Dodaj do ulubionych

Do maga202 !!!!

05.01.05, 10:43
Witaj,
Nie mogę wchodzić Ci na priva bo na ogół piszę z pracy i tu mam zablokowany
dostęp więc po pierwsze sorki że tak się grzebałam z odpowiedzią po drugie
odpowiadam.
Po mniej więcej pół roku od śmierci synka zaczęliśmy się starać o kolejne
dziecko. Musiałam chwilę odczekać bo miałam cesarkę i w ogóle chciałam dojść
do siebie, odżywić się trochę bo karmiłam piersią i byłam wychudła,
dowitaminizować. Generalnie takie pół roczne senatorium. Kwas foliowy, testy
na rózyczkę i badanie kota w kierunku toksoplazmozy też były. W końcu
stwierdziliśmy że już. I nic!!!!Minął miesiąc, drugi, trzeci, szósty
i ...dalej nic!!!!To był koniec 2002 (synek zmarł 11 wrześia 2001- jaka
data!!!). Trochę się zaniepokoiłam że może źle trafiamy chociaż nawet
temperaturę mierzyłam wytrwale co rano i niby wszystko powinno być ok.
Poszłam do znajomej ginki co mi prowadziła poprzednią ciążę. Ona mnie zbadała
i skierowała do poradni wspomaganego rozrodu. I zaczęła się karuzela. Leki
hormonalne, codzienne monitorowanie cyklu, zastrzyki itd.I tak przez kolejne
pół roku i znowu nic.Chodziłam do przychodni tego całego rozrodu przy
szpitalu i jeszcze do prywatnej kliniki NOVUM chyba najbardziej znanej w
Polsce. I tu i tu lekarze nie wiedzieli co jest grane-wszystko było ze mną ok-
super owulacje, poziom hormonów jak malowany, plemniki męża jak pershingi i
nic!!!Połozyli mnie do szpitala zrobili hsg-okropne badanie bolesne jak
rwanie zęba na żywca-i znowu wyszło wszystko w porządku.
Nie było do czego się przyczepić.
No poza tym ,że dziecko mi umarło i to może stres mnie zablokował.
Pojechaliśmy na wakacje się "wyluzować" też nie pomogło.
Gdzieś w marcu w 2003 wkurzyłam się maksymalnie. Z mężem się ciągle
kłóciłam, ten seks taki na gwizdek co do minuty to ciągle powodowało
konflikty i rozpad całej tej więzi między nami. Był tylko jeden cel-szybko
dziecko. Do tego jeszcze badania w poradni genetycznej bo synek miał wrodzoną
wadę, która ma szanse się powtórzyć i same jakieś takie problemy.
No i jak się wkurzyłam to poszłam do gina i poprosiłam o receptę na Logest.
Trochę się zdziwił bo najpierw takie parcie na dziecko, ale stwierdziłam, że
nie chcę się już tak szarpać, wystarczy mi tych przyjemności.
No i na tym Logeście tak ciągnę.
Jak jestem u lekarza to słyszę zawsze to samo że stres, że strach przed
następną ciążą, że to mnie tak blokuje.
Hmmm i co tu robić, nigdy nie będę odblokowana bo starciłam dziecko i nigdy
tego nie zapomnę. Zawsze się będę panicznie bała być w ciąży i nie wiem czy
aż tak bardzo chcę sobie fundować kolejne stresy.
Czasami mam taką ochotę jechać do Londynu i poddać się podwiązaniu jajowodów,
chociaż miałabym jasną sprawę i problem z głowy....
A tak to nie wiem czy ja mogę mieć te dzieci czy nie...
Mówię Ci tylko te koty mnie ratują!!!
Napisz mi jak to tam u Ciebie dokładnie było...
Pozdrawiam
Dorota
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka