Dodaj do ulubionych

Asymilacja

30.04.04, 22:23
Mamy na forum osoby przebywajace za granica bardzo rozne dlugosci czasu (od
kilku miesiecy lub ponad 20tu lat). Zadam wiec pytanie, skierowane glownie do
osob ktore wyjechaly z PL dosyc dawno temu, czy w obecnym kraju zamieszkania
czujecie sie "u siebie" i czy bywajac w Polsce czujecie sie czasem obco jak
przybysz z Marsa ???

Do Polski jezdze rzadko, ostatnio jak tam bylam to bylo bardzo fajnie ale
cieszylam sie jak przyszedl czas wracac do domu.
Dla mnie dom jest TU a nie TAM.
Obserwuj wątek
    • dolores22 Re: Asymilacja 01.05.04, 12:30
      Alex, odpowiadam na twoj watek, bowiem jest dla mnie znane to, o czym piszesz.
      Mieszkam poza granicami kraju 13 lat. Wyjechalam majac 18 lat, takze okres
      czasu istotny jesli chodzi o formowanie osobowosci doroslego czlowieka
      spedzialam tutaj, a nie w Polsce. Sadze, iz byl to jeden z czynnikow, ktory
      przyczynil sie do faktu, iz tutaj czuje sie w domu. Jesli mam mozliwosc, to do
      Polski jade chetnie, interesuje mnie to, co sie w Polsce dzieje, ale rowniez
      faktem jest, iz chetnie wracam do domu. Jesli moge zapytac, w jakim kraju
      mieszkasz?
      • daisy123 Re: Asymilacja 01.05.04, 16:52
        O miejscu, gdzie mieszkam nigdy nie mòwie "u mnie" lub "u nas". "U nas" to sie
        odnosi do Polski. Mieszkam 15 lat poza granicami Polski i kiedys jezdzilam tam
        bardzo czeso. Zlapalam sie na tym, ze bedac w Polsce mysle o powrocie do domu
        tutaj. W Polsce bylam ostatnio 5 lat temu i z moich ostanich wyjazdòw tam
        pamietam, ze nawet nie umialam zrobic zakupòw. W sklepach jest tyle towaròw, ze
        musze ogladac co jest co, bo po prostu nie znam wszystkich nazw produktòw.
        Musze sie przyznac, ze ogladam dzienniki polskie, aby wiedziec tak mniej wiecej
        co sie dzieje w Polsce. Moja còrka codziennie oglada dobranoc po polsku i
        chociaz to pora kolacji, gdy wszyscy siedzimy przy stole to jednak pilnuje
        bardzo, aby i ona miala swoja dzienna dawke Polski.

        A to moje myslenie, ze nie jestem "u nas" moze i bierze sie stad, ze mieszkam w
        miasteczku, gdzie jest wiele rodzin mieszkajacych tutaj od pokolen i to oni
        maja bardziej prawo do mòwienia o tym, ze sa u siebie. Dom, w ktòrym mieszkam
        nalezal do dziadkòw mojej drugiej polowy. Wychowywal sie w nim i jego ojciec, i
        on , a teraz nasza còrka. I jakby nie bylo powiedzenie "u mnie" w domu to brzmi
        mi tak dziwnie.
      • alex113 Re: Asymilacja 01.05.04, 18:19
        dolores22 napisała:

        > Alex, Jesli moge zapytac, w jakim kraju mieszkasz?

        USA ..... kraj w ktorym bycie u siebie to kwestia wlasnej decyzji i
        nastawienia do zycia, bo kazdy z kads przyjechal. Zwlaszcza w moich rejonach
        ("Dziki Zachod") w ktorych jak jakas rodzina mieszka od 2-3 pokolen to juz sa
        zasiedziali tak jak w Europie po kilku stuleciach.
        Kiedys bardzo mie irytowalo jak mnie Amerykanie pytali: "z kad jestes, masz
        akcent" wydawalo mi sie ze mi wytykaja ze jestem przybleda, jak sie
        zastanowilam to zauwazylam ze ze miedzy soba tez sie o to pytaja bo kraj
        rozlegly i ludzie sie czesto przemieszczaja. Teraz prowadze rozmowki typu: ja z
        Polski a ty ?? A ja z Bostonu, oh a jak dlugo tu mieszkasz i juz rozmawiamy jak
        rowny z rownym smile
    • neeki Re: Asymilacja 01.05.04, 23:53
      ja mieszkam w Londynie 10 miesiecy. nie wiem czy moge powiedziec : u nas. tyle
      ze w Polsce to tez juz nie jest u nas. tesknie za krajem, kupuje tu gazety
      polskie,odwiedzam polskie sklepy. w autobusie rodakow pod dostatkiem wiec
      czasami czlowiek czuje sie jak w kraju.
      nie chce wracac na stale do Polski, wolalabym mieszkac troche tu troche tam.
      moj facet nigdy sie do Polski nie sprowadzi, wiec wspolnej przyszlosci sobie
      tam nie ulozymy.
      ale asymilacja ? ja zawsze bede mowila z duma ze jestem Polka. Londyn temu
      sprzyja bo tu kazdy jest skads. i to jest piekno ( a takze niestety
      przeklenstwo ) tego miasta. narody maja tu swoje male enklawy, kazdy jest inny
      i przez to jest ciekawie.
      a Polska z Lepperami, coz w takich momentach wiem dlaczego wyjechalam.
      • dolores22 Re: Asymilacja 02.05.04, 20:34
        Kwestia asymilacji byla dla mnie nie tylko procesem w miare "naturalnym" (ktory
        tak czy inaczej mialby miejsce), co i swiadomym wyborem, zeby nie zwariowac.
        Przez pierwsze trzy lata po wyjezdzie z Polski, ogromnie za krajem i za
        wszystkim, co mi sie z Polska kojarzylo, tesknilam. To bolalo, czulam sie
        czasami taka samotna i malo zrozumiana przez otoczenie (tak sie zlozylo, iz na
        pierwszych Polakow natknelam sie dopiero po uplywie jakis trzech lat). Serce i
        dusza tesknily do Polski, a cialo mieszkalo gdzie indziej, no i ciezko bylo to
        ze soba pogodzic.
    • asia.sthm Re: Asymilacja 03.05.04, 16:13
      Mnie bylo pewnie latwiej, przywiozl mnie tu narzeczony po ponad dwoch latach
      pracy w Libii.Zamieszkalismy w jego kawalerskim mieszkaniu.,zajelam sie
      urzadzaniem gniazdka,slub, jego bardzo duza rodzina przyjela mnie jak swoja,
      studium szwedzkiego,gdzie od razu natrafilam na Polakow ( podczs stanu
      wojennego udzielano wszyskim Pl natychmiast azylu).Nie bylo tez trudno o prace.
      Aaa, pan konsul polski dopomogl w asymilacji zabierajac mi paszport za
      kare.Okazalo sie bowiem, ze popelnilam przestepstwo wykorzystania paszportu
      sluzbowego, wydanego na Libie, do prywatnych celow i zostalam "wyrzucona" na
      ulice bez waznego dokumentu tozsamosci.Byl rok 82, otrzymalam beznarodowosciowy
      paszport od Szwedow, moglismy wyjezdzac na wakacje do
      Grecji,WlkBrytanii,Hiszpanii,Szwajcarii i td ,ale nie do Polski.W miedzy czasie
      urodzilam dwoje dzieci i nalezalo moich synow zwolnic z obywatelstwa polskiego.
      Zmienily sie przepisy,zmienil sie konsul i ja jako karnie pozbawiona paszportu
      przekazalam moje polskie obyw.swoim automatycznie szwedzkim dzieciom.Podwojne
      obyw. bylo zabronione i trzeba bylo tego polskiego sie wyrzec.I znow nowy pan
      konsul mial utrapienie ze mna. Po ojcowsku tlumaczyl krzywde wyrzadzana sobie i
      synom, bardzo nas chcial za Polakow.Argumenty,ze ojciec Szwed, mieszkamy w
      Szwecji , nie planujemy powrotu,a podwojne ob.zabronione nie docieraly. I po
      raz drugi mnie wyrzucono podpisujac te zgode na zwolnienie z obywatelstwa, ale
      grozac konsekwencjami..(????)
      Dopiero po 6-ciu latach otrzymalam obywatelstwo Szw. i wtedy pojechalam do
      Kraju pierwszy raz.
      I niech sie obaj panowie konsule wypchaja trocinami, jesli jeszcze gdzies
      istnieja. Polska to nadal moj Kraj.Jest w Europie i jak mi albo moim synom sie
      spodoba to sobie wrocimy i bedziemy robic ,co nam sie zechce.
      Ciekawe ,co teraz te buce robia, kogo strasza i ponizaja??Pewnie siedza,gdzie
      grzecznie na tylku i potakuja.Hi hismile)
      Czy ktoras z was tez miala podobne klopoty?
      Moj dom i rodzina jest tu.Szwecja to tez moj Kraj.Mozna miec dwa,stac troche w
      rozkroku,jedna noga tu a druga noga tam.
      Pozdrawiam
      • alilat Re: Asymilacja 03.05.04, 18:57
        Nasi znajomi mieszkaja w West Virginia. Czasami jezdzimy tam, bo okolica piekna
        i oni sympatyczni. Ona jest Zydowka polskiego pochodzenia. jako male dziecko
        zostala uznana za wroga narodu i wraz z rodzina musiala wyjechac z kraju. Byl
        rok 1968 . Odebrano im obywatelstwo polskie.Jej rodzice juz nie zyja.
        Zawieruszyla sie jej metryka urodzenia, ona wie, ze urodzila sie w Polsce, ale
        nawet nazwy miejscowosci nie pamieta. I do tego zaraz po przyjezdzie rodzice
        zmienili nazwisko na brzmiace z "amerykanska" , wiec nie wie jak brzmialo jej
        pierwsze nazwisko. Chca pojechac do Polski - turystycznie - ona jednak sie boi,
        czy nie bedzie miala klopotow...tyle sie mowi o zatrzymywaniu Polakow
        emigrantow na granicy, bo nie maja polskiego paszportu, a w tym z ich obecnego
        kraju w miejsce urodzenia wpisano Poland.
        dzwonili do nas pytajac, nie umialismy im nic konkretnego powiedziec.
        Moze wy cos wiecie jak to jest teraz w Polsce z tymi paszportami?
        • syswia Re: Asymilacja 03.05.04, 21:14
          Wydaje mi sie, ze nic jej nie powinno nieprzyjemnego grozic przy przekroczeniu
          granicy polskiej na amerykanskim paszporcie. A dlaczego mi sie tak wydaje? Bo
          obywatelswo polskie dziedziczy sie po przynajmniej jednym rodzicu Polaku.
          Miejsce urodzenia nie ma tu nic do rzeczy. Moje np. dzieci urodzone w Kanadzie z
          matki Polki i ojca Kanadyjczyka automatycznie otrzymuja podwojne obywatelstwo bo:
          urodzily sie w Kanadzie (Kanada honoruje prawo ziemi)
          urodzily sie z matki Polki (Polska honoruje prawo krwi).
          Skoro rodzice Twojej znajomej zmienili nazwisko po przyjezdzie do USA, to ona
          nie moze figurowac z zadnych "rejestrach polskosci".
          Nie jestem prawnikiem, ale troche sie interesowalam losem moich przyszlych
          dziecismile Poza tym duzo sie slyszy o Polakach w Kanadzie, ktorzy maja problemy z
          wjazdem do Polski, bo maja juz tylko paszport kanadyjski - po uzyskaniu
          obywatelstwa kanadyjskiego przez wiele lat nie byli w Polsce. Jeszcze bardziej
          zagmatwane sa losy dzieci takich ludzi, ktore bedac Kanadyjczykami, nieraz w
          ogole nie mowia nawet po polsku i przez przypadek dowiaduja sie, ze na
          kanadyjskim paszporcie nie moga wjechac do Polski. Bo w swietle prawa polskiego
          sa obywatelami Polski. Ale jej sytuacja jest inna - ona ma inne nazwisko - moze
          sie w ogole nie przyznac, ze jej rodzice byli obywatelami Polski...
          S.
          • alilat Re: Asymilacja 03.05.04, 23:09
            tutaj chodzi najbardziej o wpis w paszporcie, ze urodzona w Polsce, co ma na to
            powiedziec?
            • yagnieszka Re: Asymilacja 04.05.04, 02:26
              Gdy mysle "u nas" - to mysle mojej rodzinie. Tej najblizszej - ja, moja druga
              polowa, moj syn, moja pasierbica i tej wiekszej - calej rodzinie, ktora mnie tu
              przyjela bez zadnych zastrzezen. Moi "tesciowie" (nie mam slubu) maja w sumie 6
              dzieci, te dzieci maja swoje polowki i swoje dzieci, sa juz i wnuki - jak tak
              siadziemy przy stole to jest glosno, nie da sie ukryc ;o) No i my - te drugie,
              czasem trzecie polowy - jestesmy z roznych stron Kanady, Stanow, roznych stron
              swiata. Ta moja quebecka rodzina sprawila, ze asymilacja byla prawie
              bezbolesna. Zwlaszcza, ze laczyla sie z moja nieustajaca wdziecznoscia za
              milosc i czulosc jakimi obdarzony zostal moj syn. Byc moze nie ma w tym nic
              dziwnego, ze taka rodzina przyjmuje z otwartymi ramionami mlodociana matke z
              malym chlopczykiem. Dla mnie to jednak zawsze byl i bedzie swoisty "cud", ze
              tak nas z miejsca pokochano choc dosc dlugo ciezko nam sie bylo porozumiec w
              tym samym jezyku ;o)
              No wiec jakze bylo sie nie zasymilowac smile
              • alilat Re: Asymilacja 04.05.04, 04:32
                pieknie to napisalas Aguś!
    • krolewna.sniezka Re: Asymilacja 07.05.04, 04:46
      ciekawy temat, czesto sie zastanawialam nad polityka stanow zjednoczonych, czy
      jest ona kierowana na asymilacje immigrantow czy tez na ich integracje. Mysle
      ze w moim stanie jest to bardziej nastawione na asmymilacje, wycofali programy
      ze szkol ktore pozwalaja uczyc dzieci immigrantow w ich ojczystym jezyku. No a
      co to ma do mnie? Otoz bylo glosowanie nad tym programem i o zgrozo, ja
      glosowalam nad pelna asymilacja jezykowa w szkolach. Polska jest dla mnie
      krajem z ktorego pochodze, ale USA to jest moj kraj z wyboru. Nie jezdze do
      Polski bo nie mam juz do kogo, raz bylam i czulam sie jak glupek, bo byla
      wymiana pieniedzy, ludzie przeliczali pieniadze w milionach czy tysiacach ja
      przez tydzien pobytu nie moglam sie zorientowac o co chodzi. Poszlam do sklepu
      i poprosilam: czy moge miec lody truskawkowe? a babka ze smiechem: oczywiscie
      ze pani moze..hehe, czyli moja gramatyka do kitu tez jest.

      W te niedziele bylismy na sniadaniu w restauracji w LV. Maz kupil sobie USA
      Today, na pierwszej stronie byly zdjecia marines ktorzy polegli w walkach w
      Iraku, cala strona mlodych chopcow, podobnych do dzieci moich sasiadow,
      znajomych, czy przyjaciol. Nawet nie wiem kiedy lzy zaczely mi padac do
      talerza, rozszlochalam sie jak male dziecko przy stole. Tak, TU a nie TAM jest
      moj dom i wszystko co jest mi bliskie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka