Dodaj do ulubionych

Rozpasania czarnej babdy ciąg dalszy

06.02.13, 15:34
Pijany proboszcz parafii w podkoszalińskich Osiekach wjechał samochodem do rowu - informuje "Głos Koszaliński". To ten sam duchowny, który w listopadzie miał wypadek samochodowy, w którym zginęło dwóch ministrantów.

O sprawie poinformowali "Głos Koszaliński" internauci, a sprawę potwierdziła Komenda Miejska Policji w Koszalinie. Proboszcza udało się zatrzymać po tym, jak policję powiadomił przypadkowy świadek zdarzenia. Jak ustaliła gazeta, ksiądz prowadząc toyotę wjechał samochodem do rowu.

Duchowny został zatrzymany już na plebanii. Jak wykazało badanie, miał 1,5 promila alkoholu w organizmie. "Głos Koszaliński" ustalił, że ksiądz przyznał się do prowadzenia samochodu pod wpływem. Biskup diecezji w trybie natychmiastowym odwołał go z funkcji. Nie jest to pierwszy wypadek księdza. 2 listopada ub.r., jadąc z czterema ministrantami, duchowny nagle stracił panowanie nad samochodem i wypadł z drogi.

W wyniku wypadku 16- i 23-letni ministranci ponieśli śmierć. Ksiądz wraz z dwoma pozostałymi chłopakami trafili do szpitala. Jak ustaliła policja, duchowny był trzeźwy. Nie wiadomo jeszcze, co było przyczyną tego wypadku. Nadal wyjaśnia to prokuratura.

PAP,GW,IAR
--------
Pewnie po odwołaniu z funkcji proboszcza zostanie wysłany z misja na Ukrainę, tam maja większa tolerancję dla dajacych w palnik.
Obserwuj wątek
    • forummm Re: Rozpasania czarnej babdy ciąg dalszy 06.02.13, 15:46
      Jak informują media Ruch Palikota może mieć w swoich szeregach bestie którzy jedzą ludzi i nie tylko.

      forum.gazeta.pl/forum/w,168,142254371,142254371,Geje_kanibalami_co_na_to_Ruch_Palikota.html
      • yann17 Re: Rozpasania czarnej babdy ciąg dalszy 06.02.13, 16:40
        forummm napisał(a):

        > Jak informują media Ruch Palikota może mieć w swoich szeregach bestie którzy j
        > edzą ludzi i nie tylko.
        >
        > forum.gazeta.pl/forum/w,168,142254371,142254371,Geje_kanibalami_co_na_to_Ruch_Palikota.html
        --------------------
        Takie media jak wypociny forummm'a to najwyżej w księzej sławojce na haku wiszą.

        Tymczasem w Polsce:

        Zakończył się proces byłego proboszcza z Hłudna, oskarżonego o doprowadzenie 13-letniego Bartka do samobójstwa. Prokurator domaga się dla księdza 2,5 roku bezwzględnego więzienia. Oskarżony wniósł o uniewinnienie. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami

        Proces byłego proboszcza z Hłudna trwa już 4,5 roku. Sprawa trafiła do sądu po tym, jak 13-letni Bartek popełnił samobójstwo. Chłopiec zostawił list, w którym oskarżył proboszcza o bezpodstawne posądzenie go o kradzież. W trakcie śledztwa okazało się, że nie był jedyną ofiarą księdza. Ks. Stanisław K. został także oskarżony o psychiczne i fizycznie znęcanie się nad trzema dziewczynkami z zerówki ze Szkoły Podstawowej w Hłudnie. W śledztwie ksiądz nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.

        Proces, który toczył się przez 4,5 roku, w końcu dobiegł końca. Za czyn, na skutek którego chłopiec targnął się na życie, prokurator wnioskował o dwa lata pozbawienia wolności. Za fizyczne i psychiczne znęcanie się nad trzema dziewczynkami - rok pozbawienia wolności.

        - Prokurator wniósł o wymierzenie łącznej kary 2,5 roku bezwzględnego więzienia. Przychylił się także do wniosku rodziców zmarłego chłopca, którzy domagają się zadośćuczynienia na ich rzecz po 80 tys. zł dla każdego. Oskarżyciele posiłkowi poparli ten wniosek - informuje sędzia Artur Lipiński, rzecznik Sądu Okręgowego w Krośnie.

        Gazeta Rzeszowska
        • pozor_vlack Re: Rozpasania czarnej babdy ciąg dalszy 06.02.13, 16:58
          Jak plastusiu obstawiasz ?
          Nowicka przejdzie do PO i zrobi z waszego guru całkowitego fiuta ?
          • yann17 Re: Rozpasania czarnej babdy ciąg dalszy 06.02.13, 17:42
            pozor_vlack napisała:

            > Jak plastusiu obstawiasz ?
            > Nowicka przejdzie do PO i zrobi z waszego guru całkowitego fiuta ?

            --------------
            Nie interesuje mnie to, to nie moja bajka, a Palikot nie ma monopolu na krytykę coraz bardziej nagannego zachowania przedstawicieli KK.

            Społeczeństwo coraz bardziej sie laicyzuje , do czego przyczynia sie sam Kosciół oraz wypowiedzi takich gejzerów intelektu jak "forummm" i jemu podobni - rózni Terlikowscy, Cejrowscy i podobne kreatury. To proces nieodwracalny , stad taka histeria w KK i w kregach przykościelnych i nie ma nic wspolnego - jak w kazdym poscie imputuje forummm z atakiem na tożsamośc narodowa czy chęcia powrotu do minionych czasów, ale taki prymityw tylko w ten sposób potrafi to sobie wytłumaczyć.
            • 57jurand Re: Rozpasania czarnej babdy ciąg dalszy 06.02.13, 18:00
              Jak się go czyta to ręce opadają, Typowy ........... można sobie wpisać co kto woli .
              Dla mnie typowa moralnośc zabużona.
              • pozor_vlack Re: Rozpasania czarnej babdy ciąg dalszy 06.02.13, 20:57
                57jurand napisał:

                > Jak się go czyta to ręce opadają, Typowy ...........
                Yann jest mlody, wyluzuj jurand, czasem sam napiszesz takie głupoty , że ręce opadają dla Figury Jezus Anki.

                www.tvn24.pl/palikot-o-decyzji-po-ws-nowickiej-skandaliczna,304568,s.html
                • yann17 Re: Rozpasania czarnej babdy ciąg dalszy 06.02.13, 21:24
                  pozor_vlack napisała:

                  > 57jurand napisał:
                  >
                  > > Jak się go czyta to ręce opadają, Typowy ...........
                  > Yann jest mlody, wyluzuj jurand, czasem sam napiszesz takie głupoty , że ręc
                  > e opadają dla Figury Jezus Anki.

                  >
                  ---------------------


                  Ho, ho s skad taki wniosek ?

                  PS: Taki forumowy wyzeracz , a nie zorientowałeś się (albo walisz głupa) , że komentarz juranda odnosi sie do topicu.
                  • pozor_vlack Re: Rozpasania czarnej babdy ciąg dalszy 06.02.13, 21:44
                    yann17 napisał:
                    >k omentarz juranda odnosi sie do topicu.

                    A skąd ty wiesz o tym ?
                    Znam juranda już długo wiem, że go wku@@yłeś.
        • emilek_2005 Re: Rozpasania czarnej babdy ciąg dalszy 08.02.13, 18:47
          yann17 napisał:
          > Zakończył się proces byłego proboszcza z Hłudna, oskarżonego o doprowadzenie 13
          > -letniego Bartka do samobójstwa. Prokurator domaga się dla księdza 2,5 roku bez
          > względnego więzienia. Oskarżony wniósł o uniewinnienie. Proces toczył się za za
          > mkniętymi drzwiami
          > Proces byłego proboszcza z Hłudna trwa już 4,5 roku. Sprawa trafiła do sądu po
          > tym, jak 13-letni Bartek popełnił samobójstwo. Chłopiec zostawił list, w którym
          > oskarżył proboszcza o bezpodstawne posądzenie go o kradzież. W trakcie śledztw
          > a okazało się, że nie był jedyną ofiarą księdza. Ks. Stanisław K. został także
          > oskarżony o psychiczne i fizycznie znęcanie się nad trzema dziewczynkami z zeró
          > wki ze Szkoły Podstawowej w Hłudnie. W śledztwie ksiądz nie przyznał się do win
          > y i odmówił składania wyjaśnień. .....

          Moim zdaniem 2,5 roku więzienia za doprowadzenie do śmierci 13 letniego chłopca to ZBYT ŁAGODNA KARA. Moim zdaniem odpowiednia byłaby kara 15 lat pozbawienia wolności, aby ksiądz dokładniej mógł przemyśleć swoje nędzne uczynki. @,5 roku więzienia to zbyt niska cena za życie ...
    • yann17 Re: Rozpasania czarnej bandy ciąg dalszy 08.02.13, 10:08
      Abp Stanisław Gądecki rozmawiał z ministrem kultury Bogdanem Zdrojewskim o poznańskiej szkole baletowej. Nie doszli do porozumienia. Sprawa trafi do sądu

      Według nieoficjalnych informacji "Gazety" podczas spotkania Gądecki i Zdrojewski rozmawiali także o własnościowych sporach wokół szkoły baletowej.

      Trzy miesiące temu archidiecezja poznańska złożyła pozew sądowy, bo właścicielem jednej z działek, na której znajduje się budynek szkoły przy ul. Gołębiej, jest archidiecezja poznańska. Chce 13 mln zł odszkodowania za użytkowanie budynku i jego zwrotu. - Mogę powiedzieć tylko tyle, że spotkanie jest dowodem na to, że nikt na nikogo się nie obraża. Ale sytuacja się nie zmieniła. Każda ze stron pozostała przy swoim stanowisku - mówi Maciej Babczyński, rzecznik Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

      Mec. Mikołaj Drozdowicz, pełnomocnik kurii w sporze o budynek przy ul. Gołębiej, nie chciał komentować spotkania hierarchy z ministrem. Potwierdził jedynie, że archidiecezja pozwu nie wycofuje.

      Jeden z urzędników resortu kultury mówi o spotkaniu w ten sposób: - Sytuacja była co najmniej zabawna. Arcybiskup przyjechał do ministra dwa tygodnie po tym, jak mówił, że w sprawie szkoły nie jest gwiazdorem i musi dbać o majątek Kościoła. Do tego żalił się, że minister nie chce z nim rozmawiać i się z nim nie spotyka. A z drugiej strony bez wsparcia strony rządowej nie ma mowy o podniosłych uroczystościach rocznicowych chrztu Polski. W takiej sytuacji arcybiskupowi nie wypadało kogoś jawnie i ostro krytykować. Dlatego spotkanie było w miłej atmosferze, obie strony rozstały się w zgodzie, ale pozwu Kościół nie wycofał - opowiada nasz rozmówca.

      Minister sprawę szkoły baletowej w Poznaniu przekazał Prokuratorii Generalnej. To specjalny organ, który w tego typu sprawach reprezentuje przed sądem skarb państwa. Według informacji "Gazety" Prokuratoria wysłała już odpowiedź poznańskiej kurii. - Jest stanowcza i nie pozostawia wątpliwości. Nikt Kościołowi ustępować nie zamierza. Argumenty kurii odrzucamy w całości - mówi nasz rozmówca z MKiDN. Mecenas kurii potwierdza, że pismo przyszło, ale niczego nie komentuje.

      Co proces sądowy oznacza dla szkoły? - Do czasu rozstrzygnięcia sądowego możemy spać spokojnie. Co będzie potem, to się okaże po wyroku. Cieszę się, że po kilku latach obie strony usiadły do jednego stołu, ale jak widać, do ostatecznego zamknięcia sporu droga daleka - podsumowuje Mirosław Różalski, dyrektor szkoły baletowej.
      ---------
      Czrna mafia żeby nakraść z państwowej kiesy gotowa jest wyrzucic placówkę szkolna.
      Na szczęście tym razem Skarb Państwa powiedział twarde nie złodziejom w sutannach.
      • 57jurand Re: Rozpasania czarnej bandy ciąg dalszy 08.02.13, 16:46
        Parafie , które otrzymały grunty na mocy decyzji podjętych przez urzędników z naruszeniem prawa .Na liście 17 Parafii, oto znajome klimaty.
        Parafia św. Józefa Oblubieńca NMP w Starych Bogaczowicach- 18,55 ha w Rudnej ;
        Parafia Wniebowzięcia NMP w Szczawnie Zdroju-udział w gruntach o powierzchni 334,26 ha w
        Nowej Kużni:
        Parafia Narodzenia NMP w Sadach Górnych -4 ,48 ha w Wojcieszowie.
        Jak to nazwać może ktoś podpowie.
        • emilek_2005 Re: Rozpasania czarnej bandy ciąg dalszy 08.02.13, 18:50
          57jurand napisał:

          > Parafie , które otrzymały grunty na mocy decyzji podjętych przez urzędników z n
          > aruszeniem prawa .Na liście 17 Parafii, oto znajome klimaty.
          > Parafia św. Józefa Oblubieńca NMP w Starych Bogaczowicach- 18,55 ha w Rudnej ;
          > Parafia Wniebowzięcia NMP w Szczawnie Zdroju-udział w gruntach o powierzchni 33
          > 4,26 ha w
          > Nowej Kużni:
          > Parafia Narodzenia NMP w Sadach Górnych -4 ,48 ha w Wojcieszowie.
          > Jak to nazwać może ktoś podpowie.

          Już podpowiadam:
          forum.gazeta.pl/forum/w,168,142363162,142363162,Czy_pieniadze_sa_dla_Kosciola_wszystkim_.html
    • emilek_2005 Re: Rozpasania czarnej babdy ciąg dalszy 08.02.13, 18:55
      Kolejny, równie brutalny przykład rozpasania czarnych bandytów:
      forum.gazeta.pl/forum/w,168,142323543,142323543,Ksiadz_sie_nie_wywinie_.html
    • yann17 Re: Rozpasania czarnej babdy ciąg dalszy 09.02.13, 00:01
      Były proboszcz skazany na zapłacenie niemal 2 mln zł podatku za nieujawniony dochód wystąpił o kasację wyroku. Przekonuje, że sąd narusza konkordat, zmuszając go do wyjawienia, skąd ma pieniądze.

      Ks. Bernard K. nie jest już proboszczem w parafii, w której - jak utrzymuje -przyjął na przechowanie pieniądze od śląskiego biznesmena . Kuria zdecydowała o jego przeniesieniu po tym, gdy Wojewódzki Sąd Administracyjny nakazał księdzu zapłacić blisko 2 mln zł podatku za nieujawnione dochody w wysokości 2,5 mln zł.

      Ksiądz się zasłania tajemnicą spowiedzi

      Urząd skarbowy natrafił na księdza przypadkiem, gdy prześwietlał działalność pewnego biznesmena. Ten opowiedział, że rozkręcił firmę za gotówkę od księdza K. z Opolszczyzny.

      Urzędnicy zapukali więc do drzwi jednej z podopolskich parafii, gdzie K. był proboszczem. Ksiądz potwierdził znajomość z biznesmenem. Potwierdził również, że przekazał mu 2,5 mln, a trzy lata później pieniądze odzyskał.

      UKS przyjrzał się deklaracjom podatkowym księdza, z których nijak nie wynikało, jak mógłby dorobić się milionów. A skoro ksiądz nie mógł wykazać, skąd je wziął, to zdaniem UKS powinien zapłacić podatek "od przychodów nieznajdujących pokrycia w ujawnionych źródłach dochodu".

      Proboszcz się odwołał. Podczas kolejnych rozmów ze skarbówką opowiedział o innym biznesmenie (ze Śląska), który w tajemnicy poprosił go o przechowanie pieniędzy. Nie ma na to jednak żadnego dokumentu. Wskazanego przez kapłana biznesmena nie można było przesłuchać, bo zmarł parę lat wcześniej. "Gazeta" (która opisywała sprawę księdza jako pierwsza) dotarła do żony biznesmena. Ta zaprzeczyła, by jej mąż miał kiedykolwiek tak wielkie pieniądze.

      Ksiądz na to, że nic więcej nie powie, bo obowiązuje go tajemnica spowiedzi, jako że pieniądze zostały mu powierzone właśnie podczas spowiedzi. I nadal odmawiał zapłacenia podatku.

      UKS skierował więc sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, tam podczas procesu toczącego się za zamkniętymi drzwiami (pierwszy raz od wielu lat WSA wyłączyło jawność procesu), sąd zgodził się z argumentami fiskusa i we wrześniu ub. roku nakazał księdzu zapłacić podatek - 1 mln 880 tys. zł.

      Ksiądz nie mógł się bronić

      Teraz ostatnią szansą księdza K. jest skarga kasacyjna, która trafiła już do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Pełnomocnik księdza, mec. Mariusz Orliński, domaga się w niej uchylenia wyroku WSA i ponownego zajęcia się sprawą.

      --------------
      Złodziejska bezczelnośc czarnej mafii przekroczyła juz wszelkie granice.
      • majk-i Yan17 CWEL 09.02.13, 15:06
        yan17 czy jak tam ty CWELU
      • emilek_2005 do yann17 10.02.13, 16:41
        Dla mnie to co napisałeś jest oburzające. Ukazuje przykład, jakimi kwotami operuje proboszcz, człowiek który w całym swoim życiu nie skalał się uczciwą pracą. Uchylając się od zapłacenia podatku zasłania się tajemnicą spowiedzi i konkordatem. To jedynie wybieg, aby ujawnić niewygodną prawdę, ale jak wielokrotnie pisałem, prawda to właśnie to, czego kościół boi się najbardziej :) Co do konkordatu również wielokrotnie pisałem, że jest to dla nas szkodliwa umowa, która jedynie daje przywileje klerowi, a nam NIC! Z tego względu jest niekorzystna i winna zostać wypowiedziana!
    • yann17 Re: Rozpasania czarnej bandy ciąg dalszy 11.02.13, 20:16
      Ksiądz prałat kanonik pułkownik Mirosław S. ma 52 lata, wywodzi się z archidiecezji warmińskiej, a w szeregi kapelanów wstąpił w 1992 roku, czyli jeszcze za panowania abp. Sławoja Leszka Głódzia zwanego „Flaszką”. Pełnił swoją powinność w kilku różnych placówkach duszpasterskich, zaliczył jedną misję zagraniczną w Bośni i Hercegowinie, a po szczęśliwym stamtąd powrocie otrzymał w sierpniu 2007 r. nominację na proboszcza parafii garnizonowej św. Kazimierza Królewicza w Katowicach. Rok później został dodatkowo szefem Krakowskiego Dekanatu Wojskowego i sprawował tę funkcję – równolegle z probostwem – do marca 2012 r., kiedy to w ramach „odchudzania” Ordynariatu Polowego bp Józef Guzdek zniósł ów dekanat.

      – Ksiądz Mirek był jedną z najbardziej wpływowych osobistości i nie mogła się bez niego odbyć żadna impreza z udziałem generalicji lub gości z MON-u. W Krakowie miał swój gabinet w budynku dowództwa 2. Korpusu Zmechanizowanego, a w Katowicach bardzo „tłuściutką” parafię w centrum miasta. Żył jak pączek w maśle, aż wreszcie nie wytrzymał ciśnienia i całą karierę szlag trafił – wzdycha oficer z Wojskowej Komendy Uzupełnień.

      Ksiądz płk S. poległ tuż przed ubiegłorocznymi Świętami Bożego Narodzenia, czyli w okresie szczególnego nasilenia kapelańskich „obowiązków” związanych z uczestnictwem w tzw. opłatkach…

      Najpierw odwiedził klub stacjonującego w Bytomiu 34. Śląskiego Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej. „W spotkaniu wzięli także udział zaproszeni goście, m.in. Prezydent Miasta Bytomia Damian Bartyla. Słowo Boże na nadchodzące Święta przekazał ks. płk Mirosław S (…), a życzenia złożył Dowódca dywizjonu ppłk Jerzy Flis. Wszyscy tradycyjnie przełamali się opłatkiem, życząc sobie wszystkiego, co najlepsze, w zbliżającym się czasie Świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku. Przy żołnierskim wigilijnym stole nie zabrakło życzliwości oraz przyjacielskich rozmów i niemalże rodzinnego ciepła” – czytamy w kronice wydarzeń Dywizjonu pod datą 18 grudnia.

      Następnego dnia wizytował Wojewódzki Sztab Wojskowy w Katowicach. „W spotkaniu brali udział żołnierze i pracownicy, a także goście zaproszeni przez Szefa WSzW, w tym ks. prałat płk Mirosław S(…). Pan płk mgr inż. Krzysztof Radwan z radością powitał przybyłych na uroczystość. (…) w swoim wystąpieniu podkreślał, że spotkanie opłatkowe to doskonała sposobność do osobistych ocen i podsumowania tego, co przyniosło sukces, ale też i spojrzenia na to, co w obecnym przekonaniu wykonalibyśmy lepiej, doskonalej” – sprawozdaje hagiograf jednostki (wpis z 19 grudnia).

      – Nie wiadomo dokładnie, jaka była kolejność tych imprez, bo chyba Katowice odbyły się jednak przed Bytomiem, ale to w gruncie rzeczy mało istotne. Najważniejsze jest to, że ksiądz pułkownik schlał się na wojskowym „opłatku” tak okrutnie, że wszczął tam, a później na ulicy karczemną awanturę i policja musiała zawieźć go do izby wytrzeźwień. Miał prawie trzy promile, groził, szarpał się z funkcjonariuszami… Od strony karnej sprawę zatuszowano, ale informacja tajna w Katowicach jakimś sposobem dotarła do MON, a stamtąd do Ordynariatu. Co było dalej, można się jedynie domyślać, w każdym razie ks. Mirosław złożył podanie o natychmiastowe zwolnienie ze służby z powodów „zdrowotnych”. Krzywdy mu nie zrobili. Dostanie na rękę co najmniej 5 tys. zł emerytury – obliczają z WKU.

      – Ksiądz Mirosław nie jest już proboszczem parafii garnizonowej w Katowicach, bo z dniem 5 stycznia 2013 r. odszedł do „cywila”. Na jego miejsce biskup przysłał już ks. ppłk. Jerzego Niedzielskiego z 22. Batalionu Piechoty Górskiej w Kłodzku. Niedzielski ma za sobą praktykę u Głódzia, Irak, Liban, Bałkany i Afganistan, więc powinien się utrzymać
      • yann17 Re: Rozpasania czarnej bandy ciąg dalszy 11.02.13, 22:24
        Byłem gejem w sutannie
        Ksiądz uwiódł go, kazał zerwać zaręczyny, a na koniec namówił do przyjęcia kapłańskich święceń. Po latach spędzonych w seminarium i przejściu w stan duchowny, kolejny ksiądz chciał się z nim przespać za przeniesienie do innej parafii. Jak wyglądało życie byłego księdza geja?

        Marcin mieszkał w niewielkiej wiosce, gdzie dwa sklepy, jedna szkoła i kościół, były jedynymi miejscami rozrywki. Od poniedziałku do soboty stało się pod lokalem, by wypić piwo i porozmawiać z kumplami. W niedzielę zaś szło się do kościoła, by po mszy znowu iść napić się piwa. Taki tygodniowy cykl trwał od pokoleń. W jednym miejscu poznawało się przyjaciół, wrogów, żony i kochanki, a także przyprowadzało dzieci, które w przyszłości razem ze znajomymi dbały o lokalne tradycje. Marcin nie chciał pozostać w tym błędnym kole, więc szedł za głosem serca… i księdza.

        (Nie)święta spowiedź

        - Kiedyś miałem dziewczynę. Miałem ok. 18 lat. Już chcieliśmy brać ślub, mieć dziecko. Jej rodzice chcieli nam odstąpić połowę domu, ale coś nie dawało mi spokoju. Pomimo tego, że uprawiałem z nią seks, to nic nie czułem. Ale nie chciałem z nią zrywać. Była kochana, ładna i mądra, ale kochałem ją jak siostrę – wspomina.

        Pomimo braku romantycznego uczucia pomiędzy nimi, był z Martą trzy lata. Wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy przed Bożym Narodzeniem poszedł do spowiedzi.

        - Ksiądz znał nas wszystkich bardzo dokładnie. On udzielał sakramentu chrztu, komunii, bierzmowania a na końcu grzebał w ziemi. Znał każdą tajemnicę naszej wioski. Wiedział, kto z kim i kogo zdradza, jakie są najgorsze grzechy mieszkańców. Mimo to nigdy nic nie skomentował. Zawsze był wyrozumiały, a tajemnica była dla niego najważniejsza – dodaje.

        W czasie spowiedzi powiedział, że nie kocha swojej narzeczonej i zastanawia się czy kiedykolwiek podobały mu się dziewczyny.

        - Proboszcz jakoś dziwnie zareagował. Jakby się wzdrygnął, coś westchnął, ale mówiłem dalej. Po dziesięciominutowym wyznaniu swoich grzechów, dał rozgrzeszenie i powiedział “to nie jest taka łatwa sprawa, jak Ci się wydaje” i prosił, żebym skontaktował się z nim wieczorem na plebani – mówi dalej.

        Zestresowany poszedł na rozmowę do swojego proboszcza. Ten zaczął go wypytywać o jego postawę na lekcjach WF-u, czy lubi patrzeć na swoich kolegów oraz jakie ma podejście do homoseksualizmu.

        - Odpowiedziałem, że właśnie to nie daje mi spokoju. Wyznałem jak często myślę sobie, że całuję się z mężczyzną i zastanawiam się, jakie mam potrzeby, ale jednocześnie, jako wierzący człowiek nie dopuszczałam myśli na temat bycia w związku z mężczyzną – kontynuuje.

        Gdy ksiądz wyczuł jego niepokój, delikatnie chwycił Marcina za rękę, przysunął do siebie i przytulił. Trwali w ciszy przez 5 minut, ale w końcu Marcin wybiegł z pokoju.

        Pocałunek dezorientacji

        Nie odzywał się do księdza przez kolejne dwa tygodnie. Nie chodził do kościoła, odrzucał myśli o swoim homoseksualizmie i próbie zaakceptowania tego przez księdza. W głowie walczył ze swoją seksualnością, z sąsiadami, rodziną, która na pewno tego nie zaakceptuje. Wszystko zaczęło mu walić się pod nogami.

        - Zdecydowałem się jeszcze raz iść na plebanię. Po długiej rozmowie, później kolejnej i kolejnej, zrozumiałem, że swojej seksualności się nie wybiera. Po kilku tygodniach wizyt i rozmów u księdza, on ponownie zrobił coś dziwnego. Chwycił mnie za kolano i pocałował. Zamarłem – mówi o zaskoczeniu.

        Młody chłopak ponownie wybiegł z terenu kościoła, ale tym razem czuł podniecenie, a nie frustrację czy złość, jak to było wcześniej.

        - Tamtej nocy nie spałem. Cały czas przypominałem sobie ten pocałunek i fakt, że to było bardzo przyjemne – ucina.
        Wtedy też jednoznacznie uświadomił sobie, że jest gejem.

        - Kolejny raz wróciłem do księdza. Zaczęliśmy na poważnie rozmawiać. Już wiedziałem, że nasz proboszcz też jest gejem i mogę liczyć na jego wsparcie – dodaje.

        Po kilku miesiącach rozmów z duchownym, Marcin zerwał zaręczyny ze swoją dziewczyną. Po namowach księdza oświadczył rodzinie, że idzie do seminarium duchownego. To było jedno z niewielu miejsc, gdzie młody chłopak może czuć się pewnie.

        Potrzeba wyższa

        Po otrzymaniu wzorowej opinii swojego proboszcza, przejściu wszystkich testów i rozmów kwalifikacyjnych, Marcin dowiedział się, że został przyjęty. Poczuł ulgę, ponieważ już nie musiał tłumaczyć się przed rodziną, dlaczego nie chce mieć dziewczyny. Kamień spadł mu z serca.

        - Żyjąc w dużym mieście zapomniałem o problemie mojej orientacji. Nawet nie miałem też na to zbyt wiele czasu, ponieważ studia naprawdę były wymagające. Kalendarz był wypełniony od 5:30 do 22:00, a ja chciałem doczekać święceń – mówi Marcin.

        Trzy lata seminarium zleciały mu podobno bardzo szybko. Regularne modlitwy, chodzenie na msze i wspólnotowe rozmowy nie pozwalały na bogate życie prywatne. Dopiero na czwartym roku, kiedy coraz pewniej czuł się w kościelnym środowisku, dało o sobie znać jego libido.

        - Zacząłem wychodzić na prywatne spotkania. Umawiałem się poza seminarium z innymi alumnami, ale bez erotycznych podtekstów. Później poznawałem już kolejnych znajomych i życie zaczęło nabierać tempa. Pewnego dnia “zachciało mi się” i poszukałem knajpy dla gejów. Tam było kilku fajnych ludzi – dodaje.

        Od tego momentu regularnie wychodził poza kościelne mury. Częściej spędzał noce u swoich partnerów, czasami odwiedzał swojego pierwszego mentora duchowego z rodzinnej miejscowości.

        Gejowskie szczęście

        W gejowskich klubach często spotykał znane mu twarze z seminarium czy kościołów, jednak nie chciał utrzymywać z nimi partnerskich relacji.

        - Żeby była jasność. W Kościele nie jest tak, że każdy ksiądz jest gejem, a seminaria przepełnione są seksem młodych i zagubionych mężczyzn. Po prostu geje z jednego seminarium przebywają w tym samym miejscu i najczęściej się znają. Niektórzy sypiają ze sobą, ale mnie to nie bawi – dodaje.

        Po sześciu latach przyszedł czas decyzji. Tygodniowe rekolekcje wyznaczały ostatnie chwile przed jego święceniami i przejścia w stan duchowny. Podjął wyzwanie, został diakonem. W tym czasie miał stałego partnera, który odwiedzał go pod “przykrywką” kuzyna. Marcin tłumaczył, że mężczyzna przyjeżdża na studia i nie ma pieniędzy na hostel. Byli ze sobą 4 lata i wszyscy duchowni przymykali oko na regularne wizyty.

        - To były kolejne spokojne lata. Po zdobyciu następnych stopni święceń sakramentalnych, przyszedł burzliwy okres – wspomina. – Miałem posługę w małej parafii. Pomagałem proboszczowi, a czasami urywałem się do swoich przyjaciół. Bawiliśmy się i po wszystkim wracałem na plebanię, kamuflując swoją orientację – mówi.

        – Pewnego dnia ktoś chciał mi zrobić kawał. Podczas jednej mszy zobaczyłem znajomych gejów w ławach. Nie wiem co się stało, ale dziwnie się czułem, kiedy w głowie miałem seks, a przed sobą dziesiątki wiernych – opowiada o niespodziance, jaką sprawili mu jego przyjaciele.

        Postanowił zmienić parafię. Tak, by nigdy nie musiał się zmagać z tym problemem. Odwiedziny “cywilnych” przyjaciół i przypadkowe rozmowy, mogłyby mu bardzo zaszkodzić. Dlatego zgłosił się wtedy do wikariusza z prośbą o przeniesienie.

        - Nie znałem się z tym człowiekiem wcześniej, ale jak na niego spojrzałem, od razu wiedziałem, że znam go z klubów. To był jeden z bardziej aktywnych tancerzy. Serce zaczęło mi ściskać, ale szybko powiedziałem w czym rzecz – mówi. Po kilkunastu minutach rozmowy Marcin wyszedł z gabinetu. Na drugi dzień dostał telefon.

        - “Szczęść Boże. Ja w sprawie wniosku o przeniesienie”, tak mniej więcej zaczął. Później powiedział, że możemy się spotkać się wieczorem we wskazanym miejscu, by porozmawiać o mojej przyszłości. Pojechałem, co miałem zrobić. Chciał się do mnie dobierać, ale akurat nie miałem ochoty na seks. Powiedziałem mu, że dziękuję – opowiada dalej o próbach seksualn
        • dziunia57 Re: Rozpasania czarnej bandy ciąg dalszy 11.02.13, 22:33
          Kocham zimę, najlepiej czuję się gdy mróz szczypie w policzki a śnieg skrzypi pod nogami. Mój organizm także dobrze czuje się w niskich temperaturach i wysokim ciśnieniu. W przeciwieństwie do wrednych czasów przedwiośnia, rzadko choruję w zimie i prawie zawsze mam nastrój do pracy. Jestem niczym Królowa Śniegu.

          W czas siarczystych mrozów proponuję czytać Lód Jacka Dukaja i bynajmniej nie żartuje. Nic tak nie pomaga zanurzyć się w świecie przedstawionym jak zbliżona aura, która przecież oddziałuje na nas cały czas, czy tego chcemy czy nie. Anglicy nie bez powodu wciąż nawiązują w rozmowach do pogody. Natura jest bezlitosną szarą eminencją naszego życia. Możemy zaplanować cudowne wakacje, ale bez słońca…
          Dlatego Dukaj jest doskonały na tę porę roku, ale zajmiemy się nim w przyszłym tygodniu.
          Dziś o Królowej Śniegu.

          Kiedy dorastamy, wydaje nam się, że wiemy czym są baśnie i po co je napisano. Żeby dzieci oswoiły lęki, nauczyły się mechanizmów dorosłego świata, nabrały odwagi i wiary w to, że z każdych tarapatów można znaleźć wyjście. Bruno Bettelheim w swojej kanonicznej książce o znaczeniach i wartościach baśni: Cudowne i pożyteczne, napisanej w duchu freudowskim w połowie lat 70., pokazuje w baśniach proces oswajanie siebie, swych pragnień, fantazji i nieuświadomionych lęków związanych z relacjami damsko-męskimi. Baśnie przygotowują więc dzieci do tego, co ich spotka już za kilka lat, w czasie nastoletnim.

          Swój wywód oparł Bettelheim na tekstach ludowych, tak zwanych magicznych, przekazywanych ustnie i spisanych w początkach XIX wieku przez braci Grimm, dlatego nie znalazły się w nim omówienia późniejszych baśni literackich Andersena. Ale choć z racji formalnych wiedeński uczony je pominął, wyraźnie pobrzmiewają w nich cechy i schematy ukazane przez Bettelheima. Choćby w Królowej Śniegu.
          Czy naprawdę pamiętacie o czym jest Królowa Śniegu? Bo przecież nie o złej królowej, głupim chłopcu i naiwnej pannie, która go szuka po całym świecie.

          Po pierwsze jest o wkraczaniu w świat dorosłych doznań, prawdopodobnie seksu, które są zarazem fascynujące i niszczące. Protagoniści opowieści, Gerda i Kay, żyją w błogim dzieciństwie, w ułudzie nieskalanego szczęścia, symbolizowanego przez róże darowane dziewczynce przez chłopca. W ten przyjazny i miły świat wkracza babka z mrocznymi opowieściami o Królowej Zimy, która maluje na szybach kwiaty. W Kayu budzi się niepokój i ciekawość zarazem, które popychają go do przyglądania się tajemniczej postaci ukazującej się za oknem.
          Chłopiec, przygotowany niejako swoją ciekawością świata na nieznane, doznaje dotyku zła, szklanego okruchu lustra w sercu. Ale ten szatański podarunek ma wszelkie cechy romantycznego buntu, bo oto Kay zaczyna kwestionować dotychczasowy świat i jego normy, buntować się przeciw “słodkim różom”, szukać własnej drogi, poza sympatią Gerdy. Chce czegoś więcej, czegoś niezwykłego, szczególnego, nawet niebezpiecznego. Jego proces dorastania właśnie się rozpoczął. Spotkanie z Królową Śniegu jest już tylko kwestią czasu. Kay, przygotowany do tajemniczości i niezwykłości świata spotyka Królową i zostaje ukąszony, zainfekowany, zarażony mrozem.
          Kim jest dla Kaya Królowa? Piękną dojrzałą kobietą, artystką malującą kwiaty na szybach, niezależną i władczą, która uwozi chłopca dla zabawy a może z nudów, albo samotności. Uwozi Kaya na jego małych saneczkach, ale wkrótce zaprasza go do sań. Być może ten gest królowej i jej pocałunek są symbolem jakiegoś groźnego działania, przeciwnego do wspólnoty niewinnych serc jaką czuł z Gerdą. Gerdą, która już mu nie wystarcza. Być może jest tu zawarta metafora uwiedzenia, seksualnej inicjacji bez miłości, ale z magicznym, obezwładniających pożądaniem, zapatrzeniem.
          Kay jest stracony i zdany na łaskę Królowej i uczucia Gerdy.

          Po drugie Królowa Śniegu to opowieść o Gerdzie, której postać wykazuje cechy bohatera kulturowego wprost z mitu. Po utracie przez społeczność istotnego elementu- Królowa uwozi Kaya niczym smok dziewicę- Gerda wyrusza, by go odzyskać i przywrócić poprzedni porządek. Po drodze spotyka czarownicę mieszkającą w pięknym ogrodzie i zostaje poddana próbie pamięci o Kayu. Potem, otrzymuje pomoc magicznego przyjaciela- wrony, oraz pary książęcej. Następnie wpada w ręce złych rozbójników i musi ponieść ofiarę- odebrane zostają jej wszelkie dobra otrzymane od księcia i księżniczki. Ponadto grozi jej śmierć. Dzięki swej opowieści wzbudza litość małej rozbójniczki i udaje się na grzbiecie kolejnego magicznego zwierzęcia- renifera do Laponii, za którą leży magiczna kraina Królowej Śniegu. Zstępuje niejako wgłąb zaświatów, które w mitach świata kojarzone są z krainą za wodą, bądź właśnie krainą zimna i mrozu. Gerda, jak na heroinę przystało nie potrzebuje dodatkowych atrybutów, by zwyciężyć. Spotkana po drodze fińska szamanka widzi jej magiczną aurę. To, że Andersen umiejscowił ją w tradycji chrześcijańskiej, nie zmienia faktu, że to zaklęcie- modlitwa- dają jej moc wkroczenia do pałacu Królowej. I to jej łza przywraca Kaya do dawnego świata dobra i ułudy. Chciałoby się rzec jej dziewicza łza zmazuje jego grzech. Teraz mogą już bezpiecznie powrócić po domu, by przywrócić poprzedzający fatalne wydarzenia ład. Oczywiście doświadczenia zmieniają bohaterów, dlatego zarówno Gerda, jak i Kay są po powrocie dorośli. Przeszli swe drogi samopoznania.

          Królowa Śniegu jest zatem baśnią o dorastaniu, o procesie poszukiwania własnych ścieżek, cenie za ciekawość świata, odrzuceniu cukierkowej relacji jako nieprzystającej do obrazu nastoletniego buntu, budzeniu się agresji i okrucieństwa, inicjacji w dorosłość, przywiązaniu pozwalającym przekraczać granice zdrowego rozsądku, potrzebie ładu i walce z chaosem, który jest niezbędnym elementem świata. Oraz o wybieraniu dobra jako wartości. Wybieraniu świadomym, po rozpoznaniu, doświadczeniu, poznaniu świata istniejącego poza balkonami usianymi różowych kwieciem w pięknym, malowniczym, małym duńskim miasteczku.
          tekstologia.wordpress.com/2012/02/02/krolowa-sniegu-czyli-opowiesc-o-seksie-i-zstepowaniu-do-otchlani/
          • yann17 Re: Rozpasania czarnej bandy ciąg dalszy 11.02.13, 22:41
            dziunia57 napisał
            Bruno Bettelheim w swojej kanonicznej książce o znaczeniach i wartościach baśni: Cudowne i pożyteczne, napisanej w duchu freudowskim w połowie lat 70., pokazuje w baśniach proces oswajanie siebie, swych pragnień, fantazji i nieuświadomionych lęków związanych z relacjami damsko-męskimi.
            -----------
            Lektura w sam raz dla młodych kleryków. ( to duże dzieci z wielkimi potrzebami płciowymi i brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności)

            Ów Bettelheim popełnił kiedyś rozprawkę w której dowodził, że Kay był geyem
            • dziunia57 Re: Rozpasania czarnej bandy ciąg dalszy 11.02.13, 22:52
              Tatarkiewicz "O szczęściu" - streszczenie książki

              www.sciaga.pl/tekst/33225-34-tatarkiewicz_o_szczesciu_streszczenie_ksiazki_moje_wnioski
              Wartość szczęścia według dzieła Władysława Tatarkiewicza pt.: „O szczęściu”


              Wielu filozofów na przełomie dziejów podejmowało się zdefiniowania i wyjaśnienia czym jest szczęście. Jednym z nich jest właśnie Władysław Tatarkiewicz. Wybrałam to dzieło, ponieważ wydaje mi się jedną z najbardziej rzetelnych i dogłębnych analiz szczęścia.
              Książka została podzielona na rozdziały i również ten referat zostanie podzielony na odpowiednie rozdziały.

              I. Cztery pojęcia szczęścia:

              Autor rozpoczyna swoje rozważania od wyjaśnienia samego pojęcia szczęścia. Wyróżnia cztery rodzaje szczęścia:

              1. szczęście jako „wybitnie dodatnie wydarzenia” – jak sama nazwa wskazuje są to jakieś wydarzenia, które pozytywnie płynęły na bieg życia jednostki powodując stan szczęścia.
              2. szczęście jako „wybitnie dodatnie przeżycia” – tutaj zahaczamy o sferę przeżyć wewnętrznych jednostki, które mogą być wartościowane dodatnio i mają wpływ na bieg życia danej jednostki
              3. szczęście jako „posiadanie największej miary dóbr dostępnej człowiekowi” – można tutaj wyróżnić dwa rodzaje dóbr; mianowicie dobra materialne, które podnoszą status życia jednostki, lub dobra psychiczne takie jak np.: cnota.
              4. szczęście jako zadowolenie z życia – tutaj główną rolę odgrywa całościowy bilans szczęścia w życiu danej jednostki; jeśli jest on dodatni to można powiedzieć, że życie takiej jednostki było szczęśliwe


              Autor wybiera czwarte pojęcie jako zasługujące na miano szczęścia. Zgadzam się z jego intuicją, bowiem wydaje mi się, że szczęście zależne jest od całokształtu życia danego osobnika. Pierwsze trzy pojęcia nie zawsze prowadzą do uszczęśliwienia jednostki, ponieważ są cząstkowe. Czwarte pojęcie zawiera trzy poprzednie w sobie bowiem pomyślne wydarzenia, dobra jakie człowiek gromadzi i pozytywne przeżycia można nazwać mianem szczęścia jednynie wtedy gdy dokonamy bilansu życia danej osoby i wykaże on iż w życiu tym przeważały pozytywne zdarzenia i odczucia, a co za tym idzie dana osoba będzie zadowolona ze swojego życia.

              II. Definicja szczęścia:

              Ten rozdział autor poświęcił próbom zdefiniowania pojęcia szczęścia. Wyróżnił następujące definicje:

              1. definicja doznania szczęścia – „szczęściem jest trwałe, pełne i uzasadnione zadowolenie z życia”
              2. definicja życia szczęśliwego – „życie dające trwałe, pełne i uzasadnione zadowolenie.

              Później autor dzieli naturę pojęcia szczęścia na subiektywną i obiektywną. Końcowym jednak wnioskiem jest stwierdzenie, że sprecyzowana definicja szczęścia jest nieosiągalna.

              III. POJĘCIE SZCZĘŚCIA I JEGO ODMIANY:

              Odmiany szczęścia:

              1. „szczęście w znaczeniu konkretnym i abstrakcyjnym” – to wszystkie cechy wspólne żywotom szczęśliwym
              2. „szczęście w znaczeniu podmiotowym i przedmiotowym” – podmiotowość szczęścia to przychylność zdarzeń, gdzie do szczęścia nie potrzeba świadomości iż jest się szczęśliwym. Szczęśnie w znaczeniu przedmiotowym to „intensywna radość”, gdzie świadomość szczęścia jest warunkiem koniecznym.
              3. „szczęście jako moment i jako stan trwały” – tutaj autor czyni rozróżnienie między chwilowymi stanami szczęścia, a całością życia szczęśliwego.
              4. „szczęście realne i szczęście idealne” – szczęście realne to życie, w którym przeważają elementy dodatnie, ale istnieją też elementy ujemne. Natomiast szczęście idealne nie dopuszcza istnienia ujemnych elementów. Słusznie autor idzie za myślą Epikura, który twierdził, że szczęście realne to „szczęście ludzi”, a szczęście idealne to „szczęście bogów”.
              5. „szczęście odpowiadające wszystkim potrzebom i szczęście odpowiadające potrzebom materialnym” – szczęście, które odpowiada wszystkim potrzebą jest niczym innym jak życiem, które zaspokaja wszelkie potrzeby człowieka. Natomiast szczęście odpowiadające potrzebom materialnym jest takim życiem, które zaspokaja wszelkie potrzeby materialne.
              6. „szczęście polegające na zwykłym i głębszym zadowoleniu” – zwykłym zadowoleniem można nazwać zaspokojenie potrzeb powierzchownych (podstawowych), a głębszym zadowoleniem jest takie, które sięga w głąb ludzkiej świadomości.
              7. „szczęście, które przychodzi samo i szczęście wymagające wysiłku” – szczęście, które przychodzi samo to tzw. „szczęśliwy traf”, „uśmiech losu”; to zespół warunków, które składają się na pomyślne zdarzenia. Natomiast szczęście, które wymaga wysiłku to głębszy stopień szczęśliwości. Możemy go dosięgnąć tylko wtedy gdy wyrzekniemy się powierzchownych przyjemności. Receptą na takie szczęście jest praca nad samym sobą.
              8. „szczęście w spokoju i beztrosce” – szczęśliwym jest życie beztroskie i spokojne, jednak autor stara się wykazać, że wielu filozofów przed nim nie identyfikowało szczęścia ze spokojem i beztroską.

              Dalej autor dochodzi do wniosku, że największe rozbieżności nie dotyczą pojęcia szczęścia, ale recepty na bycie szczęśliwym. O to jak być szczęśliwym spierało się wielu filozofów. Jednak przeszkodą mogą być tu osądy zewnętrzne danych osób. Każdy z nas posiada swoje indywidualne szczęście i na dodatek nie zawsze ten kto jest szczęśliwy takim się właśnie wydaje społeczeństwu. Szczęście w dużej mierze zależy nie tylko od warunków zewnętrznych życia człowieka, ale i od jakości jego samopoczucia w danych warunkach.
              • yann17 Re: Rozpasania czarnej bandy ciąg dalszy 12.02.13, 00:10
                dziunia57 napisał(a):

                > Tatarkiewicz "O szczęściu" - streszczenie książki

                > 4. „szczęście realne i szczęście idealne” – szczęście realne
                > to życie, w którym przeważają elementy dodatnie, ale istnieją też elementy uje
                > mne. Natomiast szczęście idealne nie dopuszcza istnienia ujemnych elementów. Sł
                > usznie autor idzie za myślą Epikura, który twierdził, że szczęście realne to &#
                > 8222;szczęście ludzi”, a szczęście idealne to „szczęście bogów̶

                ----------------------
                Tatarkiewicz jako jeden z najwybitniejszych filozofów w powojennej Polsce był znanym ateistą czego dowód daje w spasób jednoznaczny i nie budzacy zadnych watpliwości w w zacytowanej definicji szczęścia.
      • emilek_2005 Re: Rozpasania czarnej bandy ciąg dalszy 13.02.13, 10:39
        Przyznawanie stopni wojskowych kapelanom to kompletne nieporozumienie. Skoro mówimy o wojsku zawodowym to nie powinno być tam miejsca na gusła czy amatorów, jakimi w sztuce wojennej są kapelani. Skoro koniecznie kapelan musi być w wojsku - gdyż rzekomo jest co niektórym potrzebny - to jako cywil z pensją cywila a nie oficera!!!
        • 57jurand Re: Rozpasania czarnej bandy ciąg dalszy 13.02.13, 11:33
          Jeden z naszych ,,misjonarzy,, w Afganistanie będąc w bazie USA z zdziwieniem stwierdził że kapelan amerykańskich marines to tylko sierżant no cóż amerykanie czują proporcje.
          • emilek_2005 Re: Rozpasania czarnej bandy ciąg dalszy 16.02.13, 15:47
            "amerykanie czuja proporcje" - coś w tym jest. Nie sądzę, aby w jakimkolwiek kraju na świecie w armii było tylu generałów i oficerów kapelanów co u nas. Podejrzewam nawet, że w innych armiach duchowni/kapelani nie mogą posiadać stopni oficerskich, a tym samym oficerskich uposażeń! Jednak Polska słynie z tego, że publiczne pieniądze są wyrzucane w błoto, a przykładem tego są pensje biskupów generałów wynoszące 10.500 zł miesięcznie plus drugie tyle dodatki!
            Niech ktoś mi wykaże/uzasadni, że jest to NORMALNE!
    • 57jurand Re: Rozpasania czarnej babdy ciąg dalszy 16.02.13, 16:27
      Na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo aresztowano kolumbijskiego księdza katolickiego
      przemycającego narkotyki.W żołądku miał ponad 1,5 kg, kolejne 200 g znaleziono w jego bagażu. W parafii widać się nie przelewa.
      FiM.
      • emilek_2005 Re: Rozpasania czarnej babdy ciąg dalszy 16.02.13, 16:56
        57jurand napisał:

        > Na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo aresztowano kolumbijskiego księdza katol
        > ickiego
        > przemycającego narkotyki.W żołądku miał ponad 1,5 kg, kolejne 200 g znalezion
        > o w jego bagażu. W parafii widać się nie przelewa.
        > FiM.

        Człowiek o którym piszesz to nie tylko ksiądz, ale przede wszystkim przemytnik i przestępca. W Rosji - jak w większości państw świata - księża nie cieszą się żadnymi przywilejami, tak więc księdza czeka SPRAWIEDLIWA KARA i to w życiu ziemskim :)
        • 57jurand Re: Rozpasania czarnej babdy ciąg dalszy 16.02.13, 17:09
          Właśnie tak to jest w wolnym świecie , niema zlituj się przestępca jest tylko przestępcą i oto my walczymy żeby koloratka była tylko koloratką a nie imunitetem chroniącym przestępców co jest normą w Polsce. Pozdrawiam.
    • yann17 Re: Crimen Sollicitationis 16.02.13, 17:43
      Crimen Sollicitationis

      Kościół twierdzi obłudnie, że celem powstania dokumentu było przeciwdziałanie problemowi wykorzystywania przez księży spowiedzi, w celu pozyskiwania osób do praktykowania seksu, jak również istniejącego problemu seksualnego wykorzystywania dzieci przez kler. Nasuwa się tu jednak natychmiast pytanie: dlaczego wobec tego Crimen Sollicitationis był objęty klauzulą tajności...?

      Crimen Sollicitationis to tajny dokument, datowany na 16 marca 1962, opracowany przez watykańskich urzędników, zatwierdzony przez papieża Jana XXIII i podpisany przez kardynała Alfredo Ottaviani, sekretarza Świętego Oficjum.(Obecna nazwa: Kongregacja Nauki Wiary, dawniej Święta Inkwizycja)

      W samej rzeczy dokument ten był szczegółowym planem, zawierającym instrukcje w kwestii postępowania w przypadkach oskarżeń księży o seksualne wykorzystywanie małoletnich. Przepisy dotyczyły też przypadków zoofilii i homoseksualizmu. Owe ścisłe instrukcje postępowania obowiazywały kler katolicki na całym świecie.

      W roku 2001, nakazem kard. Josefa Ratzingera, Crimen Sollicitationis został między innymi wzbogacony o klauzulę, w której Watykan zastrzegł sobie prawo do wyłączności.

      Po objęciu przez kard. Ratzingera stanowiska papieża, nie ustalono następcy, odpowiedzialnego za wykonywanie rozporządzeń tego dokumentu. Oznacza to, iż kwestie seksualnych przestępstw wśród kleru podlegają bezpośrednio papieżowi, czyli Benedyktowi XVI.
      Crimen Sollicitationis jest dokumentem, który pod karą ekskomuniki nakazuje trzymanie w największej tajemnicy przestępstw seksualnych księży; nakazuje bezkompromisową walkę z poszkodowanymi i tymi, którzy ich popierają; zakazuje współpracy w tych sprawach ze świeckimi organami ścigania; nakazuje niszczenie dowodów przestępstw i utrudnianie pociągnięcia do odpowiadzialności osób duchownych (poprzez np. przeniesienie księdza-pedofila do innej parafii).

      Klauzula dodana w 2001 roku przez kard. Ratzingera oznaczała, że wszystkie przypadki seksualnych przestępstw mają być badane tajnie tylko przez duchownych, muszą być przekazywane bezpośrednio do Watykanu, czyli do papieża. Niedostosowanie sie do tego polecenia grozi ekskomuniką tzn., wykluczeniem z Kościoła.

      Nie ma w Crimen Sollicitationis mowy o zgłaszaniu przestępstw prokuraturze. Ów tajny watykański dokument milczy na temat zadośćuczynienia ofiarom przestępstw seksualnych popełnianych przez duchownych. Stwierdza za to wyraźnie, że opieką mają być objęci oskarżeni księża. Celem najwyższym i jedynym jest tu zatem dobro Kościoła: ohydne przestępstwa dokonywanwe na dzieciach, i ich następstwa - skandale - mają być starannie tuszowane. Kościół pozostaje obojętny na tragedię gwałconych dzieci.

      Dokument obowiązuje wszystkich biskupów katolickich na całym świecie, co powoduje, że postępowanie kurii diecezjalnych w przypadkach przestępstw seksualnego wykorzystywania dzieci przez księży jest podobne. Fakt ten wzbudził u organów śledczych podejrzenie, że w Kościele muszą istnieć jakieś wspólne ustalenia dotyczące tego zjawiska. Efektem dochodzenia było ujawnienie się osób, które udostępniły łacińskojęzyczną kopię dokumentu. Uważa się, że do odkrycia kompromitującego Kościół tajnego dokumentu doprowadziło dochodzenie państwowej komisji w sprawie masowego wykorzystywania seksualnego małoletnich w Irlandii.
      A Jan Paweł II był, co nie ulega najmniejszej wątpliwości, jako głowa Kościoła watykańskiego, doskonale poinformowany o istnieniu owego haniebnego dokumentu. Nie uczynił jednak nic, by go anulować i poprzez to zapobiec tysiącom tragedii molestowanych seksualnie, gwałconych przez zboczeńców w sutannach dzieciaków. Nie kiwnął nawet swym upierścienionym palcem, aby nie dopuścić do kontynuacji koszmaru, dla wielu ofiar kończącego się samobójstwem. Za to lubił błogosławić najmłodszych, z dobrotliwym uśmiechem brać ich ręce i przytulać. Santo subito! Tak bardzo ukochał dzieci...
      • emilek_2005 Re: Crimen Sollicitationis 18.02.13, 21:50
        Przykłady obłudy, wręcz przestępczej działalności licznych kapłanów KK są tysiące! Ciekawy jestem czy w obecnym świecie jest bardziej szkodliwa dla międzynarodowej społeczności organizacja niż KK, a skoro tak to jaka? Proszę o przykłady!
    • 57jurand Re: Rozpasania czarnej babdy ciąg dalszy 19.02.13, 13:34

      material ,,NIE''.Ks. Mirosław Piesiur , ekonom archidiecezji katowickiej był zarazem współprzewodniczącym Komisji Majątkowej która w imieniu państwa przekazała Kościołowi liczne dobra.
      Pouczony w trakcie przesłuchania : Świadka pouczono o obowiązku zachowania w tajemnicy
      informacji , o których dowiedział się w trakcie wykonywania czynności:
      Oto co dalej: Inny świadek , gdyby podczas przesłuchania zapowiedział że ujawni tajemnicę
      śledztwa, z pokoju przesłuchań zapewne trafiłby do aresztu.Zbyt wyraźna jest tu zapowiedź
      matactwa i utrudniania postępowania, aby wolno ją było zlekceważyć .KSIĘDZA NIE OŚMIELONO SIĘ NAWET ZATRZYMAĆ.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka