Dodaj do ulubionych

Dr na dowodzie

29.01.09, 20:56
Mieszkamy teraz w Niemczech, a tam maja oni halo z tytulami. Wpisuja Dr, nawet Dipl.-Ing. (mgr inz.) gdzie popadnie, nawet na nagrobkach. Glupia sprawa, ale taki Dr w dowodzie czesto pomaga w zyciu, szegolnie jak jest sie na emigracji.
Wiecie czy da sie w PL do dowodu Dra przed nazwiskiem wrzucic?
Dzieki za info.
Obserwuj wątek
    • dala.tata Re: Dr na dowodzie 29.01.09, 23:15
      niespecjalnie wiem po co to robic.

      natomiast na starcyh brytyjskich paszportach mozna bylo nawiec miec barona,
      diuka i margrabiego.
      • charioteer1 Re: Dr na dowodzie 29.01.09, 23:20
        dala.tata napisał:

        > niespecjalnie wiem po co to robic.

        Bo Frau Dr. fajnie wyglada na elektronicznym bilecie Deutsche Bahn?
      • hatchet01 Re: Dr na dowodzie 29.01.09, 23:24
        nie, nie można.
        na "naszej klasie" można ;)
      • zola Re: Dr na dowodzie 30.01.09, 12:31
        > niespecjalnie wiem po co to robic.

        no np po to, ze zanim zaczelismy przed nazwiskiem dodawac te dwie literki, to bylo nam o wiele ciezej znalezc mieszkanie.
        Wiem ze to glupie, ale pomaga. Wiec czemu nie robic tak jak oni.

        Jak to sie mowi: jesli wejdziesz miedzy wrony, musisz krakac tak jak one.
    • sanna-ho Re: Dr na dowodzie 29.01.09, 23:46
      Ale fajny pomysł;)


      W starych książkach telefonicznych bywał "dr" przed nazwiskiem.
      Bywał też "prof.", i nawet "mgr" i "inż." ;)
      • dala.tata Re: Dr na dowodzie 30.01.09, 00:36
        w rzeczywistosci byl za nazwiskiem.
        • sanna-ho Re: Dr na dowodzie 30.01.09, 00:45
          bardzo możliwe, od dawna nie mieszkam ze starą książką telefoniczną;)
    • pr0fes0r Re: Dr na dowodzie 30.01.09, 08:01
      A ja dla odmiany odpowiem na temat: oimw, nie można.
    • yellow_tiger Re: Dr na dowodzie 30.01.09, 09:21
      CZesc,
      no fakt maja lekki odjazd z tytułomanią... proponuje zrobić tak: pójść do
      Meldestelle i zmienić zameldowanie, t.z. istnieje możliwość wpisania dr do
      zameldowania. Jest to o tyle istotne, że gdy otwierasz konto w banku to musisz
      pokazać zameldowanie i gdy tam stoi dr to na twojej karcie kredytowej tez ci
      wygrawerują dr. Można i bez zmiany zameldowania, ale trzeba przynieść do banku
      dyplom, a oni czasami maja kłopot ze zrozumieniem co na tym dyplomie jest
      napisane. Tak czy siak, tą prostą metodą możesz się stać posiadaczem karty
      kredytowej z tytułem dr wytłoczonym przed twoim imieniem i nazwiskiem.
      Dla ogólnej informacji dodam, że w Niemczech jest to b. ważne i w takim
      Monachium jeśli nie masz dr przed nazwiskiem to się na ciebie patrzą jak na
      ostatnia ciule...
      Powodzenia!
      • zola Re: Dr na dowodzie 30.01.09, 16:44
        Czesc Yellow_tiger,
        dzieki za wyczerpujace info.
        karta nie zastapi dowodu, ale zawsze cos wiec chyba bedzie trzeba taka karte sobie wyrobic...
        • yellow_tiger Re: Dr na dowodzie 01.02.09, 11:58
          Proszę bardzo.
          Fakt, karta to nie dowód, ale to właśnie ona jest najczęściej używana. Podobnie
          jak ten świstek papieru zwący się Anmeldung, niezbędny np. do założenia
          telefonu/internetu/kablówki/ubezpieczenia samochodu/i.t.d., że o takim drobiazgu
          jak zamiana prawa jazdy nie wspomnę... Przy załatwianiu większości spraw
          urzędowych jest on niezbędny, a gdy biurokraci widza na nim dwie magiczne
          literki przed imieniem i nazwiskiem pewne rzeczy staja się nieco prostsze:)
          Powodzenia!
    • tocqueville Re: Dr na dowodzie 30.01.09, 13:40
      ale to śmieszne, nie wiedziałem, że Niemcy mają aż takie uwielbienie dla tytułów
      (choć z drugiej strony ta pruska fascynacja hierarchizmem i autorytataryzmem)
      • adept44_ltd Re: Dr na dowodzie 30.01.09, 14:30
        btw przyszło mi do głowy pytanie, a dlaczego wydaje się nam, że to śmieszne...???
        • aistionnelle Re: Dr na dowodzie 30.01.09, 16:41
          Słuchajcie, oszaleliście???? Napiszcie, że żartujecie?Doktor
          (i cokolwiek innego) w dokumentach przed nazwiskiem???Przecież to
          jest stopień naukowy potrzebny do identyfikacji czyjegoś
          doświadczenia zawodowego/naukowego wewnątrz uczelni i w
          okolicznościach międzyuczelnianych (konferencje).Dla mnie to
          sprzyjanie cudzej tytułomanii.I śmieszne, bo pozowane.Problem wyżej
          sygnalizowany nie tkwi w stosunku obcokrajowców (nie tylko Niemców )
          do osób bez stopnia doktora tylko w uprzedzeniach i stereotypach
          związanych z naszym obszarem kulturowym.Pozdrawiam wszystkich
          doktorów i jeszcze nie- doktorów szczególnie tych posługujących się
          stopniem zgodnie z jego zastosowaniem.Czyli na uczelni, na
          konferencji, na wizytówce służbowej, ale nie w dowodzie, na drzwiach
          mieszkania czy dokumentach.Nawet w publikacjach nie wszyscy piszą,
          chyba że w notce o autorze.A
          • dala.tata Re: Dr na dowodzie 30.01.09, 17:23
            na konferencji? to ja juz wole dr na dowodzie osobistym niz na programie
            konferencji. te literki w przed nazwyskiem programie to jak licencja na
            niesluchanie. na profesura idziemy gremialnie, magistra olewamy. tytulow
            referatow nie czytamy. brrrrrr!
            • adept44_ltd Re: Dr na dowodzie 30.01.09, 17:43
              nie no Dalatata, kto tak ma, ten tak ma, wytrawni wiedzą, że raczej po prof.
              może być ciężko czegoś się spodziewać ;-)))

              mnie jednak cały czas nurtuje, skąd ten wstyd i nakaz wstydzenia się poza
              miejscem pracy swojego stopnia, tytułu??? tak jakbyśmy wychodzili poza mury
              uczelni i byli kimś innym??? ciekawi mnie to, bo zdałem sobie sprawę, że jak
              mnie ktoś pyta, to też, zanim odpowiem, co robię i na jakim stanowisku, to
              ściszam głos, rozglądam się nerwowo dokoła, czy zbyt wielu nie usłyszy, że
              profesor. Coś tu chyba nie gra w naszym świecie, co widać też w odpowiedziach
              (na zresztą dość konkretne i pragmatycznie uzasadnione pytanie)???
              • tocqueville Re: Dr na dowodzie 30.01.09, 18:24
                Ale przecież nie chodzi o wstyd, tylko o powściągliwość w epatowaniu tytułami.
                Stopień "Dr" nie jest na tyle częścią mojej tożsamości, abym dodawał sobie
                literki przed nazwiskiem na dowodzie, karcie kredytowej czy tabliczce na
                domofonie. Równie dobrze ktoś mógłby sobie na dowodzie dopisać: poseł, dyrektor
                spółki takiej i takiej, "posiadacz Lexusa".
                Jeśli ktoś mnie pyta, kim jestem, pierwsze moje słowa nie brzmią: "jestem
                doktorem". Podobnie nie przedstawiam się słowami: "jestem doktor Jan Kowalski".
        • aaabcd Re: Dr na dowodzie 03.02.09, 11:38
          Bo u nas sie rowna w dol...

          U mnie w pracy inż. jest ważniejszy od mgr.Bo tytuł zawodowy to mu zostaje do
          końca życia,a naukowy niekoniecznie...
    • tocqueville Re: Dr na dowodzie 30.01.09, 19:01
      to jest ogólnie różnica kultur: anglosaskiej i pruskiej.
      Ta pierwsza jest bardziej oparta jest bardziej na indywidualnych zasługach i
      osiągnięciach (liczy się co wiesz, co sobą reprezentujesz), druga na prestiżu
      zewnętrznym (liczy się jakim stopniem się legitymizujesz). W krajach
      anglosaskich prof. mają większy dystans do siebie, a relacje z młodszą kadrą są
      bardziej egalitarne. W modelu pruskim prof. jest wyraźnie wyżej usytuowany.
      Nieprzypadkowo model pruski opracował rozbudowaną hierarchię stopni naukowych
      (której symbolem jest habilitacja). W Polsce upowszechnił się raczej model pruski.
    • marchewka321 Z drugiej strony 01.02.09, 18:57
      w niemczech z aż takim uwielbieniem dla tytułów się nie spotkałam.

      co innego w austrii. to jakaś pomyłka. podaje się nawet magistra.

      kumpel-austriak opowiadał, że zadzwonił do jakiegoś biura, osoby, której szukał
      nie było, więc poprosił o oddzwonienie i zostawiając imię, nazwisko nie podał
      tytułu - bo go nie ma.

      próbował się tak skontaktować z tą osobą dwukrotnie, czekał kilka dni po każdym
      dzwonieniu. bezskutecznie. potem poprosił brata z "magistrem", po 20 minutach
      oddzwoniono.
      • coalla Re: Z drugiej strony 02.02.09, 00:03
        moja koleżanka, szefuje w hotelu, gdzie konają czasami z gości
        niemieckich, co się upierają, by im tego doktora, na okładce do
        karty magnetycznej też wpisywać...

        uwielbiam jak mówi o takich, z odpowiednim akcentem, dowolnie
        przestawiając

        rektor-profesor-doktor-redaktor-Wiktor Traktor-dyrektor...
      • yellow_tiger Re: Z drugiej strony 02.02.09, 09:26
        Ta tytułomania nie jest w Niemczech powszechna. B. mocno zależy od landu. W
        takim Berlinie nie występuje ona praktycznie wcale, t.z. jeśli ktoś się
        przedstawia jako dr XYZ to można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że
        przyjechał z Bawarii albo z Badenii-Wirtembergii.
        Swego czasu mój znajomek, taki echt Berliner, został postdoc'iem w Monachium...
        kilka dni potem dostałem maila w którym opisywał on tą całkowicie niezrozumiałą
        dla niego manie... doszło do tego, że po tygodniu wyrobił sobie kartę kredytowa
        z wygrawerowanym dr... Po miesiącu bezskutecznych starań o wynajęcie mieszkania
        doszedł do wniosku, że w podaniu będzie wpisywał dr... efekt przeszedł jego
        najśmielsze oczekiwania... w dwa dni później miał mieszkanie. No cóż co kraj to
        obyczaj:)
        • tocqueville Re: Z drugiej strony 02.02.09, 09:41
          W > takim Berlinie nie występuje ona praktycznie wcale, t.z. jeśli ktoś się >
          przedstawia jako dr XYZ to można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że >
          przyjechał z Bawarii albo z Badenii-Wirtembergii>

          to może wpływ komuny - skoro kopacz rowów zarabiał więcej niż profesor to we
          wschodnich landach mogła im ta mania przejść :)
          • yellow_tiger Re: Z drugiej strony 02.02.09, 11:28
            "to może wpływ komuny - skoro kopacz rowów zarabiał więcej niż profesor to we
            wschodnich landach mogła im ta mania przejść :)"
            Na 100% nie. W 20 lat po zjednoczeniu to miasto nadal się nie wymieszało.
            Zaledwie 5% ossi przeniosło się do Berlina zachodniego i o ile mnie pamięć nie
            myli tylko ok. 2% wessi do wschodniego... Wschód glosuje na PDS (postkomuniści),
            a zachód na CDU/SPD (Kreuzberg glosuje na Zielonych), granica przebiega
            dokładnie tam gdzie stal niesławnej pamięci mur (przełożenie 1:1). Mieszkałem w
            obydwóch częściach i w żadnej z nich nie zaobserwowałem tej tytułomanii. Zresztą
            kiedyś o tym gadaliśmy w labie i Niemcy mówili, że jest to zjawisko najszerzej
            występujące na południu.
            • tocqueville Re: Z drugiej strony 02.02.09, 13:05
              no to ciekawe, bo przeczy mojej teorii o wpływie prusactwa :)
              Okazuje się, że tytułomania jest w tych krajach niemieckich gdzie wpływy pruskie
              przeniknęły najmniej - Austria, Bawaria, Wurtenbergia, Badenia
    • eeela Re: Dr na dowodzie 03.02.09, 01:31

      > Mnie w UK wlasnie najbardziej dano odczuc, ze niewazne jest, skad przychodzisz,
      > wazne, co masz do powiedzenia. Mysle, ze jednak nie do konca falszywy jest ten
      > egalitaryzm.


      Mam podobne odczucia. Jakże inaczej tutaj się w ogóle układają stosunki
      służbowe! Nie ma koronowanych głów ani nadskakujących nieopierzonych, są
      partnerzy równi w rozmowie i w prawach. Na szacunek zarabia się umiejętnościami,
      a nie stanowiskiem czy tytułem. Nie mówię, że z własnych studiów w Polsce
      wyniosłam złe doświadczenia, bo miałam wspaniałych nauczycieli o wysokiej klasie
      zarówno jako naukowcy, jak i jako ludzie po prostu, ale ślepa nie byłam i
      widziałam, co się wokół dzieje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka