Dodaj do ulubionych

największy kobiecy frajer świata

16.07.09, 22:39
Jestem największym frajerem świata - kobiecym frajerem.
Ten sam jeden jedyny facet od 7 lat. Pełna sielanka. Nagła choroba i
on ląduje w szpitalu. A ja dowiaduję się o 2-3 równoległych
romansach trwających od lat.
I jestem non stop z nim w szpitalu. I wyciągam go z choroby. A
wieczorami wyję z tęsknoty. Za nim, za przeszłością, która już nie
wróci. Bo on wróci i wszystko będzie dobrze. Ale ja już w środku
umarłam. Cholernie go kocham, ale nie wiem, czy będę potrafiła dalej
z nim żyć. Jestem największym frajerem świata.
Obserwuj wątek
    • kitek_maly Ale to już było... n/tx 16.07.09, 22:40

      • najwiekszyfrajerswiata Re: Ale to już było... n/tx 16.07.09, 22:42
        kitek_maly napisała:

        dzięki, naprawdę mnie to podniosło na duchu, że nie jestem jedynym
        frajerem. super.
    • ebilinder Re: największy kobiecy frajer świata 16.07.09, 22:56
      Pierwsze co nas przybija w takiej sytuacji to czyste fakty - zostałyśmy oszukane.
      Drugie to spostrzeżenie, że mimo wszystko miłość (ślepa i zupełnie już
      nieracjonalna) wcale nie znika.
      Jeżeli od niego odejdziesz, pewnie będziesz umierała z tęsknoty. Całą sobą.
      Jeżeli nie odejdziesz, będziesz cierpiała jeszcze bardziej ale... jakaś cząstka
      Ciebie (u niektórych to się nazywa pewnie sercem) będzie mimo wszystko szczęśliwa.
      Nie jesteś frajerem...
      Kochasz...
      Po prostu i prawdziwie.
      Pozdrawiam.
      • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 16.07.09, 23:07
        Jezu, rozkleiłam się jak dziecko. Chociaż dzieci jednak nie znają
        takiej goryczy. Wiem, jak patetycznie to brzmi. Trudno.
        Dziękuję. Naprawdę dzięki.
        Tak. Kocham jak cholera. I jak cholera boli.
        Tak bardzo chciałam inaczej żyć. Tak bardzo wierzyłam, że jestem i
        będę szczęśliwa. Tak w pełni.
        Bolą też stracone marzenia. Nie wierzę w to, że znów zaufam.
        Komukolwiek. A tak chciałam bezgranicznie wierzyć. Chciałam tego
        poczucia bezpieczeństwa.
        Nie potrafię o tym nikomu powiedzieć. Wie tylko moja mama, bo była
        wtedy ze mną. Bardzo ogólnie wie psycholog faceta, bo potrzebowała
        to wiedzieć do diagnozy.
        A ja nie mam komu o tym powiedzieć. Nikogo.
        • ebilinder Re: największy kobiecy frajer świata 16.07.09, 23:16
          Twój mąż? Czy 'tylko' facet?
          • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 16.07.09, 23:20
            Mąż. Ale to chyba nie ma większego znaczenia.
            Kiedy wszystko wyszło na jaw, pierwsza myśl była "odejść". Ale w
            ogóle nie przyszło mi do głowy, że w tym przypadku "odejść" oznacza
            rozwód.
        • skarpetka_szara Re: największy kobiecy frajer świata 16.07.09, 23:20
          Ale kogo kochasz???

          Ta maske ktora przed toba zakladal, i ten teatrzyk ktory dla ciebie
          gral???

          Czy moze kochasz tego drugiego, ktory smial sie z Twojej
          niewinnosci, i chodzil na romanse? Ktory pewnie o Tobie tamtym
          opowiadal, ktory idac do domu kombinowal jak by tu zrobic zebys
          niczego nie podejrzewala bo mu si epodobala taka sielanka - z 3ma
          kobietami???

          Kochasz go bardziej od "tamtych"? Tesknisz bardziej niz one teraz,
          gdy je nie odwiedza?

          Powiedz: za ktorym tesknisz? tym falszywym czy tym prawdziwym?
          • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 16.07.09, 23:25
            I dlatego czuję się frajerem. Właśnie dlatego.

            I boję się, że zostanę tym frajerem. Że z nim zostanę, bo przecież
            go po tej chorobie nie zostawię. On nie ma nikogo. Żadnej rodziny.
            One z nim nie będą - wszystkie mają mężów, dzieci, poukładane życie.
            To były bardziej "układy" niż romanse - przynajmniej z tego, co
            wiem. Mogę się mylić.

            Tak, wyję też za tym, co mi się wydawało. Za tym, co widziałam,
            kiedy nie wiedziałam.
            • skarpetka_szara Re: największy kobiecy frajer świata 16.07.09, 23:31
              Mozesz powiedziec mi jak sie o tym wszystkim dowiedzialas?

              Bo duzo tutaj jest forumowiczek ktore tak samo jak ty, mysla ze ich
              zwiazki sa mocne, stabilne, a potem okazuje sie ze caly czas byly
              oklamywane. Moze bedzie taka lekcjia dla nas wszystkich.

              czy mialas jakas intuicjie ze cos jest nie tak wczesniej? Myslisz
              ze byly jakies "znaki" ze zdradza ktore ignorowalas?
              • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 16.07.09, 23:36
                nie gniewaj się, to nie ma większego znaczenia, jak to wyszło.
                Kiedyś też czytałam to forum i różne podpowiedzi, jak to wychodzi,
                ale moim zdaniem w każdym przypadku jest inaczej.
            • ebilinder Re: największy kobiecy frajer świata 16.07.09, 23:33
              Kiedy się kocha, kocha się człowieka takim jakim jest. Niestety. Pomimo
              wszystkiego. I żadna krzywda nie jest w stanie zniszczyć tego uczucia. Czy to
              naiwność? Nie wiem. Dla mnie to po prostu miłość. Najgorsze w tym wszystkim jest
              chyba to, że tak naprawde w tej sytuacji nie ma dobrego wyboru. Nie ma
              właściwego rozwiązania. A co on na to w ogóle? Przepraszał? Tłumaczył się? Jaka
              była jego reakcja?
              • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 16.07.09, 23:42
                O reakcji trudno mówić, bo ma nadal uszkodzony mózg i nie może w
                pełni mówić. Wszystko rozumie, więc psycholog twierdzi, że on wie,
                że ja wiem, bo wie, że mam jego telefon (no dobra, wszystko było w
                jego telefonie, a ja go musiłam użyć, żeby wykonywać jego pracę).
                więc psycholog twierdzi, że on wie i że on to wszystko teraz
                przewartościowuje. Nie wolno mi jeszcze z nim o tym rozmawiać ze
                względu na jego stan psychiczny. Nie może mieć żadnych stresów, bo
                inaczej może mu siąść mózg i cała psychika. Natomiast psycholog
                twierdzi, że jeśli on zacznie o tym mówić, to mam nie zmieniać
                tematu, tylko go posłuchać. Na razie nie było o tym w ogóle rozmowy.
                Czekam w tym na niego. Była jedna trudna rozmowa, kiedy miał dość
                szpitala i wyrywał się, żeby z niego wyjść. Wtedy się wściekł i
                mówił, że mnie nie kocha. Kiedy atak minął, płakał i mówił, że mnie
                kocha i chce dalej ze mną być. Takie skoki nastrojów będzie miał
                jeszcze przez dłuższy czas, więc jeszcze przez dłuższy czas nie będę
                mogła porozmawiać tak naprawdę i "do końca".
                • bakejfii Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 00:00
                  No coz dobra kara za grzechy.Bardzo sprawiedliwa.
                  • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 00:03
                    Ok. Ale właśnie dlatego czuję się frajerką, że to on powinien zostać
                    za to ukarany, ale nie ja. Ja na to nie zasłużyłam. A boję się, że z
                    nim zostanę, mimo że mu nie zaufam i w ogóle będę nieszczęśliwa. A
                    go nie zostawię, bo nie ma nikogo. Czyli to ostatecznie ja zapłacę
                    najwięcej. Chyba i tak już zapłaciłam.
                    • bakejfii Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 00:19
                      A kto ci kaze nim sie zajmowac.Ja kazalabym go zamknac w szpitalu z klamkami
                      tylko z jednej strony.,aby nie mial powrotu.
                  • enith Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 00:15
                    Może to i niepoprawne tak myśleć, ale, jak mawiają, pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. W tym wypadku powiedziałabym nawet, że jednak rychliwy. Szkoda faceta, że zaniemógł, ale może będzie miał teraz dużo czasu, by przemyśleć swoje sku...syńskie zachowanie wobec żony i zastanowić się nad swoim życiem. I ja, osobiście, lałabym ciepłym moczem na męża, który przyparwiał mi regularnie rogi z kilkoma paniami, niezależnie od tego czy mu uszkodziło mózg i odjęło mowę. On miał w dupie przysięgę małżeńską w kwestii wierności, to ja miałabym w kwestii "w zdrowiu i w chorobie". No, ale to ja, autorka wątku, jak widać, dalej pana kocha.
                    • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 00:26
                      Wiem, że bez wsparcia nie wyjdzie z tego. On potrzebuje widzieć i
                      czuć, że ktoś z nim jest i komuś na nim zależy. Gdybym go teraz
                      zostawiła, pozostałby rośliną. Nie potrafię mu tego zrobić. Takie
                      moje odegranie się byłoby niewspółmierne do tego, co on mi zrobił
                      wcześniej. Nie wiem, co zrobię później, kiedy już z tego wyjdzie.
                      Nie wiem, czy z nim będę. Cholernie go kocham, ale nie wiem, co
                      dalej. Zaczęłam się rozglądać - za nową pracą, za wyjazdem do innego
                      miasta. Bo nie wiem, co będzie dalej. Ale o tym mogę postanowić,
                      kiedy już wróci. Teraz muszę z nim być. Kocham i wyję.

                      Dzięki za wszystkie Wasze głosy. Dzięki za wsparcie. Dzięki za słowa
                      gorzkie, ale racjonalne.
                      • enith Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 00:43
                        Rozumiem. Chcesz pomóc mu wyjść z choroby. Ja zrobiłabym pewnie to samo, ale byłby to ostatni akt dobrej woli z mojej strony. Pewnie dlatego, że o ile jestem (tak sądzę) zdolna wybaczyć mężowi, że zakochał się w innej kobiecie i chce do niej odejść, to już regularne, trwające od lat spotkania na seks z kilkoma paniami są, moim zdaniem, niewybaczalne. Zwróć uwagę na jego wybór tych pań: mężatki i matki, które nie będą naciskać na rozwód, bo same mają wiele do stracenia. Po prostu czyste układy. Koszmar :(
                    • skarpetka_szara Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 15:28
                      Z chwila kiedy mezczyzna sie zmieni ja uwierze w najswietrza matke
                      boska.

                      Facet tak, bedzie plakal i przepraszal i kochal zone znowu - tak
                      dlugo az poczuje sie lepiej. Gdy juz calkowicie dojdzie do siebie
                      przy czujnym oku zony - pojdzie znowu na panny.

                      Nie zartujcie sobie - 3 panny mial? wszystkie zonate? facet
                      musial tego intensywnie szukac i z tego czerpie adrenaline.
              • julyana Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 08:09
                > Kiedy się kocha, kocha się człowieka takim jakim jest. Niestety. Pomimo
                > wszystkiego. I żadna krzywda nie jest w stanie zniszczyć tego uczucia. Czy to
                > naiwność? Nie wiem. Dla mnie to po prostu miłość.

                A dla mnie masochizm lub jakieś upośledzenie, które każe traktować życie jak
                telenowele, "miłość ci wszystko wybaczy", ach.

                Autorko wątku - "przecież nie zostawię go po chorobie", "on jest sam", "kocham
                go, ale w środku umarłam", "muszę(?) z nim być". Przeczytaj to co piszesz.
                Chcesz żyć jak męczennica, Twoja sprawa, ale takie życie będzie bardzo
                nieszczęśliwe. Możesz zostać z nim do czasu aż wydobrzeje, ale czytając Twoje
                posty, mam wrażenie, że wtedy zostaniesz już na zawsze. Współczuję, zarówno
                sytuacji, jak i słabości charakteru - chociaż cholera wie jak by zachował się
                "twardziel" w takiej sytuacji.
                • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 09:54
                  Nie wiem, czy to słabość charakteru. ok, w pewnym sensie tak. Ale z
                  drugiej strony uwierz, że trzeba mieć mnóstwo siły, żeby po tym
                  wszystkim iść do szpitala i być, i działać, i się uśmiechać, i
                  rozmawiać. i nie mogę mu pokazać, że robię to na "odwal się". on
                  musi czuć, że mi zależy - tylko wtedy leczenie będzie przynosiło
                  efekty.
                  dlatego piszę, że "umarłam". bo się wypaliłam, a muszę jeszcze
                  ciągnąć.
                  Nie chcę żyć jak męczennica. Właśnie o to mi chodzi. Nie chcę tego,
                  bo wiem, że wtedy sama zmarnuję to wszystko, o czym marzyłam i co
                  moglam osiągnąć. Zostać z mężem, który zdradzał tylko dlatego, że
                  jest chory. Nie chcę tak. Nie chcę się poświęcić. Dlatego piszę, że
                  nie wiem, co dalej. A teraz po prostu bardzo mi ciężko i tęsknię do
                  przeszłości.
    • justysialek to się nazywa frajerka n/t 16.07.09, 23:01

    • green_basik Re: największy kobiecy frajer świata 16.07.09, 23:24
      > on ląduje w szpitalu. A ja dowiaduję się o 2-3 równoległych
      > romansach trwających od lat.

      Gdzie je wyrywał?
      Na www.sympatia.pl
      • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 16.07.09, 23:27
        nie, niestety nie sympatia.pl
        to kobiety, które znam. kobiety z naszego otoczenia
        • green_basik Re: największy kobiecy frajer świata 16.07.09, 23:29
          najwiekszyfrajerswiata napisała:

          > nie, niestety nie sympatia.pl
          > to kobiety, które znam. kobiety z naszego otoczenia

          oj, to smutno, smutno.
    • rrosemary Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 01:47
      Mogę sobie tylko wyobrazić jak bardzo jest to dla Ciebie bolesne doświadczenie.
      Na samą myśl przeszywa mnie zimno.
      Moja rada? Raczej słowo pocieszenia...jesteś świetną dziewczyną i dobrym
      człowiekiem, a nie frajerką. Po prostu życie Cię doświadcza, taka próba ognia. Z
      czasem ból zelżeje i być może stanie się twoją siłą.
      Nie myśl o sobie jak o frajerce tylko jak o człowieku, który po prostu chciał
      być i był szczęśliwy. Czy nadal będziesz szczęśliwa? Ja wierzę, że tak. Życzę Ci
      tego z całego serca!
    • nangaparbat3 Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 09:08
      > Ok. Ale właśnie dlatego czuję się frajerką, że to on powinien zostać
      > za to ukarany, ale nie ja. Ja na to nie zasłużyłam. A boję się, że z
      > nim zostanę, mimo że mu nie zaufam i w ogóle będę nieszczęśliwa. A
      > go nie zostawię, bo nie ma nikogo. Czyli to ostatecznie ja zapłacę
      > najwięcej. Chyba i tak już zapłaciłam.

      Dla wlasnego komfortu mozesz sobie wyobrazic, ze ta jego choroba to kara za
      zdrady. Mozesz nawet w to uwierzyc.
      Jeśli on wyzdrowieje i bedzie w pelni sprawny, to mozesz go spokojnie zostawic -
      "on nie ma nikogo" to zaden argument w przypadku dorosłego czlowieka.
      Jeśli nie wyzdrowieje, gorzej - ale na pocieszenie radzę obejrzec "Gorzkie gody"
      Polanskiego.

      Tak czy owak - lepiej byc zdradzoną ze zdrowym mózgiem niż zdradzajacym z chorym.
      • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 09:56
        Wiem, że kiedy wyzdrowieje, to będzie inaczej. Wówczas nie będzie
        argumentu "nikogo nie ma". Więc nie zostanę z nim tylko z tego
        powodu. ale boję się, że zostanę, bo go kocham. i będę sama tego
        chciała, a jednocześnie się sama unieszczęśliwię. bo nie będę już mu
        w nic wierzyć i nigdy nie będę miała poczucia
        bezpieczeństwa/pewności, że jestem tylko ja.
        • stinefraexeter Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 12:00
          CIężka sprawa. Rozumiem, choćby w części, twoje rozterki. Gdyby mąż był w pełni
          sprawny, to byłoby może (podkreślam "może") inaczej.

          Natomiast nie wróżę ci udanej z nim przyszłości... Przykro mi, obawiam się, że
          wyciągniesz go z choroby, pomożesz w rekonwalescencji, a on bedzie co najwyżej
          czuł się tobie zobowiązany. Powiedział przecież wprost, że cię nie kocha. Jego
          dotychczasowe czyny to tylko potwierdzają.
          • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 12:55
            tak mi powiedział w trakcie awantury, gdy chciał rzucić w cholerę
            całe leczenie, całą rehabilitację. pisałam już, że miał taki dołek i
            psycholog twierdzi, że tak jeszcze będzie. po tym, jak mu przeszło,
            jest zupełnie inaczej. bardzo na mnie czeka w szpitalu, cieszy się,
            gdy jestem, powtarza, że wszystko razem.
            • marzeka1 Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 13:11
              "Kiedy się kocha, kocha się człowieka takim jakim jest. Niestety. Pomimo
              > wszystkiego. I żadna krzywda nie jest w stanie zniszczyć tego uczucia. Czy to
              > naiwność? Nie wiem. Dla mnie to po prostu miłość. "- ale głupie i w sumie
              unieszczęśliwiające podejście, bo to nieprawda, że miłość wszystko wybaczy.
              Zdrady, układów z paniami z otoczenia na bzykanko nie wybaczyłabym. Pewnie mam
              inną konstrukcję psychiczną, ale pomogłabym w chorobie, a potem - pa, pa.
              Możesz mi powiedzieć, dlaczego uważasz, że miłość w twoim wypadku musi oznaczać
              cierpienie, nieszczęście???? Bo dla mnie miłość to poczucie sensu i spełnienia,
              a nie bycia z bzykającym na boku facecikiem, "bo kocham". Cóż, ja po czymś takim
              szybko odkochałabym się.
              • ebilinder Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 15:44
                Widzę, że już kolejna osoba odniosła się do mojej wypowiedzi. No to ja z lekka skomentuję dwie kwestie.
                >>>bo to nieprawda, że miłość wszystko wybaczy
                -nikt nie mówi o wybaczaniu.
                >>>Cóż, ja po czymś takim szybko odkochałabym się.
                -Dla mnie ktoś kto się 'odkochuje' nigdy tak naprawdę nie kochał.

                Pewnie wychodze na jedyną wariatkę, która rozumie jednak tą nieracjonalną miłość autorki wątku ale nic na to nie poradzę. Ktoś coś wspomniał o telenowelach - nigdy nie byłam zapatrzona w kwestię miłości z tasiemców. Nie przypuszczałam wcześniej, że miłość przez duże "M" jest możliwa dopóki jej nie doświadczyłam. A nikt nigdy nie mówił, że jest ona cukierkowa i że kończy się happy endem.

                Jeżeli autorka znajdzie siłę, by jednak odejść od męża - będzie obiektem mojego podziwu, daje słowo.
            • stinefraexeter Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 13:17
              Chcesz powiedzieć, że rzucił tak pod wpływem emocji i w głębi duszy tak nie
              myśli? Ok, czepiaj się każdej deski ratunku. Z boku wygląda to jednak zupełnie
              inaczej. Co trzeba ci zrobić, żebyś uwierzyła, że on naprawdę ciebie nie kocha?
              • lonely.stoner Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 13:43
                trudno mi ocenic, ale jak ja bym sie dowiedziala ze mnie facet z zimna krwia
                przez iles lat oszukiwal, zdradzal i mial po prostu w d... to bez wzgledu na
                jego chorobe bym rownie z zimna krwia olala. Moze to okrutne co powiem, ale
                jakbym byla w takiej sytuacji jak Ty to pewnie bym raczej pomyslala msciwie a
                zdychaj sobie skr..synu w tym szpitalu i tyle. Dalabym znac kochankom- niech
                odwiedzaja, jesli maja ochote. Bo moja noga by tam nie stanela.

                ale rozumiem ze nie kazdy taki jak ja jest...
                • lonely.stoner Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 13:45
                  no i sluchaj, najwazniejsze - on Ci nigdy nie mial zamiaru o tym powiedziec,
                  oszukiwal by Cie dalej gdyby nie ta choroba. Mial za nic przysiege malzenska.
                  Teraz jedyne co on sobie mysli to moze sie boi Twojej reakcji, ale czy zaluje ze
                  sie dymal na prawo i lewo to raczej nie wierze. Pewnie jedynie zaluje ze sie w
                  koncu wydalo.
                  • bakejfii Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 13:51
                    Dymal ,dymal az sie zadymal.
                  • stinefraexeter Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 13:57
                    Pewnie, że nie zamierzał powiedzieć. Runął mu cały świat, podobnie jak temu panu
                    od pamiętnika z innego wątku. Teraz dziewczyny potrzebuje w chorobie, ale to
                    jest jedynie miłość własna.
        • ravny Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 13:55
          Opowiem ci historię :
          długoletnie małżenstwo, mężowi zdarzało się mieć romanse, żona o większości nie
          wiedziała.
          zostawił żonę z dziećmi, związał się z inną kobietą,
          poważnie zachorował a równocześnie kochanka go rzuciła zabierając gotówkę z konta.
          żona z dziećmi przyszła do szpitala, poprosili by wrócił do nich do wspólnego
          domu, wzruszył się ogromnie i wrócił do nich.
          w czasie rekonwalescencji gdy żona pomagała go obsługiwać i karmić on już
          szperał w internecie szukając nowych kochanek udajac wolnego faceta.
          gdy stanął na nogi wcielał spotkania w życie.
          po 3 latach od wyjścia ze szpitala powiedział żonie że się wyprowadza i chce
          rozwodu bo się zakochał.


          • pan_i_wladca_mx najs 17.07.09, 14:01
            i to jest piekna historia o tym, ze nie wazne czy byliscie ze soba 10 lat czy
            2,5, zdrada to zdrada, raz wybaczona bedzie uwazana za rozgrzeszona. kopa w dupe
            takim kolesiom, nie pozwalac wracac do dobrej zonki.
          • bakejfii Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 14:04
            TAKIE WLASNIE SA GLUPIE KOBIETKI.JEDNO WYJSCIE ROBIC PODOBNIE I OD RAZU FACET
            ZOBOJETNIEJENAM A JESZCZE SAME WYPCHNIEMY GO Z DOMU ABY NAM NIE
            PRZESZKADZAL.ZYCIE JEST KROTKIE A WIEC KOBIETY RUSZYC TYLKI.TROCHE
            POTANCZYC,ZABAWIC SIE.TO WSZYSTKO STOI OTWOREM. MLODE JESTESCIE .BAWCIE SIE.
        • julyana Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 14:22
          Boże, kobieto, przerażające rzeczy piszesz. Naprawdę chcesz to sobie zrobić, tak
          się krzywdzić? Radzę Ci idź do psychologa, coś jest nie tak z twoim poczuciem
          własnej wartości, skoro facet mający cie w d... i myślący tylko o sobie jest dla
          Ciebie ważniejszy niż Ty sama.
        • skarpetka_szara Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 17:13
          Sluchaj, bzykal baby z Twojego otoczenia??? I ty teraz bedziesz z
          nimi sie spotykala??? Wow, pewnie te kochanki nawet nie wiedza ze
          bylo ich kilka - tylko kazda czuje sie "wybrana". brrr....

          Jak im bedziesz mogla w oczy spojrzec??? Jak sobie?
          Sorry, ale Twoj maz to najwieksze dno.

          A ty jak chcesz to badz Matka Teresa i meczennica, ale nikt za to
          nie bedzie cie ani bardziej szanowal ani bardziej kochal.

          czy ty sobie ta milosc wmawiasz bo sie zwyczajnie boisz byc sama,
          boisz sie nowych wyzwan???
    • mrs.solis Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 14:49
      Powinnas zostac meczennica roku. Gdyby to mnie spotkalo to
      powiedzialabym mu,ze porozwoze jego rzeczy do mieszkan kochanek i
      jak wyjdzie ze szpitala to moze na zmiane u nich pomieszkiwac. Moze
      mozgownica ze strachu by mu sie zlasowala do konca. Szkoda byloby mi
      czasu na spedzanie go w szpitalu przy kims kto byl tak
      perfidny,wolalabym go przeznaczyc na szukanie nowego szczescia o
      czym poinformowalabym oczywiscie meza. Jego rzeczy spakuj w walizke
      i po kolei odwiedzaj panie i pytaj czy przyjma twojego meza.
      Najlepiej w obecnosci ich mezow.
      • 1warszawka1 Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 15:52
        "Jego rzeczy spakuj w walizke
        i po kolei odwiedzaj panie i pytaj czy przyjma twojego meza.
        Najlepiej w obecnosci ich mezow."
        super rada-piszę poważnie-bez żadnej zlośliwości-własnie tak bym
        postąpiła na pewno w pierwszym odruchu zlości, gniewu, rozżalenia, a
        potem obawiam się że przyszłyby straszne wyrzuty sumienia, poczucie
        winy i ta cholerna lojalność wobec osoby bliskiej/kochanej...i
        obawiam się że wlasnie autorka wątku tego boi się najbardziej
        wyrzutów sumienia mimo wszytsko...
        nie zazdroszczę sytuacji ale życzę dużo sił
    • butterflymk Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 14:50
      on wróci - świetnie, ale czy do Ciebie?
      pozatym czy wszystko będize w porządku?
      • panwilk Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 15:47
        moze udus go poduszka wtedy bedzie z toba az po grob :D
    • nangaparbat3 Frajerko 17.07.09, 16:06
      odbierz @, proszę :)
      • najwiekszyfrajerswiata Re: Frajerko 17.07.09, 19:25
        nanaga, odebrałam i odpisałam.
        dziękuję :)
    • green_basik Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 17:02
      Trafił swój na swego.

      Mdli mnie od takich smutów.
      • nangaparbat3 Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 18:04
        green_basik napisała:

        > Mdli mnie od takich smutów.

        Sadzisz, ze przejdziesz przez zycie bez takich - lub porownywalnych?
    • lisbeth25 Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 17:26
      Tak jesteś frajerką i mądrością niestety nie grzeszysz. Na pocieszenie-
      da się to zmienić.
      • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 19:42
        po pierwsze, nie wiem, czy wróci do mnie. po drugie, nie o to mi
        chodzi, żeby wracał do mnie i nie robię tego wszystkiego, żeby
        wrócił do mnie. robię to, bo nie jestem w stanie sama przed sobą
        skazać kogoś na niepełnosprawność do końca życia. to, że ktoś był
        wobec mnie sukinsynem, nie znaczy, że mnie będzie lepiej, kiedy ja
        wobec niego tak się zachowam.
        chcę go z tego wyciągnąć. kosztuje mnie to wiele. sił, uczucia,
        samozaparcia.
        jest mi szkoda samej siebie. szkoda, bo zasługuję na coś zupełnie
        innego. zawsze mi się wydawało, że sama kieruję swoim życiem, a tu
        życie zrobiło coś bez pytania mnie o zdanie.
        nie zamierzam spotykać tych kobiet i tego nie robię. nie interesują
        mnie ani one, ani ich mężowie, ani ich dalsze życie. i nie zamierzam
        rozmyślać, co one o tym myślały.
        nie obawiam się życia od nowa czy życia bez męża. nie przeraża mnie
        to. mam wsparcie rodziny, mam świetny zawód, mam osiągnięcia
        zawodowe, dam sobie radę.
        tylko wieczorem wyję za tym, co było i co mogło być. bardzo kochałam
        i kocham nadal, tylko nie wiem, czy będę potrafiła żyć z nim dalej.
        i liczę się z tym, że nie będę potrafiła.
        nie uważam, że nie grzeszę mądrością. myślę, że wprost przeciwnie.
        gdybym go teraz zostawiła, to wyrzuty sumienia nie dałyby mi żyć już
        nigdy. więc robię to też dla siebie.
        ale potrzebuję to z siebie wywalić i podzielić się tym, że wyję.
        • sootball Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 20:01
          Rany, jak czytam niektóre komentarze do tego wątku, to mam ochotę ich autorki
          puknąć w głowę osobiście. Kilogramowym młotkiem.
          "Frajerko", moim zdaniem podjęłaś bardzo trudną, ale chyba jedyną słuszną w tej
          sytuacji decyzję. Pozostać człowiekiem. Serdecznie Ci życzę, żebyś znalazła w
          sobie wystarczająco dużo siły aby jej sprostać w całości, a kiedy się skończy
          najgorszy dla niego okres, odejść. Rozumiem Twój ból i o ile to cokolwiek pomoże
          :) wirtualnie ściskam.
          • lisbeth25 Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 20:06
            Puknij siebie.
            • sootball Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 20:21
              nie, Ty chyba bardziej potrzebujesz. Symetrycznie, z drugiej strony.
        • stinefraexeter Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 20:46
          OK, czyli robisz to dla siebie, by nie mieć wyrzutów sumienia. Coś w tym jest,
          taktyka na uciśnioną ofiarę o złotym sercu nie jest wcale taka zła. Potrafię to
          zrozumieć.

          Moim zdaniem twój mąż na takie wsparcie nie zasługuje. Poza tym, czy naprawdę
          jesteś niezastąpiona w terapii? Bez ciebie nigdy z tego nie wyjdzie, czy co?
          • nangaparbat3 Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 20:52
            stinefraexeter napisała:

            > OK, czyli robisz to dla siebie, by nie mieć wyrzutów sumienia. Coś w tym jest,
            > taktyka na uciśnioną ofiarę o złotym sercu nie jest wcale taka zła. Potrafię to
            > zrozumieć.
            >

            W ogole nie rozumiesz.
            Twoja interpretacja to albo produkt umyslu małolata, albo etycznego i
            uczuciowego tępaka.
            • stinefraexeter Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:18
              Nie każdy ma w sobie aż tyle wyrozumiałości.
              I nie każdy zgodzi się, że wybór autorki jest najlepszym z możliwych.
              Jestem przekonana, że wiele osób na jej miejscu postąpiło by tak samo, wbrew
              temu co tak buńczucznie niektórzy piszą w komentarzach. Nie oznacza to jednak,
              że jest to najszlachetniejszy i jedyny słuszny wybór.
              Za to z twoich słów wycieka bardzo dużo dobroci, nie powiem.
              • nangaparbat3 :) 17.07.09, 22:21
                Jakoś teraz mowisz po ludzku.
                Widac warto bylo sie wsciec :)
            • lonely.stoner Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:27
              ja pierdziele, matki teresy sie zebraly...
              ja bym ewentualnie poszukala jakiejs innej formy terapi dla tego 'meza'. Nie
              moglabym nawet patrzec ze spokojoem na kogos kto mnie tak wrednie oszukiwal a co
              dopiero pomagac. Trzeba miec moim zdaniem strasznie zanizone poczucie wlasnej
              wartosci i w ogole - wartosci moralnych, zeby sobie jeszcze wbijac w glowe
              jakies wyrzuty sumienia.
              Moim zdaniem masz prawo byc wsciekla, wkrw, mscic sie i na pewno go nie zalowac.
              Ale zrobisz jak uwazasz. Pewnie jesli on w koncu zacznie z toba rozmawiac to i
              tak nigdy nei doceni tego co zrobilas. Bo - cale zycie tak mial, dostawal za
              darmo wszystko co najlepsze moglas dac a traktowal to jak jakies smieci.
              To jakis toksyczny zwiazek. A przynajmniej na taki sie zapowiada. Ja bym raczej
              na twoim miejscu pojechala na dlugie wakacje i zapomniala o tym wszystkim, a
              przedewszystkim o nim.
        • julyana Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:23
          > tylko wieczorem wyję za tym, co było i co mogło być. bardzo kochałam
          > i kocham nadal

          Ech, żal mi Ciebie. Naprawdę polecam psychologa.

          > nie uważam, że nie grzeszę mądrością. myślę, że wprost przeciwnie.

          I tu chyba nie masz racji. Chociaż nie wiem czy to głupota, czy kompleksy, czy
          jakaś trauma. Z resztą, Twoje życie, tak jak napisałam - chcesz być męczennicą,
          to sobie bądź. Jak dla mnie nie szanujesz samej siebie - to "o mój Boże, ja go
          kocham" - sorry za szczerość, ale żałosne. Nie dość, ze mąż Cie skrzywdził, to
          jeszcze sama się dobijasz. Boże, straszne jest to co siedzi w głowach niektórych
          kobiet - facet zdradzał na lewo i prawo, teraz jest chory, a ona płacze, że go
          kocha i nie zostawi. Całe poczucie winy zruca na siebie, bo on chory, biedny.
          Powtarzam - do psychologa.
          • lisbeth25 Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:26
            Całkowicie zgadzam się z Julyaną.
            • lonely.stoner Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:30
              hej, moze rzeczywiscie psycholog to dobre wyjscie?? ja bym to rozwazyla,
              najwazniejsze to zajmij sie soba. Za duzo rzeczy spadlo Ci na raz na glowe -
              maz, chory, okazuje sie ze wszystko co was laczylo to bzdura bo cie w kolko
              zdradzal, masz wyrzuty sumienia bo nie chcesz go zostawic ale wiesz ze zostanie
              z nim to frajesrstwo swiata...

              za duzo tego wszydtkiego, musisz zadbac najpierw o siebie.
              • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:33
                myślę o psychologu. właśnie po to, żeby się nie pogubić.
            • stinefraexeter Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:32
              Również się zgadzam. Wątpię jednak, by wiele obecnych tu osób było w stanie
              rzeczywiście odejść od męża w takiej sytuacji. To kwestia własnego sumienia, jak
              i ewentualnego potępienia otoczenia. Niewiele ma to wspólnego z miłością, raczej
              ze strachem przed podejmowaniem drastycznych bądź co bądź kroków w wyjątkowej
              sytuacji. I nie oszukujmy się, dla niektórych kreacja szlachetnej męczennicy
              skrzywdzonej przez los może być bardzo kusząca i wydawać się łatwym sposobem na
              poradzenie sobie z sytuacją.
              A że autorkę najpewniej czekają jeszcze gorsze jazdy niż teraz, straszna
              frustracja, żal, którego nie będzie mogła wyrzucić z siebie, bo "przecież mąż
              chory i trzeba czekać, aż sam będzie gotowy do rozmowy", to niemal pewnik,
              obawiam się.
              • julyana Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:45
                Słusznie piszesz.
          • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:31
            daleko mi do męczennicy. nie jaram się tym, że mi ciężko.
            ja nie twierdzę, że go nie zostawię.
            ja tylko piszę, że nie zrobię tego teraz, bo nie mam sumienia skazać
            kogoś na niepełnosprawność. mogę to zrobić dopiero, kiedy z tego
            wyjdzie.
            ktoś wyżej pytał - tak, w chorobach neurologicznych wsparcie rodziny
            (a całą jego rodziną jestem ja) jest podstawą wyjścia z choroby.
            nie mam poczucia winy - nie jest moją winą ani jego wcześniejsze
            postępowanie, ani jego choroba.
            • sootball Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:34
              Czy wiesz mniej więcej ile będziesz musiała zostać?
              • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:40
                Nie wiem. Tutaj nic nie da się przewidzieć. Na pewno co najmniej
                miesiąc, może dwa, może trzy. Z drugiej strony może być tak, że będę
                mogła o tym porozmawiać, zanim wróci do domu, czyli przed
                zakończeniem leczenia. Ale miesiąc to absolutne minimum.
                • stinefraexeter Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:44
                  Obyś znalazła w sobie wystarczająco dużo sił, szczerze ci tego życzę.
                  Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, w której mam ochotę krzyczeć, tysiące
                  pytań ciśnie mi się na usta, należą mi się wyjaśnienia, a tu trzeba buzię
                  zamknąć w ciup, głaskać po ręce i znosić na dodatek humory rekonwalescenta.
                  Nie zapowiada się to dobrze, wykończysz się psychicznie, ale to twój wybór.
                  • julyana Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:53
                    > Nie zapowiada się to dobrze, wykończysz się psychicznie,

                    Właśnie :(
            • marzeka1 Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:37
              Mam wrażenie, że boisz samej sobie dać prawo do szczęścia, bo jakoś mąż
              wcześniej nie miał oporów, będąc z tobą, pukać znajome panie. Może teraz
              zaproponuj paniom pomoc, wcześniej dzieliłaś się mężowskim organem, teraz może
              podziel się mężowskimi problemami? Panie w ogóle wiedzą,że ty wiesz? Czy też
              cierpisz w milczeniu?
              • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:42
                oszczędzam sobie nerwów. nie mam zamiaru z nimi rozmawiać. nie mam
                zamiaru się niczym z nimi dzielić, a już tym bardziej swoim
                cierpieniem. to dopiero byłaby schiza.
                wiesz, takie akcje fajnie się ogląda w kinie, ale w życiu to trochę
                za bardzo boli.
                • marzeka1 Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:44
                  Ty nie masz się z nimi dzielić cierpieniem, ale udawać,że nic nie wiesz??? Toż
                  to masochizm, chyba chciałabym widzieć miny, gdybym takiej w twarz powiedziała,
                  że wiem.
            • mrs.solis Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:41
              A nie mozesz zwolac tych kochanek zeby pomogly? Co cztery
              wspierajace kobiety to nie jedna,w koncu w malzenstwie mu nie
              wystarczalas i potrzebowal az trzech dodatkowych.
              • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:44
                ludzie, czemu się uparłyście, że to ja mam się bardziej katować
                jeszcze tymi kobietami?!
                żeby z nim teraz być każdego dnia muszę wywalać z pamięci to
                wszystko, co wiem. mam sobie jeszcze utrudniać?
                • julyana Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:53
                  I tak solidnie się katujesz.
            • julyana Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 21:44
              Widzisz, podstawą poradzenia sobie z sytuacją jest Twoje zdrowe podejście do
              tego, bez żadnego "kocham go, co to będzie". Wtedy możesz poczekać aż maż
              wyjdzie z choroby i wtedy porozmawiać na spokojnie i rozstać się po ludzku. Ale
              sporym problemem są Twoje emocje, a jak wiadomo z emocjami nie jest tak, że
              pstryk i jest tak jak chcemy. Rozumiem, że małżeństwo, związek, świat Ci runął
              kiedy dowiedziałaś się prawdy, do tego choroba męża. Ale Twojego masochizmu nie
              rozumiem i mam nadzieje, że to kwestia czasu, a za kilka miesięcy na wspomnienie
              tego "kocham go" będziesz myślała "ale byłam głupia".
              • sootball Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 22:07
                jeśli teraz nie będzie silna, ma w perspektywie upośledzonego na resztę życia
                człowieka, któremu mogła pomóc, ale nie pomogła. To zdecydowanie umili jej każdy
                kolejny dzień.
                • julyana Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 22:12
                  Ciekawe co bardziej umili - olewka czy poświęcanie się bez uwagi na swoje
                  potrzeby czy godność? I czemu skrajności, najlepszy jest złoty środek -
                  przeczekać chorobę i odejść.
                  • sootball Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 22:20
                    To właśnie również uważam za optymalne rozwiązanie. Pomóc przejść przez
                    najgorsze. Potem odejść.
    • lacido Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 22:04
      no cóż, skoro jesteś taka pełna miłości to pokochaj panie które on kocha i
      wszyscy będziecie szczęśliwi
      • sootball Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 22:08
        chyba potrzeba większego kalibru młotka...
        • lacido Re: największy kobiecy frajer świata 17.07.09, 22:11
          to jeszcze każda po dwoje dzieci ;)
    • tarantinka Re: największy kobiecy frajer świata 18.07.09, 11:53
      jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że wsparciem dla niego bedziesz TY -
      pełna żalu kobieta, której widok przypomina mu jakim jest draniem i
      zerem, więcej empatii kobieto - zniknij mu z oczu i nie przywołuj
      wyrzutów sumienia.
      • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 18.07.09, 23:59
        Nie, no pewnie, tak w ogóle to moja wina i to on teraz cierpi. I
        jestem jego wyrzutem sumienia, biedaczek.
        K....., to ja wyję, nie on. On nie ma wyrzutów sumienia, bo jeszcze
        nie do końca używa mózgu. Wyję, ale nie pokazuję mu swojego żalu, bo
        nie mogę.
        • julyana Re: największy kobiecy frajer świata 19.07.09, 09:20
          Wina jest jego, ale Ty koniecznie chcesz się jeszcze bardziej pognębić.
          Pochlipujesz po katach, mąż chory-biedny nic nie wie. Ok, powinniście rozstać
          się na spokojnie, kiedy on wyzdrowieje i będzie świadomy (sama piszesz, że to
          kwestia miesiąca, dwóch, trzech). Tylko co Ty teraz zamierzasz? Pielęgnować go i
          opiekować się nim zaciskając zęby? Kobieto, nie jesteś mu nic winna, wystarczy,
          że zachowasz się altruistycznie i wstrzymasz do końca choroby z rozstaniem. Ale
          największy problem jest teraz w Tobie, "ja go kocham". Otrząśnij się, bo póki co
          wykazujesz brak szacunku do samej siebie i naprawdę jesteś na dobrej drodze na
          męczennice. Nigdy nie zrozumiem kobiet, które facet traktuje jak ścierkę, a ona
          "ja go kocham".
          • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 19.07.09, 09:51
            juluano, ja wcześniej też nie rozumiałam. i uwierz mi, gdybym
            dowiedziała się o tym wszystkim w innych okolicznościach, tj. nie
            przy tej chorobie, to nie zastanawiałabym się ani sekundy. mój mąż o
            tym wiedział, bo wiele razy o tym rozmawialiśmy. jedna z
            psychologicznych teorii przyczyny jego choroby (bo tego na razie nie
            ustalono) jest taka, że zaczął nie radzić sobie z tym ukrywaniem i
            stres, że się wyda, był jednym z czynników, które ją spowodowały.
          • madame_charmante bo czasem trzeba uzywac serca, nie ...**** 19.07.09, 22:37
            co trudno czasem niektorym pojąć.

            • julyana Re: bo czasem trzeba uzywac serca, nie ...**** 23.07.09, 07:57
              Rozumiem, że to "****" oznacza mózg?;)
        • garraretka Nie-frajerko! 19.07.09, 10:02
          Gdybym mogła - chciałabym Ci uścisnąć dłoń w uznaniu dla tego, co robisz.

          Jesteś Człowiekiem przez duże C. Należy Ci się szacunek i uznanie, że po tym
          wszystkim, czego doświadczyłaś od męża ciągle potrafisz i chcesz mu pomóc.

          Oczywiście gdy wyzdrowieje - należy mu się kop w d*pę, a Tobie mam nadzieję
          wszystko się ułoży na nowo.

          Pozdrawiam i życzę dużo siły i mądrych decyzji.
        • tarantinka Re: największy kobiecy frajer świata 19.07.09, 10:21
          kobieto - to była parodia twoich wypowiedzi, zyczę ci żebyś nabrała
          do tej koszmarnej sytuacji trochę dystansu i skupiła sie również na
          sobie, pogadj z psychologiem chya widz co się z tobą dzieje ?
          • daria83.3 inne spojrzenie 19.07.09, 13:26
            podziwiam Cie-Twoje poswiecenie.Ale pamietaj-ze jesli zostaniesz z
            nim jednak po wyzdrowieniu to on nie bedzie Cie szanowal!na zewnatrz
            bedzie z Toba z politowania i wdziecznosci ze sie tak
            poswiecilas,wiec to nie ma sensu.bedzie szukal inne panie po cichu a
            Ciebie nie zostawi.to nie bedzie milosc.Najwyzej badz teraz z nim
            ale poem odejdz na 100%.

            ale chce jeszcze zauwazyc inna rzecz;
            czy jest to pewne ze bedac teraz z nim poamagasz mu w tym wszystkim?
            ja mialabym watpliwosci.bo to co powiedzial w gniewie-ze cie nie
            kocha moglobyc prawda!to wcale nie musiala byc tylko zlosc.nawet
            uszkodzony mozg ma przejawy wiec moze to bylo szczere.I teraz jesli
            Cie nie kocha,jesli byl z wygody,dla rodziny,z braku problemow,czy
            Ty mu teraz pomoesz?a moze jemu jest wlasnie gorzej?bo wie jednak ze
            jest mu niezrecznie,ze pokpochal moze ktoras z tamtch kobiet i
            wolalby zeby ktoras z tamtych byla przy nim teraz???nighdy nic nie
            wiadomo!!!
            • daria83.3 .... 19.07.09, 13:28
              zreszta same te romanse swiadcza o tym ze cie nie kocha!
              dlatego wszystko tu jest chyba bez sensu jednak-i ta sama pomoc
              watpliwa i co potem.
    • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 22.07.09, 10:03
      umówiłam się z psychologiem na spotkanie. mam straszną huśtawkę
      nastrojów i nie mogę spać. wiedziałam, że to mnie będzie dużo
      kosztować, ale co innego wiedzieć, co innego poczuć.

      do tego rozwala mnie jednak myśl, że nie rozumiem, co mąż widział w
      tych kobietach. wszystkie były/są starsze od mojego męża. do tego są
      nieatrakcyjne - w stylu prostytutki z lat 80. nawet wspólnie się z
      nich śmialiśmy w domu - z tego, jak wyglądają, jak się ubierają, jak
      zachowują.
      więc dlaczego? przecież chętnych kobiet jest mnóstwo. dlaczego
      właśnie stare i brzydkie?
      • b1020 Re: największy kobiecy frajer świata 22.07.09, 10:09
        bo on tak lubi. to jego sprawa jakie ma upodobania, czy lżej by ci było gdyby
        to były 18latki?
        nie powinnas się skupiac na tym "dlaczego on..."
        tylko skupić się na sobie -> czy chcesz być w przyszłości z tym kimś(tym
        człowiekiem zobaczonym w nowym świetle) kim okazał się Twój mąż. Żyłas sobie w
        spokojnym ale zafałszowanym świecie, zastanów się jak TY chcesz żyć nadal
        posiadając tą nową wiedzę.
        Skup się na sobie.

        • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 22.07.09, 10:17
          wiem, że masz rację. wiem, że muszę skupić się na sobie.
          tylko z drugiej strony, jeśli - czysto teoretycznie - jest opcja,
          żeby jednak po wyjściu przez niego z choroby zostać razem, to muszę
          zrozumieć, o co chodziło.
          z trzeciej strony - skoro miał te romanse/układy, to znaczy, że
          czegoś mu brakowało w domu, czyli u mnie. i nie wiem, czego. jestem
          od niego młodsza o prawie 10 lat, wszyscy mu zazdrościli żony.
          jestem naprawdę ładna, szczupła, mam dobrą pracę i sukcesy zawodowe.
          ale zawsze jego stawiałam na 1. miejscu. on był najmądrzejszy, jego
          rad słuchałam. on sam nie lubił swojej pracy, nie miał poczucia
          satysfakcji z pracy, nie miał poczucia sukcesu, bo sam o tym mówił.
          był (nie wiem, czy dalej bedzie) pesymistą, nie chciał zaczynać nic
          nowego, nie lubił wyzwań. nie potrafił wywalać złych emocji. czy
          mógł wywalać te emocje w ostrym seksie z takimi kobietami? czy
          niepotrzebnie próbuję to zrozumieć w ten sposób?
          • yannika Re: największy kobiecy frajer świata 22.07.09, 10:44
            > z trzeciej strony - skoro miał te romanse/układy, to znaczy, że
            > czegoś mu brakowało w domu, czyli u mnie.

            STOP! Zatrzymaj się i włącz myślenie!
            To ON spieprzył sprawę, nie Ty! Dorosły człowiek, jak mu czegoś brakuje, to
            rozmawia z partnerem a nie szuka sobie dup po kątach. Nie obwiniaj się o coś, co
            skopała druga strona. Nie jesteś duchem świętym i nie masz obowiązku czytać w
            myślach, wymiatać mu pyłków spod butów i spełniać zachcianki. Jesteś
            samodzielnym człowiekiem!!! a nie domowym samobieżnym robotem wielofunkcyjnym.
            I serio - jak wyzdrowieje to daj mu kopa w dupę i to takiego konkretnego, żeby
            nawet nie pomyślał o próbie ubłagania do powrotu.
          • b1020 Re: największy kobiecy frajer świata 22.07.09, 10:59
            Nie zakładasz sprawy prozaicznej-> ze niektórzy zwyczajnie lubią zdradzać, mieć
            kilka kobiet do dyspozycji, szukac przygód poza małżeństwem itd. I nieważne czy
            w domu ma Ciebie czy inną kobietę która stara się byc dla niego idealna -> on i
            tak by zdradzał bo tak sobie lubi. A fajna żona w domu-> jak najbardziej,
            potrzebna jest na stałe i fajnie że jest. Co nie znaczy że z innych kobiet
            zrezygnuje.
            Sama stawiając go na piedestale "tego lepszego i mądrzejszego" niepotrzebnie
            siebie postawiłaś niżej niż niego. Bo ból teraz będzie większy, gdy Twój "bóg"
            okazał się zwykłym łajzą więc kim w tym porównaniu wychodzisz ty, jeśli byłas
            niżej niz on?

            Doceń się wreszcie i nie oceniaj siebie przez jego negatywne czyny.

            Ty nie odpowiadasz za jego czyny i masz na nie niewielki wpływ. Uświadom to sobie.
            Myśl, jakie sama masz oczekiwania od życia i czy ten pan zdradzacz w Twojej
            przyszłości się mieści, razem z jego zdradami i jego przyzwyczajeniem do
            traktowania ich jak rzeczy normalnej.
          • stinefraexeter Re: największy kobiecy frajer świata 22.07.09, 11:26
            Zrozumienie "dlaczego" jest kluczowe i nie ma co się oszukiwać, dopóki nie
            poznasz odpowiedzi, będziesz w całkowitej rozterce. Dlatego rozumiem twoje
            pytania. Każdy by pytał.

            Natomiast uświadom sobie, że nie powinnaś szukać winy w sobie. Po opisie tych
            kobiet wydaje mi się, że mąż po prostu leczył przy nich kompleksy. Podświadomie
            mógł traktować je jak prostytutki (choćby ich wygląd i styl) - czyli osoby, z
            którymi można zrobić niemalże wszystko bez zobowiązań. Taki niestresujący i
            niezobowiązujący seks, który na dodatek podnosi mu męskie ego.

            Cały czas powtarzam: podziwiam cię kobieto. Ja bym chyba oszalała w tym szpitalu
            i znienawidziła go do końća życia.
            • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 22.07.09, 13:41
              > Natomiast uświadom sobie, że nie powinnaś szukać winy w sobie. Po
              opisie tych
              > kobiet wydaje mi się, że mąż po prostu leczył przy nich kompleksy.
              Podświadomie
              > mógł traktować je jak prostytutki (choćby ich wygląd i styl) -
              czyli osoby, z
              > którymi można zrobić niemalże wszystko bez zobowiązań. Taki
              niestresujący i
              > niezobowiązujący seks, który na dodatek podnosi mu męskie ego.

              Prawdę mówiąc, to są też moje podejrzenia. W domu mąż był cudowny.
              Traktowałam go jak "drugą połówkę jabłka" itd. Ale było kilka
              momentów, kiedy pokazał drugą twarz, potwornie okrutną, złą. Ale to
              były momenty. Psycholog stwierdził teraz, że mąż nie wywalał emocji.
              A po tym wszystkim myślę, że on je wywalał własnie z nimi, właśnie w
              ten sposób.
              Boże, jak to wszystko wygląda teraz inaczej ... To całe moje życie z
              nim ...


              > Cały czas powtarzam: podziwiam cię kobieto. Ja bym chyba oszalała
              w tym szpital
              > u
              > i znienawidziła go do końća życia.

              Ja mam dziś dołek, jest mi faktycznie trudniej.
              Ale z kolei wczoraj się cieszyłam, bo załatwiłam mu dalszy etap
              leczenia.
              To taka trochę schiza - w pewnym sensie go kocham i cieszę się, że
              jest lepiej. W pewnym sensie robię to też dla siebie, żebym w końcu
              mogła to wszystko mu wywalić. Patrzę na niego czasem i nawet nie
              wiem, co czuję.
              Idę do psychologa, bo mi trudno. Nie chcę zniszczyć samej siebie.
              Nie mam też z kim o tym porozmawiać - oprócz mamy.
              Teraz dopiero widzę, jak bardzo mu się podporządkowałam. Chciał,
              żebyśmy byli tylko we dwoje, bez żadnych znajomych, bez rodziny,
              taki związek do środka. I tak zrobiłam. I teraz zostałam sama, bez
              przyjaciół, bez znajomych, a już tym bardziej kogokolwiek, z kim
              mogłabym o tym porozmawiać. Z tego powodu to forum - bo tu się
              potrafię przyznać i są ludzie, którzy ze mną o tym porozmawiają.
              Nawet jesli opieprzą czy wyśmieją, to jednak są.
              Teraz się tak zastanawiam - co ja z sobą zrobiłam, co ja zrobiłam ze
              swoim życiem. Tylko z drugiej strony to zastanawianie się nie pomaga
              mi w szpitalu.
              Dziękuję Wam wszystkim.
              • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 22.07.09, 15:02
                nie, sorry, zostawmy na boku moje żale, że przez niego teraz jestem
                sama itd.
                sama się podkręciłam teraz. nie chcę, żeby to dodatkowo wpłynęło na
                jego ocenę. bo w kontekście jego układów na boku to nie ma większego
                znaczenia. tutaj sama jestem sobie winna, że dałam sobie tak zrobić.
                i tu się przyznaję, że byłam głupia. ale byłam przekonana, że to
                właśnie to, na całe życie.
          • julyana Re: największy kobiecy frajer świata 23.07.09, 07:59
            Ech, pas - widzę, że przypadek jest beznadziejny.
            • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 23.07.09, 08:18
              ok, może jestem przypadkiem beznadziejnym. miotam się potwornie. nie
              śpię, bo ciągle myślę i jest mi coraz trudniej sobie z tym poradzić.
              nie mogę przestać myśleć o tych kobietach, o tym, jakim był
              s...synem. jak zawsze gorliwie mnie zapewniał, że nic się nie
              dzieje, że to tylko moje przewrażliwienie, bo przecież cały czas
              poza pracą jesteśmy razem. a robił to wszystko w czasie pracy - bo
              tutaj miał pełną swobodę.
              tylko teraz naprawdę chcę zrozumieć, dlaczego tak się stało.
              dlaczego właśnie takie kobiety.
              • lima Re: największy kobiecy frajer świata 23.07.09, 10:21
                najwiekszyfrajerswiata napisała:

                > tylko teraz naprawdę chcę zrozumieć, dlaczego tak się stało.
                > dlaczego właśnie takie kobiety.


                A dlaczego jedna osoba lubi schabowe z kapustą, inna chińszczyznę, kolejna jest
                wegetarianką, kolejna placki ziemniaczane soli a jej koleżanka słodzi?
                Nie wszyscy są "tak normalni" jak Ty i twoje ramki w których się obracasz,
                uwazają za pasujace do nich samych.
                Tu też wiele osób zastanawia się, dlaczego Ty po tak perfidnym i długotrwałym
                kłamstwie mąza ciagle rozważasz zostanie z nim. Jaką trezba być kobietą by
                chciec być z takim zdrajcą. Czy coś zmieni fakt że się coebie zrozumie? Czy
                moje rozumienie współuzaleznienia od męża zmieni Twoje zachowanie? nie. Jesteś
                jaka jesteś bo taka chcesz być. Jak Ci będzie bardzo z sobą źle to sama to
                zmienisz. Tak, jak ty nie zmienisz swojego męża jesli jemu jest dobrze z tymi
                zdradami, ale jak Ci będzie wystarczająco z nim żle to odejdziesz. Bo Ty i on
                to dwie oddzielne osoby - jak dotąd mało się znające...
                • lima Re: największy kobiecy frajer świata 23.07.09, 10:32
                  Jeszcze myślę - daj sobie czas, (z psychologiem), wypłacz się, bo te złe
                  uczucia musza się przez Ciebie przelać. Jeśli nie potrafisz wybaczyć(czemu nie
                  ma się co dziwić) to nie ma sensu trwanie przy męzu bo siebie i jego zatrujesz
                  narastającym zalem i frustracją.
                  Jesteś dxielna, że mimo wszystko opiekujesz się nim w chorobie. Ale myśl też o
                  sobie o tym jak dalej wyobrażasz sobie życie. Tego starego związku i tak juz nie
                  ma i nie ma do niego powrotu(do ciebie-nieświadomej zdrad), od Ciebie teraz
                  zależy jak sobie ułozysz nowe życie.
                  • najwiekszyfrajerswiata Re: największy kobiecy frajer świata 23.07.09, 10:50
                    lima napisała:

                    > Jeszcze myślę - daj sobie czas, (z psychologiem), wypłacz się, bo
                    te złe
                    > uczucia musza się przez Ciebie przelać. Jeśli nie potrafisz
                    wybaczyć(czemu nie
                    > ma się co dziwić) to nie ma sensu trwanie przy męzu bo siebie i
                    jego zatrujesz
                    > narastającym zalem i frustracją.
                    > Jesteś dxielna, że mimo wszystko opiekujesz się nim w chorobie.
                    Ale myśl też o
                    > sobie o tym jak dalej wyobrażasz sobie życie. Tego starego związku
                    i tak juz ni
                    > e
                    > ma i nie ma do niego powrotu(do ciebie-nieświadomej zdrad), od
                    Ciebie teraz
                    > zależy jak sobie ułozysz nowe życie.

                    lima, dzięki. wiem, że w tym wszystkim muszę zająć się sobą.
                    wiem, że nie ma powrotu do dawnego życia i to mnie straszliwie boli.
                    czasem siedzę z nim w szpitalu, głaszczę go po głowie i
                    myślę "wszystko spieprzyłeś, wszystko". nie chcę sama siebie
                    wykończyć frustracją. obawiam się też, że mu nigdy nie zaufam. a
                    skoro tak, to dalsze bycie razem nie ma sensu.
                    z drugiej strony jest taka opcja, że dla niego ta choroba i wyjście
                    z niej to będzie przewartościowanie całego życia. tak twierdzi
                    psycholog. tylko że ja i tak pewnie do końca życia nie będę miała
                    pewności, czy on to naprawdę przewartościował, czy naprawdę się
                    zmienił, czy jest ze mną, bo mu tak wygodnie. wiem, że mnie kochał -
                    pomimo tych zdrad, bo to czułam. wiem też, że było mu wygodnie, bo
                    prowadziłam za niego jego firmę - bo on nie miał tutaj cierpliwości,
                    bo go to nie bawiło, ale przynosiło dochód na utrzymanie. no więc
                    robiliśmy to niby razem - z wielkim moim udziałem. i to ja go cały
                    czas próbowałam mobilizować. teraz nie mam już do tego serca. robie,
                    co muszę, ale tylko po to, żeby miał do czego wrócić. traktuję to
                    jako część opieki nad nim w chorobie.
                    ja zaczęłam się rozglądać za pracą i mieszkaniem w Warszawie. z
                    drugiej strony i tak jakiś czas temu zaczęłam o tym myśleć, bo w
                    moim mieście w moim zawodzie osiągnęłam wszystko. więc od strony
                    zawodowej wyjazd do Warszawy byłby najlepszym rozwiązaniem.
                    i wyobrażam sobie to życie bez niego. już teraz zauwazyłam, że robię
                    dużo rzeczy po swojemu, tj. inaczej niż do tej pory z nim. to są
                    pierdoły, ale jednak dla mnie to takie podświadome znaki, że się
                    wyzwalam. wyzwalam chociażby po to, by samodzielnie podjąć decyzje,
                    co dalej. żeby nie robić tego "pod jego wpływem".
                    ale strasznie mi żal tamtego życia. strasznie

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka