ka.rro
01.09.09, 18:33
Szukam mocnych argumentów - mam wrażenie, że inne do mnie nie trafią.
W skrócie - kiedyś poznałam Jego. Dla wyjaśnienia - nie byliśmy nigdy parą,
tylko znajomymi. Znajomość rozwijała się w ciekawym kierunku - gadaliśmy sobie
o wielu rzeczach i było bardzo miło. Do czasu. Wylazły spore różnice w
postrzeganiu rzeczywistości i ówczesnej sytuacji - na tyle istotne, że
rozstaliśmy się w gniewie.
Myślałam, że biorąc pod uwagę wcześniejszy charakter naszej znajomości
(myślałam, że się lubimy...) jakoś to wszystko rozejdzie się po kościach i się
pogodzimy. Ale tak się nie stało. Chciałam tego, ale on mnie zbył (dość
nieładnie zresztą).
Bez sensu, ale tęskniłam za nim. Za naszymi rozmowami...Chociaż z perspektywy
czasu miałam wrażenie, że mną manipulował, to nie chciałam w to wierzyć.
Znalazłam go w sieci - na forum. I polubiłam pisanie tam, gdzie on pisze.
Do rzeczy - on zorientował się, że go czytam i pisuję w to samo miejsce i dał
mi do zrozumienia, że go to wkurza. a ja chyba faktycznie to robię trochę
dlatego, że trudno mi zrozumieć, ŻE TO JUŻ KONIEC ZNAJOMOŚCI :(
Chore? Tak. Co gorsza - to już się dość długo ciągnie.
Pytanie - jak sobie wbić do głowy, że Jego nie ma już w moim życiu i nie
będzie???? Bo do mnie to chyba nie trafia.