Dodaj do ulubionych

Już za niecały miesiąc

20.04.05, 03:04
18 maja lecę do Polski, po raz pierwszy od czasu, gdy tu jestem, czyli od
ponad półtora roku! Jadę na miesiąc, pierwsze 2 tygodnie razem z Joshuą, potem
ja zostaję jeszcze przez 3 tygodnie, on musi wracać do pracy. Cieszę się jak
dziecko!

Pewnie ten temat był tu już wałkowany do bólu, ale i tak zapytam: Jak często
bywacie w Polsce? Czy bardzo Wam tego brakuje?

Mnie tak. Czasami tak z nienacka myślę o jakimś miejscu we Wrocławiu
(niekoniecznie mającym dla mnie jakieś głębsze znaczenie emocjonalne, to może
być np. przystanek, na ktorym czasem czekałam na autobus) i tak bardzo
chciałabym tam być, choć przez chwilkę. Ale najbardziej brakuje mi moich
polskich przyjaciół. Od czasu, gdy tu wyjechałam, moja siostra zaraziła się
żółtaczką typu C (moja siostra i jej życiowe wybory, a zwłaszca wybór
partnerów, to temat na parę książek), jedna z moich najbliższych przyjaciółek
urodziła córeczkę (która ma teraz ponad 2 miesiące), inna wyszła za mąż rok
temu, a jeszcze inna wychodzi za mąż 21 maja (to właśnie jej ślub był
bezpośrednim bodźcem do naszego przyjazdu! smile) i za parę tygodni ma super
wieczór panieński, który mnie ominie. Czasami naprawdę bardzo żałuję, że nie
mogę być przy bliskich mi ludziach w tak ważnych dla nich (dobrych lub złych)
momentach, chociażby po to, żeby przytulić i pokazać, że JESTEM.

A jak to jest u Was, szanowne współemigrantki?
Obserwuj wątek
    • syswia Re: Już za niecały miesiąc 20.04.05, 03:16
      ja lece do Polski we wrzesniu, zahaczymy jeszcze o Wlochy, ktorych moj malzonek
      nigdy nie odwiedzil. Jestem w Kanadzie prawie 2,5 roku - bylam w Polsce raz, z
      okazji mojego wlasnego slubu koscielnego.
      Ta tesknota z czasem mija, przynajmniej w moim przypadku. Czasem mi glupio, bo
      nie tesknie, tak jak kiedys, czasem w ogole nie tesknie. Tesknie tylko za
      przyjaciolmi, ktorych przyjazn przetrwala te probe czasu i odleglosci. Za
      miejscami juz nie - mam tutaj ulubione knajpki, miejsca do posiedzenia,
      kawiarnie, ulubione zakatki w parku itd itd. Moje zycie w Polsce jest jakby za
      mgla, to bylo tak dawno temu - wydaje mi sie, choc to dopiero 2,5 roku...
      • mulinka Re: Już za niecały miesiąc 20.04.05, 03:24
        ja jezdze (z zalozenia) raz do roku, ale w praktyce czesciej
        wyjechalam dosc nagle i mam tam wciaz sporo spraw w tzw."toku"
        no i Mame
        mowiac szczerze, do Polsi jako takiej nie tesknie, nie tesknie do miejsc
        ale ...do ludzi, przyjaciol, znajonych - tak
        czesto mi ich brakuje
        mam chec na babskie gadki itd.
        i...cholernie przezywam zle wiesci od przyjaciol
        odchorowuje to (!)
        na szczescie chyba juz zla passa mija
        bo i moje samopoczucie lepsze smile
        a moze dlatego, ze lece....za 3 dni(?)
        smile)
      • blue_jay Re: Już za niecały miesiąc 20.04.05, 03:29
        bylam w Polsce na swieta Bozego Narodzenia w ubieglym roku, po wiecej niz 2
        latach na obczyznie i potrzebowalam tego wyjazdu, aby dostac "rozgrzeszenie";-
        ) a moze upewnic sie, ze rodzina ma sie dobrze i zapewnic ich, ze ja tez mam
        sie dobrze
        tesknie baardzo rzadko tesknota powalajaca na kolana, odkad zaczelam prace,
        wrocilam do szkoly, wyszlam do ludzi, buduje sobie tutaj nowa rodzine, bo z
        rodziny to tylko maz tu jest hehe, ale mam doszywana mame ( Wloszkewink),
        doszywane ciotki z roznistych zakatkow swiata i.. jestem w koncu spokojna.. mam
        obie nogi na jednym kontynencie, nie rozpaczam juz.. fakt, chcialabym
        uczestniczyc w waznych wydarzeniach w zyciu moich przyjaciol, ale nei mozna
        miec wszystkiego, wiec nei rozbijam glowa muru..
    • tamsin Re: Już za niecały miesiąc 20.04.05, 15:45
      nie jezdze do Polski w ogole, ostatnio bylam tam ponad 10 lat temu, ale tez nie
      mam do kogo tam jezdzic bo z rodziny to mi tylko pociotki pozostaly w kraju i
      to tez nie najblizsze. Moj maz nigdy w Polsce nie byl, tak kiedys myslalam o
      wyjezdzie do Pragi a z tamtad do Krakowa/Wieliczki/Oswiecimia, zeby cos z tej
      Polski zobaczyl. Na razie wybieramy sie jak dwie sojki za morze i wybrac sie
      nie mozemy nigdzie, nie mowiac juz o Pradze. Wroclaw bardzo dobrze wspominam
      (oprocz trojkata bermudzkiego wink to bylo moje ukochane miasto, troche mysle
      jakby fajnie bylo pochodzic sobie po rynku i placu Solnym itp, moze kiedys
      sobie pojade.
      • ania_2000 Re: Już za niecały miesiąc 20.04.05, 16:02
        W Polsce bylam ostatnio przez dluzszy okres czasu - i jako tako mnie tam nie
        ciagnie. W pracy mam tak malo urlopu, ze wole go wykorzystac na jezdzenie w
        inne strony i zwiedzanie nowych miejsc.
        Jezeli chodzi o kolezanki - to przez tyle lat kontakty sie urwaly, zreszta jak
        wyjezdzalam pod koniec lat 80 to o internecie jeszcze slychac nie bylo,
        wszystko bylo utrudnione - nie to co terazsmile
        Musze przyznac, ze nie mam "ciagot i tesknot". Tutaj jest mi dobrze.
    • mijaczek Re: Już za niecały miesiąc 20.04.05, 17:00
      a ja 18.maja wracam z polski :o) a jade za tydzien...jupi!!!!
      • monhann2 Re: Już za niecały miesiąc-PYTANIE 20.04.05, 17:55
        Z czasem ta tesknota mija. Zwlaszcza jak czlowiek sie zakorzeni w nowym kraju,
        tu ma dom, dzieci, szkoly, prace, problemy itd. Kiedys jezdzilam czesciej, bo
        taka mialam potrzebe, teraz coraz rzadziej, mama przyjezdza do mnie i siedzi
        zwykle dosc dlugo. Kolezanki rozjechaly sie po swiecie. Zwykle jak jade, to juz
        po ok tygodniu chce wracac, dzieciaki tez, dla nich to inny swiat, nawet mleko
        smakuje ponoc inaczej i jest wg nich niedobre (nie wiem, mleko pije tylko do
        kawy!) Mam pytanie Dziewczyny-Emigrantki: czy jak jezdzicie do kraju swojego
        dziecinstwa to czujecie tak jak ja, ze juz tam nie nalezycie? Mam nadzieje, ze
        przynajmniej czesc z Was podzieli moje spostrzezenie i nie jestem tu wyjatkiem?
        • tamsin Re: Już za niecały miesiąc-PYTANIE 20.04.05, 18:04
          Monahann, podzielam opinie. Rowniez ze smakami..jak bylam z ostatnia wizyta te
          dziesiec lat temu to myslalam ze sie ponajadam tych dobroci jak nie wiem co.
          Boczek smakowal mi inaczej, tak dziwnie, lody tez, jedynie co mi smakowalo to
          salata ze smietana, ale jaka ja mialam po tym rewolucje zoladkowa! wink
        • mijaczek Re: Już za niecały miesiąc-PYTANIE 20.04.05, 18:05
          Moi rodzice zawsze mi powtarzali [odkad wyprowadzilam sie z Zielonej do
          Krakowa], ze ich dom jest moim domem i zawsze tam bedzie "pokoj Mijaczka".
          Kiedy tam jestem, czuje, ze jestem w domu. Lubie to. No ale moja emigracja to
          raczkuje dopiero... jedna noga tu, druga tam... i nigdzie tak naprawde.
          Pozdrafiam
          Mia
          • ania_2000 Re: Już za niecały miesiąc-PYTANIE 20.04.05, 18:33
            Te wszystkie odczucia – w naszym przypadku emigracyjne, zwiazane z odwiedzinami
            z Polska – sa stare jak swiat …

            Jak w kazdym przypadku, gdzie nastepuje radykalna ZMIANA w zyciu jednostki,
            przezywamy rozne stany emocjonalne, poczynajac od euforii, poprzez negacje,
            protesty, akceptacje i na koncu pogodzenie sie z rzczywistoscia...

            W kazdym przypadku “emigranta” – wystepuje pare etapow w jego psychice. Wpierw,
            po poczatkowym “zachlysnieciu” sie nowa rzeczywistoscia, gdzie bezkrytycznie
            zachwycamy sie nowym krajem nastepuje fala depresji – w wiekszym czy mniejszym
            stopniu – gdzie tesknimy, myslimy bez przerwy o naszym kraju…potem, po jakims
            czasie – zapuszczamy korzenie- znajdujemy prace, znajomych, poznajemy
            otaczajaca nas rzeczywistosc do tego stopnia, ze czujemy sie jak w domu.
            Akceptujemy, przyzwyczajamy sie, odnajdujemy sie I zyjemy spokojnie w nowym
            miejscu.
            U jednych te etapy moga byc dluzsze, u innych krotsze – przeciez kazdy z nas ma
            inny charkater I inna psychike.
            • aneta05 Re: Już za niecały miesiąc-PYTANIE 20.04.05, 19:30
              Ja mieszkam poza Polska juz 10 lat (ale ten czas leci.)Przez pierwsze 4 lata
              pobytu w USA nie moglam latac (sprawy imigracyjne) i myslalam, ze oszaleje. Jak
              juz dostalam zielona karte to przez nastepne 4 lata bylam w PL i na Boze
              Narodzenie i przynajmniej na 2 miesiace w lecie. Odkad zaczelam prace mam nie
              cale 5 tygodni urlopu i ostatnio bylam na Boze Narodzenie 2003. W 2004 moj M
              sie zbuntowal i powiedzial, ze sa inne miejsca na swiecie i wybralismy sie na
              podboj Azji...fajnie bylo, ale musialam sobie odpuscic Polske. W tym roku mam
              zamiar poleciec na Boze Narodzenie no chyba, ze Rodzice do mnie przyleca (w
              lecie bede miala brata.) Moj M wlasnie tak argumentuje, ze rodzinka moze
              przyleciec to my juz nie musimy w tamta strone latac. Nie do konca sie z nim
              zgadzam bo ja mam w PL przyjaciol i cala rodzine z ktorymi lubie sie spotykac a
              poza tym uwielbiam spacerowac swoimi uliczkami, obok mojej podstawowki i liceum
              nie mowiac juz o wizycie na krakowskim rynku. Uwielbiam wchodzic do polskich
              ksiegarni i przegladac wszelkie nowosci wydawnicze (dla mnie generalnie
              wszystko to nowosc), lubie chodzic do teatrow czy na koncerty.
              W PL czuje sie jak w domu i musze tam byc "podladowac akumulator." Jest mi to
              potrzebne do zycia i mam nadzieje, ze nigdy sie nie zmieni.
              A co do jedzenia to uwazam, ze jest o wiele smaczniejsze od amerykanskiej
              chemii.
        • triskell Re: Już za niecały miesiąc-PYTANIE 20.04.05, 23:22
          monhann2 napisała:
          > Mam pytanie Dziewczyny-Emigrantki: czy jak jezdzicie do kraju swojego
          > dziecinstwa to czujecie tak jak ja, ze juz tam nie nalezycie? Mam nadzieje, ze
          > przynajmniej czesc z Was podzieli moje spostrzezenie i nie jestem tu wyjatkiem?

          Odpowiem w czerwcu, jak wrócę z pierwszej wizyty w Polsce smile
          • mon101 Re: Już za niecały miesiąc-PYTANIE 23.04.05, 18:41
            Ja mialam taki okres ze czulam sie tam obco, nawet wszystko mnie denerwowalo.
            ale teraz, ku memu zdziwieniu czuje sie tam lepiej i lepiej, chociaz wiekszosc
            mego zycia spedzilam zagranica. Jezdze dwa, trzy razy do roku od dwoh lat.
            Staram sie jezdzic sama, bez rodziny na glowie i wtedy robie to na co sama mam
            ochote - laze po Warszawie, siedze w kawiarniach, gapie sie na ludzi, laze po
            sklepach. rozmawialismy z mezem o tym zeby na emeryture wyprowadzic sie z tej
            zimnej Szwecji do Toskanii albo na Korsyke, ale teraz mysle sobie przekornie -
            dlaczego nie do Warszawy? Moze to wiek? Opowiadala mi kolezanka ze byla z
            wizyta u matki kolezanki w domu starcow w Sztokholmie i tam spotkala Poke z
            demencja, ktora mimo calego zycia spedzonego w Szwecji nagle nie pamieta
            zadnego slowa po szwedzku, maz Szwed uczy sie polskiego zeby sie z nia
            porozumiec..... wink
    • triskell Re: Już za niecały miesiąc 20.04.05, 22:36
      U mnie to troszeczkę inaczej z tym "przystosowaniem się emigranta", bo ja nie
      planuję być w Stanach na stałe. Od początku założenie było takie, że pomieszkamy
      tu może z 5 lat (choć nigdy nie było to ustalone z taką aptekarską
      dokładnością), a potem wracamy do Polski. Mój mąż marzy o tym, żeby się
      zestarzeć w Europie i Polska podoba mu się bardziej.

      Jeśli chodzi o jedzenie, to ja prawdę mówiąc wolę jedzenie w Polsce, ale może
      dlatego, że moja mama cudownie gotuje smile. Tutaj nawet jogurty z owocami są dla
      mnie _za_słodkie_, w większości żywności albo za dużo konserwantów albo dopłaca
      się duże pieniądze za przymoitnik "organic" (czy też "artisan" w przypadku
      chleba, który ja nazywam "normalnym", w przeciwieństwie do "chleba-szmaty").
      Brakuje mi możliwości kupowania latem kilogramów tanich truskawek czy czereśni,
      smaku polskich pomidorów latem (bo te zimowe smakują tak, jak amerykańskie), a
      przede wszystkim soku z czarnych porzeczek (wyczytałam w internecie, że powodem,
      dla którego w Stanach ten owoc nie jest popularny, jest fakt, że od początku XX
      wieku do bodajże lat 50-tych, może późniejszych, uprawa czarnej porzeczki w
      Stanach była zabroniona. Chodziło o jakąś muszkę, która atakowała sosny, ale
      pewną część swojego cyklu rozwojowego spędzała właśnie na czarnych porzeczkach.
      Z muszką już dawno sobie poradzono, zakaz usunięto, ale nie ma tradycji, bo
      przez tyle lat jej nie było. W związku z tym jeden z najpopularniejszych soków w
      Europie - i najzdrowszych! - jest tu praktycznie nieznany. Podobno na wschodnim
      wybrzeżu można kupić w sklepach polskich czy niemieckich, ale tu takich niestety
      nie ma). Jestem pewna, że jak już wrócę na stałe do Polski, to pewnie niektórych
      rzeczy stąd też mi będzie brakować, np. tego gruszkowego cidera, który w maju
      przywiozę polskim przyjaciołom, albo corn chips o smaku guacamole smile.

      Z ludźmi z Polski kontakt mam stały. Faktycznie internet to ułatwia, ale
      przecież tutaj tak tanie są telefony. Kupujesz kartę za $10 i rozmawiasz z
      Polską przez 4 godziny (słyszałam, że np. w Nowym Jorku są jeszcze tańsze karty).

      Mijaczku, to już teraz rozumiem Twój nick ;-P - Mijamy się dokładnie, bo ja
      właśnie 18 maja wyjeżdżam _do_ Polski.

      Tamsin - Rynek i uliczki koło niego bardzo się zmieniły od czasu Twojej
      ostatniej tam wizyty. Mnie samej nie było tam od półtora roku, ale w ciągu
      ostatnich lat przed moim wyjazdem bardzo się tam ożywiło, pełno knajpek
      otwartych do późnej nocy, kilka nowych fontann, ładniejsze nocne oświetlenie.
      Jeśli będziesz we Wrocławiu i lubisz kuchnię meksykańską, to polecam Mexico Bar
      parę ulic od Rynku (albo Rzeźnicza, albo Kiełbaśnicza, zawsze mi się mylą). Mój
      amerykański mąż, wychowany w kraju, gdzie meksykańskie knajpy co krok, ze
      zdziwieniem stwierdził, że najlepsze enchillady jadł... właśnie we wrocławskim
      Mexico Bar. A tak jeszcze a propos Rynku, to moja przyjaciółka, na której ślub
      21 maja się wybieram, bierze ów ślub W RATUSZU! big_grin Obiecuję porobić zdjęcia.
      • ania_2000 takie tam.. 20.04.05, 23:08
        Jezeli chodzi o jedzenie, to uwazam ze zdecydowanie amerykanskie
        jest “latwiejsze” smile a przy polskim trzeba sie troche narobic, co w moim
        przypadku glownie sie NIE udawalo, bo mam 2 lewe rece jezeli chodzi o
        gotowaniesmile
        Wspaniale sa polskie wedliny, sery, serki, twarozki, jogurty. CHLEB..
        Tutaj takich dobrych nie ma. Ale w polsce nie ma ( lub jest b.drogie). Lubie
        tak jak Triskell cornchips – tutaj jest taki duzy wybor, rozne smaki - salsy –
        margarity truskawkowejsmile, corony. Wogole meksykanskiego. W pl malo popularne sa
        shrimps – ktore bardzo lubie – tak jak wszystkie owoce morza... Aha – wino
        kalifornijskie – wiem, jest, ale dwa razy drozsze niz wartesmile Uwielbiam tez
        chinskie – mniam, sushi

        Natomiast jezeli chodzi o powroty…to ja bym do Polski nie wrocila juz…
        Jest tam wiecej spraw/rzeczy/wydarzen ktore mnie denerwuja I z ktorymi sie nie
        zgadzam i z ktorymi nie moglabym sobie poradzic niz tutaj…

        A poniewaz jestem leniwa i wygodna – to nie chce mi sie z tym walczyc,
        zmieniac, czekac na lepsze – tak wiec zostane tu..
        • triskell Re: takie tam.. 20.04.05, 23:19
          ania_2000 napisała:
          > Tutaj takich dobrych nie ma. Ale w polsce nie ma ( lub jest b.drogie). Lubie
          > tak jak Triskell cornchips – tutaj jest taki duzy wybor, rozne smaki - s
          > alsy –
          > margarity truskawkowejsmile, corony. Wogole meksykanskiego. W pl malo popularne sa
          >
          > shrimps – ktore bardzo lubie – tak jak wszystkie owoce morza... Aha
          > – wino
          > kalifornijskie – wiem, jest, ale dwa razy drozsze niz wartesmile Uwielbiam t
          > ez
          > chinskie – mniam, sushi

          Sushi nigdy nie jadłam (ale myślałam, że to japońskie?). Jeśli chodzi o rozmaite
          rzeczy meksykańskie, to coraz bardziej się w Polsce przyjmują. Coronę już
          póltora roku temu można było kupić w supermarketach, Margaritę faktycznie tylko
          w knajpach meksykańskich (moja ulubiona to mango), a corn chips faktycznie tylko
          3 czy 4 rodzaje (przynajmniej półtora roku temu). Ale mnie najbardziej brakować
          będzie retauracji indyjskich, w Olympii są dwie, we Wroclawiu półtora roku temu
          nie było żadnej.
          • ania_2000 Re: takie tam.. 20.04.05, 23:33
            triskell napisała:

            >>
            > Sushi nigdy nie jadłam (ale myślałam, że to japońskie?).
            NO pewnie ze japonskie?smile a jakie ma byc?smile moze sie nie precyzyjnie wyrazilam,
            ale w swojej ignorancji myslalm ze to oczywistesmile


            Jeśli chodzi o rozmait
            > e
            > rzeczy meksykańskie, to coraz bardziej się w Polsce przyjmują. Coronę już
            > póltora roku temu można było kupić w supermarketach,
            Tak - widzialamsmile Zakurzona i po 6 zlotychsmileo ile dobrze pamietam - pewnie
            stara i przeterminowana


            Margaritę faktycznie tylko
            > w knajpach meksykańskich (moja ulubiona to mango),
            Niestety - nie sa ze zmielonym lodem a i ich "jakosc i ilosc" to tez nie to
            samosmile W polsce smakowala mi - Sangriasmile(wiem Tristell - to nie mex tylko
            hiszpanska, staram sie byc bardziej precyzyjnasmile

            a corn chips faktycznie tylk
            > o
            > 3 czy 4 rodzaje (przynajmniej półtora roku temu).

            ja widzialam tylko jeden rodzaj - plainsad

            Ale mnie najbardziej brakować
            > będzie retauracji indyjskich, w Olympii są dwie, we Wroclawiu półtora roku
            temu
            > nie było żadnej.


            Ale to chyba dobrze ze w roznych krajach sa rozne "jedzenia" co? Ja bardzo
            lubie probowac rozne rzeczy - nowe, nieznane, o roznych smakach.

            no i wiem, ze jest to wszystko poza moimi umiejetnosciami kulinarnymi...
            • triskell Re: takie tam.. 21.04.05, 03:27
              ania_2000 napisała:
              > NO pewnie ze japonskie?smile a jakie ma byc?smile moze sie nie precyzyjnie wyrazilam,
              > ale w swojej ignorancji myslalm ze to oczywistesmile

              Może Cię źle zrozumiałam, ale napisalaś "Uwielbiam tez chinskie – mniam, sushi",
              więc byłam zaskoczona, bo o chińskim sushi nie slyszałam smile. Na co polecasz
              zwracać uwagę, kupując sushi? Bo słyszałam, że można trafić albo na dobre, albo
              na złe, a nie chcę, żeby moje pierwsze doświadczenie z nim zniechęciło mnie na
              resztę życia.

              We Wrocławiu od paru lat dostępne są co najmniej trzy rodazaje corn chips,
              oprócz plain także serowe i paprykowo-pikantne czy jakieś takie. To prawda, że
              daleko temu do amerykańskiej różnorodności.

              Natomiast znacznie lepszy jest polski miód pitny (tu podobno można kupić na
              jarmarkach średniowiecznych, a w sklepie kupiłam raz i był... wytrawny, co dla
              mnie mija się z ideą miodu pitnego).

              Przypomniały mi się jeszcze inne polskie rzeczy, których mi tu brakuje:
              - pasztety... Tu można kupić jedynie Braunschweiger, czyli wątrobiankę. Brakuje
              mi dobrych i bardzo tanich pasztecików prochowickich z drobiu o smakach typu
              pomidorowy, pieczarkowy, z majerankiem czy z tymiankiem. Co gorsza, nawet sobie
              zapasu z Polski nie przywiozę, bo przywóz wyrobów mięsnych surowo zakazany sad,
              - kabanosy (niby pepperoni sticks troszeczkę podobne, ale to jednak nie to) i
              sucha krakowska,
              - chusteczki higieniczne mentolowe. Tu na wszystkich napisane jest "unscented" i
              nie wiem, po co to piszą, bo "scented" nigdzie nie widziałam,
              - cukierki z alkoholem. To specyfika Stanu Washington, wiem, że zależnie od
              stanu różnie się ta sytuacja przedstawia. Ale tutaj prawa stanowe dotyczące
              alkoholu są naprawdę dziwne:
              • mulinka Re: takie tam.. 21.04.05, 03:46
                1) nie kupuj sushi w sklepie, nie bedzie dobre
                na sushi trzeba isc do japonskiej knajpy (dobrej, takiej, do ktorej chodza
                japonczycy)
                2) pasztet mozesz spokojnie zrobic sama (krolikow jest w sklepach pod
                dostatkiem, boczek tez, no i inne mieska - sluze przepisem)
                3)kabanosy dostaniesz w polskim sklepie (sucha krakowska tez)
                w polskim sklepie w mojej okolicy wedlina jest lepsza niz....w Polsce smile
                4) cukierki, czekoladki z alkoholem tez kupisz, ale np.w BJ (nie wiem, czy jest
                w Twojej okolicy, taki sklep typu "macro", tam tez bedzie 100 rodzai chusteczek
                chigienicznych
                5) legitymuja Cie w sklepie z alkoholem, bo taki jest przepis, a tu przepisy sa
                przestrzegane smile (legitymuja wszystkich, zeby ktos, kto ma 21-30 lat nie czul
                sie...dyskryminowany, tak mysle)
                Po prostu troche inne zasady, ale...mozna sie przyzwyczaic, mnie JUZ nie
                denerwuja
                Jest tez pieczywo, dobre, prawie jak polskie, no...i tak naprawde, to wszystko
                mozna kupic, albo zrobic (jak w przypadku pasztetu), nawet kiszona kapuste,
                zeby jesc jako surowke, bo ta ze sloikow, to wlasciwie tylko na zupe lub bigos
                smile
                bedzie dobrze
                • triskell Re: takie tam.. 21.04.05, 06:34
                  mulinka napisała:
                  > 2) pasztet mozesz spokojnie zrobic sama (krolikow jest w sklepach pod
                  > dostatkiem, boczek tez, no i inne mieska - sluze przepisem)

                  O tak, bardzo proszę. Najlepiej taki, do którego nie trzeba maszynki do mięsa,
                  bo jak na razie moja chęć robienia pasztetu właśnie o to się rozbiła. W końcu
                  kiedyś ją kupię, więc o przepis proszę tak czy owak smile

                  > 3)kabanosy dostaniesz w polskim sklepie (sucha krakowska tez)

                  Tylko że tu niestety nie ma polskich sklepów. Gdyby były, to ten soczek z
                  czarnej porzeczki już od dawna żłopałabym. Znalazłam stronę (nazywała się
                  bodajże shoplocally.com), na której można wpisać produkt i dowiedzieć się, gdzie
                  go w okolicy można kupić. Jak wpisalam wschodnie wybrzeże i ten nieszczęsny
                  soczek, to wyskoczyło pełno polskich sklepów. Jak to samo wpisałam z kodem
                  Seattle (nie mówiąc już o Olympii), to okazało się, że w promieniu 100 km nie ma.

                  > 4) cukierki, czekoladki z alkoholem tez kupisz, ale np.w BJ (nie wiem, czy jest
                  > w Twojej okolicy, taki sklep typu "macro", tam tez bedzie 100 rodzai chusteczek
                  > chigienicznych

                  BJ chyba nie ma. Jedyny sklep typu Macro, o którym tu słyszałam, to Casco.
                  Ciągle chcę zdybać kogoś z samochodem i się tam wybrać. Cukierków z alkoholem
                  tam pewnie nie będzie (bo prawo stanowe zabrania sprzedaży ich poza liquor
                  stores), ale chusteczki może znajdę (ja naprawdę nie lubię zapachu tych
                  unscented, w Polsce zawsze używałam mentolowych lub cytrynowych).

                  > Jest tez pieczywo, dobre, prawie jak polskie,

                  Po paru miesiącach pobytu tutaj dotarło do mnie, że należy kupować jedynie chleb
                  oznaczony przymiotnikiem "artisan", bo to znaczy "normalny" ;-P. Bardzo mi tu
                  smakuje chleb z oliwkami, gdyby jeszcze nie był tak potwornie drogi.

                  > no...i tak naprawde, to wszystko
                  > mozna kupic, albo zrobic (jak w przypadku pasztetu), nawet kiszona kapuste,
                  > zeby jesc jako surowke, bo ta ze sloikow, to wlasciwie tylko na zupe lub bigos
                  > smile

                  Tu niestety na razie znalazłam tylko tą w słoiczkach, ale że używam do bigosu,
                  to wystarczy smile. Za to moja koleżanka, która wyjechała do Wielkiej Brytanii,
                  narzeka na niemożliwość kupienia ogórków kiszonych, a przynajmniej z tym nie ma
                  tu problemu, są w każdym sklepie smile.

                  > bedzie dobrze

                  Wiesz, ja nie chcę sprawiać wrażenia, że tak mi tu źle, bo źle mi nie jest smile.
                  Po prostu czasem troszkę tęskno (tak, jak za parę lat, po powrocie na stałe do
                  Polski, pewnie tęsknić będę za wieloma tutejszymi osobami, miejscami i
                  smakołykami. Dla równowagi dodam, że tutejsze chocolate chip cookies są moim
                  zdaniem o niebo lepsze od polskich, a Sandies Fruit Delights o smaku strawberry
                  cheesecake należą do moich ulubionych słodyczy i zabiorę do Polski parę
                  opakowań, by ludzi częstować). Mam w Polsce naprawdę wspaniałych przyjaciół.
                  Wiem, że w Polsce dużo narzekaczy i takich różnych, ale ja akurat zawsze miałam
                  szczęście trafiać na ich przeciwieństwa. Poza tym w Polsce mam mieszkanie (jeśli
                  siostra nie wysadziła w powietrze ;-P), a tu wynajmujemy, a ja nie lubię białych
                  ścian, brązowych mebli i sraczkowatych dywanów tongue_out.
                  • alex113 Re: takie tam.. 21.04.05, 06:51
                    Zamiast maszynki do mielenia kup food processor jest bardziej przydatny bo ma
                    wiecej "zastosowan", zrobisz pasztet i wiele innych potraw.
                    Po kielbase przylec do Denver, jest lokalny kielbasiarz (choc ja rzadko tam
                    bywam bo miesozerna nie jestem, wole warzywka i rybe, sushi tez)
                    Kapuste kiszona ze sloika, mieszam z tarta marchewka i kminkiem, po czym
                    wkladam do sloika i do lodowki. Od marchwi nabiera rumiencow od kminku domowego
                    smaku i jest calkiem dobra.

                    Co do mieszkania w burych i bialaych kolorach, to mogly bysmy pewnie na tym
                    forum pisac cale tomy o "skromych poczatkach". Jak mam taki dzien kiedy jest
                    mi "smutno i zle" przypominam sobie ponura, wynajmowana kawalerke w W-wie
                    (18m2) po ktorej biegaly karaluchy i posiadanie ktorej na wlasnosc bylo
                    finansowo niewykonalne i poza zasiegiem moich marzen. He he he zawsze musze
                    sobie przypominac ze wszystko jest wzgledne.
                  • mulinka przepis na pasztet 22.04.05, 02:12
                    1)kawalek wieprzowiny
                    2)kurczak
                    3)krolik (albo dwa) smile
                    4)kawalek boczku
                    5)ze dwoe duze cebule
                    sol(albo buliny w kostjach), pieprz, zele angielskie, listek laurowy

                    wszystko do gara, zalac woda i gotowac

                    jak mieso bedzie juz miekkie dodac
                    6) watrobke (moze byc drobiowa, cieleca, wieprzowa - wszystko jedno, byle duzo)
                    - powinna sie dotowac ok.10 min., no...15 gora smile

                    ostudzic mieso, mozna w tym celu wyjac z gara

                    oddzielic od kosci (w przypadku krolika i kurczaka)
                    skory, tluszcze - zostaja
                    wszystko zmielic (i te gotowana celule) 3 razy (!!!)

                    jesli porzadnie zmielone, to dodajemy do smaku sol, pieprz, GALKE MUSZKATUOWA
                    (duzo!), wbijamy kilka jajek, zbieramy tluszcz z wywaru i dolewamy do mielonego
                    miesa, masa miesna powinna byc..rzadka (zeby pasztet nie byl suchy)

                    formy smarujemy maslem, wykladamy pasztet i polewamy wywarem, a reka
                    rozsmarowujemy, zeby byl gladki

                    pieczemy 30-40 min.
                    pasztetu nie trzeba dlugo piec, bo mieso przeciez gotowane, ale nalezy go
                    zapiec, zarumienic (zeby te jakja sciely calosc)

                    oczywiscie mozna robic pasztety smakowe
                    dolozyc koncentrat pomidorowy - bedzie pasztet pomidorowy
                    mozna dolozyc grzyby (zmielone 3 razy)
                    mozna papryke i inne takie tam, co kto lubi

                    pasztet, zeby byl smaczny, musi byc niestety odpowiednio tlusty
                    dlatego tlusty boczek, tluszcze z miesa, sa absolutnie wskazane
                    jak mieso jest za suche, to rozwiazaniem jest dolewanie wywaru
                    im wiecej watrobki, tym bardziej pasztetowy smile
                    no i galka muszkatuowa - konieczna (mozna kupic w kazdym sklepie)

                    smacznego!

                    pisze sie dlugo, ale naprawde, to jest godzina roboty, a jedzonko pyszne
                    polecam!
                    • triskell Re: przepis na pasztet 22.04.05, 02:47
                      Dzięki! Zachowałam, pewnie przed wyjazdem do Polski maszynki nie kupię, ale już
                      mi się marzy taki pasztecik na długie jesienne i zimowe wieczory smile
                      • mulinka Re: przepis na pasztet 22.04.05, 03:04
                        polecam sie na przyszlosc
                        wink)
              • blue_jay Re: takie tam.. 21.04.05, 04:09
                jestem wegetarianka, ale sushi polykamwink tylko specjalne sushi robione
                pzrez "moja" Japonkewink jedna z moich uczennic czesto robi sushi i dla mnei
                przynosi te bez dodatkow morskich... uwielbiam..
                powiedziano mi, ze dobre sushi zrobi tylko facet, bo.. ma stala temperature w
                rekach, nie to jak kobieta, ale ja bym sie klocila, Shigeko wspaniale gotuje i
                to nei tlyko sushi..
    • alex113 Re: Już za niecały miesiąc 20.04.05, 23:17
      >monhann2
      >Mam pytanie Dziewczyny-Emigrantki: czy jak jezdzicie do kraju swojego
      >dziecinstwa to czujecie tak jak ja, ze juz tam nie nalezycie?

      Ja sie poniekad tak czulam jeszcze przed wyjazdem. Dlatego wyjazd byl dla mnie
      latwy. To pewnie dlatego ze przeprowadzalam sie wiele razy i korzenie wyrywalam
      kilkakroc jeszcze mieszkajac w ojczyznie.
      Najbardziej chyba przezywalam wyjazd ze Szczecina do Warszawy. Skonczyl sie
      etap beztroskiego zycia w akademiku, trzeba bylo dorosnac i nauczyc sie chodzic
      na wlasnych lapach. Po 3 latach w stolicy nadal nic mnie tam nie trzymalo (choc
      mam tam garsc fajnych znajomych)wsiadlam do samolotu i swiadomie zamknelam za
      soba polski rozdzial mojego zycia.
      Przez ostatnie 12 lat bylam tam 2 razy. Znajomi zapracowani, rodzina narzeka
      dokladnie tak samo jak kilkanascie lat temu a ja nawet przez jeden dzien nie
      zalowalam wyjazdu (choc nie zawsze zycie tu mialam usnute rozami)

      A jedzenie w PL, hmmmmm zamast schabowego gotowalam indyjskie curry i wszelkie
      inne eksperymenty wiec tu tez gotuje, dokladnie tak jak lubie .... smile))))))))
      • ania_2000 do ALEX 21.04.05, 00:20
        ooosmile)) ja tez ze Szczecina!smile) pozdrowienia z Portland, ORsmile
        • alex113 Re: do ALEX 21.04.05, 00:32
          w Szczecinie przez 5 lat wycieralam bruki, mimo ze rodowici Szczecinianie nie
          uwazali by mnie za Szczecinianke to jednak to bylo "moje miasto".
          Moim ulubionym szczecinskim miejscem byl Cmentarz Centralny. Duzo wspomnien mam
          z lazenia po nim o roznych porach dnia, nocy i roku, przemyslen tez.
          Na ostatnim roku studiow ryczalam jak bobr bo nie chcialam z tamtad wyjezdzac,
          ale coz to bylo 15 lat temu i jakos przezylam wink
          Sentyment pozostal, ale wszyscy znajomi sie rozjechali.
          Poza grobami rodzinnymi przez lata nie mialam tam kogo odwiedzic sad
          (teraz mam kilka nowo nabytych znajomych z innego Forum)
          • ania_2000 Re: do ALEX 21.04.05, 00:47
            ja tez wyjechalam 15 lat temu - mieszkalam od urodzenia na wyzwolenia - teraz
            naprzeciwko domu w ktorym mieszkalam jest GALAXYsmile)) (galeria handlowasmile
            a na cmentarz tez lubilam chodzic - czesto sie tam urywalismy z zajec "na
            wagary" zreszta niedaleko mojej uczelnismile
            -przepiekny park, drugiego takiego nie ma chyba w calej polsce...
            tak mi sie wlasnie przypomnialo, - atmosfera z dnia zmarlych - jedyna taka w
            szczecinie no i w polsce..
            • alex113 Re: do ALEX 21.04.05, 01:14
              napisze do ciebie na priv. (zakladam ze poczta gazetowa sie na mnie nie wypnie,
              ostatnio roznie z tym bywa)
    • a.polonia Re: Już za niecały miesiąc 20.04.05, 23:17
      Wyemigrowalam 5 lat temu.
      Przez pierwsze bodajze trzy lata jezdzilam do Polski kilka razy w roku,
      ostatnio mialam przerwe roczna, pojechalam na Boze Narodzenie, na dwa tygodnie
      i ... po tygodniu zaczal mnie trafiac szlag, chcialam wracac, coraz wiecej mnie
      drazni, najbardziej to,ze coraz mniej mam wspolnego z przyjaciolmi. Niby dalej
      nadajemy na tych samych falach, ale zycie, problemy sa tak odlegle, ze w zaden
      sposob nie mozemy porozumiec sie tak do konca, jak dawniej. Tak to czuje.
      Poza tym, mam nienajlepsze relacje z rodzinka i dlatego jezdze coraz rzadziej.
      Do tego sprawy praktyczne - mam tak malo urlopu w pracy, ze wole wykorzystac te
      dni na pobyt w innych miejscach niz Polska.
      P.
      • monhann2 Re: Już za niecały miesiąc 21.04.05, 00:37
        a.polonia napisała:

        > i ... po tygodniu zaczal mnie trafiac szlag, chcialam wracac, coraz wiecej
        mnie
        >
        > drazni

        Mnie najbardziej drazni pesymizm spoleczenstwa, grobowe miny przechodniow, no i
        nie bojmy sie tego powiedziec dalej chamstwo w sklepach, biurach i urzedach. No
        i zapomnialabym o wandalizmie, przestepczosci....Po prostu troche to juz sie
        nawet boje tam jezdzic, bo ciagle tylko slysze, ze tego okradli, tego napadli w
        bialy dzien, temu auto zwineli itp Tu tez to jest ale nie na taka skale i jakos
        jeszcze nie boje sie wychodzic wieczorem sama z domu a auto pod domem stoi
        niezamkniete.
        • tamsin Re: Już za niecały miesiąc 21.04.05, 15:44
          u mnie chalupa non stop stoi niezamknieta, bo nie wiem kiedy moim specom
          przyjdzie ochota aby troche popracowac i sie zjawia niespodziewanie. Do
          niedawna wejscie od kuchni od reszty dzielila gruba folia przylepiona do scian,
          teraz tylko karton nas dzieli, wiec jakby ktos chcial wejsc i sobie pomieszkac,
          droga wolna wink))
          • jan.kran Re: Już za niecały miesiąc 22.04.05, 01:01
            Ja wyjechalam z PL 22 lat temu. Siedem pierwszych lat nie moglam Polski odwiedzac.
            Liczylam sie z tym.
            Przez pierwsze lata bylam bardzo zajeta. Najpierw dwa lata Francja , potem wyjazd do DE , nauka nowego jezyka. Urodzily sie dzieci , ex robil kariere. Rodzina mnie odwiedzala czesto.
            Caly czas bylo ok, zylam sobie spokojnie ,pogodzona z losem emigrantki i uchodzcy politycznego.
            Czwartego czerwca 1989 roku zaczelam plakac... plakalam nie mogac uwierzyc w to co w PL sie stalo.
            Chcialam pojechac od razu , natychmiast.
            Najpierw rozbilam sobie nos o aroganckiego urzednika ambasady w Kolonii.
            Jezuu , jaka ja bylam wsciekla. Dostalam regularnego ataku furii przez telefon bo ten ,pardon kutas nie chcial mi dac od reki polskiego paszportu ( ktorego nie mam do dzis ale to inna historia... ). Wyzwalam go od najgorszych ... i postanowilam uzyskac polska wize. Jestem od wielu lat roku obywatelka francuska.
            Ale zanim sie pozbieralam to sie okazalo ze dzidzius numer dwa jest w drodze i musialam odlozyc wyjazd do jesieni 1990 roku. Prawie co do dnia siedem lat po wyjezdzie.
            Jak poszlam na Ostrow Tumski, spotkalam sie z kolezankami, zobaczylam moj ukochany Wroclaw... to sie nie da opisac.
            To co rozsadek tlumil przez tyle lat wybuchlo .
            Moglabym pisac dlugo jeszcze ...

            Ale jest tak ze do PL jezdze raz - dwa razy do roku. Dzieci nauczylam jezyka , historii i milosci do kraju.
            I jakbym mogla to bym dzis rzucila wszystko i zamieszkla we Wroclawiu .
            Na razie nie moge..
            Ale moze ,kiedyssmile)))
            Kran.
            • triskell Re: Już za niecały miesiąc 22.04.05, 02:44
              jan.kran napisała:
              > Ale jest tak ze do PL jezdze raz - dwa razy do roku. Dzieci nauczylam jezyka ,
              > historii i milosci do kraju.
              > I jakbym mogla to bym dzis rzucila wszystko i zamieszkla we Wroclawiu .
              > Na razie nie moge..
              > Ale moze ,kiedyssmile)))

              Kraniku, jak ja już tam wrócę, to jeszcze jedna znajoma będzie smile.

              A przypadkiem się w okolicach drugiej połowy maja/pierwszej polowy czerwca do
              tego Wrocławia nie wybierasz?
              • foxie777 Re: Już za niecały miesiąc 22.04.05, 05:13

                jako nowa forumowiczka musze przyznac, ze jest
                dla mnie duza przyjemnoscia odwiedzenie tego forum.
                nie wiem dlaczego dopiero teraz.
                jestem z Warszawy i mieszkam w USA ponad 20 lat.
                mimo ze to jest moja druga ojczyzna, Polska zawsze jest dla mnie bardzo
                wazna. staram sie ostatnimi czasy bywac chociaz co dwa lata
                bylam w styczniu,i jak zawsze bylo wspaniale.
                spedzam czas w Warszawie z moja Mama i Braciszkiem
                lazimy po ulicach sklepach odwiedzamy kawiarnie,
                ide na Powazki gdzie jest moja Rodzina, slowem mam good time
                faktem jednak jest, ze czuje sie troche jak gosc, bardzo milo swojsko,
                ale to juz nie jest moj dom.

                serdecznie pozdrawiam
                • jan.kran Re: Już za niecały miesiąc 22.04.05, 23:13
                  Triskell ... bede w sierpniu. Od kilku lat jezdze raz na rok. Ale co sie odwlecze ... N apewno kiedys sie we Wroclawiu spotkamysmile))

                  Intryguje mnie Twoj nick. Byl kiedys taki watek o nickach na forumie. Jezeli to nie tajemnica to moze sie wpiszesz?
                  Pozdrawiam. Kran.
                  • mulinka Re: Już za niecały miesiąc 23.04.05, 01:57
                    jutro lece

                    zamawiam kciuki
                    jest szansa pozbyc sie chalupy
                    dziewczyny licze na Was
                    smile
                    buziak wszystkim!
                    • jan.kran Re: Już za niecały miesiąc 23.04.05, 08:04
                      TRzymam smile))) Milego lotu. Kran.
        • mon101 Re: Już za niecały miesiąc 23.04.05, 18:51
          Ja wrocilam z Warszawy w zeszlym tygodniu, chamstwa w sklepach nie zauwazylam,
          wrecz odwrotnie, wszyscy szalenie mili i sympatyczni, zdecydowanie latwiej
          nawiazac kontkat z ekspedientka w Warszawie niz w Sztokholmie. Mone wyjazdy do
          Polski denerwowaly w pierwszych latach, ale teraz po 22 latach na emigracji
          zaczelam sie czuc tam jak w domu. Moze czlowiek z latami staje sie bardziej
          tolerancyjny? Jednego tylko nie trawie - telewizji a zwlaszcza debat
          politycznych. Nie rozumiem jak mozna wybrac takich prymitywnych politykow????
          Albo moze rozumiem...
          • mulinka Re: Już za niecały miesiąc 23.04.05, 19:17
            jestescie szczesciary, ze jadac do Polski mozecie lazic po sklepach,
            kawiarniach..
            ja ,jak do tej pory, za kazdym razem jak jezdze, to mam cale mnostwo spraw do
            pozalatwiania, mnogosc spotkan z rodzina, znajomymi
            urzedy sad((((( bleeeeeeeee
            gonitwa, gonitwa, gonitwa....
            a o sklepach pomarzyc tylko moge (jak mi sie uda wpasc w biegu na godzinke, to
            cale pieniadze)
            sad
            no, ale jesli uda mi sie pozbyc domu (wciaz na Was licze smile, to moze nastepnym
            razem spraw do zalatwiania bedzie mniej...
            moze nastepnym razem

            a teraz zegnam mile Panie na kilka dni
            buziaki!
            • bietka1 Re: Już za niecały miesiąc 23.04.05, 22:55
              Mulinko, powodzenia smile
              I wracaj szybciutko...
              Albo zajrzyj z Warszawki smile
              • triskell Re: Już za niecały miesiąc 23.04.05, 23:34
                Ja tylko na chwilkę, bo nadal mam gości...

                Mulinko - życzę wspaniałej podróży, powodzenia w sprzedawaniu mieszkania i
                odrobiny (lub więcej smile) czasu na sklepy i inne rozrywki.

                Kraniku - o moim imieniu napiszę jutro.

                Mon - najlepszy sposób na telewizję to jej po prostu nie mieć. smile

                Uścski dla wszystkich >big_grin<
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka