Dodaj do ulubionych

Pieniądze w związkui

08.02.21, 13:55
Do tego wątku sprowokował mnie post z innego wątku. Jaki jest optymalny model "gospodarki finansowej" w związku?

ga77-77 napisał:

> w małżeństwie ciągła presja, wielkie oczekiwania (zwłaszcza finansowe) i człowiek normalnie nie wie co zrobić, bo z jednej strony chodzi po głowie nieraz pomysł by coś niezapowiedzianego zrobić czy kupić, ale z drugiej od razu jest obawa przed akcją w stylu "oooo, jak widzę masz nadmiar kasy jeśli tak nią szastasz; w tej sytuacji dawaj mi więcej!"

Pomyślałam: Jezu, a co to za układ z tą kasą? "Dawaj mi więcej"? To w małżeństwie czy innym związku, w którym ludzie mieszkają i żyją razem, jedno drugiemu płaci lub wydziela jakieś datki? Dziwne i straszne.

Ja w swoim życiu byłam w kliku poważnych związkach - właśnie takich, że decydujemy się na tzw. wspólne gospodarstwo. Zawsze obowiązywał jeden z dwóch modeli zarządzania pieniędzmi:

Model 1. W uproszczeniu: Jest w rodzinie kilka kont, ale są one traktowane jako jeden wspólny "worek", do którego wpływają wszystkie przychody - każde z partnerów ma dostęp, kartę i wydaje według swojego uznania i wspólnych potrzeb. Oczywiście większe wydatki rzędu kilka i więcej tysięcy są uzgadniane. Każde wie, na co nas stać, na jakim mniej więcej poziomie możemy żyć i stara się to uwzględniać. Gdy jest sytuacja pt. teraz staramy się oszczędzać, bo np. trzeba kupić nowy samochód czy wyremontować dom - to się do tego dostosowuje. Każde ma poczucie, że działa na rzecz wspólnego dobra.

Model 2. Każde miało swoją kasę, ale decydując się na wspólne życie ustalamy zasady finansowe. To znaczy zakładamy wspólne konto, ustalamy, jakie mamy wydatki na to wspólne życie - rachunki stałe, mieszkanie, jedzenie, wydatki na dzieci (jeśli są), wspólne rozrywki itp. Każde miało kartę do tego konta i płaciło pieniędzmi z tego konta robiąc wydatki należące do kategorii "wspólne". Ustalone z grubsza było, kto ile wpłaca na te wspólne wydatki i za co mniej więcej płacimy z tego worka, a na co się zrzucamy dodatkowo. Poza tym wspólnym "workiem" rodzinnym każde miało "swoje" pieniądze, za które kupowało np. ciuchy, kosmetyki, realizowało własne zainteresowania, samodzielny wyjazd, piwo z koleżankami czy kolegami, prezent dla partnerki/partnera itp. Oczywiście ten podział na wydatki wspólne i osobiste był trochę umowny i traktowany jako pewne ogólne ramy, bo przecież robiąc "swoją" gotówką zakupy na bazarku za 100 zł nie odliczałam sobie później tej stówy i nie "odbierałam" ze wspólnej kasy. Jak jechałam samochodem na spotkanie z daleko mieszkającą koleżanką, to nie "oddawałam" później do wspólne kasy za paliwo itp. To znaczy - umowa finansowa wyznaczała pewne ogólne ramy postępowania.

Oba warianty mają swoje plusy i minusy. Ale trudno mi sobie wyobrazić układ, że mąż "daje" żonie po tzw. uważaniu - jak ma dobry humor to więcej, a jak zły to mniej, a ona od niego jakimiś sposobami wyłudza pieniądze. W ogóle nie wyobrażam sobie związku, gdzie są jakieś niesnaski o pieniądze. Jak się decydujemy na wspólne życie, to się decydujemy, a nie jedna strona płaci drugiej.

Oczywiście inne zasady są w tzw. związku luźnym - czyli takim, w którym nie prowadzi się wspólnego gospodarstwa, nie mieszka się na stałe razem. Wtedy każde ma swoje zupełnie oddzielne pieniądze.
Obserwuj wątek
    • 999karolina Re: Pieniądze w związkui 08.02.21, 14:11
      po-ranna-kawa napisała:

      Ale trudno mi sobie wyobrazić układ, że mąż "daje" żonie po tzw. uważaniu - jak ma dobry humor to więcej, a jak zły to mniej, a ona od niego jakimiś sposobami wyłudza pieniądze. W ogóle nie wyobrażam sobie związku, gdzie są jakieś niesnaski o pieniądze. Jak się decydujemy na
      > wspólne życie, to się decydujemy, a nie jedna strona płaci drugiej.


      Ha, ha, to masz słabą wyobraźnie, nie zdajesz sobie sprawy na jakie układy czasem godzą się kobiety. Wiele z nich musi się bardzo skrupulatnie rozliczać z wydatków "na dom", nawet w sytuacji, gdy też pracują i zarabiają pieniądze. Znam laskę, która chcąc sobie kupić jakiś ciuch czy pójść do fryzjera musi użyć różnych zabiegów - typu zrobić mężowi nieoczekiwanie laskę przy kolacji i w ten sposób go "przekonać".

      Ale są też sytuacje odwrotne - facet przynosi wypłatę, żona nią zarządza, a on chcąc po pracy wypić z kolegą piwo musi poprosić o 10 zł albo - jak dziecko - dostaje "koszyczkowe" (zabiera sobie resztę z zakupów po powrocie ze sklepu)
      • ga77-77 Re: Pieniądze w związkui 08.02.21, 16:01
        999karolina napisała:



        > Ha, ha, to masz słabą wyobraźnie, nie zdajesz sobie sprawy na jakie układy czas
        > em godzą się kobiety. Wiele z nich musi się bardzo skrupulatnie rozliczać z wyd
        > atków "na dom", nawet w sytuacji, gdy też pracują i zarabiają pieniądze. Znam
        > laskę, która chcąc sobie kupić jakiś ciuch czy pójść do fryzjera musi użyć różn
        > ych zabiegów - typu zrobić mężowi nieoczekiwanie laskę przy kolacji i w ten spo
        > sób go "przekonać".

        No cóż, znaczna zależność finansowa może prowadzić do pewnych odchyłek, bo pokusa u osoby silniejszej finansowo na pewno często się pojawia. Ale w wypadku mniejszej dysproporcji już o coś takiego ciężko. W takim wypadku jednak aż ciśnie się na usta pytanie: co sprawia że ta kobieta jest w stanie takiej zależności finansowej i co sprawia że nie usiłuje się z niej wyrwać?


        > Ale są też sytuacje odwrotne - facet przynosi wypłatę, żona nią zarządza, a on
        > chcąc po pracy wypić z kolegą piwo musi poprosić o 10 zł albo - jak dziecko - d
        > ostaje "koszyczkowe" (zabiera sobie resztę z zakupów po powrocie ze sklepu)

        Tu mamy przykład praktycznie pełnego podporządkowania faceta przez znacznie silniejszą emocjonalnie (a jak klasyczna herod-baba, to może być że nie tylko emocjonalnie) kobietę. Chociaż osobiście takiego modelu jak opisałaś nie widziałem.
        • 999karolina Re: Pieniądze w związkui 08.02.21, 17:20
          ga77-77 napisał(a):

          W takim wypadku jednak aż ciśnie
          > się na usta pytanie: co sprawia że ta kobieta jest w stanie takiej zależności f
          > inansowej i co sprawia że nie usiłuje się z niej wyrwać?

          Pewnie różnie bywa. Np. nie za bardzo ma gdzie - musiałaby wynająć mieszkanie itp. Czasem pewnie woli taki układ niż znaczny spadek standardu życia. Czasem się boi. Znam osobiście taki przypadek: ona pielęgniarka, on "biznesmen" (jakieś szemrane interesy, z reguły nieudokumentowane, ale dochody w miarę wysokie), dwoje dzieci w wieku 6 i 10 lat. Ona jest w zasadzie ubezwłasnowolniona, mimo pozornie dosyć wysokiego standardu życia, ona musi z każdej złotówki się rozliczać, a właśnie na swoje wydatki osobiste prosić, "zasłużyć", znosić różne upokorzenia. Wspomniała o odejściu i rozwodzie, usłyszała, że ma otwartą drogę, niech zabiera dzieci i się wyprowadza, ale niech na jakieś alimenty nie liczy, bo jego oficjalne dochody do 1000 zł miesięcznie, więc dostanie (po konieczności długiego procesu) jakieś grosze. Musiałaby z pielęgniarskiej pensji i 2 x 500+ wynająć mieszkanie, za wszystko zapłacić. Marne perspektywy
          >
          >
          > > Ale są też sytuacje odwrotne - facet przynosi wypłatę, żona nią zarządza,
          > a on
          > > chcąc po pracy wypić z kolegą piwo musi poprosić o 10 zł albo - jak dziec
          > ko - d
          > > ostaje "koszyczkowe" (zabiera sobie resztę z zakupów po powrocie ze sklep
          > u)
          >
          > Tu mamy przykład praktycznie pełnego podporządkowania faceta przez znacznie sil
          > niejszą emocjonalnie (a jak klasyczna herod-baba, to może być że nie tylko emoc
          > jonalnie) kobietę. Chociaż osobiście takiego modelu jak opisałaś nie widziałem.
        • po-ranna-kawa Re: Pieniądze w związkui 09.02.21, 01:45
          Ga77, o co chodzi z tym doktoratem? Piszesz wciąż o nim niczym o jakimś wejściu do świata elity intelektualnej i finansowej. Przecież to tylko doktorat. W jakiej dziedzinie ona ten sukces osiągnęła?
    • ga77-77 Re: Pieniądze w związkui 08.02.21, 15:48
      po-ranna-kawa napisała:

      > Do tego wątku sprowokował mnie post z innego wątku. Jaki jest optymalny model "
      > gospodarki finansowej" w związku?

      (...)
      Może odniosę się do "posta założycielskiego" tego wątku, bo niechcący źle ująłem sprawę i wyszło zamieszanie. Otóż gwoli ścisłości historycznej: z całego okresu formalnego trwania naszego małżeństwa wspólne konto mieliśmy przez 6 lat, do pierwszego razu gdy "na poważnie" mnie porzuciła i złożyła pierwszy pozew (okres kryzysu finansowego gdy i tak od kilku miesięcy nie mogłem znaleźć pracy). Zresztą o osobnym koncie wspominała już wcześniej i założyła je: jej pierwsze spore stypendium naukowe wpłynęło już na jej osobiste konto. Coś jeszcze przebąkiwała o powrocie do wspólnego konta, po naszym ostatecznym zejściu się niemal 3 lata po wyprowadzce (w międzyczasie zeszliśmy się po 1,5 roku mieszkania osobno, ale jedynie na kilka miesięcy) gdy ona miała chude stypendium doktoranckie, a moja pensja oscylowała wokół dwukrotności średniej krajowej, ale jej zapał do tego pomysłu malał proporcjonalnie ze wzrostem jej dochodów (czyli pensji i wynajmu mieszkań odziedziczonych z czasem po rodzicach). Nie miej więc złudzeń, że wyglądało to tak że jej wydzielałem kasę; co to, to nie. Bardziej chodziło o to, że po prostu finansowałem różne dziedziny życia (przede wszystkim wszystkie opłaty, bo przecież "ona jest żoną, a nie lokatorem"; także znaczną część codziennych wydatków. Summa summarum moja pensja regularnie schodziła cała, ile ona kitrała ze swoich przychodów, to nawet nie wiem, ale np. jakoś nigdy nie miałem na swoją garderobę nawet połowy kasy jaką ona przeznaczała na swoją (bo ja niby miałem taką pracę, że nie musiałem często kupować nowych ubrań, a ona obracała się w naukowym towarzystwie, często zagranicznym, więc musiała wyglądać).

      Ale ostatecznie możesz uznać, że to moja wina z zamieszaniem w wątku, bo źle określiłem na wstępie sytuację.
    • stasi1 Re: Pieniądze w związkui 08.02.21, 17:36
      Ja swojej pracującej żonie dawałem pewne środki na życie. Pewnie jej staczało aby nas utrzymać.
      Ale mam kumpla u którego kiedyś to było fajnie. Jak mieli już dwójkę dzieci on zarabiał(ona faktycznie nigdy nie pracowała albo trochę przed ślubem) więc miał jakieś pieniądze na koncie. I jej wydzielał. Pewnie nie starczało jej na swoje własne potrzeby. Wpadła na pomysł że mąż będzie jej płacił za seks. I płacił jej stówkę. Akruat wszystkim się tym chwalił. Jeśli ona chciała tego seksu to oczywiście on nie płacił. Później jak wprowadzili to 500+ to ona bardziej chciała tego trzeciego dziecka(on wcześniej nie chciał bo zwyczajnie go nie było na to stać, dostawali od razu na pierwsze) więc seks już był za darmo ale i ona była już posażna w ten tysiąc złotych więcej(później zaszłą w ciąże urodziła więc dodatkowe kosiniakowe). Oczywiście kolega PiSowiec. Śmiesznie że nigdzie praktycznie nie jeździ na urlop ale port w Baranowie chce aby powstał. Może dlatego że nie eździ? Jakby musiał jechać tam to by mu sie odwidziło, sam mieszka stosunkowo niedaleko Modlina
      • obrotowy to wie chlop, co mowi :) 08.02.21, 17:45
        stasi1 napisał:
        ale port w Baranowie chce aby powstał. Może dlategoże nie eździ?
        Jakby musiał jechać tam to by mu sie odwidziło, sam mieszka stosunkowo niedaleko Modlina


        to wie chlop, co mowi smile

        bo jak nie zbuduja CPK w Baranowie , to... beda rozbudowywac Modlin...

        a na hollere mu ten halas w poblizu ? smile
        • stasi1 Re: to wie chlop, co mowi :) 06.06.21, 08:48
          Tak źle to by nie miał. Mieszka na wschód od Modlina więc tam raczej nikt by nie latał
      • 999karolina Re: Pieniądze w związkui 08.02.21, 21:59
        Mówiłam, że różnie bywa. Okazuje się, że są nawet stawki za sex z żoną. Niewielkie, ale zawsze...
        • stasi1 Re: Pieniądze w związkui 09.02.21, 08:31
          Stówka za seks to nie duża stawka? półgodziny roboty czasami nawet dość przyjemnej. Czasami udaje się coś tańszego złapać.
          • 999karolina Re: Pieniądze w związkui 09.02.21, 12:42
            stasi1 napisał:

            > Stówka za seks to nie duża stawka? półgodziny roboty czasami nawet dość przyjem
            > nej. Czasami udaje się coś tańszego złapać.


            smile Czas to się liczy w akordowej pracy przy taśmie.
            A w dobrych usługach liczy się popyt, podaż, jakość, dostępność itp. wink

            Chyba że to taka zabawa "w dziwkę" dla podgrzania atmosfery. To bywa bardzo fajne, ale za pierwszym i drugim razem albo raz na jakiś czas. Bo jak za często, to staje się karykaturą zabawy.
            • stasi1 Re: Pieniądze w związkui 11.02.21, 09:23
              Akurat on specjalnie dużo czasu nie miał, praca normalna, dodatkowo krowy i opieka nad leżących ojcem. To musiało być na akord.
              • 999karolina Re: Pieniądze w związkui 11.02.21, 13:04
                stasi1 napisał:

                > Akurat on specjalnie dużo czasu nie miał, praca normalna, dodatkowo krowy i opi
                > eka nad leżących ojcem. To musiało być na akord.

                To zmienia postać rzeczy. Jeśli to tylko tak w przelocie między wydojeniem jednej krowy a drugiej, to faktycznie 100 zł jest ok. W końcu żona nawet nie musiała się jakoś szczególnie tym absorbować, a czasem to i mogła nawet nie zauważyć, a tu pyk i 100 - nie wiadomo skąd - jest.
                • artur5501 Re: Pieniądze w związkui 11.02.21, 22:52
                  Karolina, wygląda na to, że fajna laska jesteś. Wiem że z powodu mojego maila jakiś czas temu (a szczególnie jego zawartości) możesz być mną trochę zdegustowana ale może zapomnimy o tym, co było złe i głupie.
                  • 999karolina Re: Pieniądze w związkui 12.02.21, 23:14
                    artur5501 napisał:

                    > Karolina, wygląda na to, że fajna laska jesteś. Wiem że z powodu mojego maila j
                    > akiś czas temu (a szczególnie jego zawartości) możesz być mną trochę zdegustowa
                    > na ale może zapomnimy o tym, co było złe i głupie.

                    Daj spokój, to dawno było w dodatku jakiegoś druzgocącego wrażenia na mnie nie zrobiło wink. Róże rzeczy widziałam. Poza tym wiem, że jak człowiek młody, to nie zawsze (a raczej rzadko) mózgiem myśli
                • ga77-77 Re: Pieniądze w związkui 12.02.21, 07:15
                  999karolina napisała:

                  > stasi1 napisał:
                  >
                  > > Akurat on specjalnie dużo czasu nie miał, praca normalna, dodatkowo krowy
                  > i opi
                  > > eka nad leżących ojcem. To musiało być na akord.
                  >
                  > To zmienia postać rzeczy. Jeśli to tylko tak w przelocie między wydojeniem jedn
                  > ej krowy a drugiej, to faktycznie 100 zł jest ok. W końcu żona nawet nie musia
                  > ła się jakoś szczególnie tym absorbować, a czasem to i mogła nawet nie zauważyć
                  > , a tu pyk i 100 - nie wiadomo skąd - jest.

                  Karolina, jarasz się tą stówą, a tymczasem w wielu związkach kobieta trzyma wszystko tak w garści, że faceta to kosztuje znacznie więcej niż stówę w przeliczeniu na jeden numerek i to bez oficjalnych stawek wink
                  • artur5501 Re: Pieniądze w związkui 12.02.21, 17:23
                    ga77-77 napisał(a):

                    > Karolina, jarasz się tą stówą, a tymczasem w wielu związkach kobieta trzyma wsz
                    > ystko tak w garści, że faceta to kosztuje znacznie więcej niż stówę w przelicze
                    > niu na jeden numerek i to bez oficjalnych stawek wink


                    Ja odebrałem, że ona się nie jara lecz trochę z tego śmieje. Ale nieważne.

                    A co do tych kosztów - to Ameryki nie odkryłeś. To chyba oczywiste. Ale gdyby tak przeliczać, że dzielisz wszystkie koszty życia przez liczbę jakiejś wybranej czynności, to zawsze wyjdą wielkie kwoty. Np. gdybyś koszty życia przez 20 lat podzielił przez liczbę urlopów to ci wyjdzie że jeden urlop kosztował cię pewnie jakieś kilkaset tys. zł. Policz ile w takim wyliczeniu kosztuje jedno pójście do kina. Już nie mówię o koszcie np. komunii czy własnego pogrzebu.
                    Więc wyliczanie w ten sposób kosztów jednego "numerku" jest też bez sensu. Jak człowiek młody i sprawny, ma fajną laskę to przecież codziennie ćwiczy (czasem kilka razy dziennie). Ale co miałby powiedzieć mój znajomy 70-latek, który najwyżej raz na miesiąc czy dwa ma ochotę (a przynajmniej tak twierdzi)?

                    Trochę nie rozumiem tego częstego jęczenia facetów że kobieta kosztuje. Przecież wiadomo że kosztuje. Kobieta ma kosztować. Przecież trochę o to chodzi. I jak świat światem tak było. Nie chciałbym mieć kobiety która nic nie kosztuje albo jest jakaś niskobudżetowa. To byłoby przykre.
                    • ga77-77 Re: Pieniądze w związkui 13.02.21, 11:21
                      artur5501 napisał:


                      > Trochę nie rozumiem tego częstego jęczenia facetów że kobieta kosztuje. Przecie
                      > ż wiadomo że kosztuje. Kobieta ma kosztować. Przecież trochę o to chodzi. I ja
                      > k świat światem tak było. Nie chciałbym mieć kobiety która nic nie kosztuje alb
                      > o jest jakaś niskobudżetowa. To byłoby przykre.

                      I jak to należy odebrać? Że starasz się dowartościować tym że "stać Cię na kobietę" (w domyśle: nie to co jakichś dziadów gołodupców)? No i drugie pytanie: ile ma kosztować? Czy rozumiesz przez to pełny sponsoring, całkowite utrzymanie? Czyli co: znowu próba dowartościowania się, czyli w podtekście: zarabiam tyle że mnie na to stać czyli jestem wśród góra 20% najlepiej zarabiających facetów czyli jestem lepszy, tak?

                      Poza tym w poście do Karoliny chodziło mi bardziej o zwrócenie uwagi na fakt, że kobiety cholernie często i tak traktują seks instrumentalnie, jako narzędzie do osiągnięcia od faceta działań czy korzyści (daleko przekraczających tę stówę za numerek), a także jako element władzy w związku.

                    • baenzai Re: Pieniądze w związkui 13.02.21, 14:28
                      artur5501 napisał:

                      > Trochę nie rozumiem tego częstego jęczenia facetów że kobieta kosztuje. Przecie
                      > ż wiadomo że kosztuje. Kobieta ma kosztować. Przecież trochę o to chodzi. I ja
                      > k świat światem tak było. Nie chciałbym mieć kobiety która nic nie kosztuje alb
                      > o jest jakaś niskobudżetowa. To byłoby przykre.

                      Problem jest głównie w tym, że kobiety chciałyby zarówno pełnego równouprawnienia, jak i zachowania dawnych przywilejów. W Polsce jest to chyba najbardziej widoczne - laski mają przywileje zachodnich kobiet a jednocześnie jak dawniej oczekują, że to facet powinien pierwszy zagadać, płacić na randkach, pajacować przed księżniczką, utrzymać rodzinę i samodzielnie robić remont mieszkania. Z punktu widzenia mężczyzn taki system jest najgorszy z możliwych.
                      • artur5501 Re: Pieniądze w związkui 13.02.21, 16:26
                        baenzai napisał:


                        >
                        > Problem jest głównie w tym, że kobiety chciałyby zarówno pełnego równouprawnien
                        > ia, jak i zachowania dawnych przywilejów. W Polsce jest to chyba najbardziej wi
                        > doczne - laski mają przywileje zachodnich kobiet a jednocześnie jak dawniej ocz
                        > ekują, że to facet powinien pierwszy zagadać, płacić na randkach, pajacować prz
                        > ed księżniczką, utrzymać rodzinę i samodzielnie robić remont mieszkania. Z punk
                        > tu widzenia mężczyzn taki system jest najgorszy z możliwych.

                        No bo powinien pierwszy zagadać. Co byś pomyślał o lasce, która zaczęłaby cię zaczepiać?
                        Wiadomo ze to facet płaci na randce. Naprawdę wyobrażasz sobie, że zapraszasz dziewczynę na randkę, a potem zaczynasz dzielić rachunek na pół. Żenada.
                        O pieniądzach w związku już była mowa.
                        A remont? Jak cię nie stać na wynajęcie firmy remontowej, to możesz albo nie robić remontu albo zrobić samodzielnie. Myślisz, że to ona powinna remont zrobić?
                • stasi1 Re: Pieniądze w związkui 12.02.21, 10:00
                  Tak dobrze to nie. Zważywszy że miał te krowy to pracował zawsze na 2 zmianę. Jak wrócił do domu to była 23. Jak te krowy obrządził to już była pierwsza.
                  Z tymi krowami to też było śmiesznie. Ogólnie jego żona zaszłą w ciążę urodziło się coś im. Kolega już ze mną nie pracował ale wszyscy wiedzieli że ma coś być. I będąc u mnie w biurze kobietki pytają się jak am u mojego kumpla. Ja mówię że dobrze , mówi że niedługo krowa mu się ocieli i tak trochę nawijam. W pewnym momencie stwierdzam że kobiety sądzą że opowiadam o jego żonie, że on na żone krowa mówi. Więc wyjaśniam że naprawdę mówił o krowie a dziecko to im się już dawno urodziło.
                  Swoją drogą kiedyś były mój kierownik,: Ten twój kumpel to opowiada tylko jak to obornikiem handluje.
    • artur5501 Re: Pieniądze w związkui 11.02.21, 22:42
      Zasady finansowe w związku (stałym, takim że mieszkają razem, uważają się za rodzinę) są proste.

      1. Jeśli oboje pracują, to każde ma swoje konto. Jej pieniądze idą na zakupy bieżące (głównie jedzenie) i na jej potrzeby typu ciuchy, kosmetyki, jakieś zabiegi kosmetyczne itp. Jego - na różne opłaty (np. kredyt, samochód, ubezpieczenia, mieszkanie), większe zakupy, wyjazdy, jego potrzeby.
      2. Jeśli ustalają, że ona nie pracuje, bo oboje doszli do wniosku, że nie musi lub np. zajmuje się małym dzieckiem, to mają konto rodzinne, na które on wpłaca ustaloną kwotę przeznaczoną na takie wydatki jakby to była jej wypłata. Reszta jak w punkcie 1.
      • kevinjohnmalcolm Re: Pieniądze w związkui 11.02.21, 23:21
        Ja bym tak to ujął:
        Obydwoje pracują i nie ma dzieci -> osobno.
        Jedno nie pracuje i/lub są dzieci -> wspólnie.
    • heniek.8 Re: Pieniądze w związkui 12.02.21, 08:04
      ja bym podszedł do tego jak do "spółdzielni" która w każdej chwili może zostać rozwiązana za sprawą rozwodu.

      czyli jest wspólne konto na które wpływa tyle kasy ile jest potrzebne na utrzymanie spółdzielni - mieszkanie, wspólne przedsięwzięcia, koszty dzieci jeżeli są

      po ile mają wpłacać na fundusz spółdzielni? - kwestia dogadania się, zakres od 50-50 do proporcjonalnie do zarobków

      wtedy nie ma niespodzianek że np. ona składa pozew o rozwód i wylicza koszty utrzymania w kwotach jakimi w życiu nie obracała po to żeby maxxować alimenty
      • ga77-77 Re: Pieniądze w związkui 13.02.21, 12:19
        heniek.8 napisał:

        > ja bym podszedł do tego jak do "spółdzielni" która w każdej chwili może zostać
        > rozwiązana za sprawą rozwodu.
        >
        > czyli jest wspólne konto na które wpływa tyle kasy ile jest potrzebne na utrzym
        > anie spółdzielni - mieszkanie, wspólne przedsięwzięcia, koszty dzieci jeżeli są
        >
        >
        > po ile mają wpłacać na fundusz spółdzielni? - kwestia dogadania się, zakres od
        > 50-50 do proporcjonalnie do zarobków
        >
        > wtedy nie ma niespodzianek że np. ona składa pozew o rozwód i wylicza koszty ut
        > rzymania w kwotach jakimi w życiu nie obracała po to żeby maxxować alimenty

        Heniek, ale nie założyłeś jednej ewentualności tzn. braku woli posiadania wspólnego konta z jednej ze stron.
        Chociaż może coś takiego ze strony kobiety należy automatycznie interpretować jako: "jak tylko stanę na nogi i/lub znajdę lepszego od ciebie, to z automatu dostaniesz kopa"...
        • heniek.8 Re: Pieniądze w związkui 13.02.21, 12:40
          ga77-77 napisał(a):

          >
          > Heniek, ale nie założyłeś jednej ewentualności tzn. braku woli posiadania wspól
          > nego konta z jednej ze stron.
          > Chociaż może coś takiego ze strony kobiety należy automatycznie interpretować j
          > ako: "jak tylko stanę na nogi i/lub znajdę lepszego od ciebie, to z automatu do
          > staniesz kopa"...

          jeżeli jednej ze stron zależy żeby mieć kontrolę nad wszystkimi zasobami drugiej strony to wiedz że coś się dzieje i nie dasz się w to wmanerować, teraz jak masz 40+ lat to jesteś mądry

          ale prawdziwym mędrcem byś był gdybyś 20 lat temu podjął taką decyzję smile

          na fejsie na jednej z grup czytałem jak laska się skarżyła, że gość miesiąc po ślubie, za swoje pieniądze 5k kupił jakieś tam graty do siłowni i już jej szkoda było tych pieniędzy, chociaż zakładam że miał te 5 tysiaków jeszcze przed ślubem ale już kontrola i potrzeba położenia łapy na zasobach daje o sobie znać
          • ga77-77 Re: Pieniądze w związkui 13.02.21, 13:44
            heniek.8 napisał:


            > jeżeli jednej ze stron zależy żeby mieć kontrolę nad wszystkimi zasobami drugie
            > j strony to wiedz że coś się dzieje i nie dasz się w to wmanerować, teraz jak m
            > asz 40+ lat to jesteś mądry
            >
            > ale prawdziwym mędrcem byś był gdybyś 20 lat temu podjął taką decyzję smile
            >
            > na fejsie na jednej z grup czytałem jak laska się skarżyła, że gość miesiąc po
            > ślubie, za swoje pieniądze 5k kupił jakieś tam graty do siłowni i już jej szkod
            > a było tych pieniędzy, chociaż zakładam że miał te 5 tysiaków jeszcze przed ślu
            > bem ale już kontrola i potrzeba położenia łapy na zasobach daje o sobie znać


            Tylko widzisz: wszystko zależy od tego czy to były faktycznie tylko jego pieniądze czy wspólne i ile ich sumarycznie było przed wydatkiem. Dochodzimy tu po prostu do umiejętności wyczucia tej subtelnej granicy między chęcią skłonienia tej drugiej strony do postawienia na liście priorytetów wspólnych potrzeb (np. przygotowań finansowych do urodzenia dziecka - a kto ma, ten wie ile w początkowym okresie ta zabawa kosztuje - remontu lokum, o ile lokum RZECZYWIŚCIE wymaga pilnego remontu, a nie że świeżo upieczona żona chce po prostu zmienić wystrój, bo TAK), a despotyzmem ekonomicznym jednej ze stron związku (mogącym w przypadku kobiety świadczyć np. o tym, że widzi w swoim facecie głównie bankomat). I prawdziwym mędrcem nie jest ten, kto po prostu postawi się twardo na zasadzie "nie, bo nie, bo to uderza w moją niezależność", bo w zasadzie każdy związek opiera się na utracie jakiejś części niezależności i na stawianiu w pewnych przypadkach "MY" ponad "JA"; mędrcem jest ten, kto zdoła trafnie wyczuć czy tej drugiej stronie chodzi przede wszystkim o aspekt "MY" czy chodzi jej przede wszystkim o maksymalne dojenie tej drugiej strony i kopnięcie jej gdy bilans finansowy przestanie być korzystny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka