Dodaj do ulubionych

dzwon wykopany w Woli Michowej

25.04.06, 06:41
www.gcnowiny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20060425/REGION00/60424007/-1/CALYREGION

"Jego obwód wynosi 330 cm, a średnica 105 cm! Potężny, XIX-wieczny dzwon
cerkiewny odkopali wczoraj w okolicy Woli Michowej, w gminie Komańcza,
pracownicy Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku.

- To dzwon bez uszu, nieruchomy, podwieszany na stałe. Dźwięki wydawane były
poprzez uderzanie ruchomym sercem - wyjaśnia archeolog Jerzy Ginalski,
dyrektor MBL.

Zmarnowała się nam bogata kultura Beskidów i Bieszczadów, stąd każde
znalezisko jest niezwykłym skarbem, które wiele mówi. Na szczęście, mamy
skanseny w Sanoku i Nowym Sączu, gdzie zachowały się bardzo cenne eksponaty,
które o kulturze tych ziem wiele mówią. Odkryty dzwon to prawdziwy olbrzym!
Już go widzę na pięknej parawanowej dzwonnicy umieszczonej przy kościółku z
Bączala czy cerkwi z Ropek.

Dzwon pochodzi prawdopodobnie z połowy XIX wieku. Nie ma na nim daty odlania,
ani na czyje zamówienie był wykonany. Nie ma też nazwy odlewni, w której
powstał.
Wykonany z brązu posiada bardzo bogaty relief. Obrazy wokół dzwonu ukazują
ikonografię z życia Chrystusa.

Dzwon bił na dzwonnicy przy jednej z okolicznych cerkwi. W czasie II wojny
światowej schowany został przez mieszkańców wioski w jednym z domostw, w
obrębie zabudowania. Wewnątrz domu wykopano głęboki dół, w którym ukryto
dzwon przed Niemcami. W czasach wojennych to była często stosowana praktyka.

Będzie dzwonił w skansenie
- Kiedyś przyjechał w te strony pewien Ukrainiec i opowiadał, że jego śp.
ojciec schował przed Niemcami piękny dzwon z miejscowej cerkwi - opowiada
Marek Gosztyła z Radoszyc, który odnalazł dzwon. Jego zdaniem, odkryty skarb
powinien trafić do sanockiego MBL.
- To wielka sprawa dla naszego muzeum. Mamy trzy piękne cerkwie i ani jednego
dzwonu - mówi z przejęciem Jerzy Ginalski. - Postawimy mu tzw. parawanową
dzwonnicę koło jednej z cerkwi, aby był dobrze widoczny."

I u nas wiele dzwonów zakopała ludność przed wysiedleniami. Może warto zacząć
je wykopywać ?

Obserwuj wątek
    • piotrzr Re: dzwon 25.04.06, 11:34
      To kolejne znalezisko po dzwonach wykopanych w Lutowiskach - dalej
      chyba "więzionych" po polskiej stronie /i pomimo starań dawnych mieszkańców z
      Ukrainy /.
      Na rekontrukcję zniaszczonych cerkwi raczej się nie zanosi - ciekawe jaki
      będzie dalszy los owych dzwonów ??
    • surowiczny Re: dzwon wykopany w Woli Michowej 25.04.06, 13:30
      Witam
      Osobiście jestem przeciwny takim akcjom. Nie jest tajemnicą, że dzwony w
      znakomitej większości zostały zakopane, podobnie jak miejsca ich "spoczynku".
      Po co to robić? Aby martwe wisiały w MBLu jako eksponat? OK - jeden wykopali,
      dzwonu w skansenie nie mają - niech im będzie, ale ukrytych dzwonów jest
      jeszcze, zaniżając kilkaset (niektóre świątynie posiadały więcej niż jeden
      dzwon) Co znimi zrobić??? No i zasadnicze pytanie do kogo one należą? Wg prawa
      RP co jest w ziemi należy do państwa - ale w ich wypadku istnienieje dawny
      właściciel. Ciekawe jakie jest stanowisko UKGK?

      Dzwon o takich gabarytach mogły unieść tylko 3 murowane dzwonnice w okolicy: w
      Woli Michowej, Balnicy i Zubeńsku ( zainteresowanym służę zdjęciami :)))

      Jaka parawanowa dzwonnica - zgłupieli????

      "I u nas wiele dzwonów zakopała ludność przed wysiedleniami. Może warto zacząć
      je wykopywać ? "

      Pan Struś pointą się nie wysilił........ bez komentarza

      pozdrawiam


      • darino zakopane dzwony 25.04.06, 15:31
        Zastanawiałem się nad tym już kiedyś. Kilka miesięcy temu dyskutowaliśmy nawet
        na ten temat z "surowicznym", i przekonał mnie wtedy do swojego zdania - LEPIEJ
        NIECH ZOSTANĄ TAM GDZIE SĄ.
      • piotrzr co z dzwonami 25.04.06, 16:44
        Dawni mieszkańcy Lutowisk chcieli aby dzwony odżyły w ich cerkwi na Ukrainie.
        Niestety stały się one przedmiotem przetargu pomiędzy oboma panstwami.
        Dzwony powinny odżyć - to znaczy wrócić na cerkiewne dzwonnice - nieważne czy w
        obecnej Polsce czy Ukrainie.
        W pamietnym artykule w Duzym Formacie /autorstwa bodaj Pana Hugu-badera/
        stwierdzono że kiedyś dżwięk dzwonu towarzyszył mieszkancom przycerkiewnych
        wiosek od narodzin do smierci - i tak dziś powinno tak być.
        dzony zakopywali mieszkańcy wysiedlanych wiosek z nadzieją że kiedyś do nich
        wrócą - teraz już to nie jest mozliwe - więc dzwony powinny wrócić do potomków
        dawnych mieszkańców.
        • holejnik Re: co z dzwonami 25.04.06, 21:44
          Witam, jestem za tym aby ten dzwon i nastepne, które mogą być odkopane powinny
          świadczyć o kulturze tych obszarów gdzie sie znajdowały i drzewiej dobrze
          ludziom służyły ponieważ niewiadomo z jakich przyczyn zostały zakopane. To
          niezwykle ciekawa historia, może ktoś sie podzieli informacjami na ten temat.
          Kiedyś jechałem samochodem z Arłamowa do Birczy i mijałem (pamiętam ) metalowa
          krzyże, drzewa owocowe - co szwagier tłumaczył mi iż w tych miejscach były
          kiedyś wioski - wymieniał nawet nazwy, przypuszczam iż tam również były
          zbudowane kościoły, cerkwie i napewno dzwony sa właśnie z tych stron. A może
          się mylę ? To zaświadcza o tym iż muszę koniecznie zgłębić historię Bieszczad.
          Pozdrawiam
          • darino zakopywanie dzwonów 25.04.06, 22:31
            Generalnie dzwony zakopywano, aby nie dostały się w ręce Polaków i im nie
            służyły.
            Mogły być zamontowane w rzymskokatolickich kościołach, albo zostać przetopione
            dla jakichś celów państwowych. Należy pamiętać, że po wojnie komuniści
            zdzierali nawet blachę z dachów, aby zapewnić surowiec dla hut.
            • surowiczny Re: zakopywanie dzwonów 25.04.06, 23:26
              fakt, chociaż nie do końca....
              dzwony zakopywano już we wrześniu 1939 - ludzie mieli w pamięci konfiskaty z
              czasów pierwszej wojny, kiedy przetapiano je "na harmaty". Czasem je
              odkopywano, następnie zakopywano i tak w kółko. Część dzwonów w ogóle nie
              została wykopana w okreie wojny i tak pozastały, część została wywieziona do
              ZSRR w czasie "akcji repatryiacyjnej". Nie spotkałem się z przypadkiem
              zabierania dzwonów przez ludność w czasie akcji "Wisła"

              Z takich ciekawostek: podczas prac NGK "Magurycz" odnaleźliśmy kilkanaście
              serc. schowane były w różnych miejscach; w cerkwi pod podłogą, zakopane na
              cmentrzu, na pastwisku itp. Wszystkie zostały wystawione (niektóre wiszą na
              jarzmach - co prowokuje do......) w Muzeum w cerkwi w Wisłoku Wielkim

              pozdrawiam

        • dymek25 Re: co z dzwonami 26.04.06, 09:02
          Przecież nie"przenoszono" całych wiosek w inne miejsca, lecz starano się
          mieszkańców rozproszyć lub robili to sami.Zatem chyba lepszym wyjściem jest
          pozostawienie ich na miejscu.Skoro zakopywano je u nas, to chyba na obecnej
          Ukrainie także.
    • darino to jednak w Balnicy ? 25.04.06, 22:52

      "W dawnej wsi Balnica koło Komańczy PODOBNO wydobyto spod ziemi ogromny dzwon
      cerkiewny. Ma PODOBNO ponad trzy metry obwodu i przeszło metr średnicy. To
      prawdziwy kolos. Wydobyto go jednak tak bezszelestnie i w tak tajemniczych
      okolicznościach że znalezisko ZNIKNĘŁO - przynajmniej dla naszej kamery.

      Balnica to dziś kawałek lasu pod polsko - słowacką granicą. O tym, że niegdyś
      mieszkało tu kilkaset osób świadczą już tylko ślady dawnej cerkwi i przydrożna
      kapliczka.
      O dzwonach zakopanych przez wysiedlonych po wojnie mieszkańców często się
      jednak mówiło w okolicy. W miejscu dawnych wsi nadal można znaleźć stare
      narzędzia i inne przedmioty. Takie poszukiwania są jednak niebezpieczne, bo
      trawa kryje zapadające się studnie i piwniczki. Można się też natknąć na
      niewypały.
      Wieści o dzwonie ucieszyły jednak mieszkańców pobliskiej Woli Michowej. Mają
      nadzieję, że zawiśnie on na dzwonnicy budowanego przez nich kościoła. Do
      operacji wydobycia znaleziska dopuszczono jednak tylko nielicznych i dwie
      regionalne gazety. Dzwonem zajęli się pracownicy sanockiego skansenu, ale jego
      dyrektor zakazał swoim podwładnym udzielania jakichkolwiek informacji, sam zaś
      od rana nie odbiera telefonów. Ochrona muzeum dopilnowała także, abyśmy nie
      weszli z kamerą na teren skansenu. Ciekawscy i kolekcjonerzy i tak będą nadal
      przeszukiwać tereny dawnych wsi - nie ma na to skutecznego sposobu. Natomiast
      dobrze pokazana operacja wydobycia dzwonu była niepowtarzalną szansą na
      promocję i podtrzymanie legendy Bieszczadów oraz promocję samego sanockiego
      skansenu. Jednak dyrekcja tej placówki - prowadząc dziwną politykę
      informacyjną - tę szansę zmarnowała."
      tvp.pl/400,20060425334155.strona


    • upowiec rada dla parafian z Woli Michowej 26.04.06, 05:54
      "Wieści o dzwonie ucieszyły jednak mieszkańców pobliskiej Woli Michowej. Mają
      nadzieję, że zawiśnie on na dzwonnicy budowanego przez nich kościoła."

      Czuję głęboką satysfakcje, że dzwonu nie udało się przechwycić parafianom z
      Woli Michowej.
      Kupcie sobie, a nie wyciągajcie rąk po cudze.

    • dymek25 Re: dzwon wykopany w Woli Michowej 26.04.06, 08:52
      Nie rozumiem zacietrzewienia w dyskusji o dzwonach. Walczymy o każdy drobiazg
      świadczący o naszej przeszłości,jesteśmy za ekumenizmem, chcemy zakładać regionalne muzea, izby pamięci, a zachowujemy się jak Pawlak z Kargulem.Cóż w tym złego, że dzwon cerkiewny(odpowiednio opisany)dzwoniłby w kościele katolickim lub odwrotnie, ku radości parafian i ewentualnych turystów. Ja cieszyłabym się słysząc, żę po nieistniejących dziś wsiach (Trójca, Jamny,Arłamó
      i inne)cokolwiek pozostało,zwłaszcza, że nie były to wsie najbogatsze.
      • darino intencje właścicieli 26.04.06, 09:13
        Intencje właścicieli były właśnie takie, aby nikt z nich nie korzystał.
        Nie po to ci biedni ludzie zbierali składki na dzwony, aby teraz korzystał z
        nich kościół rzymskokatolicki, który był przed wojną ich głównym wrogiem i
        walnie przyczynił się do traktowania ludności ukraińskiej jako obywateli
        drugiej kategorii.
        • dymek25 Re: intencje właścicieli 26.04.06, 09:37
          Ja mam nadzieję, ze wielu byłych mieszkańców myślało by teraz inaczej i cieszyło by się z faktu, że historii nie da się zamazać.A wracanie do złej tradycji
          obecnie uważam za bardzo szkodliwe dla dwóch stron.Przecież wielu greckokatolików od czasu zakończenia wojny modli sie w tych "znienawidzonych"
          kościołach.Wracam uparcie do swego-nie zachowujmy sie jak Pawlak i Kargul!!!
      • piotrzr Re: dzwon wykopany w Woli Michowej 26.04.06, 09:13
        dymek25 napisała:

        > Nie rozumiem zacietrzewienia w dyskusji o dzwona

        Więc spróbuję krótko wytłumaczyć. W roku ubiegłym, w leżącej niedaleko od Woli -
        wsi Mchawa grupa katolików podburzona przez proboszcza - uniemozliwiła
        odprawienia nabożeństwa wielkanocnego/wcześniej uzgodnionego/ dla grupy
        grekokatolików z okolicy.
        Nabożeństwu miał przewodniczyć proboszcz parafii greckokatolickiej z Rzeszowa.
        Zrobił się skandal-doszło niemal do przemocy. Pisała na ten temat lokalna prasa
        i my na "Grekokatolikach w rzeszowie"
        W pobliskim Baligrodzie robi się wszystko aby zniknęła z powierzchni ziemi
        doprowadzona do ruiny niegdyś piękna, murowana cerkiew.
        Dlatego rozumiem postawy tu prezentowane.Oba Kościoły = w załozeniu katolickie
        i powszechne - są w gruncie rzeczy kościołami narodowymi i dzwony traktowane są
        niemal jak symbole narodowe.
        czy na wielu dawnych cerkwiach zamienionych na koscioły rzymokatolickie są
        informacje że obiekty te wybudowali unici i przez setki lat sie w nich modlili??
        Boję się że negetywnych przykładów znajdzie się wiele.
        Chociaż moim zdaniem - gdyby w kosciele w Woli Michowej mogliby modlić sie
        grekokatolicy /w tym Ci przegnani spod kapliczki w Mchawie/ to ów dzwon byłby
        jak tam jak najbardziej na miejscu - dzwoniłby jak przed wiekami i dla jednych
        i dla drugich
        • piotrzr dodaję... 26.04.06, 09:16
          Ale całość musiałaby być ujęta chyba w formie umowy notarialnej - bo w
          uzgodnienia na gębę - po awanturze w mchawie - raczej nie wierzę
          • pogorzanin Re: dzwony - można wam tylko współczuć 26.04.06, 09:34
            Do darino, upowca, potrarz, surowicznego i innych Ukraińców na tym forum:
            Jak czytam co wypisujecie na tym forum w sprawie dzwonu (i nie tylko) to
            poprostu mi was żal. Jak bardzo, jesteście zaślepieni nacjonalizmem i
            naturnalnie z nim powiązaną nienawiścią do Polaków. Według was lepież żeby taki
            piękny dzwon, chyba jedyny tak okazały świadek i pamiątka dawnej przeszłości
            tej wsi, zgnił w ziemi, niż trafił do muzeum lub niżby go mieli przejąć ci
            straszni rzymskokatolicy. Co z was za ludzie? Pewnie co niedzielę klęczycie w
            cerkwiach i udajecie przed innymi i sobą że jesteście CHRZEŚCIJANAMI a nie
            potraficie wznieść się ponad podziałami w tak prostej sprawie jak zwykły dzwon.
            Ale chyba nie ma co się dziwić waszej zajadłości i nienawiści. Pewnie tak was
            poprostu wychowano, a w cerkiwach też często zamiast słów o miłości bliźniego,
            wzajemnym przebaczeniu i miłosierdziu można było (i nadal czasami można)
            usłyszyć tylko pretensje i jątrzenie starych ran. Zainteresujcie się co się
            dzieje z polskimi kościołami i majątkiem kościoła na dawnych Kresach: zabytkowe
            kościoły są zamieniane bez skrupułów na cerkwie, niszczone są jakiekolwiek
            ślady polskości tych ziem i bytności kościoła rzymskokatolickiego. Ale to
            przecież Polacy są straszni i chcą zabrać biednym Ukraińcom dzwon.
            Po ludzku po prostu mi was żal...
            • darino strasznie rozpaczasz nad zabytkami na Ukrainie ... 26.04.06, 11:47
              "Zainteresujcie się co się dzieje z polskimi kościołami i majątkiem kościoła na
              dawnych Kresach: zabytkowe kościoły są zamieniane bez skrupułów na cerkwie,
              niszczone są jakiekolwiek ślady polskości tych ziem i bytności kościoła
              rzymskokatolickiego."

              Zapomniałeś tylko dodać, że to samo stało się z cerkwiami na naszych terenach -
              zostały albo zburzone (Bircza - dwie cerkwie, Wola Korzeniecka, Krajna, Łomna,
              Łodzinka Dolna, Sufczyna, Bachów, Stara Bircza, Cisowa), albo doprowadzone do
              ruiny (Leszczawa Górna, Malawa, Brzuska), albo przejete przez kościół
              rzymskokatolicki (Lipa, Brzeżawa, obecnie Malawa, Żohatyn, Jawornik, Olszany).
              • pogorzanin Re: strasznie rozpaczasz nad zabytkami na Ukraini 26.04.06, 12:32
                "Zapomniałeś tylko dodać, że to samo stało się z cerkwiami na naszych terenach -
                >
                > zostały albo zburzone (Bircza - dwie cerkwie, Wola Korzeniecka, Krajna,
                Łomna,
                > Łodzinka Dolna, Sufczyna, Bachów, Stara Bircza, Cisowa), albo doprowadzone do
                > ruiny (Leszczawa Górna, Malawa, Brzuska), albo przejete przez kościół
                > rzymskokatolicki (Lipa, Brzeżawa, obecnie Malawa, Żohatyn, Jawornik, Olszany)"
                .
                Dobrze, dobrze. Tylko wtedy komuniści niszczyli kościół wogóle jako instytycję.
                Likwidowano świątynie i całe parafie obydwu obrządków. Kościół rzymskokatolicki
                utrzymał stan posiadania, bo byli na miejscu wierni, którzy się często
                sprzeciwiali represjom. Przejęcie wymieninych cerkwi przez kościół
                rzymskokatolicki w wielu przypadkach po prostu je uratowało przed zniszczeniem!
                W tym co napisałem chodzi o to co się teraz dzieje na dawnych Kresach. Niedawno
                widziałem na własne oczy jak gorlili i zapewne bardzo religijni Ukraińcy
                zwalali kościelną wieżę, aby na jej miejscu szybko postawić baniastą kopułę, że
                nie wspomnę o niszczeniu nagrobków z polskimi napisami. To na obecnej Ukrainie
                trwa nadal. Ale o tym milczycie, bo lepiej widzieć tylko tych okropnych
                Polaków.

                  • pogorzanin logika kalego 26.04.06, 14:02
                    Surowiczny i darino prezentujecie (choć niestety nie tylko wy z mniejszości
                    ukraińskiej) typową logikę Kalego: jak Kali ukraść krowę to dobrze, ale jak
                    Kalemu ukraść krowę to źle. Mylisz się surowiczny, bo ta tematyka jest mi
                    akurat znana, ale ja nie jestem Ukraińcem więc nie mam patentu na nieomylność.
                    Darino śmiać się możesz, ale w tym temacie to niestety tylko z siebie. Trochę
                    się zawiodłem bo miałem cię za bardziej rozgarniętego gościa w tematyce
                    historii regionu. Przedstawię ci więc tylko niepodważalne FAKTY może się z nimi
                    pogodzisz: Owszem kilka lat temu zdemontowano drewnianą kopułę z kościoła
                    karmelitów, ale w ten sposób przywrócono tylko pierwotny stan świątyni. Kościół
                    wybudował w 1631 roku dla karmelitów Marcin Krasicki dla karmelitów i aż do XIX
                    wieku wyglądał on, czyli oczywiście kościół, tak jak obecnie. Dopiero po
                    przejęciu za pozwoleniem zaborców kościoła przez grekokatolików zniszczyli oni
                    sygnaturkę budując na jej miejscu kopułę, która według wielu historyków sztuki
                    pasowała do barokowej architektury świątyni jak pięść do nosa. Czyli obecny
                    wygląd fasady, łamanego dachu, fasady i sygnaturki (nie jak piszesz wieżyczki)
                    i oczywiście wnętrza jest przywróceniem pierwotnego stanu sprzed nieudolnych
                    przeróbek XIX wieku.
                    To tyle, teraz czekam na gromy z waszej strony... bo na pewno wy wiecie
                    lepiej.
                    • darino kościół Karmelitów 26.04.06, 14:39
                      Oczywiście znam historię kościoła Karmelitów, uważam jednak, że bardzo
                      zeszpecono panoramę Przemysla usunięciem kopuły, a odtworzeniem tej sygnaturki
                      (czy też "wyprysku", jak niektórzy ją nazywają).
                      Co do "przywróceniem stanu pierwotnego", to mozna tego terminu używać w różnych
                      kontekstach :)))
                    • surowiczny Re: logika kalego 26.04.06, 15:01
                      ot i popadłeś.......

                      Dawno temu był taki pan o nazwisku Eugène Viollet-le-Duc, który bardzo dbał o
                      czystość stylową m.in przyczynił się do oczyszczenia fransuskich katedr z
                      baroku i innych "naleciałości" nie związanych z ukochanym przez niego
                      gotykiem. Czy o to chodzi??? Ostatnio w Krakowie była dyskusja nad
                      rekonstrukcją romańskich hełmów na wieżach kościoła Sw. Andrzeja - zaniechano
                      jednak pomysłu ponieważ znakomita większość historyków sztuki (nie tylko
                      krakowskich) sprzeciwiła się temu, gdyż wiązało się to z usunięciem barokowych
                      hełmów , które wpisały się już w naturalny pejzaż miasta. PODOBNIE BYŁO Z
                      PRZEMYŚLEM!!! To co zrobiono wg mnie jest przestępstwem!!!

                      Dam Ci parę przykładów niszczenia bryły cerkwi przez księży rzymskokatolickich:
                      => Jureczkowa
                      => Wolica
                      => Sanoczek
                      => Pruchnik (obecnie dom kultury SIC!!!)
                      => Mrzygłód (szalety)
                      => Tyniowice

                      to tylko wybór

                      podkreślam jeszcze raz:
                      gente polonus

                      pozdrawiam
                      sur.

                      • surowiczny sprostowanie 26.04.06, 15:39
                        kibel w mrzgłodzie ani dom kultury oczywiście nie powstały z iniciatywy księży
                        rzym - kat
                        A W CEKWI W BALIGRODZIE JESZCZE W 2002 R. BYŁ GMINNY SKŁAD PŁYTEK
                        CHODNIKOWYCH!!!!
            • surowiczny historia jednego dzwonu 26.04.06, 12:12
              20 listopada 2001r., źródło: Gazeta Krakowska


              Komu teraz dzwoni

              Wczoraj ks. Roman Dybiec, proboszcz parafii prawosławnej w Gorlicach, przy
              pomocy kilku parafian zdjął dzwon z dzwonnicy przy kościele MB Nieustającej
              Pomocy w Bereście (dawna cerkiew unicka) i tarpanem zawiózł go do Gorlic.

              Część mieszkańców Berestu szykowała się do czynnej obrony dzwonu, ale
              przeważyło zdanie biskupa tarnowskiego, ks. Wiktora Skworca, że dzwon
              ufundowali przed wojną prawosławni i trzeba oddać właścicielowi, co mu się
              należy.

              - Najpierw Łemkowie wezmą dzwon, potem kościół, a na końcu wyciągną rękę po
              lasy i pola - zaalarmował "Krakowską" młody mieszkaniec Berestu.

              Andrzej K. mówił, że wieś zbulwersowała informacja podana na niedzielnej mszy
              przez proboszcza Berestu, ks. Kazmierza Rzeszutko, że w poniedziałek dzwon
              zostanie zabrany przez prawosławnych.

              - Będziemy bronić dzwonu, specjalnie wziąłem sobie urlop - zapowiadał Andrzej
              K. - Dzwonił w Bereście od 50 lat, własnymi rękami zawieszaliśmy go na nowej
              dzwonnicy.

              Kiedy wczoraj dziennikarz "Krakowskiej" dotarł do Beresu było już po wszystkim.
              Załadowany na tarpana dzwon jechał właśnie do Gorlic. Do wyjazdu szykował się,
              nadzorujący operację demontażu dzwonu, proboszcz parafii prawosławnej w
              Gorlicach, ks. Roman Dubiec. Proboszcza Berestu, ks. Kazimierza Rzeszutko nie
              było na miejscu. Wszystko odbyło się szybko i sprawnie.

              - Ten dzwon pochodzi z prawosławnej cerkwi w sąsiedniej Piorunce - tłumaczy ks.
              Dubec. - W 1936 roku wierni zakupili dzwon do nowo wybudowanej cerkwi, co jest
              potwierdzone stosowną inskrypcją na dzwonie. Po akcji "Wisła", kiedy z Piorunki
              i innych wsi wysiedlono Łemków, ten dzwon trafił do Berestu, do dawnej cerkwi
              grekokatolickiej pw. św. Kosmy i Damiana, obecnie kościoła MB Nieustającej
              Pomocy. I w tym roku byli mieszkańcy Piorunki wyznania prawosławnego zwrócili
              się do mnie prośbą, czy nie mógłbym się zwrócić do ordynariusza tarnowskiego z
              pytaniem, czy byłaby możliwość oddania tego dzwonu. Napisałem pismo, biskup
              Skworc odpisał, że oddanie dzwonu jest rzeczą oczywistą i dzisiaj to
              finalizujemy. Syn jednego z donatorów dzwonu, pan Kuncik, mieszka obecnie w
              Stanach Zjednoczonych. On pamięta jak ten dzwon w zimie w styczniu 1936 roku
              był przywieziony do Piorunki na saniach z Przemyśla z Ludwisarni Felczyńskich.

              Wczoraj, demontaż dzwonu odbył się bez żadnych ekscesów. Wbrew zapowiedziom,
              nikt dzwonu nie "bronił", nawet z pobliskiego sklepu "pożyczono" prawosławnym
              robotnikom prąd.

              - Dzwon ufundowali prawosławni i chyba nic złego w tym nie ma, że wrócił do
              właścicieli - wyjaśniała nam młodziutka pani sklepikarka.

              Tego samego zdania był znany opozycjonista z Berestu, radny Czesław Jung.

              - Sprawiedliwości stało się zadość i tyle - stwierdził Jung.

              - Od razu dementuję - dodaje ks. Dubiec - że nic więcej nie zabieramy z
              Berestu. Ten dzwon był własnością kościoła prawosławnego, natomiast dzisiejszy
              kościół w Bereście, to była i jest cerkiew grekokatolicka, kościół prawosławny
              nie rości sobie żadnych praw do tej cerkwi. Proszę śmiało napisać - nie mamy
              zamiaru nikomu zabierać świątyń. Rozumiem obawy ludzi, ale my naprawdę nikomu
              nie zagrażamy.

              Dzwon zawiśnie w Gorlicach w cerkwi św. Trójcy, ponieważ takie było życzenie
              potomków jego fundatorów. Parafianie z Berestu będą musieli postarać się o nowy
              dzwon.

              - Planujemy uroczystą instalację dzwonu w Gorlicach - mówi ks. Dubiec. -
              Chcielibyśmy, żeby to miało charakter ekumenicznego nabożeństwa. (HSZ)

              Tekst listu

              Ks. proboszcz Kazimierz Rzeszutko

              W nawiązaniu do listu skierowanego przez księdza dr. Zbigniewa Duszę do ks.
              Romana Dubiec, proboszcza parafii prawosławnej w Gorlicach, nieniejszym
              potwierdzam potrzebę zwrotu wspólnocie prawosławnej dzwonu, który dotychczas
              użytkowany jest przez parafię w Bereście.

              Jest to krok, który dyktuje sprawiedliwość, bowiem wspomniany dzwon, jak
              stwierdziła to specjalna komisja kurialna, jest tym, który został ufundowany
              przez wspólnotę prawosławną dla cerkwi w Piorunce. W związku z powyżyszym
              należy uszanować wolę fundatorów i przekazać dzwon kościelny, przez nich
              wskazanemu, w obustronnym omówieniu szczegółów dotyczących przekazania. Wyrażam
              nadzieję, że wierni parafii Berest ze zrozumieniem przyjmą powyższą decyzję,
              dając swoją postawą przykład poszanowania podstawowych wartości, którymi
              powinni się kierować ludzie żyjący duchem Ewangelii. Niech ta postawa stanie
              się kolejnym krokiem na drodze do zbliżenia, w perpsektywie do jedności
              chrześcijan.

              Ks. biskup Wiktor Skworc



        • dymek25 Re: dzwon wykopany w Woli Michowej 26.04.06, 09:27
          To, co piszesz jest smutne, ale z kołtuństwem, bigoterią należy walczyć.
          Myślę,że niestety ciągle nam brak światłych duchownych, zwłaszcza w małych miejscowosciach, a i wielu parafianom przydałaby się lekcja tolerancji.
          Przeszłości nie da sie zamazać i zakłamać, stąd powinno się znaleźć stosowne
          miejsce na "kolekcję" dzwonów. Może jakiś zaniedbany cmentarz?
          • piotrzr jeszcze krótko 26.04.06, 09:32
            No nie!!!! To już lepiej skansen. W tym zakresie podzielam zdanie mego kolegi
            z "dawnych, dobrych lat" - Jurka Ginalskiego /gdyby to czytał to "Pozdrawiam
            Makedoniec" :) /
            • surowiczny DO POGORZANINA - takie przemyślenia 26.04.06, 12:46
              Miłym jest to, że wśród ludzi jest tyle współczucia i zrozumienia - czego
              przykładem jest Twój szczery żal. Czytając jednak Twe wypowiedzi, widzę, że nie
              masz pojęcia o realiach jakie rządziły i rządzą terenami pogranicza
              (podejrzewam, że każdego). Nie trzeba być w tym wypadku ani Polakiem na Zaolziu
              czy Stnisławowie, ani Ukraińcem w Baligrodzie czy w Przemyślu, ani Niemcem w
              Braniewie,c zy Słowakiem na polskim Spiszu czy Orawie aby zauważyć, że proces
              wynaradawiania tak po jednej stronie granicy jak i po drugiej opierał się na
              niszczeniu tego, z czym miejscowa ludność była najbardziej zżyta - TRADYCJĄ,
              której podstawową wizualizacją była religia i jej namacalne odbicie -
              ŚWIĄTYNIE, które ZAWSZE były centrum nie tylko życia religijnego, ale także
              społecznego i kulturalnego. Dzisiaj zabytkowe kościoły, cerkwie traktuje się
              jako dobro narodowe - przynajmniej takie jest założenie - niegdyś stanowiły to
              co najcenniejsze w danej społeczności. Dawniej dziadkowie mówili: "w tym
              kościele/cerkwi chrzczony był mój pradziadek" Inne czasy, inni ludzie - tak już
              jest.....
              Dzwony miały wymiar magiczny – z całego wyposażenia świątyni były zawsze
              najcenniejsze – wielu uważało, że świątynia bez dzwonu (nawet najmniejszego) to
              nie świątynia – pomijam już ich wartość finansową. Dlaczego więc się dziwić, że
              ludność jest do nich przywiązana???
              Że chce, aby wsiały tam gdzie mają wisieć, albo nigdzie indziej.
              Jeden z dawnych mieszkańców Balnicy żyje – przez dziesięciolecia był
              arcybiskupem Toronto – dlaczego na przykład nikt go nie zapyta o zdanie???

              Darino słusznie zauważył, że użalasz się na stan kościołów na Ukrainie,
              adaptację ich na cerkwie – oczywiści masz rację – tak jest. W kwestii
              przejmowania kościołów przez cerkiew unicką czy też prawosławną – CZY W TYM
              JEST COŚ ZŁEGO?????? Często była to jedyna droga na uratowania obiektu i wcale
              łaski nikomu nie robili, ponieważ mniejsze koszty są budowy nowej świątyni niż
              remontu ruiny, jakimi większość była kościołów.
              W Polsce dewastacja świątyń innych wyznań czy obrządków ma już długą tradycję.
              Pomijam już tu niszczenie cerkwi w okresie międzywojennym. Zobacz jak sytuacja
              jest na Warmii, czy na Dolnym Śląsku........ (?)
              Co robiono z cerkwiami??? Pomijam już programowe niszczenie w latach 1947 –
              1981, gdzie szary obywatel PRLu nie miał za wiele do gadania. Masowe były
              przypadki rozbiórek przez polskich osadników dla potrzeb własnych np. na chlew
              (Mszana), stodołę (Lipowiec) itd

              Piszesz: „Niedawno widziałem na własne oczy jak gorlili i zapewne bardzo
              religijni Ukraińcy
              zwalali kościelną wieżę, aby na jej miejscu szybko postawić baniastą kopułę, że
              nie wspomnę o niszczeniu nagrobków z polskimi napisami. To na obecnej Ukrainie
              trwa nadal.” ZGADZA SIĘ TAK BYŁO I JEST, ale dlaczego Ty nie piszesz o tym ja
              w Polsce z cerkwi zrzuca się banie, budując na ich miejsce obleśne pseudo
              neogotyckie sygnaturki, które szpecą i nic więcej. Chcesz przykłady???

              Na razie tyle

              pozdrawiam

              surowiczny
              gente polonus agente ruthenus

              • surowiczny Dziennik Polski o dzwonie z Balnicy 26.04.06, 15:05
                Wydobyty z ziemnej skrytki

                Tajemniczy dzwon

                Wczoraj w jednej z nieistniejących od końca II wojny światowej wsi na
                pograniczu Beskidu Niskiego i Bieszczadów dokonano sensacyjnego odkrycia: ekipa
                Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku wydobyła z ziemnej skrytki spiżowy dzwon o
                ponadmetrowej średnicy.

                - To piękny, cenny, artystycznie wykonany obiekt - zapewnia prof. dr hab. Jerzy
                Czajkowski, emerytowany dyrektor Muzeum Budownictwa Ludowego, wykładowca
                Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Sanoku.

                Na ślad zabytku natknął się przed dwoma laty Marek Gosztyła, poszukiwacz
                pamiątek z przeszłości. - Z ziemi wystawał tylko kawałek, myślałem, że to złom.
                Tydzień temu, gdy szukałem w przysypanych ziemią i zarośniętych ruinach
                zburzonych domów resztek metalu, chciałem wyciągnąć i ten. Okazało się, że to
                dzwon - opowiada.

                Znalazca zainteresował odkryciem szefa Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku
                Jerzego Ginalskiego.

                - To nieprawda, że poszukiwacze militariów są złodziejami, niszczycielami -
                zapewnia Gosztyła. - Nie chciałem sprzedawać dzwonu na złom, chciałem, żeby
                trafił w dobre ręce.

                Dyrektor Ginalski bez zwłoki zebrał ekipę i wczoraj wydobyto zabytek. Dzwon
                jest naprawdę imponujący: jego średnica wynosi 105 cm.

                Wagę dzwonu można szacować na pół tony, płaszcz pokryty jest bogatymi reliefami
                z motywami roślinnymi i figuralnymi. Niestety, podczas wstępnych oględzin nie
                natrafiono na żadną inskrypcję, która mogłaby wyjaśnić pochodzenie instrumentu.

                - Kiedyś słyszałem od Ukraińców wywodzących się z tej okolicy opowieść, że w
                czasie II wojny ewakuowano - w obawie przed niemiecką rekwizycją - dwa dzwony -
                mówi Marek Gosztyła. - Ale nie podali żadnych szczegółów.

                Hipotezę, że dzwon został celowo ukryty, potwierdza dyrektor Ginalski. - To
                wygląda jak skrytka, specjalnie wykopana w ziemi - tłumaczy. - Może tu była
                jakaś piwnica, może stodoła? Bo dom stał raczej w innym miejscu.

                Zarówno znalazca cennego zabytku jak i muzealnicy oraz przedstawiciele Służby
                Leśnej są zgodni, że przynajmniej na razie nie należy ujawniać miejscowości, w
                której go odkopano. - Zaraz ściągnęłyby tam tabuny poszukiwaczy skarbów... -
                obawia się leśniczy Zdzisław Mazur.

                Miejsce ukrycia dzwonu zostanie starannie zamaskowane, on sam zaś trafił do
                pracowni konserwatorskich Muzeum Budownictwa Ludowego. - Już rozmawiałem z
                ludwisarzami Felczyńskimi z Przemyśla. Obiecali dokonać fachowego opisu. Może
                po dokładnym oczyszczeniu z gliny dowiemy się czegoś więcej. Na razie mogę
                powiedzieć, że to bardzo cenny nabytek. I że na pewno zostanie w przyszłości
                odpowiednio wyeksponowany - zapowiada dyr. Ginalski.

                Marek Gosztyła nie liczy na profity, jakie zdaniem wielu mógłby uzyskać w
                przypadku sprzedaży znaleziska na wolnym rynku dzieł sztuki. - Wystarczy, żebym
                dostał cenę złomu - mówi.

                WALDEMAR BAŁDA
                • piotrzr garść refleksji 27.04.06, 16:49
                  Oglądam zdjęcia dzwonu - jest piekny, mozna na nim zobaczyć płaskorzeżbioną
                  Pietę, postacie świętych.
                  Myslę że jednak jego miejsce jest w skansenie.
                  Drodzy współrusini w tej dyskusji mylą sie jednak w jednym - dzwon był jednak
                  ukryty przed rekwizycjami niemieckimi. Widziałem gdzieś takie zdjęcie - lora
                  kolejowa, na niej rzędy rzuconych dzwonów, koło wagonu stoją wermachtowcy.
                  Proszę pamietać że i CK Austria jak i hitlerowcy rekworowali "metale kolorowe"
                  i stal dla potrzeb przemysłu zbrojeniowego. Dla tych potrzeb zdzierano blachy z
                  dachów cerkiewno-koscielnych, rabowano żeliwne ogrodzenia nagrobków, krzyze
                  żeliwne i dzwony właśnie. Polscy górale w Beskidach i Bieszczadach podobnie
                  traktowali cerkwie- które słuzyły im jako stajnie dla bydła, potem zdzieraną
                  blachą kryli bacówki /i wcale ci gazdowie nie byli komunistami jak chcieli by
                  to udowadniać "polscy patrioci"/
                  Drewno z cerkwi mego pradziada - Deszna i Wołtuszowej posłużyło do budowy
                  stodół i... domu ludowego w Lubatowej. Dziś też i nie ma Deszna.
                  Obecna "demokratyczna władza" zatarła tą nazwę podrymanowskiej wsi poprzez
                  włączenie jej terenów do Rymanowa Zdroju. I niech mi ktoś powie że akcja Wisła
                  sie skończyła??.
                  Ps. A zarzut nacjonalizmu w oczach pewnego internauty jest dla mnie równie
                  smieszny jak przezwiska dzieci w szkole przezywających się "Ty żydzie" gdy
                  jedno drugiemu nie chce pozyczyć ołówka
                  Ps2 ogolnikowe zarzuty wobec Ukrainy są też dla mnie śmieszne - bo ja znam
                  pozytywne przykłady funkcjonowania tam kosciołów katolickich np w samborze ,
                  Drochodyczu czy szeregu wsi pomiędzy Medyką a tym własnie Samborem.
                  I dzięki grekokatolikom dawny kosciół Bernardynów we Lwowie wraca do pelnego
                  blasku.W wielki weekend ruszam w rajd od Lwowa do Kamienca Podol. więc być
                  może przykładów będę miał więcej.
                  Ps3 A historia kopuły w Przemyslu to dla mnie było ukoronowanie antypapieskiego
                  buntu w tym niesympatycznym mieście - gdzie teraz ponoć chcą Mu - JPII stawiać
                  pomnik - szczyt hipokryzji i zakłamania ... "polskich nacjonalistów" :))))
                  • surowiczny dzwony z Lutowisk - tak do dopełnenia tematu 27.04.06, 18:14
                    Dzwony z Lutowisk


                    Iwan i Mychajło mają 103 lata. Wykopano je z ziemi, gdzie zniknęły zanim wieś
                    wywieziono na wschód. Pilnuje ich policja. Nie mogą wyjechać na Ukrainę -
                    historię bojkowskiej wsi Lutowiska i jej dzwonów opisuje Jacek Hugo-Bader

                    1917 rok
                    Dzwony milczą, głowa dziada każe

                    Anna Zinziuk pochodzi z Lutowisk w polskich Bieszczadach. Dzisiaj mieszka o
                    tysiąc kilometrów na wschód, we wsi Dudczany nad dolnym Dnieprem. Ojciec pani
                    Anny, Iwan Woźny, podczas I wojny światowej był w austriackim wojsku. Potem
                    trzy lata przymierał głodem w rosyjskiej niewoli: ranny, zawszony, we wrzodach.
                    Przyśniło mu się kiedyś, że chodzi po lesie na górze Otryt nad rodzinnymi
                    Lutowiskami. Na jednym z drzew, opowiada pani Anna, wisi brodata głowa dziada i
                    mówi:
                    - Daj meni, chłopczyku, wody napytysia.
                    - Jak ja wam, didu, dam wody - odpowiada na to strzelec Iwan Woźny - jak ja ne
                    znaju, de woda.
                    - A tu je żurawel - głowa na to.
                    - To ja ne maju widra.
                    - To wizmesz szlapu.

                    Młody żołnierz miał czapkę na głowie, zaczerpnął nią wody i daje dziadowi.
                    Starzec wypił i mówi: - Na tretij deń ty wybudesz.

                    Ucieszył się Iwan, że za trzy dni skończy się jego niewola, więc nawet nie
                    zwrócił uwagi na drugą część przepowiedni, że przez dwa lata nie usłyszy
                    dzwonów w rodzinnym miasteczku.

                    Rano się budzi i opowiada przyjacielowi swój sen. - Śnił mi się Hospod' Boh i
                    win kazał, szczo na tretyj den my wybudem.
                    - To ty snam wirysz? - oburzył się jego towarzysz niedoli. - Zawtra nasza
                    smert' bude.

                    Młody żołnierz nie odezwał się przez trzy dni, aż przyszedł rosyjski oficer i
                    powiedział, że w Rosji wybuchła rewolucja i że są wolni.

                    Iwan Woźny ruszył w drogę do domu, a do przejścia miał prawie tysiąc
                    kilometrów. Co krok zagradzały mu drogę jakieś wojska: biali Rosjanie, czerwoni
                    Kozacy, Ukraińcy, Polacy. Szedł więc cały rok. Kiedy dotarł do Wyżnej Jabłuńki,
                    wioski o zaledwie kilka kilometrów od rodzinnych Lutowisk, cieszył się jak
                    dziecko, że Bóg Ojciec pomylił się w rachunkach, bo upłynął zaledwie rok, a on
                    już w domu.

                    Był w domu, ale dzwonów na dzwonnicy nie było. Zostały zakopane i nikt nie
                    wiedział gdzie. Chłopi, którzy je schowali, poszli do ukraińskiego wojska bić
                    się z Polakami o niepodległą Ukrainę. Trzeba było czekać i modlić się, żeby
                    choć jeden wrócił żywy do domu.

                    Dla takich biednych bojkowskich wsi jak Lutowiska ufundowanie dzwonów to był
                    ogromny wysiłek. Przy każdej zawierusze dziejowej spuszczano więc dzwony i
                    chowano w ziemi albo w stodołach, bo przyjdą Polacy, Rosjanie, Kozacy,
                    Austriacy i zabiorą spiż na armaty albo na pomniki swoich bohaterów.

                    W Lutowiskach są dwa dzwony. Mychajło waży 130 kilogramów, Iwan - 500. Należą
                    do nieistniejącej już greckokatolickiej (unickiej) cerkwi pod wezwaniem
                    świętego Michała Archanioła. Były zakopane, ale w 1999 roku przyjechali ludzie
                    z Ukrainy, wydobyli je i chcieli zabrać na wschód.

                    To się nie udało. Na razie dzwonów pilnuje policja.

                    W XX wieku Lutowiska (po ukraińsku Lutowyszcze) dziesięć razy zmieniały
                    przynależność państwową. Było wiele okazji, by dzwony biły na trwogę:
                    Ukraińcom, Żydom, Polakom. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego dawnym mieszkańcom
                    Lutowisk tak bardzo na nich zależy. Nikomu te dzwony nie pomogły. Chyba że
                    chmura gradowa szła, albo z piorunami, to bijąc w dzwony, można ją było
                    rozpędzić.

                    1938 rok
                    Dzwony biją na rocznicę chrztu

                    Natalia Klasztorna jest córką Olgi i Onufrego Petiachów z Lutowisk, a Anna
                    Zinziuk jest ich kuzynką. Natalia mieszka w Kijowie, jest dziennikarką,
                    badaczką bojkowskich dziejów. Jeździ po świecie i spisuje relacje z tamtych
                    lat, na przykład taką: Jak byłem w trzeciej klasie, kilka razy w miesiącu nas
                    prowadzili do kościoła i uczyli modlić się po polsku. Chcieliśmy czy nie
                    chcieliśmy. Kiedyś jestem w kościele, a polski proboszcz z linijką w ręku
                    mówi: "a teraz będziemy żegnać się" i podchodzi do mnie, to ja się żegnam tak,
                    jak uczyła mnie moja mama - na prawe ramię i trzema palcami, a ten ksiądz mnie
                    linią po łapie i po lewym ramieniu. Minęło ponad 70 lat, a jeszcze czuję to
                    miejsce i swoją myśl: czy Bóg nie rozumie nas po ukraińsku?

                    Tak napisał Fedir Iwaniw z Nowego Jorku.

                    W 1938 roku przypadła 950. rocznica chrztu Rusi.

                    Starosta w Lesku nie wydał pozwolenia na uroczystości rocznicowe, ale starzy
                    mieszkańcy Lutowisk pamiętają, że i tak zostały zorganizowane.

                    Na świętego Spasa, to znaczy 19 sierpnia, mężczyźni w wyjściowych portkach,
                    długich butach, białych, wyszywanych koszulach wchodzili do rzeki San jakby na
                    ponowny chrzest. Biły dzwony w Lutowiskach, była muzyka, tańce, loteria, ale
                    przyjechała na koniach polska policja i zaczęła rozpędzać nielegalne
                    zgromadzenie. Rusini błyskawicznie się otaborowali. Rozpoczęło się oblężenie
                    taboru. Baby wrzeszczały, policja płazowała, chłopy rzucali butelkami z wódką.

                    Wasyl Woźniak, Stepan Petiach, Iwan Hrycyniak, Fedir Iwaniw na tydzień poszli
                    do aresztu.

                    1939 rok
                    Dzwony na dół, kiecki w górę

                    Wybucha druga wojna światowa. Przed nadejściem Niemców ludzie w Lutowiskach
                    zdejmują dzwony, spuszczają z dzwonnicy na ziemię i zakopują pod fundamentem.
                    Najpierw miasteczko zajmują Niemcy, ale się wycofują i w listopadzie wkraczają
                    wojska radzieckie. Na drodze wita ich czterech miejscowych komunistów z
                    czerwonymi sztandarami. Jeden nie miał go z czego zrobić, więc pociął spódnicę
                    żony. Potem ku uciesze sąsiadów powiesił tę chorągiew na swojej chacie.

                    Rosjanie zamordowali Sofrona Kolidę, greckokatolickiego duchownego, i zabrali
                    czterech Rusinów, którzy przed rokiem siedzieli w polskim areszcie. Już nigdy
                    nie wrócili. Potem Sowieci rozkułaczyli bogatych Żydów i Polaków. Miejscowemu
                    przedsiębiorcy Januszowi Ziółkowskiemu zabrali olejarnię, tartak i elektrownię.
                    To była jedyna bieszczadzka elektrownia spalinowa. Ziółkowski zelektryfikował
                    Lutowiska zaledwie dwa lata wcześniej.

                    Katolicki ksiądz Franciszek Wojtyło uciekł w nocy z pierwszego na drugi dzień
                    świąt Bożego Narodzenia 1939 roku. Przeprowadził go przez San na niemiecką
                    stronę syn ukraińskiego gospodarza Muchy. Trzy lata później ten chłopak był
                    jednym ze 109 mężczyzn z gminy Lutowiska, którzy wstąpili do dywizji SS
                    Hałyczyna (14. dywizja SS Galizien).

                    Ziółkowski był wujem Jadwigi Sklepkiewicz, z domu Dąbrowskiej, córki
                    przedwojennego burmistrza miasteczka. Lutowiska ciągle miały burmistrza,
                    chociaż w 1919 roku, w odwecie za opowiedzenie się po stronie
                    Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, utraciły prawa miejskie.

                    - Sowieci organizowali obowiązkowe zebrania antyreligijne - opowiada pani
                    Jadwiga. - Na jednym z nich cerkiewnik Kuczmyda wstał i zapytał politruka:
                    dlaczego krowa robi placki, a koza bobki? Prelegent nie wiedział. "Ty w hiwni
                    nie rozbirosz, a o Bohu choczesz meni howoryty" (ty na gównie się nie znasz, a
                    o Bogu chcesz mówić), powiedział Kuczmyda, czapkę wdział na głowę i poszedł, a
                    za nim reszta chłopów.

                    1940 rok
                    Dzwony ciągle w ziemi

                    Wszyscy radzili ojcu pani Jadwigi, żeby uciekał, ale on nie chciał. Najbardziej
                    nalegał Chaim Jarmuż, właściciel tartaku. Wreszcie Sowieci przyszli po
                    Dąbrowskiego. Splądrowali dom, zabrali cukier, naftę, zegarki i byłego
                    burmistrza. Zawieźli go do Skorodnego, do komendantury, i po kilku dniach
                    zwolnili. Rosjanie mówili, że wstawiło się za nim małżeństwo Somerów, którzy
                    mieli w Lutowiskach zakład szewski. Byli znanymi w miasteczku komunistami.
                    Przed wojną policja chciała ich aresztować, ale burmistrz się nie zgodził, bo
                    mieli ośmioro dzieci.

                    Ojciec pani Jadwigi zmarł dziesięć dni po zwolnieniu. Był strasznie pobity.
                    Potem na tyfus zachorowały macocha i ciotka pani Jadwigi. Ciotka umarła,
                    macocha trafiła do szpitala. Pani Jadwiga miała 18 lat i musiała opiekować się
                    trójką rodzeństwa.

                    Przez rok, siedem miesięcy i dwadzieścia dwa dni była jedyną nauczycielką w
                    wiosce Chmiel koło Lutowisk. Uczyła po ukraińsku wszy
              • upowiec dzwony a parafie 02.05.06, 10:57
                Moim skromnym zdaniem dzwony powinny być zwracane grekokatolickim lub
                prawosławnym parafiom, które nie zawsze stać na takie inwestycje.
                Państwu polskiemu wara od dzwonów, dość już ukradli Rusinom !
                • darino spór o dzwony 05.05.06, 07:12
                  "Komu bije dzwon? A raczej: komu będzie bił? Takie pytanie stawiają sobie
                  mieszkańcy gminy Komańcza i podkarpaccy muzealnicy. I jedni, i drudzy
                  widzieliby u siebie potężny zabytek, odkopany w ubiegłym tygodniu w pobliżu
                  Woli Michowej w Bieszczadach. Znalezisko budzi duże emocje, bo należy do
                  największych odkryć ostatnich lat.
                  Dzwon został odkopany niemal w tajemnicy i w dużym pośpiechu. Pracownicy
                  sanockiego skansenu tłumaczą to bezpieczeństwem. Zaproszenie na akcję jedynie
                  dziennikarzy gazetowych miało uchronić to miejsce przed oczyma ciekawskich. Ale
                  nie uchroniło - ciekawscy zjawili się tam już po pierwszych publikacjach
                  prasowych, o czym sami mogliśmy się przekonać. Dzwon trafił do skansenu, gdzie
                  zostanie odnowiony. Waży ponad 600 kilogramów i ma ponad 3 metry obwodu.
                  Jerzy Ginalski, dyrektor Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku
                  -”Najlepszym miejscem dla tego rodzaju znaleziska jest właśnie nasze muzeum,
                  które gromadzi zabytki z tych terenów."
                  Tymczasem gmina Komańcza domaga się zwrotu zabytku. Radni przegłosowali taki
                  wniosek na sesji.
                  -”My w ogóle mamy taką zasadę, że to co pochodzi z danej wioski, powinno wrócić
                  do tej wioski."
                  -”Byłaby to atrakcja turystyczna w sezonie. Szkoda by go było w skansenie
                  powiesić."
                  Zwolennicy powrotu dzwonu dodają, że ogołocone przez historię bieszczadzkie
                  wioski nie mają się czym pochwalić.
                  Stanisław Bielawka, wójt gminy Komańcza
                  -”Ta mała sensacja wokół tego dzwonu, właściwie odkopanego po 60 latach, daje
                  też pewną możliwość podniesienia atrakcyjności tej gminy.”
                  Jednym z pomysłów jest, by dzwon zawisł obok nowo wybudowanej cerkwi w
                  Kulasznem. Parafia greckokatolicka zwróciła się już z taką prośbą do wójta
                  gminy. Póki co odkopany dzwon stanowi własność Skarbu Państwa. Trwają
                  jednocześnie próby odtworzenia historii dzwonu. Wiadomo już, że został wykonany
                  w słynnej przemyskiej ludwisarni.
                  Janusz Felczyński, ludwisarz
                  -”Jest to jeden z dzwonów, który został wystawiony w roku 1927 na wystawie
                  przemysłowej w Paryżu."
                  Gdzie potem trafił, nie wiadomo. Ale jego powrót w Bieszczady stoi pod dużym
                  znakiem zapytania."
                  tvp.pl/400,20060504337657.strona



                  • surowiczny Re: spór o dzwony 06.05.06, 14:44
                    "-”Jest to jeden z dzwonów, który został wystawiony w roku 1927 na wystawie
                    przemysłowej w Paryżu."
                    Gdzie potem trafił, nie wiadomo. Ale jego powrót w Bieszczady stoi pod dużym
                    znakiem zapytania."

                    Jak to nie wiadomo???

                    Osobiście jestem za zawieszeniem go w nowej cerkwi w Kulasznem
                    I jeszcze jedno - ciekawe co zrobiono ze znalazcą - można sobie tak chodzić na
                    dziko i szukać (dzwonów)?

                    pozdrawiam
                    • piotrzr Re: spór o dzwony 06.05.06, 21:23
                      surowiczny napisał:

                      > Osobiście jestem za zawieszeniem go w nowej cerkwi w Kulasznem

                      Rzeczywiście - "na smert zabuł" o cerkiewce w Kulasznem. Ciekawe co lub kkto
                      rozstrzygnie o lokalizacji zabytku??
                      Jak i też powstaje pytanie - jakież to plany wobec dzwonu mieliby rajcy z
                      Komanczy??
                      Oprócz Kulasznego - są tam do wyboru dwie cerkiewki komańczańskie -
                      greckokatolicka i prawosławna. Przy czym w obu wiązałoby się to z budową sporej
                      dzwonnicy - przerastającej wielkością obie :))
                      A post pozornie żartobliwy "o upa" świadczy że i "narybek wszechpolacki"
                      zagląda na Wasze Braty zacne forum :))
                      Pozdrawiam serdeczecznie.
                      I zapraszam na "grekokatolików w Rzeszowie" w celu podtrzymania wątku jako że
                      ja z powodu wywczasów trochę spasuję :))
    • darino dzwon zostanie w Sanoku 11.10.06, 20:46
      "Zabytkowy i tajemniczy dzwon odkopany wiosną w okolicach Komańczy - zostanie w
      sanockim skansenie! Taką decyzję podjął wojewódzki konserwator zabytków.

      Ale dla mieszkańców, władz Komańczy i duchownych greckokatolickich to wcale nie
      powód do zadowolenia. Dzwon został zakopany ponad pół wieku temu przez
      mieszkańców wysiedlonej wsi Balnica.
      Batalia toczyła się o olbrzyma: waży ponad pół tony i mierzy w obwodzie 3
      metry. Odkopany przez pracowników sanockiego Muzeum Budownictwa Ludowego został
      przewieziony do tej placówki. W Komańczy wywołało to powszechne oburzenie.
      Protesty dotarły aż do wojewody, ale wojewódzki konserwator zabytków
      zdecydował. Dzwon zostanie w skansenie. Konserwator uznał, że muzeum ma lepsze
      warunki do odrestaurowania i przechowywania zabytkowego dzwonu.
      Grekokatolicy, którzy chcieli sprowadzić go do cerkwi w Kulasznem czują się
      zawiedzeni. Rozczarowane są także władze gminy Komańcza. Decyzja konserwatora
      jest już jednak prawomocna, bo termin odwołania właśnie minął. Odnowiony dzwon
      zawiśnie w sanockim skansenie przy jednej z tamtejszych świątyń."
      tvp.pl/400,20061011406472.strona


Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka