Tego roku, bo chyba będzie stawało się to moją tradycją, byłem sam.
Po zeszłorocznych samochodowych doświadczeniach sylwestrowych w tym
roku doszedłem do wniosku, że mi się tak nie chce, aczkolwiek cały
czas był to plan alternatywny, jakby planowana pieczołowicie przeze
mnie impreza nie wypaliła. Oficjalną wersją była: jadę do starych
znajomych, jak w tamtym roku zresztą, fajni ci moi znajomi

. W
rzeczywistości przyszło mi go spędzić samemu w czterech ścianach.
Wymyśliłem, że w tym roku jadę autobusem, bo to bezpieczniej i jak
to na sylwestra wypić sobie na luzie można. Tak na prawdę nie miałem
pomysłu gdzie ukryć samochód, aby w tą tak piękną sylwestrową noc
nikt się na niego nie natkną, demaskując tak misternie uknutą przeze
mnie intrygę. Pojechałem do marketu, zrobiłem zaopatrzenie czyli
przede wszystkim 40 %-owy trunek i zawiozłem po kryjomu tam gdzie
była planowana „impreza”. Wróciłem do domu zapakowałem w torbę
podróżną koszulę, marynarkę, spodnie, szampana - jak to w przypadku
imprez sylwestrowych bywa i dumnym krokiem wyruszyłem. Teraz tak,
musiałem niepostrzeżenie dostać się do pomieszczenia gdzie
zaplanowałem sylwestra, nie wnikając w szczegóły nie było to proste.
Następnie musiałem pokonać problem z podwójnymi drzwiami gdzie te
zewnętrzne można zamknąć tylko z zewnątrz właśnie. Jeśli nie były
zamknięte na klucz otwierały się samoistnie, zdradzając że ktoś jest
w środku, ot tak było to obmyślone. Przymocowałem więc linkę do tych
drzwi zewnętrznych, przeciągnąłem ją przez otwór który zrobiłem w
drugich drzwiach i w ten oto prosty sposób mogłem je przyciągnąć,
przymknąć i przymocować linkę tak aby się nie uchylały. Teraz na
pewno nikt nie mógł podejrzewać, że ktoś jest w środku. Następnie
przystąpiłem do zaciemniania okien przygotowanymi wcześniej kocami
tak aby nikt z zewnątrz nie widział świecącego się światła. Teraz
już byłem bezpieczny. Drzwi które zamykają się tylko z zewnątrz
zamknięte, okna zaciemnione, telewizor załączony, słuchawki na
uszach żeby nikt przypadkiem nie usłyszał że telewizor nadaje
(słuchawki miały długi siedmio metrowy kabel) flaszka na stół
(chociaż tak naprawdę nie jestem fanem alkoholu posiada on jeden
niesamowity atut: strasznie przytępia umysł i pozwala bezmyślnie
niepostrzeżenie sobie zasnąć, a tej nocy wyjątkowo tego
potrzebowałem.) Obejrzałem Dodę, zaczął grać Perfekt i … już dalej
nie pamiętam. Następnego dnia zapytany jak tam sylwester (bo w moim
kochanym miasteczku wszyscy o wszystkich chcą wiedzieć wszystko)
odpowiedziałem: normalnie, jak to sylwester.
Taki właśnie jestem, staram się robić dobrą minę do złej gry. I choć
jak w tych opowiastkach staram się wszystko obrócić w żart to nie
jest mi naprawdę do śmiechu. Ale komu jak komu, myślę że wam nie
trzeba tego tłumaczyć. Przepraszam że tyle naklikałem ale nie mam do
kogo otworzyć gęby, a tych historii jak do tej pory nikt jeszcze nie
poznał.
Wszystkiego co najlepsze w nowym roku, co dla Was najlepsze…