Dodaj do ulubionych

Przypadek Królikiewicza

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.05.03, 21:51
wreszcze jakis dobry artykul!

szkoda, ze takie w wyborczej sa raz na kwartal...
Obserwuj wątek
    • Gość: Janek Niecierpliwie czekam na przedstawienia Królikiewicza. IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 16.05.03, 22:23
      Będę jeżdził z Wrocławia na wszystkie Jego przedstawienia.
      Wreszcie koniec z nudą w teatrze. Sztuce jest potrzebna
      konkurencja artystyczna. Cała sprawa była potężną reklamą
      Królikiewicza jako człowieka, artysty, filmowca i reżysera,
      która mu się od dawna należała. Pokazali go w TVP. Od razu było
      widać, że to jest Ktoś. Silna, niezależna osobowość. On artysta
      Królikiewicz, niewolniczo oddany sztuce, nie ugnie się pod
      presją malutkich króliczków. Tylko tak rodzą sie wielcy artyści
      i powstają interesujące przedstawienia. GO! GO! GO!
      • Gość: Jacek Re: Niecierpliwie czekam na przedstawienia Królik IP: *.pai.net.pl 18.05.03, 00:52
        Pewien motorniczy z tramwaju jeżdził lat 20-cia bez wypadku. Był tak dobry, że
        przenieśli go na prowadzenie autobusu.
        Królik jest doskonałym filmowcem.
        A kogo obchodzi, że tramwajarz rozwalił autobus z pasażerami. Nie szkodzi, że
        pasażerowie nie żyją. To były nędzne aktorzyny.
    • Gość: kuna Re: Przypadek Królikiewicza IP: *.acn.pl 17.05.03, 00:52
      szkoda, że ten artykół został opublikowany dopiero teraz.
      Wcześniej nie miałem jakoś serca by ekscytować się sporem wokół
      tego łudzkiego teatru.
    • Gość: Codziennosc Re: Przypadek Królikiewicza IP: *.nowa-wies.sdi.tpnet.pl 17.05.03, 11:09
      Gość portalu: szatanista napisał(a):

      > wreszcze jakis dobry artykul!
      >
      > szkoda, ze takie w wyborczej sa raz na kwartal...

      Gdyby rzeczy dobre zdarzaly sie codzien, to nie bylyby dobre.
      • Gość: essie Re: Przypadek Królikiewicza IP: *.proxy.aol.com 19.05.03, 04:05
        Zle rzeczy zdarzaja sie codziennie, dobre raz na tydzien, bardzo
        dobre nie zdarzaja sie wcale.
    • Gość: amator Przypadek ..Nowego IP: *.toya.net.pl 19.05.03, 12:17
      Autorytet i zaufanie to pewnie rzeczy niezbedne do współpracy a
      jak myślę obie są nie do osiagniecia przez Królikiewicza w
      Teatrze Nowym.
    • Gość: polishAM Re: Przypadek Królikiewicza IP: *.26.73.225.Dial1.Weehawken1.Level3.net 24.05.03, 08:14
      Co wplynelo na ten nagly zwrot Gazety Wyborczej. Oczywiscie zdecydowane
      postawienie sprawy przez prez. Kropiwnickiego i ostatnie problemy w image samej
      Agory. Bo ten artykul to tylko proba ratowania wlasnej twarzy.
      www.trybuna.com.pl?200305/d.htm?id=1717
      • Gość: polishAM Poprawka linku. IP: *.26.73.225.Dial1.Weehawken1.Level3.net 24.05.03, 08:25
        www.trybuna.com.pl/200305/d.htm?id=1717
      • Gość: green Re: Przypadek Królikiewicza IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.06.03, 00:25
        Gość portalu: polishAM napisał(a):

        > Co wplynelo na ten nagly zwrot Gazety Wyborczej. Oczywiscie zdecydowane
        > postawienie sprawy przez prez. Kropiwnickiego i ostatnie problemy w image samej
        >
        > Agory. Bo ten artykul to tylko proba ratowania wlasnej twarzy.

        to prawda, popieram 100%. fatalna jest wyborcza ostatnio i
        zaufanie do gazety po manipulacjach pamieciowo-aferowych z
        dodatkiem przemilczen przez pol roku popsuly image
        okrutnie. kto ufa opiniom wyborczej ten glupi. nawet
        cieciu sie zatanowi dwa razy i zapewne bedzie pamietac, ze
        wyborcza manipuluje informacjami.
        co do dzialu kultury to jest chyba najgorzej.
        redaktorom i redaktorkom cos sie w glowkach pomieszalo.
        czy ktos ich pilnuje, bo oni sami juz sie nie kontroluja.
        fatalne, zle trafione opinie, lansowanie badziewia, ataki
        na prawdziwych radykalow artystycznych. itd itd.
        koltun panie, koltun redakcji kultury jest powalajacy.
    • Gość: Serb Adolf Re: Przypadek Królikiewicza IP: *.brzeziny.sdi.tpnet.pl 15.06.03, 00:54
      jeżeli ten Królikiewicz jest taki genialny to czemu wcześniej
      nigdy o nim nie słyszałem?
      • Gość: polishAM Re: Przypadek Królikiewicza IP: *.24.153.209.Dial1.Weehawken1.Level3.net 20.06.03, 15:10
        Ponieważ nie ma on zwyczaju stosować samoreklamy i narcyzmu. Po to musisz się
        zwrócić do niespełnionego "talentu" jakim jest niejaki Penderecki słynny tam
        głuchoniemy rzeźbiarz czy plastyk często reprezentowany w TVP.
      • kustosz.m Re: Przypadek Królikiewicza 24.06.03, 14:53
        > jeżeli ten Królikiewicz jest taki genialny to czemu wcześniej
        > nigdy o nim nie słyszałem?

        bo patrzenie i sluchanie to jednak wysilek.
        trzeba sobie zadac troche trudu.

        (chociaz tv probuje utrzymywac co innego)

        pozdrawiam
      • Gość: heartbreaker Re: Przypadek Królikiewicza IP: *.toya.net.pl 01.07.03, 08:57
        Gość portalu: Serb Adolf napisał(a):

        ) jeżeli ten Królikiewicz jest taki genialny to czemu wcześniej
        ) nigdy o nim nie słyszałem?

        Krzysztof Wojciechowski Mówi się w Polsce

        BĘDĘ MÓWIŁ WRESZCIE PRAWDĘ 2003-05-24



        Glossa do tekstu Romana Pawłowskiego p.t. "Przypadek Królikiewicza" -
        Uwaga! Tekst niepoprawny politycznie - nie liczę na publikację na
        łamach „Wyborczej”

        Z radością i co tu ukrywać zdziwieniem przeczytałem pierwszy, w miarę
        obiektywny tekst w „Gazecie Wyborczej”, będący próbą opisu sytuacji w Teatrze
        Nowym w Łodzi, a właściwie życiorysem twórczym mego przyjaciela i kolegi po
        fachu Grzegorza Królikiewicza.

        To bardzo ważny tekst, bowiem jest także próbą wyjaśnienia niezwykle, jak
        się za chwilę okaże, skomplikowanej sytuacji części twórców polskiego kina, do
        których był Pan łaskaw zaliczyć także mnie, obok Krzysztofa Kieślowskiego i
        właśnie Grzegorza Królikiewicza. Pochlebia mi to ale jednocześnie nie mogę się
        powstrzymać od koniecznych moim zdaniem uzupełnień. Uzupełnienia te są
        konieczne, albowiem tylko pełna prawda nas może wyzwolić od uprzedzeń jakie
        żywimy wobec siebie od lat. Mam na myśli różnice w pojmowaniu naszej tradycji a
        także w dostępie do informacji. A zatem, wydaje się, iż jedynie z powodu wieku,
        nie został Pan poinformowany o pewnych faktach.

        Oto fragmenty pańskiego tekstu, które dowodzą tego niezbicie: „Jako artysta
        Królikiewicz bardzo szybko został sam. Startował z całym pokoleniem
        dokumentalistów, wśród których byli m. in. Krzysztof Kieślowski i Krzysztof
        Wojciechowski. Łączyły ich podobne tematy” - tak pisze Pan w połowie swego
        tekstu. TU konieczne jest pierwsze, bardzo istotne uzupełnienie.

        Byliśmy razem z Kieślowskim najbliższymi przyjaciółmi w Filmówce do marca
        1968 roku. Od marca, o którym za chwilę, pozostaliśmy przyjaciółmi do dziś. Ale
        tylko ja z Królikiewiczem. On pomógł mi w montażu filmu „Wyszedł w jasny,
        pogodny dzień”, który, o czym Pan nie wie, zdobył pierwszą nagrodę na festiwalu
        w Oberhausen w 1974 roku. Ja z kolei pomagałem Królikiewiczowi jako drugi
        reżyser w realizacji drugiego planu filmu „Na wylot”. Film ten reprezentował
        Polskę na dniach krytyki w Cannes. Potem zrealizowaliśmy wspólnie „Komunę
        Paryską” i „Tajną historię Mongołów” dla Teatru TV. Byliśmy razem w Zespole
        Kazimierza Kutza „Silesia”, a po tym jak nas wyrzucił, a Wajda nie dostrzegał,
        poszliśmy do Zespołu „Profil” Bohdana Poręby. Pragnę przypomnieć, iż
        w „Profilu”, obok nas byli tak wybitni twórcy jak Witold Leszczyński, Leszek
        Wosiewicz, Lech Majewski, Zbigniew Chmielewski, Zbigniew Kuźmiński, Stanisław
        Brejdygant, Ryszard Czekała, Bohdan Dziworski.

        Dziwnym trafem, nikomu z wyżej wymienionych, nigdy „Gazeta Wyborcza” i
        część środowiska nie wymawiała bytności w „Profilu”, a nam wymawiała i wymawia
        do dziś. Ale tu także kładę to na karb pańskiej młodości.

        A teraz o tym, dlaczego znaleźliśmy się w „Profilu”. Wróćmy więc znów do
        marca 68. Oczywiście nie może Pan wiedzieć kto i jak się wówczas w Filmówce
        zachowywał. Bo po pierwsze chyba chodził Pan wówczas do podstawówki, a potem
        skrzętnie przed Panem i opinią publiczną, ukrywano to, co działo się w marcu 68
        roku w Filmówce. A fakty są takie: Grzegorz Królikiewicz, Krzysztof Kieślowski,
        Michał Dudziewicz, Józef Lewartowski i Krzysztof Wojciechowski, tworzą komitet
        protestacyjny i organizują kilka wieców w PWSTiF protestując wobec haniebnych
        praktyk ówczesnych władz wobec naszych wybitnych i naprawdę ukochanych wówczas
        i pamiętanych do dziś profesorów - Jerzego Toeplitza, Jerzego Bossaka i
        Stanisława Wohla.

        W czasie drugiego wiecu, w sali kinowej Filmówki prosimy Józka
        Lewartowskiego, aby wystąpił z komitetu, ze względu na jego żydowskie
        pochodzenie, obawiając się iż może zostać, poddany dodatkowym represjom, które
        dotknęły wówczas wielu Polaków żydowskiego pochodzenia. Do dziś wspominam
        Józka, jako odważnego chłopaka. Wyjechał potem do Francji.

        Następnym punktem, był mój projekt strajku okupacyjnego. Wówczas Kieślowski
        zaproponował, że pojedzie na Uniwersytet Łódzki i na Politechnikę aby
        dowiedzieć się czy oni będą strajkować. Zgodziliśmy się. Kiedy po jakimś czasie
        wrócił, był blady i przerażony. Powiedział, że my nie możemy strajkować, bo
        jesteśmy zbyt małą uczelnią i za dużo u nas profesorów i studentów żydowskiego
        pochodzenia i że w związku z tym jest przeciw strajkowi. Wtedy ja, powiedziałem
        do sali - głosujmy, kto jest za strajkiem, kto jest przeciw? Ale pamiętajcie -
        jeżeli nie przegłosujecie strajku, to zachowacie się jak prostytutki. A
        Królikiewicz dodał - Krzysiu! (Do Kieślowskiego) - Weź trochę witamin, wyjdź na
        powietrze i nie s... w portki ze strachu przed ubekami. Ja niektórych z nich
        znam, bo część z nich była ze mną na Wydziale Prawa Uniwersytetu Łódzkiego i mi
        kablują na swoich kolegów i mówią, że oni też się boją i mówią jeszcze, że
        Wojtek Leszczyc, mimo że Żyd, jest kapusiem i że Rebzda i jeden student z Iranu
        i kilku Bułgarów to też kapusie.

        - Ale nie musicie nas obrażać - jęknął wówczas jeden z Wydziału
        Aktorskiego.

        - Więc głosujemy - krzyknąłem. I niestety, tchórze z Kieślowskim na czele
        nas wówczas przegłosowali. Strajku nie było. Wesołe, co? Pada kolejny mit o
        czystości moralnej i odwadze wielkiego twórcy? I co dalej robi, ten wielki
        twórca, nasz dawny przyjaciel. A no obrabia d... mnie i Królikiewiczowi do
        końca swoich dni.

        W tradycji katolickiej, polskiej, nie powinno się mówić źle o zmarłych. Ale
        ja w tym względzie będę heretykiem. Będę mówił wreszcie prawdę. A prawda jest
        okrutna. Dla mnie i dla Królikiewicza także. Tylko z innych powodów. Oto one: -
        A wiecie, dlaczego nigdy nie zrobicie kariery w filmie?

        Zapytał nas nagle, spotykając któregoś dnia w SPATiFie Bohdan Poręba.

        - Co ty Bodziu p........? - Odpowiedzieliśmy niemalże chórem wraz z
        Królikiewiczem.

        - A no dlatego, żeście goje. Ja, kiedy jeszcze nie zrobiłem „Lunatyków”,
        zostałem zapytany na jednym z bali w Filmówce przez Kubę Morgensterna - I co ty
        goju, tu między nami robisz?

        - Bodziu! - Odczep się dorzucił delikatnie Królikiewicz.

        - Idziemy do „Silesii”, do Kutza, dodałem aby się od nas odczepił.

        - Czekajcie! - Zaryczał tubalnie Poręba.

        - Jeszcze popamiętacie moje słowa.

        I popamiętaliśmy. Mimo sukcesu „Na wylot”, mimo gratulacji z powodu mojej
        nagrody w Oberhausen (mam do dziś depeszę Kutza z gratulacjami), Kazimierz Kutz
        wyrzucił nas z zespołu „Silesia”. Zaś Andrzej Wajda, był wówczas PRZECIWNY
        DEBIUTOM. Powiedział to wyraźnie na jednym z zebrań w „Ścieku” - dawnej
        siedzibie Stowarzyszenia Filmowców Polskich.

        Kiedy starając się o jego względy pokazałem mu mój debiut dokumentalny, o
        którym już wyżej wspominałem, pan Andrzej nazwał go filmikiem i odjechał z
        piskiem opon sportowym BMW z placyku przed starym budynkiem WFD. I oto ten sam
        Andrzej Wajda, pisze w rok potem dwa miłosne listy zapraszając mnie do
        Zespołu „X”. Ale tylko dlatego, żeby odciągnąć mnie wówczas od Passendorfera i
        Poręby, którzy pomogli mi zadebiutować w Zespole „Panorama”, a potem Poręba dał
        mnie i kilkunastu innym reżyserom, szanse na pracę, szanse na tworzenie filmów.
        Dzięki niemu zaistnieliśmy. Wprawdzie na krótko, ale jednak. A Kieślowski dalej
        nam d... obrabiał. Niestety. Teraz rozumiem, że mechanizm tego obrabiania był
        prosty.

        Oto stchórzył w marcu 68 roku, a myśmy nie stchórzyli. Robiliśmy filmy i
        dostawaliśmy nagrody, także na międzynarodowych festiwalach, kiedy Kieślowski
        dopiero męczył się z „Blizną”. A „listy miłosne”
        • Gość: heartbreaker Glossa do tekstu Romana Pawłowskiego IP: *.toya.net.pl 01.07.03, 08:59
          www.abcnet.com.pl/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka