Dodaj do ulubionych

Zapamietajcie!

14.06.10, 19:53
Dzisiaj WSI-24 na 6 dni przed wyborami oglasza sondaz;
1.Komorowski 41%
2.Kaczynski 32%
Znalazlem tekst ktory sie do "zrodel" kolejnych klamliwych sondazy;
Tam gdzie sondażowiec strzela sobie w łeb...

W 1992 r. w Wielkiej Brytanii wybuchł gigantyczny skandal. Sondażownie
przewidywały w wyborach parlamentarnych 2-procentowe zwycięstwo Partii Pracy.
Tymczasem wygrali – i to aż 8 procentami – konserwatyści. Przywiązani do
demokracji Brytyjczycy uznali, że jest ona zagrożona. Do zbadania skandalu
powołano specjalną parlamentarną komisję. Miesiącami, przy udziale
najwybitniejszych ekspertów, z chirurgiczną precyzją badano popełnione błędy.
Naukowcy opisywali drobiazgowo, punkt po punkcie, wszystkie przyczyny pomyłki.
W efekcie skandal do dziś się nie powtórzył i w kolejnych wyborach prognozy
były zbliżone do prawdziwych wyników.

W 1995 r. podobne wydarzenie miało miejsce we Włoszech. Jeden z
przedstawicieli ośrodków badania opinii publicznie przepraszając za popełnione
błędy, udał nawet, że strzela sobie w łeb atrapą pistoletu. Inna agencja
wystosowując publiczne przeprosiny, ogłosiła, że rezygnuje z honorarium za
przeprowadzone nietrafne badania.

... i tam gdzie jest bezkarny

A u nas? Na tydzień przed drugą turą zeszłorocznych wyborów prezydenckich TVN
poinformował za GfK Polonia, że Tusk wygrywa z Kaczyńskim różnicą 24 procent –
62 do 38. W wyborach wygrał Kaczyński, zdobywając ponad 54 proc. przy
niespełna 46 proc. Tuska. Oznacza to, że GfK Polonia pomyliła się o... 32
punkty procentowe.

Nikt w GfK Polonia nie popełnił – nawet pozorowanego – samobójstwa. Nie podali
się do dymisji szefowie firmy, a badacze zainkasowali pieniądze. Żaden z nich
nie trafił za kratki ani nawet na ławę oskarżonych. Bo o ile oszustwa sędziów
piłkarskich czy sportowych działaczy nie są już bezkarne, o tyle tych, którzy
z premedytacją niszczą wywalczoną w latach 80. przez Solidarność demokrację,
nie spotyka u nas nawet ostracyzm.

Elżbieta Gorajewska, rzecznik odpowiedzialności dyscyplinarnej w branżowej
Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku (OFBOR) robiła wrażenie zaskoczonej,
gdy spytaliśmy ją o odpowiedzialność firmy GfK. – To nie jest wina firmy.
Ludzie kłamią ankieterom – wyjaśniła rozbrajająco. Dodała, że za czasów jej
rzecznikowania nie było ani jednej sprawy dyscyplinarnej dotyczącej sondażu
politycznego. Maciej Siejewicz z firmy GfK powiedział nam, że w jego firmie
nie przeprowadzono żadnych procedur sprawdzających przyczyny gigantycznego
błędu. – Ale zmieniliśmy metodologię badań – dodał.

Polskie sondażownie czują się bezkarne. Jeśli dziennikarz napisze nieprawdę,
można pozwać go do sądu. Ale socjolog, który "pomyli się" o 32 proc., zawsze
może się czymś wytłumaczyć. Mówi, że ankietowani go okłamali. Albo jakaś ich
część, o określonych poglądach, nie chciała z nim rozmawiać. A inni w ciągu
tygodnia zmienili zdanie. Socjologowi nie da się udowodnić, że skłamał. Bo
kogo powołać na świadków? "Próbę" tysiąca anonimowych respondentów z całego kraju?

Fałszerstwa sondaży wyglądają więc na zbrodnię doskonałą. Ale także
najdoskonalszy zbrodniarz, nawet jeśli nie zostawi dowodów, to nie ma szans
zatrzeć wszystkich poszlak. Poszliśmy ich tropem. Rozmawialiśmy z dziesiątkami
osób z tego środowiska. Zbadaliśmy życiorysy tych, którzy rządzą "piątą władzą".

Kampania reżyserowana przez sondażownie

"Nie załamuj się... Może i przegrałeś wybory... Ale nadal jesteś liderem
sondaży!" – taki komiks robił w zeszłym roku furorę w internecie. Kampanie
prezydencka i parlamentarna obfitowały w dziwne wydarzenia, których słynny
sondaż GfK był tylko ukoronowaniem. Wiele wskazuje, że w czasie jej trwania
sztucznie wylansowani przez ośrodki zostali aż dwaj z głównych pretendentów:
Tusk i Cimoszewicz.
26 czerwca 2005. Włodzimierz Cimoszewicz kilka tygodni wcześniej ogłosił, że
nie będzie startować w wyborach prezydenckich. Mimo to firma Pentor ogłasza
wyniki sondażu, według którego... kandydat lewicy cieszy się 22-procentowym
poparciem. Dwa dni później Cimoszewicz ogłasza: przekonały go "liczne głosy
rodaków". Choć jest człowiekiem skromnym i niepchającym się na stanowiska, to
jednak wystartuje.

9 sierpnia 2005. GfK Polonia ogłasza wynik badania, z którego wynika, że nagle
mocno skoczyło w górę poparcie Donalda Tuska, który w ciągu trzech tygodni
awansować miał z piątego na pierwsze miejsce w sondażu. W lipcu popierało go 8
proc. Polaków i socjologowie nie dawali mu szans na wejście do drugiej tury.
Teraz ma mieć aż 24 proc.

15 września 2005. Po wycofaniu się Cimoszewicza PBS ogłasza zrobiony dla
"Gazety Wyborczej" sondaż, z którego wynika, że Tusk jest już bliski
zwycięstwa w pierwszej turze. Ma mieć poparcie 49 proc. wyborców. Lech
Kaczyński nie ma nawet połowy tego – popiera go 22 proc. Z badań PBS ma
wynikać, że po wycofaniu się Cimoszewicza może on zyskać całe... 2 proc.
Jeszcze dalej idzie "Rzeczpospolita", która ogłasza, że lidera PO popiera 51 proc.

Jeśli wierzyć PBS-owi, Tusk pozyskiwał wyborców w szaleńczym wręcz tempie – w
połowie lipca popierało go zaledwie 8 proc., w połowie września – blisko połowa.

W jakich ośrodkach Tusk i Cimoszewicz uzyskali zaskakująco wysokie poparcie?
Tusk znakomite wyniki miał w PBS. Prezesem PBS jest Krzysztof Koczurowski. Był
on jednym z założycieli Kongresu Liberalno-Demokratycznego, którego działacze
– z Tuskiem na czele – rządzą obecnie PO. Zasiadał w zarządzie tej partii, w
1991 r. był jedną z trzech osób, które kierowały kampanią wyborczą KLD.

Z kolei Cimoszewicz sensacyjny wynik uzyskał w kojarzonym z SLD Pentorze. Kto
rządzi Pentorem? O tym w dalszej części tekstu.

Jakie skutki może mieć zawyżenie wyniku jednego z kandydatów? W momencie gdy
wyborcy nie mają jeszcze sprecyzowanych poglądów, na kogo głosować –
olbrzymie. Ludzie wybierają spośród tych, którzy się liczą, a tych wyznacza
sondaż. Wybierając, wolą być po stronie zwycięzców. Wielkie znaczenie ma dla
nich wybór "zwykłych ludzi", takich jako oni, który pokazywać powinien sondaż.
– Wpływ sondaży na politykę jest ewidentny. Zasada jest taka, że jeśli
wygrywasz w sondażach i masz aferę u przeciwnika, to powinieneś wygrać – mówi
Jacek Chołoniewski z firmy Estymator, współtworzącej Polską Grupę Badawczą,
która najtrafniej przewidziała wynik wyborów z zeszłego roku.

Ubocznym skutkiem tego jest wzrost poczucia bezkarności nieuczciwych badaczy.
Bo w przypadku mocno nagłośnionego sondażu często się zdarza, że wyniki
sfałszowanego badania potwierdzają, choćby częściowo, wyniki innych ośrodków.
Bo pierwszy sondaż zdążył już uruchomić lawinę.

Amerykański psycholog społeczny Robert Cialdini przywołuje w swej książce
"Wywieranie wpływu na ludzi" szokującą historię sekty Świątynia Ludu w
Jonestown w Gujanie. Jak dowodzi Cialdini, jej 910 członków popełniło
samobójstwo m.in. dlatego, że uznawali "społeczny dowód słuszności" – widzieli
popełniających samobójstwo współwyznawców.

Według Cialdiniego techniki używane przy werbowaniu ludzi do sekty i zmuszaniu
ich do posłuszeństwa często nie różnią się od tych, jakie stosują spece od
marketingu. Szefom ośrodków badania opinii publicznej idzie o tyle łatwiej, że
nie wymagają od wyborców samobójstwa, a tylko oddania głosu na odpowiednią
partię polityczną. A może inaczej: samobójcze skutki zagłosowania na partię
np. związaną z oligarchią postkomunistyczną są rozłożone w czasie.

Taśmy prawdy i sondażowa ściema

Przykład nieco świeższy. Po emisji taśm Beger Fakty TVN podały, że na PO
głosować chce 34,2 proc. wyborców, a na PiS zaledwie 19,2. Jeszcze bardziej
zaszalał Pentor, według którego PO wygrywało z PiS 34 do 18,1. – W
rzeczywistości notowania PiS spadły o około 2–3 procent – mówi Jacek
Chołoniewski z Polskiej Grupy Badawczej, która najtrafniej przewidziała wynik
zeszłorocznych wybo
Obserwuj wątek
    • lechowski51 Re: Zapamietajcie! 14.06.10, 19:57
      cd.
      W sześć tygodni po sondażach pokazujących około 16-procentową przewagę PiS w
      prawdziwych wyborach samorządowych padł remis – PO wygrała wprawdzie o 2 proc. w
      wyborach do sejmików, ale znacznie wyżej przegrała z PiS w powiatach i gminach.

      Kto zorganizował dziwny sondaż dla Faktów, pokazujący gwałtowny spadek notowań
      PiS? Firma SMG/KRC. Była to nie lada niespodzianka, bo ta licząca się na rynku
      badań marketingowych firma powróciła do badań preferencji politycznych po kilku
      latach przerwy.
      Kim są szefowie SMG/KRC? Prezes tej firmy Krzysztof Borys Kruszewski to syn
      prof. Krzysztofa Kruszewskiego, słynnego sekretarza Komitetu Warszawskiego PZPR,
      organizatora bojówek, które w 1979 r. katowały uczestników spotkań opozycyjnego
      Towarzystwa Kursów Naukowych, nazywanego latającym uniwersytetem. W latach
      1980–1981 Kruszewski-senior był ministrem oświaty.

      Krzysztof Borys Kruszewski podkreśla, że nigdy nie podzielał poglądów ojca. Jego
      firma została założona w 1989 r. przez grupę młodych absolwentów socjologii i
      kojarzona była z nowym, "solidarnościowym" rządem. Badania robiła głównie na
      zlecenie otoczenia premiera Mazowieckiego, ministra Balcerowicza oraz Jeffreya
      Sachsa, a także zlecane przez Amerykanów. Jak powiedział nam Kruszewski-junior,
      Amerykanie uważali, że ośrodki, które działały w PRL, są mało wiarygodne.
      Szukali kogoś nowego i tak trafili do SMG/KRC.

      Pułkownik Kwiatkowski i towarzysz Mauzer

      Kim są ci, którzy odpowiadają za stan polskiej socjometrii? Aby się tego
      dowiedzieć, cofnijmy się o 20 lat, do tajemniczej postaci pułkownika
      Kwiatkowskiego. Nie tego z komedii Kazimierza Kutza. O ile filmowy Kwiatkowski
      podawał się za oficera UB, to twórca powołanego w stanie wojennym CBOS płk
      Stanisław Kwiatkowski (dziś znacznie bardziej znany jest jego syn – były prezes
      TVP Robert Kwiatkowski) usytuowany był w hierarchii władzy PRL znacznie wyżej.

      Urodzony w 1939 r. guru polskiej socjometrii od 1973 r. był doradcą ministra
      obrony Wojciecha Jaruzelskiego. Pozostał nim także, gdy Jaruzelski został
      premierem. Doradca Jaruzelskiego miał za sobą publikacje wychwalające szybki
      rozwój Związku Radzieckiego, wygrywającego gdy chodzi o ekonomiczny rozwój ze
      Stanami Zjednoczonymi.

      Stan wojenny stał się okazją do tego, by Kwiatkowski mógł kontynuować swój
      zawodowy rozwój w nowej instytucji.

      W pierwszym numerze "Biuletynu CBOS" (1/85) Kwiatkowski tak opisywał początki
      tego ośrodka: "Z zamiarem powołania takiej instytucji noszono się już od dawna.
      Stało się to jednak właśnie w czasie trwania stanu wojennego, co w połączeniu z
      faktem, że uchwałę w tej sprawie podpisał prezes Rady Ministrów generał armii
      Wojciech Jaruzelski, ma swoją wymowę. Z urzędu opiekę nad "noworodkiem" sprawują
      od początku szef Urzędu Rady Ministrów i przewodniczący Komitetu
      Społeczno-Politycznego Rady Ministrów".

      Odnotowywał, że centrum "ma obowiązek pośredniczyć – jak się zwykło mówić –
      między władzą a społeczeństwem". Stwierdzał też, że "działalność Centrum ma być
      w swoich założeniach usługowo-użytkowa w stosunku do potrzeb rządu".

      Jakie poglądy reprezentował pułkownik? W wydanej w 2003 r. książce "Szkicownik z
      CBOS-u" Kwiatkowski przedrukowuje swój artykuł z pisma "Tu i teraz" z 2 marca
      1982 r. Ale ze skrótami. Pułkownik pomija pewien niewygodny dziś fragment, w
      którym – dziesięć tygodni po pacyfikacji kopalni Wujek – wyrażał swą aprobatę
      dla pomysłu walki z opozycją przy użyciu broni palnej: "Zgadzam się w ocenie co
      do konieczności przeciwdziałania kontrrewolucji. Nigdy zresztą nie było
      wątpliwości w sytuacjach skrajnych, gdy przeciwnik sięgnął po władzę i gdy
      zorganizowaną opozycję przełamywano przy pomocy wszystkich środków, którymi
      dysponuje socjalistyczne państwo. Zawsze, kiedy wymiana zdań przechodziła w
      wymianę strzałów, «głos zabierał towarzysz Mauzer»".

      Główna myśl Kwiatkowskiego była jednak inna: oprócz robienia użytku z towarzysza
      Mauzera z opozycją trzeba walczyć także intelektualnie. Pułkownik postulował, by
      opozycję "pozbawiać bazy społecznej", zaś opozycjonistów "dyskwalifikować
      politycznie, obnażać ukryte intencje, rozbijać logicznie. Tak przecież rozprawił
      się Lenin z empiriokrytykami".

      Zarówno współpracownicy, jak i przeciwnicy podkreślają, że Kwiatkowski wyróżnia
      się nieprzeciętną inteligencją. Zbigniew Maj, dziś pracujący w OBOP, mówi
      wprost: – Pracowałem w dziewięciu firmach w tej branży i powiem panu, że prezes
      Kwiatkowski był z moich szefów najbardziej światłą osobą.

      Sondaże pieczone w mundurkach

      W czasach telewizyjnych spikerów w mundurach także stworzony przez
      Kwiatkowskiego w 1982 r. CBOS współtworzyli dobrani przez niego wojskowi.
      Kwiatkowski zabrał ze sobą z gabinetu ministra obrony Halinę Hałajkiewicz, którą
      wspomina jako "pierwszego pracownika z legitymacją CBOS". To Hałajkiewicz
      redagowała "Biuletyn CBOS". Zajmowała się też pisaniem raportów z badań.

      Na wojsku Kwiatkowski oparł też jego lokalne struktury, o czym pisze w
      "Szkicowniku": "Wpadłem na pomysł, że najszybciej i sprawniej będzie, jeśli
      koordynatorami wojewódzkimi zostaną, przynajmniej doraźnie, oficerowie z
      Wojskowych Poradni Psychologicznych". Zbigniew Maj wspomina: – Na początku
      koordynatorzy to byli pracownicy wojska. Oni wynajmowali ankieterów i
      dostarczali nam wyniki. Nie zawsze byli to fachowcy wysokiej klasy. Ci, co
      ewidentnie się nie nadawali, później odeszli.
      Jak Kwiatkowskiego traktowała władza? On sam pisał w "Polityce" (4.04.1987):
      "Kiedyś, w początkach działalności Centrum Badania Opinii Społecznej zdarzało
      się, że pytano mnie o sprawy, które jedno z ministerstw nazywa wewnętrznymi.
      Mylono mój mundur z innym mundurem, a badania opinii, z innego rodzaju służbą
      państwową".

      Młodzież, partia, Pentor

      Kwiatkowski zadowolony był z efektów swej pracy. W 1985 r. meldował: "Jak sądzę,
      mogę liczyć, że Obywatel Generał uzna zadanie za wykonane". Z notatek
      umieszczonych w "Szkicowniku": "Kończę rok 1985 w przekonaniu, że wywiązałem się
      z zadania, jakie otrzymałem w okresie stanu wojennego". Proponuje, że w tej
      sytuacji może podać się do dymisji. Kwiatkowski znalazł godnego następcę:
      "Nadmieniłem, że nareszcie znalazłem odpowiedniego zastępcę ds. badań: dr
      Eugeniusz Śmiłowski «może kandydować na następcę dyrektora»" – odnotował.

      Śmiłowski na uznanie zasłużył zapewne jako publicysta związanego z ZSMP pisma
      "Pokolenia", w którym opublikował artykuł "Młodzież–partia–społeczeństwo", czyli
      relację z konferencji "naukowej" zorganizowanej w Pokrzywnej przez "Komitet
      Wojewódzki PZPR w Opolu przy współpracy Instytutu Podstawowych Problemów
      Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR" ("Pokolenia" 6/83).

      Obecnie Śmiłowski jest prezesem Pentora. Przypomnijmy: ośrodka, który
      opublikował sensacyjny sondaż z Cimoszewiczem jako liderem.
      • lechowski51 Re: Zapamietajcie! 14.06.10, 20:00
        cd..
        Jaruzelski jak zawsze najlepszy

        Także inni byli współpracownicy Kwiatkowskiego odgrywają dziś w ośrodkach
        badania ogromną rolę. Elżbieta Lenczewska-Gryma jest dziś Liderem Sektora Badań
        Medialnych w OBOP. W biuletynach CBOS pisała o nastrojach wśród nauczycieli,
        podkreślając ich poparcie dla władzy: "Spośród instytucji i grup funkcjonujących
        w życiu publicznym nauczyciele skłonni byli obdarzyć największym zaufaniem Sejm,
        wojsko, rząd i Radę Państwa (3/4 badanych), następnie związki zawodowe, PRON i
        PZPR (2/3 badanych), nieco rzadziej Kościół i milicję (w obu przypadkach po 57%)
        i najrzadziej opozycję polityczną (co 10 badany)" (Biuletyn CBOS 7/86, test
        pisany razem z Elżbietą Kościesza-Jaworską).

        Obecny kolega Lenczewskiej z OBOP Zbigniew Maj poddawał szczegółowej analizie
        sondaż sformułowany tak: "W wyborach do rad narodowych wzięło udział 75 proc.
        obywateli. To dużo czy mało?". Dalej padało pytanie, komu to zawdzięczamy oraz
        kto zyskał na takiej frekwencji. I padały odpowiedzi – wśród nich "władza" oraz
        "partia".

        Super oferta dla Ciebie
        Domy


        Elżbietę Gorajewską, rzecznik odpowiedzialności zawodowej w OFBOR (wcześniej
        była jej prezesem), cytowaliśmy na początku tekstu. Jej postawa przestaje
        dziwić, gdy przeczytamy jej artykuły z lat 80. W jednym z biuletynów obecna
        szefowa AGB Nielsen Media Research dowodziła, jak popularny w społeczeństwie
        jest generał Jaruzelski: "Respondenci wybierając z listy zawierającej nazwiska
        zarówno działaczy państwowych i partyjnych, jak i ludzi związanych z Kościołem,
        działaczy b. "Solidarności" – tych ludzi, którzy darzą sympatią, najczęściej
        wskazują na gen. W. Jaruzelskiego – 71,7% i kardynała Glempa – 68,7%". Z badań
        wynikało, że zdaniem Polaków Jaruzelski przyczynił się do "zachowania
        suwerenności Polski" (miało tak twierdzić 72 proc.) oraz "zapobieżenia wojnie
        bratobójczej" (aż 83,1 proc.). Gorajewska konkludowała: "Niekwestionowane są
        więc dwa osiągnięcia rządu generała Jaruzelskiego: zaopatrzenie rynku i spokój
        społeczny" (1–2/86).

        W innym numerze (3/85) opublikowała tekst "System społeczno-polityczny kraju w
        ocenie młodzieży szkolnej". Pisała w nim: "Rejestrujemy natomiast spadek
        krytycyzmu badanych w ocenie 40-letniego dorobku ustroju socjalistycznego w
        Polsce. (...) Zauważamy również stosunkowo wysokie – zwłaszcza w 1985 r. – na
        tle innych instytucji i ugrupowań, oceny działalności wojska. Towarzyszy temu
        brak akceptacji dla działalności nieoficjalnych struktur politycznych – opozycji
        politycznej oraz spadek ocen pozytywnych Kościoła w stosunku do ocen z 1983 r.".

        Beata Jaworska od 17 października jest dyrektorem badań jakościowych w IPSOS.
        Wcześniej pracowała w Pentorze. Ostatnio przez dwie kadencje zasiadała z nadania
        SLD w zarządzie Polskiego Radia. W biuletynie opisywała badania "Młodzi o
        polityce", z których wynikało, że oceniają oni korzystniej milicję niż opozycję
        polityczną. Jeszcze lepsze notowania miały wojsko i PZPR ("Biuletyn CBOS" 3/87,
        tekst pisany razem z Elżbietą Gorajewską).

        Pluralizm związkowy niekoniecznie

        U pułkownika Kwiatkowskiego pracował cały obecny zarząd Pentora – znany nam już
        Eugeniusz Śmiłowski, Jerzy Głuszyński, i Piotr Kwiatkowski. Głuszyński to były
        członek Komisji Ideologicznej KC PZPR. W latach 1973–1980 był działaczem SZSP, w
        którym m.in. przewodniczył Komisji Nauki (dziś byli członkowie tej organizacji
        tworzą Stowarzyszenie Ordynacka). W PZPR działał od 1978 r. W latach 1984–1986
        był członkiem Prezydium Komisji ds. Młodzieży Sportu i Turystyki KW PZPR w
        Poznaniu. Do wspomnianej Komisji Ideologicznej KC trafił w 1986 r. Działał też w
        Związku Młodzieży Wiejskiej (ZMW). W latach 1987–1988 był przewodniczącym
        zarządu krajowego tej organizacji. W wywiadzie dla "Trybuny Ludu" (93/88)
        Głuszyński mówił: "Jesteśmy dziś jedyną organizacją o charakterze politycznym,
        powstałą w gorącym okresie posierpniowym, która nie została zawieszona podczas
        stanu wojennego i która, oczywiście zmieniając się po drodze, dobrze, jak sądzę,
        wpisana jest w obecny czas dokonujących się zmian". Dodawał, że "sens istnienia
        związku leży w jego charakterze ideowo wychowawczym i w sferze wychowania musimy
        przede wszystkim osiągać rezultaty".

        W biuletynach są też teksty Małgorzaty Czarzasty – żony Włodzimierza Czarzastego
        i udziałowca Muzy SA.

        W rozmowie z nami żaden z prominentnych dziś w branży byłych pracowników CBOS
        nie przyznał się do manipulowania sondażami. Elżbieta Lenczewska-Gryma pytana o
        to, jak wspomina czasy CBOS, odpowiedziała. – Cudownie. To była właściwie
        pierwsza w PRL możliwość robienia badań nastrojów społecznych.

        – Pan chyba dzwoni do nieodpowiedniej osoby, żeby pytać o manipulacje. Ja byłem
        w CBOS głównym specjalistą – stwierdził Zbigniew Maj. – Żadnych manipulacji nie
        było, chociaż nie wszystko było publikowane. Były raporty, które otrzymywało
        tylko kilka osób w państwie, trzymane w szafie pancernej.

        Paweł Chełstowski, w latach 80. pracownik CBOS, jest dziś dyrektorem w PBS: –
        Byłem w CBOS szeregowym pracownikiem. Nikt nie usiłował wpływać na moje badania.

        Jerzy Głuszyński, Pentor: To była rzetelna robota badawcza, bez nacisków. Że nie
        wszystkie publikowano, to oddzielna sprawa.

        Na to, jak było w praktyce, wskazują jednak zalecenia KC PZPR. 12 lutego 1985 r.
        Sekretariat KC ustanowił "zasady informowania o wynikach opinii społecznej". Pod
        instrukcją podpisało się dwóch członków Biura Politycznego. Według niej
        uzgadnianiu z odpowiednimi sekretarzami KC w trybie roboczym podlegały "badania
        dotyczące organizacji i instancji partyjnych" oraz "informowanie o wynikach
        badań opinii o PZPR", a także "publikowanie wyników badań prognostycznych w
        odniesieniu do kierunku rozwoju systemu politycznego w kraju".

        Niektóre ówczesne wypowiedzi Kwiatkowskiego budzą śmiech. Gdyby wierzyć
        pułkownikowi, to Polacy bez nadmiernej niechęci odnosili się do... podwyżek. Jak
        pisał pułkownik w "Polityce" (13.07.1985), 57,5 proc. badanych uznało podwyżkę
        za nieuniknioną, zaś 41 proc. za konieczną.

        CBOS pod wodzą Kwiatkowskiego dotrwał do 1990 r. W 1989 r. centrum zorganizowało
        osławione badania na zlecenie OPZZ. Wynikało z nich, że Polakom raczej wystarczy
        jeden związek zawodowy. Kwiatkowski referował na łamach "Res Publiki": "W
        kwestii pluralizmu związkowego opinie są biegunowo podzielone. Gdyby zrobić
        ogólnopolskie referendum, przeważałyby o parę procent głosy opowiadających się
        za jednym związkiem w przedsiębiorstwie. Aż co czwarty Polak nie miałby zdania w
        tej sprawie".

        Od towarzysza Mauzera do GfK Polonia

        W 1990 r. Kwiatkowski odszedł z CBOS. Jego miejsce zajęła prof. Lena
        Kolarska-Bobińska. Ale nie był to koniec kariery pułkownika. "Największe,
        niezależne, prywatne ośrodki badania w Polsce po 1989 roku tworzyli (od
        podstaw!) specjaliści z CBOS. Przykładem GfK Polonia i Pentor" – napisze w
        swojej książce.

        Sam pułkownik zaczął tworzyć w 1990 r. firmę GfK Polonia, której dyrektorem był
        do 1995 r. Dziś mało kto pamięta, że to kolejne dziecko Kwiatkowskiego.
        Dlaczego? Przez wiele lat GfK nie pojawiała się zbyt często w mediach, bo nie
        prowadziła sondaży politycznych, a tylko badania marketingowe. Dopiero w
        ostatnich latach zajęła się polityką, co w branży zostało odebrane jako
        niespodzianka.

        Z jakich ludzi Kwiatkowski stworzył GfK? Odpowiedź znajdujemy na łamach pisma
        "Brief" (47/2003), w tekście o Elżbiecie Gorajewskiej. "Brief" pisze o niej: "W
        1990 r. opuściła firmę. Powód? Z CBOS-u odszedł jego szef, prof. Stanisław
        Kwiatkowski, który miał stworzyć polski oddział niemieckiego instytutu
        badawczego GfK. Prof. Kwiatkowski zdołał przekonać część pracowników CBOS-u, aby
        rozpoczęli pracę w nowej firmie. Wśród tych osób była Elżbieta Gorajewska, która
        miała zająć się badaniami mediowymi. Ostatecznie, została kierownikiem działu
        mediów i reklamy firmy G
        • lechowski51 Re: Zapamietajcie! 14.06.10, 20:03
          zakonczenie;
          Ostatecznie, została kierownikiem działu mediów i reklamy firmy GfK Polonia". W
          GfK pracowała do 1996 r.

          Najwięcej plotek w środowisku budzi osoba Marka Markiewicza, dyrektora w GfK
          Polonia. Markiewicz wyróżnia się tym, że nie jest socjologiem i przed objęciem
          kierowniczego stanowiska w firmie mało kojarzył się z badaniami. Jest
          absolwentem Szkoły Głównej Handlowej, a w latach 1980–1990 był doradcą ministra
          kultury ds. organizacji i zarządzania. Odgrywa też wielką rolę w lobby badaczy –
          jest członkiem zarządu OFBOR.

          Antykomuniści zawsze słabi w sondażach

          Polityczne sondaże po 1989 r. to wielka seria wpadek. Ośrodki zgodnie
          prorokowały, że do drugiej tury w pierwszych wyborach prezydenckich przejdzie
          Tadeusz Mazowiecki, a nie Stan Tymiński. Według OBOP wyniki miały wynosić
          odpowiednio: Wałęsa 38 proc., Mazowiecki 23 proc., Tymiński 17 proc. Miesiąc
          wcześniej – 17 października – prowadzić miał Mazowiecki z wynikiem 29 proc.
          przed Wałęsą – 24 proc.

          Podobnie bywało w wyborach parlamentarnych. W 1993 r. przewidywał, że wybory
          miała wygrać Unia Demokratyczna z poparciem 17,6 proc. Dostała 5 procent mniej.
          – Przyjmijmy, że sondaże zwiększyły poparcie UD o 5 procent. Oznaczało to awans
          z partii przeciętnej na liczącą się najbardziej – mówi Petroff.

          Na wyliczanie przykładów nie starczyłoby tu miejsca, ale reguła jest jedna – w
          sondażach niemal zawsze pokrzywdzone są partie prawicowe, w szczególności
          opowiadające się za dekomunizacją, lustracją czy walką z układami. Aż do dziś.

          Czy to oznacza, że sondażownie kłamią?

          Pomożecie? Trudno powiedzieć

          – Gierek zmartwychwstał i chce wrócić do władzy. Jeden z ośrodków badania opinii
          rozpisuje sondaż z pytaniem: "Pomożecie?". Jako że od lat 70. realia się
          zmieniły, respondenci mają aż trzy możliwości odpowiedzi na pytanie: "Tak,
          oczywiście", "Raczej tak" oraz "Trudno powiedzieć" – ten dowcip usłyszeliśmy od
          jednego z socjologów.

          Anegdota pokazuje tylko jedną z metod manipulowania sondażami – wpływania na
          respondenta poprzez treść pytań lub podanych do wyboru odpowiedzi. Wielu z
          badaczy podkreśla, że metody manipulacji wcale nie muszą być prymitywne. –
          Polscy badacze są fachowi, gdy chodzi o warsztat, jeśli porównamy ich ze
          specjalistami z innych krajów – mówi jedna z ważniejszych osób z branży. – I
          właśnie dlatego wiedzą znakomicie, jak manipulować badaniami. – Fałszerstwa? Nie
          spotkałem się – śmieje się inny socjolog. – Dobry fachowiec potrafi uzyskać
          odpowiedni wynik bez wulgarnych fałszerstw.

          Nasi rozmówcy opisali nam wiele takich metod. Oto niektóre z nich.

          Pytania o politykę trafiają z reguły do tzw. omnibusa, czyli listy
          kilkudziesięciu pytań, z którymi ankieter przychodzi do badanego. Jeśli pyta o
          poparcie dla rządu, wynik można łatwo zmienić, umieszczając przed wspomnianym
          pytaniem inne, które ukierunkują respondenta. Jeśli wcześniej przeczyta on
          pytania o bezrobocie, patologie, emigrację zarobkową itp., to prędzej zdecyduje
          się negatywnie ocenić rząd. Jeśli przeczyta o wzroście gospodarczym, udanym
          pozyskaniu środków z Unii Europejskiej albo sukcesach w polityce zagranicznej,
          to częściej zaznaczy pozytywną ocenę.

          W szczególności w końcówce kampanii wyborczej odgrywają u nas wielką rolę
          badania telefoniczne – robione na szybko, z dnia na dzień. Według kodeksu
          międzynarodowego stowarzyszenia ESOMAR, którego przestrzeganiem chwalą się
          polskie sondażownie, nie powinno się przeprowadzać badań telefonicznych tam,
          gdzie mniej niż 85 proc. obywateli ma telefony. Tymczasem u nas telefony
          stacjonarne – których dotyczą badania – ma zaledwie 73 proc. obywateli. Oznacza
          to też, że mieszkańcy wsi i ludzie starsi są w sondażach niedowartościowani –
          czyli partie mające wśród nich poparcie wypadną w sondażu słabiej.

          W przypadku badań telefonicznych znaczenie może mieć też godzina, o której
          badacze zadzwonią do respondentów. Inne wyniki osiągną, gdy dzwonić będą w
          weekend, a inne w ciągu tygodnia. Inne wieczorem, a inne rano.

          Podobnie bywa podczas chodzenia po mieszkaniach. Inne wyniki uzyskamy,
          ankietując mieszkańców bogatej, a inne biednej dzielnicy. Ankieter odwiedzający
          słynną "Zatokę Czerwonych Świń" w Warszawie z pewnością zawyży wynik postkomunistów.

          Pytania o politykę umieszczane są zazwyczaj pod koniec omnibusa, bo badani
          odpowiadają na nie niechętnie. W efekcie np. połowa z nich jest zmęczona i na
          nie nie odpowiada. Badania reklamowane jako przeprowadzane na tysiącu
          respondentów są więc realnie przeprowadzane zaledwie na pięciuset.

          Najbardziej znaną, ale i łatwą do wykrycia metodą jest tendencyjne zadawanie
          pytań. Pytając "Czy jesteś za obniżeniem podatków, które ma się przyczynić do
          zmniejszenia bezrobocia?" uzyskamy inną odpowiedź, niż gdy spytamy "Czy jesteś
          za obniżeniem podatków połączonym z obniżeniem zasiłków dla bezrobotnych i
          przywilejów socjalnych?".

          Badania przeprowadzane przez chcących dorobić studentów często w ogóle są
          fikcją. Nasz redakcyjny kolega Filip Rdesiński, absolwent socjologii, tak
          wspomina studenckie praktyki w Poznaniu: Kiedy byłem na studiach, chyba w 2002
          roku, gmina Tarnowo Podgórne wraz z moim instytutem prowadziła badania na temat
          jakości zarządzania tą gminą. Większość ankiet studenci wypełniali sami na
          kolanie w akademiku. Potem widziałem, jak obecny poseł PO Waldy Dzikowski, były
          wójt tej gminy, ogłaszał w telewizji jej wielki sukces. Przed badaniami oraz po
          zorganizowano poczęstunek. Badacze dostali m.in. kiełbaski i beczkę piwa.

          Metody kontroli uczciwości ankieterów są mało skuteczne. Niemal każdy student
          spotkał się z propozycją kolegi co do badań marketingowych: "podam twój numer,
          jakby co, to potwierdź, że wypełniałeś".

          Autorytety jako część systemu

          Wielką rolę w utrzymywaniu obecnego skompromitowanego systemu odgrywają medialne
          autorytety socjologiczne. Tak się dziwnie składa, że z reguły stają one murem po
          stronie sondażowni. Nazwiska komentatorów zapraszanych do ogólnopolskich mediów
          można wymienić na palcach dwóch rąk: Ireneusz Krzemiński, Lena
          Kolarska-Bobińska, Andrzej Rychard, Radosław Markowski, Edmund Wnuk-Lipiński,
          Jacek Raciborski, Tomasz Żukowski.

          Tak się też składa, że poglądy wszystkich tych osób, z wyjątkiem może
          Żukowskiego, mieszczą się pomiędzy SLD (publicysta pezetpeerowskich "Nowych
          Dróg" Raciborski) a Platformą (były działacz KLD Krzemiński).

          Ważniejsze jest jednak co innego: wszyscy, łącznie z Żukowskim, wywodzą się z
          socjologicznego "środowiska" i nie zrobią koledze krzywdy oskarżając go o
          nierzetelność.

          W kryzysowych sytuacjach, jak ta po zeszłorocznych wyborach, w mediach ukazują
          się wywiady z autorytetami naukowymi, które także bronią wiarygodności badań.
          Takie stanowisko zajmowali również cieszący się powszechnym autorytetem
          profesorowie Mirosława Grabowska czy Antoni Sułek. Ale nasi rozmówcy zwracają
          uwagę na fakt, że Sułek jest jednocześnie... konsultantem OBOP. – Kiedy słyszę
          wypowiedzi niektórych profesorów broniących skompromitowanych ośrodków badania
          opinii, a jednocześnie wiem, że są oni zatrudnieni na etatach w którymś z nich,
          zastawiam się w naturalny sposób, w jakiej roli występuje ów profesor –
          autorytetu naukowego czy lobbysty tej branży – mówi dr Włodzimierz Petroff.

          Sondażu nie ma bez mediów

          Uzdrowienie rynku blokuje jeszcze jeden bardzo istotny mechanizm. W
          ubiegłorocznych wyborach wyniki najbardziej zbliżone do prawdziwych uzyskało po
          raz kolejny (co zostało potwierdzone w analizie przygotowanej przez Centrum im.
          Smitha) konsorcjum Polska Grupa Badawcza. Mimo to sondaże PGB są zdecydowanie
          słabiej nagłaśniane przez media niż badania firm skompromitowanych. Branża stara
          się dyskredytować prowadzone przez PGB badania w miejscach publicznych (tzw.
          metoda "on street"), mimo że dają one lepsze efekty od pozostałych. Ale w
          praktyc
          • Gość: nick Re: Zapamietajcie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.10, 20:20
            Nie mam najmniejszych wątpliwości, że wszystko co napisałeś to prawda.
            Na pewno ludzie chętniej głosują na tych co mają wyższe sondażowe słupki. Prawie
            każdy chce być w grupie zwycięzców - taka jest mentalność Polków (ludzi?).
    • kocur_zalogowany Przyznaję się bez bicia, że nie chce mi się 14.06.10, 21:56
      dokładnie czytać twojego tekstu, więc proszę o krótkie odpowiedzi na
      kilka pytań:
      1. Czy można zrobić wiarygodny sondaż?
      2. Czy wszystkie sondażownie manipulują wynikami?
      3. Czy partiom zależy na poznaniu prawdziwych preferencji
      społecznych, czy wolą być okłamywane?
      3. Jeśli istnieją wiarygodne wyniki sondaży, to dlaczego nie wychodzą
      na światło dzienne? W czasach gdy dokumenty tajne specjalnego
      znaczenia pojawiają się w internecie wcześniej niż otrzymuje je
      adresat, prawdziwe wyniki badań są nie do zdobycia?

      Powiedzmy, że GW zamawia sondaż i dowiaduje się, ze PO ma 60%
      poparcia, a PiS 5%. Ogłasza to. Są dwie możliwości - albo te wyniki
      są prawdziwe, albo można zamówić sondaż, który wykaże odwrotne
      proporcje. Dlaczego jakoś nigdzie nie ma sondaży wskazujących
      przewagę PiSu i Kaczyńskiego? PiS nie potrafi zzdobyć korzystnego dla
      siebie sondażu, firmowanego przez jakąś profesjonalną firmę?

      Przepraszam, są korzystne dla PiSu sondaże. Prof. Broda na antenie
      Radia Maryja ogłosił zaciąg na ankieterów, ci przepytali znajomych i
      wyszło mu, że rząd jest do d..., a Kaczyński męzem opatrznościowym
      popieranym przez większość.

      Skoro "wszyscy" wiedzą, że sondażownie kantują, dlaczego nie znalazł
      sie nikt, kto udowodniłby kanty? Czyżby PiS nie miał wiernych sobie
      ludzi, którzy zebraliby dowody i odkryli prawdę?
      • Gość: jobrave Re: Przyznaję się bez bicia, że nie chce mi się IP: *.range86-161.btcentralplus.com 14.06.10, 22:36
        Oj Kocur, Ty chyba mocno przeceniasz KLechutasa, przecież on nie zrozumie nie
        tylko Twoich pytań, ale nawet nie ma pojęcia o tym co wkleja do swoich postów.
      • wampir-wampir Re: Przyznaję się bez bicia, że nie chce mi się 14.06.10, 22:47
        Sondażownie nie manipulują. Jeśli już ktoś manipuluje - w pewnym
        sensie - to ankieterzy. Na studiach dorabiałem sobie w OBOP-ie więc
        znam trochę sondażową "kuchnię". Normalnie powinno to się odbywać
        tak, że puka się do co piątego np. mieszkania. Gdy ktoś odmawia
        wpuszczenia ankietera odlicza się następnych pięć mieszkań i próbuje
        tam. Gdy i tam nie wpuszczają - następnych pięć itd. W praktyce
        ankieter sprawdza "mieszkaniowe" wyniki poprzedniego sondażu i idzie
        tam, gdzie wpuszczają, żeby oszczędzić sobie chamskich odzywek tych,
        co za sondażami nie przepadają, jak każe jedynie słuszne radio i jak
        najszybciej załatwić sprawę. Ja sam znając kulisy roboty ankietera
        zawsze wpuszczam, proponuję coś do picia i odpowiadam na pytania.
        Efekt - przychodzą do mnie wszyscy. I ci badający preferencje
        wyborcze oraz polityczne i ci, którzy sondują marketingowo. Niedawno
        wypałniełem ankietę o napojach gazowanych. Nie szkodzi że jedynym,
        który piję jest piwo. Jakoś wespół w zespół z pytającym daliśmy
        radę :-)))
      • lechowski51 Re: Przyznaję się bez bicia, że nie chce mi się 14.06.10, 23:26
        Jezeli twierdzisz ze sondaze odzwierciedlaja polska rzeczywistosc trzeba bylo
        pojsc do zakladow bukmacherskich i obstawic ze Komorowski wygra w I turze,bo
        przeciez wszystkie sondaze dawaly Komorowskiemu ponad 60% a Kaczynskiemu
        20%.Zreszta i dzisiaj mozesz zbic fortune i smialo obstawiac na Komorowskiego bo
        jego przewaga w sondazach wynosi w II turze 20% nad Kaczynskim.
        • wampir-wampir Re: Przyznaję się bez bicia, że nie chce mi się 15.06.10, 00:02
          Fortunę klechociągu można zbić obstawiając czarnego konia, który
          niespodziewanie wygrywa, a nie faworyta. Ale co złodziej filmików -
          porno zapewne - może o tym wiedzieć. Żeby wygrać, trzeba najpierw
          zainwestować co nieco. Zapomoga z MOPS-u ledwie na najmarniejszy
          zakład starczy, a żreć też trzeba :D
        • kocur_zalogowany Ja zadałem pytania, nic nie twierdziłem 15.06.10, 06:42
          Jeśli chodzi o moją opinie na temat wiarygodności sondaży, to uważam,
          że w mniejszym lub większym stopniu (w zależności od tego jak się
          ankieterzy przyłożą do pracy) odzwierciedlają one rzeczywistość w
          chwili robienia sondażu. Nie przewidują przyszłości, bo od sondażu do
          zdarzenia, które ma prognozować mija niekiedy dość dużo czasu by
          nastroje społeczne mogły się zmienić. W jednych sprawach poglądy są
          dość trwałe, w innych mogą zmienić się z godziny na godzinę. Media
          mają teraz taką moc, że można łatwo manipulować ludźmi. Byle jaki
          drobiazg odpowiednio pokazany i nagłośniony może zmienić nastawienie
          do problemu.

          PS. Możesz odpowiedzieć na moje pytania?
    • Gość: Land Rover Re: Zapamietajcie! IP: *.perr.cable.virginmedia.com 15.06.10, 01:18
      Najlepsze sondaze sa w radiu Ojca Biznesmena. Tam z metra ciéty ma ponad 70
      procent poparcia i, w zasadzie, jest juz prezydentem. Wszystkich Alików.
      • lechowski51 Re: Zapamietajcie! 16.06.10, 09:02
        GWprawda jedzie ostro po bandzie.Wrocimy do tych klamstw w poniedzialek 21 czerwca;
        wyborcza.pl/1,75478,8019085,Platforma_wciaz_wierzy_w_pierwsza_ture.html
        • Gość: Cypis Re: Zapamietajcie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.10, 09:24
          Mleczko
        • kocur_zalogowany A co dokładnie jest kłamstwem? 16.06.10, 12:29
          To, że PO wierzy w zwycięstwo w I turze czy to, że w sondażu Komorowski miał 48%?
          • lechowski51 Re: A co dokładnie jest kłamstwem? 16.06.10, 17:11
            Wierzyc to oni moga w cuda i druga Irlandie,natomiast 48% to nastepny cud ale
            sondazowy GWprawdy.
            • kocur_zalogowany A jaki był prawdziwy wynik badania 16.06.10, 17:28
              przeprowadzonego przez GW? (odpowiedź uzasadnij)
              • lechowski51 Re: A jaki był prawdziwy wynik badania 16.06.10, 18:18
                Zoabaczysz w niedziele o godz.20
                • Gość: Cypis Re: A jaki był prawdziwy wynik badania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.10, 18:51
                  Arka
                  • lechowski51 Re: A jaki był prawdziwy wynik badania 18.06.10, 09:06
                    Stachanowcy z GWprawda wzorem swoich dziadkow i ojcow z KPP z okazji wyborow
                    wykonali norme 225%.Pstrowski przy nich to maly pikus!
                    wyborcza.pl/1,75248,8030190,Ostatni_sondaz__Gazety___Komorowski_wygra_w_I_turze_.html
                    • lechowski51 Re: A jaki był prawdziwy wynik badania 18.06.10, 09:41
                      ...a w niedziele przekonamy sie czy racje mieli stachanowcy z GWprawdy czy
                      Polacy przy urnach.
                      www.dziennik.pl/polityka/wybory-prezydenckie-2010/article629074/To_ostatni_sondaz_przed_cisza_Kto_wygra_.html
                      • lechowski51 Re: A jaki był prawdziwy wynik badania 18.06.10, 20:03
                        No wlasnie!.Jak wierzyc skoro klamia od lat.
                        www.rp.pl/artykul/495869_Jak_tu_wierzyc_sondazom.html
                        ....a pamietacie sieroty po Mumii Wolnosci prognozy dla Mazowieckiego i jak go
                        wydymal czarodziej z Peru Tyminski?
                        • Gość: ~` Re: A jaki był prawdziwy wynik badania IP: *.adsl.inetia.pl 18.06.10, 21:04
                          lechowski ma rację, sondaże są g..no warte. Do drugiej tury
                          przejdzie Komorowski z Napieralskim.
                          • lechowski51 Re: A jaki był prawdziwy wynik badania 21.06.10, 00:16
                            I co klamcy z TVN i GWprawda???.Dalej na pasku Telewizji Ojca Waltera wisza
                            gadania wyborcow i wg gownianej sondazowni SMG/KRC Komorowski zdobyl 45.7% a
                            Kaczynski 33.2%.
                            Tymczasem PKW przed chwila podala wyniki z 15% okregow i Komorowski zdobyl
                            39.7% a Kaczynski 37.7%.
                            Powinni sobie klamcy strzelic w leb!!!!!
                            • Gość: Analityk Re: A jaki był prawdziwy wynik badania IP: *.toya.net.pl 21.06.10, 05:43
                              A Klechoś powinien odpowiedzieć na pytania czy walczył z poprzednim
                              ustrojem dla profitów czy dla idei.. wtedy mozna miec prawo do
                              krytyki..
                            • kocur_zalogowany Przeszacowanie zwycięstwa Komorowskiego 21.06.10, 06:24
                              wynika z tego, że ludzie wstydzą się oddawania głosu na Kaczyńskiego i
                              nie przyznają się ankieterom, że na niego głosowali. Oznacza o, że poczucie przyzwoitości całkowicie w narodzie nie zginęło. Niestety
                              człowiek jest słaby i jak nikt nie widzi, to robi różne nieprzyzwoite
                              rzeczy.
                              • wampir-wampir Re: Przeszacowanie zwycięstwa Komorowskiego 21.06.10, 06:41
                                Nie ma tego złego jednakowoż. Teraz się wykształciuchy będą musiały
                                pofatygować po zaświadczenia przed wyjazdem na ciepłe plaże. Jak się
                                ma wrażenie sukcesu w kieszeni, to bywa rozmaicie bywa. Pięć lat
                                temu skończyło się kaczką w buraczkach.
    • Gość: dark Klechoś, cenna uwaga ! IP: 77.236.0.* 21.06.10, 08:48
      Można wybierać prezydenta i posłów na podstawie sondaży, a nie
      fatygować wyborców do lokali wyborczych.
      • lechowski51 Re: Klechoś, cenna uwaga ! 21.06.10, 09:09
        kocur pisze;
        wynika z tego, że ludzie wstydzą się oddawania głosu na Kaczyńskiego i
        nie przyznają się ankieterom, że na niego głosowali. Oznacza o, że poczucie
        przyzwoitości całkowicie w narodzie nie zginęło. Niestety
        człowiek jest słaby i jak nikt nie widzi, to robi różne nieprzyzwoite
        rzeczy.

        To nie Polacy sie wstydza a takie sondazownie.Mozna sie pomylic jak prognozowal
        OBOP o 1-2% a nie o 14% jak PBS dla GWprawdy;
        wyborcza.pl/1,75248,8030190,Ostatni_sondaz__Gazety___Komorowski_wygra_w_I_turze_.html
        Lepiej!.Z badan przed lokalami SMG dla Telewizji Ojca Waltera daje przewage po
        glosowaniu 12% gdy dzisiaj okazyje sie ze jest to 4.5%.To klamstwo i calkowity
        blamaz aby sie pomylic o prawie 300%.Wyobrazasz sobie analitykow gieldowych
        ktorzy myla sie o 300%?.Myslisz ze TVN czy GW zrezygnuje ze wspolpracy z tymi
        partaczami?.Nie!....bo GWprawdzie jak i TVN te klamstwa sa miodem na ich
        tendencyjna propagande.
        • lechowski51 Re: Klechoś, cenna uwaga ! 21.06.10, 17:28
          KLamcy i propagandzisci zamiast powiedziec-Przepraszam,mowia ze WSZYSCY sie
          pomylili.Otoz nie pomyli sie OBOP dla TVP.
          wyborcza.pl/1,75968,8040791,Wszyscy_padlismy_ofiara_sondazy.html
          • lechowski51 Re: Klechoś, cenna uwaga ! 22.06.10, 08:16
            .... a to klamczuszki pamietacie?
            www.youtube.com/watch?v=lf0ZuweU9ss&feature=related
            • wampir-wampir Re: Klechoś, cenna uwaga ! 22.06.10, 08:26
              Klechoś, znam kilku gostków, którzy głosowali na Grześka. Są
              przekupni i podzielają twoje preferencje oraz podoba im się, że
              nosisz protezę. Wyjmiesz, obciągniesz i kilka głosów preziowi
              wpadnie. Może styknie na szybki net :PPP
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka