Dodaj do ulubionych

I ♥ MaTeMaTyKa ♥•´`•.*•.¸`•.¸

30.12.08, 12:04
no, ministerstwo wymyslilo. ze mAtEmAtYkA bedzie ObOwIaZkOwA.
ino pod warunkiem, (uwaga)........ze kazdy ja zda. mozecie sie posmiac teraz,
ale taka jest prawda. nie wiem, obniza poziom podstawowy matury do 1% albo cos
w ten desen, ale fajnie brzmi "matura z matmy dla kazdego" :)

linka nie mam, uslyszalem na zebraniu, a zrodlem byla impreza dyrektorow szkol
ponadgimnazjalnych.
Obserwuj wątek
    • kamilica Re: I ♥ MaTeMaTyKa ♥•´`• 31.12.08, 13:25
      Można też zdawać w grupach, np. po 4 osoby. Ja na serio miałam jeden taki
      egzamin (rysowanie "drzewek" ze składni, makabra dla wielu osób). Jedna
      pomysłowa dziewczyna, wiedząc, iż większość z nas nie da temu rady poprosiła
      profesora o taką formę egzaminu. Nie było żadnego problemu. Ustaliliśmy więc kto
      z kim będzie, czyli do każdej grupy po przynajmniej jednym "mocnym" i egzamin z
      głowy.
    • flamengista tak 01.01.09, 18:03
      tego właśnie się spodziewałem.

      Niemniej i tak sam fakt, że matura z majcy będzie obowiązkowa - i że
      będzie więcej godzin tego przedmiotu - jest dobry.

      Jeśli ktoś nie przeczytał Szymborskiej albo Miłosza, może to jeszcze
      nadrobić jako dorosły.

      Jeśli ktoś nie opanuje matmy na przyzwoitym poziomie, zamyka sobie
      drogę do większości atrakcyjnych i potrzebnych gospodarce kierunków
      inżynierskich.

      Jeśli zaś nie opanuje matmy na poziomie choćby podstawowym, nie
      poradzi sobie w życiu...
      • drlaserovitz Re: tak 01.01.09, 18:19
        Gdyby inzynieria opierala sie na wyzsej matematyce, to nie porzebne
        bylyby np. loty testowe samolotow...
        Jako programista komputerow potrzebowalem w praktyce tylko logiki
        matematycznej, a jako ekonomista statystyki matematycznej - obie w
        raczej ograniczonym zakresie, wie o co ten caly rejwach? O prace dla
        matematykow?
        • flamengista Re: tak 01.01.09, 18:25
          > Jako programista komputerow potrzebowalem w praktyce tylko logiki
          > matematycznej, a jako ekonomista statystyki matematycznej - obie w
          > raczej ograniczonym zakresie, wie o co ten caly rejwach? O prace
          Jako ekonomista stwierdzam, że nie masz racji.

          Jako ekonomista powinienem znać rachunek różniczkowy, macierze,
          logikę, całki, zaawansowaną statystykę/ekonometrię.

          Bez przyzwoitej znajomości matematyki nie przeczytasz 90%
          najlepszych czasopism naukowych z ekonomii.

          BTW: o co w całej sprawie chodzi?

          Nie o głupie etaty dla matematyków, ale o odpowiednie wytrenowanie
          umysłów młodych ludzi. Tak, by na widok całki nie krzyczeli ze
          strachu, lub przynajmniej nie patrzyli na nią ze zdumieniem.

          W całej tej sprawie chodzi tylko o to, by matematyka nie była dla
          młodych ludzi barierą nie do przeskoczenia. W chwili obecnej dla 90%
          maturzystów tak właśnie jest, czego efekty obserwujemy przy
          wybieraniu kierunków studiów.

          dla
          > matematykow?
          • olcha11 Re: tak 01.01.09, 21:41
            Niewyspany, a czy to nie będzie tak jak np. przy TOEFLU? Że każdy
            jest oceniany na jakąś liczbę punktów (nawet 0), ale potem, żeby
            zdobyć wejście tu czy tam, musisz mieć jakieś minimum? Czyli raczej
            nie "zdanie egzaminu" w sensie zerojedynkowym, ale w sensie
            pokazania jak wysokie/niskie są kwalifikacje?
          • dworzec Re: tak 04.01.09, 11:45
            > Nie o głupie etaty dla matematyków, ale o odpowiednie wytrenowanie
            > umysłów młodych ludzi. Tak, by na widok całki nie krzyczeli ze
            > strachu, lub przynajmniej nie patrzyli na nią ze zdumieniem.
            >
            > W całej tej sprawie chodzi tylko o to, by matematyka nie była dla
            > młodych ludzi barierą nie do przeskoczenia. W chwili obecnej dla 90%
            > maturzystów tak właśnie jest, czego efekty obserwujemy przy
            > wybieraniu kierunków studiów.

            z calym szacunkiem, ale naprawde myslisz, ze uczynienie matematyki obowiazkowa na maturze sprawi, ze "matematyka przestanie byc bariera"? ja bym raczej zostawil mlodym ludziom wolny wybor, a jednoczesnie poprawil system nauczania tego przedmiotu (tragiczny obecnie i stad niechec do matematyki) i oczywiscie wynagrodzenia, polaczone z systemem motywacyjnym dla najlepszych nauczycieli mat.

            ale oczywiscie to niewykonalne bo nie przekonasz srodowiska, ze nauczyciele matematyki powinni zarabiac wiecej (zreszta srodowisku sie absolutnie nie dziwie)... a skoro niewykonalne to robia mat. obowiazkowa na maturze i sumienie czyste... wspolczuje juz uczniom z zainteresowaniami czysto humanistycznymi i cierpiacym na dyskalkulie...

            btw. jestem za nauczeniem wszystkich (takze tych z dyskalkulia) jak obliczyc procent i prawdopodobienstwo - musza to umiec to moze jak zostana dziennikarzami przestana mylic proc. z punktem proc. lub wierzyc w horoskopy... ale po co ludzi, ktorzy i tak pojda na ASP zmuszac do liczenia rozniczek?
            • yellow_tiger Re: tak 04.01.09, 13:16
              "ale po co ludzi, ktorzy i tak pojda na ASP zmuszac do liczenia rozniczek?"
              A po co ludzi którzy pójdą na fizykę, chemię czy matematykę zmuszać do czytania
              takich dzieł jak powiedzmy "Cierpienia młodego Wertera" czy "Granica"? No po co?
              Bo jakiego grzyba musiałem pisać wypracowania z tak fascynujących tematów jak
              "Opis przyrody w Nad Niemnem"? I dlaczego bylem zmuszony do wybrania polskiego
              na maturze? Po jakiego grzyba przez X lat ćwiczyłem rozbiór zdań, czy wkuwałem
              deklinacje słowa Kościuszko? Po co zmuszano mnie do tego i ciągle się zmusza
              nowe pokolenia i jakoś nie słychać nawoływań aby owe zmuszanie znieść? Odpowiedz
              sobie na te pytania to może zrozumiesz dlaczego koleś który idzie na ASP też
              powinien umieć różniczkować. Ja już abstrahuje od faktu, że obecnie 90% grafiki
              wykonuje się na komputerach i taki koleś po ASP powinien wiedzieć co to jest np.
              krzywa Bézier'a czy gradient (życzę powodzenia w jego policzeniu bez znajomości
              różniczkowania)....
              • niewyspany77 Re: tak 04.01.09, 18:30
                To troche nie tak. Lektury czytasz po to, by na ich przykladzie m.in. uczyc sie
                interpretacji tekstu. Polski to wcale nie mordega, ale by funkcjonowac jako
                czlowiek tzw. wyksztalcony to musisz umiec ten tekst analizowac, wychwytywac
                niuanse, umiec adekwatnie odpowiedziec i milion innych rzeczy ktore Ci sie
                przydadza (i nie) w doroslym zyciu. Tak samo wypracowania, ktore m. in. sluza do
                wychwytywania bledow, ktore popelniasz. I teraz jest pytanie, czy potrzebujesz
                tych rozniczek w zyciu, jak czesto ich uzywasz (w sensie przecietnego typowego
                czlowieka). Gdybys olal cieplym rozbiory i deklinacje to pewnie pisalbys
                polskawym. Normalny czlowiek nie potrzebuje wyprowadzac wzoru na costam. A
                kolesie po ASP maja inne zadania niz opisywac matematycznie beziera i gradient -
                grafika komputerowa na asp to co innego niz grafika komputerowa na polibudzie.
                Problemem wspolczesnego egzaminu dojrzalosci nie jest przeladowanie jednym i
                niedobor drugiego lecz zrobienie z tego egzaminu niemalze farsy (tak zwane
                poziomy) oraz w duzym stopniu olanie jednej z glownych zasad dydaktyki czylo
                laczenia tresci z praktyka. Na *uj mi te rozniczki skoro nie wiem i nie bede
                wiedzial co mi one dadza? Kolejna decyzja idzie wielkimi krokami - "matematyka
                bedzie na maturze", statystyki beda piekne, ale ja sie tez obawiam czy tym
                sposobem inzynierow nam nie ubedzie. Bo nic tak nie odrzuca jak pzymus "musisz,
                bo tak".
                • krysiulka Zbiorczo 04.01.09, 21:14
                  Polski to wcale nie mordega, ale by funkcjonowac jako
                  > czlowiek tzw. wyksztalcony to musisz umiec ten tekst analizowac, >wychwytywac
                  niuanse, umiec adekwatnie odpowiedziec i milion innych rzeczy ktore Ci sie
                  przydadza (i nie) w doroslym zyciu.

                  Ależ z matematyką jest identycznie - to wcale nie mordęga, dobrze wytłumaczona
                  jest zdecydowanie przyjemnym przedmiotem, serio!
                  Uważam, że matematyka prostuje ścieżki myślenia i każdy powinien znać jej podstawy.
                  BTW: uważam także, że dyskalkulia nie istnieje, tak jak nie istnieje dysleksja -
                  obie są wynikiem niewystarczającej pracy ucznia z tekstem/liczbami.
                  Dowód? Pracując na uczelni uważałam, że ktoś, kto nie rozróżnia liczb i nie jest
                  w stanie na nich działać, nie jest w stanie studiować jednego z podstawowych
                  przedmiotów inżynierskich, który prowadziłam, więc tacy studenci powinni z
                  automatu nie mieć wstępu na wydział.
                  Skutek: wycofanie wszystkich świstków z dziekanatu n/t dyskalkulii i cisza w
                  kolejnym roku.

                  > Na *uj mi te rozniczki skoro nie wiem i nie bede wiedzial co mi one dadza?

                  Nie przeprowadzałeś w doktoracie analizy statystycznej???
                  Nie wiem, po co Ci tutaj to niecenzuralne słowo.
                  • niewyspany77 Re: Zbiorczo 04.01.09, 21:57
                    > Ależ z matematyką jest identycznie - to wcale nie mordęga, dobrze wytłumaczona
                    > jest zdecydowanie przyjemnym przedmiotem, serio!

                    Ja Ci tylko przypomne, ze masz ~30 uczniow w klasie, a plan wynikowy goni. Poucz
                    sobie w typowym liceum, to zweryfikujesz sobie podejscie.

                    > BTW: uważam także, że dyskalkulia nie istnieje, tak jak nie istnieje dysleksja
                    > -
                    > obie są wynikiem niewystarczającej pracy ucznia z tekstem/liczbami.
                    > Dowód? Pracując na uczelni uważałam, że ktoś, kto nie rozróżnia liczb i nie jes
                    > t
                    > w stanie na nich działać, nie jest w stanie studiować jednego z podstawowych
                    > przedmiotów inżynierskich, który prowadziłam, więc tacy studenci powinni z
                    > automatu nie mieć wstępu na wydział.
                    > Skutek: wycofanie wszystkich świstków z dziekanatu n/t dyskalkulii i cisza w
                    > kolejnym roku.

                    No i mamy sedno problemu. Jesli ignorujemy fakty, nie znaczy ze przestaja one
                    istniec (to cytat jakiegos madrego faceta). Z takim podejsciem nigdy nie powinno
                    sie niczego uczyc!!! W zdrowo dzialajacej szkole nauczycieli wymagajacych sie
                    ceni, ignorantow sie tepi.


                    > Nie przeprowadzałeś w doktoracie analizy statystycznej???

                    Tak. jak studiowalem, byl nawet przedmiot z tego. Teraz podobno takze jest,
                    tylko tutaj akurat zabawa polega na tym, ze imho wiekszosc uczy sie gdzie
                    kliknac w spss czy statistice by wyszlo co chcemy, niz proboje zrozumiec jak to
                    dziala. Mimo wszystko zapewniam Cie, ze doktoraty z socjologii, filozofii,
                    literatury, i nie wiem jeszcze czego obylyby sie bez statystyki, ba, nawet bez
                    problemu byly, sa i beda bronione.

                    > Uważam, że matematyka prostuje ścieżki myślenia i każdy powinien znać jej podst
                    > awy

                    Alez nikt tego nie neguje. Problem w tym, ze podstawy mozna poznac na zajeciach
                    matematyki (podstawowka 6 lat, gimnazjum 3, liceum 3 lata, to wszystko razy 4-5
                    godzin w tygodniu), zgodnie z podstawa programowa, planem nauczania, adekwatnym
                    podrecznikiem, planem wynikowym nauczyciela plus ocenami semestralnymi i
                    rocznymi. Co tu da matura? Dodatkowy etap weryfikacji? Zauwaz ze my tu mowimy o
                    maturze, ktora li jedynie co da, to kolejna odslone farsy i *obnizenie* i tak
                    juz dennych kreteriow zdania-niezdania.
                    • krysiulka Re: Zbiorczo 05.01.09, 00:20
                      > No i mamy sedno problemu.

                      Nie mamy problemu.
                      Osoba nie odróżniająca np. H2SO3 od H2SO4 (mająca na to papier!) nie może zostać
                      inżynierem chemikiem, to oczywiste - jej błędy byłyby po prostu zagrożeniem dla
                      ludzkości. Może za to wykonywać szereg innych zawodów, z powodzeniem.
                      • niewyspany77 Re: Zbiorczo 05.01.09, 05:55
                        Mysle ze zwyczajnie pomylil Ci sie papier na dysgrafie z glejtem na
                        niechlujstwo, z konsekwencjami.
                        • krysiulka Re: Zbiorczo 05.01.09, 09:52
                          > Mysle ze zwyczajnie pomylil Ci sie papier na dysgrafie z glejtem na
                          > niechlujstwo, z konsekwencjami.

                          Nic mi się nie pomyliło - uczniowie masowo biorą sobie "papierki" na różne "dys"
                          przed maturą, bo tak jest łatwiej - wiem to od mojej Mamy - nauczycielki z
                          35-letnim stażem.
                          Ale na uczelni technicznej nie pojedzie się już na "papierku", więc mając opcję
                          wylotu z automatu lub szybkiego nauczenia się czytania, pisania i liczenia
                          wybierają tę drugą opcję.
                          Rzecz w tym, że są w stanie to zrobić skutecznie!
                          • dworzec Re: Zbiorczo 05.01.09, 11:06
                            to ze uczniowie masowo biorą sobie "papierki" na różne "dys" nie znaczy, ze owe "dys" nie istnieja... skoro na te przypadlosci faktycznie cierpi niewielki odsetek uczniow (reszta symuluje), to masowosc tych "papierkow" oznacza jedynie, ze system wykrywania tych przypadlosci jest skorumpowany/zle dziala

                            skoro naukowcy twierdza, ze dyskalkulia istnieje to nie dyskutujmy z tym, szczegolnie jesli nie jestesmy psychiatrami (czy kto to tam wykrywa)... skoro widzimy, ze ktos tego naduzywa to chyba temat dla mediow czy nawet prokuratury, czyz nie?

                            natomiast pelna zgoda, ze ktos z dyskalkulia nie powinien byc chemikiem czy matematykiem, to chyba oczywiste, ze nie powinien isc na takie studia i dobrze robisz wyjasniajac to tym studentom za pomoca ndst.

                            problem w tym, ze matura z matematyki uderzy w tych, ktorzy realnie na to cierpia i w zyciu nie planowali bumelowac na chemii, a jedynie np. o studiowaniu literatury bo do tego sie nadaja, a liczyc nie umieja
                            • niewyspany77 Re: Zbiorczo 05.01.09, 11:31
                              dworzec napisał:

                              > natomiast pelna zgoda, ze ktos z dyskalkulia nie powinien byc chemikiem czy mat
                              > ematykiem, to chyba oczywiste, ze nie powinien isc na takie studia i dobrze rob
                              > isz wyjasniajac to tym studentom za pomoca ndst.

                              Ona robi dwa bledy: zaklada ze kazda 'dys' to sciema, drugi ze kazde 'dys' =
                              dyskwalifikacja. Dys-cokolwiek to nie jest zadna choroba, tylko zaburzenie. Nie
                              musi objawiac sie caly czas, a juz w zaden sposob nie ma prawa tlumaczyc
                              niewiedzy. taka dysleksja na przyklad moze sie objawiac tym, ze zamiast h2o ktos
                              napisze h3o albo i h1o. Ludzie z 'dys' swietnie sobie zdaja sprawe ze swoich
                              ograniczen i potraktowanie ich w sposob "spadaj na drzewo" jest dla mnie
                              porownywalne do "jestes blondynka wiec jestes glupia". Ludzie z 'dys' nie sa
                              idiotami i dobrze wiedza, na ile moga sobie pozwolic. Gdyby sztywno brac pod
                              uwage perfekcje zapisu cyfry to wszyscy 'dys' nadawali by sie co najwyzej do
                              lopaty, albo wrecz jedynie na rencistow. By sie trzymac nauk scislych, to
                              dyslektykami byli m. in. Einstein, Faraday, Bell, Maxwell. Starczy?
                              • krysiulka Re: Zbiorczo 05.01.09, 19:41
                                > Ona robi dwa bledy: zaklada ze kazda 'dys' to sciema,

                                Bo miałam 100% "cudownych ozdrowień" w ciągu tygodnia - czyli do następnej
                                kartkówki:) Dysgraficy piszą czytelnie i bez błędów ortograficznych(!),
                                dyskalkulicy nagle liczą stężenia roztworów bezbłędnie i piszą poprawnie całkiem
                                trudne reakcje - szok po prostu!
                                Wytłumaczcie mi to, prooooszę ;)
                                • mikrometr Re: Zbiorczo 08.01.09, 22:08
                                  Łatwiej powiedzieć jestem chory niż nie mam zdolności. Przeciwnicy
                                  matematyki na maturze mówią, że jest ona im niepotrzebna a rzadko
                                  przyznają się, że mają w trudności z logicznym myśleniem.

                                  Też miałam problem z ortografią. I całe życie staram się nad tym
                                  pracować. Wyrobiłam w sobie nawyk, czytania z „podejrzliwością
                                  ortograficzną”. Zwracam uwagę na słowa, których pisownia mnie dziwi.
                                  Jest to rodzaj ćwiczenia. Jeśli tego zaniecham zaczynam znów robić
                                  więcej błędów.
                                  Po prostu jestem polonistycznym tumanem i przy braku zdolności
                                  muszę to nadrobić pracą.
                          • niewyspany77 Re: Zbiorczo 05.01.09, 11:07
                            OK miej swoje zdanie. Ja mam swoje, wyzej wylozone.
                  • paradygmat.poznawczy Re: Zbiorczo 09.01.09, 10:58
                    krysiulka napisała:

                    > BTW: uważam także, że dyskalkulia nie istnieje, tak jak nie istnieje dysleksja.

                    To, ze tak uważasz nie zmienia faktu, ze one istnieją :)

                    A Twój dowód świadczy jedynie o tym, ze stu mieli lewe zaświadczenia.
                    Bo podejrzewam, że z prawdziwą dyskalkulią nikt normalny na uczelnie techniczną pchał się nie będzie.
                    W każdym razie mi sie taki nigdy nie trafił, a gdyby ktoś próbował mi pomachać zaświadczeniem o dyskalkulii, to pewnie bym go zgłosiła do dziekanatu, jako osobę nie spełniającą podstawowych kryteriów studiowania na polibudzie ;)

                    BTW za moich czasów (i mojego rodzeństwa) rachunek różniczkowy był materiałem tylko klas mat-fiz w liceach, inne profile go nie miały. Czy programy się zmieniły ?
                • yellow_tiger Re: tak 05.01.09, 08:39
                  Wiesz co niewyspany miałem napisać długi post tłumaczący dlaczego i po co, ale
                  doszedłem do wniosku, że lepiej będzie jak nico sparafrazuje Twój post...

                  Matematyka to wcale nie mordęga, ale by funkcjonować jako człowiek tzw.
                  wykształcony to musisz umieć policzyć czy w kasie Cię nie oszukali, wychwytywać
                  niuanse oprocentowania kredytów, umieć adekwatnie odpowiedzieć na pytanie czy
                  wziąć kredyt w frankach czy w złotówkach i milion innych rzeczy które Ci się
                  przydadzą (i nie) w dorosłym życiu. Tak samo różniczkowanie, które m. in. służy
                  do wychwytywania błędów logicznych, które popełniasz. I teraz jest pytanie, czy
                  potrzebujesz tych rozkładów w życiu, jak często ich używasz (w sensie
                  przeciętnego typowego człowieka). Gdybyś olał ciepłym zbiory i szeregi to pewnie
                  nie wiedziałbyś co to jest procent składany. Normalny człowiek nie potrzebuje
                  pisać wypracowania na coś tam. A kolesie po ASP maja inne zadania niż pisywać
                  wypracowania o Nałkowskiej czy Prusie - podpis obrazu na asp to co innego niz
                  analiza wiersza Szymborskiej na polonistyce.
                  • niewyspany77 Re: tak 05.01.09, 09:07
                    Nie wyszla Ci ta parafraza, bo roznica miedzy polskim a matma jest taka, ze tej
                    drugiej niewiele mniej jest (godzinowo), za to do niedawna przymusu jej zdawania
                    nie bylo. Nigdzie nie napisalem ze matematyka jest zbedna, ba, mam calkowicie
                    odwrotne zdanie. Debatujemy nad sensem fake-egzaminu ktory ma dac co? Lepsza
                    znajomosc matmy w narodzie? To chyba raczej podnoszac poziom tej przymusowej
                    matury, nie obnizajac.

                    > Tak samo różniczkowanie, które m. in. służy
                    > do wychwytywania błędów logicznych, które popełniasz.

                    No ba, wszyscy ze soba nosimy male notesiki, gdzie rozniczkujemy "co by bylo,
                    gdybym rano wzial parasol".

                    Calej reszty nie komentuje, bo przekombinowales. Polskiego jest duzo i presje na
                    to kladzie widmo matury. I jak sie ja zdaje? To wielkie preludium do studenckiej
                    zasady 4 Z. Chcesz tego samego z matma - ok, ja nie wnikam w Twoje pragnienia,
                    ino wnikam w sens ksztalcenia "matematykierow".
                    • yellow_tiger Re: tak 05.01.09, 10:07
                      "Nie wyszla Ci ta parafraza, bo roznica miedzy polskim a matma jest taka, ze tej
                      drugiej niewiele mniej jest (godzinowo), za to do niedawna przymusu jej zdawania
                      nie bylo."
                      No i o czym to świadczy? To jest jakiś argument? No w.g. mnie to jest argument
                      typu, w XIX w nie było internetu i wszyscy żyli to po co on w XX i XXIw...

                      "Nigdzie nie napisalem ze matematyka jest zbedna, ba, mam calkowicie odwrotne
                      zdanie."
                      Nie, Ty tylko twardo uważasz, że matematyka nie powinna być przedmiotem
                      obowiązkowym na maturze. Trzeba jej nauczać, najlepiej do poziomu mnożenia i
                      dzielenia i być może funkcji trygonometrycznych (ale i to nie jest pewne bo po
                      co przeciętnemu człowiekowi potrzebna jest wiedza o tym co to jest sinus) ale
                      różniczkowanie, ciągi, szeregi czy teoria zbiorów to już nie. Po grzyba to
                      komukolwiek. Z sobie tylko znanych przyczyn nie chcesz dostrzec, że to nie
                      chodzi o to czy kiedyś w życiu przyda Ci się różniczkowanie ale o to, ze taka
                      sytuacja może zaistnieć, a co ważniejsze, że matematyka uczy pewnego sposobu
                      myślenia i rozumowania. Tobie najwyraźniej się wydaje, że koleś który nigdy w
                      życiu nie udowodnił żadnego twierdzenia (bo i po co? ile razy w życiu koleś po
                      ASP będzie musiał udowodnić twierdzenie sinusów?) nie będzie w stanie sklecić
                      trzech zdań które nie będą wzajemnie sprzeczne. Po to właśnie potrzebna jest
                      matura z matematyki aby taki koleś co idzie na ASP potrafił te trzy zdania
                      sklecić, nie tylko w poprawnej polszczyźnie ale i tak aby one logiczny sens
                      miały. Ty najwyraźniej tej potrzeby nie dostrzegasz...

                      "No ba, wszyscy ze soba nosimy male notesiki, gdzie rozniczkujemy "co by bylo,
                      gdybym rano wzial parasol"."
                      No pewnie, przecież każdy przed wypowiedzeniem zdania typu "Najpierw pójdę do
                      sklepu po chleb i wodę a potem pojadę na lotnisko po rodziców" dokonuje jego
                      rozbicia na części zdania i mowy... dałeś ognia.

                      "Calej reszty nie komentuje, bo przekombinowales. Polskiego jest duzo i presje
                      na to kladzie widmo matury. I jak sie ja zdaje? To wielkie preludium do
                      studenckiej zasady 4 Z."
                      Ojoj to napisz, że matura z polskiego powinna być nieobowiązkowa i będzie ok.
                      Tylko coś się mi zdaje, że tak nie uważasz...

                      "Chcesz tego samego z matma - ok, ja nie wnikam w Twoje pragnienia, ino wnikam w
                      sens ksztalcenia "matematykierow"."
                      Nawet okrojona matura z matematyki jest lepsza niż nic, z tej prozaicznej
                      przyczyny, że zmusi ona do opanowania jakiegoś tam materiału. Obecnie nie
                      kształcimy nawet "matematykierow" ale całkowitych matematycznych analfabetów.
                      Wybacz ale ja wolę aby człowiek z wykształceniem średnim cokolwiek z matematyki
                      potrafił, niż nic jak to ma miejsce obecnie.
                      • niewyspany77 Re: tak 05.01.09, 11:04
                        > "Nie wyszla Ci ta parafraza, bo roznica miedzy polskim a matma jest taka, ze te
                        > j
                        > drugiej niewiele mniej jest (godzinowo), za to do niedawna przymusu jej zdawani
                        > a
                        > nie bylo."
                        > No i o czym to świadczy? To jest jakiś argument? No w.g. mnie to jest argument
                        > typu, w XIX w nie było internetu i wszyscy żyli to po co on w XX i XXIw...

                        Nie, chodzi o to ze jeszcze do niedawna zwiekszona ilosc godzin z polskiego
                        mozna bylo tlumaczyc obowiazkowa matura. Jesli matma ma byc na maturze to
                        powinna ilosc godzin wzrosnac - proste.

                        > "Nigdzie nie napisalem ze matematyka jest zbedna, ba, mam calkowicie odwrotne
                        > zdanie."
                        > Nie, Ty tylko twardo uważasz, [wycielem zbedny cytat] tak aby one logiczny sens
                        > miały. Ty najwyraźniej tej potrzeby nie dostrzegasz...

                        Nie, ja uwazam ze logiki i myslenia przyczynowo-skutowego uczysz sie nie tylko
                        przez matematyke, a juz na pewno nie przez rozniczki wzwyz. jezeli chcesz mi
                        udowodnic ze pewne operacje logiczne dnia codziennego opanowuje dzieki
                        matematyce to ja Ci mowie ze tak nie jest. Mowiac inaczej, trzech spojnych i
                        logicznych zdan wymaga sie od ucznia na duzo wczesniej nim wogole uslyszy o
                        tych rozniczkach. No ale ok, ja nie dostrzegam i niech Ci bedzie na Twoje.

                        > "Calej reszty nie komentuje, bo przekombinowales. Polskiego jest duzo i presje
                        > na to kladzie widmo matury. I jak sie ja zdaje? To wielkie preludium do
                        > studenckiej zasady 4 Z."
                        > Ojoj to napisz, że matura z polskiego powinna być nieobowiązkowa i będzie ok.
                        > Tylko coś się mi zdaje, że tak nie uważasz...

                        Tak. Uwazam ze uczen MA PRAWO sam decydowac, co chce zdawac. Egzamin dojrzalosci
                        powinien obejmowac tez dojrzalosc do podjecia wyboru i poniesienia konsekwencji
                        za wybor. I niech ten egzamin bedzie egzaminem, nie farsa. IObowiazkowa matura z
                        polskiego jest jaka jest, cale tabuny magistrow pisza 'ktury, nie umie (zamiast
                        nie umiem), zkad' itd. Czy przymusowa matematyka da wiecej niz teraz? Nie sadze.

                        > "Chcesz tego samego z matma - ok, ja nie wnikam w Twoje pragnienia, ino wnikam
                        > w
                        > sens ksztalcenia "matematykierow"."
                        > Nawet okrojona matura z matematyki jest lepsza niż nic, z tej prozaicznej
                        > przyczyny, że zmusi ona do opanowania jakiegoś tam materiału. Obecnie nie
                        > kształcimy nawet "matematykierow" ale całkowitych matematycznych analfabetów.
                        > Wybacz ale ja wolę aby człowiek z wykształceniem średnim cokolwiek z matematyki
                        > potrafił, niż nic jak to ma miejsce obecnie.

                        OK ale to nie jest problem matematyki tylko calego szkolnictwa w ogole. W ten
                        sposob mozemy dowalic obowiazkowa mature z historii i biologii. Tylko co to da,
                        skoro wiadomo, ze poziom ma byc "zdawalny dla kazdego"?

              • dworzec Re: tak 04.01.09, 20:06
                OK yellow, nawet gdyby sie z Toba zgodzic co do tego, ze wszyscy z wyksztalceniem srednim powinni umiec rozniczkowac, to czy uwazasz, ze zadecydowanie o tym, ze matura z mat. ma byc obowiazkowa, pomoze?

                czy moze raczej nalezy zaczac od zadbania o to by nauczyciele mat. byli dobrze przygotowani pedagogicznie i niezle oplaceni? bo problemy uczniow z matematyka nie wynikaja chyba z totalnej tepoty mlodych ludzi, tylko z tego, ze jest to przedmiot, ktorego trzeba uczyc inaczej niz np. geografii i ze dzis tej matematyki uczy sie zle?

                przeciez wielu racjonalnie myslacych mlodych ludzi w liceum przylozyloby sie do matematyki, gdyby widzieli 2 rzeczy: 1) ze material jest w ich zasiegu i tego da sie nauczyc; 2) gdyby wiedzieli ze wyraznie zwieksza to szanse na swietne zarobki po studiach. obstawiam, ze coraz czesciej rozumieja istote pkt. 2, ale po prostu uwazaja, ze "tego sie nie da nauczyc"... bo maja braki jeszcze z podstawka, bo tam ich zle uczono, bo kiedys jeden fragment wiedzy olali i juz nie bylo do tego jak wrocic (chocby chcieli)

                co do roznicy miedzy nauka polskiego a przedmiotow scislych nie bede sie wypowiadal bo juz kolega niewyspany to uczynil za mnie
                • yellow_tiger Re: tak 05.01.09, 08:26
                  Tak, obowiązkowa matura pomoże z tej prozaicznej przyczyny, że przykłada się
                  inna uwagę do przedmiotu który jest obowiązkowy a inna do przedmiotu
                  nieobowiązkowego. Dotyczy to zarówno uczniów jak i nauczycieli.

                  Ja się zgadzam, że powinno się inaczej uczyć matematyki, podobnie zresztą jak
                  dowolnego innego przedmiotu. Tyle tylko, że zgodnie z tym tokiem rozumowania
                  można by wywalić polski jako obowiązkowy. Czyż nie? Jakoś nikt tego nie
                  proponuje. Pewnie, ze byłoby świetnie gdyby zawód nauczyciela był porządnie
                  opłacany, nauczyciele świetni i mili, ale puki co żyjemy na planecie ziemia w
                  kraju Polska i raju od razu nie zrobimy, a coś zrobić trzeba bo to jaki poziom
                  znajomości matematyki posiada przeciętny maturzysta wola o pomstę do nieba.

                  Koledze niewyspanemu odpowiem ze chwile.
                  • dworzec Re: tak 05.01.09, 10:51
                    moim zdaniem nie pomoze :) przynajmniej dopoki nie wyeliminuje sie sciagania... pamietam jak wygladala matura (z jakiegokolwiek przemiotu) pare (a moze parenascie) lat temu... nie wiem jak jest teraz, ale jesli jest podobnie to matura z mat. moze sobie byc obowiazkowa - ci sprytni sciagna, ci mniej sprytni poleja, matmy lepiej nauczy sie bardzo niewielu...

                    argument, ze jestesmy biedni i nie stac PL na podwyzki mnie nie przekonuje - inwestowanie w profesjonalna nauke matmy jest inwestowaniem w rozwoj kraju... stac PL na na utrzymywanie 50-letnich emerytow, a na podwyzki dla nauczycieli nas nie stac, wiec wprowadzamy obowiazkowa matematyke na maturze i juz buduje sie wizerunek rzadu rzekomo dbajacego o rozwoj nauki

                    chodzi mi o to ze to pozorowane dzialanie, nic wiecej - rozwojowi nie pomoze, paru humanistow skrzywdzi, reszta bedzie po staremu... jesli ktos zyska na wprowadzeniu obowiazkowej mat. na maturze to korepetytorzy, zreszta pewnie ich lobbuja za projektem... (nie mam nic przeciwko korepetytorom, ale masowe korepetycje wypaczaja system)

                    nie tedy droga

                    natomiast zgadzam sie na to, ze trzeba uczyc mat. lepiej i wiecej, sam bylbym przeszczesliwy gdyby moje nienarodzone i nie zaplanowane jeszcze dzieci mialy kiedys szanse przyzwoicie sie tego przedmiotu nauczyc... a jak by sie nauczyly to same SWIADOMIE by zdecydowaly czy chca zdawac z tego mature
                    pzdr.
                    • yellow_tiger Na sam koniec 05.01.09, 16:15
                      Tak na sam koniec:
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=89335631&v=2&s=0
                      Proszę bardzo oto dlaczego różniczkowanie powinno być w liceum, gdyby było to by
                      nie było tego problemu:)
        • mikrometr Re: tak 08.01.09, 20:58

          > Gdyby inzynieria opierala sie na wyzsej matematyce, to nie
          porzebne
          > bylyby np. loty testowe samolotow...

          Na tym forum lepiej nie robić barwnych porównań w dziedzinie, o
          której nie ma się żadnego pojęcia.
    • hatchet01 polonistyczny off topic 06.01.09, 00:24
      matematyka, matematyką.
      pracuję w szkole średniej (poziom niskiej zawodówki, ale z nazwy technikum).
      dzisiaj na GDDW zrobiłem im wykład/powtórkę z odmiany czasowników i
      rzeczowników. nie mogłem więcej patrzeć na "siedzE", "stroiłem salE (w domyśle
      jedną)", "grałe w piłke nożno" i innych kwiatków.

      btw, nie jestem polonistą
      • flamengista tak... 09.01.09, 11:29
        Potem twoi uczniowie stają się moimi studentami:) Mam identyczne problemy.
        Zastanawiam się, czy nie zrezygnować z kolokwium w formie opisowej - bo nie da
        się tego czytać.

        Odmiana czasowników i rzeczowników to najwyraźniej zadanie równie trudne jak
        całkowanie.

        Mam tylko pytanie: kto i jakim cudem zaliczył im egzamin gimnazjalny?
        • niewyspany77 Re: tak... 09.01.09, 11:35
          > Mam tylko pytanie: kto i jakim cudem zaliczył im egzamin gimnazjalny?

          A wiesz co sie dzieje z nauczycielem ktory smie postawic pale na chocby polrocze?
          • flamengista ja tam nauczycieli nie winię 09.01.09, 13:23
            Po prostu system jest chory.

            A co sie dzieje, to mogę się domyślić. Wściekli rodzice robią awanturę na
            wywiadówce, następnie u dyrektora. Dyrektor wzywa belfra i mówi: "wicie, rozumicie".

            Chodzi mi jednak o to, że ten system edukacji można reformować tylko i wyłącznie
            od samego dołu. A więc od podstawówki. Jest całkowitą niemożliwością, by na
            studiach technicznych, przyrodniczych czy nawet ekonomicznych (jak pokazał nam
            kolega z SGH) z nieuków zrobić choćby przeciętnych studentów.

            Nie da się nadrobić braków narosłych przez 12 lat edukacji w ciągu choćby i 5
            lat studiowania...

            Trzeba wreszcie skończyć z kretyńskim zapisem o obowiązku edukacyjnym. Ten
            przepis często wiąże ręce dyrektorom szkół a wywalenie tępaka graniczy z cudem.

            Mało tego - trzeba wreszcie zmienić przelicznik uzależniający ilość pieniędzy
            dla szkoły od liczby uczniów oraz zmniejszyć liczbę dzieci w klasach.

            W sumie i tak jest na to za późno, bo zamiast zrobić to na początku niżu -
            zachowując etaty w szkołach - postanowiono oszczędzić. To dziadowskie
            oszczędności rzędu 300-400 mln złotych (sam KRUS kosztuje kilkanaście miliardów,
            wcześniejsze emerytury tylko w tym roku - dodatkowe 1,5 mld), a można było małym
            kosztem poprawić jakość kształcenia.

            Warto też pomyśleć nad zmianą systemu wynagradzania nauczycieli, zwiększając
            rozpiętość widełek. Dziś stosunkowo szybko można zostać mianowanym, po czym
            możliwość awansu praktycznie zerowa (chyba że zostanie się dyrektorem lub
            przejdzie się do kuratorium oświaty). Premiować należy młodych, robiących
            postępy nauczycieli którzy nadal chcą się rozwijać. Premiować trzeba też za
            wyniki - szczególnie egzaminu maturalnego.

            No, ale te zmiany są jeszcze mniej prawdopodobne niż ambitne reformy na
            uczelniach. Tetrycy zrzeszeni w ZNP mają takie chody, że są nie do ruszenia.

            [Niby OT, ale przecież na uczelniach też mamy problemy wynikłe z zastoju w
            oświacie...]
    • pyzz Re: I ♥ MaTeMaTyKa ♥•´`• 19.01.09, 12:02
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11207&w=89936942&a=89936942
      Naród tych, co uważają, że napisanie wypracowania "Ksiądz Robak, przełom po
      mordzie" to jest wykształcenie.
    • biolog_teoretyk The 10 Best Jobs... 22.01.09, 18:45
      Do poczytania. Nie tylko dla maturzystów:)

      www.careercast.com/jobs/content/JobsRated_10BestJobs
      • siasia33355 Re: The 10 Best Jobs... 24.01.09, 11:00
        ebooksklepik.nextore.pl/szukaj.xml?search-clause=matematyka+1+gwo&scid=
        polecam:]

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka