lechowski51
14.06.10, 19:53
Dzisiaj WSI-24 na 6 dni przed wyborami oglasza sondaz;
1.Komorowski 41%
2.Kaczynski 32%
Znalazlem tekst ktory sie do "zrodel" kolejnych klamliwych sondazy;
Tam gdzie sondażowiec strzela sobie w łeb...
W 1992 r. w Wielkiej Brytanii wybuchł gigantyczny skandal. Sondażownie
przewidywały w wyborach parlamentarnych 2-procentowe zwycięstwo Partii Pracy.
Tymczasem wygrali – i to aż 8 procentami – konserwatyści. Przywiązani do
demokracji Brytyjczycy uznali, że jest ona zagrożona. Do zbadania skandalu
powołano specjalną parlamentarną komisję. Miesiącami, przy udziale
najwybitniejszych ekspertów, z chirurgiczną precyzją badano popełnione błędy.
Naukowcy opisywali drobiazgowo, punkt po punkcie, wszystkie przyczyny pomyłki.
W efekcie skandal do dziś się nie powtórzył i w kolejnych wyborach prognozy
były zbliżone do prawdziwych wyników.
W 1995 r. podobne wydarzenie miało miejsce we Włoszech. Jeden z
przedstawicieli ośrodków badania opinii publicznie przepraszając za popełnione
błędy, udał nawet, że strzela sobie w łeb atrapą pistoletu. Inna agencja
wystosowując publiczne przeprosiny, ogłosiła, że rezygnuje z honorarium za
przeprowadzone nietrafne badania.
... i tam gdzie jest bezkarny
A u nas? Na tydzień przed drugą turą zeszłorocznych wyborów prezydenckich TVN
poinformował za GfK Polonia, że Tusk wygrywa z Kaczyńskim różnicą 24 procent –
62 do 38. W wyborach wygrał Kaczyński, zdobywając ponad 54 proc. przy
niespełna 46 proc. Tuska. Oznacza to, że GfK Polonia pomyliła się o... 32
punkty procentowe.
Nikt w GfK Polonia nie popełnił – nawet pozorowanego – samobójstwa. Nie podali
się do dymisji szefowie firmy, a badacze zainkasowali pieniądze. Żaden z nich
nie trafił za kratki ani nawet na ławę oskarżonych. Bo o ile oszustwa sędziów
piłkarskich czy sportowych działaczy nie są już bezkarne, o tyle tych, którzy
z premedytacją niszczą wywalczoną w latach 80. przez Solidarność demokrację,
nie spotyka u nas nawet ostracyzm.
Elżbieta Gorajewska, rzecznik odpowiedzialności dyscyplinarnej w branżowej
Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku (OFBOR) robiła wrażenie zaskoczonej,
gdy spytaliśmy ją o odpowiedzialność firmy GfK. – To nie jest wina firmy.
Ludzie kłamią ankieterom – wyjaśniła rozbrajająco. Dodała, że za czasów jej
rzecznikowania nie było ani jednej sprawy dyscyplinarnej dotyczącej sondażu
politycznego. Maciej Siejewicz z firmy GfK powiedział nam, że w jego firmie
nie przeprowadzono żadnych procedur sprawdzających przyczyny gigantycznego
błędu. – Ale zmieniliśmy metodologię badań – dodał.
Polskie sondażownie czują się bezkarne. Jeśli dziennikarz napisze nieprawdę,
można pozwać go do sądu. Ale socjolog, który "pomyli się" o 32 proc., zawsze
może się czymś wytłumaczyć. Mówi, że ankietowani go okłamali. Albo jakaś ich
część, o określonych poglądach, nie chciała z nim rozmawiać. A inni w ciągu
tygodnia zmienili zdanie. Socjologowi nie da się udowodnić, że skłamał. Bo
kogo powołać na świadków? "Próbę" tysiąca anonimowych respondentów z całego kraju?
Fałszerstwa sondaży wyglądają więc na zbrodnię doskonałą. Ale także
najdoskonalszy zbrodniarz, nawet jeśli nie zostawi dowodów, to nie ma szans
zatrzeć wszystkich poszlak. Poszliśmy ich tropem. Rozmawialiśmy z dziesiątkami
osób z tego środowiska. Zbadaliśmy życiorysy tych, którzy rządzą "piątą władzą".
Kampania reżyserowana przez sondażownie
"Nie załamuj się... Może i przegrałeś wybory... Ale nadal jesteś liderem
sondaży!" – taki komiks robił w zeszłym roku furorę w internecie. Kampanie
prezydencka i parlamentarna obfitowały w dziwne wydarzenia, których słynny
sondaż GfK był tylko ukoronowaniem. Wiele wskazuje, że w czasie jej trwania
sztucznie wylansowani przez ośrodki zostali aż dwaj z głównych pretendentów:
Tusk i Cimoszewicz.
26 czerwca 2005. Włodzimierz Cimoszewicz kilka tygodni wcześniej ogłosił, że
nie będzie startować w wyborach prezydenckich. Mimo to firma Pentor ogłasza
wyniki sondażu, według którego... kandydat lewicy cieszy się 22-procentowym
poparciem. Dwa dni później Cimoszewicz ogłasza: przekonały go "liczne głosy
rodaków". Choć jest człowiekiem skromnym i niepchającym się na stanowiska, to
jednak wystartuje.
9 sierpnia 2005. GfK Polonia ogłasza wynik badania, z którego wynika, że nagle
mocno skoczyło w górę poparcie Donalda Tuska, który w ciągu trzech tygodni
awansować miał z piątego na pierwsze miejsce w sondażu. W lipcu popierało go 8
proc. Polaków i socjologowie nie dawali mu szans na wejście do drugiej tury.
Teraz ma mieć aż 24 proc.
15 września 2005. Po wycofaniu się Cimoszewicza PBS ogłasza zrobiony dla
"Gazety Wyborczej" sondaż, z którego wynika, że Tusk jest już bliski
zwycięstwa w pierwszej turze. Ma mieć poparcie 49 proc. wyborców. Lech
Kaczyński nie ma nawet połowy tego – popiera go 22 proc. Z badań PBS ma
wynikać, że po wycofaniu się Cimoszewicza może on zyskać całe... 2 proc.
Jeszcze dalej idzie "Rzeczpospolita", która ogłasza, że lidera PO popiera 51 proc.
Jeśli wierzyć PBS-owi, Tusk pozyskiwał wyborców w szaleńczym wręcz tempie – w
połowie lipca popierało go zaledwie 8 proc., w połowie września – blisko połowa.
W jakich ośrodkach Tusk i Cimoszewicz uzyskali zaskakująco wysokie poparcie?
Tusk znakomite wyniki miał w PBS. Prezesem PBS jest Krzysztof Koczurowski. Był
on jednym z założycieli Kongresu Liberalno-Demokratycznego, którego działacze
– z Tuskiem na czele – rządzą obecnie PO. Zasiadał w zarządzie tej partii, w
1991 r. był jedną z trzech osób, które kierowały kampanią wyborczą KLD.
Z kolei Cimoszewicz sensacyjny wynik uzyskał w kojarzonym z SLD Pentorze. Kto
rządzi Pentorem? O tym w dalszej części tekstu.
Jakie skutki może mieć zawyżenie wyniku jednego z kandydatów? W momencie gdy
wyborcy nie mają jeszcze sprecyzowanych poglądów, na kogo głosować –
olbrzymie. Ludzie wybierają spośród tych, którzy się liczą, a tych wyznacza
sondaż. Wybierając, wolą być po stronie zwycięzców. Wielkie znaczenie ma dla
nich wybór "zwykłych ludzi", takich jako oni, który pokazywać powinien sondaż.
– Wpływ sondaży na politykę jest ewidentny. Zasada jest taka, że jeśli
wygrywasz w sondażach i masz aferę u przeciwnika, to powinieneś wygrać – mówi
Jacek Chołoniewski z firmy Estymator, współtworzącej Polską Grupę Badawczą,
która najtrafniej przewidziała wynik wyborów z zeszłego roku.
Ubocznym skutkiem tego jest wzrost poczucia bezkarności nieuczciwych badaczy.
Bo w przypadku mocno nagłośnionego sondażu często się zdarza, że wyniki
sfałszowanego badania potwierdzają, choćby częściowo, wyniki innych ośrodków.
Bo pierwszy sondaż zdążył już uruchomić lawinę.
Amerykański psycholog społeczny Robert Cialdini przywołuje w swej książce
"Wywieranie wpływu na ludzi" szokującą historię sekty Świątynia Ludu w
Jonestown w Gujanie. Jak dowodzi Cialdini, jej 910 członków popełniło
samobójstwo m.in. dlatego, że uznawali "społeczny dowód słuszności" – widzieli
popełniających samobójstwo współwyznawców.
Według Cialdiniego techniki używane przy werbowaniu ludzi do sekty i zmuszaniu
ich do posłuszeństwa często nie różnią się od tych, jakie stosują spece od
marketingu. Szefom ośrodków badania opinii publicznej idzie o tyle łatwiej, że
nie wymagają od wyborców samobójstwa, a tylko oddania głosu na odpowiednią
partię polityczną. A może inaczej: samobójcze skutki zagłosowania na partię
np. związaną z oligarchią postkomunistyczną są rozłożone w czasie.
Taśmy prawdy i sondażowa ściema
Przykład nieco świeższy. Po emisji taśm Beger Fakty TVN podały, że na PO
głosować chce 34,2 proc. wyborców, a na PiS zaledwie 19,2. Jeszcze bardziej
zaszalał Pentor, według którego PO wygrywało z PiS 34 do 18,1. – W
rzeczywistości notowania PiS spadły o około 2–3 procent – mówi Jacek
Chołoniewski z Polskiej Grupy Badawczej, która najtrafniej przewidziała wynik
zeszłorocznych wybo