pseudodoktorant.pl
11.01.06, 20:07
Tak sobie myślę, że przecież każde z was powinno być bardzo dobre, a nawet
wybitne w jakiejś dziedzinie, skoro załapaliście się na studia
doktoranckie/staż asystencki na renomowanej uczelni. A jeżeli rzeczywiście
jesteście dobrymi fachowcami, to nie powinniście mieć problemu z łapaniem
lukratywnych fuch, takich, gdzie dostaje się po parę tysięcy od zlecenia. Nie
szkoda wam waszych talentów i nabytej wiedzy, nie uważacie, że się marnują,
jeśli ich w pełni nie wykorzystujecie w pracy zarobkowej (to do tych, których
jedyne/główne źródło dochodów stanowi stypendium/pensja uczelniana, a wiem,
że takich osób tu nie brakuje, że już nie wspomnę o doktorantkach będących na
utrzymaniu męża...)?
Dla mnie sytuacja, gdzie byle Mietek po zawodówce zarabia krocie na jakimś
handelku/knajpeczce, a pan(i) doktorant z wysokimi kwalifikacjami nie może
przekroczyć magicznego pułapu 1500 zł, zakrawa na paradoks. A jakie jest
wasze zdanie na ten temat?