yellow_tiger
03.06.05, 17:45
Aloha,
Sluchajcie, nie macie takiego dziwnego wrazenia, ze cale to pisanie doktoratu
(chodzi mi o pisanie DZIELA a nie o "badania") to jedno wielkie marnotrastwo
czasu, sil i srodkow? Zalozmy, ze po 2-3 miesiacach b.ciezkiej pracy nad
DZIELEM ktore ma w zamiarze AUTORA przyniesc co najmniej NOBLA, ow AUTOR
splodzil DZIELO zawierajace say 150-200 stron. I co sie dzieje, DZIELO czyta
moze z 5 gosci, kopia laduje w archiwum i to by bylo na tyle...jedyny slad, ze
cos sie wyprodukowalo to snice pod oczami i lekko dygocace rece od nadmiaru
kawy. Chodzi mi o to, ze cale to pisanie tego bestseleru to jakis nonsens, bo
coby sie obronic to trzeba cos opublikowac (lepiej wiecej niz 1 raz), wiec jak
sie juz raz cos napisalo co przeszlo weryfikacje, to po jakiego grzyba pisac
to samo jeszcze raz tylko inaczej (czytaj dluzej)? Nie lepiej by bylo spiac te
swoje wypociny za pomoca spinacza biurowego dodac jakis tam wstep o czym to
jest i juz??? Tak zdaje sie wygladaja obecnie habilitacje na UJ, wiec jak
habilitacja to dlaczego nie dokorat??? Tak samo sprawa wyglada w Szwecji.
Wiec co o WY AUTORZY o tym myslicie??? Bo mnie cholera strzela od dwoch dni
jak proboje w tworczy sposob rozwinac 6 stron na 25....
Sorry za te wypociny alem sie lekko sflustrowal...
yellow