Dodaj do ulubionych

pstryk i....jestem rozwiedziona

08.06.09, 15:34
smiesza mnie porady z cyklu "jak ci z nim zle to sie rozwiedz". czy
naprawde radzacy wiedza , o czym mowia tak naprawde? czy ci, ktorym
tak lekko przchodzi doradzanie rozwiazywania konfliktow przez rozwod
sami sie rozwiedli?
z drugiej strony - podobno jest zastraszajaca w Polsce ilosc
zlozonych pozwow rozwodowych? czy tez o tym slyszeliscie?
sama zreszta tez sie "przymierzam"...
Obserwuj wątek
    • minotaur79 Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 15:35
      A co sama radzisz w takich sytuacjach?
    • athroposs Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 15:40
      Jeśli wyczerpały się pomysły i próby ratowania, to co poradzić ?
      Często w tych pytajacych postach czytamy, że albo ktoś
      próbował 'wszystkiego' albo ta druga osoba nie jest zainteresowana
      ratowaniem i próbowaniem...
      Tobie też chyba wyczerpały się pomysły ?
      Ktoś Ci poradził wprost w którymś momencie ?
      Który dokładnie to był moment walki ?
      • marguyu Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 15:43
        A ty sama wiesz o czym piszesz?
        Bo ja wiem, rozwiodlam sie lata temu. Rzecz w tym, ze sztuka nie
        jest udany slub, tylko udany, spokojny i kulturalny rozwod.
        Pomimo wielu emocji, moj taki byl.
        • varna771 Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 15:47
          fakt ,że łatwo jest mówić... ale z drugiej stony jeżeli koleżanka
          opowiada ze łzami w oczach przy każdym spotkaniu jak to jej źle w
          małżeństwie i jaka jest nieszczęsliwa, a rozmowy z mężem nie
          pomagają i nic już nie da się zrobić ,to co poradzić ? niech się
          rozwiedzie i spróbuje ułożyć życie na nowo.
          • sotoska Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 15:51
            tak naprawdę taka koleżanka najpierw powinna iść do psychologa sama zastanowić
            się o co jej w życiu chodzi. dopiero gdy o sytuacji małżeńskiej będzie umiała
            rozmawiać bez histerii, to wtedy będzie w stanie odpowiedzialnie podjąć decyzję
            o ewentualnym rozwodzie i jeśli do niego dojdzie to rozwieść się "na poziomie".
            bardzo często decyzje o rozwodzie ktoś podejmuje na zasadzie "a ja ci
            gnoju/ku... pokazę" i jeszcze długo po rozwodzie papierkowym wióry latają bo
            oboje się emocjonalnie wcale jeszcze nie rozwiedli.
            • varna771 Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 16:03
              sotoska napisała:

              > tak naprawdę taka koleżanka najpierw powinna iść do psychologa
              sama zastanowić
              > się o co jej w życiu chodzi. dopiero gdy o sytuacji małżeńskiej
              będzie umiała
              > rozmawiać bez histerii, to wtedy będzie w stanie odpowiedzialnie
              podjąć decyzję

              a skąd wiesz ,że taka koleżanka nie była u psychologa i nie wie o co
              jej w życiu chodzi? a to, że oczy zaleją się łzami nie oznacza
              histerii, jednak rozpadające małżeństwo to bolesny temat.
              • sotoska Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 16:16
                napisałaś, że przy każdym spotkaniu mężatka płacze Ci w rękaw jak to jej źle.
                No to widać, że nadal nie wie o co jej w zyciu chodzi, bo gdyby wiedziała, to by
                tą sytuację naprawiła w te lub wewte i postarała się szybko pogodzić ze skutkami
                swoich decyzji. Jej decyzją był wybór własnie tego faceta na męża, takiego, nie
                innego. Niestety życie trzeba samemu wziąć w ręce i go kształtować łykając tez
                gorzkie pigułki i rozczarowania które daje. Co innego opłakanie jakiejś
                sytuacji a co innego wielomiesięczne pogrążanie się na własne życzenie w
                depresji by...nie podjąć odpowiedzialności za to dokąd się w związku doszło.
        • kobieta_na_pasach Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 09.06.09, 08:54
          marguyu napisała:

          > A ty sama wiesz o czym piszesz?
          > Bo ja wiem, rozwiodlam sie lata temu. Rzecz w tym, ze sztuka nie
          > jest udany slub, tylko udany, spokojny i kulturalny rozwod.
          > Pomimo wielu emocji, moj taki byl.
          >

          sie nie dziwie, jak nie ma milosci to nie ma juz emocji.
          nie mniej - gratuluje.
      • kobieta_na_pasach Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 09.06.09, 08:53
        przezylam w zwiazku 20 lat i chyba mam prawo stwierdzic,ze to juz
        koniec zwiazku? piszac ten watek mialam na mysli staze kilkuletnie.

        ps.nikt mi rozwodu nie doradza, wrecz przeciwnie.sama na to wpadlam:)

        athroposs napisała:

        > Jeśli wyczerpały się pomysły i próby ratowania, to co poradzić ?
        > Często w tych pytajacych postach czytamy, że albo ktoś
        > próbował 'wszystkiego' albo ta druga osoba nie jest zainteresowana
        > ratowaniem i próbowaniem...
        > Tobie też chyba wyczerpały się pomysły ?
        > Ktoś Ci poradził wprost w którymś momencie ?
        > Który dokładnie to był moment walki ?


        sory,ale p
    • sotoska Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 15:46
      "jak ci z nim zle to sie rozwiedz" to bardzo dobra rada. Jeśli ktoś tylko
      narzeka , że mu źle a nic z tym nie robi to niech nie zawraca d..y i nie zatruwa
      wszystkim wokoło życia swoim zrzędzeniem.
      jest dośc możliwości terapii rodzinnych, albo popracowania nad sobą by związek
      zaakceptowac takim jakim jest i swoją postawą wpływać na lepsze zachowanie
      drugiej osoby.
      jeśli ktoś ciągle narzeka, a związku nie zamierza/nie chce/nie umie naprawić w
      czasie jego trwania - to niech się rozwiedzie.
      Często jest to formułka zamykajaca usta etatowym "matkom polkom zrzędom" oraz
      żonatym "których żona nie rozumie" .
    • think-thank Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 16:08
      zazwyczaj radzący nie mają własnych doświadczeń, albo mają, tylko zgoła odmienne
      od swoich rad
    • beata-12345 Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 16:09
      Ja się rozwiodłam i uważam, że czasem jest to jedyne wyjście z
      sytuacji. Ale myślę, że masz rację, nie powinno się pochopnie rzucać
      takich rad, bo są sytuacje, kiedy związek można uratować. Wydaje mi
      się, ze taka duża liczba rozwodów jest właśnie dlatego, że ludzie
      zrobili się leniwi, nie chcą się starać o związek i partnera i zyją
      jak w wirtualnym świecie - nie pasuje? To pstryk, zmieniam dom,
      partnera, życie. To takie pociagające, zacząć nowe życie, wszystko
      od początku, a za rogiem czai się tyle możliwości, po prostu świat
      się przed człowiekiem otwiera :-)
      Ja bym jednak stanowczo radziła rozwód, jeśli facet pije, bije i nie
      szanuje. Nie wierzę w cudowną przemianę takiego człowieka i uważam,
      że wtedy trzeba uciekać, gdzie pieprz rośnie :-)
    • killarney5 Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 16:12
      Ja się rozwiodłam i nigdy tego nie żałowałam. I szczerze doradzam rozwód tym,
      którzy tkwią w toksycznych związkach tylko ze strachu przed zmianą czegokolwiek.
      Oczywiście należy spróbować naprawić związek - ale to może się udać tylko przy
      współpracy obu stron. Gdy tego brak, lepiej odejść i dać sobie szansę na lepsze
      życie.
      • think-thank Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 16:15
        oczywiście, z tym, że nie dotyczy to złych facetów co zostawiają żony z dziećmi
        dla jakichś lafirynd

        • julyana Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 16:34
          :DDD
    • julyana Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 16:33
      Nie mogę kiedy czytam o tych wizytach u psychologa, ratowaniu
      zwiazku, a jak to zawiedzie to rozwodzie. A ratowanie związku to
      jakis obowiązek? Nie, czasami po prostu ludzie chcą sie rozstać,
      maja dosyć i robią to bez żadnych aktobacji w imie idei. Rozwód to
      nie jest bułka z masłem, ale nie bądźmy tacy wujek dobra rada, po co
      sie meczyć jeśli żadna ze stron nie ma na to ochoty, żeby jakieś
      dewoty nie obrabiały tyłków?:/ Czy naprawdę to, ze zwiazek nie
      wyjdzie to jakaś tragedia zyciowa, dlatego trzeba pazurami żeby
      tylko istniał? Znam ludzi po rozwodzie, dwóch - żyja i maja sie
      dobrze, decyzji nie żałują. A że na świeżo nie wygląda to tak
      prosto - jak wszystko.
      • sotoska Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 16:51
        ja znam takich którzy żałują i takich którzy nie żałują.
        im ktoś świadomiej i odpowiedzialniej do rozwodu podszedł tym ma lepiej i
        spokojniej po nim.
        a takie osoby, które rozwiodły się bo np miały obiecującego kochanka/kę i
        beztrosko liczyły na wygodne zmienienie partnerów na lepszych, też się zdarzają.
        i po roku płaczą, po co im to było jak przeciez nie było tak źle.
        znam i taką która zakładała, że rozwiedzie się z mężem macho-przemocowcem i na
        pewno zgodnie i spokojnie będą razem mieszkać w małym mieszkanku i wychowywać
        nadal wspólnie i zgodnie dzieci, a każde z byłych małżonków będzie się mogło
        umawiac z innymi ku wspólnemu szczęściu.. to się dowiedziała co exmąz o tym
        myśli jak parę razy oberwała z liścia bo nie dostał seksu a codziennie musi z
        nim w mieszkaniu być- teoretycznie ma co chciała, ale gdyby pofatygowała się na
        terapię przed rozwodem to może by sobie uświadomiła na co się decyduje i na co
        naraża dzieci i inaczej to rozegrała.
        jeśli oboje się mają dość - to komfort. Najczęściej tylko jedna strona ma dośc a
        druga walczy o trwałość związku.. przeróżnymi metodami.
      • think-thank Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 19:05
        związek to my, to nie wychodzi nam, może jednak nie jesteśmy tacy mądrzy i
        porada się przyda? e, nie po co, przecież już za rogiem czeka następny związek
        do rozpoczęcia
        • julyana Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 19:40
          Ale dla niektórych oprócz MY jest także JA (o wstrętni, samolubni egoiści, co
          podejmują samodzielne decyzje). Ok, porada może sie przydać, ale
          wymaganie ratowania związku za wszelką cenę, bez wzięcia pod uwagę, ze
          niektórzy nie chcą, maja dosyć i chcą sie po prostu rozstać bez żadnych prób -
          bo tak, jest durne.

          > e, nie po co, przecież już za rogiem czeka następny związek
          > do rozpoczęcia

          A owszem, są tacy ludzie. I maja pełne prawo tak postępować, tak jak każdy
          człowiek ma pełne prawo robić ze swoim życiem co chce - bez względu na to, co
          wszechmądre umoralniacze napiszą na forum.
          • think-thank Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 19:53
            a czy ja odbieram jakiejś wspaniałej JA robienia sobie co tylko chce?
            niech nie wstępuje w MY i już!
            • julyana Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 09.06.09, 07:58
              No to przecież pisałam - wredne egoistki (a fe!), które mają
              czelnosć mysleć o sobie, co oczywiscie wyklucza tworzenie relacji z
              ludźmi i skazuje na bycie samą 24/7, przez całe życie. Bo związek to
              zapominanie o sobie i jedno wielkie poświecenie. Albo JA albo MY,
              inaczej sie nie da! W razie kryzysu/rozpadu konieczna jest walka o
              resztki związku, nawet gdy tylko do d... sie on nadaje. A jeśli
              chcesz tak po prostu sie rozwieść, to jesteś samolubna i na pewno
              nigdy udanego związku nie stworzysz - bo nie chcesz robić czegos na
              co nie masz ochoty i marnować swojego czasu żeby zadowolić 'opinię
              publiczną'.
              • think-thank Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 09.06.09, 11:33
                coś co współtworzyłam nadaje się tylko do dupy; ale ja nie potrzebuję
                zastanawiać się nad swoją w udupieniu rolą, pójdę se udupię następnego faceta, a co!

                • julyana Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 09.06.09, 12:04
                  No bo jeśli sie rozwodzę, to znaczy, że nie zastanawiam sie nad
                  swoim postępowaniem i całą sytuacją. Zastanawianie się = ratowanie
                  pseudozwiazku za wszelką cenę, tak w imie idei.
                  • think-thank Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 09.06.09, 12:44
                    skoro stać Cię tylko na skrajne rozwiązania to tak
                    • julyana Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 09.06.09, 13:26
                      Przyganiał kocioł garnkowi
                      • think-thank Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 09.06.09, 14:01
                        i znów banał...
      • kora3 no własnie :) 09.06.09, 08:22
        Niektórzy z was pisza, jakby ten rozwód to było zakopanie zywcem w
        grobie, a tymczasem, ze taki jest własmie "zwiazek".

        Ale skoro koleance na pasach nie odpowiada taka rada to moze
        przyczoczny klika "lepszych".

        1. Ratuj zwiazek sam/sama - bez ochoty drugiej strony masz ogromne
        na to szanse
        2. Noś z duma siniaki
        3. Nos z dumą poroże
        4. Opieprz przy ludziach jego kochanke - pomoze
        5. Sprawdzaj jej/jemu kieszenie i kompa oraz komórke - pomoze
        6. Daj na msze w intencji
        7. Dogadzaj jej/jemu - na pewno zmadrzeje
        8. Uwies sie na nim. na niej i błagaj
        9. W sadzie jesli poda Cie o rozówd płacz i mów, ze ja/jego kochasz
        i wybaczasz wszystko - odciagnmeisz sparwe na jakiś zcas
        10. Upozoruj próbe samobójczą, albo rozpusc plote, ze masz raka -
        pomoze

        Kto chce - niech korzysta
        • kobieta_na_pasach Re: no własnie :) 09.06.09, 08:58
          ha ha, akurat zaden z punktow nie pasuje do mnie.
          • kora3 Re: no własnie :) 09.06.09, 09:18
            kobieta_na_pasach napisała:

            > ha ha, akurat zaden z punktow nie pasuje do mnie.

            alez ja nie mówię, ze pasuje do Ciebie, skąd taki pomysł - to "rady"
            ogólne dla tych, którzy uwazają, ze porada w stylu" w pewnych
            sytuacjach najlepszym wyjsciem jest rozstanie jest śmieszna - te sa
            mniej smieszne?:)
          • kora3 A i jeszcze jedno Kobieto na pasach :) 09.06.09, 09:25
            Nie wiem jak Ty, ale ja nie przepadam za ludźmi, którzy niby to
            prosza o rade, albo ocene sytuacji, a potem usłyszawszy takową albo
            przeczytawszy nie umieją jej poddac analizie, tylko zawzięcie z nia
            polemizują, byle wykazac, ze to oni myslą lepiej.
            Jeśli ktos chce się wyzalic - to niech powie - wiem co i jak, ale
            chce się tylko pozalic i wypłakac - ok, po to sa inni ludzie, zeby
            było do kogo.
            Ale jeśli kobieta pisze, ze facet ją zdradza, poniza, poniewiera,
            manipuluje nia i nie moze tego wytrzymac, a rozmawiac z nim, onaczej
            zmienic jakos sytuacje juz próbowała na wszelkie podane sposoby i
            nic, to CO jej poradzić?
    • cytrynka_ltd no i kobieta została rozjechana;) 08.06.09, 16:53
      powtarzam innych pytanie.
      a, jak ty sobie radzisz i jak wygląda życie z twoim mężem?
      dalej robisz mu na złość?:)
      zabawne. sama zamierzasz w końcu złożyć pozew.
      cóż za hipokryzja.

      czasami lepsze jest przerwanie wzajemnej męczarni. szczególnie dla dzieci.
      ostatnio przeczytałam coś, że kobiety dla zapewnienia sobie poczucia
      bezpieczeństwa sprzedają siebie(swoje ciało) w małżeństwie, jak prostytutki.
      • mahadeva Re: no i kobieta została rozjechana;) 08.06.09, 17:31
        faceci robia tak samo, mam znajomych, ktorzy juz sie 'dorobili' i teraz wezma
        kogokolwiek, zeby tylko sie rozmnozyc i pokazac jakimi sa samcami
        ja nie sprzedaje siebie, jestem z tym, kogo lubie, i nie wiem za bardzo o co
        chodzi z tym bezpieczenstwem, to chyba juz prehistoria
      • think-thank Re: no i kobieta została rozjechana;) 08.06.09, 19:06
        właśnie, czemu to jeszcze nie jest skodyfikowane? każdy stosunek płatny 100
        złotych, obiad po 50 a sprzątanie mieszkania to pół pensji

      • kobieta_na_pasach Re: no i kobieta została rozjechana;) 09.06.09, 09:00
        cytrynka_ltd napisała:

        > powtarzam innych pytanie.
        > a, jak ty sobie radzisz i jak wygląda życie z twoim mężem?
        > dalej robisz mu na złość?:)


        nie, na zlosc sie robi, kiedy walczysz, ja nie walcze, biore kase,
        dopoki daje i robie swoje.
        ps.zawsze cie cieszy widok rozjechanych ludzi na ulicy?
    • iberia.pl a jakie widzisz rozwiązanie 08.06.09, 16:57
      jesli dwoje ludzi nie potrafi juz ze soba byc, nie potrafia sie
      dogadac, uczucie sie wypalilo itd.?

      Oczywista oczywistoscia jest to, iz rozwod to ostatecznosc.
      Pomijam fakt, ze niektorzy powinni sie 10 razy zastanowic zanim
      wyjda za maz albo sie ozenia.
      • kobieta_na_pasach Re: a jakie widzisz rozwiązanie 09.06.09, 09:02
        iberia.pl napisała:

        > jesli dwoje ludzi nie potrafi juz ze soba byc, nie potrafia sie
        > dogadac, uczucie sie wypalilo itd.?
        >
        po kilku latach? niemozliwe.u mnie wypalilo sie po 20.
        • julyana Re: a jakie widzisz rozwiązanie 09.06.09, 09:18
          > po kilku latach? niemozliwe.

          LOL. A nawet pisałam o wszystkowiedzacych kilka linijek niżej.

          > u mnie wypalilo sie po 20.

          To jest argument, że "po kilku latach niemożliwe"?

          Cóż, czasami doświadczenie nie otwiera horyzontów.
        • kora3 no i co ztego, ze u ciebia tak 09.06.09, 14:08
          kobieta_na_pasach napisała:
          > >
          > po kilku latach? niemozliwe.u mnie wypalilo sie po 20.
          >
          skoro u kogo innego inaczej - moze powinnas zazdroscic tym osobom, w
          końcu per saldo:) zmarnowałas sobie o kilkanaście lat wiecej w takim
          zwiazku niż one.
    • mahadeva Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 17:28
      bo ludzie zenia sie pochopnie, taka mamy kulture, ze kto nie ma cierpliwosci
      bierze co jest, bo tak trzeba, mamy male pojecie o antykoncepcji, wiec sa tez wpadki
      a tymczasem slub to powinna byc rozsadna decyzja dojrzalych osob
      • mateuszxyx Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 17:44
        ...albo jak sie mieszka w podwarszawskiej miejscowosci to tutaj tez
        o zone trudno, w koncu bierze czlowiek co mu sie przypadkiem
        napatoczy i gotowe...
    • marta.uparta Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 19:17
      Droga Kobieto, czasy się zmieniają i młode kobiety dziś mają do tego
      zupełnie inne podejście niz te z naszego pokolenia. Ostatnio
      obserwowałam to w wydaniu mojej siostry: po kilku latach bycia z
      facetem (całkiem porządnym zresztą, chociaż bez szału) i mieszkania
      z nim, wyszła za niego za mąż, po czym mniej więcej półtora roku po
      ślubie wyrzuciła go z domu, bo coś tam jej się przstało w nim
      podobać, kilka nastepnych miesięcy jeszcze się niby zastanawiała, po
      czym złożyła pozew rozwodowy i trzy miesiące później, po jednej
      sprawie przestała być mężatką. Kosztowało ja to 500 czy 600 złotych
      i było tak jak mówisz - pstryk i jest po rozwodzie. A miesiąc
      później wprowadził się do niej nowy facet.
      Inne czasy, inne pokolenie. Ostatnio słyszę o całym zastępie mniej
      lub bardziej znajomych 30latek, które składają pozwy rozwodowe.
      • julyana Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 09.06.09, 08:00
        O właśnie. A konserwatyzm na forum hula aż miło. Prywatne poglądy to
        jedno, niech sobie będą jakie chcą, ale realia sie zmieniły od czasu
        XIX wieku, czego niektórzy nie dostrzegają.
      • vickydt Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 09.06.09, 09:28
        > Droga Kobieto, czasy się zmieniają i młode kobiety dziś mają do tego
        > zupełnie inne podejście niz te z naszego pokolenia....<cut>
        Ostatnio słyszę o całym zastępie mniej
        > lub bardziej znajomych 30latek, które składają pozwy rozwodowe.

        To ile Ty masz lat? 600? skoro 30-latki sa dla Ciebie tym mlodym pokoleniem,
        ktore postepuje inaczej niz cala reszta dobrego swiata cierpiaca w imie
        nierozerwalnosci wiezow malzenskich.
    • vickydt Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 22:07
      masz racje, to jest smieszne i nieodpowiedzialne tak radzic. Nie chodzi o sama
      kwestie rozwodu. Tu chyba nie mamy pola na starcia i chyba wszyscy myslacy
      ludzie wiedza, ze jak maja sie 2 osoby wykanczac, to niech sie rozwioda. Chodzi
      o to trywializowanie rozwodu. Wiem, bo sama mu uleglam: majac mnostwo
      wątpliwosci przed slubem mowilam sobie "ech, najwyzej. Rozwody są dla ludzi".
      Tyle, ze nikt mi nie powiedzial, ze facet, ktorego przyjme pod swoj dach okaże
      sie mym najgorszym wrogiem (rozne kwiatki mialam w rodzinie ale tego po prostu
      NIE WIEDZILAM!). Nie wiedzialam tez, ile emocji bedzie mnie kosztowac sama
      decyzja o rozwodzie. Zszarpalo mi to nerwy na kilka lat mimo, ze samo malzenstwo
      trwalo rok.

      Do pani, ktora opisuje swoja siostre jako przyklad zdziczenia obyczajow i
      podchodzenia z lekościa do rozwodu: nie jestes Kobito własną siostrą, nie wiesz,
      ile ją to kosztowalo emocji (pomijam te Twoje przytoczone 500 zl). To ,ze byc
      moze opowiada o tym ze smiechem nie oznacza, ze tak to traktuje. Czasem to maska
      zalozona po to, by sobie z tym poradzic. Nie kazdy ma łzy na sprzedaż.
      • marta.uparta Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 23:42


        > Do pani, ktora opisuje swoja siostre jako przyklad zdziczenia
        obyczajow i
        > podchodzenia z lekościa do rozwodu: nie jestes Kobito własną
        siostrą, nie wiesz
        > ,
        > ile ją to kosztowalo emocji (pomijam te Twoje przytoczone 500 zl).
        To ,ze byc
        > moze opowiada o tym ze smiechem nie oznacza, ze tak to traktuje.
        Czasem to mask
        > a
        > zalozona po to, by sobie z tym poradzic. Nie kazdy ma łzy na
        sprzedaż.

        Akurat moją siostrę widuję często i często z nią rozmawiam. I widzę,
        że aktualnie moja siostra odpoczywa po trudach rozwodu w ramionach
        nowego faceta na Riwierze Tureckiej, a mój były szwagier leczy się
        psychiatrycznie z ciężkiej depresji.

        Oczywiście rozumiem, że każdy przypadek to indywidualna historia, i
        nie kwestionuję, że kobiety trafiają na zakamuflowanych drani. Ale
        dziwi mnie niezmiernie, jak to jest, że dzisiaj, kiedy mało kto
        pobiera się spontanicznie z wielkiej acz nie skonsumowanej miłości
        po kilku miesiącach znajomości, bo z reguły pary mieszkają ze sobą
        przed ślubem i znają się po kilka lat, zdarzają się coraz częsciej
        takie właśnie dziwne rozwody, często w rok-dwa po ślubie. I coraz
        częściej słyszę, że są to przypadki, kiedy jeszcze dziecko nie
        pojawiło się na świecie.
        Nie twierdzę że to zdziczenie obyczajów, tylko kobiety ( no i faceci
        automatycznie też, bo rozwód to przecież decyzja obojga)
        zdecydowanie bardziej lekko podchodzą do tematu rozwodu, tak jakby
        raczej należało jak najszybciej zakończyć stary związek, nie bawić
        się w ratowanie i naprawianie.
        • vickydt Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 09.06.09, 09:26
          skoro pan leczy sie psychiatrycznie z powodu rozwodu, to moze nie nadaje sie do
          zycia we dwoje, nie pomyslalas o tym? A po ciezkim przezyciu nalezy sie
          odpoczynek. I czemu nie w ramionach nowego faceta? Ustawiaj sie kobito z boku
          zdjec rodzinnych - latwo bedzie Cie odciac.
        • kora3 Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 09.06.09, 13:41
          marta.uparta napisała:


          >
          > Akurat moją siostrę widuję często i często z nią rozmawiam.

          Alw nie bierzesz pod uwagę, że moze nie być z tobą np. szczera? moze
          cię zna od tej strony i woli nie rozwijac osobistego tematu?


          I widzę,
          > że aktualnie moja siostra odpoczywa po trudach rozwodu w ramionach
          > nowego faceta na Riwierze Tureckiej, a mój były szwagier leczy się
          > psychiatrycznie z ciężkiej depresji.

          tia.. wiesz co? Ja W TRAKCIE trudow rozwodu zwiazałam się zkimś i
          jak piszesz o swojej soiostrze odpoczywałam w tych ramionach, a
          miałam po czym. A mój były mąż łaził. dzwonił i prosił, zebym sie
          jeszcze zastanowiła. Z boku pewnie wygladałoby to dla ciebie
          doskładnie tak, jak postrzegasz siostre, ale ....nie wiesz co
          przeszlam w małzeństwie, które dla wielu pewnie "wygladało"
          na "spoko, jak on ją kocha".

          I coraz
          > częściej słyszę, że są to przypadki, kiedy jeszcze dziecko nie
          > pojawiło się na świecie.

          No to chyba lepiej niż po tym, jak się pojawi, nie?

          > Nie twierdzę że to zdziczenie obyczajów, tylko kobiety ( no i
          faceci
          > automatycznie też, bo rozwód to przecież decyzja obojga)
          > zdecydowanie bardziej lekko podchodzą do tematu rozwodu, tak jakby
          > raczej należało jak najszybciej zakończyć stary związek, nie bawić
          > się w ratowanie i naprawianie.

          Jeśli nie ma co naprawiac i brak do tego checi jednej czy obu stron
          to jakie wyjscie widzisz? Meczyć się w imie...?

          >
          >
        • sotoska Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 09.06.09, 13:48
          >Akurat moją siostrę widuję często i często z nią rozmawiam. I widzę,
          >że aktualnie moja siostra odpoczywa po trudach rozwodu w ramionach
          >nowego faceta na Riwierze Tureckiej, a mój były szwagier leczy się
          >psychiatrycznie z ciężkiej depresji.


          czy uważasz, że każdy po rozwodzie MUSI chodzić publicznie obdarty, w depresji,
          roniąc łzy i rozdzierając szaty by wszyscy widzieli , że TO ON CIERPI (=pewnie
          jest niewinny rozwodowi), i nie powinien jeździć za granicę na urlop bo przeciez
          nie wypada??

          wolałabyś, gdyby Twoja siostra tkwiła z tym szwagrem w związku a on ją np
          szantażował swoim samobójstwem jak tylko by wspomniała o rozstaniu? a najlepiej
          zrobiła sobie z nim kilkoro dzieciaków żeby już nie miała wyjścia tylko MUSIAŁA
          z nim zostać "dla dobra dzieci"? chyba nie lubisz swojej siostry.

          Przykro mi, ale każdy sam odpowiada za stan swoich emocji także w związku dwojga
          ludzi, bo to dynamiczny układ i zawsze można postawić swoją granicę w
          akceptowaniu czyichś zachowań. Nikt nie każe żyć przez lata w związku toksycznym
          i uzależnić się od drugiej osoby emocjonalnie lub materialnie do tego stopnia,
          by ewentualne odejście tej drugiej osoby oznaczało dla pierwszej nawet koniec
          życia. Tak jest, gdy w związek wchodzą niedojrzałe osobowości.

          Jedni przechodzą "żałobę" przed rozwodem (gdy dojrzewają do decyzji o rozstaniu)
          inni po rozwodzie (gdy faktycznie dociera do nich, że tej drugiej osoby z nimi
          już nie ma). Ale nikt nie musi obnosic się z cierpieniem publicznie by jakieś
          skołtuniałe otoczenie łaskawie uznało go za "niewinnego".
    • demonii.larua Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 23:30
      >czy naprawde radzacy wiedza , o czym mowia tak naprawde? czy ci, >ktorym tak
      lekko przchodzi doradzanie rozwiazywania konfliktow przez >rozwod sami sie
      rozwiedli?
      Tak wiem oraz owszem rozwiodłam się.
      Statystyki mnie nie obchodzą tylko moje własne życie i moich najbliższych jeszcze.
    • masher Re: pstryk i....jestem rozwiedziona 08.06.09, 23:57
      znow komus nie przypasuje ze sie odezwe ale... sadze ze jak komus tak latwo to
      przychodzi to nie mial zielonego pojecia po co bral slub i co przysiegal. gdzie
      w tym trwanie, zmienianie sie razem, dbanie, odciazanie itd. heh ludzie by
      chcieli aby wszystko sie samo robilo, bylo pieknie jak w bajce i za nic sie nie
      bralo odpowiedzialnosci. papier sru do kosza, meza zony nie ma i jaki piekny
      jest swiat... nikogo zmieniac nie bede, nie moj problem kto jak zyje i co ma w
      glowie. to mnie zwyczajnie smieszy i drazni glupota ludzka.
    • kora3 Mogę odpowiedzieć na Twoje pytanie, choć 09.06.09, 08:07
      rzadko udzielam rad typu:"jak ci z nim źle to sie rozwiedź"

      Jednakowoż, gdy z opisu, albo czesciej z obseracji sytuacji
      wnoszę,ze sytuacja jest patowa i nie ma szans na oporawe tejże,
      czasem z powodu po prostu niechęci do naprawy z drugiej strony, to i
      owszem proszona o rade takiej własnie udzielam.

      I zaskocze CIę:) - tak sama sie rozwiodłam :) Nie znajduje w tym
      krzty dramatyzmu, ani jakis rozterek w stylu, ze to porazka. Mam
      jedno zycie i nie miałam zamiaru dłuzej pedzić go byle jak w
      towarzystwie człowieka, który sie do zycia normalnego nie nadawał.
      Koniec, kropka.

      Natomiast przyjmuje do wiadomosci, że dla kogos taka decyzja moze
      byc bardzo bolesna i trudna.
      powiadasz "pstryk"?:) No wiesz, w moim przypadku nie był to
      taki "pstryk" - małzeństwo faktycznie trwało ponad 4 lata, formalnie
      prawie rok dłuzej, to o "pstryku" nie ma co mówic. :)
      Prawda jest taka, że nie warto komus dawać w nieskończonośc "Szans"
      na poprawe, jesli się nie widzi spełniania tych deklaracji, a raczej
      już pierwszej eklaracji. w przypadku mojego eksmeza dzis wiem, ze on
      zwyczajnie nie mógł się oprawic, bo to nie od niego zalezało, ale
      tak czy owak - nie warto tkwić w maraźmie i czekac na cud.
      • julyana Re: Mogę odpowiedzieć na Twoje pytanie, choć 09.06.09, 08:24
        Mądra wypowiedź i to jeszcze poparta doświadczeniem.:)
        • kora3 Weisz, mnie smieszy 09.06.09, 08:30
          ta gadka o "doświadczeniu" w pierwszym poscier - fakt, ze ja sie
          rozwopdłam nie świadczy bynajmniej o tym, ze jestem "ekspertem",a ni
          fakt, ze ktos się nie musiał rozwodzić, bo sie na przyukład rozstał
          po powaznym zwiazku nieformalnym nic nie wie. Sa rózne sytuacje
          zyciowe, jeden człowiek bedzie uwazał rozwód za dramat, bo kocha
          jescze wspomnienia miłe po małzonku, o tym kim był nim doszło do
          sytuacji rozwodowej, inny bedzie to raktował jako porazke dlatego,
          ze coś mu w zyciu nie wyszło, jak każdemu zresztą :), jescze inna
          osoba bedzie to widziała tak, jak ja.
          Podałam kolezance garsc "lepszych" rad w tym watku - skoro rozsadna
          jej nie pasuje.
          • julyana Re: Weisz, mnie smieszy 09.06.09, 08:52
            No ale są ludzie, dla których tylko małżeństo jes prawdziwym
            związkiem - z reszta niedawno był taki wątek - dlatego rozstanie sie
            po 10 latach to pikuś jeśli zwiazek był nieformalny, natomiast
            rozwód to zawsze dramat. Ok, ludzie muszą w cos wierzyć, a nabożny
            stosunek do małżeństwa daje niektórym poczucie bezpieczeństwa i
            stwarza wieksze poczucie obowiązku, niech im będzie.
            Ty dzieki doswiadczeniu masz szersze spojrzenie, ale są tacy, którzy
            cos przeżyli i - tak jak piszesz - uważają, że tylko ich pogląd na
            dana sprawę jest słuszny. I tyczy sie to wszystkiego, nie tylko
            rozwodów. Ba - zdarza sie, że "wiedzą lepiej" ludzie, którzy nawet
            nie zetkneli sie z danym zjawiskiem.:)
            • kora3 Re: Weisz, mnie smieszy 09.06.09, 09:16
              julyana napisała:

              > No ale są ludzie, dla których tylko małżeństo jes prawdziwym
              > związkiem - z reszta niedawno był taki wątek - dlatego rozstanie
              sie
              > po 10 latach to pikuś jeśli zwiazek był nieformalny, natomiast
              > rozwód to zawsze dramat. Ok, ludzie muszą w cos wierzyć, a nabożny
              > stosunek do małżeństwa daje niektórym poczucie bezpieczeństwa i
              > stwarza wieksze poczucie obowiązku, niech im będzie.
              > Ty dzieki doswiadczeniu masz szersze spojrzenie, ale są tacy,
              którzy
              > cos przeżyli i - tak jak piszesz - uważają, że tylko ich pogląd na
              > dana sprawę jest słuszny. I tyczy sie to wszystkiego, nie tylko
              > rozwodów. Ba - zdarza sie, że "wiedzą lepiej" ludzie, którzy nawet
              > nie zetkneli sie z danym zjawiskiem.:)
              • kora3 Sorruy, cos mi sie dzieje z wysyłaniem :( 09.06.09, 09:16
                julyana napisała:

                > No ale są ludzie, dla których tylko małżeństo jes prawdziwym
                > związkiem -

                Ale niech sobie bedzie - przecież nawet jeśli ktosik udzieli po
                analizie rady: skoro jest tak i tak, to wg mnie powinnas wniesc o
                rozwód/zgodzić się na rozwód, to ten, komu porady sie udziela takiej
                zobligowany do wykonania tejze nie jest. Na siłe rada nikogo nie
                rowiedzie:) - jeśli ktos z dowolnej przyczyny chce tkwić w złym
                zwiazku, bez względu na jego formalnosc, czy nie - to bedzie tkwił


                z reszta niedawno był taki wątek - dlatego rozstanie sie
                > po 10 latach to pikuś jeśli zwiazek był nieformalny, natomiast
                > rozwód to zawsze dramat.

                Zdanie logicznie fałszywe:) przezyłam rozwód - zaden dramat,
                natomiast bardzo bolesnie przezyłam rozstanie z niformalnym
                partnerem kilka lat temu, bo go kochałam :) - trywialnie proste :)

                Ok, ludzie muszą w cos wierzyć, a nabożny
                > stosunek do małżeństwa daje niektórym poczucie bezpieczeństwa i
                > stwarza wieksze poczucie obowiązku, niech im będzie.
                Wiesz...pewna niezmiernie miła i fajna kobitka z inego forum na tym
                portalu pare lat temu przekonywała mnie, ze powinnam przyjąć
                oswiadczyny mego ówczesnego partnera, własnie z powodu
                tego "zabezpieczenia" tyle, ze jej szło bardziej o materialne
                sprawy. To życzliwa osonba jest, na bank i radziła mi z serca
                wiedzac pzrez co przeszłam w m,ażłeństwie i to, ze partnera
                ówczesnego kocham oraz to ile dla nas i dla mnie samej zrobił w
                trudnych dla mnie zyciowych chwilach. Gdybym skorzystała z jej
                udzielonej z dobroci rady :) miałabym wieksze doswaidczenie, bo
                byłabym dwukrotnuie rozwiedziona:)
                ani to przestępstwo, ani wstyd , ale po co?
                wg mnie slub nie daje zanej gwarancji na udany zwiazek, wiernosc,
                trwałosc go - ale jesli ktos chce tak mysleć to mysli, tyle tylko,
                ze jak ma olej w głowie i oczy oraz uszy to powinien się zastanowić,
                czy on aby dobrze myśli.

                > Ty dzieki doswiadczeniu masz szersze spojrzenie, ale są tacy,
                którzy
                > cos przeżyli i - tak jak piszesz - uważają, że tylko ich pogląd na
                > dana sprawę jest słuszny. I tyczy sie to wszystkiego, nie tylko
                > rozwodów. Ba - zdarza sie, że "wiedzą lepiej" ludzie, którzy nawet
                > nie zetkneli sie z danym zjawiskiem.:)

                I owszem, ale to kwestia dojrzałosci wg mnie.
                ale najbardziej rozwalaja mnie takie obiegowe opinie, jak chyba
                trochę opinia Kobiety na pasach, mzoe się myle, bo nie wprost
                wyrazona, że ludzie sie teraz cesciej rozwodzą niźli kiedyś, bo
                czynią to z tzw. błahych powodów.

                Troszkę juz zyje na tym swiecie, znam sporo osób, w tym takze
                rzowiedzionych i nie znam przy tym nikogo, kto by się rozwiódł np.
                dlatego, że maż smieci nie wyrzuca, a żona zły rosół robi
                :) nie słyszałam też, ani nie widziałam na zadnym forum rady by się
                rozwodzić z takich powodów udzelonej na serio. :)

                Ludzie sie czesciej teraz rozwodza, bo kobiety przestały jako
                rozódki ieć społecznie status gorszej osoby, bo zaranbiają i stac je
                na samodzelne utrzymanie, bo sa wyzwolone i nie uwazaja, że muszą
                tkwić. A poza tym standardowe :) odwieczn powody rozwódów-
                alkoholizm jednej ze strn, zdrada, przemoc , niedopasowanie
                charakterów
                • julyana Re: Sorruy, cos mi sie dzieje z wysyłaniem :( 09.06.09, 09:26
                  O właśnie - ten lament nad częstymi rozwodami, upadkiem obyczajów,
                  nietrwałościa związkow.:) I to wszystko jako zło staszne.:) A ludzie
                  tak postępuja bo mogą - nie spotka ich ostracyzm społeczny, bo sie
                  rozstali, wiec nie muszą meczyc sie z kims na kogo nie mogą patrzeć,
                  bo "co ludzie powiedzą". Po prosu teraz ludzie maja wybór, jak dla
                  mnie to dobrze. Ale niedawno rozmawiałam ze znajomymi, że nasze
                  społeczeństwo się chyba nie nadaje do demokracji, a osobiste wybory
                  i samodzielne myslenie chyba też większosć osób przerastaja - muszą
                  mieć sztywno wytyczone normy żeby wiedzieć jak postępować.
                  Podkreślam - sztywno wytyczone, wiem że normy tak w ogóle są
                  potrzebne - żeby nie było, że nawołuję od anarchii.:)
                  • kora3 Masz 100 proc racji :) 09.06.09, 09:31
                    julyana napisała:

                    wiec nie muszą meczyc sie z kims na kogo nie mogą patrzeć,
                    > bo "co ludzie powiedzą". Po prosu teraz ludzie maja wybór, jak dla
                    > mnie to dobrze.

                    Jak dla mnie też - dokładnie jest jak piszesz :)

                    Ale niedawno rozmawiałam ze znajomymi, że nasze
                    > społeczeństwo się chyba nie nadaje do demokracji, a osobiste
                    wybory
                    > i samodzielne myslenie chyba też większosć osób przerastaja -
                    muszą
                    > mieć sztywno wytyczone normy żeby wiedzieć jak postępować.


                    :) hmm no jedni tak, a inni nie - jak zawsze i wszedzie :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka