garow i skrobniecia czegos dla Was

Na poczatek wywod o kuchni chilijskiej,
hihi. Tekst powstal czas jakis temu, wiec wklejam gotowca

Wybaczcie. Dzis
do kuchni nie wchodze, bo wybieram sie na koncert, a ze wczorajsza wizyta u
fryzjera nie natraja optymistycznie, wedruje robic sie na bostwo

----
Trudno mowic o czyms takim jak kuchnia chilijska, przez hiszpanska konkwiste
wszystko sie wymieszalo. Araukanie mieli swoje ziemniaki, kukurydze, orzeszki
piniowe itp., Pedro de Valdivia przywiozl swinki, krowki, kurczaki, zboza i
to co nazywaja lokalna kuchnia to mieszanka wszystkiego, tak ze czasem nie
wiadomo co komu przypisac. Kuchnia, z ktora sie spotykam na codzien jest na
pewno w 100% miesna (tyle, ze jak wolowina to tylko argentynska - niebo w
gebie!), ciezkostrawna, toporna i malo wyszukana. "Typowi" tubylcy nie
potrafia przyprawiac (sypia maximum soli i nazywaja to przyprawianiem),
preferuja smaki extremalne (slone, ostre bez smaku, slodkie), nie potrafia
smazyc i gotowac (kotlet w ich wydaniu to wpol surowy "jezor"), a
mikrofalowka zastepuje im umiejetnosci. Na przyklad potrafia Ci obok puree z
proszku wysypac groszek z puszki i nazwac to surowka, albo polac makaron
przecierem pomidorowym i nazwac ten ostatni sosem. Mysle, ze to jednak znak
czasow, kraj jest bardzo zamerykanizowany, jada sie kiepsko, a kobiety umieja
gotowac glownie przy pomocy karty kredytowej meza. Latwiej o "typowe" dania
na prowincji. Choc tez do mnie w wiekszosci nie przemawiaja to przynajmniej
sa ciut bardziej przetworzone. Na pierwszy ogien ida zawsze wszedobylskie
empanadas - nadziewane miesem, serem, oliwkami bulki z "kruchego" ciasta. To
wlasnie, w akcie patriotyzmu, pozera sie w straszliwych ilosciach na swieto
narodowe. Poza tym soczewica i odmiany fasolki podawane w sposob typowy dla
biednych kuchni (choc kraj wcale biedny nie jest, to chyba wlasnie
pozostalosci po kulturach araukanow), czyli wszystko w jednym garnku, ale
polaczenia przyprawiaja o skret zoladka (fasola z makaronem, kapusta, dynia i
Bog wie czym jeszcze). I przykladem innych kuchni bulion czyli cazuela, w
ktorej dryfuja np.: niedogotowane szczatki wolu, polowki ziemniekow, kawaly
dyni i kukurydzy... brrrr... trawisz cos takiego przez nastepny tydzien,
niewiele ma to wspolnego z francuskim oryginalem

Co dalej? Humitas, czyli
znow cos wspolnego dla calego swiata - zawijance. Tym razem masa oparta
glownie na gotowanej kukurydzy zmieszanej ze wszystkim co sie znalazlo w
lodowce i zawiniete w lisc kukurydzy. Ech, gdzie im do naszych golabkow!
Pastel de choclo, pastel de papas to takie zapiekance na kukurydzy/puree
ziemniaczanym z miesem, oliwkami, cebula, zoltym serem itp. To w domowym
wydaniu da sie zjesc. Chleb tragiczny jak wszedzie poza ojczyzna. Ciasta -
jeden cukier i mnostwo chemii coby dlugo bylo "swieze", choc w kilku
ciastkarniach da sie znalezc cos lepszego (polska, niemieckie itp

).
Zeby tylko nie narzekac napisze ze swojego punktu jedzenia, bo w takim ujeciu
to tu raj na ziemi

Jesli ktos liznal choc troche kuchennych umiejetnosci -
znajdzie tutaj wszystko. Wspaniale ryby (od lososia po wieloryba -
tubylcom ... smierdza!), owoce morza (machas z parmezanem - rozkosz dla
podniebienia), dorodne warzywa i owoce (rowniez te dla nas egzotyczne),
argentynska wolowina i drob, cudowny miod, mleko (ale juz nie sery, choc
ostatnio wypatrzylam bardzo dobry ... z Urugwaju), migdaly, wszelkiego
rodzaju orzechy, przyprawy u nas prawie nie osiagalne tutaj banalnie tanie
(np.: szafran). Niektore rzeczy trudno czasem dostac bo wszystko pchaja za
dewizy na eksport, ale mam coraz lepsze kontakty z targowymi sprzedawcami
wiec wszystko da sie zalatwic. No, a poza tym co rzucisz w ziemie to rosnie i
tym sposobem ogrodek pod domem zazielenil sie wlasnie nawet przyslana z
Polski (w "niedozwolonych" nasionkach) kalarepa

I tak oto dolozylam
cegielke do zaburzania swiatowej rownowagi ekosystemu...hihi.. Ach i bylabym
zapomniala! Kilometrowe rzedy polek uginajace sie pod ciezarem wspanialych,
ale to wspanialych, pachnacych sloncem win w cenach przystepnych nawet dla
zwyklego zula. Sama nie wiem ile pieniedzy juz na nie przepuscilam, nalogowy
alkoholizm zajrzal mi prosto w oczy normalnie. Gdybys jednak w cieply, letni
wieczor, pod tym cudownie rozgwiezdzonym niebem sprobowala rozkoszy nektaru
jakim jest moskatel Late Harvest Carpe Diem wiedzialabys o czym mowie.
Aby byl poglad na wyglad niektorych tutejszych wytworow kulinarnych :
www.chile.com/tpl/articulo/detalle/ver.tpl?cod_articulo=1408,
wprawdzie po hiszpansku ale co tam, obrazki mowia same za siebie
-------
o podrozach nastepnym razem
*******************************
www.polcom.cl/patagonia
volvina.blog.onet.pl
smakosze.blox.pl