Dodaj do ulubionych

On. Drugi Powrót Odysa

31.01.05, 09:44
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wy danie_050131/kultura/kultura_a_ 7.html

POZDRAWIAM PANA JANUSZA R. KOWALCZYKA

axur
Obserwuj wątek
        • Gość: Tomasz Mościcki Re: On. Drugi Powrót Odysa IP: *.acn.waw.pl 31.01.05, 20:08
          Wojtku!
          No dobrze. Czytamy takie rzeczy od paru dobrych lat. Tylko czemu nikt z tego
          środowiska nie protestuje, a wszystko to odbywa się w warunkach całkowitego
          przyzwolenia na takie łobuzerie? Można różnić się poglądami, często
          diametralnie, przedstawienie może sie podobać nmniej lub bardziej lub w ogóle
          nie podobać, są rózne przekonania artystyczne, tylko to wszystko ma jakieś
          rozsądne granice! Ta działalnośc jest po prostu szkodliwa społecznie, bo to jest
          krzewienie najgorszych wzorców zachowań, niedopuszczalnych wśród cywilizowanych
          ludzi! Co się w tym kraju jeszcze musi zdarzyć, żeby wreszcie coś sie
          zdarzyło???!!!
        • axur Re: to brudna recenzja 31.01.05, 20:03
          Obie recenzje są skandaliczne.

          Janusz R. Kowalczyk traktuje Jerzego Grzegorzewskiego jak chłystka, pierwszego
          lepszego reżyserzynę, który coś tam sobie na scenie ściuboli. Nie zauważa faktu,
          że człowiek ten od wielu lat zalicza się do czołówki polskich reżyserów, i
          twierdzą tak nie tylko Polacy. Niezależnie od tego, ilu ludzi rozumie jego
          sztukę. Bieżące powszechne zrozumienie nigdy zresztą nie było wyznacznikiem
          wielkości twórcy / myśliciela / naukowca.

          Mnie wciąż, nieodmiennie, dziwi, że redaktor wydania Rzepy akceptuje teksty JRK.
          To podważa jego dziennikarskie kwalifikacje, nie mówiąc o znajomości etyki
          zawodowej.
          • Gość: NEOspasmin ty bylas pierwsza IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 31.01.05, 20:16
            ciekawe ilu z odwiedzajacych to forum pojdzie za toba uznajac ze
            nieprzyzwoitoscia jest nie zaprostestowac przeciwko takiemu swinstwu?
            A ile osob uzna ze to tylko teatr i ze tak na prawde to nic sie nie stalo.
            A z drugiej strony taki redaktor naczelny ma bardo male pole manewru: uznajac
            niezaleznosc dziennikarska moze powiedziec "wy...dalaj, jestes znacznie ponizej
            poziomu do ktorego aspiruje gazeta jaka prowadze" albo nic nie mowic.
            Zakladajac ze liczy sie warsztat i zawodowe doswiadczenie a nie przyzwoitosc.
            A gdyby zapytac o to takiego naczelnego to odpowiedzialby pewnie ze jesli
            chcialby odwolac sie do przyzwoitosci to nie mialby z kim pracowac.
            szacunek axur
            m.
            • Gość: ka Re: ty bylas pierwsza IP: *.aster.pl / *.aster.pl 02.02.05, 11:23
              a co sie tak uwzieliscie na naczelnych? istnieje jeszcze instytucja: szef
              działu - to on za to dopowiada - poza nim rzeczywiscie nikogo wyzej to nie
              obchodzi. po to ci szefowie dzialow sa zeby naczelny nie musial zajmowac sie
              jakimis recenzjami - szczegolnie w dzienniku nie ma na to czasu.
              a swoja droga to fascynuje mnie to dlaczego JRK publikuje swje teksty w Rz -
              zenujace przeciez, a w GW, ktora chce byz najbardziej opiniotworczym
              dziennikiem jest tylko JEDEN recenzent teatralny? (juz pal licho jego poziom!)
          • Gość: T. Mościcki Re: to brudna recenzja IP: *.acn.waw.pl 31.01.05, 20:23
            Proszę Pani,
            Czytałem tekst Janusza, na spektakl idę jutro, więc nie mogę się wypowiadać o
            artystycznej stronie całej sprawy. Kowalczyk pisze jednak właśnie o aspekcie
            artystycznym. Nie bronię go, nie oskarżam, prawem recenzenta, a nawet jego
            obowiązkiem jest pisanie czy się podobało czy nie i dlaczego. Czym jest jednak
            ta recenzja wobec tej wyjątkowej podłości z GW, którą jako pierwsza zaanonsowała
            Pani dziś rano? Ja nawet rozumiem - to nawet nie jest skandaliczne. Bo to jest
            poza jakąkolwiek klasyfikacją. Czy to nie jest w tym momencie ważniejsze od tego
            czy Kowalczyk napisał mądrze czy głupio?
            Z poważaniem
            tm
            • axur przytaczam tę recenzję 31.01.05, 20:43
              BOKIEM NA TWARZ, Janusz R. Kowalczyk, "Rzeczpospolita" z dn. 31 stycznia 2005 r.

              Właśnie tego się spodziewaliście" - skomentował swe najnowsze widowisko Jerzy
              Grzegorzewski. I tu się nie pomylił. Było jak zawsze, czyli adramatycznie, bo
              proza córki artysty z założenia pisana była jako mikropowieść, a fragmenty z
              "Powrotu Odysa" reżyser maksymalnie ustatecznił.

              Zamiast bohaterów mieliśmy więc grono typowych snujów scenicznych. Grupę wcale
              liczną - dwudziestu dwóch wykonawców. Niektórzy od czasu do czasu wygłaszali
              nawet jakieś kwestie. Znaczącym tonem, by zachować pozory głębi: "noc, ciemność,
              wieczność" etc. Najbardziej sążniste monologi przypadły Jerzemu Radziwiłowiczowi
              (On). Gra skrajnie egotycznego bohatera - porte parole reżysera. "Zawsze padam
              bokiem - nigdy na twarz" - zaczyna. Sens ogólny jego wynurzeń sprowadza się do
              tego, że świat nie został urządzony jak należy. Artysta, widząc wokół siebie
              zło, stara mu się przeciwstawić swoją sztuką. Błądzący, niezrozumiany, nie
              osiąga, niestety, zbyt wiele. A wtedy, jako człek wrażliwy, pije. Kompletnie nie
              licząc się z wrażliwością innych, w tym najbliższych. Ale to demolowanie życia
              otoczenia to dlań, zbawcy świata, oczywiście, detale.

              Bolesny, traumatyczny temat, rozwija się równie opornie, co topornie w serii
              obrazów, wymagających uruchomienia sporej dozy wyobraźni i dobrej woli, by je,
              od biedy, można było nazwać ruchomymi. Przeważnie są to zresztą ruchy
              dosztukowane na siłę: ot, przemknie w tle szara grupa jakichś nieregulaminowo
              umundurowanych, wykoślawionych Żołnierzy, albo wychynie zza śmietnika kilka
              jaskrawo ubranych Syren Ladacznic. Czasami któraś z postaci trzaśnie klapą
              kontenera, inna zaś własną ogoloną głowę potraktuje jak werbel, wyklepując na
              niej dłońmi kilka rytmicznych taktów. Kiedy Igor Przegrodzki jako Artysta
              Komediant budził śmiech, przebiegając przez scenę z rozwianym siwym włosem i bez
              spodni, mnie przeciwnie - robiło się dziwnie przykro i smutno. To chwyt z
              harcerskiego ogniska, bo już nazbyt prostacki jak na juwenalia.

              Najnowsze widowisko w Narodowym jest kolejnym, które potwierdza, że nic nie
              starzeje się tak szybko, jak awangarda. To, co w pracach scenicznych
              Grzegorzewskiego urzekało wczorajszych czternastolatków, dzisiejszym
              czterdziestolatkom jawi się jako żywa skamielina. Na ich oczach Grzegorzewski,
              ze swą dawno przebrzmiałą estetyką, manierą i pozą, przechodzi do muzeum
              awangardy. Jeszcze o tym nie wie, nadal serwując widzom, co absolutnie
              niewybaczalne, upiorną, dojmującą nudę. Oby słowa dyrektora Jana Englerta, który
              jako Mistrz Sinobrody wygłasza kwestie o tym, by "nie zaśmiecać sceny" - Teatru
              Narodowego, przypomnę - okazały się prorocze.
              • axur może lepiej po tym, jak Pan obejrzy 31.01.05, 21:06
                Tylko zdaje się recenzent to jest ktoś, kto się na danej dziedzinie zna i
                dlatego przyznaje mu sie prawo do wypowiadania opinii na dany temat. Bo
                wierzymy, że mając wiedzę i doświadczenie w swoim fachu, potrafi odnieść się do
                przedmiotu ze znawstwem, ale i z dystansem. W tej naprędce skonstruowanej
                definicji (która jest raczej obyczajowa, nie profesjonalna) nie ma miejsca na:
                "wylewanie żółci, wyzłośliwanie się". Wpisze się w nią "krytyka", ale już
                "krytykanctwo" - nie.

                Pan JRK ogląda przedstawienia Grzegorzewskiego od dosć dawna, jak mniemam. Z
                mojej, pobieżnej jeszcze, wiedzy wynika, że im więcej przedstawień tego artysty
                się zna, tym łatwiej śledzić, zawikłaną zwykle, myśl w kolejnych dziełach.
                Jeżeli o przedstawieniu "On. Drugi Powrót Odysa" pan JRK pisze, że snuje, ledwo
                ruchome obrazy, zaśmiecanie sceny, alkoholizm, znaczy, że interesuje go
                wyłącznie przebieg zdarzeń na scenie w ciągu dnego wieczoru. Widzi co na scenie
                stoi, ale nie próbuje znaleźć znaczenia tych przedmiotów (reżyser w końcu nie
                stawia śmietnika obok wraku samochodu, pulpity dyrygenckiego i rozrzuconych
                foteli tetralnych. Nie interesuje go nawiązanie do dramatu "Powrót Odysa", do
                inscenizacji tegoż dramatu dokonanej przez Kantora, do Bóg wie czego jeszcze, ja
                nie wiem, bo się nie znam, ale recenzent powinien, do cholery! W swojej recenzji
                nie odpowiada na pytanie, które nurtuje większość widzów - DLACZEGO jest tak, a
                nie inaczej, tylko mówi: "to jest nudne więc to jest złe; on jest alkoholikiem i
                nie interesuje go jego rodzina, którą krzywdzi, więc to jest złe. Teatr nie może
                pokazywać złych rzeczy"
                Oczywiście, awangarda sie zestarzała, co do tego nie ma wątpliwości większośc
                widzów. Ale zdaje się, że Grzegorzewski skonstatował to w swoich
                przedstawieniach dawno przed panem Kowalczykiem.
                • axur Re: może lepiej po tym, jak Pan obejrzy 31.01.05, 21:08
                  przepraszam za ucieczkę muśli w połowie tekstu, poprawiam niniejszym:

                  "...(reżyser w końcu nie stawia śmietnika obok wraku samochodu, pulpity
                  dyrygenckiego i rozrzuconych foteli tetralnych bez przyczyny). Nie interesuje
                  go..." i dalej bez zmian.
                  • Gość: T. Mościcki Re: może lepiej po tym, jak Pan obejrzy IP: *.acn.waw.pl 31.01.05, 21:18
                    Pełna zgoda z Panią jeśli chodzi o wymogi zawodowe, ale w działalności, w którą
                    też Pani się teraz wdraża - obowiązują podstawowe etyczne normy! Podobnie jak w
                    całym ludzkim zyciu! Powtarzam - nie widziałem jeszcze, nie wiem, dam znać, ale
                    nie wolno krzywdzić człowieka! Nie wiem, czy recenzent GW ma w ogóle jakieś
                    sumienie! I mnie o to chodzi! I tylko o to!
                    Ukłony
                    tm
            • Gość: Grzegorzofil Re: to brudna recenzja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.02.05, 19:41
              A zdarzyło się kiedy, żeby Kowalczyk napisał coś mądrze? Rozumiem jednak, że
              trzeba bronić kolegi, którego zapraszało się do swojej audycji radiowej w
              charakterze "znawcy" teatru... Ach, ta mafia Opalskiego... Zastanawiam się, ile
              jeszcze przyniesie szkody polskiemu życiu teatralnemu - przede wszystkim -
              fałszując jego obraz, że o innych sprawach nie wspomnę...
              • Gość: endi Re: to brudna recenzja IP: *.acn.waw.pl 01.02.05, 21:27
                Bardzo przepraszam, ale grzecznie cię zapytam - 1. czy ty aby na pewno dobrze
                zrozumiałeś, o czym tu sie pisze ? 2. Czy na pewno sam wiedziałeś, co piszesz?
                Dam ci radę: wróć, przeczytać uważniej cały ten wątek - w tym siebie, zastanów
                się i spróbuj jeszcze raz. Powodzenia.
      • Gość: Justyna Druga recenzja z Rzepy IP: 217.153.179.* 03.02.05, 03:07
        www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wy danie_050131/kultura/kultura_a_ 7.html

        Tu jest recenzja Janka Bończy-Szabłowskiego - inna niż ta Kowalczyka,
        pozytywna. A wiec Rzepa stara sie być obiektywna.
        Ale nie zgadzam sie z Wami - nawet mistrzów nie trzeba traktować na kolanach.
        Kowalczyk nie przekracza granicy dobrego smaku. Roman Pawłowski tak.
        To nieprawda, że Pawłowski mści się za Słobodzianka.
        • axur Re: Druga recenzja z Rzepy 03.02.05, 10:48
          Recenzja Bończy-Szabłowskiego jest pozytywna, bo Rzepa ma generalnie taką
          politykę, żeby przedstawiać pro i kontra. Dla mnie to takie pseudo-przebiegłe:
          wyślemy dwóch recenzentów, jednego, co zawsze się wyżywa i drugiego, któremu
          sie podoba,

          Ale my dyskutujemy o pełnomocnictwach recenzeta, a nie o tym, czy zjechał
          przedstawienie czy nie (niech to robią, ale profesjonalnie, do cholery). A
          Bończa-Szabłoski m.in. pisze o scenografii Barbary Hanickiej. Chociaz, jako
          krytyk, zapewne zaproszony na spektakl, zapewne dostał też (za darmo) program.
          I co, nie umiał go dokładnie przeczytać?
    • Gość: Cypis On. Drugi Powrót Odysa IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 02.02.05, 13:33
      Jest granica! jak mawiała Zofia Nałkowska.
      Roman Pawłowski przekroczył pewną granicę.
      I jeśli ktoś chce z tym dyskutować, zapraszam.
      Wiem, że to raczej mało popularne w świecie mediów słowa: kultura, smak,
      dystans. I chyba najmniej używane: inteligencja.
      Czego widomy dowodem jest działalność JRKowalczyka.

      Już wiem, że RP po wyrzuceniu z GW nie będzie nikim, jak ktoś kiedyś napisał na
      tym forum. Znajdzie miejsce w którejś z plotkarskich gazet.
      • Gość: Ewa Re: On. Drugi Powrót Odysa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.05, 14:03
        jestem wstrząśnięta poziomem recenzji romana pawłowskiego. To niedopuszczalne,
        potworne chwyty poniżej pasa, gra nie fair i zwykła chamówa. Pragnę wyrazic
        ubolewanie, iż tak skandaliczny tekst zawierający koronny argumentum ad
        personam ujrzal światło dzienne. Prawdą jest również, iż pawlowski jest
        czlowiekiem, zausznikiem i wielbicielem slobodzianka, który wywalony z tn mści
        się na wszelkie możliwe sposoby. To zachowanie godne najwyższej pogardy.
            • Gość: Fellini Re: On. Drugi Powrót Odysa IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.02.05, 19:09
              Mazucie:Przedstawienie ma zapewne wydżwięk hucpiarski. hehe

              Niczym Szpicbródka przed wojną czytam te recenzje i "ryce" ze śmiechu.
              Ci panowie w sposób o wiele drastyczniejszy i przed znacznie szersza
              publicznością (niż JG w swoim pieknym i przejmującym przedstawieniu) obnażyli
              własne sprawki. Jakie? O nie ma sensu zajmować się felerami ludzi na tym
              poziomie.

          • Gość: ka Re: On. Drugi Powrót Odysa IP: *.aster.pl / *.aster.pl 02.02.05, 23:01
            momento! ja juz nic nie rozumiem. co to znaczy "jednoznaczny wydzwiek", i
            dlaczego to zle?
            wydaje mi sie ze w tekscie RP (swoją droga niezle inicjaly) autor stawia na
            sensacje, to tekst jak z Zycia na goraco! mowiac o filmach Almodovara tez
            mowimy o ich wydzwieku prytwatnym, bardzo duz wiemy o jego zyciu osobustym, ale
            to nie wszystko, a w tekscie Pawlowiskiego prywatnosc rezysera to glowny watek.
            a mnie jako widza malo to obchodzi. zachwycam sie filmem homoseksualistach czy
            alkholikach kiedy jest dobrze zrobiony, i nie interesuje mnie kim jest rezyser.
            i juz! mam nadzieje, ze szefowie RP nie pozwola mu na debate z nami na lamach
            GW - najbardziej upiorne jest w plskiej prasie (wszysttkie dzialy "teatralne"
            dziennkow to czynia) zabieranie miejsca przez niekonstruktywne pyskowki.
            koszmar!
        • jasiek_natolin Re: On. Drugi Powrót Odysa 03.02.05, 00:14
          Ja tam zazdroszczę Pawłowskiemu,że potrafił sobie zbudować taką zgrabną
          interpretacje tego przedstawienia,żałuję,że dla mnie nie jest ona tak
          oczywista,tak klarowna jak np.to,że dziennikarz Wyborczej od lat juz co
          najmniej kilku do nieprzytomności wręcz upija się nienawiścią do
          Grzegorzewskiego.To dopiero uporczywe pijaństwo! Ciekawe,skąd wziął się u niego
          ten nałóg. Dlatego lepiej po prostu nie czytać wszystkiego,co w Wyborczej pisze
          się o Grzegorzewskim.
          A samo przedstawienie muszę obejrzeć jeszcze raz,nie będzie to chyba trudne,bo
          tłumów na nim raczej nie będzie. Na pewno jednak nie alkoholowy nałóg wyznacza
          w nim podstawową jakość. O inne nałogi tu chodzi. To chyba najdziwniejszy
          teatr,jaki dane mi było dotąd zobaczyć.
          Ktoś tu napisał,że aktorzy bez Grzegorzewskiego byliby nikim! Bzdury...A kim by
          był Grzegorzewski bez aktorów?
                • Gość: T. Mościcki Re: On. Drugi Powrót Odysa IP: *.acn.waw.pl 03.02.05, 14:38
                  Łaskawa Pani - jestem zawodowcem i nie piszę recenzji po forach. Swoją już
                  napisałem, będzie publikowana. Zapowiedziałem juz, że nie będę uczestniczył
                  dalej w tych przepychankach, zwłaszcza że ja piszę z imienia i nazwiska, a
                  Państwo chowają się po kątach strzelając w plecy - bo do tego sprowadzają sie te
                  internetowe nicki. Ponieważ nie jest to fair, więc ograniczam swoją bytność.
                  Zapraszam do pisania e-mailowo, podaję jeszcze raz adres swojej strony:
                  fotomost.acn.waw.pl. Jest tam link do mejego e-maila.
                  Jeśli Pani będzie chciała wymienić ze mną uwagi na temat tego spektaklu -
                  serdecznie zapraszam, możemy to zrobić listownie, albo na kawie w Szkole.
                  Ukłony :-)!
                  PS. proszę nie sądzić, że jest to zarozumialstwo czy pycha, ale ja po prostu nie
                  mam ochoty, żeby dawać jakims mazutom czy innemu tałatajstwu rymy do kolejnych
                  seansów nienawiści i frustracji. Nie widze powodu zniżania sie do takiego
                  poziomu. Jeszcze raz zapraszam - i naprawdę bez żadnych kpin z mojej strony
                  tm
                  tm
                  • Gość: agna Re: On. Drugi Powrót Odysa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.05, 15:00
                    "(...)zwłaszcza że ja piszę z imienia i nazwiska, a
                    Państwo chowają się po kątach strzelając w plecy"
                    Obawiam się,że nie rozumie Pan "istoty" wszelkiego rodzaju for
                    internetowych,cały ich "urok" polega na anonimowości,dlatego nie widzę
                    sensu,żeby to zmieniać i nie rozumiem Pana pretensji/żalu (to pewnie
                    nieodpowiednie słowa,ale lepsze nie przychodzą mi teraz do głowy).Co nie
                    znaczy,że anonimowości upoważnia do chamstwa.
                    Inna sprawa,że sa krytycy,którzy przeciez podpisują sie pod swoimi recenzjami,a
                    w żaden sposób nie ogranicza to ich chamstwa .
                    • Gość: T. Mościcki Re: On. Drugi Powrót Odysa IP: *.acn.waw.pl 03.02.05, 15:29
                      Ujęła to Pani z absolutną precyzją. Fakt, nie pojmuję i pojmować nie chcę. Jak
                      kogoś kopiemy - to albo mamy odwagę, albo tchórzymy i strzelamy zza węgła. A ja
                      takiej postawy nie lubię.
                      Pani daruje, ja nie mam pretensji ani żalu, bo musiałbym mieć do kogo. Do
                      anonimowej masy, która się boi wychylić i pisze obrzydlistwa chroniona
                      anonimowością Sieci? A cóż to za odwaga? To budzi najwyżej współczucie,
                      zwłaszcza że wiekszość tych osób z forum związana jest z teatrem i raczej się
                      dobrze zna. Więc czego tu sie bać?
                      Co zaś do krytków i ich wypowiedzi - przynajmniej wiadomo, kto jest chamem i
                      komu nie podaje sie ręki.
                      Kiedyś anonimy wyrzucano do kosza. Teraz już podobno nie. Kwestia czasu i umowy
                      społecznej. Ale mnie sie to ma prawo nie podobać, prawda?
                  • Gość: . Re: On. Drugi Powrót Odysa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.05, 14:57
                    "Artysta jest bardzo chory"
                    Roman Pawłowski
                    Gazeta Wyborcza nr 25
                    31-01-2005

                    Nietrafione klawisze
                    "On". "Drugi powrót Odysa" w reż. Jerzego Grzegorzewskiego w Teatrze Narodowym
                    w Warszawie. Pisze Roman Pawłowski w Gazecie Wyborczej.

                    «Najnowszy spektakl Jerzego Grzegorzewskiego budzi uczucie przygnębienia i
                    zażenowania. Przygnębienia, bo jego tematem jest choroba alkoholowa artysty. A
                    zażenowania, bo reżyser z powodu choroby nie jest w stanie reżyserować.




                    W chwili, kiedy postacie życia publicznego mówią otwarcie o swoich
                    uzależnieniach, kiedy telewizyjne wiadomości czyta dziennikarz zmagający się z
                    chorobą nowotworową, spektakl Jerzego Grzegorzewskiego o jego własnej chorobie
                    alkoholowej nie powinien wywoływać ani zdziwienia, ani oburzenia. Przeciwnie,
                    należy docenić odwagę artysty, który przyznał się publicznie do słabości, a
                    teatr potraktował jako rodzaj terapii. I wspierać go w walce z chorobą.


                    Nietrafione klawisze


                    Podstawą przedstawienia stał się monolog autorstwa córki reżysera Antoniny
                    Grzegorzewskiej zatytułowany "On". To bolesny zapis osobowości alkoholika,
                    który powoli traci kontakt z rzeczywistością i pogrąża się w świecie własnych
                    manii prześladowczych. Część druga spektaklu to autorski scenariusz
                    Grzegorzewskiego, oparty na fragmentach "Powrotu Odysa" Stanisława
                    Wyspiańskiego, ze śmiercią jako motywem przewodnim.


                    Połączenie inspirowanego osobistą historią monologu z jedną z ostatnich sztuk
                    Wyspiańskiego, którą dramaturg pisał w obliczu śmiertelnej choroby, mogło dać
                    szczery do bólu spektakl o walce człowieka ze słabością, o upadaniu, ale i o
                    podnoszeniu się z upadku. Problem w tym, że Jerzy Grzegorzewski nie jest w
                    stanie zrealizować przedstawienia tego formatu. To tak, jakby Wieniedikt
                    Jerofiejew, pisząc "Moskwę - Pietuszki" , nie trafiał w klawisze.


                    Wielki Radziwiłowicz


                    Spektakl w Narodowym wyreżyserował przypadek. Składa się on z luźno powiązanych
                    scen, z których jedne są skończone, inne nawet niedotknięte ręką reżysera.
                    Pierwsza część istnieje dzięki szalonej determinacji Jerzego Radziwiłowicza,
                    który na tekście Antoniny Grzegorzewskiej zbudował własny monodram o rozpadzie
                    człowieka miażdżonego przez chorobę. Nie udając ani przez chwilę pijanego,
                    przechodzi przez wszystkie fazy picia - od euforii, przez agresję, aż po
                    głęboką depresję, z której nie mogą wyleczyć żadne kroplówki. To wielka rola,
                    niestety, odosobniona.


                    Część druga oparta na Wyspiańskim jest żenującym zmaganiem się aktorów z
                    nieobecnością reżysera, z niezrozumieniem zadań i sytuacji. Wykonawcy co prawda
                    sprytnie udają, że chaos był zamierzony, raz po raz ktoś zadaje pytanie, czy
                    rzeczywiście musimy to grać. W końcu dyrektor Jan Englert (grający też w
                    przedstawieniu) usiłuje przejąć reżyserię i poprowadzić spektakl, chociaż sam
                    przyznaje, że nie sposób być zarazem i aktorem, i reżyserem. W efekcie zamiast
                    osobistego spojrzenia na sztukę Wyspiańskiego powstaje spektakl pod
                    tytułem "Nie możemy zagrać Powrotu Odysa , ponieważ reżyser jest ciągle
                    pijany". Podobna kwestia pada nawet ze sceny.


                    Szacunek i sprzeciw


                    Decyzja dyrekcji Narodowego, aby doprowadzić do tej premiery, jest
                    kontrowersyjna. Z jednej strony zasługuje na szacunek jako gest solidarności z
                    artystą, który walczy z chorobą, z drugiej - budzi sprzeciw jako nadużycie
                    wobec publiczności, której sprzedaje się bilety na przedstawienie o tym,
                    dlaczego przedstawienie nie mogło powstać. Grzegorzewski-scenograf co prawda
                    zlikwidował kilka pierwszych rzędów i poprzewracał fotele, niestety, na sali
                    zostało jeszcze sporo miejsc dla ludzi, którzy nie są wtajemniczeni w kulisy
                    przedstawienia. A to podobno publiczność jest w teatrze najważniejsza.




                    Teatr Narodowy w Warszawie: Antonina Grzegorzewska "On", Jerzy
                    Grzegorzewski "Drugi powrót Odysa", reżyseria i scenografia Jerzy
                    Grzegorzewski, muzyka Stanisław Radwan, kostiumy Barbara Hanicka, światło
                    Mirosław Poznański, premiera 29 stycznia w Sali Bogusławskiego.


            • Gość: endi Re: On. Drugi Powrót Odysa IP: *.acn.waw.pl 04.02.05, 16:35
              Chyba nie przemyślałeś, o co byłeś proszony i brniesz dalej. Nikt nie obala
              wielkości Grzegorzewskiego, bo to jest prawdziwa wielkośc. Tylko zastanów się
              nad tą swoją egzaltacją, bo wcale tej wielkości nią nie wspierasz. "Od
              wzniosłości do smieszności tylko krok". By the way - kto to powiedział, kotku?
              A coś zacząłeś o jakiejś mafii Opalskiego i róznych szkodach i innych sprawkach.
              No powiedz, powiedz, bo ciekawi jesteśmy.:)
    • Gość: monika Re: On. Drugi Powrót Odysa IP: 81.21.195.* 04.02.05, 14:06
      Warszawa, 3 II 2004


      Szanowni Państwo,
      W imieniu sygnatariuszy załączonego listu uprzejmie proszę o zamieszczenie go
      na łamach Gazety Wyborczej.

      Janusz Majcherek
      Redaktor Naczelny miesięcznika Teatr

      W związku z publikacją recenzji Romana Pawłowskiego pt. Artysta jest bardzo
      chory z przedstawienia Jerzego Grzegorzewskiego On. Drugi powrót Odysa (Gazeta
      Wyborcza z dn. 31 I 2005 roku) pragniemy wyrazić sprzeciw wobec formy i treści
      tekstu, który uwłacza jednemu z najwybitniejszych artystów polskiego teatru.
      Recenzent Gazety Wyborczej wykorzystując zakulisową wiedzę o powstawaniu
      spektaklu rzucił czytelnikom na żer prywatność reżysera w stylu godnym pisma
      brukowego. Przedmiotem swojego zainteresowania uczynił człowieka, a nie dzieło
      twórcy, naruszając w sposób niedopuszczalny zasady etyki zawodowej i zwykłej
      ludzkiej przyzwoitości.

      Anna Burzyńska („Didaskalia”), prof. Janusz Degler (Uniwersytet Wrocławski),
      Małgorzata Dziewulska, Joanna Godlewska („Przegląd Powszechny”), Beata
      Guczalska (Uniwersytet Jagielloński), Hanna Karpińska-Baltyn, Jerzy Koenig,
      prof. Jarosław Komorowski (Akademia Teatralna), Jacek Kopciński („Teatr”),
      Tadeusz Kornaś („Didaskalia”), Danuta Kuźnicka (Instytut Sztuki PAN), Iwona
      Libucha (Zamek Królewski), Andrzej Lis (polska sekcja Międzynarodowego
      Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych), Janusz Majcherek („Teatr”), Wojciech
      Majcherek („Teatr”), Zbigniew Majchrowski (Uniwersytet Gdański), prof. Piotr
      Mitzner (Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego), Elżbieta Morawiec
      („Arcana”), Tomasz Mościcki (Polskie Radio, Redakcja Kulturalna), Maria
      Napiontkowa (Instytut Sztuki PAN), Grzegorz Niziołek, Józef Opalski (PWST w
      Krakowie), prof. Barbara Osterloff (Akademia Teatralna), prof. Maria Prussak
      (Instytut Badań Literackich PAN), prof. Dobrochna Ratajczakowa (Uniwersytet im.
      Adama Mickiewicza w Poznaniu), Aleksandra Rembowska („Teatr”), prof. Lech
      Śliwonik (rektor Akademii Teatralnej), Jacek Wakar, Joanna Walaszek
      (Uniwersytet Jagielloński)


      • Gość: H. Re: On. Drugi Powrót Odysa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.05, 19:13
        No, no, poważna sprawa.... Tak się składa, że większość ludzi, których pisanie
        o teatrze szanuję i cenię, jest na tej liście (są też 2-3 egzemplarze niezbyt
        mi bliskie, ale to ostatecznie nie ma wiekszego znaczenia.
        Ważne, że nawiązało się jakieś porozumienieponad podziałami: konserwatyści z
        promującymi młody teatr liberałami, widać i przedstawicieli najmłodszego i
        najstarszego pokolenia...
        Choć czy pomoże w czymkolwiek Grzegorzewskiemu i zaszkodzi Pawłowskiemu, śmiem
        wątpić....
        • Gość: Maja odp dla Tomka Moscickiego IP: *.aster.pl 04.02.05, 21:30
          Tomek, dziekuje za pozdrowienia, ale...
          ja nigdy nie wypowiadalam sie na tym forum. Ja jestem rzecznikiem prasowym
          pewnego teatru i mnie po prostu nie wypada. Jesli cokolwiek tu robilam to
          zaiste tylko wtedy kiedy o cos forumowiczow prosilam. Wiec moje nie ukrywanie
          imienia i nazwiska nie bylo zadna odwaga :-)))))))))))) tylko konkretna
          potrzeba ktora trudno probowac realizowac anonimowo.
          Raz jeden - kiedy byl ten upokarzajacy wszystkich link dotyczacy Opalskiego -
          cos napisalam. Bo bez wzgledu na to czy kogos znam czy nie, nie zgadzam sie na
          takie pisanie, jak wlasnie tamto, o jakimkolwiek czlowieku. Ale to byl raczej
          odruch etyczny. A normalnie przeciez, forumowicze rozmawiaja glownie o
          konkretnych spektaklach, o gustach; dyskutuja z Toba czy kims tam. Ja tego nie
          robie i nie bede, bo nie wypada; zreszta nie mam takiej potrzeby, nie widze
          sensu robic tego akurat tu. A anonimowo to jakos mi wstyd zle o kims pisac.
          Pa, pa
          Maja
          P.S. PANIE NEOSPASMIN - PROSZE SIE WCZYTAC, BO TO CO PISZE DO TOMKA NIEJAKO
          ODNOSI SIE TAKZE DO PANA I DO NASZEJ PRYWATNEJ KORESPONDENCJI :-)))))))
          • Gość: NEOspasmin tania laska IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 04.02.05, 23:29
            Szanowna Pani,
            nasza rozmowa prywatna,powtarzam prywatna,skonczyla sie pani unikami w kwestii
            ustosunkowania sie do recenzji p.Pawlowskiego.
            I moim pytaniem czy to nie jest najwyzszy czas aby teatry,wreszcie
            razem,bojkotujac tego pana postawily tame tego typu sposobowi pisania.Napisze
            wyrazniej gdyby pani nie zrozumiala o co mi chodzi-chamstwu.
            Bojkotujac znaczy nie zapraszajac.
            Piszac w ten sposob w jaki napisala pani powyzej sytuuje pani swe stanowisko
            poza jakimikolwiek ocenami tego co wokol.Taka bozia z teatru studio.
            Nie wyobrazam sobie zeby istniala taka praca,taki zawod ktory zwalnia od oceny
            moralnej tego z czym sie czlowiek styka.A nawet jesli tak jest to moza
            pozostawic takie zajecie i zajac sie czyms innym.
            Musze przyznac ze jestem pania zdegustowany.
            Marcin Łazarowicz
          • Gość: T. Mościcki Re: odp dla Tomka Moscickiego IP: *.acn.waw.pl 05.02.05, 00:48
            Maju, przeca ja wiem co Ty robisz! Ale nie o to szło! Uznałem za stosowne, by Ci
            się ukłonić ze względu na starą szkolno-radiowo-różna znajomość! A do Ciebie o
            tę anonimowość nie mam pretensji, bo to nie jest anonimowość! Pozwalam sobie
            zwrócić sie przy tej okazji do Pana Marcina Łazarowicza: Szanowny Panie, jest
            Pan człowiekiem honoru. Podniósł przyłbicę i za to należy się Panu szacunek.
            Mój e-mail łatwy do znalezienia, proszę pisać! Czekamy na resztę towarzystwa,
            żeby wyjkazało elementarna odwagę i przyzwoitośc i może spróbowało jak miło jet
            pisac pod własnym nazwiskiem.
            A co do tego listu do "wyborczej" i podpisanych pod nim ludzi: decyzja o
            podpisie to jest po prostu oznaka tego, czy się choć trochę szanuje siebie i
            swoje poczucie tego, co wypada, a co jest przekroczeniem wszelkich
            dopuszczalnych granic. Myślę, że po tym wyskoku teraz wszyscy rozumieją, czemu
            autor tego recenznckiego donosu nie zasługuje na inne uczucie prócz pogardy. I
            nie jestem pierwszy, który to mówi. 6 lat temu Wajda napisał mu:
            "Jeśli nikt go nie zna, to kto za nim stoi? Odpowiedź nie jest trudna, stoi za
            nim "Gazeta Wyborcza", nakład 450 tys., w niedzielę i święta 800 tys., i to w
            zupełności wystarczy". I nie jest to żadna kalumnia ani pomówienie - to jest
            artukuł z GazWyby Stołka z 6 stycznia 1999 roku. Kto nie wierzy - niech sprawdzi.
            Smutne tylko, że każdy czas ma swojego Witolda Fillera... tamten szkodził, ale
            przynajmniej znał się na sztuce teatru. Dziś nie jest juz potrzebne nawet to.
            • Gość: NEOspasmin mijanie sie IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 05.02.05, 07:29
              szanowny panie,
              jesli z calego mojego listu najistotniejsza jest kwestia podpisu to
              rzeczywiscie niczego pan nie zrozumial.
              A pozniej, po duserach pod adresem p.Ruszpel, powolywanie sie na autotytet
              p.Wajdy w ocenie recenzji p.Pawlowskiego...Traktuje to jako oznake powrotu do
              tutejszego bagienka.Pana powrotu.
              Z tego tez powodu korespondencja prywatna wydaje sie donikad nie prowadzaca.
              Przedmiotem takiego pisania nie bylby przeciez teatr,a jakos innych tematow nie
              widze.
              m.
              • jasiek_natolin Re: mijanie sie 05.02.05, 08:37
                Czytam to i oczom nie wierzę! Tylu tu szanownych panów,tyle tu ukłonów,że
                zaczynam zastanawiać się,czemu na co dzień takich dżentelmemów sie nie
                spotyka.No,panie Tomaszu?
                Lubi pan,jak widzę,prężyć dumnie pierś,wyliczać swoje cnoty i krzyczeć przy tym
                niczym jakiś Tarzan :"Patrzcie jaki ze mnie chwat,oto ja,Tomasz Mościcki w
                pełnej krasie!Któż jest taki szlachetny jak ja? Któż jest taki bezkompromisowy
                jak ja?".
                Wie pan co? Ja bym prędzej ugryzł się w język zanim zacząłbym sygnować własnym
                podpisem takie wywyższenie samego siebie.Coż,bywają ludzie,którzy uwielbiają
                stawiać własne pomniki.
                A ty Neospasminie powinieneś najpierw dokonać oceny własnej postawy,zanim
                przyjdzie ci do głowy wytykanie chamstwa innym. Twoją ocenę recenzji
                Pawłowskiego w kontekście tego,co napisałeś powyżej można tylko skomentować
                znanym przysłowiem - Przyganiał kocioł garnkowi...
                Absurdalnie robi się na tym forum.
                I jeszcze jedno . Ja bym tak jednoznacznie recenzji Pawłowskiego nie
                oceniał,mam wrażenie,że w tym frontalnym ataku na recenzenta Wyborczej nie o
                ten tekst tak naprawdę chodzi. Czytywałem juz bardziej karygodne recenzje ,i
                jakoś nikomu nie przychodziło do głowy protestować.
                • Gość: NEOspasmin oceny IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 05.02.05, 11:35
                  1.sztuki nie widzialem,
                  2.recenzje czytalem,
                  3.podrzymuje jej ocene.Recenzji nie inscenizacji.

                  Co do wlasnego chamstwa to przyznasz ze niezmiernie trudno jest cos takiego
                  zauwazyc.Pewnie z racji braku obiektywizmu.
                  Nie mam papierow na aniola i to nie tylko kwestia nadwagi.Mowie za to
                  przpraszam gdy zauwaze ze cos napapralem.
                  Koniec bicia/glaskania sie po piersi.
                  Teraz pytanie: czy uwazasz ze moja(bo nie zaslaniam sie tu autorytetami) ocena
                  recenzji jest przesadna?
                  Ze nie odstaje ona(recenzja)zbytnio od sredniej krajowej i z racji tego co sie
                  wokol niej dzieje nalezaloby nazwac przesadyzmem?
                  Tak jak widze srodowisko teatralne,a widze je wlasnie stad, wokol kwestii
                  recenzji powstal podzial na "tych przyzwoitych" i tych ktorzy maja cos do
                  zalatwienia.Pania Ruszpel sytuuje w tej drugiej grupie.Piszac to podpisalem sie
                  choc to z jej punktu widzenia nie ma zadnego znaczenia-jej to nie zmieni.
                  I szczerze mowiac sadze ze cala ta sprawa nikogo,niczego nie zmieni.
                  m.
            • Gość: Mazut Re: odp dla Tomka Moscickiego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.02.05, 12:26
              Odpowiedź nie jest trudna, stoi za
              > nim "Gazeta Wyborcza", nakład 450 tys., w niedzielę i święta 800 tys., i to w
              > zupełności wystarczy".

              Uff...jak dobrze że za co niektórymi piszącymi na tej liście stoją zncznie
              mniejsze nakłady albo - na szczęście - jedynie wpisy na Forum - zresztą też na
              serwerze Gazety - proponuje aby chcący zbojkotować Pawłowskiego najpierw
              zbojkotowali niniejsze forum!
      • Gość: P w odpowiedzi IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 05.02.05, 11:41
        Oto odpowiedź Romana Pawłowskiego na list środowiska:

        Tak, artysta jest bardzo chory

        Otrzymaliśmy odpowiedź Romana Pawłowskiego na list przedstawicieli środowiska
        teatrologicznego w sprawie jego recenzji ze spektaklu Jerzego Grzegorzewskiego
        w Teatrze Narodowym
        Kiedy w 1994 roku w Nowym Jorku wybitny choreograf Bill T. Jones zrealizował
        spektakl, inspirowany doświadczeniami ludzi chorych na AIDS, w tym jego
        zmarłego partnera, w prasie amerykańskiej wybuchła burzliwa dyskusja na temat
        zawodowej etyki krytyków, opisujących to przedstawienie. Na znak protestu
        recenzentka "New York Timesa" odmówiła napisania recenzji, uznała bowiem, że
        choroba nie poddaje się ocenie artystycznej.

        Nigdy nie zgadzałem się z tą opinią, w moim przekonaniu artysta ma moralne
        prawo przetwarzać w sztuce całe swoje życie, w tym także chorobę. Dlatego
        zdecydowałem się napisać recenzję z przedstawienia "On. Drugi Powrót Odysa"
        choć jego tematem miała być choroba alkoholowa reżysera. Nie wynikało to wcale
        z żadnej zakulisowej wiedzy, jak twierdzą autorzy listu, ale z
        przedpremierowych zapowiedzi. Na temat choroby alkoholowej wskazywała Antonina
        Grzegorzewska, córka artysty, a zarazem autorka wykorzystanego w przedstawieniu
        monologu. W wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" powiedziała m.in. że tekst ma
        charakter osobisty, a jego bohaterem obok ojca i córki (występującej pod swym
        prawdziwym imieniem) jest alkohol, który tworzy między nimi przepaść.
        Potwierdziło to przedstawienie, którego głównym wątkiem jest uzależnienie od
        alkoholu, a utożsamienie bohatera z artystą idzie tak daleko, że grający główną
        postać aktor naśladuje jego gesty i sposób poruszania się.

        Nie zgadzam się z zarzutem autorów listu, że łamiąc zasady etyki zawodowej
        wystawiłem na żer prywatność artysty. To artysta ze swoją prywatnością wkroczył
        na publiczną scenę. Postawa Jerzego Grzegorzewskiego zaimponowała mi, niewiele
        jest postaci w polskim życiu publicznym, które stać byłoby na podobną
        otwartość. Niestety, przedstawienie "On. Drugi powrót Odysa" jest porażką.
        Można zadać pytanie, czy wina jest po stronie reżysera, czy teatru, który
        dopuścił do premiery nieskończonego dzieła. Jako recenzent nie potrafię
        oddzielić w tym wyjątkowym przypadku osoby artysty od spektaklu, który
        posiłkuje się jego życiem. Dlatego mając do wyboru milczenie lub napisanie
        krytycznej recenzji, pokazującej przedstawienie w kontekście choroby wybrałem
        to drugie. Każdy inny wybór byłby hipokryzją.

        Roman Pawłowski
        04-02-2005
        • Gość: NEOspasmin konkurs IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 05.02.05, 12:14
          Oglaszam konkurs na napisanie lepszej odpowiedzi na list do GW niz to co dal
          p.Pawlowski.
          Przyznacie panstwo ze zadanie niezbyt trudne.
          Przy przygotowywaniu prac konkursowych prosze zwrocic uwage komu panstwo
          odpowiadacie:
          a/sygnatariuszom listu,
          b/redaktorom, przelozonym odpowiadajacego,
          c/publicznosci,
          d/ czy wreszcie temu kogo sie zgnoilo(p.Grzegorzewskiemu).

          Ten wybor jest kluczowy dla nastepujacego za nim doboru argumentow.
          Pytaniem pomocniczym jest do kogo pisal p.Pawlowski.Dla ulatwienia dodam ze na
          pewno nie do p.Grzegorzewskiego.

          Co do nagrody to w kasie Studia lezy zaproszenie na moje nazwisko.Na cokolwiek.
          Przeznaczam je na nagrode w tym konkursie.Wystarczy?
          m.
          • Gość: T. Mościcki Re: konkurs IP: *.acn.waw.pl 05.02.05, 12:29
            Szanowny Panie Neo - ja mam propozycję. Taki kawał mi ostatnio przesłano w
            poczcie. Trochę głupi i nieelegancki, ale myślę, że pointa w poetyce tej
            recenzji i odpowiedzi na nasz list:
            "Poszedl maly Jasio do cyrku i tak sie zlozylo, ze musial usiasc w pierwszym
            rzedzie. Rozpoczal sie wystep i na arene wychodzi Klaun
            Szyderca. Podchodzi do Jasia i pyta:
            - Jak masz na imie?
            - Jasiu.
            - A wiec Jasiu, czy ty jestes glowa krowy?
            - Nie.
            - A czy ty jestes tulowiem krowy?
            - Nie.
            - A wiec Jasiu, ty jestes dupa wolowa!! HAHAHA!!! (zasmial sie szyderczo
            Klaun Szyderca).
            Smutny Jasio wrocil do domu, opowiedzial wszystko tacie, na co ten mu mowi:
            - Jasiu, jutro tez pojdziesz do cyrku.
            - Ale jak to? Do cyrku? A Klaun Szyderca? Znowu bedzie sie smial.
            - Nie martw sie Jasiu, tym razem pojdzie z toba Wujek Staszek Mistrz Cietej
            Riposty.
            No i tak sie stalo. Nastepnego dnia poszli Jas i Wujek Staszek Mistrz Cietej
            Riposty do cyrku, usiedli w pierwszym rzedzie i czekaja na występ Klauna
            Szydercy. Wychodzi wiec Klaun Szyderca na arene i zaczyna swój znany wystep.
            Podchodzi do Jasia pyta:
            - Jasiu, czy ty jestes glowa krowy?
            Na co Wujek Staszek Mistrz Cietej Riposty:
            - S... !"
            Tyle kawał. Nawet się dziwię, że odpowedź na nasz list była tak obszerna, a nie
            taka jak ten niewinny żarcik, czy raczej riposta Wuja Staszka, Mistrza Ciętej
            Riposty.
            Z poważaniem
            PS. Nie wątpię, że mam duże szanse na zdobycie pierwszej nagrody. Jakby co - za
            zaproszenie - dzięki. Proszę zatrzymać dla siebie. Studio zawsze o mnie pamięta! :-)
            tm
    • Gość: szarak słowo do Pana Mościckiego IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.02.05, 09:17
      Miałem pisać o "Onym. Drugim powrocie Odysa" i głos zabrać w sprawie, bo też mi
      tętno skoczyło po przeczytaniu obu recenzji. Zwłaszcza, że na "Onym..." byłem.
      Ale skoro się takie autorytety chórem się w tej sprawie wypowiadają i w dodatku
      podług moich odczuć, to zmilczę już ten temat.

      Słówko za to chciałem do Pana Mościckiego, bo podniósł tu kwestię, która tyka
      każdego, kto na tym forum głos zabiera. Nie wiem, czy Pan przeczyta, bo
      ja "szarak" jestem i PESELU, ani imion rodziców nie wyjawię.

      No właśnie. Pan sam o sobie pisze, że jest zawodowcem; piórem Pan szermować
      potrafi i ze słowem pisanym Pan kłopotu nie ma. Każda Pana wypowiedź - również
      tu, na forum - (przepraszam za słowo) 'pracuje' na Pana. Cokolwiek Pan napisze
      pochodzi z Pana 'kuchni' i ma kontekst 'branżowy' w pańskim przypadku. Tu
      upublicznia Pan swoje poglądy, osądy, gusta, smaki, horyzonty etc. I pewnie się
      Pan nie ma czego wstydzić, i życzę Panu, żeby swój zawód uprawiał Pan nadal z
      niesłabnącym powodzeniem.
      Ale ja - widzi Pan - szarak jestem. Zwykły i szary jak cholera. Ale do teatru
      sobie lubię pójść obejrzeć to i owo, a jak fajnie grają, to już bardzo lubię.
      Mądrych rzeczy o tym co widziałem wypisywać nie umiem; z innego niż Pan pieca
      chleb wyjadam. To forum mam w "ulubionych", żeby się z tą 'całą masą' takich
      jak ja, z tym 'tałatajstwem', jak to Pan nazywa, dzielić wrażeniami, myśl jakąś
      od czasu do czasu wymienić, zjawisko jakieś po amatorsku, zupełnie niezawodowo
      zauważyć, albo i ucha nadstawić, posłyszeć czy coś gdzieś ciekawego się dzieje.
      Ja tu jeszcze w żadnym 'seansie nienawiści' nie uczestniczyłem, nikomu 'w plecy
      zza węgła' nie strzelałem. Za Mazutem też raczej nie przepadam. Faktycznie,
      trochę od niego zionie. NEOspasmina za to lubię poczytać. Ale nie dlatego, że
      ma Marcin na imię, tylko dlatego, że wyważony jest w swoich opiniach. Axura za
      osobowość lubię. Jasiek Natolin czasem śmieszny jest, ale szuka i zdarzy mu się
      ciekawy tekst. Terra, jak tu wpadnie (jak po ogień), to za lapidarność stylu,
      za każdy jeden strzał ją lubię.
      Ja tych ludzi w ogóle nie znam. Nie wiem co oni robią, ani kim są. Na ulicy bym
      ich nie rozpoznał, a ich imiona i nazwiska nic by mi nie wniosły. Te myśli,
      które tu przelewają są powodem dla jakiego tu zaglądam. I lubię to miejsce i
      zawsze jestem go ciekaw.

      Pański autorytet na tym forum jest - jak widzę - ogromny. Zdolności przywódcze
      dziedziczy Pan zapewne po mieczu (Ignacy to dziadek, czy stryj?), skoro po
      Pańskich uwagach NEOspasmin już 'podniósł przyłbicę' i odsłonił się jako
      Marcin. W dodatku obłaskawiony przez Pana trafia do grona ludzi honoru. Proszę
      brać Marcina ze sobą na salony; on nietutejszy i nikt za nim tęsknić nie
      będzie. Byle NEOspasmin został na forum, bo to gość do poczytania całkiem...

      Poważnie.
      Bardzo Pana proszę, niech Pan nie robi z wykałaczki sekwoi! Mnie również kiedyś
      dziwiły nicki forumowe, ale uszanowałem ten obyczaj, nie mam z nim problemu. Na
      moje oko trochę pan pohulał i niepotrzebnie poobrażał Pan innych. Tak, dla Pana
      to szara masa, ale ja tu właśnie w obronie szarych. I zwykłych jak cholera.

      bo ja szarak jestem.

      • Gość: T. Mościcki Re: słowo do Pana Mościckiego IP: *.acn.waw.pl 05.02.05, 12:15
        Szanowny Pan źle mnie zrozumiał. Pisząc o tałatajstwie nie miałem na myśli ludzi
        takich jak Pan, tylko tych, którzy trafiają tu tylko po to żeby interesować się
        czy reżyser J. ma dziewczynkę czy może chłopię, zwymyślać kilka anonimowych
        osób, albo obrazić tych, którzy lubią się podpisywać tak, jak im na chrzcie dali
        czyli istot o pokroju umysłowym mazuta - mam zawsze podejrzenia, że to
        Pawłowski, bo frazeologia i sposób myślenia identyczne. Mnie akurat to nie
        interesuje i - to jest uwaga do p. natolina - nie jestem z tego dumny, bo uważam
        to za zupełnie naturalne, bo tak jeszcze całkiem niedawno temu wychowywano w
        domach.
        Jesli więc pan Szarak obraził się na mnie - stokrotnie przepraszam, określenie,
        którym się posłużyłem nie dotyczyło Pana konkretnie czy ludzi podobnych Panu,
        tylko pewien dość ohydny typ ludzi, którzy kiedys pisywali donosy i anonimy i a
        dziś mają do tego celu fora. Majkę autentycznie lubię, więc żadne dusery. Mam
        również prośbę: nie mam zwyczaju pisząc czy mówiąc, czy rozmawiając - zadawać
        osobistych pytań. Jak ludzie żyją, z kim żyją i jak to robią, a także z jakich
        są domów - to jest ich prywatna sprawa. Panu mogę to zdradzić: jestem w istocie
        (nieślubnym) prawnukiem prezydenta, z którym pochopność popełniła tubylka z
        Zanzibaru w czasie tradycyjnego polowania w Spale (tego z Goeringiem, ale nie w
        roli zwierzyny tylko polującego). Stąd właśnie mój nobliwy słowiański wygląd
        uzupełniony gorącym temperamentem ludności z gorących wysp południowych mórz.
        Tylko błagam - proszę to zachować dla siebie, bo to wstydliwa rodzinna tajemnica!
        Ważna informacja odnośnie znajomości różnych spraw od kuchni: proszę z łaski
        swojej zajrzeć w to, co napisałem, a co jeszcze gdzieś skrywa się w zakamarkach
        Internetu. Ja znam różne sprawy "od kuchni", ale nie piszę o nich publicznie w
        teatralnych recenzjach. Należy odzielać dzieło od twórcy i okoliczności
        powstawania. I tej zasady staram się trzymać. Jej gwałcenie zostawiam kilku
        indywiduom piszącym obrzydlistwa o wielkich twórcach.
        Wrócmy jednek do sprawy poruszonej w tym wątku: p. natolina ta recenzja nie
        zdumiewa. A co Panem może wstrząsnąć panie Natolin (pisze tak poufale, bo nie
        pamiętam, bym pozwolił Panu na zwracanie sie do mnie panie Tomaszu - zdaje się,
        że nie byliśmy sobie przedstawieni)? Czy Pański smak zadowoli wreszcie publiczny
        donos, że artysta robiący przedstawienie w tym czasie żyje z kozą, jada
        pieczyste z życia poczętego, chla denaturat po bramach, a nocami fałszuje
        dolarówki? I dopiero coś takiego uzna Pan za wyjątkowo skandaliczne? A jak się
        Pan odniesie do Pana ulubuonego recenzenta P., który tuż po moim "manipulanckim"
        tekście w Notataniku (jak raczył Pan go określić) w swoim intymnym dzienniczku
        podanym do druku pisze o (trafnej zresztą) recenzji ze "Zszywania", które Pan
        uważa za arcydzieło dramaturgii i reżyserii, że to był "donos"? Jak Pan określi
        tekst p. Pawłowskiego, w którym się pisze, że nie powinien Grzegorzewski
        reżyserować, bo to pijak i nie trafia w klawisze? Panu taki styl odpowiada?
        Jeśli tak - podziwiam rozciągliwość Pańskiego gustu i pewien typ wrażliwości,
        który z pewnością pozwala iść beztrosko przez życie bez zadawania sobie pytania:
        czy to, co robię jest aby w porządku. Marta Fik, której miałem zaszczyt być
        studentem napisała kiedyś takie kapitalne zdanko (cytuję je z pamięci, więc
        niedokładnie, ale pointa właściwa): "Że widzieliśmy to już wiele razy? Tak, to
        prawda. Tylko za każdym razem przykro na to patrzeć". List do Pana (manipulancki
        oczywiście, bo według Pana inaczej ja nie piszę) w trakcie pracy - zgodnie z
        obietnicą.
        PS. Jeśli jest prawdą, że każda moja wypowiedź pracuje na mnie (miło mi to
        czytać!) to proszę wierzyć - nie dlatego, że sprawnie "szermuję piórem". Kilka
        lat juz chodzę po świecie i wyrobił mi się nań pogląd. Ja staram się być tylko
        logiczny. I nic więcej. I proszę - jeśli chce Pan się wypowiadać na temat
        teatru, na temat piszących i mówiących o nim - to ma Pan prawo to robić. Nawet
        jeśli autorytety - jakiekolwiek by one były - już się wypowiedziały. Autorytety
        nie żyją na samotnych wyspach, tylko w społeczeństwie. I nasze wypowiedzi oraz
        zawodowe postępowanie - tak jak fakty artystyczne, o których piszemy - też
        podlegają publicznej ocenie.
        PS. A spektakl jest naprawdę wielki. Axur mnie pytała jak mi sie podobało - to
        juz się wygadałem. :-)
        • jasiek_natolin Re: słowo do Pana Mościckiego 05.02.05, 13:53
          Ileż trzeba się nagimnastykować,ileż nieprawdziwych opinii i sądów włożyć w
          czyjeś usta,żeby tylko własna układanka nie zawierała żadnej skazy,żeby
          wszystkie klocki własnej wizji świata były dopasowane dokładnie tak,jak w tej
          latającej fortecy,w tym powietrzny Tytanicu,którego teraz buduje się gdzieś w
          Europie po to,żeby zaimponować Ameryce,żeby własną gigantomanią przygasić tę
          amerykańską.
          Jestem ciekaw,w jaki sposób ogłosi pan ,że przedstawienie Grzegorzewskiego jest
          arcydziełem.
          • Gość: T. Mościcki Re: słowo do Pana Mościckiego IP: *.acn.waw.pl 05.02.05, 14:15
            No i widzi Pan, jak łatwo można Pana dopaść i urazić? A ładnie to tak robić
            innym? Osobliwie i dlatego, że ja Panu po prostu odpowiedziałem na Pańskie
            zarzuty wobec mnie. I niczego nie zmyśliłem. Przczytałem tylko Pańskie
            argumenty, inwektywy skierowane do mnie i przeciwko mnie, - i wysnułem logiczne
            wnioski. Że są raczej druzgoczące i nie po Pańskiej myśli - to ja nic na to nie
            mogę. Raczy Pan przeczytać posty, które łaskawie zaadresował Pan do mnie. Jeśli
            ta latająca forteca w istocie - jak Pan zechciał zuważyć - lata, to wniosek
            jest prosty. Ta konstrukcja nie jest wadliwa. Felerna (nieprawdziwa w naszym
            przypadku) nie nigdy by się nie wzniosła tak wysoko w powietrze. Pan ciekaw, jak
            ogłoszę światu, że to wybitna kreacja artystyczna? Spox, jak to się teraz
            mawia. W mowie i piśmie. Tak jak to zwykłem czynić. Właśnie stukam na kompie
            duży (i manuipulancki oczywiście) tekst dla "Odry". Zapraszam do lektury. Po
            publikacji bedzie dostępny również na mojej stronie. No więc w sumie nie
            przewiduję jakiejś rewolucji medialnej. Wykorzystam dostępne nam współczesnym
            środki porozumiewania.
            Wie Pan co, Panie Jasiek? Ja chyba nawet Pana lubię...:-)
            Dłoń ściskam a liścik się smaży...:-)
            tm
            PS. No dobrze, ale znów odbiegamy od zasadniczego tematu tego wątku. No to doń
            wróćmy. Co Pan sądzi o donosach w prasie? Czy Panu ta praktyka czegoś nie
            przypomina? Bo ja nawet kiedyś takie rzeczy czytywałem. Tylko naiwnie sądziłem,
            że 16 lat temu daliśmy sobie z tym spokój.
            pozdro
            tm
          • Gość: T. Mościcki Re: słowo do Pana Mościckiego IP: *.acn.waw.pl 05.02.05, 14:34
            A muszę Panu powiedzieć, że z uznaniem przyjmuję zmianę Pańskiego stylu. Tę
            piętrowe epitety, wyszukane metafory, przenośnie, hiperbole, których nie
            powstydziłby się sam Marini! A wszystko po to, by krzyknąc w twarz: niech pan
            nie bije panie mościcki, bo to boli! Powtarzam - ładnie to tak? I po aż tyle?
            Więcej wdzięku ma Pan, gdy prostym językiem pisze o manipulanctwie.
            Proszę pamiętać - z policyjną pałką należy obchodzić sie ostrożnie i umiejętnie.
            Jest elastyczna i lubi odwinąć się niespodziewanie w stronę bijącego. Wiem, bo w
            dawnych czasach (Pan zapewne jeszcze wówczas raczkował najwyżej) dostałem taką
            po plerach. Nie pamiętał o tym autor Pańskiej ulubionej recenzji i ten brak
            wiedzy sprawił, że część środowiska spuściła mu manto. Uwadze Pańskiej to
            polecajęcy dłoń spracowaną ściskam
            wciąż Pana lubiący tm

              • Gość: T. Mościcki Re: słowo do Pana Mościckiego IP: *.acn.waw.pl 05.02.05, 17:34
                No i masz ci los... Już teraz wiem. Ja Pana nie tylko lubię. Pana mnie wzrusza
                swoją bezbronnością Drogi Panie Jaśku. Pisać Panu ten obiecany list czy mamy
                dosyć? :-)
                Dłoń podaję pomocną by Pan wstał i troszkę się otrzepał... nie można chodzić w
                takim stanie. Ale my ciągle od tematu odbiegamy - co Pan na moje pytanie z
                przedostatniej korespopondencji? Idę na spacerek mały, mam nadzieje, że się Pan
                wygrzebie...
                Swoją drogą to ciekawa logika. Mądrala za duży to i niczego nie rozumie... I
                taką logiką rządzi się większość modnego teatru w naszym kraju. Zapytasz
                konkretnie - i skowyt zranionego stworzenia albo wiadro inwektyw, że ciemniak,
                że bęcwał, że czarnoseciniec, że niczego nie rozumie albo manipulant. Ja wiem,
                "Odys" w Gazwybie podany był na talerzyku i do zjedzenia od razu, więc było
                łatwiej - że trzymamy się dalej naszego ulubionego tematu z tego wątku.
                A swoją drogą - czy Pan podpisał by podobny list? Pytanie jest istotne, więc
                proszę się zastanowić nad odpowiedzią a ja sobie spokojnie sunę na mój ukochany
                Most Siekierowski. Tam mozna mnie zamordować ewentualnie. A bien tot!
                • Gość: NEOspasmin zbaczajac calkiem IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 05.02.05, 18:27
                  Szanowny Panie,
                  zaczne od deklaracji: nie mam nic przeciwko gejom.I zupelnie nie interesuje
                  mnie czy jest pan gejem czy wrecz odwrotnie.
                  Czytam teraz pana posty do Jaska, do innych osob szukajac co w nich falszywa
                  nuta.Bo ja czuje.Co najdalej odjezdza od tematu rozmowy?Co zaczyna dominowac?
                  Dla mnie jest to wlasnie taka gejowska zalotnosc.I pisanie w ten sposob na
                  forum publicznym podczas gdy ma pan prywatny adres do tego do kogo sie zwraca.
                  Zle mi pachnie uzywanie takiego tonu w rozmowach publicznych.Rodzajem
                  forumowego mobbingu.
                  A dla mnie,calkiem subiektywnie,dezawuuje sens wypowiedzi.
                  Musze sie zastanowic czy podobnie czuje kiedy ktos w takiej formie dobiera sie
                  do plci przeciwnej czy dotyczy to tylko relacji homo.Czy jednak nie jestem
                  uprzedzony? Ale znow zaloty homo maja w sobie szczegolny rys nieobecny gdzie
                  indziej.Znow do przemyslenia jak go opisac.
                  To bylo o odbiorze pana wpisow.
                  Teraz o moim z nich zysku:
                  Musze to jeszcze przemyslec porozkladac na czesci.Poszukac JAK sie wypowiadac
                  takim jezykiem.Z czego sie sklada.Posluzyc mi to kiedys moze do robienia
                  imitacji-pisania literaturki.
                  pozdrawiam
                  m
                    • Gość: Maja Do Pana Marcina IP: *.aster.pl 05.02.05, 22:58
                      Panie Marcinie, czy ma Pan potrzebe zrazac do siebie ludzi? Czytam co Pan o
                      mnie pisze - i jestem zdumiona. Nie znam osoby ktora, nie widzac mnie na oczy,
                      nigdy ze mna nie rozmawiajac, a jedynie wymieniając ze mna 4 mejle, w których
                      głównym tematem była produkacja szalików, mialaby tak radykalne opinie jak Pan.
                      Tania laska. Bozia z teatru studio. No no...
                      Mam prośbę - czy może się Pan zachować jak dżentelmen i po prostu nie obrażać
                      obcej Panu osoby, którą jestem? A jeśli nie ma Pan szacunku do własnych urojeń
                      na mój temat, może do mnie realnej będzie Pan miał? Zapraszam na kawę.
                      I jeszcze jedna prosba - w prywatnej korespondencji wyraznie napisalam co mi
                      sie nie podoba. I wie Pan doskonale czemu nie chcialam z Panem rozmawiac o
                      Romanie. Prosze nie wypisywac bzdur na temat korespondencji ze mna.
                      I prosba ostatnia - ja na forum publiczne nie przenosze swoich wrazen po
                      korespondencji z Panem i nie zamieniam ich w epitety pod Pana adresem. Choc w
                      korespondencji prywatnej nazwalam dosc dosadnie to co Pan robil. I jasno
                      powiedzialam, dlaczego nie chce z Panem o Romanie rozmawiac.
                      Chcialabym zeby z Pana strony wygladalo to podobnie. Chcialabym zeby nasza
                      wymiane zdan obowiazywaly po prostu zasady dobrego wychowania.
                      • Gość: T. Mościcki Re: Do Pana Marcina IP: *.acn.waw.pl 05.02.05, 23:22
                        Majeczko - zostaw człowieka, nie rozdrażniaj. Uważaj z zaproszeniami. Pan jest
                        tak wrażliwy, że pomyśli sobie bógwico, sama czytałaś czym się zakończyło moje
                        zaproszenie do kulturalnej rozmowy via e-mail bez zjadliwych postronnych osób. A
                        kawa? Toż to spotkanie tete-a-tete! Ja uprawiam według p. Marcina mobbing
                        sieciowy, ale Ty - molestowanie po prostu! :-)
                        Zostaw jako i ja zostawiam. Ten wątek jest przeklęty. Jego tematem miała być
                        ocena postepowania pewnego dziennikarza polegającego na grzebaniu w życiorysach
                        a skończyło się jak w Polsce - na szukaniu sensacji gdzie tylko się da. Czyli
                        bohater stał się patronem. Zostaw mówię - jako i ja zostawiam. W Internecie
                        widać nie da się inaczej. Zawsze skończy się to źle dla człowieka, który chce
                        dobrze.
                        Serdecznie Cię pozdrawiam
                        tm
                        • Gość: Maja do Tomka Re: Do Pana Marcina IP: *.aster.pl 05.02.05, 23:38
                          W sumie masz Tomek racje. Szlag mnie po prostu tylko trafil, ze po byle
                          powierzchownej korespondencji, o ktora nie prosilam, nie staralam sie jej
                          rozwijac, dowiaduje sie od faceta, ze nie mam swojego zdania i nie mam
                          charakteru.
                          Masz racje, nie ma co tego ciagnac. Choc zaluje, ze nie jestem facetem. Czasem
                          sa takie sytuacje, ze nalezy dać komuś w morde.
                          • Gość: T. Mościcki Re: Do Pana Marcina IP: *.acn.waw.pl 05.02.05, 23:48
                            Serdeńko! Czy czegoś ode mnie chcesz w tej materii? Odmawiam - Pan to uzna za
                            zamach na swą cześć i reputację. Po co w mordę? Ja zabijam śmiechem. To
                            skuteczniejsze. I boleśniejsze. Też Ci radzę tak robić. W mordę? Eee tam... Żyję
                            sobie spokojnie, do teatru chodzę (jeszcze), zdjęcia sobie robię, na co mnie
                            takie sensacje? Powtarzam - zostaw, ochłoń, rób swoje!
                            Jeszcze czulej Cię pozdrawiam
                            tm
                            • Gość: Maja Re: Do Pana Marcina IP: *.aster.pl 05.02.05, 23:58
                              Tomaszu, Tomaszu...
                              Ech, to te moje ukrainskie korzenie...To ja chcialam dawac po mordzie :-)) To
                              nie bylo wzywanie Ciebie na Mojego Rycerza :-))))))
                              To we mnie odezwalo sie cos z czasow Chmielnickiego :-)
                              Ale milo, ze stoisz sercem po mojej stronie. Pozdrawiam i zycze spokojnego snu.
                              Jest juz 00.00
                      • Gość: NEOspasmin rien ne va plus IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 05.02.05, 23:53
                        Kawal drogi od pani pierwszej odpowiedzi na moj wpis do tego co powyzej.
                        1.nie zamierzalem/nie zamierzam rozmawiac z pania "o Romanie",nie zamierzalem
                        tez plotkowac.Zapytalem o pani stosunek do plugawej recenzji.
                        Jesli nie ma pani juz tych listow przesle je w poniedzialek.Tu czy na pani
                        adres w Studio?
                        2.Opinia moja dotyczy konkretnego pani zachowania,jego nieprzyzwoitosci a nie
                        zyciorysu,tego czy milo sie z pania gawedzi albo kawe pije.
                        3.nie zlapalem do tej chwili co robilem i co tak dosadnie pani nazwala.Moze
                        ponowna lektura naszej korespondencji odswiezy mi pamiec? Moze i pani?
                        4.Zabawnym jest domaganie sie przestrzegania zasad dobrego wychowania w chwili
                        gdy zarzucam pani nieprzyzwoitosc.
                        5.zupelnie nie mam potrzeby zrazac sobie ludzi.Wole wymijac tych o ktorych zle
                        mysle.Taki luksus ktorego i pani zycze.
                        6.Z tego co powyzej wniosek ze ktores z nas powinno opuscic to forum. Obiecuje
                        ze jesli mnie pani przekona ze pani stosunek do recenzji jaka tu walkujemy jest
                        moralnie akceptowalny bede to ja.
                        m.
                  • Gość: NEOspasmin Dopisek IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 06.02.05, 14:39
                    Patrze na to zostalo napisane.Przez pana i przez mnie.
                    I znow zawod bo pisalem o wlasnym wyobrazeniu czemu trudno sie z panem
                    dyskutuje.Ze argumenty grzezna w wyszukanosci stylu.I krok dalej probujac
                    scharakteryzowac sam styl.
                    Spodziewalem sie odpowiedzi.To znaczy rozmowy.
                    Wyszlo najgorzej jak moglo: poczucie stygmatyzacji, za nia obraza, i zupelne
                    zagubienie sensu.
                    Za duzo moich oczekiwan a w efekcie pozywka megalomanii.Mojej megalomanii.
                    Tak po polsku.
                    pozdrawiam
                    m.
    • kot-z-cheshire wrażenia z przedstawienia... 06.02.05, 03:06
      Wątek aż się prosi o osobiste odniesienie się do spektaklu... Już nie plujcie
      sobie w twarze przykrywając to "panem" i "panią", które i tak nie brzmią
      szczerze (czy są szczere-nie wiem). Chętnie dowiedziałbym się na przykład, czy
      rzeczywiście Radziwiłłowicz gra nieomal monodram w wieloobsadowej sztuce, jak
      działa scenografia (to chyba dobre okreslenie, "działa", gdy mowa o teatrze
      JG), dwa słowa o muzyce itp. Nie jestem z W-wy, nie zobaczę przedstawienia
      prędko, może nigdy.
      • jasiek_natolin Re: wrażenia z przedstawienia... 06.02.05, 11:17
        Powinniśmy wziąć sobie do serca ten głos najczystszego rozsądku.
        Radziwiłłowicz faktycznie wypowiada długi ,napisany przez córkę
        Grzegorzewskiego monolog ,podczas gdy po scenie ( po widowni też)
        zagraconej,można nawet powiedzieć,że zaśmieconej różnymi przedmiotami z
        wyobraźni i z poprzednich realizacji reżysera,przemykają różne postacie. Wśród
        nich jest jedna,najbliższa bohaterowi Radziwiłłowicza.Właściwie to nie pośród
        nich,bo jej status jest zupełnie inny,całkowicie zindywidualizowany.Kto to
        jest? Czy aby na pewno córka?W programie nazwano ją Marią...Kim by ta postać
        nie była,na pewno świetnie wpisuje się w aurę tego przedstawienia.No i Anna
        Grycewicz bardzo dobrze ją zagrała.Oczywiście,kto ma w pamięci wcześniejsze
        przedstawienia Grzegorzewskiego będzie mógł łatwiej poruszać się po tym
        meandrycznym świecie.Można powiedzieć,że im się jest starszym,tym lepiej.W tym
        przypadku przynajmniej.
        W pewnym momencie na scenie pojawia się Odys Malajkata,monolog Radziwiłłowicza
        miesza się z fragmentami Wyspiańskiego,na scenę wychodzi bezradny reżyser grany
        przez Englerta.Wyspiański zderza się z Grzegorzewskim...Podoba mi się taki
        dialog,chociaż trudno to wszystko pojąć po jednynym kontakcie z tym
        dziełem.Może jednak te stuletnie już awangardy nie są tak przebrzmiałe,jak by
        tego chciał Kowalczyk?Może ich znaczenie zależy od tego,kto na ich temat się
        wypowiada?
        Mało słów tu pada,poza Radziwiłłowiczem aktorzy grają przede wszystkim
        ciałem,słowo nie jest ich podstawową ekspresją. Aktorzy w dużej mierze wydają
        się być elementem scenografii,co na pewno nie jest dla nich żadną ujmą.
        A nazywanie ich ćwierćinteligentami świadczy tylko o poziomie tego,kto tak o
        nich mówi.
        A panu Mościckiemu odpowiem tylko,że nie podpisałbym się pod tym listem
        protestacyjnym środowiska teatralnego. I tyle .
        • Gość: T. Mościcki No i masz... IP: *.acn.waw.pl 06.02.05, 19:57
          Pan jasiek_natolin był łaskaw się zdeklarować:>>>>>A panu Mościckiemu odpowiem
          tylko,że nie podpisałbym się pod tym listem protestacyjnym środowiska
          teatralnego. I tyle.<<<<<
          Drogi Panie - kończymy. Jest Pan wolny.
          Miałem kończyć ten list do Pana, ale się rozmyśliłem po Pańskiej odpowiedzi i
          własnie go skasowałem. Wolę dalej manipulować niż dyskutować o świecie z ludźmi
          myślącymi Pana kategoriami.
          Ktoś z Państwa zacytował tu Słonimskiego i jego "imperatyw kategoryczny". Ja to
          uzupełnie anegdotą o S. Otóż kiedys złożono mu propozycję "może wymieńmy
          poglądy?" na co S. odparł: "dziekuję, wolę własne".
          That's it. .
          Na koniec specjalnie Panu jaśkowi_natolin dedykuję fragment wydanego właśnie
          "Raptularza" prof. Zbigniewa Raszewskiego (lektura OBOWIĄZKOWA!). Profesor
          śledził na bieżąco, ba, nawet był czynnym świadkiem słynnej sprawy "Dziadów"
          Dejmka, tej z przełomu 1967/68. Rezolucję Związku Literatów Polskich w sprawie
          przywrócenia spektaklu do repertuaru podpisało wówczas wielu przyzwoitych ludzi
          ze środowiska literackiego, w tym wielu redaktorów ówczesnej "Kultury"
          prowadzonej przez Janusza Wilhelmiego, świetnie osadzonego w ówczesnych "grupach
          trzymających władzę", człeka cynicznego do szpiku kości, wszelako inteligentnego
          i trzeźwo oceniającego sytuację. Oto fragment "Raptularza":
          "Wilhelmi, redaktor tygodnika "kultura", opowiada, jak się bronił w KC
          [Komitecie Centralnym PZPR - tm], gdy mu tam zarzucano, że jego redaktorzy
          podpisują tekst ZLP [owej rezolucji -tm]: podpisują, bo osły. A jak by nie
          podpisali, to by byli świnie".
          Życzę Panu niezmiennego dobrego samopoczucia, choć wcale go Panu nie zazdroszczę.

          Już naprawdę na koniec apokryficzna anegdota ze SPATIFu z lat 70.: do sali
          wkracza nawalony Himilsbach i krzyczy: "Inteligencja wyp...!", na co siedzący w
          sali Gustaw Holoubek wstaje i mówi - "nie wiem jak państwo, ale ja wychodzę".
          kłaniam się i życzę wszystkiego dobrego
          tm
        • Gość: aga POWRÓT ODYSA! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.02.05, 12:20
          zgadzam się. na temat merytorycznej wartości przedstawienia padlo zaledwie
          kilka słów, natomiast osobistych wycieczek mieliśmy całą galerię, we wszystkie
          strony. Proponuję zmianę tematu wątku na sam spektakl. Może wypowie się ktoś,
          kto widzial? Tych glosów bardzo jestem ciekawa.
          A na marginesie - Szanowny Panie Tomaszu Mościcki - z całym szacunkiem, ale
          najlepsze samopoczucie z forumowiczów ma Pan. Absolutnie nieprzemakalny,
          przekonany o swej sluszności w każdym wypowiedzianym slowie. Nie każdy o
          odmiennych od Pana pogladach zasluguje na pogardę , wyśmianie i traktowanie z
          wyższością. Mam wrażenie, że trudno się Pan porozumiewa z każdym, kto nie jest
          Tomaszem Mościckim. Ale pozdrawiam Pana bardzo serdecznie, i życzę więcej luzu
          i ciepła.
        • Gość: emwujot Po raz pierwszy zgodziłem się z RP IP: *.akacje.pl / *.flashnet.pl 09.02.05, 20:49
          Zapewniam /"from the mountain"/ - nie prowokuję. Pawłowski nie flekuje - w moim
          odczuciu - kultowego reżysera, nad którym pastwił się dotąd w każdej swojej
          recenzji. Pobrzmiewa tu nuta współczucia, odzywająca się i we mnie podczas
          obserwacji tej, jakby po gombrowiczowsku, niedokończonej sztuki. Autorzy listu
          przypisują mu cynizm, wyjątkową perfidię w obliczu tragicznej słabości wielkiego
          artysty. Ja tej nagannej intencji doprawdy nie znajduję w tekście. Reżyser
          zawisł między aspiracją popełnienia dzieła a jego niewykonalnością; recenzja ma
          adekwatną doń naturę. Po cóż więc to groteskowe zadęcie teatralnych pięknoduchów?
          • jasiek_natolin Re: Po raz pierwszy zgodziłem się z RP 09.02.05, 23:39
            No właśnie,zdaje się jednak,że niektórzy z sygnatariuszy tego otwartego listu
            do Wyborczej zapragnęli być świętsi nie tylko od papieża,ale także od
            Grzegorzewskiego.
            Ten wątek reżysera niewiedzącego co dalej na tej pieprzonej scenie robić
            przypomina trochę zmagania Lupy. To ciekawa wizja: Grzegorzewski brata się z
            Lupą,ciekawa...
            • Gość: lia Re: Po raz pierwszy zgodziłem się z RP IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.05, 09:58
              myślę, że chodzi o coś innego, nie o grzegorzewskiego, a o zachowanie pewnych
              standardów w pisaniu o teatrze.

              ja np. po przeczytaniu recenzji nie rozumiem, co to znaczy, że przedstawienie
              jest niewyreżyserowane. po obejrzeniu przedstawienia nie mam takiego wrażenia.

              chyba chodzi o to, zeby WSZYSCY warszawscy recenzenci zabrali sie do roboty i
              zaczęli wreszcie zajmować teatrem, a nie soba samymi, sobą nawzajem i plotkami
              (co do tej pory uprawiają).
              • Gość: emwujot Re: Po raz pierwszy zgodziłem się z RP IP: *.akacje.pl / *.flashnet.pl 10.02.05, 19:00
                To mylisz się. Grzegorzewski naprawdę nie był w stanie tego reżyserować od
                pewnego momentu. Inni pracowali nad sztuką. Może chciał tego niedomknięcia jako
                symbolu swojego dramatu, a może to słabość już niepokonywalna... Gdzie kończy
                się teatr, a gdzie życie teatralne dokucza niemocą spełnienia? Z drugiej strony
                nie ma dla Niego życia poza teatrem, może w "Bohemie", w tej innej
                nierzeczywistości?
                • Gość: szarak Re: Po raz pierwszy zgodziłem się z RP IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.02.05, 02:06
                  Chodzi, proszę Pana o to, że przerzucanie pomostu pomiędzy treścią spektaklu, a
                  życiem osobistym twórcy ma mniej więcej taki sens jak twierdzenie, że wyniki
                  finansowe firmy 'x' zależą od samopoczucia księgowej.

                  Jeśli Pana zapytam dlaczego czółna (łodzie?), które dotychczas w spektaklach
                  J.G 'pływały' ('grały'?) na pierwszym planie, w "Onym..." stoją na stojakach na
                  horyzoncie sceny, a Pan mi odpowie, że to dlatego, że ekipa techniczna je tam
                  postawiła, to się nam rozmowa zawiesi...

                  Znajdowanie tychże prostych przełożeń przez recenzenta GW jest powodem
                  sprzeciwu środowiska (list) i krytyki RP na tym forum. Bo do czego
                  takie "wysługiwanie się rzeczywistością" w interpretowaniu dzieła prowadzi? Że
                  jak Malajkat kaszle na scenie, to znaczy, że przeziębiony, tak?

                  Axur tam wyżej pisał, żeby zobaczyć to, czego nie widać, żeby przynajmniej
                  pochylić się przez chwilę nad tym gąszczem znaczeń, jakie kryją się w
                  poszczególnych obrazach scenicznych, a właściwie w każdym kącie sceny
                  przedstawień J. Grzegorzewskiego. Pawłowski nigdy tego nie robił. Zawsze szukał
                  łatwych wytrychów - ucieczek od jakiejkolwiek próby interpretacji. I to właśnie
                  jest przykre. Że on widzi w tych 'gratach' Grzegorzewskiego - graty.

                  I jeszcze jedno na koniec.
                  Kiedyś widziałem taki spektakl na Pradze "Made In China". Firmował to TR.
                  Bardzo naturalistycznie grany, zaaranżowany w rzeczywistej przestrzeni
                  (mieszkanie). Wszystko w skali 1:1. Okno, to było prawdziwe okno (jak je
                  otwierali, to w środku robiło się zimno) klatka schodowa, to klatka schodowa
                  etc. Na koniec w tej sztuce wszyscy się zabijali, a bodaj jednemu z bohaterów
                  przetrącano nogi, czy coś takiego.
                  Pawłowski napisał dobrze o tej sztuce. Nie podobało mu się tylko jedno - że
                  aktorzy wyszli do ukłonów. Napisał, że ukłony rozwiewają wrażenie, że wszystko
                  działo się naprawdę. Ubolewał, że aktorzy jednak żyją i że to tylko teatr.

                  No, naprawdę szkoda.

                  szarak
                    • jasiek_natolin Re: a ja sie nie zgadzam z RP 12.02.05, 11:17
                      Niby ,szarak,masz rację ( może z wyjątkiem pierwszego akapitu),ale jeżeli
                      protest dotyczył rażącej powierzchowności recenzji Pawłowskiego,to należałoby
                      taki protest rozszerzyć i wycelować go nie tylko w Pawłowskiego,ale i w innych
                      recenzentów,którzy stosują podobną politykę niszczenia i opluwania. W tej
                      chwili do głowy przychodzą mi nazwiska Głowackiego i Wakara. I właśnie obecność
                      na tej liście nazwiska Wakara nkazuje mi zachować pewną nieufność wobec tego
                      protestu. Bo jeśli protestować,to przeciwko całości,a nie - wycinkowi.
                      Skoro Grzegorzewski zrobił wyjątkowo osobiste przedstawienie,to trudno,żeby
                      recenzent zamykał oczy na pewne fakty.
                      Zgoda,nie widać w tej recenzji woli zrozumienia przedstawienia,widać natomiast
                      chęc upokorzenia artysty. Zgoda - to jest karygodne. Tylko że - na litość
                      boską - nie jeden Pawłowski tak robi. Nie czytujesz recenzji?
                      Jaka insynuacja,Moniko?
                      Widzę,że już mnie lubisz.Może powyższe słowa wyjaśnią,co miałem na myśli.
                      • Gość: m Re: a ja sie nie zgadzam z RP IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.05, 17:49
                        zgadzam się z tym w stu procentach. do tej listy opluwających i piszących
                        powierzchowne recenzje możnaby dołączyć jeszcze kilka nazwisk recenzentów gazet
                        codziennych. rzecz w tym, że jeszce nikt nie zaprotestował przeciwko ogólnie
                        żenującemu poziomowi krytyki. skąd tyle w tym wszystkim jadu i stronniczości. ja
                        już przesaję powoli czytać tego typu recenzje, kosztują za dużo nerwów, a
                        artystom, tym dobrym, pewnie i tak nie zaszkodzą, ale niektórych mogą zwyczajnie
                        skrzywdzić. najtrudniej jest napisać negatywnhą, dobrze merytorycznie
                        umotywowaną recenzję, (ale po co jeśli chodzi tu tylko o własny interes)
                        • Gość: magician Re: a ja sie nie zgadzam IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.02.05, 12:38
                          Mam wrażenie,że rycerskość niektórych krytyków, których podpisy widnieją pod
                          protestem, nie ujawniła się wcale w obronie poziomu teatralnej krytyki w
                          Polsce, głupocie czy unikaniu najmniejszego wysiłku intelektualnego. Zgadzam
                          się z Jaśkiem - dlaczego nie rozszerzyć zakresu nazwisk wymienionych w treści
                          prostestu???
                          Dla mnie tekst RP jest zwyczajnie prostacki i zbudowany na najbanalniejszy
                          skojarzeniach, które nieuchronnie prowadzą do niezrozumienia zamierzeń
                          rezysera. Uwag czysto recenzujących pracę rezysera właściwie nie ma.
                          Realizowanie spektaklu w oparciu o intymne i osobiste problemy rezysera
                          wiążę się z ich oceną przez widownię, skąd więc cały ten wrzask?
                          • Gość: op Re: a ja sie nie zgadzam z RP IP: 212.180.161.* 14.02.05, 16:12
                            uwazam spektakl grzegorzewskiego za bardzo slaby. cenie tego artyste,ale od
                            hamleta jego spektakle sa slabe .udala mu sie w odysie jedynie scenografia.na 3
                            spektaklu po premierze zajetych bylo w calosci 3 rzedy w tym polowa srodowiska
                            teatralnego. o czyms to swiadczy...a co do pawlowskiego.nie od dzis wiadomo ze
                            jest chamem a recenzje pisze po to,aby wywolac takie dyskusje. o kowalczyku tez
                            sie juz wypowiadalem.zaden z niego recenzent.
                            • Gość: Cypis Re: a ja sie nie zgadzam z RP IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.02.05, 17:11
                              Od Hamleta nic dobrego nie zrobił? A Duszyczka? A sam Hamlet? Na czym polega ta
                              niedobrość obu poprzednich przedstawień.

                              Dołączam opinię z Gazety Krakowskiej:

                              «Witryna kiosku. Przez szklaną szybę widać wyeksponowane okładki brukowych
                              gazet. Nikogo nie dziwi Fakt, że w jednej z nich pan X zwierza się z tego, iż
                              zdradza żonę, a w drugiej znana z ekranu pani opowiada o najnowszych metodach
                              liftingu, dzięki któremu wygląda młodziej niż własna wnuczka. W zasadzie nie ma
                              tematów tabu i może dobrze, bo ludzie potrzebują plotek, a inni potrzebują na
                              nich zarobić.

                              Zupełnie inaczej wygląda sprawa, kiedy otwieramy opiniotwórczy dziennik i
                              zamieszczone w nim teksty niczym nie różnią się od artykułów z Życia na Gorąco.
                              Takie odczucie miałam w trakcie lektury, zamieszczonej w Gazecie Wyborczej,
                              recenzji Romana Pawlowskiego z przedstawienia Jerzego i Grzegorzewskiego "On.
                              Drugi powrót i Odysa" [na zdjęciu]. Krytyk ocenia w niej spektakl wybitnego
                              artysty przez pryzmat jego choroby alkoholowej. Grzegorzewski nie ukrywa
                              swojego uzależnienia. Mówi o tym wprost w przedstawieniu, które jest historią
                              zmagania się twórcy z nałogiem. Mogło mu ono nie wyjść i to rzecz całkiem
                              normalna, która nie powinna dziwić recenzenta, mającego prawo zmiażdżyć je
                              nawet w najbardziej i złośliwy sposób. Nie wolno mu jednak niszczyć człowieka,
                              choć sam daje sobie do tego prawo stwierdzeniem, że w innym wypadku byłaby to
                              hipokryzja.

                              Hipokryzją jest jednak to co robi Pawłowski. Posiadane przez siebie informacje
                              przekazuje pod płaszczykiem recenzji w poważnej gazecie. O wiele uczciwiej
                              byłoby, gdyby o alkoholizmie Grzegorzewskiego napisał reportaż i zamieścił go w
                              kolorowym piśmie. Wtedy wszystko byłoby wiadomo, a tak mamy do czynienia nie z
                              hipokryzją tylko ze zwykłym świństwem.»

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka