Gość: non serviam
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.02.07, 17:15
Kiedy zdrowy rozsądek mówi, że jawne ignorowanie rzeczywistości jest dowodem
szaleństwa obecnej władzy, moje obawy biorą się stąd, że właśnie to
szaleństwo wydaje mi się znakiem jej genialności. Obawiam się również, że bez
względu na to, jakich jeszcze dopuszczą się szaleństw, następne wybory też
wygrają, przynajmniej tutaj, u nas.
Przypadek Roberta Chomy jest klasycznym już dzisiaj przypadkiem zawalenia się
tradycyjnych wartości opartych na doświadczeniach oświeceniowych. Nie ma, co
płakać, bo dzięki niemu ugruntowujemy swoje bycie w wirtualnym świecie
globalnej maszyny reklamowej, gier wideo i empe trójek.
Przez lata pocieszaliśmy się wiekowymi porzekadłami biblijnymi a to, „że
prawda w końcu wyjdzie na jaw” albo „prawda cię wyzwoli”. Żyliśmy w
przekonaniu, że, jeśli ludzie myślący będą mieli dostęp do Prawdy to łuski z
oczu poopadają i rzeczywistość ukaże się w całej swojej postaci. Cóż,
oczekiwanie na to, aby prawda ludzi wyzwoliła wydaje się byćzwyklym lenistwem.
Prawda nie objawia się przez fakt albo cnotę bycia prawdą; musi zostać
powiedziana, a my musimy nauczyć się mówić prawdę bardziej efektywnie, muszą
zacząć wokół niej powstawać opowieści, muszą być o niej dzieła sztuki; musi
być komunikowana i marketingowana w nowoczesny sposób, aby zaczęła
się "sprzedawać". Musi być ugruntowana w doświadczeniu, związanym z ludzkimi
snami i pragnieniami, które z kolei znajdują odbicie w ogólnie rozumianych
symbolach i mitach. Potrzebujemy propagandy prawdy. Ludzie postępowi lubią
się uczyć i wiedzieć. My lubimy mieć rację (i potem narzekać, że inni jej nie
mają.) Nie wystarczy jednak mieć rację – musimy wygrać. A żeby wygrać, musimy
działać.