Dodaj do ulubionych

coś o agacz2905

27.07.04, 15:00
Był kwiecień 1998 r. Miałam wtedy prawie 24 lata. Kiedy straciłam swoje
pierwsze dziecko. Byłam chyba wtedy bardzo niedojrzała i chyba niespełna
rozumu. Ciążę ukrywałam przed rodzicami i traktowałam jak rodzaj
przestępstwa (już po fakcie - dowiedziała sie o tym tylko moja mama). Mój
ówczesny „chłopak” po prostu mnie zostawił, ot, taki dupek,
z gatunku tych, co ciągle się wahają. Zrywajac ze mną, o ciąży nie wiedział,
ale jakie to ma teraz znaczenie. Wszystko mnie bolało. To, że mam chore
biodra i (choćbym nie wiem co robiła) nie da się zaprzeczyć faktom – jestem
niepełnosprawna. Masa użalania się nad sobą, nad swoją mniejszą
atrakcyjnością i niechybnym staropanieństwem. I ta ciąża – kompletnie
nieplanowana, owoc jednorazowego zbliżenia na „świątobliwym” wyjeździe z
duszpasterstwa akademickiego z okazji Sylwestra’97. Późno się o niej
dowiedziałam, bo nieregularne i rzadkie miesiączki były dla mnie chlebem
powszednim. Bardzo to przeżywałam – że ten mój wyśniony książę, super-
katolicki-i-prawie-święty-syn, brat, student, pracownik, wreszcie-organista w
swojej rodzinnej parafii w którym zdążyłam się porządnie zakochać – mnie
porzucił. Dwukrotnie lezałam w szpitalu na ginekologii i dwukrotnie
wychodziłam za szpitala na własne żądanie. W styczniu 97 usiłowałam popełnić
(jakze nieudolnie) samobójstwo przez spożycie duuużej ilości tabletek
adntydepresyjnych (mojej mamy) – w tej chwili nawet nie pamiętam nazwy tego
leku. Samobójstwa jak widzicie nie popełniłam, za to sprawiłam, że dziecko
nie miało szans na dalszy rozwój. Nadal byłam bardzo skupiona na osobie tego
chłopaka – miał na imię Grzesiek. Byłam mieszanką żalu po stracie chłopaka,
którego bardzo kochałam i niesłychanie niskiego poczucia własnej wartości. O
ciąży w ogóle nie byłam wtedy w stanie myśleć w kategoriach osobowych, tj. że
rozwija się we mnie życie, że jest to osoba, że byłby (jak się później
dowiedziałam) to mój synek. Ostatecznie poroniłam w II połowie kwietnia’97,
kiedy już powiadomiłam Grześka o ciąży i POD PRESJĄ jego rodziny bardzo
nieudolnie i bardzo na niby oświadczył mi się. Zerwał ten „związek” już
ostatecznie po stracie ciąży i...przez telefon. Moje dziecko umarło
prawdopodobnie w 16 t.c. Nie ma swojego grobu, a takiego miejsca bardzo mi
teraz brakuje. Gdybym tylko....nie potrzebowała wtedy miłości i akceptacji
tego chłopaka, nie przejmowała się jego „świętą” na pokaz rodzinką, jego
mamusią, która miała zastrzezenia do mojej niepełnosprawności...Wydaje mi
się, ze moje dziecko być może by żyło. Miało się urodzić (termin z OM) 29
września 1997r. Właśnie w II połowie września 97 poznałam mojego męża, który
ponoć od pierwszego wejrzenia zakochał się we mnie. Bardzo szybko (bo na
Sylwestra) oświadczył mi się, pół roku później był nasz ślub. Mamy dwoje
fajnych dzieci i jesteśmy niby - szczęsliwi. Więc zdrowy rozsądek nakazuje
nie gdybać, co by było, gdyby mój I synek przeżył, gdybym donosiła I
ciążę.... Biologiczny ojciec mojego zmarłego dziecka ożenił się prawie w tym
samym czasie co ja wyszłam za mąż – z inną dziewczyną. Z tego co wiem, mają 2-
letniego synka. Znalazłam go na gg – nie wiem po co. Moja głupota z tamtego
okresu tak bardzo boli. I ta strata bardzo boli. I nawet to cholernie głupie
(ale chwilami jest) rozdwojenie jaźni – też boli jak cholera. Bo wyobrażam
sobie, co by było, gdybym utrzymała pierwszą ciążę, jaki byłby teraz ten
chłopczyk. Nie umiem dać mu imienia. A mój mąż jest świętym człowiekiem, że
znosi te wszystkie moje nastroje. Tamten – niczego nie rozumie, a
przynajmniej bardzo nie chce rozumieć. Widać dla niego to nie było jego
dziecko. A we mnie rośnie, żal, ból i multum morderczych skłonności do
siebie – za swoją niewyobrażalną głupotę i egoizm wtedy – i do mojego
ówczesnego „chłopaka”- gówniarza.
Obserwuj wątek
    • agacz2905 Re: coś o agacz2905 27.07.04, 20:22
      Napisałam:
      "Ostatecznie poroniłam w II połowie kwietnia’97, "

      "Miało się urodzić (termin z OM) 29 września 1997r".
      "Właśnie w II połowie września 97 poznałam mojego męża,"
      Pomyliłam się chyba z emocji, że wreszcie to z siebie wywalam. Wszystko to
      miało miejsce w roku 1998. Co zasadniczo niczego nie zmienia. Pozdrawiam
      wszystkie Mamy na tym forum-
      spokojniejsza już
      Agnieszka
    • madziulec Re: coś o agacz2905 27.07.04, 20:35
      Cholera, jak ja Cie rozumiem....................
      • monkastonka Re: coś o agacz2905 28.07.04, 09:34
        Bardzo ci współczuje
        Monka
    • melka_x Re: coś o agacz2905 28.07.04, 10:27
      Agacz ściskam Cię mocno.
      Dobrze, że to z siebie wyrzuciłaś. Zapomnieć nie da się, ale mam nadzieję, że
      będzie Ci teraz chociaż trochę lżej.
    • siago1 Re: coś o agacz2905 28.07.04, 15:05
      witaj Ago
      napiszę Ci w odpowiedzi na Twój post to, co nasunęło mi się pierwsze na myśl
      w trakcie czytania

      Postaraj się przebaczyć najpierw samej sobie
      potem postaraj się przebaczyć jemu - Grzegorzowi
      i zacznij być szczęśliwa ze swoim kochającym Cię mężem

      Przeszłość oddaj Bogu,
      by nie wpływała destrukcyjnie na Twoją teraźniejszość
      Bóg już Ci przebaczył

      Co było - już tego nie cofniesz
      a swojego synka we właściwym czasie spotkasz
      i poznasz go
      teraz myśl o nim z miłością
      On Ciebie - swoją mamę kocha i wie,
      dlaczego tak a nie inaczej się stało.

      Trzymaj się]
      gosia
      • mharrison Re: coś o agacz2905 29.07.04, 07:44
        Agacz,
        Dobrze, ze napisalas. Mam nadzieje, ze bedzie to pierwszy krok do pogodzenia
        sie z przeszloscia. Nie wymazesz jej ale mozesz "oswoic".
        A przed Toba przyszlosc. Piekna karta do zapisania...

        Magda

    • smutna-mama Re: coś o agacz2905 29.07.04, 11:54
      Byłam chyba wtedy bardzo niedojrzała i chyba niespełna
      > rozumu.

      dokładnie znam to uczucie. Byłam w dość podobnej sytuacji, wcale nie zależało
      mi na moim dziecku. Wogóle będąc w ciąży, zwłaszcza na początku nie liczyłam
      się z tym że we mnie rośnie zycie. Ale moje dziecko urodziło się. I jest
      niepełnosprawne. I analizując cała ciąże wiem że to tylko moja wina.
      I codziennie muszę widzieć tą krzywde która wyrządziłam i zyć z tym. Już nie
      chce mi się życ wogóle...

      rozwaliłam system nerowoy mojej córce alkoholem, nikiotyną,lekami, nie
      wskazanymi kosmetykami i naiwnie myślałam że przeciez nic jej nie grozi.
      Nienawidzę się za to i wiem że nie zasługuję na to by żyć.
      • anecik1 Re: coś o agacz2905 29.07.04, 11:56
        a ja dziecku zafundowałam chorobę serca...
        Nett
    • agacz2905 Re: coś o agacz2905 29.07.04, 22:01
      Zastanawiam się, jak można sobie samej przebaczyć. Moja wina wobec Synka
      była...nieumyślna, tj. gdy targałam się na własne zycie (bardzo zresztą
      nieudolnie) i psułam sobie zdrowie Bóg wie jakimi tabletkami - nie wiedziałam,
      nie przypuszczałam, że jest we mnie Ktoś. Przeżywałam więc nadal - odrzucenie,
      upokorzenie, zawiedzioną miłość. Nie przestałam bawić się w ta tandete
      uczuciową nawet wtedy, gdy zaniepokojona sygnałami z mojego ciała - zrobiłam
      chyba na pocz. marca 98 test (pozytywny). Zamiast zadbać o siebie i dziecko,
      ja rozwazałam godzinami niemal, jak z "klasą" powiedzieć o ciąży facetowi,
      który mnie nie chce, ale który pono w życiu kieruje się Wartościami...no i do
      cholery coś chyba w końcu przez moment dla niego znaczyłam. W rodzicach nie
      miałam kompletnie oparcia, ja z nimi tylko mieszkałam. Jestem wściekła na
      siebie, bo byłam juz stara babą a nie niedojdowatą nastolatką (przepraszam
      wszystkie nastolatki). Byłam nawet na tyle głupia, ze chciałam zapomnieć o tym,
      że byłam w ciązy, że mogłam mieć dziecko. Może to zbieg okoliczności, ale po
      urodzeniu mojego najmłodszego dziecka dobitnie do mnie dotarło, ze ja nie
      zapomnę, że się nie da. Dociera teraz bardzo boleśnie, że nie cofnę czasu, a
      przecież (o ironio) coraz bardziej tesknię za Synkiem. Wstydzę się nadać Mu
      imię - ciekawe dlaczego? Kolejny przejaw głupoty. Rok po poronieniu wylądowałam
      w szpitalu - tym razem z powodu silnego stresu. Czułam się dokładnie tak jak
      podczas tamtego koszmaru ;strata Dziecka, ostateczny kopniak od
      niedoszłego "życiowego partnera". Lekarze na posdt. moich dolegliwości i
      badania EEG zdiagnozowali padaczkę i zaczęli mnie pakować tegretolem.
      Przyjmując tegretol, 9 miesięcy już po naszym ślubie poczęliśmy z moim mężem
      Szymka. Równiez późno "odkryłam" ciaze (nieregularne cykle...itp.) i
      zareagowałam totalną histerią! Co najmniej 1-sze dwa miesiace ciąży "karmiłam"
      Szymka tegretolem - a motyw silnych leków już przerabiałam...w tej ciąży
      utraconej. To, że Sz. urodził się o czasie i zdrowy - zawdzięczam Panu
      Bogu...Potem okazało się, że nie jestem chora na żadną epi - to był silny,
      przewlekły stres. Bardzo przepraszam, że tak chaotycznie piszę. dziś wybiore
      imię dla mojego zmarłego Synka, który przecież był. Gdyby się urodził, we
      wrześniu kończyłby 6 lat. Na pewno byłby dobry i mądry. I wrażliwy. Kto ma o
      Nim pamiętać jak nie ja - jego mama? Że był naprawdę. Żal. Tęsknię.
      A.
      • smutna-mama Re: coś o agacz2905 30.07.04, 09:40
        nie można sobie wybaczyć, Ago.
        A nasze winy wobec dzieci niestety umyślne były. i wynikały z głupoty i
        niedojrzałości. Tego bólu wprost opisać się nie da.
        A tez o ciąży długo nie wiedziałam.
        • zorka7 Re: coś o agacz2905 30.07.04, 11:15
          smutna-mama napisała:

          > nie można sobie wybaczyć, Ago.


          Chyba mozna...

          Mozna przytulic w sobie to niezdarne, glupiutkie dziecko, ktore popelnilo z
          poczatku tyle blędów...
          Mozna je pokochac.

          A jesli chodzi o Synka... Jesli tylko znajdziesz w sobie sile to... "pochowaj"
          go sama.
          Moze to byc jakies ustronne miejsce w lesie czy nad jeziorem.
          Moze to byc jakas zabawka, kaftanik, skarpetki, ksiazeczka... Mozesz napisac do
          niego list. Niech to bedzie tylko twoje miejsce - nikomu nie musisz o tym
          mowic. Nadaj Synkowi imie, napisz do niego. Zrob maly kopczyk z piasku i..
          przykryj kamieniem.

          Wiem, ze to pomaga...
      • agablues Re: coś o agacz2905 03.08.04, 12:33
        agacz2905 napisała:

        > Zastanawiam się, jak można sobie samej przebaczyć. Moja wina wobec Synka
        > była...nieumyślna, tj. gdy targałam się na własne zycie (bardzo zresztą
        > nieudolnie) i psułam sobie zdrowie Bóg wie jakimi tabletkami - nie wiedziałam,
        > nie przypuszczałam, że jest we mnie Ktoś. Przeżywałam więc nadal - odrzucenie,
        > upokorzenie, zawiedzioną miłość. Nie przestałam bawić się w ta tandete
        > uczuciową nawet wtedy, gdy zaniepokojona sygnałami z mojego ciała - zrobiłam
        > chyba na pocz. marca 98 test (pozytywny). Zamiast zadbać o siebie i dziecko,
        > ja rozwazałam godzinami niemal, jak z "klasą" powiedzieć o ciąży facetowi,
        > który mnie nie chce, ale który pono w życiu kieruje się Wartościami...no i do
        > cholery coś chyba w końcu przez moment dla niego znaczyłam. W rodzicach nie
        > miałam kompletnie oparcia, ja z nimi tylko mieszkałam. Jestem wściekła na
        > siebie, bo byłam juz stara babą a nie niedojdowatą nastolatką (przepraszam
        > wszystkie nastolatki).

        Ago, wiek - cyferki, chyba nie mają tu nic do rzeczy.
        Chodzi raczej o dojrzałość emocjonalną. Wiesz Ago, jeżeli dziecko nie jest
        nauczone miłości, nie zna jej, a dodatkowo ma niskie poczucie własnej wartości -
        pierwsza "miłość" jest cudem, w który trudno uwierzyć. A że pierwsza "miłość"
        okazała się gnojkiem.... Ago, dla mnie to był zbieg niepomyślnych zdarzeń. Byłaś
        niedojrzała, ale z drugiej strony kto Cię nauczuł bycia dojrzałą? Czy to Twoja
        wina? Chyba nie.

        > Byłam nawet na tyle głupia, ze chciałam zapomnieć o tym, że byłam w ciązy, że
        mogłam mieć dziecko.

        Zastanawiam sie o co chodzi z tym zapominaniem. Czy to nie jest presja
        otoczenia? nie wspominać, żeby szybciej zapomnieć, nie rozdrapywać ran, nie
        myśleć. Zapomnieć, udawać, że nigdy nie było...I wkurza mnie to bardzo. Nie da
        się zapomnieć o tym, że się miało dziecko !! I niby dlaczego mmy o tym
        zapominać? Dlaczego odmawia się nam prawa do pamięci o naszych dzieciach?
        Nie mogę dalej pisać, bo mną trzęsie ze złości.

        Ago, chyba nadszedł czas na uporanie się z przeszłością. Dobrze, że to robisz. A
        jeśli będziesz potrzebowała pomocy, jeśli tylko będziemy w stanie, spróbujemy
        pomóc. a na pewno tutaj możesz napisać o wszystkim, co Cię dręczy. Razem może
        łatwiej będzie przez to przejść. Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam. Aga

        P.S. Imię Michałek "chodzi" za mną od 10 lat. Mam nadzieję, że przyjdzie do mnie
        cudowny mały Michałek.
    • agacz2905 Re: coś o agacz2905 31.07.04, 23:01
      Może to mądre, może nie.Nazwałam Go Michałkiem. Nie widziałam Go, nie
      dotknęłam. Tęsknię - wśród codziennych obowiązków, aż do bólu tęsknię. Ale nic
      już nie można zrobić i nie ma nadziei. Zabiłam go. Bo myślałam o jego tatusiu,
      zamiast myśleć o Nim.

      mama Szymka(16.01.2001) i Agatki(01.08.2003)
      • siago1 Re: coś o agacz2905 31.07.04, 23:48
        Aga
        gdybyś była osobą bez serca,
        to nie czułabyś teraz tego, co czujesz
        Ty Michałka kochasz
        tylko trochę za późno to zrozumiałaś
        i tego nie możesz sobie wybaczyć

        popełniamy błędy
        każdy popełnia
        Skutki są różne
        jedne odwracalne, inne nieodwracalne...

        Nie możesz wymierzać sobie nieustannie kary
        za to co się stało wtedy
        To Panu Bogu się nie podoba
        On Ci przebaczył, bo Ty żałujesz szczerze
        Zatem i Ty powinnaś sobie przebaczyć,
        ze względu na Jego przebaczenie Tobie
        Nie możemy stawiać się wyżej od Niego
        On wie, że na przebaczenie zasługujemy

        Twój Michałek jest szczęsliwy
        Pamiętaj o tym

        Poproś go o pomoc w odnalezieniu pokoju serca

        Życzę Ci wszystkiego najlepszego
        i dobrej nocy

        gosia
        • smutna-mama Re: coś o agacz2905 01.08.04, 09:40
          Michałek - śliczne imie wybrałaś dla synka...
          Pozdrawiam serdecznie;)
          • zorka7 Re: coś o agacz2905 01.08.04, 11:40
            Cieszę się na to imię...
    • agacz2905 Re: czy mogę... 01.08.04, 23:04
      Czy mogę prosić mojego małego Michałka o opiekę nad moimi dzeciaczkami? To
      przecież "tylko" Jego przyrodnie rodzeństwo. Czy jest sens, żeby moje dzieci
      kiedyś dowiedziały się, że On istniał naprawdę? Czy On widział Agatkę dzisiaj,
      całą umazaną tortem, a potem - bananem? I czy widział mój smutek, gdy
      uśmiechałam się dziś do dzieci.....
      A.
      • siago1 Re: czy mogę... 03.08.04, 13:49
        Michałek jest ich starszym braciszkiem.
        Nawet nie musisz go o to prosić

        Sama kiedyś zdecydujesz czy dzieciom o nim powiedzieć.
        A Może kiedyś same zapytają, dlaczego są tylko we dwoje, wtedy możesz im
        powiedzieć, że mają jeszcze brata w niebie.

        Aga
        pamiętaj o przeszłości,
        ale żyj dniem dzisiejszym i przyszłością
        Nie smuć się
        To przeszłości nie zmieni,
        ale może utrudnić teraźniejszość.

        Kochaj wszystkie swoje dzieci
        i bądź uśmiechnięta
        Tego Ci życzę

        gosia
    • monkastonka Re: coś o agacz2905 03.08.04, 14:18
      Aga mimo że nie jestem w takiej sytacji potrafię sobie wyobrazić jak ci ciężko
      z tą całą sytuacją z jednej strony masz cudowne roześmiane dzieciaczki kochasz
      je a z drugiej strony czujesz wyrwę w sercu i tęsknotę za Michałkiem co pwoduje
      że tak naprawdę do końca nie możesz być szczęśliwa. Myślę że napewno
      rehabilitacja twojej duszy potrwa lata i nauczysz się żyć z tym wszystkim choć
      są to rany które się czasem nawet nie goją.
      Może jeszcze poczekaj żeby powiedzieć o braciszku dzieciom aż sama się uporasz
      ze swoją boleścią nad stratą choć może to przyniosło by ulgę sama nie wiem co
      bym zrobiła wiesz naprawdę i tak jesteś dzielna.
      Często myślę o tobie i o twoich dzieciaczkach
      Trzymaj się cieplutko
      Monika mamusia Maciusia
    • aniao3 Re: coś o agacz2905 03.08.04, 21:11
      Agacz - dobrze ze napisalas.
      Zorka ma racje - popatrz na siebie z tamtych lat jak na dziecko - ktore tez
      potrzebuje milosci. Przytul siebie - taka zagubiona, samotna, rozpaczliwie
      poszukujaca ciepla. Badz dobra dla siebie. Michas cie kocha taa jaka jestes, bo
      jestes i zawsze juz bedziesz jego Mama.
      A tutaj na ziemi masz dwa maluszki i cudwnego meza dla ktorych musisz zyc i byc
      madra i dobra kobietka. I ty jestes taka, musisz sie tylko z soba pogodzic.
      Jest taka piekna ksiaza "Biegnaca z wilkami" o poszukiwaniu wlasnej tozasmosci
      i odkrywaniu wlasnych sil zyciowych. Jesli ci sie uda - przeczytaj ja.
      Przed toba cale zycie. Wszyscy popelniamy w zyciu jakeis bledy, ale na tym
      polega cud zycia - ze sie podnosimy i idizemy dalej.
      I potrafimy byc szczesliwe.
      Duzo spokoju w serduszku ci zycze.
      Trzymaj sie i pisz kochana, to pomaga
      anka
    • agacz2905 Re: coś o agacz2905 19.08.04, 22:53
      Dziś spotkałam się z moim byłym chłopakiem i ojcem mojego nigdy nienarodzonego
      Michałka. Byłam ciekawa jak to jest spotkać kogoś, kto kiedyś był bliski....
      Jego zapach działał na mnie tak samo jak 6 lat temu i wszystko mi się
      przypomniało. Ale zobaczyłam, że On się boi i nie wiem czemu zrobiło mi się Go
      żal. Jego żona nie ma o niczym pojęcia, bo jej nie powiedział - może to Mu
      ciąży? Bo nie mnie przecież oceniać, czy on ją oszukuje czy nie... Chciało mi
      się krzyczeć, płakać, przytulić sie do niego. Ale zobaczyłam, jak bardzo mam
      wymieszane emocje...tęsknota do Michałka=tęsknocie do jego taty? Siedziałam,
      uśmiechałam się i nawet chyba na głos stwierdziłam, że nic do Niego nie czuję i
      miło sie było o tym przekonać. Ale to nie tak. Czuję dużo, tylko nie wiem do
      kogo i po co. Do zmarłego Synka. Tak. Do jego taty, który jest cudzym, nie
      moim - mężem. Nie wiem.
      Agnieszka
      • agacz2905 Re: coś o agacz2905 22.08.04, 19:09
        Jest mi bardzo źle. Może to przez deszcz. A może przez to, że się rozklejam i
        nie myślę o tym, co mam tutaj, tylko o tym, co mogłam mieć, gdybym dawno temu
        umiała/mogła odrzucić wszelkie myśli o facecie, który nie chciał mnie i
        Michałka. Odrzucić to w diabły, nie wariować i żyć - dla Michałka i dla siebie.
        Dziś by żył. Tylko i wyłącznie mój silny stres go zabił. Wiem to na pewno. I
        przepraszam, jeśli za bardzo smęcę. Kocham Cię, Synku. I wybacz, proszę, że
        ciągle myślę też o Twoim tacie, który na to (i na Ciebie) nie zasłużył.
        Agacz
        • agablues Re: coś o agacz2905 22.08.04, 21:47
          Agusia, przytulam mocno.
          na to wszystko trzeba trochę czasu, żeby poukładać, przemyśleć, przeżyć.
          Wszystko przyjdzie w swoim czasie, zobaczysz. Sciskam Aga
          • zorka7 Re: coś o agacz2905 23.08.04, 10:04
            Co czujesz do tego faceta?... Hej, to przecież nie jest chyba Miłość. Może
            raczej mieszanka wspomnień i uragnien, rzeczywistosci i tego "co mogło się
            zdarzyć"...
            Znam dobrze to uczucie - zapach pierwszej miłości i emocje z tym związane. I
            wiesz co? Nic. Bo to nie ma wielkiego znaczenia. Jest tu i teraz, a ty nie
            jestes juz podlotkiem. Masz dzieci i męża - a wiec pole do popisu.

            Zadanie domowe ;)))
            (jesli pozwolisz zorce na takie prawie-wygłupy): wymysl i zrealizuj cos
            fajnego, szalonego, przełamującego rytynę dnia codziennego, dla swojego faceta,
            ojca dwojki twoich dzieci. I to szybko. :)
            • agacz2905 Re: coś o agacz2905 26.08.04, 14:45
              Oczywiście Zorko, że to NIE JEST miłość, w każdym razie nie po tym co
              przeszłam właściwie SAMA i w jaki sposób zostałam przez niego potraktowana. Nie
              jestem już podlotkiem:)) masz rację...wtedy też nie byłam. Szczerze - na razie
              nic szalonego nie przychodzi mi do głowy, choć mąż zawsze powtarzał, że ja to
              szalona jestem. Ale jak wymyślę coś super - dam znać. Udane małżeństwo, udane
              piękne dzieci, fajne mieszkanie, praca, szalony i udany seks - a jednak
              widzisz, serce czasem krwawi. Pozdrawiam serdecznie. Agablues - dzięki za słowa
              otuchy. Jak najmniej "takich" dni wam życzę, Dziewczyny.
              Agnieszka
    • agacz2905 Re: coś o agacz2905 03.09.04, 22:33
      Jestem na siebie wściekła. Dwa dni temu wysłałam "tatusiowi" Michałka link do
      światełka. Tylko PO CO?? Przecież jego to wszystko g....obchodzi, on jest
      tylko skoncentrowany na tym, żeby "żyć normalnie". On jeszcze nie zrozumiał, że
      M. to jego dziecko. Niechciane, ale dziecko. Zła jestem, że kiedy myślę o
      Michałku, nie mogę tego myślenia oderwać od tego egoistycznego dupka bez uczuć.
      No i ...czego ja WłAŚCIWIE OD NIEGO CHCĘ?? Chyba czegoś, czego nigdy nie
      doświadczyłam od niego - zrozumienia i pochylenia się nad jego niechcianym ,
      ale jednak - DZIECKIEM.
      smutna Agnieszka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka