubinatami zresztą czuje przez skórę, że gdybyś miał okazje to sam byś przed ślubem przetestował (tak właśnie) swoją 'żonę', sam piszesz że nie do końca gra u Ciebie, takie wojowanie na forum i imputowanie że pomieszkanie przez pól roku przed ślubem to pierwszy krok do katastrofy i koniec świata, jest jak tłumienie świadome lub mniej własnych , ukrytych pragnień/poglądów Odpowiedz Link Zgłoś
kalam07 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 26.05.09, 14:18 gobi acha no i odpowiedz mi na pytanie bo nie raczyłeś. wrzucasz do jednego wora ludzi mieszkających przed ślubem (zaproszeni goście, ustalona data, zapowiedzi itd. co wdg Ciebie trzeba ;]) z niezamierzająceymi się pobrać parami ? i układami fuck-friend ? uważasz się za uczciwszego człowieka zdradzając żonę na lewo i prawo, na tzw. turnusach ode mnie , mieszkającego z przyszłą żoną pod jednym dachem przed ślubem ? Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 27.05.09, 02:06 > wrzucasz do jednego wora ludzi mieszkających przed ślubem (zaproszeni goście, > ustalona data, zapowiedzi itd. co wdg Ciebie trzeba ;]) z niezamierzająceymi si > ę > pobrać parami ? i układami fuck-friend ? Wszystko to są konkubinaty, o ile dobrze rozumiem. Ja ich nie wrzucam - sami się tam umieścili. Ciekaw jestem, czy naprawdę zaprosiłeś gości na ślub z osiemnastomiesięcznym wyprzedzeniem. Nie zdradzam żony. Nie masz pewności, że ta osoba zostanie twoją żoną. Jeszcze w momencie przysięgi może się rozmyślić i powiedzieć "nie". Może też zdarzyć się wypadek i zostanie wdową po niedoszłym mężu. Jeśli akurat będzie w ciąży, to dziecko nie dostanie żadnej renty po tobie. Możliwe, że za rok dopatrzysz się u niej jakiejś wady, np. niezgodności charakterów i do ślubu nie dojdzie. Właściwie, to po to razem zamieszkaliście, żeby ocenić potencjalną żonę/potencjalnego męża, czy dobrze się spisuje. Jak nie, to ślubu nie będzie. Odpowiedz Link Zgłoś
gobi05 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 27.05.09, 02:29 > > dwa lata, pięć i dłużej. W końcu doczekują się, rozstają > > i szukają następnego związku bez zobowiązań. > > W takim razie co tu planować ślub? To tylko oszukiwanie > > siebie. > > a gdzie ja napisałem że nie ma przeszkód (jak domyślam się sprowadzasz je do > przeszkód kościelnych) ? a np. żałoba ? To ja pisałem, że nie ma przeszkód. Ale jeśli są te przeszkody, to one nie powodują KONIECZNOŚCI zamieszkania razem. Można powstrzymać się nawet kilka miesięcy. > że cywilne śluby są dla Ciebie też konkubinatami Jakoś się nad tym nie zastanawiałem. Ślub to jest w kościele, w USC masz kontrakt małżeński. Nigdy nie spotkałem się z przypadkiem rozwiązania ślubu kościelnego, natomiast rozwody cywilne, to i owszem. Z rozwodami tak jest, że co najmniej jedna strona musiała być winna. To oznacza, że biorąc sobie za żonę rozwódkę masz 50% szans na towar niepełnowartościowy. Związek z panną ma większe szanse powodzenia, o ile nie jest to panna "przechodzona" w konkubinatach. > Ciebie, takie wojowanie na forum Wojuję przede wszystkim o prawdę i uczciwość. Jak ktoś pisze, że konkubinat to to samo co narzeczeństwo, to kłamie. Jak ktoś pisze, że w małżeństwie jest tak samo jak w konkubinacie, to kłamie. Jak ktoś pisze, że ślub to to samo co małżeństwo, to daje świadectwo własnej bezmyślności. Pomysł kilkuletniego testowania narzeczonej, czy nada się na żonę, jest moim zdaniem niemoralny oraz nieskuteczny. Uważam, że celem jest tylko seks za darmo, ewentualnie jeszcze obniżenie kosztów utrzymania. Odpowiedz Link Zgłoś
kalam07 Re: I jeszcze przeciw konkubinatom... 26.05.09, 11:58 ligaturka napisała: > "Większość konkubinatów rozpada się w pierwszych dwóch latach - dowodzą badania > Larry'ego Bumpassa i Jamesa Sweeta z University of Wisconsin. Tylko 10 proc. > konkubinatów trwa dłużej niż 10 lat. Pary żyjące w konkubinacie tłumaczą często > , > że taki związek jest próbą generalną przed małżeństwem. Tymczasem z badań > Elizabeth Thomson i Ugo Colelli (także z University of Wisconsin) wynika, że im > dłużej trwa konkubinat kończący się małżeństwem, tym większe jest > prawdopodobieństwo rozpadu małżeństwa. Konkubinat jest po prostu formą złego > doboru partnerów, co ostatecznie prowadzi do rozpadu związku." > amerykańscy naukowcy udowodnili też oczywiście naukowo, że na czkawkę najlepszy jest masaż odbytu. podaj proszę kiedy te badania przeprowadzono, na jakiej próbie i jaką metodologie zastosowano moja droga, bo dla mnie to zwykłe pitu pitu Bumpass i Sweet to znani amerykańscy konserwatyści. Odpowiedz Link Zgłoś
komama0 Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 26.05.09, 15:53 Za i jeszcze raz za. Ja jestem ze swoim ukochanym już 10 lat razem i w przyszłym roku weźmiemy ślub (Nie wiem jeszcze czy będzie to ślub cywilny czy kościelny i kogo zaprosimy - spontanicznie zdecydowaliśmy się na ten krok). Mieszkamy ze sobą od 3 lat u MOICH rodziców i jest nam ze sobą naprawdę wspaniale. Przez te 3 lata poznałam go lepiej niż podczas kilkugodzinnych randek w tygodniu i weekend. Razem remontowaliśmy i urządzaliśmy część domu w której teraz mieszkamy, razem wykonujemy większość codziennych domowych obowiązków i podejmujemy wspólne decyzje o inwestowaniu - to bardziej scala i buduje związek niż 1,5 roku "wizytacji" narzeczeńskich. A rodzice zaakceptowali moją decyzję nie bez oporów ( nie obyło się bez "co ludzie ,babcia, dziadek itp powiedzą..."). Ja postawiłam sprawę jasno - albo zamieszkamy z nimi albo gdzie indziej byle by tylko być razem. A dla rodziców będzie nawet lepiej gdy opłaty za utrzymanie domu oraz inne domowe obowiązki rozłoży się na więcej osób ;-p ... Rodzice wykazali się daleko idącym rozsądkiem i dobro dziecka okazało się dla nich najważniejsze. Teraz wszyscy mieszkamy sobie razem szczęśliwie :-) Odpowiedz Link Zgłoś
vitaminka198555 Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 29.05.09, 13:48 Hej, nie ciekawa sprawa, a jak wiadomo im bardziej będziesz naciskać tym bardziej mama będzie mówiła nie. Może daj mamie do poczytania ten artykuł, miejmy nadzieje, że złagodnieje. Pozdrawiam www.iwoman.pl/na-serio/ludzie/o;knotz;seks;jest;darem;tylko;dla;malzenstw,43,0,449323.html Odpowiedz Link Zgłoś
vitaminka198555 Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 29.05.09, 13:54 Hej, sytuacja nie ciekawa, ale nie jesteś samotna z tym problemem. Polecam, abyś podsunęła mamie do poczytania fajny artykuł, rozmowa z super księdzem na temat seksu. Pozdrawiam www.iwoman.pl/na-serio/ludzie/o;knotz;seks;jest;darem;tylko;dla;malzenstw,43,0,449323.html Odpowiedz Link Zgłoś
pasiol2 [...] 29.05.09, 19:26 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
annielenox Re: Mieszkać razem przed ślubem?? za i przeciw... 17.06.09, 11:19 mieszkam ze swoim facetem od półtora roku, a jesteśmy ze sobą od 2,5roku. wspólne zamieszkanie było moim pomysłem (on się zgodził bez problemu). powiem krótko-WARTO. będzie więcej sytuacji, w których będziecie mogli się sprawdzić. przekonasz się, czy to ten właściwy i zobaczysz, jak może wyglądać wasze prawdziwe wspólne życie (dojdą nieznane dotąd problemy życia codziennego). a rodzice-no cóż, mają swoje zdanie i obawy, ale tu chodzi o Ciebie i Twojego faceta, więc powinni to uszanować. rozumiem, że chcieliście zaoszczędzić, ale opcja z rodzicami jest słaba-nikt z Was nie będzie czuł się komfortowo, zarówno na codzień jak i w kwestiach spontanicznej miłości. trzymam kciuki i powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś