Dodaj do ulubionych

Rozdźwięk

24.11.18, 13:19
Myślę o tym wszystkim, o czym ostatnio rozmawialiśmy. Młoda u ojca i czasu więcej.
To i refleksja przyszła nad samą sobą...
A mianowicie, jeśli nie miłość, nie wiara, to co mnie trzyma przy życiu?
Mnie konkretnie miłość do Młodej oraz poczucie odpowiedzialności za nią i za naszą sunię.
Coraz częściej zastanawiam się nad sensem życia.
Czego nie robiłam, kiedy czułam się kochana.
Mało tego, nawet nie przyszło mi do głowy, żeby poddawać w wątpliwość sens życia.
Czyli jednak miłość aż tak wiele zmienia?
Czy to, że czujemy się kochani bardziej nas otwiera czy zamyka na życie?
Czy samotność to dla mnie aż tak nienaturalny stan?
Czy to w ogóle jest dla kogoś stan, który lubi?
Czy może ja jestem takim dziwolągiem i mimo, że nie wierzę już w miłość, to nie umiem w sobie znaleźć zgody na taki stan? I to jest taki rozdźwięk w mojej duszy, że nie rozumiem sama siebie?
Czy ktoś w ogóle mnie rozumie?
Pytań w cholerę. Czy padnie choć jedna odpowiedź?
Obserwuj wątek
    • to_ja_pisze Re: Rozdźwięk 24.11.18, 15:44
      Może chodzi o przyjazną osobę w codziennym życiu. Jeśli takiej nie masz, tylko złudzenie kontaktu z drugiem człowiekiem na forum to wtedy wychodzi kicha. Tutaj nie ma sensu specjalnie się otwierać, sama wiesz. Wsparcia nie znajdziesz, co najwyżej hejt.
      • dolores2222 Re: Rozdźwięk 24.11.18, 16:06
        Wiem, Toja smile
        Ale mimo to czasem mi się uleje. Bo jestem ciekawa, jak inni widzą podobny problem.
        I mam też, że nie chce mi się udawać wesołka, jeśli nie czuję radości. A że hejt?
        No cóż, zdążyłam przywyknąć. tongue_out
        Mam przyjazną duszę, nawet dwie.
        Jak na tak trudny charakter, to całkiem nieźle.
        Ale brakuje mi bycia z kimś w takiej bliskości, jaka możliwa jest tylko w związku z mężczyzną, równie zaangażowanym oczywiście. Sama dobrze wiesz, że miłość do córki to całkiem inny rodzaj uczucia. No i nie jest związana z bliskością fizyczną, której mi również brakuje. Tak, nie wstydzę się o tym mówić. Zawsze miałam duże potrzeby seksualne, ale jednocześnie nie bawi mnie seks dla seksu. Żeby się przekonać, spróbowałam. I nie było satysfakcji z mojej strony. Nie chodzi o jakiś moralniak, bo go nie czułam. Sama zdecydowałam, że spróbuję tego sportu, żeby raz wiedzieć, czy może się nie mylę. Nie myliłam się. Seks jako sport odpada. No to zostają książki i czasem te wypociny na forum. A jak się Tezeusz pośmieje, to jego prawo. Ja też mam z niego czasem niezły ubaw. big_grin
        • to_ja_pisze Re: Rozdźwięk 24.11.18, 16:21
          Myślę, że najgorszym sposobem na rozwiązanie swoich problemów jest dzielenie się nimi w internecie, gdzie doskonała większość ludzi leczy swoje kompleksy i frustracje. Czasami jak widzę takie szczere wpisy to oczami wyobraźni wizualizuję sobie tą równię pochyłą. Nie dość, że człowiek ma jakieś problemy to sobie nieświadomie ich dokłada wylewając swoje żale w internecie. Nie warto.
          • roman_to_ja Re: Rozdźwięk 24.11.18, 16:36
            to_ja_pisze napisała:

            > Myślę, że najgorszym sposobem na rozwiązanie swoich problemów jest dzielenie si
            > ę nimi w internecie, gdzie doskonała większość ludzi leczy swoje kompleksy i fr
            > ustracje.

            Bzdury jakieś opowiadasz. Co za róznica, czy czlowiek się dzieli swoimi problemami w internecie, czy gdzieś indziej?
            • to_ja_pisze Re: Rozdźwięk 24.11.18, 16:48
              Bo tu jest mnóstwo przypadkowych ludzi, którzy nie są ani predysponowali do tego żeby pomagać, ani nie są przyjaźnie nastawieni.
              • dolores2222 Re: Rozdźwięk 24.11.18, 17:54
                Toja, mnie nie chodzi o żadną pomoc.
                Gdybym czuła, że takiej potrzebuję, to poszłabym do psychologa.
                Interesuje mnie spojrzenie innych ludzi na dręczące mnie wątpliwości.
                A że ludzie przypadkowi, to i jedni się pośmieją, a inni zastanowią. smile
                • to_ja_pisze Re: Rozdźwięk 24.11.18, 18:09
                  Pomoc - w rozumieniu zniwelowania skutków samotnego życia czy odczuć związanych z samotnością.
                  Tak jak sobie patrzę fora to generalnie to przeżytek.
                  • dolores2222 Re: Rozdźwięk 24.11.18, 18:14
                    No dobra, a powiedz mi, ty lubisz swoją samotność?
                    • to_ja_pisze Re: Rozdźwięk 24.11.18, 18:15
                      różnie bywa
                      w dużym stopniu oswoiłam
                      • dolores2222 Re: Rozdźwięk 24.11.18, 18:48
                        Czyli czujesz się dobrze i nie odczuwasz potrzeby zmian?
                        • to_ja_pisze Re: Rozdźwięk 24.11.18, 19:44
                          nie, to inni mają potrzebę zmian w moim życiu
                          • dolores2222 Re: Rozdźwięk 24.11.18, 20:48
                            Nie bardzo rozumiem.
                            Ale ja bym nie patrzyła na potrzeby innych dotyczące twojego życia.
                            • to_ja_pisze Re: Rozdźwięk 24.11.18, 21:10
                              Ja na to nie patrzę. Raczej była to tylko mała dygresja, że ludzie zawsze lepiej wiedzą od ciebie co jest dobre.
    • roman_to_ja Re: Rozdźwięk 24.11.18, 16:34
      Obawiam się, że nie ma sensu doszukiwanie się sensu życia. Wielu już bezskutecznie próbowało. Lepiej poszukać odpowiedzi na pytanie, co zrobić, czym zająć głowę, żeby sobie tych pytań nie zadawać.
      Czy samotność ma wplyw na to, że życie wydaje się bez sensu? Raczej życie jest bez sensu niezlaeżnie od tego, czy czlowiek jest samotny czy nie. Tyle że czlowiek samotny ma wiecej czasu na myślenie o tym wink
      • dolores2222 Re: Rozdźwięk 24.11.18, 17:52
        Zapewne w dużej mierze masz rację.
        Tyle że ja lubię myśleć.
        A że nie zawsze te moje refleksje są pozytywne?
        To chyba jak wszystko w życiu...
    • obrotowy No to sprobuje Ci cos dodac po swojemu 24.11.18, 17:13
      co nie znaczy, ze zamierzam Cie przekonywac.
      Podaje tylko moje odpowiedzi na niektore Twoje pytania.
      Uprzedzajac kwestie podsumowania dodam, ze mnie NIC nie trzyma przy zyciu.
      Ale nie zamierzam go skonczyc, bo po prostu nie mam tendencji samobojczych i uwazam ze trzeba jechac do mety, az sie do niej dojedzie - tak dlugo az zdrowie i los pozwola.

      a teraz odpowiedzi na Twoja "ankiete":
      Coraz częściej zastanawiam się nad sensem życia.

      - kazdy to czasem czyni, ale zycie nie ma sensu (oprocz wybitnych jednostek)
      ono po prostu JEST i rozdrapywanie mysli nad jego sensem - prowadzi tylko do zachwiania umyslu.

      > Czego nie robiłam, kiedy czułam się kochana.

      - a to jest dobre pytanie i warto pomyslec, bo moze ustalisz czy cos zaniedbalas, czy nie.

      > Mało tego, nawet nie przyszło mi do głowy, żeby poddawać w wątpliwość sens życia.

      - to dobrze.

      > Czyli jednak miłość aż tak wiele zmienia?

      - no zmienia duzo, ale nie na stale, bo to nie jest STAN (staly) - to JEST PROCES

      > Czy to, że czujemy się kochani bardziej nas otwiera czy zamyka na życie?

      - bardziej zamyka, boo koncentrujemy sie bardziej na sobie i na obiekcie MIlosci

      > Czy samotność to dla mnie aż tak nienaturalny stan?

      - pewnie tak, bo dla mnie to stan naturalny. A to (udane) bycie z kims jest darem Niebios

      > Czy to w ogóle jest dla kogoś stan, który lubi?

      - dla nielicznych (tkzw. samotnikow)

      > Czy może ja jestem takim dziwolągiem i mimo, że nie wierzę już w miłość, to nie
      > umiem w sobie znaleźć zgody na taki stan? I to jest taki rozdźwięk w mojej duszy

      - dobrze siebie okreslilas. - to jest wlasnie taka dyskrepancjia dajaca dysonans wewnetrzny...
      • dolores2222 Re: No to sprobuje Ci cos dodac po swojemu 24.11.18, 17:51
        Dziękuję za wnikliwość.
        Przemyślę smile
    • karolivia Re: Rozdźwięk 24.11.18, 18:24
      Szukanie sensu życia przez duże "S" to do myśli samobójczych może Cie doprowadzić, szczególnie w listopadzie, w Polsce. Bezpieczniej szukać sensu jak się jest na wakacjach wink.
      Moja koleżanka miała takie powiedzenie : Inteligencja musi pić, żeby żyć. Z grubsza, jak wiadomo, chodzi w nim o to, że człowieka myślącego często przybija ten brak sensu. I musi robaka, który go toczy zalać.
      A miłość?
      Miłość jest jak alkohol, zmienia świadomość, uderza do głowy i sprawia że życie nabiera sensu. Przynajmniej na chwilę.
      • dolores2222 Re: Rozdźwięk 24.11.18, 18:42
        Niekoniecznie lubię tylko bezpieczne rzeczy.
        Co nie znaczy, że lubię igrać z ogniem wink
        • dolores2222 Re: Rozdźwięk 24.11.18, 18:45
          A jeśli chodzi o myśli samobójcze, to owszem, po rozstaniu z mężem, bywały.
          I wtedy pomógł specjalista.
          Teraz jestem od nich wolna.
          Przemyślałam wiele i wiem, że dopóki jestem odpowiedzialna za Młodą, jestem jej potrzebna, nie mogę decydować o swoim życiu. Potem się zobaczy. Mam na ten temat sprecyzowany i głęboko przemyślany pogląd.
          • karolivia Re: Rozdźwięk 24.11.18, 21:00
            dolores2222 napisała:

            > Przemyślałam wiele i wiem, że dopóki jestem odpowiedzialna za Młodą, jestem jej
            > potrzebna, nie mogę decydować o swoim życiu. Potem się zobaczy. Mam na ten tem
            > at sprecyzowany i głęboko przemyślany pogląd.

            A jaki? Jeżeli wolno spytać?
            • dolores2222 Re: Rozdźwięk 24.11.18, 21:34
              Już o tym pisałam.
              Uważam, że każdy ma prawo decydować o długości swojego życia.
              Warunek: jeśli nie odpowiada za dziecko czy choćby psa, którego przygarnął.
              • karolivia Re: Rozdźwięk 24.11.18, 21:57
                Tak, prawda, każdy ma prawo. Prawo do decydowania o długości życia.
                Nasuwa mi się kilka refleksji i pytań. Od kiedy już nie odpowiadamy za dziecko? Jak skończy 18 lat? Jak będzie miało swoje dzieci?
                Przez ostatnie pół roku, gdzieś blisko mnie, wydarzyły się 2 samobójstwa.
                Jedno to był 19 letni chłopak. Nie miał psa, ani własnych dzieci, czyli mógł się zabić, tak? Zgodnie z Twoimi przemyśleniami?
                Drugie dorosły facet, co prawda miał dziecko, ale już 18 nastoletnie. Psa nie. Więc też miał prawo i mógł.
                Niewyobrażalne tragedie. Dla tych co zostali. Dla bliższych i dalszych znajomych, dla rodziny.
                Więc jak czytam, coś takiego jak Ty napisałaś , o tym prawie .... to wiesz, mam mieszane uczucia.
                Wszystko jest takie gładkie w teorii. W praktyce zaczyna być nieco bardziej szorstkie. Jak niezrozumiała śmierć dotyka kogoś Ci bliskiego. Raczej nie myślisz" "Moja córka/syn/matka/ojciec miała prawo decydować o długości swojego życia".
                • dolores2222 Re: Rozdźwięk 24.11.18, 22:03
                  To nie jest łatwy temat. Ani dla tego, kto odchodzi, ani dla tego kto zostaje.
                  Ja jednak towarzyszyłam w odchodzeniu bardzo bliskiej osoby. Najbliższej. Wiem, że chciała odejść, bo cierpienie było niewyobrażalne. Nikt z nas, bliskich, nie miał odwagi mu w tym pomóc. On nie miał siły, by to zrobić ani możliwości. Kiedyś wprost poprosił, abym mu pomogła. Nie odważyłam się. Ale to doświadczenie zweryfikowało moje myślenie o życiu i śmierci. Bardzo mnie umocniło w przekonaniu, że w pewnych okolicznościach śmierć jest wybawieniem. A skazywanie kogoś na życie jest niewyobrażalnym okrucieństwem.
                  • karolivia Re: Rozdźwięk 24.11.18, 22:07
                    Dolores, piszesz o eutanazji, samobójstwo nie jest eutanazją.
                  • karolivia Re: Rozdźwięk 24.11.18, 22:10
                    Ja piszę o zdrowym 19latku, którego przerosło życie, i o zdrowym 42 latku którego też życie przerosło.
                    Kiedyś czytałam wywiady z odratowanymi samobójcami, wbrew pozorom, nie wszyscy samobójcy mają depresje.
                    • dolores2222 Re: Rozdźwięk 24.11.18, 22:14
                      Nie wiem, nie mam takich doświadczeń.
                      Nie wiem, co kieruje samobójcami.
                      Nie umiem się ustosunkować.
                      Ale wiem, że życie może przerosnąć.
                      I nie potrafię negatywnie ocenić osoby, która to kończy.
                      Nie mnie oceniać.
                      Nigdy nie odważyłabym się zanegować decyzji, że ktoś chce odejść. To dla mnie akt odwagi a nie poddania się.
                      • karolivia Re: Rozdźwięk 24.11.18, 22:30
                        I nie miej jak najdłużej, albo wcale "takich doświadczeń". I absolutnie nie oceniam negatywnie samobójców. Pisałam, że to wielka tragedia. Niewyobrażalna tragedia.
                        Ja widzę różnicę miedzy eutanazją, a samobójstwem. Podstawową. O eutanazję cierpiący człowiek prosi, mówi że ma dosyć życia. Samobójca nie idzie i nie mówi: "Słuchajcie moje życie jest do kitu, bardzo cierpię, idę się powiesić", bo jak tak powie to przecież nikt mu nie pozwoli tego zrobić.
                        Sorry, ale jak przeczytałam co napisałaś o tym życiu i o przemyśleniach o jego kończeniu, a potem o tym prawie.... no nie wiem... poruszyłaś jakaś drzazgę, którą mam cały czas, jakiś smutek, jakieś poczucie niezrozumienia i niesprawiedliwości.
                        I nie wiem, czy samobójstwo to akt odwagi czy tchórzostwa. Być może i jedno i drugie, równocześnie.
                        Wiem, że większość tych problemów,które prowadzą do samobójstwa jest "uleczalna" w przeciwieństwie do cierpienia, które prowadzi do eutanazji.
                        • roman_to_ja Re: Rozdźwięk 25.11.18, 01:47
                          Ale sobie temat znalazłyscie na ponury listopadowy wieczór.
                          Czy człowiek ma prawo do samobójstwa lub euntanazji? Z eutanazją jest łatwiej się pogodzić, bo można sobie wyobrazić cierpienie, na które nie powinno się skazywać człowieka. Ale też rodzą się pytania - kto i według jakich kryteriów ma ocenić skalę tego cierpienia? To znaczy stwierdzić, czy cierpienie czlowieka jest wystarczające, by je przerwać, zadając śmierć? Ostatnio pojawiły sie przypadki eutanazji nie spowodowanej cierpieniem. Głośna była jakiś czas temu sprawa profesora z Australii (nazwiska nie pamietam), który przyjechał do Europy (nie pamiętam, czy nie do Szwajcarii), żeby się poddać eutanazji. Profesor był bardzo wiekowy, ale w przyzwoitej formie umysłowej i fizycznej. Nieco wcześniej jeszcze pracował na uczelni. Nie był człowiekiem cierpiącym fizycznie. Jako przyczynę swojej decyzji podawał, że jest już stary, codzienne życie staje sie dla niego coraz bardziej kłopotliwe i po prostu chce je zakończyć. W TV pokazano, jak przed wyjazdem spotkał się z liczną rodziną. Eutanazji dokonano. I znów pojawiają sie pytania - czy gdyby zgłosił się ktoś o 10 lat młodszy od profesora i tez powiedział, że już mu się nie chce żyć, to państwo powinno takie życzenie spełnić? Jaka jest granica np. wieku i kto powinien decydować, czy wystarczająco on już ma dosyc życia, więc można na życzenie i w majestacie prawa tego zycia go pozbawić? Przecież można sobie wyobrazić, że na 80-latek może być tak samo zmęczony życiem jak ten ponad 90-letni profesor. A jak 80-latek może, to dlaczego i na jakiej podstawie nie ktoś jeszcze o 10, 20 czy 30 lat młodszy?. Kto i jak miałby to "zmierzyć"? Ponieważ nie da się tego zrobić, to może należałoby usankcjonować prawo do śmierci dla każdego na jego życzenie? Dlaczego ten wspomniany wyżej 19-letni chłopak, czy 42-letni facet musiieli sami popełnić samobójstwo, a profesora ktoś w majestacie prawa wyręczył? Przecież oni zapewne bardzo cierpieli i mieli dosyć zycia.

                          Piszę o tym, żeby pokazać, że sprawa na przyzwolenie odebrania sobie życia nie jest taka prosta i jednoznaczna. Oczywiście jak czlowiek będzie bardzo zdeterminowany, to nie będzie nikogo pytał o zdanie i się zabije (jeśli będzie potrafilł to zrobić), ale z tym etycznym przyzwoleniem to bym był ostrożny z wyżej wymienionych względów.
                          • dolores2222 Re: Rozdźwięk 25.11.18, 09:23
                            Dziękuję ci za tę wypowiedź.
                            Wiele osób podchodzi do tematu w taki sposób, że cierpienie psychiczne nie jest wystarczające do tego, by chcieć odejść. Zawsze podnosi się ból osób, którzy zostają. Ja go nie neguję. Wiem, jaką tragedią jest śmierć najbliższej osoby. Ale wiem też, że aby zadać sobie śmierć trzeba niewyobrażalnie cierpieć. Nie robi się tego po to, żeby kogoś ukarać. Nie odważyłabym się potępić samobójców. Nie odważyłabym się potępić osoby, która pomogła w eutanazji. Ja tego nie zrobiłam. Dzisiaj wiem, że ze strachu. A więc przeważył mój egoizm. Przeważył ponad miłością do najbliższej osoby. I muszę z tym żyć. Nie wiem też, jak żyłabym z tym, gdybym się odważyła. Czy wtedy moje sumienie byłoby spokojniejsze niż teraz? Takich sytuacji nie da się porównać. I nie da się przewidzieć, jak człowiek by się zachował, gdy stoi pod ścianą. Jeśli słyszę czasem hasła w stylu: ja to nigdy, ja to zawsze... to już wiem, że ta osoba nigdy nie znalazła się pod taką ścianą.
                          • karolivia Re: Rozdźwięk 25.11.18, 10:12
                            Fajny temat , nie?
                            Ja się zgadzam z Tobą, że granice między tym co dopuszczalne, a tym co nie są trudne do określenia. Uważam też, że cierpienie umysłowe może być równie nieznośne jak ból fizyczny, co znaczy że z tego powodu też można rozważać eutanazję. Nie wszystko da się wyleczyć, nie każdego bólu da się pozbyć i z głowy i z ciała. Fakt. Popatrz teraz na przykład z profesorem. Był sprawny fizycznie i umysłowo. dlaczego w takim razie SAM nie zakończył życia? Przecież pewno mógł. Tu dochodzimy do tej różnicy między eutanazją, a samobójstwem. Pożegnał się z rodziną, przekonał wszystkich, że chce zakończyć życie i w godnych warunkach, bez cierpienia odszedł.
                            Nie znam procedur, ale wydaje mi się, że wcale nie tak łatwo dostać to pozwolenie na eutanazję. On dostał.
                            Jesteśmy społeczeństwem w którym śmierć uznaje się za coś nienaturalnego. Zapominamy, że życie się kończy. Każde. Część tych ludzi, którzy proszą o eutanazje w ogóle by nie dożyła etapu takiego cierpienia, gdyby im w tym nie pomogła nowoczesna medycyna. Umarliby na wcześniejszych etapach choroby. Jest takie pojęcie jak "uporczywa terapia". Wbrew pozorom, często z powodu lęku przed prokuratorem, którym straszy rodzina ta uporczywą terapię się funduje cierpiącemu choremu.
                            Co do granic eutanazji. I ogólnie pozwolenia na nią. Bardzo trudny i wielowątkowy temat jak zauważyłeś. Nie podejmuje się rozważań.

                            Dlaczego ten wspomniany wy
                            > żej 19-letni chłopak, czy 42-letni facet musiieli sami popełnić samobójstwo, a
                            > profesora ktoś w majestacie prawa wyręczył? Przecież oni zapewne bardzo cierpie
                            > li i mieli dosyć zycia.

                            Właśnie. Dlaczego? Kurcze , nawet nie wiesz ile razy sobie zadałam to pytanie. Dlaczego. Dlaczego. Dlaczego..NIe wiem Roman. I strasznie mnie to męczy. Pozostaje mi się po prostu z tym pogodzić. Jak z każdą inną śmiercią.
                            Ci którzy przetrwali własne samobójstwo mówią, że byli w jakieś czarnej dziurze bez światła, że faktycznie nie widzieli innego wyjścia z sytuacji wtedy. I może tu tkwi różnica i tu jest ta granica. W przypadku samobójstwa to samobójca nie widzi wyjścia z sytuacji, ale ono często obiektywnie istnieje. W przypadku eutanazji nie tylko ten który o nią prosi, ale reszta społeczeństwa też nie zna sposobu na skrócenie jego cierpienia.

                            "Pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś" Mały Książę
                            • dolores2222 Re: Rozdźwięk 25.11.18, 10:33
                              Mogę jedynie dodać, że uporczywa terapia bywa często na uporczywą prośbę rodziny. Bo przecież on jeszcze oddycha, to żyje... Mogłabym o tym długo. Rodzina przychodzi, posiedzi, popłacze, a człowiek i tak zawsze zostaje sam ze swoim cierpieniem. Dzisiaj wiem, że kiedy człowiek jest chory na nieuleczalną chorobę, można podpisać odpowiedni papier, który wyklucza uporczywe podtrzymywanie przy życiu. Ja wiem, że gdyby mnie się to przydarzyło, to będzie pierwsza rzecz jaką zrobię. Od razu, nie czekając aż zacznę tracić świadomość. Żeby moi bliscy nie mogli tego zanegować.
                  • obrotowy tak, ale tylko i wylacznie... 25.11.18, 00:03
                    dolores2222 napisała:
                    Bardzo mnie umocniło w przekonaniu, że w pewnych okolicznościach śmierć jest wybawieniem.
                    A skazywanie kogoś na życie jest niewyobrażalnym okrucieństwem.


                    tak, ale tylko i wylacznie... w tym opisanym prze Ciebie wypadku. - cierpien nieuleczalnych i nie do zniesienia.
                    prawo niektorych krajow (np. Holandii) dopuszcza wtedy akt eutanazji
                    • dolores2222 Re: tak, ale tylko i wylacznie... 25.11.18, 10:49
                      A cierpienie psychiczne może być nie do zniesienia czy nie?
                      A jak to zmierzyć?
                      Czy tylko cierpienie fizyczne bierzemy pod uwagę?
    • obserwator-rzeczy-ulotnych Re: Rozdźwięk 24.11.18, 18:32
      Miłość poparta związkiem i bliskością fizyczną zmienia bardzo dużo - a najbardziej chyba wtedy gdy nagle się zakończy.
      Bo z jednej strony dociera o nas wiele rzeczy , syyuacji i osób, na które wczesniej nie było czasu ani takiej wewnętrznej uwaznosci - a z drugiej strony pustka która nie wiemy czym i jak wypełnić.
      Oswajamy się powoli z tym stanem - ale jeszcze trudniej uwierzyć że to wcale nie musi być koniec życia z kimś.
      A najtrudniejsze chyba jest wejście w nowy zwiazek "nauczenie się" drugiej osoby - bo to w jakiś sposób wymaga od nas samych pewnego zamknięcia przeszłości.

      Więc uwierzyć ponownie kolejny raz jest znacznie trudniej niż na początku.
      • dolores2222 Re: Rozdźwięk 24.11.18, 18:41
        Znacznie.
        I to znacznie robi tak znaczną różnicę, że bywa nie do przeskoczenia.
        • aniolka13 Re: Rozdźwięk 24.11.18, 21:12
          Ja czuję się samotna od 10 lat mniej więcej. Wtedy zamieszkałam sama i tak już zostało. Chociaż po drodze byłam w związku, jednak jak patrzę w tył to i tak czułam się sama, nie mieszkając z partnerem i tak podejmowanie decyzji, codziennośc spadała tylko na mnie. Kiedy o tym myslę to smutek mnie ogarnia. Na początku jakoś to oswoiłam i było nawet dobrze. Dziś brakuje mi zwykłej obecności kogoś. Wrócić do domu i móc pogadać na ten czy inny temat.
          Tylko tak trudno o wzajemna akceptacje i zrozumienie. Może to jesień, ale czuję się zwyczajnie zmęczona.
          • dolores2222 Re: Rozdźwięk 24.11.18, 21:36
            Doskonale wiem, o czym mówisz.
            Mam tak samo. Brakuje tego kogoś w codzienności, żeby cieszyć się drobiazgami. Żeby wiedzieć, że ktoś cieszy się z tak banalnej rzeczy jak samo przebywanie w twoim towarzystwie.
            Mnie też tego brakuje i to bardzo.
      • undead.mortis Re: Rozdźwięk 24.11.18, 21:08
        tylko wtedy jeżeli nie potrafisz zapomnieć
        (choć fakt że nie zapomnisz bo się nie da)
        ale jeśli chcesz to te nowe może być właśnie czymś większym i lepszym bo nie zabierasz się za to jak analfabeta
        wszystko co było zostawia pewne doświadczenia niewyparte
        więc z każdym nowym startem już na początku coś zmieniasz chcąc
        znasz już mapę gdzie dajesz ciała lub gdzie ci coś nie leży
        wytyczasz nowy szlak omijając te miejsca i tyle
        ale... heh
        jak każda nieodkryta kraina musi mieć dobrego kartografa
        żeby nie trafiać w miejsca podobne
        lepsza luneta uważniejsze spojrzenie
        stabilniejsza ręka do kreślenia linii brzegowej
        i myślenie pozytywne
        że to nie tylko kopiowanie mapy raz już powstałej
        już nie bełkoczę wink
    • cambria1.2 Re: Rozdźwięk 24.11.18, 21:37
      m.youtube.com/watch?v=6nZGv8VTBVE
    • tapatik Re: Rozdźwięk 25.11.18, 13:34
      Życie nie ma sensu, dlatego wypij zdrowie Lodzi, a ja wtedy powiem kto to jest Lodzia.
      • dolores2222 Re: Rozdźwięk 25.11.18, 13:45
        Wypiłam.
        Kawą.
        Liczy się?
        To słucham...
        • tapatik Re: Rozdźwięk 25.11.18, 16:45
          Mam kolegę.
          Kolega ma czasem pomysły.
          Ostatnio wymyślił, aby pojechać na zawody.
          Z tym, że u nas na wsi obecna komunikacja publiczna jest na poziomie króla Ćwieczka, więc potrzebny jest ktoś, kto posiada prawo jazdy. Czyli ja.
          Z racji mojej "sportowej" przeszłości biegać mi nie wolno, ale wolno chodzić.
          Więc kolega biegnie, a ja bawię się we włóczykija. Dystans ten sam około 5 kilometrów.

          Tydzień przed zawodami ktoś do mnie dzwoni i pyta się, czy jadę na zawody (?), bo ma wolne miejsce w samochodzie. Dogadujemy się, że mi potrzebne są DWA miejsca.
          Tym samochodem okazuje się wypełniony po brzegi 16-osobowy autobus.
          Jedziemy na miejsce, rejestrujemy się, robimy rozgrzewkę, biegniemy albo włóczymy się z kijkami w zależności od upodobań.
          Na koniec zawodów - losowanie nagród, w tym - losowanie nagrody głównej - czyli lodówki.
          Wygrał numer 99.
          Ale.
          Osoby z numerem startowym 99 nie było.
          Losowanie więc powtórzono i tym razem wygrał zawodnik z numerem 27.
          Znowu nie ma?
          JEST.
          Do komisji ktoś idzie z numerem startowym, ale po chwili słyszę:
          - Czy pan na pewno nazywa IZABELA? Aaaa, żona? To proszę natychmiast przyprowadzić żonę, to oddamy lodówkę. A zabierzemy żonę.
          Po chwili widzę jednego z naszych jak gna w kierunku stołówki.
          Tak, koleżanka z busa wygrała lodówkę.

          Załadowaliśmy tę lodówkę do busa, sami też się załadowaliśmy i wracamy.
          Z tyłu ekipa się rozgrzewa i nagle słyszę.
          - Zdrowie lodówki.
          - Nie, tak nie można. Trzeba ją jakoś ochrzcić.
          - Lodzia.
          - ZDROWIE LODZI.

          I to jest sens życia, pojechać kilkadziesiąt kilometrów do innego miasta, przebiec 5km, pochlapać się w jeziorze i na koniec wypić zdrowie lodówki Lodzi.

          https://scontent-frx5-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/46635563_937291263130903_7995845829329944576_n.jpg?_nc_cat=111&_nc_ht=scontent-frx5-1.xx&oh=af422982606e12db04a46702f097c031&oe=5C75DABF

          Jak by mnie ktoś szukał, to jestem w żółtej czapeczce.
          • dolores2222 Re: Rozdźwięk 25.11.18, 17:44
            Stoi czy siedzi ta czapeczka?
            A Lodzia jak się spisuje?
            • tapatik Re: Rozdźwięk 25.11.18, 18:54
              Oczywiście, że STOI.

              Lodzia podobno ma być oddana do domu dziecka.
              • dolores2222 Re: Rozdźwięk 25.11.18, 19:03
                To niech dobrze służy tym bardziej smile
                • penelopa9 Re: Rozdźwięk 25.11.18, 19:35
                  Myślę że nad sensem życia nie ma co się zastanawiać bo wtedy można dojść do bezsensu.....i uwierz mi samotności nikt nie lubi .... miłość jest ważna dla każdego normalnego człowieka tzw poczucie bycia kochaną daje siłę i wtedy człowiek nie zastanawia się nad sensem.....tylko zwyczajnie żyje smile
                  • dolores2222 Re: Rozdźwięk 25.11.18, 19:39
                    Tak mi jakby wyszło z przemyśleń, kiedy zakładałam wątek.
                    Nie wiem, czy czytałaś? wink
                    • penelopa9 Re: Rozdźwięk 25.11.18, 19:46
                      Trochę czytałam.... pomyślałam że każdy w samotności ma podobnie....ale to mija z czasem uwierz mi 😊
                      • penelopa9 Re: Rozdźwięk 25.11.18, 19:52
                        Zastanawiam się tylko czemu nie wierzysz już w miłość?
                        • dolores2222 Re: Rozdźwięk 25.11.18, 20:21
                          Proste.
                          Miałam coś, co można nazwać bardzo głębokim uczuciem. Sprawdzone także w tych bardzo ciężkich chwilach. Wydawało się, że nic nie może tego zmienić. Że to po prostu TO.
                          I co? Skończyło się. Nie było zdrad, jakichś patologii, o nie... Wypaliło się? To mało adekwatne słowo, ale i temat nie do omawiania na forum.
                          A więc wniosek nasuwa się sam. Jeśli takie uczucie nie przetrwało, to jak można wierzyć w miłość?
                          Tak wiem, to tylko kilka frazesów, ale uwierz mi, miałam dużo czasu, aby do tego dojść.
                          I nie chodzi mi o to, żeby kogokolwiek przekonywać, że miłość nie istnieje. Absolutnie nie. Cieszyłabym się niezmiernie, gdyby ktoś mnie tu zakrzyczał i udowadniał, że się mylę. Lubię lubić. I lubię jak innym jest dobrze. smile
                          • obrotowy dźwięk wystarczy :) 25.11.18, 20:31
                            dolores2222 napisała:
                            Lubię lubić


                            ja tesz.
                            powiem wiecej:
                            i to mi zupelnie wystarcza.
                            - przyjazn
                            - sympatia
                            - wzajemny szacunek
                            - wzajemne zrozumienie.
                            - i dobry seks.

                            A Milosc ?
                            po co to?,
                            ta burza uczuc i nerwowa szarpanina i niepewnosc, czy jest wzajemna ?
                            przezylem to ze 2 -3 razy i nastepnym raz nie chcialbym juz.
                            - zbyt to meczace.
                            • penelopa9 Re: dźwięk wystarczy :) 25.11.18, 20:48
                              Obrotowy a ja myślę że kto zna smak prawdziwej miłości nie zadowoli się byle czym.... miłość nie jest męcząca ani niepewna......jest zwyczajna i wtedy człowiek raczej czuje spokój i bezpieczeństwo 😎
                              • dolores2222 Re: dźwięk wystarczy :) 25.11.18, 20:50
                                To o czym pisze Obrocik, to nie byle co.
                                Znam kilka małżeństw, gdzie zdrada i wzajemne wyzwiska są na porządku dziennym. Nawet w obecności dzieci, co mnie tak wkurza, że przestałam ich odwiedzać.
                            • dolores2222 Re: dźwięk wystarczy :) 25.11.18, 20:48
                              Coraz częściej dochodzę do wniosku, że gdybym znalazła faceta, który by mnie bezwzględnie akceptował, zapewniał bezpieczeństwo mentalne i materialne (znaczy nie utrzymanek, bo mnie nie stać) oraz świetny seks, to być może zdecydowałabym się na taki związek. Bez tzw. wielkiej miłości. Ale nie bez szacunku i wzajemnej uczciwości. A co za tym idzie wierności. Jestem nieuleczalnie monogamiczna.
                              • penelopa9 Re: dźwięk wystarczy :) 25.11.18, 21:23
                                Nie chodziło mi o małżeństwo..... chodziło mi ogólnie o związek ...
                                Ja jednak upieram się przy tym że sam seks bez miłości jest niczym...😎

                              • undead.mortis Re: dźwięk wystarczy :) 26.11.18, 02:29
                                nieuleczalna to pewnik
                                i serio wątpię kto wytrzyma twoje jazdy heh
                                nie to forum i nie ten target
                                niesmaczne zupełnie żal.pl
                                faktycznie zanim
                                pierw sama przeczytaj guzik opublikuj poczeka
                                a no tak odp jeszcze
                                taki facet nie istnieje ostatnia deska to utrzymanek który i tak się szybko zawinie więc drogi nie będzie
                                a jak po taniości to dwie baterie
                          • penelopa9 Re: Rozdźwięk 25.11.18, 20:43
                            To smutne ale życie czasem samo układa wszystko za nas choć nam wydaje się inaczej...... czasem okazuje się że nie mamy wpływu na wiele rzeczy...
                            Ja też myślałam że się zestarzeję ztym jednym jedynym a jednak.....w coś tam jeszcze wierzę.....
                            • dolores2222 Re: Rozdźwięk 25.11.18, 20:45
                              I dobrze dla ciebie smile
    • heniek.8 Re: Rozdźwięk 25.11.18, 22:10
      dla mnie życie to gra o sumie zerowej
      zamierzam żyć 100 lat i zgarnąć pulę
      co jest pulą?
      bogactwa nagromadzone przez ZUS smile

      wy sobie tu kombinujecie, "co mnie trzyma?" "może strzelić samobója?"

      zrobicie jak chcecie, jesteście przecież dorośli
      ale zgadnijcie kto będzie zgarniał pulę ? big_grin
      • autoteliczna Re: Rozdźwięk 25.11.18, 22:22
        Heniu, jesteś niepoprawny!
        Tu się poważne dyskusje tocżą, a Ty o kasie.
        Tylko przyszedłeś, a już rozrabiasz wink
        • heniek.8 Re: Rozdźwięk 25.11.18, 22:26
          no dobrze to już idę spać
          jutro idę do roboty - jak widzisz nie próżnuję tylko podbijam stawkę wink
      • karolivia Re: Rozdźwięk 26.11.18, 17:31
        Pamiętaj kto jest Twoim przyjacielem, jak już zgarniesz pulę wink
        • heniek.8 Re: Rozdźwięk 26.11.18, 17:38
          karolivia napisała:

          > Pamiętaj kto jest Twoim przyjacielem, jak już zgarniesz pulę wink

          oczywiście, już rezerwuję stolik na wspólne świętowanie,
          sylwester 2068 może być?
          • karolivia Re: Rozdźwięk 27.11.18, 17:56
            Jasne
            Tylko zadzwoń z 2 dni wcześniej wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka