Dodaj do ulubionych

Historia według ex-Floydów

IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 27.08.06, 22:09
Ładnie napisane, rzeczywiście wygrała po prostu muzyka. Show było mniej,
chociaż przy Echoes i tak zapierało dech...
Poprawcie "na tereni Stoczni Gdańskiej", chyba, że Terenia ma coś z tym
wspólnego ;-)
Obserwuj wątek
    • Gość: Mac Historia według ex-Floydów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.08.06, 22:42
      NIestety na koncercie sie zawiodlem. Kocham muzyke Pink Floyd od wielu lat, ale tym razem nie odnioslem wrazenia ze jest ten wielki Pink Floyd, poza tym w "sektorach srodkowych" slychac bylo barzdziej rozmowy ludzi, dzwoniace telefony komorkowe, migawki aparatow i niestety GWIZDY "fanow" niz sama muzyke... szkoda.
    • Gość: kuba Historia według ex-Floydów IP: *.telia.com 27.08.06, 22:43
      Niestety nie bylem, bo jechalem wtedy promem do Sztokholmu..... a szkoda, bo
      lubie Gilmoura i Floydow.
    • Gość: Quesso Historia według ex-Floydów IP: *.wlan.pl 27.08.06, 23:44
      Nagłośnie kicha!!! Chamski był zakaz wnoszenia swojej wody... na terenie
      koncertu 0,5litra kosztowało 6zł :| Muzyka jak najbardziej, ale zmęczenie po 6h
      czekania na koncert wbrew temu jak przypuszczałem nie ustąpiło od tak. W związku
      z w/w okolicznościami musze powiedzieć, że nie przeżywałem muzyki tak jak się
      spodziewałem, że będę. Ale i tak było warto :)
    • Gość: Syd Domine Plasma i Astronomy Domine - Sieroto z GW IP: *.aine.pl 28.08.06, 01:07
      Zamiast pisać o bezpłciowych miernych bzdetach typu High Hopes-less NAPISAĆ
      TRZEBA BYŁO O ASTRONOMY DOMINE - dla takich UTWORÓW WARTO TAM BYŁO BYĆ !!!!
    • Gość: marcos Historia według ex-Floydów IP: *.softlab.gda.pl 28.08.06, 01:15
      Niestety koncert w Gdańsku słabiutki. :( Pierwsza część koncertu nudna
      straszliwie, druga - z utworami Pink Floyd - ciekawsza, ale także bez rewelacji.
      Co gorsza nagłośnienie było fatalne, po prostu za słabe (byłem w sektorze A3 i
      już tu było za cicho). Ludzie z sektorów B i C po 3 numerach zaczęli błagalnie
      skandować "Głośniej! Głośniej!". Zostali oni ewidentnie oszukani przez
      organizatorów, którzy na swej stronie internetowej napisali, że sektory te beda
      miały zapewnione dodatkowe nagłośnienie jak i telebimy - obu tych rzeczy nie
      było!
      Kolejna sprawa do praca akustyków - gitary rytmicznej praktycznie nie było
      słychać, podobnie było ze słabiutko nagłośnioną orkiestrą. A jeśli dodać, że
      sam Gilmour nie wyciągał niektórych partii wokalnych to...
      Wszystko ma swoje miejsce i swój czas. Niestety występ Gilmoura w Gdańsku to
      był odgrzewany kotlet, który smakować mógł tylko najbardziej zagorzałym fanom
      jego i Pink Floyd. :(

    • Gość: marcos Historia według ex-Floydów IP: *.softlab.gda.pl 28.08.06, 01:17
      Astronomy Domine faktycznie było jednym z najmocniejszych punktów koncertu.
      Pełna zgoda!
    • 18261826www Polecam wszystkim CGT 3+2 28.08.06, 05:44
      Wszystkim tym ,ktorzy wychowali sie na muzyce:Pink Floyd,Yes,King
      Crimson...polecam grupe "California guitar trio",a zwlaszcza jej plyte CGT 3+2
      z udzialem Patta Mastelotto i Tony Levina(King Crimson).Po wysluchaniu plyty
      ,doznalem takich samych wrazen jak po wysluchaniu "Dark side of the Moon"albo
      "Wish You are here".
    • Gość: andronikos Żenada zamiast super koncertu IP: *.gdansk.pl 28.08.06, 07:14
      Ochroniarze do d..py, zabierali wodę w plastikowych butelkach a parasolki
      wrzucali do śmietnika. Nagłośnienie jak na wiejskiej zabawie, Gilmour nie dawał
      rady porządnie zaśpiewać, pierwsza część koncertu wiała nudą i sporo młodych
      ludzi wychodziło. Reasumując - do koncertu Jarra z zeszłego roku to Gilmour nie
      dorasta.
    • zezowaty_cyklop Historia według ex-Floydów 28.08.06, 08:34
      A ja czekałem właśnie na High Hopes.
    • Gość: piotrek vader Historia według ex-Floydów IP: *.satfilm.net.pl 28.08.06, 10:52
      czepaicie sie ja bylem w a2 i tam bylo genialnie, koncert byl swietny i nawet wasze beznadziejne opinie nie wplyna na moje zdanie
    • Gość: Radek Historia według ex-Floydów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.06, 10:55
      Napiszcie proszę co sądzicie o Operze Ca Ira, słyszę dużo pozytywnych opini, ale
      wśród znajomych panuje duże rozgoryczenie pop widowiskiem z flagami i żenującym
      różowym maluchem na tle Mao..... czekam
    • Gość: Radek A co z opiniami o Ca Irze???? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.06, 10:57
      jeszcze rtaz proszę o informacje...
    • ankh_23 Historia według ex-Floydów 28.08.06, 11:36
      Piszę z konta żony.
      Najlepszym momentem gdy zaczli grać echoes. to było coś.

      M.
    • serena69 Ca ira 28.08.06, 12:22
      Ca ira to jak dla mnie wielka klapa
      Stałam w sektorze zaraz za vipami, może ze 2 metry od barierek. nie widziałam
      ani sceny ani dolnej części telebimów, na których wyświetlano tłumaczenia. gdy
      podskoczyłam, to okazało się, że napisy są wyświetlane w aż 3 liniach na raz,
      czcionką kompletne nieczytelną (mała i biała, na tle białych ciuchów w ogóle
      nie widoczna).
      Sama organizowałam parę imprez w życiu (zdecydowanie mniejszych, rzecz jasna) i
      dziwi mnie, że nikt nie wpadł na to by telebimy były wyżej a litery większe. To
      takie proste- wystarczyło wejść na płytę i sprawdzić jak to działa. Gdy
      spojrzałam na pozostałych widzów okazało się że wszyscy nerwowo podskakują i
      kręcą głowami próbując cokolwiek dostrzec. PORAŻKA!
      I do tego Walters próbujący mówić po polsku... niedobrze się robi! Benedetto
      jest w tym lepszy
      Żałuję, że nie pojechałam na Gilmoura.....
    • Gość: Andrzej Historia według ex-Floydów IP: *.tosa.pl 28.08.06, 12:26
      Byłem na obu koncertach. Ale to chyba były inne koncerty (jakieś równoległe,
      czy co?!) niż te opisywane w artykule "Historia ..."! Moje wrażenia są
      dokładnie odwrotne.

      Muzyka Gilmour'a i Pink Floyd w Gdańsku nie brzmiała. Prawdę mówiąc ledwie ją
      było słychać. Zwłaszcza w pierwszej części, przed przerwą. Publiczność, w tym i
      ja, skandowała: głośniej, głośniej!

      Dźwięk był płaski, cichy, bez dynamiki. Partie solowe były w miarę czyste, ale
      gdy grali wszyscy muzycy dźwięk tracił na klarowności, tak jakby był odtwarzany
      przez przeciążony wzmacniacz albo niskiej jakości mikser. Po przerwie jakość
      dźwięku mocno się poprawiła, ale nie tak aby można było twierdzić, że już jest
      OK. Ta niska jakość nagłośnienia psuła wszystko i nie rozumiem zachwytów
      recenzentów. A już szczególnie Piotra Kaczkowskiego w Trójce bezpośrednio po
      koncercie. Kaczkowski tak przesładzał w zachwytach, że aż mdliło. A koncert
      Gilmour'a był kiepski. Jeżeli porównać sposób grania tych utworów, które są na
      albumie PULSE z ich wykonaniem w Stoczni to, to jest niebo i ziemia. Gilmour
      potrafi grać lepiej i tyle! I w tej sytuacji zachwyty bezkrytycznych
      recenzentów brzmią fałszywie. Proszę Państwa. Nieco obiektywizmu!

      Poza fatalną jakością nagłośnienia jakoś wszyscy recenzenci pomijają również
      fakt, że w dwu pierwszych utworach, tych z "Dark ..." muzycy dwukrotnie się nie
      zgrali i słychać było wyraźny, przykry dysonans. Dzięki bilbordom była nawet
      widać jak Wright opieprza drugiego klawiszowca!

      Poza tym organizacja koncertu była fatalna. Kilometrowa kolejka po opaskę,
      kłębiący się tłum do bramy. Policja i ochraniarzy jak pcheł na pisie przed
      koncertem i ani jednego po! A właśnie wtedy byli bardziej potrzebni. Podobno
      bez opaski i biletu nikt nie miał prawa wejść. Do czasu! Bo krótko przed
      rozpoczęciem koncertu zabrakło opasek i wpuszczano z samym tylko biletem. Po co
      więc ten cały cyrk?!

      Jak już powiedziałem, po koncercie nie było ani jednego policjanta na drogach z
      okolic stoczni i nikt nie kierował ruchem w tym czasie. 1,5 godziny
      potrzebowałem na wyjechanie z parkingu koło kościoła Św. Katarzyny na drogę
      wylotową na Warszawę. Bo nie było ani jednego policjanta, który by nad tym
      chaosem zapanował. To – po prostu – skandal!

      Organizacja Ca Ira była nieco lepsza, ale nie na tyle aby twierdzić, że
      jakościowo lepsza niż w Gdańsku. Oficjalny początek spektaklu 21:00. Faktyczny
      21:45! Nie uprawnieni ludzie siadali na miejscach VIP, a przywołani ochraniarze
      nie potrafili od nich wyegzekwować aby nieprawnie zajęte miejsce opuścili.
      Bilety wprowadzały w błąd gdyż podawały inne bramy wejściowe niż te przez które
      należało wchodzić aby dostać się do właściwego sektora. Np. na biletach VIP 2
      podano, że wejście od ul. Śniadeckich gdy faktycznie wchodzić należało od
      Głogowskiej, głównym wejściem. Posiadacze biletów za 500 zł i 250 zł mogli
      spotkać się z Woters’em po koncercie, na specjalnym spotkaniu z fanami. Mogli,
      ale w większości o tym nie wiedzieli. Nikt ich – po prostu – nie poinformował!

      Jakość muzyki, w sensie technicznym, była wzorowa. Reszta też (przynajmniej ja
      jako widz nie zauważyłem żadnych dysonansów).

      Nie chcę się wypowiadać o muzycznych aspektach obu spektakli. O tym, który był
      lepszy a który gorszy bo o gustach się nie dyskutuje, a do prawa bycia
      recenzentem muzycznym nie pretenduję.
      Moje subiektywne odczucie jest takie, że Ca Ira jest muzycznie o niebo lepsza
      od Gilmour’owskiego „On the …”. Mimo, że to opera to więcej w Ca Ira z dawnych,
      autentycznych Pink Floyd’ów niż na nowej płycie Gilmour’a. I za to lubię
      Woters’a!
      Gilmour ma prawo do własnej drogi jako muzycznej. Spora część utworów z jego
      nowej płyty mi się podoba, ale nie osiąga on swymi kompozycjami wyżyn
      wyznaczonych wspólnymi dokonaniami z Woters’em. Za czasów wspólnego grania w
      Pink Floyd. A Woters przeciwnie. Kompozycjami Ca Ira na ten poziom potrafił się
      wspiąć.

      I to w uczciwej recenzji powinno się znaleźć. Nawet jeżeli inscenizacja jest
      jarmarczna. Nawet jeżeli zaciemnia wymowę utworu jako pewnego przesłania
      artysty. To nie zaciemnia muzyki! A ta broni się sama. Ca Ira to jedno z
      najlepszych dokonań Wotersa!

      Andrzej
    • Gość: Magda Historia według ex-Floydów IP: 62.29.137.* 28.08.06, 12:29
      Ja byłam w sektorze A1 (tym po lewej stronie) i było rewelacyjnie. Współczuję
      tym, ktorzy nie mieli dobrego nagłośnienia.
      Jeśli chodzi o Ca Ira, to byłam rozczarowana warunkami dla widzów- miałam
      miejsce stojace tuz za miejscami siedziacymi. Słabo było widać (jestem wysoka,
      nie wiem co widzieli ludzie o niższym wzroscie), trzeba generalnie bylo szukac
      luki w tlumie lub stac na palcach, zeby cos zobaczyc. Poza tym libretto na
      telebimach bylo juz z tego miejsca slabo widoczne i ciezko bylo cos przeczytac.
      Jeśli dodac do tego 45 minutowe opoznienie w rozpoczeciu opery, to skutecznie
      odebrało mi to przyjemność oglądania i możliwość obiektywnej oceny opery.
    • Gość: Pietia Gdzie jest miś?!?!?! IP: *.171.64.34.crowley.pl 28.08.06, 12:33
      Ci którzy byli w A2, wiedzą o co chodzi ;)
    • Gość: tjl Historia według ex-Floydów IP: *.pap / 88.220.41.* 28.08.06, 13:21
      "Natomiast Gilmour, rasowy rockman, nie mizdrzył się do publiczności (tej stojącej w sektorach ani tej siedzącej na trybunie VIP) i był skoncentrowany wyłącznie na swojej muzyce."

      Chwila moment - chyba rasowy muzyk. To właśnie rasowy rockman mizdrzy się do publiczności.
    • Gość: desperac Gdzie jest Miś???? :) IP: *.mnc.pl 28.08.06, 13:56
      wspaniały koncert, muzyka, gitara, dziękuję
    • paluszek11 Historia według ex-Floydów 28.08.06, 13:58
      Byłam na Gilmourze, w sektorze A2.
      Ze słyszalnością nie było żadnych problemów.
      Nie miałam też problemów z wniesieniem butelki z wodą - ochroniarz nawet wyjął
      ją z plecaka, po czym schował z powrotem.
      Te opaski to jakaś porażka.

      A muzycznie? Rewelacja. Ja przyjechałam na Gilmoura i nie oczekiwałam czegoś
      innego. Płytę znałam wcześniej, doskonale i uważam, że na żywo brzmiała bardzo
      dobrze. Oczywiście, stare kawałki superowe, w szczególności Echoes.
      Generalnie - nie dziwię się tym, co chwalą.
      Współczuję tym, co mieli słabe nagłośnienie.

      I sama jestem ciekawa, co tam u Misia słychać?

    • Gość: Milos Historia według ex-Floydów IP: .1.* / 195.136.23.* 28.08.06, 13:59
      Witam

      Na Gilmourze byłem w A2, koncert rewelacyjny, słychać było bardzo dobrze.
      Naliczyłem 8 momentów, w których przechodziły dreszcze :

      - Breathe / Time (świetny początek, dobrze że nie zaczął od "On an Island")
      - Shine on You Crazy Diamond (nienajlepsza wersja, trochę jakby bluesowa, ale
      ten utwór zawsze poraża)
      - Astronomy Domine (ciekawe światła, międzygwiezdna podróż)
      - High Hopes (jak zawsze, piękne)
      - Fat Old Sun (świetna instrumentalna koda !)
      - Echoes (najlepszy moment, po tych 20 minutach mogłem tylko osłupiały
      powtarzać "Szok")
      - Wish You Were Here (no comments)
      - Comfortably Numb (cudo, te niekończące się solówki Gilmoura !)


      Byłbym bardzo wdzięczny, jakby ktoś był w stanie napisać całą tracklistę
      koncertu. Pamiętam, że na bis zagrał 3 utwory - Wish You Were Here, Comfortably
      Numb i jeszcze coś. Co ??
      Poza tym w drugiej części koncertu zagrał utwór, który pierwszy raz w życiu
      słyszałem - co to było ??

      Pzdr
    • Gość: piotrek vader Historia według ex-Floydów IP: *.satfilm.net.pl 28.08.06, 14:25
      gral a great day for freedom a ten nieznany utwor to pewnie wots..uh the deal
    • Gość: Milos Historia według ex-Floydów IP: .1.* / 195.136.23.* 28.08.06, 14:44
      Tak, wiem że grał podczas koncertu A Great Day for Freedom, z dedykacją
      dla "S", ale wydawało mi się, że było to jeszcze w normalnym czasie, a nie w
      trakcie bisów. Jeśli to jednak był bis, to wszystko się zgadza :)

      A co do "wots..uh the deal" - co to jest ??

      To jak, ma ktoś tracklistę ??

      Pzdr
    • japasz Historia według ex-Floydów 28.08.06, 15:14
      Utwór "Wot's... Uh The Deal" pochodzi z albumu "Obscured By Clouds" (1972).
      Jest to kolejny po "More" album Pink Floyd z muzyką do filmu - tym razem
      do "Doliny" ("La Vallee") tego samego reżysera, który stworzył wcześniejszy
      film "More" i z którym muzycy Pink Floyd już współpracowali. Okładka albumu
      przedstawia ponoć kadr z filmu - człowieka na drzewie, z tym że zdjęcie jest
      dość nieczytelne, bo bardzo nieostre (przypomina rozmazane kolorowe kropki).
      Jest to ostatni album Floydów z muzyką tworzoną bez presji sukcesu, następny
      bowiem w roku 1973 to już "Ciemna strona...", a po nim to już wiadomo.
      A z innej beczki: na koncercie Gilmoura niestety nie byłem, ale z tego co
      czytam, to był to słabszy koncert w porównaniu z koncertem Watersa z Warszawy z
      2002 roku (powtarzam 2002!!!) na którym byłem i wspomnienie którego do dzisiaj
      powoduje ciarki na mym muzycznym grzbiecie. Czy ktoś mógłby się wypowiedzieć w
      tymże temacie?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka