dzieckozbullerbyn
15.04.11, 14:14
Jestem nowa. Mam blisko 50lat, choć w duszy raczej 15..
Wokół mnie pełno ludzi, a ja czuje się w tym samotna. I kocham tę moja samotność..
Marzę o wyprowadzce z dużego miasta w którym mieszkam, i osiedleniu się na wsi, w rodzinnych stronach.
Nie wierze ze wytrwam w małżeństwie, nie chcę być podporą dla mojego licznego potomstwa-mam 4 dzieci i potencjalnych wnuków.
Wiem, że jeśli tu zostanę dam się wykorzystywać, bo nie umiem odmawiać. Tak jak dotąd, gdzie całe moje dotychczasowe życie dorosłe służyłam jak nie dziadkom, to dzieciom, ostatnio-rodzicom, umierającemu na raka tacie, teraz-samotnej mamie (nie mam rodzeństwa).
Oczywiście ponadludzkim wysiłkiem ciągnęłam tez pracę (swoja działalność, bo kto zatrudniłby matkę-polkę) a nawet skończyłam II fakultet i to z tych niezbyt łatwych - w tym 2. zawodzie obecnie działam.
Sądzę, że uda mi się rozwinąć tę działalność na wsi i w okolicznych miasteczkach. To wolny zawód, daje szanse godnego życia, ale zależy od siły przebicia, woli walki o klienta.
Mam jednak dużo wątpliwości. Zdać się świadomie na samotność? Zostawić to wszystko czym żyję od 30 lat? Zostawić ludzi, którzy mnie kochają i którym jestem potrzebna i wyjechać tylko z tego powodu że marzy mi się, aby coś zmienić w życiu? Ze chcę w końcu odpocząć? Że marzę o życiu wg swoich reguł? W pasującym mi i tylko mi otoczeniu? Ze chcę byc niezależna, wolna, jak to się teraz określa??
Czy ta wolność nie będzie okupiona zbyt wielkim kosztem - dla moich bliskich: troską o mnie i brakiem wsparcia z mojej strony na codzień, a dla mnie- cudowną samotnością, która po kilku tygodniach, a szcz. samotniej spędzonych weekendach może się okazać gwoździem do mojej trumny?
Nie wierzę sobie, nie ufam swoim wyborom..
Sama nie wiem czego chcę..
I chciałabym i boję się...
--
no i tyle
Bulli