Umówiłam się z koleżanką, ona przyszła ze swoją "kumpelą" (tak ją nazwała). Piłyśmy wino i gadałysmy o życiu, czyli głównie o facetach, związkach itp.

No i okazało się, że kumpela zakochała się w młodszym o 10 lat facecie, którego na wiosnę poznała przelotnie na jakiejś imprezie plenerowej z alkoholem, tańcami itp. On z nią trochę tańczył, prawił komplementy, powiedział, że go zauroczyła i że czuje, że są dla siebie stworzeni. Potem się rozjechali - każde do swojego miasta. Ponieważ wymienili się kontaktami, on jej często wysyłał jakieś memy, filmiki czasem sprośne itp. Ona uznała to za przejaw jego wyjątkowego i stałego zainteresowania, snuła jakieś plany. Ale jakoś nie mogła wymusić na nim spotkania (zawsze coś mu akurat przeszkadzało). Powiedziala kiedyś o tym swojej koleżance, a tamta zaczęła się śmiać i powiedziała, że gdyby ona chciała każdego, kto jej wysyła jakieś filmy, uznać za swojego adoratora, to wyszloby na to, że podrywa ją wielu facetów. No to kumpela skontaktowala się z kilkoma koleżankami, które też były na tej plenerowej imprezie i znały jej "wielbiciela". Wszystkie potwierdziły, że też dostają od niego te filmiki, memy i życzenia na świeta, bo facet wysyla to hurtem wszystkim, których ma w kontktach. Więc nie jest to żadne wyróżnienie. Jedna nawet uznała, że filmiki były zbyt "bezpośrednie", jak na ich stopień znajomości, więc wywalila go z kontaktów. Kumpela się załamała i od miesiąca jest w depresji.
A teraz uwaga: Kumpela ma 40 z dużym plusem, jest po rozwodzie, ma dorosłe dziecko, dobre wyksztalcenie, solidną pozycje zawodową, jest inteligentna, niebrzydka. I niech ktoś mi powie, że tylko faceci zatrzymują się w rozwoju w dzieciństwie. Dojrzała (wydawłoby się) kobieta, z doświadczeniami, ktora zapewne od czasów liceum byla już w co najmniej kilku związkach, miala męża, potrafi (niczym 15-latka) doprowadzic się do takiego stanu na postawie kilku komplementów podpitego faceta, odlatuje, zastanwia się, jak sobie urządzą życie, gdzie bedą mieszkać. A potem ma załamkę.