Gość: ramol
IP: *.walbrzych.vectranet.pl
01.05.12, 16:36
Nie ma pieniędzy na lecznictwo i szkoły, ale są na:
Trudno sie z podanymi faktami nie zgodzić. Mnie najbardziej jednak wkurza to, ze rzad chce oszczędzać w sumie śmieszne kwoty ograniczając np becikowe. To śmieszne!, i niepoważne w przypadku gdy mamy w POlsce jeden z najniższych przyrostów naturalnych i liczba ludności w Polsce systematycznie spada. Według raportów Komisji Europejskiej w 2025 roku będzie w Polsce o 3,1 mln ludzi w wieku produkcyjnym MNIEJ w porównaniu z 2005 rokiem. Ciekaw jestem kto będzie na emerytów pracował i na spłatę zaciąganych obecnie gigantycznych długów. PO --/ to najgorszy rzad jaki się nam przydarzył. Niestety, takie są FAKTY. Ale jednocześnie ten rzad dla bogatych ma forsę i hojnie obdziela nią bogatych...
Miliardy pieniędzy publicznych dla najbogatszych
Proszę się zastanowić, czy Polski Koncern Naftowy Orlen to ubogie przedsiębiorstwo wymagające wsparcia pieniędzmi podatników? Choć wydaje się to niemożliwe - tak. Przynajmniej zdaniem rządu, który tylko w roku 2010 przyznał tej firmie blisko miliard, dokładnie 906,8 milionów złotych pomocy publicznej! W ramach tej samej pomocy zostali wspomożeń! inni „biedacy":
Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (606 min), Operator Gazociągów Przesyłowych Gaz-System (577 min). Grupa Lotos (391,7 min). Południowy Koncern Energetyczny (386,8 min), żeby wymienić tylko największych. Firmy te zdzierają z obywateli i przedsiębiorstw za benzynę, gaz i prąd coraz większe pieniądze, od lat systematycznie, pod byle pretekstem windują w górę ceny, ceny, na które podatnik nie ma żadnego wpływu, bo są mu w praktyce dyktowane. Tym potentatom podatnik musi dopłacić jeszcze w ramach czegoś, co nazwane zostało „pomocą publiczną". Zresztą nie tylko tym, bo setki i dziesiątki milionów złotych, a w sumie miliardy, płyną rok w rok do im podobnych. Według raportu Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów tylko w roku 2010 wydano w ramach owej pomocy publicznej łącznie aż 24,09 miliardów zł! Urząd ten może w tej materii tylko raportować i alarmować, o ile ktoś zechce go wysłuchać - a takich nie widać również w mass mediach, a już na pewno nie w telewizji. UOKiK stwierdza wyraźnie, że „pomoc publiczna to przysporzenie korzyści finansowych ze źródeł państwowych, w jakiejkolwiek formie, które narusza lub grozi naruszeniem konkurencji przez uprzywilejowanie niektórych przedsiębiorstw lub produkcji niektórych wyrobów".
Nie ma skromnych tysięcy złotych na przedszkole lub szkołę, ale są miliardy na potentatów paliwowych? Aż się wierzyć nie chce.. Czyżby dlatego, że w koncernach, w ich radach nadzorczych umocowani są zasłużeni działacze partyjni? No, bo niby czemu w tymże roku 2010, roku wielkiej Powodzi, na fundusze wspierające przedsiębiorców, którzy ucierpieli wskutek powodzi, wydano z owych 24 miliardów złotych zaledwie 16,6 mln zł, mniej niż 0,1 proc.?! Czemu na rozwój małych i średnich firm - pozbawionych lukratywnych miejsc w radach nadzorczych i zarządach – przeznaczono ledwie 1,7 procenta? A na promowanie razem wziętych kultury, nauki, oświaty i ochrony dziedzictwa kulturowego tylko 3,6 proc.? Właśnie wspieranie kultury, nauki wydaje się obok wspierania lecznictwa - logicznie rozumując - sferą najbardziej odpowiednią dla lokowania publicznej pomocy. Tymczasem 38,5 procent z tej pomocy, w sumie l mld 304,7 min zł, otrzymał sektor wytwarzania energii elektrycznej! A np. na prace badawczo-rozwojowe w skali całego kraju przeznaczono 517,7 min zł.
Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale są to wszystko liczby do sprawdzenia. Jeszcze są, wystarczy zagłębić się w strony internetowe UOKiK. Urząd ten wyraźnie ostrzega, że „pomoc taka stanowi zazwyczaj doraźną reakcję państwa na problemy poszczególnych podmiotów, bez względu na przyczyny ich powstawania, np. niegospodarność, błędy w zarządzaniu". Dalej zaś stwierdza się: „jako pomoc o mniej niekorzystnym wpływie na konkurencję należy wymienić pomoc na badania i rozwój, na zatrudnienie, na ochronę środowiska itp.". W zupełnie przeciwnym kierunku poszły decyzje rządowe. A już całkowicie zaniechano, praktycznie rzecz biorąc, wsparcia przedsiębiorców w zwalczaniu skutków kryzysu ekonomicznego (w ramach specjalnego programu) i zamiast planowanych l mld 20 min udzielono pomocy w ciągu dwóch lat, 2009 oraz 2010, w wysokości - 9,3 min... Żeby nie brakło „biedakom" paliwowo-energetycznym.
A w ogóle owa pomoc publiczna - a więc jak widać z powyższych przykładów głównie futrowanie najbogatszych - już za rządu Leszka Millera była nie mała - 10,277 mld (2002 r.), a rok później jego rząd wywindował ją aż do kwoty 28,355 mld.! Rząd ekonomisty, Marka Belki, trochę pohamował to rozdawnictwo - 16,4 mld w roku 2004. Dopiero rząd PIS-owski podjął radykalne działania i w roku 2005 wysokość publicznej pomocy sprowadzono do poziomu akceptowanego przez naukowe zasady gospodarowania: 4,79 mld zł. Skończyło się rozdawnictwo - może to też w niemały sposób przyczyniło się do upadku rządu Jarosława Kaczyńskiego? Jednakże od początku „panowania" Donalda Tuska pomoc publiczna zaczęta przybierać chore rozmiary. W roku 2008 było to już 14,38 mld, w 2009 - 19,17 mld, a w 2010 - opisywane tu 24,09 mld. Ile było w roku 2011, jeszcze nie podliczono, ale należy domniemywać, że jeszcze więcej. Łatwo wyliczyć, jak olbrzymie mielibyśmy oszczędności (np. na szpitale, szkoły i policję), gdyby do dziś zachowano poziom owego państwowego rozdawnictwa z czasów rządów PIS... Tak wygląda obecnie kierowanie Polską. Kompletna niegospodarność, potworne błędy w zarządzaniu. Za to duża wiedza na temat gierek politycznych. Dusi się obywateli i firmy coraz większymi podatkami i różnymi świadczeniami obowiązkowymi, a równocześnie wyciśnięte ze społeczeństwa ciężkie miliardy trwonione są wg jakiegoś widzimisię - albo i rozkradane. Bo czyż nie należy tak określić np. ponad półmilionowej premii dla wyrzucanego z pracy nicponia (proszę wybaczyć to na pewno zbyt łagodne określenie), który nadzorował realizację wielkiego stadionu, a powinien co najwyżej stróżować tam na placu budowy? Proszę sobie tylko przeliczyć: jeżeli takich i jemu podobnych nicponiów mamy w całym kraju w skali roku np. tylko 10 tyś., a na pewno mamy i większych, i więcej!, to premie te pochłoną potężną sumę 5 miliardów. Rocznie! Wszystko to wyciskane z naszej pracy, z naszego zaangażowania, kosztem naszego zdrowia i czasu, kosztem rodziny. Przekonuje się społeczeństwo, że np. konieczne jest podniesienie wieku emerytalnego, by zaoszczędzić (albo raczej zarobić) w ten sposób 40 mld do roku 2020. O ulokowanych w przeróżnych miejscach nicponiach i darmozjadach ani słowa. Nie dość, że sami kasują wielkie sumy, to są jeszcze nieukami, osobnikami bez sumienia i honoru, którzy hamują rozwój i rujnują gospodarkę. Polska jest naprawdę jeszcze zasobnym krajem, jeżeli to wszystko wytrzymuje, ale przecież w końcu musi przyjść jakiś ostateczny krach. Nie ma co czekać na to z założonym rękami. Podane w tym artykule przykłady są jednymi z wielu; mass media działające ręka w rękę z rządem na pewno o nich nie napiszą.