Dodaj do ulubionych

Minął rok. Coś optymistycznego - długie

19.09.05, 12:52
17.09. minął rok jak Weronisia Gabrysia jest z nami. Naszły mnie dzisiaj
wspomnienia i refleksje i chcę się nimi z Wami podzielić bo jest to
optymistyczna historia.
Początek był trudny. Weronika troszkę za bardzo się śpieszyła na ten świat i
zjawiła się na nim w 35 tyg.
Ujrzałam mały na czarno kudłaty łepek i chudziutkie, sine ciałko, nie płakała
i nie ruszała się, ale oddychała. Okazało się, że łożysko było już prawie
całkowicie odklejone, trzymało się samym brzegiem. Weroniśka zdążyła niemal w
ostatniej chwili...
Pierwsza informacja od pediatry po 15 minutach: osłabione napięcie mięśniowe,
bardzo wysiłkowy oddech (zaciąganie mostka), dziecko było podduszone.
Te pierwsze godziny to była noc, najpiękniejsza i najgorsza w moim życiu.
Mała była w otwartym inkubatorze jedną salę dalej, słyszałam jej płacz,
wiedziałam, że pielęgniarki pobudzają ją do niego by "rozruszać jej płucka",
przerażały mnie włączające się co jakiś czas alarmy i szybkie kroki na
korytarzu. Pierwszy miesiąc spędziła w szpitalach, pierwszy miesiąc to był
strach co przyniosą kolejne badania i konsultacje, narastający strach co
przyniesie przyszłość, jaka będzie przyszłość Weroniki. Były takie chwile gdy
strach mnie niemal paraliżował, dusił, był wszechobecny. Miała krwawienie
dokomorowe I st., wada serca - przetrwały PDA, była po zapaleniu płuc i
oskrzeli (gronkowiec złocisty), jest też nieprawidłowość w przegrodzie
przezroczystej mózgu (to może najbardziej zaważyć na jej przyszłym życiu).
Nasza pediatra próbowała delikatnie przygotować mnie na to, że mała może nie
rozwijać się tak jak inne dzieci, że może potrzebować więcej czasu, lub
zatrzymać się w rozwoju psycho-ruchowym całkowicie. Weroniśka ma słaby apetyt
i słabo przybiera na wadze, walczymy niemal o każdy gram. Dziwnie furczy jej
w gardle, to tylko wiotkość tchawicy. Pojawiają się strasznie silne ataki
kolki. Pod koniec listopada lądujemy z kolejnym zapaleniem płuc w szpitalu.
Po tygodniu leczenia brak efektów. Konsultacja z kardiologiem i włączenie
leku na obniżenie ciśnienia płucnego, oraz informacja, że zaczyna się u małej
niewydolność i musimy się liczyć z koniecznością zabiegu
kardiochirurgicznego. Po trzech tygodniach wracamy do domu z wyleczonym
zapaleniem płuc lecz morfologią gorszą niż na początku leczenia. Nasza
pediatra poleca nam skonsultowanie się z bardziej doświadczonym lekarzem.
Pojawiają się w tym samym czasie dziwne ataki - podejrzenie padaczki, do tego
kolka przybiera na sile oraz mała przestaje całkowicie reagować na dźwięki.
Trafiamy na świetnego fachowca, po wykonaniu seri badań okazuje się, że
problem z leukocytami (bardzo wysokie) i kolkę oraz te dziwne ataki powoduje
alergia, z powodu której jest stan zapalny jelit, natomiast niereagowanie na
dźwięki to reakcja na silne antybiotyki.
24 grudnia pierwszy uśmiech mojego okruszka w pełni świadomy i skierowany do
mnie budzi we mnie tak silne emocje, że przez cały dzień na przemian płaczę i
się śmieję.
Weronika ma prawie 4 miesiące i nie podnosi główki, trafiamy do
rehabilitanta. Ten nie stwierdza nic niepokojącego i ze względu na jej
wcześniactwo i wadę serduszka każe cierpliwie jeszcze troszkę poczekać.
Neurolog włącza nam lek neurologiczny, by troszkę jej pomóc w zdobywaniu
nowych umiejętności. Weronisia ma 5 miesięcy - jedziemy do Centrum Zdrowia
Dziecka na konsultację kardiologiczną, okazuje się, że jednak serduszko samo
zaczyna się naprawiać, jest szansa na uniknięcie zabiegu. W tym samym czasie
zaczęła ładnie dźwigać główkę. Miesiąc później nauczyła się obracać na
brzuszek, gaworzy i śmieje się w głos - te tak proste i oczywiste
umiejetnosci dają nam tyle radości i nadzieji, że.... Nie było takich emocji
gdy dwójka starszych nabierała w niemowlęctwie tych samych umiejętności.
Wtedy było to dla mnie czymś zupełnie normalnym, przecież każdy kiedyś zaczął
się śmiać, obracać. Teraz jest to niemal cud. W kwietni jesteśmy na kolejnej
wizycie w CDZ i na badaniu izotopami okazuje się, że wady serca już nie ma,
albo bardzo malutka. Do domu wracamy jak na skrzydłach, przez całe 200km
śmiejąc się jak wariaci. Odwiedzamy regularnie rehabilitanta, ale nie ma
potrzeby by ćwiczyć ponieważ mała powoli sama wyrównuje do rówieśników. Pod
koniec kwietnia USG główki wykazuje brak śladów po krwawieniu dokomorowym,
jednak nieprawidłowość przegrody przezroczystej jest nadal.
Na początku sierpnia jedziemy do babci na tydzień i u babci Kruszka-
Weronuszka zaczyna sama siadać i raczkować. Śmiejemy się, że dlatego tyle
zwlekała bo wcześniej u babci nie była, a początki raczkowania i siadania u
babci to już tradycja (Oskar też u babci na wakacjach zaczął). Z niemrawej
istotki jaką była zamienia nam się w istnego skrętka, którego wszędzie pełno.
Przedwczoraj był tort i świeczka i koniecznie kokarda we włosach i oglądanie
zdjęć, tych pierwszych gdy nie było nawet pewne co przyniesie nam jutro i czy
będzie jakieś jutro, a dzisiaj Weronika postanowiła matce pokazać, że rok to
zobowiązująca data i sobie sama stanęła przy fotelu - a ja znów się śmiałam i
płakałam na przemian. A strach jeszcze jest, mniejszy przydeptany
tym "stanięciem" i jej cudnym uśmiechem, ale wciąż popiskuje: czy zacznie
chodzić, mówić, jak będzie sobie radziła z rozwiązywaniem problemów, jak
będzie z przyswajaniem wiedzy??? Jest jeszcze wiele pytań jak i czy, ale jest
we mnie coraz więcej nadzieji i wiary, że jednak....
I tą właśnie nadzieją i wiarą chcę się z Wami podzielić bo wiem, że wiele z
Was ciągnie resztkami sił, lub już nie ma sił. Dziękuję, że jesteście, to był
dla mnie długi rok, ale dzięki temu, że mogłam tu zajrzeć i że pomimo tak
powaznych problemów jest w Was tyle serdeczności i życzliwości było mi
łatwiej. DZIĘKUJĘ:)))
Obserwuj wątek
    • asia.miniaczek Re: Minął rok. Coś optymistycznego - długie 19.09.05, 19:44
      Cudowny post!!!
      Życze Wam , a przede wszystkim Weronisi samych cudownych dni!
      Duzo siły i jeszcze więcej wiary w lepsze jutro.
    • agablues Re: Minął rok. Coś optymistycznego - długie 19.09.05, 21:07
      Gandziu, ucałuj Weronisię od forumowej ciotki, w oba policzki. Wierzę, ze
      będzie coraz lepiej i Weronika nadrobi wszystkie zaległości. Moja starsza córka
      urodziła się w 34 tygodniu ciąży, też ciagle musiała gonić rówieśników, a
      pierwsze samodzielne kroki postawiła dopiero jak miała rok i 4 miesiące! Raz
      nawet jedna pani dr napisała nam, ze jest opóźniona psychoruchowo! A teraz z
      niej panna, pyskata, wyrośnięta, no i znakomicie sobie radzi w szkole. Nikt by
      nie pomyślał, ze takie to małe chuchro było :)
      ściskam gorąco, aga
    • ania.silenter Gandziu:) 19.09.05, 23:10
      Ja doskonale Cię rozumiem - moja Ola urodziła się w 31 tc (z hipotrofią z 28
      tc, obustronnym zapaleniem płuc, retinopatią wcześniaczą III st, zamartwiczym
      zapaleniem jelit, wagą 1120g i małą szansą na przeżycie). W szpitalach była
      łącznie 48 dni. Obecnie ma prawie 20 miesięcy i jest zdrowym, straszliwie
      psocącym łobuziakiem.
      Chciałam Ci napisać, że cieszę się z postępów Weronisi:)))).
      Może zajrzyj do nas:

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15302
      pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka