Gość: Ble ble
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
07.11.04, 02:30
Nie słucham audycji Bernatowicza, gdyż są obrzydliwie głupie. Głupie głupotą
powiatową i mroczną jak przestrach kucharki bojącej się świata.
Pech chciał, że przed chwilą, skacząc po falach radiowych, natrafiłem na
powtórzenie jego audycji o interpretacji wydarzeń z pamiętnego 11 września.
Ciekawość socjologiczna nakazała mi trwać na nieustannym dyżurze. Mistrz
bełkotał do wtóru z zaproszonymi gamoniami. Jedna bzdura następowała po
drugiej. Już słuchacze mogli się wyluzować i rozpiąć guziki przy
kołnierzykach, gdyż jednak jest spisek! Świat jest uratowany. Spisek jest
oznaką stabilności świata, gdyż są siły kontrolujące wszystko i wszystkich.
I wszyscy w studio padliby sobie w objęcia, wzmacniając amplitudę
epistemologicznego orgazmu, gdyby nie pewne drobiazgi. Otóż zaproszeni gamonie
do spółki z dzwoniącymi z guberni kucharkami źródło sprawcze zła odnalazło w
narodzie wybranym. Mistrz Bernard Robertowicz w swej wymierzalnej głupocie
zdębiał, przypomniawszy sobie, że znajduje się na ul. Czerskiej, w paszczy
lwa. I mistrz bladł, głos mu drżał, a oko wyobraźni rzutowało obraz
wchodzacego do studia agenta Mosadu.
OK - a teraz już serio. Jeśli szanowne władze redakcji nie kontrolują
zawartości programowej współpracowników, to efekty mogą być tragikomiczne. I
co ja mam teraz zrobić? W audycji pojawiły się akcenty silnie antysemickie.
Czy mam na skargę pisać np. do redakcji Midrasza?
Ble ble - tym razem zaniepokojony o stabilność psychiczną Bernarda Robertowicza