Dodaj do ulubionych

Akcja "Wisła" na Pogórzu Przemyskim

28.11.07, 22:22
O tym, że akcja "Wisła" nadal dzieli przekonaliśmy się niedawno w
czasie rocznicowych obchodów upamiętniających to wydarzenie. Nie
zamierzam jednak w tym wątku analizować przyczyn i zasadności
przeprowadzenia tej operacji, chociaż mam oczywiście swoje zdanie na
ten temat. Proponuję umieszczać tutaj wyłącznie relacje wysiedlanych
osób, a także świadków tamtych tragicznych wydarzeń. Tak, tak,
tragicznych, bo dla każdej deportowanej osoby wyrzucenie z
rodzinnego domu, pozostawienie ukochanej cerkwi, wygnanie z
ojcowizny gdzieś w nieznane, było wielką tragedią. A potem jeszcze
lata tęsknoty i próby powrotów...
Obserwuj wątek
    • tawnyroberts Relacja Jewhena Czubyńskiego z Hroszówki 28.11.07, 22:30
      Relacja Jewhena Czubyńskiego, urodzonego w 1941 r. w Hroszówce w
      powiecie brzozowskim, o wysiedleniu wsi Hroszówka 28 kwietnia — 10
      maja 1947 r.

      "Najstraszniejszym dniem dla naszej wsi był 27 kwietnia 1947 roku.
      Wczesnym rankiem przyjechało dużo polskiego wojska, okrążyli oni
      wieś tak szczelnie, że nawet kot czy pies nie zdołały uciec.
      Żołnierze weszli do każdego domu i powiedzieli: "Macie trzy godziny
      na spakowanie się, wysiedlamy was wszystkich". Ludzie brali ze sobą
      co kto miał, ale było tego niewiele, bo konie, krowy, lepsza odzież
      zostały już zrabowane przez Polaków. Ludzie szli jedynie z
      tłumoczkiem w rękach albo na plecach. Zapędzili nas do punktu
      zbiorczego we wsi Wara. Tego dnia wysiedlili także Jabłonicę. Przez
      kilka dni trzymali nas wszystkich w stodole. Ci, którzy nie mieli co
      jeść, dostawali pożywienie od wojska, które zarazem pilnowało nas ze
      wszystkich stron. Żołnierze powiedzieli, że jeśli ktoś będzie
      uciekać, będą do niego strzelać. Były z nami także polskie rodziny z
      naszej wsi, chociaż wojsko chciało ich zostawić, dlatego że byli
      Polakami. Ale oni powiedzieli nie, bo jak jedzie cała wieś, to oni
      też pojadą. [...]
      Śmiesznie było z tymi wywiezionymi wraz z nami Polakami, bo nikt nie
      wierzył, że są oni Polakami, tym bardziej że nie potrafili nawet
      mówić dobrze po polsku."

      Źródło: "1947", red. Bohdan Huk, Warszawa 1997, s. 165-169.
    • tawnyroberts Relacja Wołodymyra Kowalczuka z Woli Krzywieckiej 28.11.07, 22:39
      Relacja Wołodymyra (Włodzimierza) Kowalczuka, urodzonego w 1938 r. w
      Woli Krzywieckiej w powiecie przemyskim, o wysiedleniu Woli
      Krzywieckiej 20 - 25 maja 1947 r.

      "[...] w maju 1947 roku przyszła akcja "Wisła". Ludzie już byli
      przygotowani na wszystko, zmęczeni tym codziennym niepewnym życiem,
      ciągłym uciekaniem do lasu i chowaniem się u sąsiadów albo "za
      górą" - czyli u znajomych lub krewnych mieszkających dosłownie za
      górą, gdzie akurat "nie przechodzili". Gospodarstwa już zostały
      przeczesane - ograbione, pozostało tylko własne życie. Wysiedlenie
      przebiegało - co wiem z opowieści oraz sam pamiętam - "dość
      spokojnie". W ciągu dwóch godzin trzeba było się spakować. A
      wyglądało to tak. 27 kwietnia do naszej wsi przyjechało dużo
      polskiego wojska. Ludzie zaczęli mówić: coś tu będzie, coś się
      stanie. 28 kwietnia od wczesnego ranka krążyła już wieść o zebraniu
      u sołtysa. Na tym zebraniu powiedzieli, że do drugiej po południu we
      wsi ma nie być żadnego Ukraińca. Mój ojczym, Josyp (Józef)
      Kowalczuk, gdy powrócił z zebrania, to powiedział: "Wypędzają nas z
      rodzinnego domu". Zaczął ładować wóz. Pomagał mu w tym najstarszy
      brat Tadej (Tadeusz), mama i nas czterech braci. Zbyt wiele na ten
      wóz nie załadowaliśmy, konia już nie było, ludzie sami pchali i
      ciągnęli wóz, na którym znajdował się majątek sześciu rodzin. Nie
      było lekko opuszczać dom rodzinny. Miałem wówczas 9 lat. Zabrałem
      tylko swojego psa i prowadziłem go na sznurku. Pies nie chciał iść,
      był młody, bał się. Kiedy już dojechaliśmy do Krzywczy, wojsko dało
      żołnierza z końmi. W tym czasie polscy chłopcy wystraszyli tego psa
      i zostałem sam. Pies pobiegł z powrotem do domu, w którym tego dnia
      jeszcze mieszkaliśmy, a my poszliśmy dalej już pod wojskową eskortą.
      Znaleźliśmy się na łąkach położonych nad Sanem, koło wsi Nienadowa.
      Tam w obozie trzymali nas przez kilka dni pod gołym niebem. Było
      chłodno, padały deszcze.

      Po kilku dniach obozowania zawieziono nas na stację kolejową
      Przeworsk, gdzie ludzi wraz ze zwierzętami i dobytkiem załadowano do
      wagonów towarowych. Ludzie z naszej wsi byli wywożeni w dwóch
      transportach. Pierwszy pojechał na Koszalin. My wyjechaliśmy drugim,
      który został skierowany w Olsztyńskie. 9 maja przywieźli nas do
      Kętrzyna, z Przeworska nasz transport R-307 wyruszył 5 maja 1947
      roku. Wieźli nas pod eskortą wojska."

      Źródło: "1947", red. Bohdan Huk, Warszawa 1997, s. 102-103.
    • darino rozpoczyna się walka o dszkodowania za Akcję 06.03.08, 09:07
      www.gazetawyborcza.pl/1,75478,4993854.html
      • tawnyroberts Odszkodowania za "Akcję Wisła" 06.03.08, 10:23
        Za "Gazetą Wyborczą":

        "Ukraińcy chcą odszkodowań po akcji "Wisła"

        Księża w greckokatolickich cerkwiach reklamują warszawską kancelarię
        prawniczą, która chce pomóc ukraińskim przesiedleńcom w walce o
        rekompensaty za majątek zostawiony w czasie akcji "Wisła".

        Komunikaty usłyszeli wierni w olsztyńskiej cerkwi przy ul.
        Lubelskiej, czy u ojców bazylianów przy ul. Miodowej w Warszawie.
        Radca prawny Emil Pieczyński dostał na to zgodę od biskupa. Po
        apelach zgłosiło się do niego kilkadziesiąt osób. - Też jestem
        przesiedleńcem z Bieszczad - mówi. - Ludzie muszą walczyć o swoje,
        bo nikt z deportowanych dobrowolnie nie opuścił swoich domostw.

        W ciągu 1947 r. na ziemie zachodnie i północne władze przymusowo
        przesiedliły ponad 140 tys. Ukraińców. Wysiedlani mieli na
        opuszczenie domów dwie, trzy godziny, mogli zabrać 25 kg bagażu.

        Najwięcej z nich - kilkanaście tysięcy - mieszka na Warmii i
        Mazurach. Dostawali gospodarstwa opuszczone przez Niemców. Musieli
        poświadczyć, że przyjęli nieruchomość.

        Stefan Migus, szef olsztyńskiego oddziału Związku Ukraińców w
        Polsce: - Wielu przesiedlonych w czasie akcji "Wisła" nie brało nic
        ze sobą, bo liczyli, że wrócą.

        Do tej pory tylko pojedynczy Ukraińcy walczyli o odszkodowanie. Jan
        Kratt z Nidzicy stara się o rekompensatę za gospodarstwo na
        Lubelszczyźnie. - Część majątku przejęły Lasy Państwowe, resztę
        wcielono do PGR-ów, których dziś już nie ma, a część gruntów została
        sprzedana osobom trzecim. Mimo zastrzeżenia w dokumentach, że są
        objęte postępowaniem spadkowym - mówi.

        Zdaniem działaczy mniejszości ukraińskiej brakuje regulacji
        prawnych, by mogli starać się o rekompensaty. - Ukraińcy mogą
        ubiegać się o zadośćuczynienie na takich samych zasadach jak każdy,
        kto chce odzyskać utracony majątek - mówi Piotr Oględzki z MSWiA.
        Resort nie ma informacji, ile są warte nieruchomości zostawione
        przez wysiedleńców.

        - Przesiedleni mają prawo starać się o zwrot swoich nieruchomości
        lub wypłatę zadośćuczynienia - mówi adwokat Roman Nowosielski z
        Gdańska, specjalizujacy się w sprawach dotyczących odszkodowań za
        mienie utracone w PRL. - Wyganiano ich z domów bez wydawania
        indywidualnych decyzji. Najmniejszy problem jest z nieruchomościami
        w zarządzie samorządów lub skarbu państwa. Prawo do rekompensat mają
        nawet ci, którzy potwierdzili, że dostali nieruchomości na Ziemiach
        Odzyskanych. Państwo powinno im wypłacić różnicę między wartością
        obu nieruchomości.

        Poseł PO z Warmii i Mazur Sławomir Rybicki twierdzi, że Sejm będzie
        musiał się zająć roszczeniami Ukraińców. - Trzeba będzie przygotować
        ustawowe rozwiązania."


        Moim zdaniem takie odszkodowania bezsprzecznie wysiedlonym się
        należą. Z wyliczeniem odpowiednich kwot nie powinno być wielkiego
        problemu, bo na ogół wiadomo co wysiedleni zostawili w miejscu
        swojego dotychczasowego zamieszkania i co otrzymali po deportacji.
        Problemem będzie wycena tzw. strat niematerialnych. Ile kosztują
        cierpienia związane z przymusowym, brutalnym wyrzuceniem z własnego
        domu, z własnej ziemi, z własnej "małej ojczyzny"? Ile kosztują
        poniżenie, krew, łzy, a czasami nawet śmierć swoich bliskich?
        Ciekawe, czy odpowiednia ustawa, o ile kiedykolwiek powstanie,
        uwzględni te aspekty. Tak czy inaczej problem wymaga pilnego
        rozwiązania.
        • piotrzr pytanie o analogię roszczeń ?? 20.12.08, 13:20
          Skargi Niemców odrzucone
          Piotr Jendroszczyk 09-10-2008, ostatnia aktualizacja 09-10-2008 22:13

          Klęska Powiernictwa Pruskiego przed Europejskim Trybunałem. – To ważny sygnał
          dla Polski i Niemiec – mówią politycy
          Rząd Niemiec nadal stoi na stanowisku, że wysiedlenia ludności niemieckiej po
          wojnie były sprzeczne z prawem. (Na zdjęciu: Rok 1945. Wysiedleńcy przybywają do
          Niemiec)
          źródło: Archiwum
          Rząd Niemiec nadal stoi na stanowisku, że wysiedlenia ludności niemieckiej po
          wojnie były sprzeczne z prawem. (Na zdjęciu: Rok 1945. Wysiedleńcy przybywają do
          Niemiec)
          Trybunał w Strasburgu
          źródło: Wikipedia
          Trybunał w Strasburgu
          +zobacz więcej

          * Strasburg wspiera pojednanie polsko-niemieckie
          * Roszczenia Pruskiego Powiernictwa - odrzucone
          * Bez nerwów czekali na wyrok
          * Powiernictwo Pruskie przegrało w Strasburgu
          * Jeszcze nie raz usłyszymy o Powiernictwie
          * Powiernictwo było skazane na porażkę
          * Pożegnanie z lękiem
          * Powiernictwo Polskie ostrzega: ten wyrok nie kończy sprawy

          – Można to uznać za naszą porażkę, co utwierdza nas w przekonaniu, że musimy
          uruchomić ścieżkę dochodzenia roszczeń w USA – powiedział Rudi Pawelka,
          założyciel Pruskiego Powiernictwa, który o decyzji Europejskiego Trybunału Praw
          Człowieka w Strasburgu dowiedział się od „Rz”.

          W obszernym uzasadnieniu odrzucenia skargi Pruskiego Powiernictwa Trybunał
          uznał, że skarga nie tylko nie ma żadnych podstaw prawnych, ale przekreślił też
          nadzieje wysiedlonych Niemców na uzyskanie zadośćuczynienia w drodze
          postulowanego procesu ich rehabilitacji w Polsce.

          Żądania pod złym adresem

          Żądania restytucji majątkowej są nie do przyjęcia głównie z dwóch powodów. Po
          pierwsze, Polska nie sprawowała od stycznia do kwietnia 1945 r., ani de facto,
          ani też de iure kontroli nad obszarami, które stały się później częścią jej
          terytorium. Wysiedleni w tym czasie Niemcy nie mogą więc niczego żądać od
          Polski, która nie jest adresatem ich roszczeń. W terminologii Powiernictwa
          Pruskiego oraz Związku Wypędzonych Eriki Steinbach miały wtedy miejsce tzw.
          dzikie wypędzenia niesankcjonowane przez żadne dekrety i inne akty prawne.

          Po drugie, Europejski Trybunał Praw Człowieka nie widzi możliwości zastosowania
          przepisów europejskiej konwencji praw człowieka z 1953 r., gdyż Polska
          ratyfikowała ją dopiero w 1994 r. Nie może więc być mowy o zwrocie majątków
          niemieckich przejętych przez Polskę przed ratyfikacją konwencji. Co więcej,
          zdaniem Trybunału konwencja nie przewiduje żadnych ograniczeń dotyczących
          procedury rehabilitacyjnej wysiedlonych.

          – Nie dziwi mnie decyzja Trybunału. Nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że będzie
          właśnie taka – powiedział prof. Jochen Frowein, który wspólnie z prof. Janem
          Barczem opracował ekspertyzę prawną na ten temat. Została zrobiona na zamówienie
          rządów Polski i Niemiec po tym, kiedy kanclerz Gerhard Schröder ogłosił w
          Warszawie, że rząd niemiecki nie będzie wspierał roszczeń wysiedlonych przed
          trybunałami międzynarodowymi. Potwierdzała te słowa nieraz kanclerz Angela
          Merkel. Tym niemniej rząd Niemiec stoi nadal na stanowisku, że wysiedlenia
          ludności niemieckiej po wojnie były sprzeczne z prawem. Deklaruje przy tym, że
          sprawę uważa za zakończoną. – Mam nadzieję, że decyzja Trybunału usunie
          ostatecznie nieufność ze strony Polski – ocenił Wolfgang Thierse (SPD),
          wiceprzewodniczący Bundestagu.

          Gotowe kolejne pozwy

          – Nie zgadzam się z interpretacją Strasburga – powiedział „Rz” adwokat Thomas
          Gertner, autor skargi do Trybunału w Strasburgu, którą złożył w grudniu 2006 w
          imieniu Pruskiego Powiernictwa. Przygotowuje już petycję do Komisji Praw
          Człowieka ONZ w Genewie, domagając się restytucji majątkowej oraz odszkodowań
          dla wysiedlonych Niemców, którym nie można zarzucić zbrodni wojennych.

          – Dotyczy to ogromnej większości wypędzonych Niemców. Zostali ukarani
          kolektywnie, co stanowi naruszenie praw człowieka – tłumaczy Gertner. Przyznaje,
          że Komisja ONZ nie jest trybunałem międzynarodowym i nie wydaje prawomocnych
          orzeczeń, ale ma nadzieję, że jej opinię można będzie wyegzekwować przy pomocy
          ONZ oraz UE. – Polska to nie Białoruś – ocenił Gertner. Uważa, że Polska
          zostanie zmuszona do uchwalenia ustawy rehabilitacyjnej oczyszczającej
          wysiedlonych z winy, co oczyści przedpole do dalszych starań o zwrot mienia.
          Opinii tej nie podziela większość niemieckich prawników.

          Rudi Pawelka jest przekonany, że członkom jego stowarzyszenia będącym
          obywatelami USA uda się uzyskać wyroki nakazujące Polsce zwrot majątków
          wysiedlonych. – Wszystko jest już przygotowane – zapewnił.

          Piotr Jendroszczykz Berlina

          Kalendarium

          Historia sporu o odszkodowania

          2000- Niemieccy wysiedleni zakładają spółkęPowiernictwo Pruskie, która
          wysuwa roszczenia pod adresem Polski i Czech.Chce pozyskać rekompensaty lub
          mienie Niemców wysiedlonych lub zbiegłych z tych krajów po II wojnie światowej.

          2004- Kanclerz RFN Gerhard Schröder deklaruje, że niemiecki rząd nie będzie
          wspierał roszczeń wysiedlonych.- Profesorowie z Polski i Niemiec, Jan Barcz i
          Jochen Frowein, przygotowują ekspertyzę, według której jakiekolwiek roszczenia
          niemieckich wysiedlonych wobec Polski są bezzasadne.- Polski Sejm przyjmuje
          uchwałę o niemieckich reparacjach i przejęciu przez Niemcy odpowiedzialności za
          ewentualne roszczenia byłych przesiedleńców.

          2005- W odpowiedzi na działania Niemców w Gdyni zostaje zarejestrowane
          Powiernictwo Polskie, które występuje w imieniu Polaków pokrzywdzonych przez
          Trzecią Rzeszę.

          2006- Powiernictwo Pruskie składa 22 pozwy przeciwko Polsce w Europejskim
          Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu.

          2007- Kanclerz Angela Merkel potwierdza stanowisko Schrödera, że rząd
          federalny nie będzie wspierał działań wysiedlonych wymierzonych w sąsiadów
          Niemiec.- Powiernictwo Pruskie domaga się od Polski zwrotu poniemieckich dzieł
          sztuki.

          2008- Trybunał w Strasburgu oddala skargę.

          Rzeczpospolita
          • hansgrubber Re: pytanie o analogię roszczeń ?? 20.12.08, 19:12
            Nie ma zadnej analogii a watek jest zupelnie o czym innym. Zajmij
            sie cenzurą - to potrafisz.
    • hansgrubber Re: pytanie o analogię roszczeń ?? 20.12.08, 23:03
      Zapomnialem i o tej Twej umiejetnosci. :) Wesołych Swiat.
    • kapitan42 Re: pytanie o analogię roszczeń ?? 21.12.08, 17:08
      piotrzr napisał:

      > hansgrubber napisał:
      >
      > > Nie ma zadnej analogii a watek jest zupelnie o czym innym. Zajmij
      > > sie cenzurą - to potrafisz.
      >
      >
      > wal sie gnoju :)

      Tak zajmij się cenzurą to najlepiej ci wychodzi, hansgrubber ma rację. To łkanie po akcji wisła... ciągle się tutaj wałkuje ten temat. Ukraińcy w Polsce powinni zrozumieć iz za zbrodnie komunistyczne nie dostaną żadnej rekompensaty.Może piotrz z kilkoma osobami przeniosą ie porostu na Ukrainę? Skoro państwo Polskie i Polacy są tacy be.
      • hansgrubber Re: pytanie o analogię roszczeń ?? 21.12.08, 19:08
        Nie bylbym taki pewien. W sumie jest ciaglosc panstwa wiec moze w
        sadach maja jakies szanse. Tez uwazam ze "walkowanie" tematu AW
        sluzy innym celom - martyrologia dobrze robi wzrostowi narodowych
        mitow. :) A wysylanie Piotra na Ukraine jest nieladne.
    • tawnyroberts Akcja "Wisła" - odpowiedzialność zbiorowa 21.12.09, 13:12
      Zwolennikom akcji "Wisła" (mam nadzieję, że już nielicznym) polecam
      interesujący wywiad z dr Stanisławem Stępniem, historykiem,
      dyrektorem Południowo-Wschodniego Instytutu Naukowego w Przemyślu.
      Niby nic nowego, ale w ostatniej wypowiedzi doktora jest
      kwintesencja tego, za co każdy wrażliwy człowiek powinien potępić tę
      zbrodniczą operację.


      "Wobec ludności ukraińskiej zastosowano niesprawiedliwą zasadę
      odpowiedzialności zbiorowej"

      Rozmowa z dr STANISŁAWEM STĘPNIEM, historykiem, dyrektorem
      Południowo-Wschodniego Instytutu Naukowego w Przemyślu.

      DZIENNIK ZACHODNI: Zarówno w trakcie, jak i po zakończeniu II wojny
      światowej dokonano w Europie środkowo-wschodniej masowych
      przesiedleń i deportacji ludności cywilnej. Jaki był cel tych
      nieludzkich akcji?

      STANISŁAW STĘPIEŃ: Komuniści dążyli do zrealizowania
      nacjonalistycznej koncepcji państw jednonarodowych. W jednonarodowym
      państwie łatwiej jest prowadzić indoktrynację ideologiczną, łatwiej
      osłabiać nurty niepodległościowe. System przesiedleń jako narzędzie
      polityki wewnętrznej został przeniesiony do Polski ze Wschodu.
      Stosowany był w Rosji carskiej, a w Rosji Radzieckiej przybrał
      niespotykane rozmiary. Na porządku dziennym były aresztowania,
      deportacje i osadzanie w obozach pracy przeciwników politycznych
      zarówno w ZSRR, jak i innych krajach tzw. demokracji ludowej. Przy
      milczącej zgodzie demokracji zachodnich w krajach tych stosowano
      niezgodną z prawem międzynarodowym, jak i moralnością
      chrześcijańską, zasadę odpowiedzialności zbiorowej.

      D.Z.: 60 lat temu, 28 kwietnia 1947 roku rozpoczęła się we
      wschodniej Polsce akcja "Wisła".

      S.S.: Jest ona ewidentnym przykładem łamania prawa, bowiem nie
      rzeczywista wina, ale już sama przynależność do narodu ukraińskiego
      była wystarczającą winą, aby wysiedlić na ziemie odzyskane nie tylko
      tych, którzy współpracowali z nieliczną już wówczas partyzantką
      ukraińską (UPA), ale wiele dziesiątków tysięcy ludzi z
      Łemkowszczyzny czy Chełmszczyzny, którzy nawet o UPA nie słyszeli.

      D.Z.: Czy była to polska inicjatywa?

      S.S.: Nie sądzę. To oczywiście było na rękę polskim nacjonalistom,
      którzy już przed wojną głosili hasła "Polska dla Polaków". Ale to
      była także chęć przypodobania się polskich komunistów Stalinowi,
      który głosił, że miejsce Ukraińców jest na Ukrainie, a miejsce
      Polaków w Polsce. Dlatego w latach 1944-1946 dokonano masowych
      przesiedleń Polaków z Ukrainy, a Ukraińców z Polski. Nie wysiedlono
      wszystkich. Ludzie zbyt silnie przywiązani byli do swoich małych
      ojczyzn. Po zakończeniu przesiedleń do ZSRR okazało się, że wciąż w
      Polsce jest znacząca społeczność ukraińska, licząca ponad 150 tys.
      osób. Myślę, że Stalin bał się Ukraińców. Chciał ich wszystkich mieć
      u siebie. To umożliwiało mu zastosowanie wobec tego niepokornego
      narodu represji na niespotykaną skalę. Chciał złamać nie tylko
      ukraiński ruch niepodległościowy, ale także sprowadzić ukraińską
      tożsamość narodową do poziomu tożsamości "folklorystycznej", do
      takiej odrębności regionalnej wielkiego narodu rosyjskiego.
      Jako "obcoplemieniec" (Stalin wywodził się przecież z Gruzji),
      pragnął w ten sposób zasłużyć na miano "ojca narodu rosyjskiego",
      zwanego umownie "radzieckim". Było mu więc na rękę, że wasalny i w
      gruncie rzeczy uzurpacyjny polski rząd wspiera go, podejmując się
      wynarodowienia 150 tys. pozostałych w Polsce Ukraińców. Poza tym
      wysiedlając ludność ukraińską z terenów przygranicznych uzyskiwał
      polskie wsparcie militarne w akcji likwidacyjnej oddziałów UPA na
      Zachodniej Ukrainie. Granica była wówczas jeszcze słabo strzeżona.
      Oddziały UPA uchodząc przed pościgiem NKWD wielokrotnie przekraczały
      granicę z Polską, gdzie mogły liczyć jeśli nie na pomoc, to
      przynajmniej na solidarność ze strony mieszkającej tam ludności
      ukraińskiej.

      D.Z.: Czy partyzanci ukraińscy mogli liczyć na pomoc z naszej strony?

      S.S.: Przez polskie terytorium, zwłaszcza Łemkowszczyznę, prowadziły
      szlaki kurierskie i drogi ewakuacyjne oddziałów UPA, usiłujących
      przez Słowację dostać się do amerykańskiej strefy okupacyjnej w
      Austrii i Niemczech. Wysiedlenie ludności ukraińskiej pozbawiało
      partyzantkę ukraińską zaplecza, a osadzanie tam Polaków, często
      poszkodowanych ze strony ukraińskiego podziemia w czasie wojny,
      powodowało, że ukraińscy partyzanci trafiali na wrogie otoczenie.

      D.Z.: Ludność polska sprzyjała akcji "Wisła"?

      S.S.: W znacznej części tak. Ale to nie jest proste pytanie. Po
      pierwsze, w czasie wojny doszło do bratobójczych walk polsko-
      ukraińskich. Wielkich strat doznała ludność polska na Wołyniu, gdzie
      Polacy byli w mniejszości i nie mogli skutecznie odpierać ataków ze
      strony UPA. Po drugie, zarówno okupantom niemieckim, jak i
      operującej tam partyzantce radzieckiej zależało na podsycaniu tych
      walk. Gdy Polacy i Ukraińcy walczyli między sobą, to nie starczało
      im sił do atakowania niemieckich posterunków czy transportów
      kolejowych na front wschodni. Po wojnie pamięć wzajemnych krzywd
      pozostała. Walki polsko-ukraińskie nie ustały. Reżimowi
      komunistycznemu było to na rękę! Miało to wywołać strach. Wśród
      Ukraińców, że polskie podziemie ich wymorduje i wśród Polaków, że
      będzie podobnie. Walki te miały wzmóc wśród Polaków dążenie do
      budowy państwa jednonarodowego, a w efekcie miały przyczynić się
      do "akceptacji" utraty Lwowa i terenów wschodnich. Tam żyć, obok
      Ukraińców, nie sposób, oni są tak antypolscy, że przy nadarzającej
      się okazji wyrżną nas wszystkich. Tak myślało wielu polskich
      przesiedleńców z Zachodniej Ukrainy. Komuniści rozpętali szaloną
      propagandę antyukraińską. Starali się w ten sposób osłabić polskie,
      ukształtowane w przeszłości, postawy antyrosyjskie i antyradzieckie.
      Teraz Rosjanie mieli być inni, mieli pomóc Polakom nie tylko w
      odbudowie zniszczonego kraju, ale także zaprowadzić spokój przez
      likwidację band ukraińskich faszystów. Taką terminologią operowano.
      Wszystkich Ukraińców oskarżano o współpracę z Niemcami.

      D.Z.: A jednak część Polaków solidaryzowała się z deportowanymi
      Ukraińcami. Arcybiskup Jan Martyniak zawsze podkreśla piękną postawę
      śląskich biskupów wobec prześladowań Kościoła greckokatolickiego w
      Polsce.

      S.S.: Niektórzy Polacy starali się bronić Ukraińców, wielu
      katolickich księży wydało dziesiątki "lewych" metryk, mających
      świadczyć o polskości i wyznaniu rzymskokatolickim osób
      przeznaczonych do wysiedlenia. Taką bohaterską postawą
      charakteryzował się ks. Lasek, proboszcz parafii św. Marcina w
      podprzemyskim Krasiczynie. Czasem to pomagało, czasem nie. W
      totalitarnym państwie nie sposób jest bronić większej grupy ludzi. W
      niektórych wypadkach udało się jednak Ukraińcom pozostać w
      rodzinnych stronach.
      • tawnyroberts Akcja "Wisła"... - cz. II 21.12.09, 13:14
        D.Z.: Minęło 60 lat. Czas na ocenę...

        S.S.: Akcję "Wisła" należy potępić przede wszystkim ze względu na
        zastosowaną wobec ludności ukraińskiej zasadę odpowiedzialności
        zbiorowej. Nie rozumiem tych Polaków, którzy usiłują bronić decyzji
        podjętej przez reżim komunistyczny. Nie rozumiem tych, którzy
        uważają, że nic takiego się nie stało, bo Ukraińców pozbawiono
        kurnych, krytych strzechą chat na Łemkowszczyźnie, a dano im
        murowane domy i urodzajne pola na zachodzie Polski. W wielu
        przypadkach zupełnie mija się to z prawdą, a poza tym nie ma
        większej krzywdy dla człowieka, niż pozbawienie go stron rodzinnych,
        zmuszenie do pozostawienia grobów rodziców i własnych świątyń,
        wysłanie w nieznane, obce strony. Wiele niewinnych osób wysłano do
        obozu pracy w Jaworznie, korzystając z "najlepszych" wzorów
        hitlerowskich, także w zakresie metod postępowania z więźniami.
        Wielu aresztowano prewencyjnie, na wszelki wypadek. Wśród osadzonych
        było wiele kobiet i dzieci. Dziś niewielu byłych "jaworzniaków"
        pozostało przy życiu. Aktem sprawiedliwości i "polskiego
        arystokratyzmu" byłoby przyznanie im rent kombatanckich. To dobrze
        świadczyłoby o polskiej demokracji, o szacunku dla ludności
        ukraińskiej w Polsce, która ma takie samo prawo jak Polacy do
        patriotyzmu, honoru i godności ludzkiej.

        Rozmawiała: Stanisława Warmbrand

        Źródło: Dziennik Zachodni, maj 2007 r.

        www.tolerancja.pl/?kat=10&id=22
      • venus99 Re: Akcja "Wisła" - odpowiedzialność zbiorowa 21.12.09, 13:59
        uważam akcję Wisła za całkowicie uzasadnioną i nie widze powodu aby
        zmienić zdanie w tej sprawie.
        jeżeli akcję Wisła nazywasz zbrodnicza operacja to jak nazwać
        upowską akcję ludobójstwa ludności polskiej na Wołyniu i Podolu?
        • tawnyroberts "Betonowe" poglądy Venus 21.12.09, 14:57
          A Ty zawsze swoje i to prawie w każdym wątku. Jak nazwać tzw.
          antypolską akcję OUN-UPA na Wołyniu i w Galicji Wschodniej? Ano po
          imieniu, bez żadnego ściemniania i wykrętów. Myślę, że
          określenia "zbrodnicza", "okrutna" doskonale oddają jej charakter.
          Należy przy tym pamiętać o okolicznościach w jakich do niej doszło,
          czyli wziąć pod uwagę wszystkie "za i przeciw", ale to nie
          usprawiedliwia mordowania tysięcy bezbronnych cywili.

          Zostawmy jednak na boku Wołyń, bo w tym wątku "króluje" także
          zbrodnicza wywózka Ukraińców na Ziemie Odzyskane. Jeśli Twoim
          zdaniem akcja "Wisła" była całkowicie uzasadniona, to nad takim
          poglądem, w świetle badań wielu obiektywnych historyków i setek
          napisanych prac, mogę tylko ubolewać. Zachowujesz się jak
          komunistyczny beton, któremu już naprawdę nikt i nic nie jest w
          stanie pomóc. Przykre...
          • venus99 Re: "Betonowe" poglądy Venus 21.12.09, 22:21
            uważam,że stałość poglądów jest zaletą.
            jestem pełen uznania,że spod twojej ręki wyszło określenie działań
            UPA jako zbrodniczych i okrutnych.bardzo dziękuję za to.
            jeżeli jednak o masowym mordowaniu w bardzo okrutny sposób mówimy:
            zbrodnia i okrucieństwo to używanie słowa zbrodnia w stosunku do
            przesiedlenia(wraz z całym mieniem) uwłacza moim zdaniem ofiarom
            rzezi na Wołyniu i Podolu.
            piszę,że akcja była uzasadniona ponieważ była SKUTECZNA.walki
            ustały,UPA została zlikwidowana.po zakończnie przesiedleń zapanował
            spokój i skończyły się zbrodnie i morderstwa.jest faktem,że tej
            sprawie nie przekona mnie nawet 1000 uchwał sejmu.
            poglądów tych nie wiązałbym ani z betonem ani z komuną.
            powiedziałbym,że bardzo często spotykam się z tak radykalnym
            negowanie faktów przez ukraińskich nacjonalistów co nie skutkuje
            nazywaniem ich mianem betonu.
            jest jednak faktem,że możemy chyba odnotować pewien postęp w
            ustalaniu faktów.
            pozdrawiam.
            • tawnyroberts Pierwszy krok do zasądzenia Akcji "Wisła" 21.12.12, 12:21
              A propos uchwały Sejmu RP w sprawie zasądzenia Akcji "Wisła"... 8 listopada bieżącego roku sejmowa Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych jednogłośnie przyjęła projekt ustawy o potępieniu Akcji "Wisła" i skierowała go pod obrady Sejmu. Ekspertami w sejmowej dyskusji o Akcji "Wisła" byli: adwokat Piotr Fedusio oraz historycy Eugeniusz Misiło, Roman Drozd i Grzegorz Motyka. Jeszcze nie wiadomo kiedy dokument faktycznie trafi pod obrady, ale powszechnie uważa się, że jest to pierwszy krok na drodze do potępienia tej niesławnej operacji przez Sejm RP. Według przewodniczącego komisji - Myrona Sycza, klimat dla przyjęcia takiej uchwały jest o wiele lepszy niż 20 lat temu, kiedy na zasądzenie Akcji "Wisła" odważył się jedynie Senat RP.
    • tawnyroberts Mity o akcji "Wisła" 21.12.10, 13:17
      Przed ponad trzema laty Roman Drozd – profesor Akademii Pomorskiej w Słupsku, rozprawił się z mitami na temat akcji "Wisła", ukształtowanymi jeszcze przez komunistyczną propagandę i często z premedytacją powielanymi do dzisiaj, i to nie tylko przez środowiska kresowiackie. Tekst był już wielokrotnie publikowany i omawiany na forach, ale ponieważ "Nad Sanem i Wiarem" jeszcze się nie pojawił, to pozwolę go sobie umieścić w całości. Nie wiem czy argumenty wymienione przez profesora Drozda przekonają jakiegoś zadeklarowanego zwolennika akcji "Wisła" do zmiany poglądów, ale na pewno będą impulsem do zastanowienia się i dokładniejszej analizy wydarzeń z 1947 r.


      Z badań historyków zajmujących się akcją „Wisła” wynika, że temat deportacji ludności ukraińskiej na ziemie zachodnie i północne Polski w 1947 r. w zasadzie został wyczerpany. Nowe światło na to zagadnienie mogą rzucić dokumenty z rosyjskich archiwów, pod warunkiem, że zostaną odnalezione.

      Ustalenia badaczy nie przekładają się, niestety, na powszechną wiedzę historyczną społeczeństwa. Tu w znacznej mierze wciąż funkcjonują półprawdy, przeinaczenia i mity, które są wynikiem jednostronnego i często fałszywego przedstawiania kwestii ukraińskiej w „okresie słusznie minionym”. Zmianie tego stanu rzeczy nie sprzyja emocjonalny stosunek każdej ze stron – polskiej i ukraińskiej – do własnych krzywd i jednocześnie niedostrzeganie zła wyrządzonego drugiej stronie. Ponadto niejednokrotnie obserwować możemy mechanizm usprawiedliwiania zła wyrządzonego innemu – w imię narodowego egoizmu narodowego, z nienawiści, czy też – czego nie można wykluczyć – w czyimś interesie. Takie podejście nie sprzyja wzajemnemu zbliżeniu, a wręcz obraża i poniża drugi naród. W tej sytuacji, wzajemne – polsko-ukraińskie – gesty pojednania tracą na znaczeniu.

      Mniejszość ukraińska w Polsce na Kongresie Ukraińców Polski w 1997 r. zajęła oficjalne stanowisko wobec krzywd wyrządzonych Polakom przez Ukraińców. W „Posłaniu do Polaków” czytamy: „Ciężko doświadczeni przez historię Ukraińcy w Polsce dobrze rozumieją cierpienie i ból niewinnych ofiar ostatniej wojny i okresu powojennego. W sposób szczególny odczuwamy ból Polaków, którzy ucierpieli z rąk ukraińskich. Czcimy pamięć poległych, a rodzinom tych, którzy doznali niesprawiedliwości, wyrażamy głębokie współczucie i ludzką solidarność. Przyłączamy się do ukraińskich głosów, które mówią: Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”.

      Ukraińcy w Polsce oburzają się, gdy ich krzywdy są bagatelizowane. Przypadająca w tym roku 60. rocznica akcji „Wisła” stała się dla tych, którzy postrzegają ją jako uzasadnione działanie władz polskich, okazją do powielania, a nawet tworzenia, nowych mitów. Takie podejście powoduje, że droga polsko-ukraińskiego zbliżenia i pojednania staje się jeszcze bardziej wyboista.

      Mit I

      Władze przeprowadziły akcję „Wisła” w imię wyższej konieczności, gdyż UPA zagrażała integralności terytorialnej Polski.

      Takie stwierdzenie oznacza, że akcja „Wisła” pozwoliła uniknąć szczególnego niebezpieczeństwa grożącego Polsce i Polakom i powstrzymała wojnę w południowo-wschodniej Polsce, która mogła trwać wiele lat. Zwolennicy tego poglądu ignorują fakt, iż to Stalin, który za zgodą Roosevelta i Churchilla przyłączył do ZSRR wschodnie tereny II Rzeczypospolitej, a dokładny przebieg granicy ustalił z polskimi komunistami już w lipcu 1944 roku, decydował o kształcie terytorialnym powojennej Polski, a nie Ukraińcy w Polsce, OUN i UPA. Nikt nie pytał polskiego społeczeństwa o zdanie, bowiem interesy Moskwy były kwestią nadrzędną. Ludność ukraińska zamieszkująca południowo-wschodnią Polskę nie stanowiła zagrożenia dla przyszłego status quo polsko-sowieckiej granicy – wydaje się wątpliwe, żeby władze sowieckie w jej imieniu wysuwały roszczenia terytorialne względem Polski. Moskwa nie potrzebowała bowiem żadnego pretekstu. Wyrazistym przykładem jest rok 1951. Strona sowiecka wymusiła na polskich władzach zgodę na zmianę przebiegu granicy z ZSRR, a obecność Polaków w okolicach Krystynopola, czy Ukraińców w okolicach Ustrzyk Dolnych i Lutowisk nie miała tu żadnego znaczenia. Ponadto, gdyby władze polskie liczyły się z taką możliwością, z Polski zostaliby również wysiedleni Białorusini i Litwini. Nie miały także miejsca przesiedlenia ludności słowackiej, mimo wrogiego stosunku Słowaków do Polski – udział w agresji 1939 r., kwestionowanie przebiegu nowej granicy, działania po 1944 r. skierowane przeciwko polskiej administracji. Pozostawienie Ukraińców nie oznaczało także zagrożenia dla ludności polskiej, gdyż od zakończenia wojny UPA zależało na pozyskaniu Polaków i w zasadzie nie prowadziła akcji wobec ludności cywilnej. Strat Polaków na pograniczu, gdzie proporcje narodowościowe były mocno zróżnicowane, nie można porównać ze stratami na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Ponadto nie należy zapominać, iż zbrojnych akcji dokonywało podziemie, a nie cała ludność cywilna, która w 1947 roku była już zmęczona działaniami wojennymi. Wymowny jest fakt, że na początku 1947 r., kiedy rozpoczęto przygotowania do akcji „Wisła”, liczbę Ukraińców w Polsce oceniano na około 20000 osób. Deportacją objęto również tereny, na których UPA nie działała i nie było ofiar wśród ludności polskiej (np. zachodnią część Beskidu Niskiego). Zdaniem historyków, na terenie południowo-wschodniej Polski, w przeciwieństwie do Wołynia i Galicji Wschodniej, większość ofiar stanowili Ukraińcy. Lansowanie tezy o wyższej konieczności, o zagrożeniu w 1947 r. dla życia wszystkich Polaków jest zatem niczym innym, jak przenoszeniem na tereny powojennej Polski obrazu konfliktu z innych obszarów i stanowi nieudane usprawiedliwienie zastosowania wobec Ukraińców zasady odpowiedzialności zbiorowej, którą, dodajmy, potępił Senat RP w 1990 roku.

      Mit II

      UPA w 1947 r. wciąż stanowiła poważne zagrożenie.

      Mit ten nierozerwalnie wiąże się z pierwszym, jednak ma swoją specyfikę. UPA dążyła do zbudowania państwa ukraińskiego na terenach zamieszkałych przez Ukraińców. Oznaczało to konflikt z ZSRR, Polską i Niemcami. Sytuacja zmieniła się po wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski. Stalin, który narzucił nową granicę, paradoksalnie zrealizował aspiracje terytorialne Ukraińców, w tym OUN. Po ustanowieniu granicy polsko-sowieckiej zarówno dla podziemia ukraińskiego, jak i polskiego wrogami stali się komuniści. Dlatego w 1945 r. miały miejsce próby porozumienia między UPA a podziemiem poakowskim. Obie strony zobowiązały się do zaniechania akcji zbrojnych, napadów na wsie oraz do pomocy w przeciwdziałaniu akcji wysiedleńczej ludności ukraińskiej i polskiej.

      UPA zaczęło rozbudowywać swoje struktury dopiero po zaangażowaniu wojska do akcji wysiedleńczej Ukraińców: w maju 1946 r. liczba sotni wzrosła do 16-17. Głównym celem walki stało się sparaliżowanie akcji deportacyjnej. Po jej zakończeniu liczba sotni zmniejszyła się, a stan liczebny ukraińskiego podziemia wynosił 2-2,5 tys. ludzi, w tym 1,5 tys. osób w sotniach, które nie przejawiały większej aktywności, co znajduje potwierdzenie w dokumentach, m.in. w raporcie dowódcy 8. DP, która operowała w Bieszczadach.
      • tawnyroberts Mity o akcji "Wisła" - cz. II 21.12.10, 13:27
        Jest rzeczą oczywistą, że żadna władza nie będzie tolerować wrogiej partyzantki, tym bardziej obcej, działającej na podległym jej terenie. Niewątpliwie UPA dla władz komunistycznych była partyzantką wrogą ideologicznie i narodowo. Władze musiały ją zlikwidować. Dlaczego jednak nie podjęły zdecydowanej walki z UPA na przełomie 1946/47? Zima to najlepszy okres do zwalczania partyzantki. Dopiero po śmierci gen. Karola Świerczewskiego rozdmuchano stopień zagrożenia ze strony UPA. Według ówczesnych danych władz komunistycznych malała liczba ofiar ze strony polskiej. W 1945 r. zginęło 368 cywilów, rok później – 98, a od stycznia do marca 1947 – 10 osób. W tym okresie życie straciło także 1600 żołnierzy, funkcjonariuszyUB, MO i ORMO. Dane te świadczą o zmniejszającym się zagrożeniu ze strony UPA, nawet jeżeli są zaniżone.

        Państwo polskie dysponowało w 1947 r. dostatecznymi siłami i środkami, aby pokonać ukraińską partyzantkę. Zastosowano jednak zasadę odpowiedzialności zbiorowej wobec wszystkich Ukraińców, nie zwracając uwagi na stopień ich lojalności wobec Polski, stopień poparcia dla UPA, stosunek do polskich sąsiadów, zróżnicowanie obszaru pod względem proporcji narodowościowych. Celem deportacji było nie tyle rozbicie struktur podziemia, lecz rozwiązanie kwestii ukraińskiej poprzez wysiedlenie, a następnie asymilację ludności ukraińskiej. Mieściło się to w ówczesnej koncepcji budowy Polski bez mniejszości narodowych i służyło również sowieckim interesom (zniszczenie ukraińskiej inteligencji, Cerkwi, zamknięcie podziemiu ukraińskiemu dróg kurierskich na Zachód).

        Mit III

        Akcja „Wisła” była konsekwencją zabójstwa gen. Karola Świerczewskiego.

        W okresie PRL mit ów był traktowany jako niepodważalny fakt. Obecnie, wobec stanu wiedzy na temat przygotowań do akcji „Wisła”, niejasności związanych z okolicznościami śmieci generała oraz ujawnieniu jego rzeczywistej postawy wobec żołnierzy AK, został odłożony do lamusa. Propaganda PRL rozpowszechniała pogląd, że deportacja ludności ukraińskiej to kara za zabicie wiceministra obrony narodowej gen. Karola Świerczewskiego. Dopiero na początku lat 90. po udostępnieniu historykom dokumentów okazało się, że akcję „Wisła” zaplanowano znacznie wcześniej. Idea deportacji pojawiła się w 1946 r., przygotowania rozpoczęto z początkiem 1947 r., natomiast gen. Świerczewski zginął 28 marca 1947 r. Być może jego inspekcja w Bieszczadach wiązała się z trwającymi przygotowaniami do akcji „Wisła”.

        Mit IV

        Przed akcją „Wisła” był Wołyń.

        Pod tym stwierdzeniem kryje się pogląd, że gdyby nie mordy na Wołyniu, nie byłoby akcji „Wisła”. Według tej teorii masowe mordy na Polakach trwały nieprzerwanie aż do 1947 r. (część publicystów twierdzi, że zaczęły się już w 1939 r.) i dopiero deportacja Ukraińców położyła im kres. Takie przedstawienie sprawy jest wygodne, ponieważ Polacy zawsze będą występować w roli ofiary, natomiast Ukraińcy w roli napastników, niezależnie od miejsca zamieszkania – czy to na Wołyniu, czy w Beskidzie Niskim. Deportacja ludności ukraińskiej w 1947 r. jest ukazana jako konieczna, ale humanitarna akcja – Ukraińcy nie zostali wymordowani, a jedynie wysiedleni. Świadomie pomija się przy tym cywilne ofiary po stronie ukraińskiej, a jeżeli się o nich wspomina to wyłącznie w kontekście tzw. akcji odwetowych, czy też uderzeń wyprzedzających, które siłą rzeczy rozciąga się na wszystkie akcje wobec Ukraińców, od Wołynia po operację „Wisła”. Brak przy tym głębszej refleksji nad tym, czy według powszechnie przyjętych norm i zasad życia społecznego można usprawiedliwiać ślepy (prewencyjny, zastępczy etc.) odwet na kobietach, dzieciach i starcach zbrodnią z innego okresu, innego terenu?

        Elementem konstruującym ten mit jest twierdzenie, że sotnie UPA operujące w Polsce były tymi, które wskutek działań Armii Czerwonej w 1944 r. zostały wyparte z Wołynia i Galicji Wschodniej na tereny dzisiejszej Polski. Jest to pogląd bardzo uproszczony, ale wygodny, gdyż stwarza możliwość usprawiedliwienia polskich akcji wobec ludności ukraińskiej na terenie Polski. Oto bowiem z Wołynia przybyły sotnie, które mordowały Polaków, aby teraz rozpocząć kolejną rzeź. Mówi się nawet, że w pewnym sensie dokonały agresji na polskie terytorium. Należało zatem rozpocząć ich likwidację, aby nie nastąpiła „powtórka Wołynia”. Przemilcza się przy tym niewygodny fakt, że niemal wszystkie sotnie UPA w powojennej Polsce rekrutowały się z miejscowych Ukraińców, a wzrost ich liczby był związany z brutalnością przesiedleń ludności ukraińskiej w latach 1944-46 do ZSRR. Pomijanie tego zjawiska powoduje, że można nazywać polskie akcje przeciwko ludności ukraińskiej w Polsce odwetem lub uderzeniem prewencyjnym. W rzeczywistości w powojennej Polsce to ludność ukraińska była w stanie ciągłego zagrożenia. Świadczą o tym badania rzetelnych polskich historyków oraz liczne dokumenty. Jeżeli na Wołyniu i Galicji Wschodniej ofiar wśród ludności cywilnej było zdecydowanie więcej po stronie polskiej, to na terenach dzisiejszej Polski – po stronie ukraińskiej. Zbrojnych akcji przeciwko ukraińskim wsiom, cywilnym mieszkańcom, dokonywało nie tylko polskie podziemie, ale także Ludowe Wojsko Polskie, NKWD, UB, MO i bandy rabunkowe.

        Ludność ukraińska objęta akcją „Wisła” nie miała nic wspólnego z mordami na Wołyniu czy Galicji Wschodniej. Wynika to chociażby z racji zamieszkiwania innego terenu, innej specyfiki relacji polsko-ukraińskich na terytorium pogranicza. Zatem akcja „Wisła” nie była bezpośrednim następstwem Wołynia i nie można jej usprawiedliwiać tamtymi mordami. Nie można bowiem winić i karać całego narodu.

        Deportacja Ukraińców w 1947 r. została przeprowadzona przez władze komunistyczne, a nie legalne władze kontynuujące państwowość II Rzeczypospolitej. Władze komunistyczne, które zostały Polakom narzucone, wasalizowały Polskę dla potrzeb geopolityki ZSRR. Nie ma żadnych dokumentów, które wskazywałyby, że komuniści, decydując się na akcję „Wisła”, kierowali się chęcią zemsty za Wołyń. Co prawda, propaganda wykorzystywała ten argument, jednak głównie w celu, aby poprzez zbudowanie obrazu wroga zalegalizować w jakiejś mierze swoje rządy w oczach polskiego społeczeństwa.

        Paradoksalnie głosiciele tego mitu uznają rządy komunistów za niepolskie, krytykują metody zwalczania przeciwników politycznych i jednocześnie usprawiedliwiają ich działania wobec ludności ukraińskiej, czyniąc z nich obrońców polskiej racji stanu. Przemilcza się często fakt, że niejednokrotnie żołnierze KBW i funkcjonariusze UB, którzy przeprowadzali akcję „Wisła”, brali udział w zwalczaniu polskiego podziemia.
      • tawnyroberts Mity o akcji "Wisła" - cz. III 21.12.10, 13:40
        Mit V

        Tylko wysiedlenie Ukraińców mogło położyć kres działalności UPA.

        Mit ten zakłada, że nie było innej możliwości zlikwidowania UPA w Polsce, jak tylko poprzez zniszczenie jej zaplecza. Ma on na celu usprawiedliwienie zastosowania odpowiedzialności zbiorowej wobec ogółu ludności, jakoby wszyscy „Ukraińcy wspierali działalność podziemia”.

        Istotnie, sotnie UPA składały się z miejscowych Ukraińców. Ich rozwój nastąpił po rozpoczęciu deportacji ludności ukraińskiej do ZSRR. Nie udało się im całkowicie sparaliżować deportacji – z liczby 700 tys. Ukraińców wysiedlono w 1944 r. około 500 tys. osób. Zakończenie akcji wysiedleńczej przyniosło ze sobą również zmniejszenie akcji przeciwko pozostałej na miejscu ludności ukraińskiej. W zasadzie zapanował spokój, gdyż wojsko zaangażowano w agitację wyborczą, fałszowanie wyników referendum 1946 i wyborów w styczniu 1947 r. Dokumenty oraz wspomnienia wskazują, że ludność była już zmęczona konfliktem i chciała normalnie żyć. Stan demoralizacji części oddziałów spowodował, że zaczęto rozważać konieczność wyprowadzania oddziałów na Zachód lub na Ukrainę. Władze mogły wykorzystać tę sytuację do zlikwidowania partyzantki bez uciekania się do wysiedlenia. Na Ukrainie, gdzie UPA była znacznie liczniejsza i operowała na terenie nieporównywalnie bardziej zagęszczonym niż w Polsce, NKWD doprowadziło do rozbicia partyzantki. Metodą było nasycenie terenu wojskiem, przy jednoczesnym przeczesywaniu terenu i prowadzeniu rozpoznania. Wysiedlenia ludności dotyczyły w pierwszej kolejności rodzin członków OUN, UPA oraz współpracowników i miały jedynie charakter pomocniczy. Tak też można było uczynić w Polsce, czego dowodem jest likwidacja przez władze komunistyczne nieporównywalnie silniejszych oddziałów i struktur polskiego podziemia narodowego. W walce z oddziałami NZW nie stosowano wysiedleń ludności cywilnej i zasady odpowiedzialności zbiorowej. Deportacja całej ludności ukraińskiej wynikała z ówczesnej polityki narodowościowej, której celem było zbudowanie jednonarodowej Polski. Tym należy tłumaczyć, że jeszcze w 1950 r. wysiedlano ludność z powiatów Nowy Targ i Chełm, a w 1952 r. miały miejsce przygotowania do kolejnego wysiedlenia.

        Oddziały UPA przetrwały wysiedlenie. Najbardziej osłabione kurenie „Rena” i „Bajdy” rozformowano, a oddziały skierowano na Zachód i na Ukrainę. Oddziały z kurenia „Zalizniaka” także skierowano na Zachód. We wrześniu 1947 r. rozwiązano kureń „Berkuta”. W terenie pozostały dobrze zakonspirowane grupy, których zadaniem było utrzymywanie kanałów łączności z Zachodem. Walki z resztkami UPA trwały jeszcze do jesieni 1948 r.

        Mit VI

        Przesiedlenie Ukraińców było konieczne dla normalnego funkcjonowania gospodarki.

        Mit ten zakłada, że bez deportacji Ukraińców gospodarka Polski nie mogłaby normalnie funkcjonować. Zapomina się przy tym, że w osiągnięciu celu, jakim było „ostateczne rozwiązanie problemu ukraińskiego”, władze nie liczyły się z kosztami. Wydatki związane z przeprowadzeniem akcja „Wisła”, zniszczenie i wyludnienie terenów południowo-wschodniej Polski (znaczna część wsi i obszarów uprawnych zarosła lasem), potrzeba udzielenia pomocy materialnej Ukraińcom w nowym miejscu osiedlenia (w tym przyznanie po 1956 r. kredytu w celu zatrzymania Ukraińców na ziemiach zachodnich i północnych) pociągnęły za sobą ogromne wydatki, które można było przeznaczyć na odbudowę kraju. Do tego należy doliczyć również koszty jakie pochłonęła powtórna kolonizacja terenów, z których wysiedlono Ukraińców.

        Mit VII

        W czasie akcji „Wisła” nie było ofiar śmiertelnych.

        Na tle skali ofiar konfliktu polsko-ukraińskiego na Wołyniu akcja „Wisła” ma jawić się jako zło konieczne, ale przeprowadzone humanitarnie. Czy było tak w rzeczywistości? Nie chodzi tutaj o porównanie liczby ofiar na Wołyniu, lecz zaprzeczenie mitowi. Na dzień dzisiejszy trudno jest ustalić liczbę ofiar. Ze wspomnień wysiedleńców wynika, że w trakcie wysiedlania i konwojowania ludności na ziemie zachodnie i północne były ofiary śmiertelne wskutek zabójstw, pobić, tortur i stresu. Potwierdzają to dokumenty. W obozie w Jaworznie, w którym Ukraińców osadzano od maja 1947 r., życie straciło przeszło 161 osób. W trakcie podróży na nowe miejsce osiedlenia zmarło co najmniej 27 osób. Nie można ustalić liczby osób zakatowanych, tych, które doznały trwałego uszczerbku na zdrowiu w trakcie przesłuchań, zabitych w trakcie wysiedlenia – w celu uniknięcia odpowiedzialności zazwyczaj traktowano je jako członków podziemia ukraińskiego. Dane wojskowe mówią o 663 zabitych i skazanych na śmierć członków UPA. Z działalności sądu GO „Wisła” wynika, że na śmierć skazano 173 osoby (zdaniem badaczy procent skazanych Ukraińców był znacznie wyższy niż procentowy udział Ukraińców do ogółu społeczeństwa). Do ofiar należy zaliczyć także nieustaloną liczbę osób, które zginęły w trakcie akcji wojskowych dokonywanych w przededniu akcji „Wisła” oraz które w wyniku zadziałania różnorodnych czynników (chorób, rozłąki z członkiem rodziny, stres) zmarły zaraz po osiedleniu na ziemiach zachodnich i północnych.

        Mit VIII

        W obozie w Jaworznie osadzono samych banderowców.

        Mit ten zakłada, że nie ma niewinnych, skrzywdzonych Ukraińców. Członków podziemia ukraińskiego, po zatrzymaniu i przesłuchaniu, oddawano do dyspozycji prokuratury i sądu. Osoby, które podejrzewano o współpracę z podziemiem lub o to, że posiadają na ten temat jakąś wiedzę, kierowano do byłego koncentracyjnego obozu w Jaworznie. Osadzono w nim bez wyroku sądowego około 3800 osób, w tym kobiety, dzieci i starców oraz przedstawicieli duchowieństwa greckokatolickiego i prawosławnego. Wśród osadzonych znaleźli się także byli żołnierze kampanii wrześniowej i Armii Czerwonej oraz byli więźniowie hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Osadzano także osoby, które po wysiedleniu nielegalnie powróciły na ziemie rodzinne (mało brakowało, a do obozu trafiłby malarz Nikifor). W wyniku wymyślnych tortur fizycznych i psychicznych (uznanych w rezultacie śledztwa IPN za zbrodnie przeciwko ludzkości) życie straciło co najmniej 161 osób. Około 560 osobom udowodniono współpracę z podziemiem ukraińskim i sądownie skazano. Pozostałych więźniów kolejno zwalniano. Do obozu trafiały bowiem również ofiary fałszywych oskarżeń ze strony sąsiadów, nadgorliwości funkcjonariuszy UB, błędów popełnianych przy deportacji (np. niepoprawnie zapisanego nazwiska). Twierdzenie zatem, że w obozie w Jaworznie osadzono jedynie banderowców mija się z prawdą. Głoszenie takiego sądu jest zaprzeczeniem zasady domniemanej niewinności oraz kwestionowaniem działań rządu demokratycznej Polski, który zdecydował o wypłacie rent specjalnych byłym więźniom Jaworzna osadzonym bez wyroków sądowych.
      • tawnyroberts Mity o akcji "Wisła" - cz. IV 21.12.10, 13:45
        Mit IX

        „Skok cywilizacyjny”.

        Mit ten głosi, że ludność ukraińską osiedlono na ziemiach o wyższym rozwoju cywilizacyjnym. Ukraińcy nie powinni zatem narzekać, gdyż otrzymali lepsze murowane domostwa i wyposażone w maszyny gospodarstwa. Tym sposobem miał się dokonać awans cywilizacyjny przesiedleńców.

        Pogląd taki trąci rasizmem, gdyż mowa jest o cywilizacji wyższej i niższej. Jest krzywdzący dla Ukraińców, ale także dla przybyłych ze wschodu Polaków. Polacy z województwa tarnopolskiego, wołyńskiego też trafiali do lepiej zurbanizowanych miast Dolnego Śląska, dostali lepsze gospodarstwa. Nie umniejsza to jednak poczucia krzywdy, czy żalu za utraconą ojcowizną. Faktem jest, że na ziemiach zachodnich i północnych warunki życia były inne, ale wynikały one z miejscowych uwarunkowań. W rzeczywistości w następstwie przesiedleń Ukraińcy tracili nieraz mienie o znacznej wartości (lasy, młyny, mieszkańcy miasteczek – kamienice). Państwo skonfiskowało majątek organizacji społecznych. Ludności ukraińskiej przydzielono budynki murowane, ale najczęściej w stanie nie pozwalającym na zamieszkanie. Ukraińców przywieziono na ziemie zachodnie i północne w momencie, kiedy proces zasiedlania tych ziem był zakończony. Siłą rzeczy przydzielono im najbardziej zrujnowane budynki, gdyż lepsze wcześniej zajęli Polacy. Polscy sąsiedzi, szabrownicy (dla tych pierwszych była to rzecz naturalna, a nawet w jakiejś mierze usprawiedliwiona) ogołocili gospodarstwa z wyposażenia, w tym narzędzi i maszyn rolniczych. Domostwa wymagały remontu. Z urzędowych dokumentów wynika, że w ówczesnym województwie szczecińskim na 9800 zajętych gospodarstw około 7450 było poważnie zniszczonych, w tym blisko 3000 wymagało odbudowy; w województwie olsztyńskim na przydzielone 14000 gospodarstw 10000 wymagało poważnego remontu; w województwie wrocławskim Ukraińców umieszczono w zabudowaniach zniszczonych w 50-70%. Siłą rzeczy przydzielono im gorszą ziemię. Ci, którzy trafili do majątków (późniejsze Państwowe Gospodarstwa Rolne) nie otrzymali nic i do dnia dzisiejszego ponoszą konsekwencję decyzji z 1947 r. Sytuacja aprowizacyjna ludności w nowym miejscu osiedlenia była niejednokrotnie bardzo trudna. W 1947 r. przed wieloma pojawiło się widmo głodu. Dlatego władze były zmuszone udzielić im pomocy, zwłaszcza żywnościowej. Dopiero pomoc materialna przyznana ludności ukraińskiej i autochtonicznej w latach 1956-1960, poprawiła jej stan materialny.

        Wspomnijmy przy tym, że po wysiedleniu ludności ukraińskiej zniszczeniu uległa jej kultura materialna, więzi rodzinne i sąsiedzkie. Opuszczone cerkwie, wraz z wyposażeniem, skazano na zniszczenie. Zlikwidowano specyficzną i bogatą kulturę pogranicza polsko-ukraińskiego.

        Roman Drozd – profesor Akademii Pomorskiej w Słupsku, wiceprzewodniczący Ukraińskiego Towarzystwa Historycznego w Polsce.
        • prof_doc_dr_hab Re: Mity o akcji "Wisła" - cz. IV 23.12.10, 08:34
          tawnyroberts napisał:

          > Mit IX
          >
          > „Skok cywilizacyjny”.
          >
          > Mit ten głosi, że ludność ukraińską osiedlono na ziemiach o wyższym rozwoju cyw
          > ilizacyjnym. Ukraińcy nie powinni


          takich to już mamy pseudo naukowców, co to wymyślą mity o cywilizacjach aby je potem samemu zwalczać, dalszych sukcesów życzę

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka