gyubal_wahazar
06.12.09, 16:28
Onegdaj znów pofartowało się zupełnie niesłychanie i dostałem robotę
w kamienicy słynącej z największego żyrandola w całej okolicy i dyndajacego
nad nią co roku w okolicach Mikołaja - świetlistego dzwoneczka.
Ponieważ garść moich nonszalanckich blefów serwowanych z coraz większą
fantazją kolejnym przygnębiającym krawaciarzom oraz zdecydowanie mniej już
przygnębiającej eterycznej pani kadrowej doczekała się dość nieoczekiwanego
'Sprawdzam !', przez szereg pierwszych miesięcy z przygodami Uszatka musiałem
zaznajamiać się jedynie z relacji naocznych świadków.
Dodatkowo, lokalizacja kamienicy wykluczała jakąkolwiek możliwość zaparkowania
samochodu na tzw zasadach ogólnych przez burżujów wylegujących się na swoich
otomanach dłużej niż do 3 rano.
Zmuszało mnie to do zniżania się do żenujących chwytów w rodzaju wślizgiwania
się po kryjomu na pobliską plebanię z umieszczoną za przednią szybą tabliczką
'Dostawa opłatka' że nie wspomnę o oklejaniu mej limo kolekcją mandatów z
poprzedniego tygodnia.
Spuśćmy zasłonę milczenia na sytuacje kiedy w warunkach porannego pośpiechu
wymienione rekwizyty nie licowały z lokalizacją zaparkowanego F126P.
Niestety, drobne te codzienne przyjemności okupione były koniecznością
korzystania ze schodów p-poż celem skrócenia drogi do samochodu. Dodatkowo,
schody te na parę pięter przed parterem kończyły się i resztę drogi trzeba
było pokonać częścią
hotelową kamienicy.
Niedogodność tą wynagradzałem sobie każdorazowo widokiem przesiadujących na
Ludwikach XIV pań, oczekujących niewątpliwie w kolejce do manikiurzystki lub
fryzjera których salonów jednakowoż jakoś nigdy nie udało mi się zlokalizować.
Intrygowało mnie nieco, że w tej kolejce te same panie przesiadywały co
wieczór, ale ponieważ kobieta była dla mnie zawsze (i pozostaje do dziś)
zjawiskiem nieprzeniknionym, wątpliwości swoje składałem na karb niskiego IQ
Po jakimś czasie, z jedną z nich nawiązałem nawet pewną zażyłość wzrokową
wyrażającą się wymianą powłóczystych spojrzeń spod 20-centymetrowych rzęs (to
tej pani, moje były nieco krótsze).
Na przestrzeni kolejnych tygodni repertuar naszej zażyłości wzbogacał się
stopniowo o dyskretne bujanie nogą założoną na nogę i nabieranie zdecydowanie
większej niż niezbędna do oddychania ilości powietrza w jedną z najfajnieszych
par płuc jakich byłem świadkiem z jednej, a coraz bardziej rozpaczliwe próby
uniknięcia tego
co nieuniknione - z drugiej strony.
Aż wreszcie wypełniły się dni i przyszło zginąć latem ...
[Teraz psim obowiązkiem każdego narratora pod groźbą zerwania umowy przez
wydawnictwo jest wyjawić czym wtedy pachniało powietrze. Problem w tym, że za
skarby nie pamiętam czy jakieś powietrze tam w ogóle jeszcze było, wśród
oparów perfum, olejków, kremów i
innych tytoni]
Oto - jeszcze tego samego dnia, którego przyszedłem do roboty - rączo pokonuję
a ze mna mój hebanowej maści neserek kolejne pięterka, aż W końcu z lekkoscią
motyla i wdziękiem gazeli zeskakuję z poręczy ostatnich schodów i wypływam na
bezmiar hotelowego holu.
Na krechę tnę w kierunku znajomych kręconych schodów, gdy nagle dosięga mnie
ciężka łapa przenaczenia.
Znajomy blond anioł stojąc właśnie na ich szczycie, posyła mi dyskretnie
trymfujące przeciągłe spojrzenie, leniwie obserwując jak zmierzam prosto jak
baran na rzeź.
Jeśli ktoś pyta czy to jest ta chwila kiedy całe życie przelatuje człowiekowi
przed oczami (oczyma ? - niepotrzebne skreślić), to potwierdzam.
Trzeźwości umysłu starczyło mi ledwie na przełknięcie śliny i uswiadomienie
sobie, że rozpoczęty właśnie pojedynek wzrokowy przesądzi na długie miesiące o
mojej trasie do samochodu.
Nie pękam więc i gardząc śmiercią jestem już prawie na schodach i to cały czas
remisując w 'kto pierwszy mrugnie', gdy karmin warg traci nagle swą doskonałą
regularność a powietrze (jednak było go tam trochę) przeszywa wyszeptane
zmysłowo :
- Hieloł, sjer
Jeśli ktoś pyta ... ponownie potwierdzam, ale coś z tym trzeba było zrobić, a
tym bardziej zważywszy na ukraińsko-białoruską śpiewność 2-giej sylaby 'Hello'
- Dobryj wiecier, aniołku
Okuń byłby ze mnie dumny. Jak mawia jedna z koleżanek zaplusowałem u Aniołka.
I to tak wyraźnie, że pewna rezerwa czająca się w pierwszym zagajeniu ustapiła
entuzjazmowi niemal w kolejnych i dialog potoczył się żwawo :
- Pajdiom ?
- Nietu, spasiba
- A paciemu ?
- Bo ja giej
- Giej .... ?
(tutaj pauza dokumetujaca przejście od konfuzji do radośnie oznajmionego
znalezienie rozwiazania)
- To dla gieja u mnie za połowinku !
Tu moje zdolności improwizacyjne wystawione zostały na ciężką próbę ...
- O kiej, tolka skoczę po druziej
- Nietu, za połowinku to tolka giej ! O kiej ?
Uffff no i udało się jakoś wybrnąć. I to na gruncie merkantylnym,
a więc bez wystawiania na szwank swojej męskości i to w kontekście
- jak by nie było - międzynarodowym.
Jednak lazur smutnych ocząt Aniołka wrył mi się w pamięć na długie tygodnie,
za każdym razem brutalnie negując słuszność przyjętej przeze mnie linii.
Traf chciał, że jakoś niedługo potem, mój Aniołek najwyraźniej delegowany do
podbijania innych wschodzących rynków osierocił mnie, który długo jeszcze
ciąłem ten cholerny dywan na cholerną krechę obiecując sobie za każdym
cholernym razem że jeśli tylko kiedyś powróci - pajdu i to biez druziej.