Dodaj do ulubionych

internetowa baza polskich artykułów

23.02.06, 08:02
Czy nie uważacie, że przydałoby się stworzyć bazę polskich artykułwó naukowych?

Mam na myśli bazę niepublikowanych artykułów, tzw. working papers. Istnieje
taka anglojęzyczna baza WebPec, prac ekonomicznych. Jednak nie ma nic
podobnego po Polsku.

Pomyślałem sobie że warto byłoby stworzyć taki serwis, w którym naukowcy,
zwłaszcza młodzi, zamieszczaliby swoje prace jeszcze przed publikacją lub
wygłoszeniem. Wtedy inni mogliby z tymi pracami się zapoznać i na forum
dołączonym do serwisu (tak jak z artykułami w GW) napisać swoje opinie. Po
publikacji ostatecznej wersji artykułu można by podawać informację o tym
gdzie został opublikowany. (przy okazji można też wkładać na taki serwis te
artykuły co do których wydawcy nie rezerwują sobie prawa do prezentowania w
internecie).

Plusy:
- nasze artykuły byłyby łatwiej dostępne
- moglibyśmy dowiedzieć się co inni o nich myślą
- dzięki krytyce moglibyśmy je poprawić
- moglibyśmy się lepiej poznać
- na tej bazie w przyszłości można byłoby stworzyć internetowe czasopismo.
- w jednej bazie można prezentować artykuły ze wszystkich dziedzin
- to nie powinno być zbyt drogie

Co jest potrzebne?
- wola używania tego serwisu
- napisanie serwisu (może można skorzystać z jakiegoś gotowca)
- odpowiedni serwer i domena - można skorzystać z jakiegoś akademickiego
- wolontariusze do administrowania i moderowania
Obserwuj wątek
    • node Re: internetowa baza polskich artykułów 23.02.06, 15:17
      Pierwsze dwie mysli, ktore mi sie nasunely:

      - nie lepiej publikowac w jak najlepszych miedzynarodowych
      czasopismach/konferencjach? Co z publikowania w Polsce?

      - Po jaka cholere publikowac po polsku?
      • gregor_1976 Re: internetowa baza polskich artykułów 23.02.06, 19:11
        node napisał:

        > - nie lepiej publikowac w jak najlepszych miedzynarodowych
        > czasopismach/konferencjach? Co z publikowania w Polsce?
        >
        > - Po jaka cholere publikowac po polsku?

        No wlasnie.
      • kmklim niektórzy muszą po polsku 23.02.06, 20:28
        Pomijając gadkę o trosce o kulturę i język ;-) to niektórzy zajmują się głównie
        polskimi realiami - zwłaszcza wszyscy z nauk społecznych. Ja akurat jest
        ekonomistą i naturalnym jest wśród nas że publikujemy głównie po polsku.

        Nie żebyśmy nie chcieli więcej publikować po angielsku, ale w naszej branży to
        dość droga impreza.

        Uczestniczymy też w krajowych (choć teoretycznie międzynarodowych) konferencjach.
        • node Re: niektórzy muszą po polsku 24.02.06, 00:55
          Oj, dobrze ze pominales troske o jezyk i kulture... bo mam nastroj zeby kogos
          wirtualnie rozerwac na strzepy... a to by dalo dobry pretekst ;o)

          Akurat nie widze powodu, zeby ekonomisci nie mogli publikowac po angielsku. To
          bardzo uniwersalna i praktyczna dziedzina. Przeciez to praktycznie nic nie
          kosztuje.

          Rozumiem ze podrozowanie na konferencje z wlasnej kieszeni moga byc zbyt
          kosztowne, ale przyjanmniej raz na rok wyjazd na porzadna konferencje gdzies w
          Europie to juz chyba wydzialy stac... a na pewno juz dla tych, ktorych
          publikacje przyjeto. Przyjac wariant oszczednosciowy to cala zabawa nie powinna
          kosztowac wiecej niz 500 Euro. Na cos takiego to juz powinno byc stac
          uczelnie... przynajmniej jako forme nagrody.
          • katriel Re: niektórzy muszą po polsku 24.02.06, 02:21
            Oj node, nie zaperzaj się.
            Ja się akurat z Tobą na ogół zgadzam, ale:

            1) Jeśli dobrze rozumiem ideę autora wątku, jego pomysł nie ma być substytutem
            publikacji, ale raczej kolejnym (zasadniczo nierecenzowanym) archiwum
            preprintów. Takie archiwa funkcjonują i mają się świetnie, sama używam (biernie
            i czynnie) www.arxiv.org/ i bardzo sobie chwalę. Spełniają one moim
            zdaniem kilka ważnych funkcji:
            - przyspieszają obieg informacji naukowej (nie czeka się na recenzję);
            - stanowią naturalne miejsce do upubliczniania rozmaitych przyczynków, które
            autor uważa za zbyt błahe, żeby zawracać sobie głowę spisywaniem ich w
            publikowalnej postaci.

            Oczywiście, przy takim podejściu sens późniejszej publikacji tej samej pracy w
            (dobrym) recenzowanym piśmie przesuwa się w stronę raczej potwierdzenia jakosci
            wyniku niż jego udostępnienia szerszej publiczności (zaś publikowanie
            czegokolwiek w pismach kiepskich traci wszelki sens). Ale czy to bardzo źle?

            2) Akurat ekonomiści faktycznie mogliby pisać po angielsku, ale specjalnie się
            im nie dziwię, jeśli pisują również po polsku, np. artykuły omawiające jakieś
            specyficzne zagadnienia polskiej gospodarki. Pewnie po polsku pisują też (z
            mniej lub bardziej uzasadnionych względów) różni inni humaniści. Jeśli ichnie
            serwery preprintów nie przyjmują prac w jezyku polskim, to jest rozsądne
            stworzenie kolejnego, który będzie takie prace przyjmował.

            Choć tak prawdę mówiąc, nie widzę żadnego powodu, dla którego nie miałyby
            przyjmować: taki arXiv.org przyjmuje bez mrugniecia okiem, a fakt, że artykuł po
            polsku jest tam bodajże jeden (i to w dodatku popularnonaukowy), wynika
            wyłącznie z tego, ze żadnemu innemu matematykowi, fizykowi czy informatykowi
            całkiem zwyczajnie nie przyszło do głowy, żeby pisać po polsku.

            • kmklim humaniści i ściśli 24.02.06, 08:53
              Widać tutaj wyraźną przepaść między naukami społecznymi/humanistycznymi a
              ścisłymi. Nasze światy są chyba jednak trochę różne, co zresztą widać także w
              innych dyskusjach.

              Oczywiście, że wszyscy chętnie by publikowali po angielsku. Sam staram się tak
              robić.

              Jednak po pierwsze kosztuje to zazwyczaj powyżej 100 euro (za recenzję do
              czasopisma). Mój dziekan niezbyt chętnie cokolwiek finansuje, a kierwonik
              katedry właśnie zapowiedział cięcia w wydatkach na doktorantów.

              Na konferencje zagraniczne jeżdżą w zasadzie tylko profesorzy.

              Poza tym, jak katriel napisała, naturalnym jest pisanie po polsku na tematy
              dotyczące tylko naszego kraju. Wśród naukowców społecznych istnieje przekonanie,
              że przede wszystkim powinniśmy interesować się zjawiskami zachodzącymi w naszym
              kraju.

              Taki serwis pozowliłby na szybszy przepływ informacji, uzyskanie opinii innych
              naukowców i przygotowanie lepszej, poprawionej wersji artykułu do publikacji.
              Publikacja cały czas ma znaczenie, bo za nią bierzemy pełną odpowiedzialność.
              Natomiast taki "working paper" służy do dyskusji i za niego odpowiedzialności
              pełnej nie ponosimy. Np. nie powinno się takich wp cytować.
              • gregor_1976 Re: humaniści i ściśli 24.02.06, 09:31
                kmklim napisał:

                > dotyczące tylko naszego kraju. Wśród naukowców społecznych istnieje
                przekonanie
                > ,
                > że przede wszystkim powinniśmy interesować się zjawiskami zachodzącymi w
                naszym
                > kraju.

                Nieciekawe przekonanie, zalatujące ciasnymi horyzontami.
                • aiczka Re: humaniści i ściśli 27.02.06, 10:48
                  > > że przede wszystkim powinniśmy interesować się zjawiskami zachodzącymi w
                  > naszym
                  > > kraju.
                  >
                  > Nieciekawe przekonanie, zalatujące ciasnymi horyzontami.

                  Moim zdaniem praktyczne. Chyba łatwiej jest prowadzić badania w miejscu pracy,
                  niż jeździć badać nastroje społeczne w Burkina Faso albo Vancouver. Zresztą tam
                  pewnie mają własnych naukowców.
                  • node Re: humaniści i ściśli 27.02.06, 13:34
                    > Moim zdaniem praktyczne. Chyba łatwiej jest prowadzić badania w miejscu pracy,
                    > niż jeździć badać nastroje społeczne w Burkina Faso albo Vancouver. Zresztą
                    > tam pewnie mają własnych naukowców.

                    Mozna robic badania lokalnie, ale publikowac na forum swiatowym. Przeciez np.
                    historia Polski jest czescia historii Europy, a za granica jest wiele ludzi,
                    ktorzy nie znaja polskiego a sa zainetersowani przemianami w Polsce po 89 roku.

                    W naukach spolecznych zjawiska moga byc lokalne, ale mechanizmy sa
                    uniwersalene. No chyba ze ktos sadzi, za Mickiewiczem ze Polacy to narod
                    wybrany ;o)
              • node Re: humaniści i ściśli 24.02.06, 11:19
                > Widać tutaj wyraźną przepaść między naukami społecznymi/humanistycznymi a
                > ścisłymi. Nasze światy są chyba jednak trochę różne, co zresztą widać także w
                > innych dyskusjach.

                Sa i nie sa. Sam mam publikacje w naukach scislych i spolecznych. Od AI do
                political science, wiec mam jakies pojecie.

                > Jednak po pierwsze kosztuje to zazwyczaj powyżej 100 euro (za recenzję do
                > czasopisma). Mój dziekan niezbyt chętnie cokolwiek finansuje, a kierwonik
                > katedry właśnie zapowiedział cięcia w wydatkach na doktorantów.

                Rozumiem, ze pieniedzy moze byc malo, ale to wlasnie dobre publikacje sa
                najwazniejszym wskaznikiem jakosci prowadzonych badan i to jest ostatnia rzecz,
                na ktorej powinno sie oszczedzac. Jak jest malo pieniedzy, ustanowilbym nagrody
                dla doktorantow np 1-2 rocznie
            • node Re: niektórzy muszą po polsku 24.02.06, 11:07
              Zaraz mam wyklad, potem napisze wiecej, ale:

              - caly sens publikowania sluzy wymianie mysli, wiec pisanie po polsku nie ma
              sensu z punktu widzenia praktycznego a nie ideologicznego. Po prosstu algielski
              jest jezykiem nauki, czy to sie komus podoba czy nie. Piszac po angielsku
              trafia sie na forum swiatowe. A po polsku to jest tylko sens pisac plagiaty, bo
              wtedy bezpieczniej ze nikt z zagranicy tego sie wylapie.

              - Jezeli cos jest przyczynkiem, to nadaje sie do publikacji. Do szybkiego
              obiegu informacji wlasnie sluza konferencje i warsztaty.

              - Nawet jezeli cos dotyczy Polski, to dlaczego nie pisac po angielsku? Myslicie
              ze nikt na swiecie nie interesuje sie gospodarka Europy Wschodniej? A jezeli
              tak ktos mysli to bardzo zle o nim swiadczy... zwlasszcza jak robi doktorat z
              tej dziedziny...

              Zeby bylo jasne nie bombarduje samego pomyslu portalu... moze faktycznie to sie
              przyda komus. Ale sam pomysl pisania po polsku w dziedzinach scislych, naukach
              politycznych, spolecznych czy ekonomii uznaje ze przejaw jakiejs patologii...
              • kmklim A jednak większość pisze po Polsku 24.02.06, 13:52
                Niestety muszę was zmartwić. W naukach ekonomicznych większość artykułów jest
                publikowana po polsku. Powiem więcej - nie znam osobiście żadnego Polaka, który
                publikowałby regularnie w anglojęzycznych pismach ekonomicznych.

                Nie dotyczy to zresztą tylko Polaków. Piśmiennictwo ekonomiczne zdominowane jest
                przez anglosasów i to głównie oni publikują. Teraz zaczęli się pojawiać Azjaci.
                Sporo też jest Niemców, ale ludzi z innych krajów za dużo nie uświadczysz. A już
                na pewno nie z naszych rejonów.

                Gros publikacji ukazuje się w krajowych czasopismach ze wspomnianej listy KBN.
                Inna sprawa że poziom większości tych publikacji jest żenujący - ciekaw jestem
                jak mogą recenzenci się pod nimi podpisywać.

                W mojej pracy naukowej bazuję na publikacjach zagranicznych i tylko szukam na
                siłę jakichś polskich bo wypada je cytować. Jednak często mi wstyd za ich poziom.

                Wydaje mi się że poziom polskich publikacji ekonomicznych mógłby się zwiększyć
                dzięki uruchomieniu takiego serwisu - więcej ludzi czytałoby artykuły i je
                komentowało.
                • node Re: A jednak większość pisze po Polsku 24.02.06, 14:23
                  kmklim,

                  To niech sobie wiekszosc tak robi. Ale nich ci najlepsi pisza po angielsku i
                  pchaja sie na najlepsze konferencje. Kiszenie sie we wlasnym sosie nie ma
                  sensu.

                  Podejrzewam ze poslkich publikacji nie ma na miedzynarodowych konferencjach nie
                  dlatego ze anglosasi sa wredni a dlatego ze poziomem nie siegaja 'anglosasom'.
                  Z tego co rozumiem to jest takze i twoje takie wrazenie.

                  Ja osobiscie sadze, ze najzdrowiej byloby zlikwidowac polskie konferencje i
                  czasopisma (przynajmniej te ktorych ponad 50% publikacji jest z Polski) i w
                  ten sposb zmusic polskich naukowcow do poubikowania za granica. Wtedy okazaloby
                  sie kto ile jest wart.
                  • kmklim zlikwidować polskie czasopisma i konferencje 24.02.06, 16:21
                    Tu w sumie przyznam ci rację. Zwłaszcza jeśli chodzi o konferencje. Czasopism to
                    bym jednak parę zostawił, zwłaszcza takich bardziej popularno naukowych.
              • katriel Re: niektórzy muszą po polsku 24.02.06, 14:16
                Ja tylko wyjaśnię:
                > Jezeli cos jest przyczynkiem, to nadaje sie do publikacji.
                Ja myślę, że wielu ludzi jednak ma taki próg błahości wyniku, poniżej którego
                nie publikuje (mimo że teoretycznie by mogło), bo to w jakimś sensie poniżej ich
                godności. Ja w każdym razie taki próg mam. Recenzuję czasem prace nadsyłane do
                jednego z czasopism naukowych wydawanych w Polsce (spoza listy filadelfijskiej,
                punktowane) i część z nich zawiera "odkrycia" które niby są nowe (na ile jestem
                w stanie to sprawdzić, nikt tego nigdy nie opublikował), ale gołym okiem widać,
                że dobry student by to zrobił na poczekaniu, jakby mu kazali. Mnie by nawet nie
                przyszło do głowy czegoś takiego wysyłać do czasopisma.

                > Do szybkiego obiegu informacji wlasnie sluza konferencje i warsztaty.
                OK, też, oczywiście. Ale ja tu naprawdę nie spekuluję, tylko stwierdzam fakt:
                serwery preprintów też taką rolę mogą spełniać i spełniają. Może niektóre tylko
                i tylko w niektórych dziedzinach, ale spełniają.
                • node Re: niektórzy muszą po polsku 24.02.06, 14:33
                  Ok, ale od tego sa recenzenci, edytor jezeli ktos nie ma wlasciwej
                  samokontroli. Mi tez sie zdarza zdecydowanie odrzucic publikacje ktore sa na
                  poziomie studenckim. I tak powinno byc.

                  Jezeli cos jest malego, to zawsze mozna pchnac na warsztat, tylko po to by
                  spotkac sie z ludzmi i popatrzec co inni robia.

                  Znam takich Polakow z zagranicy, ktorzy odrzucone kawalki wysylaja na
                  konferencje do Polski, po to by tam pojechac na wakacje. To miom zdaniem jest
                  kompletna granda!
        • flamengista powód jest chyba inny 25.02.06, 12:21
          Młody pracownik naukowy, by zrobić doktorat MUSI pisac przeglądówki po polsku,
          żeby jego promotor/szef/starsi koledzy wiedzieli, o co mu chodzi...

          Ponadto każdy odkryczy artykuł jest chętnie - niemal siłą wrzucany do czasopisma
          polskiego, w którym ma wtyki promotor czy szef. Z jednej strony - by w dobrej
          wierze pomóc młodemu pracownikowi i wprowadzić go w środowisko, z drugiej - by
          promować te czasopismo właśnie.

          Próba publikowania po angielsku i nie daj Boże w porządnym journalu jest uważana
          powszechnie za przerost ambicji, podobnie jak przedwczesna habilitacja. A
          przerost ambicji to największy grzech w polskim środowisku naukowym;)

          Wniosek jest jeden - jeśli masz porządny materiał na artykuł, nie pytaj się
          promotora o zdanie - czy dawać to po angielsku. Wtedy będzie już za późno.
          Usłyszysz, że jesteś jeszcze na to za młody, brakuje ci doświadczenia.
          • node Re: powód jest chyba inny 25.02.06, 12:42
            flamengista,

            To co piszesz przechodzi moje najbardzij mroczne wyobrazena o robieniu
            doktoratu w Polsce. Na milosc boska, w mojej grupie nawet studenci robiacy
            magisterke byli wypychani na promotora zeby probowac publikowac na najlepszych
            konferencjach. Jak maja dobry material, to niech publikuja.. czym wczesniej tym
            lepiej!

            Przerost ambicji
            • katriel Re: powód jest chyba inny 25.02.06, 14:28
              node,
              daję Ci słowo, że to, co opisuje flamengista (skąd się taki urwał?) nie odnosi
              się do całości nauki polskiej. U mnie było tak, jak Ty mówisz: każdego zachęcano
              do publikowania w możliwie najlepszym czasopiśmie. Ostatnią rzeczą, którą
              napisałam po polsku, była praca magisterska (a i tak zaraz potem przetłumaczyłam
              ją na angielski skracając przy okazji i opublikowałam w czasopismie z listy
              filadelfijskiej :)).
              Szczegóły są może trochę inne niż opisujesz, nie wiem czy to specyfika dziedziny
              czy środowiska (mniej istotne są konferencje jako takie, trochę bardziej -
              publikowanie nawet bardzo wstępnych wyników w internecie), ale generalnie nie
              kisimy sie w żadnym sosie, tylko normalnie uprawiamy matematykę na najlepszym
              światowym poziomie i raczej nikt nikogo nie oskarża o przerost ambicji.
              • node Re: powód jest chyba inny 26.02.06, 10:56
                katriel,

                Cieszy mnie to co piszesz, bo pare tygodni temu zastanawialem sie czy sytuacja
                w polsiej nauce dotyczy takze matematyki
                • suffo Re: powód jest chyba inny 26.02.06, 12:35
                  Wetnę się troszeczkę, choć ja z innych klimatów - pracuję na słabej uczelni
                  polskiej i jestem raczej naukawcem niż naukowcem, więc nie mam pojęcia o
                  prawdziwej, dobrej nauce ;-) Doktorat mam z teorii sterowania i to co znam
                  bliższe jest Katriel i Node niż Flamengiście. To co się ceni, to artykuły po
                  angielsku, publikacje z najwyższej półki, prace bardziej lub mniej odkrywcze,
                  ale poparte twierdzeniami matematycznymi (ostatnio pierwszy raz popełniłam cuś
                  przeglądowego i dziwnie się z tym czułam). Lista filadelfijska króluje, choć
                  słyszałam, że jeszcze niedawno wystarczyło opłacać odpowiednie składki, żeby
                  czasopismo na niej się znajdowało.
                  Ale ...
                  Nie jest łatwo zdobyć pieniądze na zagraniczne lub dobre międzynarodowe
                  konferencje w Polsce. Oczywiście jak się jest cenionym łatwiej je uzyskać (np.
                  od rektora), ale często wiąże się to z wieloma zabiegami i rozpraszaniem się.
                  Ma się też pieniądze, jeżeli pracuje się, tak jak podejrzewam Katriel, w
                  świetnej jednostce lub jest się wybitnym (choć tutaj dałabym znak zapytania). A
                  co z reszta? Co z ludzmi niegłupimi, którzy mają szansę zrobić mały kroczek i
                  ich prace mogą być ciekawe i przydatne? Należy ich wszystkich spisać na straty?
                  Poza tym ciekawa jestem, jak się mają nauki społeczne, czy humanistyczne na
                  zachodzie. Prawdą jest, że różnią się od ścisłych i wielu ścisłych nie uznaje
                  ich za nauki, ale czy tylko w Polsce występują te różnice? Czy te powstające
                  spory mają większy sens?
                • katriel Re: powód jest chyba inny 26.02.06, 21:59
                  > I jeszcze jeden komentarz... lista
                  > filadelfijska zawiera liste czasopism ktore sa cos warte, a niekoniecznie
                  > najlepsze.
                  Jasne :).
                  Ja się też na codzień nie podniecam listą filadelfijską, użyłam tego określenia
                  po prostu jako jakiegoś mało precyzyjnego, ale w miarę obiektywnego kryterium
                  jakości, które pozwala zasygnalizować, w jakich sferach się poruszamy, bez
                  wymieniania tytułu pisma, który i tak pewnie nic by większości forumowiczów nie
                  powiedział.
              • flamengista wypraszam sobie 26.02.06, 18:37
                taki poziom dyskusji jest niedopuszczalny. Żarty w stylu "skąd się ktoś urwał"
                są po prostu nie na miejscu - szczególnie na forum doktoranckim. Przykre
                dodatkowo jest to, że mężczyzna musi kobiecie zwracać uwagę na maniery...
                • katriel Re: wypraszam sobie 26.02.06, 22:08
                  Kochany Flamengisto!
                  Przepraszam. Nie miałam zamiaru wyśmiewać Twojej Szanownej Osoby, ale owo
                  zdumiewające środowisko, w jakim - z tego co piszesz - przyszło Ci obracać się i
                  uprawiać naukę. Jakoś mi się to w pospiechu źle sformułowało, niniejszym więc
                  prostuję:
                  chodziło mi o Flamengistę, który znikąd się nie urwał, ale zły los nauczył go
                  cynizmu i nieufności, i któremu szczerze współczuję.
                  • flamengista i tu masz rację 27.02.06, 09:02
                    niestety. Cynizm i nieufność nabyłem w pracy. Podchodziłem do tego zawodu z
                    wielkimi ideałami i ogromnym zapałem. Na starcie dostałem bardzo ważną lekcję,
                    na szczęście skończyło się bez konsekwencji. Nauczyło mnie to jednak jednego -
                    ciągłej podejżliwości i ostrożności.

                    Kolega, który pozostał przy ideałach ma właśnie postępowanie dyscyplinarne, a na
                    radzie wydziału zablokowano mu otwarcie przewodu.

                    Ale ten cynizm nie oznacza, że rezygnuję z ideałów naukowych - czyli aspirowania
                    do najlepszych (w tym - wysyłania swoich wypocin do porządncyh journali, gdzie
                    faktycznie zostaną one solidnie ocenione). Starałem się po prostu wytłumaczyć
                    pewien mechanizm działania naszego środowiska. To tłumaczy, dlaczego - jeśli
                    spojży się na dorobek przeciętnego młodego doktora ekonomii - nie ma tam
                    publikacji zagranicznych.
            • flamengista tak jest w ekonomii (polskiej oczywiście) 26.02.06, 18:41
              bo opisuje konkretnie moje doświadczenia i moich kolegów. Natomiast tak się
              akurat składa, że część moich znajomych robi doktoraty w innych dyscyplinach
              (biologia na PAN i matematyka na AGH). I tam pod tym względem jest normalniej -
              właściwie publikuje się tylko po angielsku.
          • aiczka Re: powód jest chyba inny 27.02.06, 12:07
            > Młody pracownik naukowy, by zrobić doktorat MUSI pisac przeglądówki po polsku,
            > żeby jego promotor/szef/starsi koledzy wiedzieli, o co mu chodzi...

            > Próba publikowania po angielsku i nie daj Boże w porządnym journalu jest uważana
            > powszechnie za przerost ambicji, podobnie jak przedwczesna habilitacja. A
            > przerost ambicji to największy grzech w polskim środowisku naukowym;)

            To jest, na szczęście, daleko idące uogólnienie, być może uzasadnione w
            przypadku dziedzin naukowych, z którymi nie mam styczności. Jeśli chodzi o
            fizykę, to nawet polskie (podstawowe) czasopismo wydawane jest po angielsku. Ale
            w moim zakładzie pisze się tylko do zagranicznych.
      • mirun2 Re: internetowa baza polskich artykułów 24.02.06, 14:58
        Zwłaszcza poloniści nie wiadomo po jaką cholerę piszą po polsku (tyczy się to
        zresztą jeszcze kilku innych dziedzin, a przykład historii).

        Bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała, i dzięcielina, która panieńskim
        rumieńcem pała zapewne lepiej zabrzmią po angielsku. I wszystkie
        literaturoznawcze czasopisma międzynarodowe będą szalenie zainteresowane tymi
        rozważaniami.



        • node Re: internetowa baza polskich artykułów 24.02.06, 15:03
          No tym razem musze ustapic... swaitowej nauce faktycznie nic po tworczosci
          polonistow, a zwlaszcza po badaniach nad pieknem polskiej mowy...
        • kmklim poloniści też mogą po angielsku 24.02.06, 16:24
          Ej no, node, trochę się za łatwo poddajesz.

          Poloniści też mogą po angielsku, gdyby tylko nie wszyscy zajmowali się
          Romantyzmem...

          Normalne filologie zajmują się także fonetyką, językoznawstwem, fonologią,
          różnymi historycznymi ujęciami. Zresztą jest np. slawistyka na University of
          Wisconsin, Madison i co, wszyscy tam po polsku publikują?
          • node Re: poloniści też mogą po angielsku 24.02.06, 19:43
            > Ej no, node, trochę się za łatwo poddajesz.

            To byl sarkazm.... pewnie ze moga po angielsku, a jak sie nie da to na pewno to
            cos nie jest nauka...
    • flamengista zapomniałeś o minusach;) 24.02.06, 12:04
      Minus - 99% szans na to, że ów niepublikowany artykuł zostanie przez kogoś
      zawłaszczony w formie plagiatu. Nie, an takie ryzyko nikt nie będzie chciał się
      narazić.

      Baza artykułów - owszem, koniecznie. Ale już opublikowanych - zacznijmy od list
      A i B. To skandal, ze przynajmniej abstraktó nie ma w internecie.

      A co do angielskiego - node ma rację. Cokolwiek odkrywczego - nie ma sensu pisać
      po polsku. Choćby w najsłabszym jorunalu, ale po angielsku...
      • kmklim Jakich minusach? 24.02.06, 13:47
        > 99% szans na to, że ów niepublikowany artykuł zostanie przez kogoś
        > zawłaszczony w formie plagiatu.

        Wręcz przeciwnie - znacznie łatwiej jest sprawdzić w necie, czy coś nie jest
        plagiatem niż na papierze. Bo ile osób przeczyta mój artykuł w Pracach Naukowych
        Uniwersytetu Łódzkiego? Albo jakichkolwiek innych?

        > Baza artykułów - owszem, koniecznie. Ale już opublikowanych - zacznijmy od list
        > A i B. To skandal, ze przynajmniej abstraktó nie ma w internecie.

        Niby jest baza danych MAK artykułów z czasopism Biblioteki Narodowej. Jednak
        wykonał ją jakiś totalny dyletant informatyczny.

        • flamengista nie zostałem dobrze zrozumiany 25.02.06, 12:15
          cóż, moja wina:)

          1. Publikowanie working papers jest ryzykowne, bo takie bazy z natury rzeczy są
          często zmieniane. Opublikowanie tam artykułu nie jest 100% pewnym dowodem na to,
          że autor pierwszy wpadł na taki pomysł. Takim dowodem jest publikacja w
          jakimkolwiek czasopiśmie, choćby nie recenzowanym. Przecież takie working papers
          bywają zmieniane przez samych autorów, a w niektórych przypadkach - gdy autorzy
          wreszcie decydują się na publikację w journalu - bywają z takiej bazy wycofywane
          (często wymaga tego wydawca journalu). Co gorsze, nie wszyscy chętnie odwołują
          się w tekście do takich tekstów - working paper jest traktowany podejżliwie...

          2. Nawet jeśli nie plagiatem, to grozi to przede wszystkim "przechwyceniem"
          przez innego autora pomysłu badawczego. Ktoś przeczyta working paper i uzna, że
          zrobi to lepiej. Nie cytując tej pracy zrobi badania i opublikuje je w trybie
          przyspieszonym (mając odpowiednie dojścia) w czasopiśmie listy A czy B. I
          udowodnij potem, że to Ty byłeś pierwszy, a profesor X ukradł Twój pomysł z
          working paper... Życzę powodzenia:)

          Nie, w polskiej rzeczywistości trzeba być bardzo ostrożnym. Wyniki prac w
          internecie - koniecznie. Ale tylko wtedy, gdy zostały już wydane w jakimś
          czasopiśmie. Working papers mają sens wtedy, gdy są po angielsku - wtedy o wiele
          mniejsza szansa, że polskie pasożyty naukowe wykorzystaja go w niecnych celach...

          A już zupełnym priorytetem powinna być publikacja wszystkich abstraktów
          czasopism listy A i B. Z mailami do autorów, wiadomo w jakim celu...
          • katriel Re: nie zostałem dobrze zrozumiany 25.02.06, 14:12
            Hehe, to ja się będę upierać przy swoim (piszę z pozycji matematyka, więc
            przpraszam, jeżeli coś nie pasuje do innych dziedzin).

            > 1. Publikowanie working papers jest ryzykowne, bo takie bazy z natury rzeczy
            > są często zmieniane.

            W przyzwoitej bazie (takiej jak np. arXiv.org :)) *wszelkie* zmiany są
            odnotowywane (z datą!), zaś poprzednie wersje pracy pozostają publicznie
            dostępne. To oznacza pełną i dostepną dla wszystkich dokumentację ewolucji
            Twojego pomysłu.

            > Opublikowanie tam artykułu nie jest 100% pewnym dowodem na to,
            > że autor pierwszy wpadł na taki pomysł.

            Oczywiście że nie jest: autor mógł popełnić świadomy plagiat bądź nieumyślnie
            powtórzyć czyjś pomysł. Ale jest dokumentem pozwalającym rozstrzygnąć ewentualny
            spór o pierwszeństwo.

            > Takim dowodem jest publikacja w jakimkolwiek czasopiśmie, choćby nie
            > recenzowanym.

            Publikacja w czesopiśmie nierecenzowanym nie jest gwarancją oryginalności w ani
            trochę większym stopniu niż publikacja w bazie preprintów. (Zresztą, jaka jest
            różnica między nierecenzowanym czasopismem elektronicznym a bazą przeprintów?)
            Publikacja w czasopiśmie recenzowanym ma tę przewagę, że teoretycznie
            przynajmniej jest jeszcze jedna osoba, która sprawdziła oryginalność pomysłu:
            recenzent. Ale oczywiście recenzent, podobnie jak autor, nie ma żadnych szans
            znać całości publikowanej literatury naukowej (nie mówiac już o
            niepublikowanej), więc prawdopodobieństwo wtórności pozostaje niezerowe.

            > Przecież takie working papers bywają zmieniane przez samych autorów, a w
            > niektórych przypadkach - gdy autorzy wreszcie decydują się na publikację
            > w journalu - bywają z takiej bazy wycofywane (często wymaga tego wydawca
            > journalu).

            W pismach, które mają takie wymagania, nie publikuję. Ich strata. :)

            > Co gorsze, nie wszyscy chętnie odwołują się w tekście do takich tekstów -
            > working paper jest traktowany podejrzliwie...

            Jak ja kogoś cytuję, to na ogół dlatego, że udowodnił twierdzenie, którego
            używam. Jeśli dowód jest poprawny, to nie ma najmniejszego znaczenia, czy został
            opublikowany w Annals of Mathematics, ogłoszony na stronie www autora, czy
            nagryzmolony na serwetce: cytowanie należy mu się jak psu.

            > 2. Nawet jeśli nie plagiatem, to grozi to przede wszystkim "przechwyceniem"
            > przez innego autora pomysłu badawczego. Ktoś przeczyta working paper i uzna,
            > że zrobi to lepiej. Nie cytując tej pracy zrobi badania

            Nie cytując, zachowałby się nieetycznie. To samo, ale z zacytowaniem
            oryginalnego autora pomysłu, formalnie jest zupełnie w porządku (choć może być
            trochę mało dżentelmeńskie wobec młodszego kolegi). Ładniejsze i bardziej
            naturalne byłoby napisanie do autora z propozycją współpracy.

            > i opublikuje je w trybie przyspieszonym (mając odpowiednie dojścia) w
            > czasopiśmie listy A czy B. I udowodnij potem, że to Ty byłeś pierwszy,
            > a profesor X ukradł Twój pomysł z working paper... Życzę powodzenia:)

            Proszę bardzo: dowodem będzie log mojego papieru w bazie (data publikacji, daty
            zmian, ewentualne poprzednie wersje). Papier był w bazie przed publikacją
            profesora = ja byłam pierwsza.





      • katriel Re: zapomniałeś o minusach;) 24.02.06, 14:34
        flamengista napisał:
        > Minus - 99% szans na to, że ów niepublikowany artykuł zostanie
        > przez kogoś zawłaszczony w formie plagiatu. Nie, na takie ryzyko
        > nikt nie będzie chciał się narazić.

        A skąd się w takim razie Twoim zdaniem biorą te wszystkie prace, które już są
        dostępne w już istniejących archiwach, choćby w tym nieszczęsnym arXiv.org ?
        Czyżby ich autorami były osoby o naiwności dziecka, którym niebezpieczeństwo
        plagiatu w głowie nie postało?

        A serio, to chyba akurat publiczne ogłoszenie artykułu pod własnym nazwiskiem w
        takiej bazie jest idealnym zabezpieczeniem przed plagiatem: masz miliony
        świadków, że byłeś pierwszy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka