monia145
02.02.06, 21:35
Pracuję w dziecięcym szpitalu w Warszawie. Codziennie widzę chore dzieci,
także te nieuleczalnie, ich rodziców, zwłaszcza mamy. Są wspaniałe i godne
uznania. Chcę opowiedzieć Wam o jednej z nich , kobiecie wyjątkowej. Ma na
imię Halina i pewnie byłaby zawstydzona, że o niej piszę, ale nie chcę, aby
pozostała anonimowa, zwłaszcza, że jej dziecko każdego dnia słabnie i nikt
nie wie ile czasu mu jeszcze pozostało. To prosta kobieta, chyba po szkloe
zawodowej,ze wsi, ale mądrości życiowej wiele bardziej wykształconych osób
mogłoby się od niej nauczyć. Jest wspaniałą mamą, która stara się, aby jej
dziecko, pomimo bólu zaznało szczęścia właściwego dla 5- letniego dziecka.
Razem się bawią, układają puzzle, graj, czyta mu książki do późna w nocy
kiedy mały nie może spać. Czasami myślę, że oboje są tak ze sobą związani, że
to ona czerpie siły od Mateusza, i boję się, czy jego odejście, nie będzie
dla niej odcięciem od źródła życia? Jestem pedagogiem ale to ja wiele się o
taj kobiety uczę i ciągle zastanawiam się, jaką ja byłabym mamą chorego
dziecka? Przytulam wtedy mojego 6-letniego synka i cieszę się każdą chwilą z
nim spędzoną.
Pozdrawiam Cię Halinko, ale wiem, że chyba nigdy tego nie przeczytasz, bo nie
masz w domu komputera, a do miasta jest tak daleko.