Czytam właśnie "Mistykę gór" ks.Romana E.Rogowskiego
i znowu przypominam sobie to wszystko, co czuje się,
wędrując po górach. W górach tak bardzo blisko czuję
się Boga. W górach, choć jest ciężko, to jednak wszystko
wydaje się prostsze, zrozumialsze. Wędrówka w górach to
dla mnie obraz ziemskiej wędrówki człowieka do Boga.
Wędrując w Tatrach tak kiedyś napisałam:
"Szłam sobie powoli na Kasprowy Wierch i rozmyślałam.
Np. o tym, że wjazd kolejką to taka szeroka ścieżka,
na której nie można nauczyć się tylu rzeczy, co na
wąskiej. A czego można nauczyć się na tej wąskiej ścieżce?
Tego, jak cenna jest woda i chleb, który samemu trzeba
wnieść do schroniska. O tym, że potrzebny jest drugi człowiek,
który pomoże. O tym, że i ja mam być gotowa pomóc innym.
No i najważniejsze, jak cudowny jest smak zdobycia szczytu,
poprzedzony wysiłkiem, pokonaniem swoich słabości. Tak sobie
rozmyślałam, idąc w górę. Zatrzymywałam się, rozglądałam i
miałam w oczach łzy wzruszenia. Tyle dobra otrzymałam ..."
Czy doświadczacie Boga w stworzeniu? Czy idąc, czy to w lesie,
nad morzem, czy (tak jak moja rodzina) w górach, doświadczacie
Boga?
To tak trochę wakacyjnie ...