Dodaj do ulubionych

granice Sztuki....

14.01.02, 08:28
...sa? Właśnie jakiś czas temu zastanawiałam się na tzw. granicą sztuki, czy gdyby zamach na WTC
był akcja jakiegoś performera, a nie Bin Ladena to zostałoby to inaczej oceniony? Aż tu nagle
zobaczyłam projekty tzw. Arkadiusa (dla niewtajemniczonych powiem ze dotyczyły one jego "kolekcji
katolickiej" - ucierniowany autoportret na koszulce, Matka Boska na sukni itp.) zrobiło mi się co
najmniej nieswojo.....to prowokacja, czy profanacja? "artysta" mówił iż tak to czuł, ..... A mnie się
zawsze wydawało iż człowiek to istota rozumna i potrafi zapanować nad własnymi "myślami i
czynami". Czy sztuka jest tylko przykrywką głupoty i ignorancji?
Obserwuj wątek
    • ja_zadra Re: granice Sztuki.... 14.01.02, 17:04
      Czy projektant ubran, czyli krawiec jest artysta? wydaje mi sie, ze nie bardzo... Arkadius nie jest wcale
      pierwszym krawcem, ktory wykozystal motywy religijne w swoich projektach... byly juz pare lat temu ale
      nikt o nich nie slyszal bo autorami byli utytuowani krawcy z Paryza, Londynu czy Mediolanu. Trzeba
      bylo dopiero Polaka i kolorowego magazynu by "problem" zaistnial. Jak dla mnie slaba imitacja i
      wsteczne pomysly i naprawde nie ma sie nad czym rozwodzic...
      Pozdr.
      • jochu Re: granice Sztuki.... 15.01.02, 08:30
        Nie wiem czy wiesz, ale na ASP w Łodzi jest taki kierunek jak projektowanie ubrań, kształci ona tez
        grafików(warsztatowych), wiec chyba nie ulega wątpliwości, że to zawód twórczy, wiec ze sztuką
        ma wiele wspólnego, cóż obecnie nawet byle jaki piosenkarz jest artystą. Myślę ze jest się
        nad czym rozwodzić(jeśli oczywiście interesujesz się sztuką, jeśli nie to faktycznie nie ma sensu).
        ja_zadra napisał(a):

        > Czy projektant ubran, czyli krawiec jest artysta? wydaje mi sie, ze nie bardzo.
        > .. Arkadius nie jest wcale
        > pierwszym krawcem, ktory wykozystal motywy religijne w swoich projektach... byl
        > y juz pare lat temu ale
        > nikt o nich nie slyszal bo autorami byli utytuowani krawcy z Paryza, Londynu cz
        > y Mediolanu. Trzeba
        > bylo dopiero Polaka i kolorowego magazynu by "problem" zaistnial. Jak dla mnie
        > slaba imitacja i
        > wsteczne pomysly i naprawde nie ma sie nad czym rozwodzic...
        > Pozdr.

        • ja_zadra Re: granice Sztuki.... 15.01.02, 16:50
          Wydzialy projektowe zostaly przylaczone do Akademii chyba w 19 wieku, siegne do notatek i moge
          uscislic, ale nie wazne daty, sami projektanci nazywaja sie przeciez dizajnerami, wytwazaja
          przedmioty uzytkowe a sztuka no coz wchodze na bagienny teren definicji, ktore nigdy nie beda
          ustalone...Dla mnie Arkadius nie jest zadnym artysta, jest krawcem z wyobraznia i sprytem do
          podpatrywania i przetwarzania. Jego barokowo wykonczone projekty moga trafic do jakis kolekcji albo
          muzeum ale jakos nie widze ich na ulicy z powodu i znowu wraca definicja-praktycznych. Tzw wysokie
          krawiectwo wytwazajace jednostkowe, teatralne suknie i kreacje wydaje mi sie jakims
          bezsensownym, nadmuchanym balonem pychy ich tworcow bujajacym sie na krotkim sznurku
          niemozliwosci. Nie da sie w tym chodzic, sluzy tylko do ogladania i to sa argumenty majace
          usytuowac takie krawiectwo jako sztuke. A ja w takich chwilach mam jedno pytanie- jaka jest
          pierwotna i podstawowa funkcja ubioru? FUNKCJONALNOSC i moze jestem staroswiecka bo to
          przeciez czysty modernizm ale ubranie ma i tak tak "gruba" warstwe znaczen kulturowuch, ze
          udziwnianie jego formy idace w kierunku wlasnie znaczenia a nie funcji wydaje mi sie slepa uliczka.
          Uff nie wiem czy to czytelne ale moze chcialam swoja wypowiedz jakos upodobnic do krawiectwa
          Arkadiusa...:)
          • jochu Re: granice Sztuki.... 17.01.02, 08:13
            >ja_zadra napisał(a):
            >Wydzialy projektowe zostaly przylaczone do Akademii chyba w 19 wieku, siegne do notatek i moge
            >uscislic, ale nie wazne daty,

            faktycznie nie są ważne daty, ale zostały przyłaczone, czyli są pewnego rodzaju dziedziną sztuki

            >sami projektanci nazywaja sie przeciez dizajnerami, wytwazaja
            >przedmioty uzytkowe a sztuka no coz wchodze na bagienny teren definicji, ktore nigdy nie beda
            >ustalone...

            istnieje takie pojęcie jak sztuka użytkowa......

            >Dla mnie Arkadius nie jest zadnym artysta, jest krawcem z wyobraznia i sprytem do
            >podpatrywania i przetwarzania. Jego barokowo wykonczone projekty moga trafic do jakis kolekcji
            albo
            >muzeum

            jeśli mogą trafic do muzeum.....to chyba zaprzeczasz sama sobie, co według Ciebie mieści
            muzeum???

            >ale jakos nie widze ich na ulicy z powodu i znowu wraca definicja-praktycznych. Tzw wysokie
            >krawiectwo wytwazajace jednostkowe, teatralne suknie i kreacje wydaje mi sie jakims
            >bezsensownym, nadmuchanym balonem pychy ich tworcow bujajacym sie na krotkim sznurku
            >niemozliwosci. Nie da sie w tym chodzic, sluzy tylko do ogladania i to sa argumenty majace
            >usytuowac takie krawiectwo jako sztuke. A ja w takich chwilach mam jedno pytanie- jaka jest
            >pierwotna i podstawowa funkcja ubioru? FUNKCJONALNOSC i moze jestem staroswiecka bo to
            >przeciez czysty modernizm ale ubranie ma i tak tak "gruba" warstwe znaczen kulturowuch, ze
            >udziwnianie jego formy idace w kierunku wlasnie znaczenia a nie funcji wydaje mi sie slepa uliczka.
            >Uff nie wiem czy to czytelne ale moze chcialam swoja wypowiedz jakos upodobnic do krawiectwa
            >Arkadiusa...:)

            jeśli interesujesz się "dziedziną sztuki" to zapewne wiesz, ze w rożnych jej etapach zmieniały się
            definicje sztuki i jej funkcje, jak i definicje artysty. Moim zdaniem cos takiego jak moda ma wymiar
            artystyczny, i nawet (co prawda z wielkim niesmakiem) zmuszona jestem uznać takiego Arkadiusa za
            swego rodzaju artystę, choć faktycznie nie przepadam za jego "projektami" - mam wszak do tego
            prawo. Mnie interesował bardziej problem "granic sztuki" czy pewnych rzeczy powinno się zabronić?
            Zauważyłam ze jedyną obecnie i formą zaistnienia jest prowokacja, świadoma prowokacja, czy tak
            być powinno? Czy ludzie już tak mają wypłukane mózgi, ze aby do mich dotrzeć trzeba uciekać się do
            tak drastycznych środków? Coraz rzadziej mówimy o rzeczach pięknych, a coraz częściej o "szokująco
            idiotycznych" i ja (to przyznaje) tez wciągnęłam się w ta machinę. A najbardziej mnie drażni, że Sztuka
            właśnie przez takich ...... staje się niezrozumiała i spychana na margines a artyści wpychani do
            jednego worka.
            • Gość: Sol Re: granice Sztuki....-do jochu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.01.02, 18:29
              jochu napisał(a):


              > Zauważyłam ze jedyną obecnie i formą zaistnienia jest prowokacja, świadoma prow
              > okacja, czy tak
              > być powinno? Czy ludzie już tak mają wypłukane mózgi, ze aby do mich dotrzeć tr
              > zeba uciekać się do
              > tak drastycznych środków? Coraz rzadziej mówimy o rzeczach pięknych, a coraz cz
              > ęściej o "szokująco
              > idiotycznych" i ja (to przyznaje) tez wciągnęłam się w ta machinę. A najbardzie
              > j mnie drażni, że Sztuka
              > właśnie przez takich ...... staje się niezrozumiała i spychana na margines a ar
              > tyści wpychani do
              > jednego worka.

              Pamietaj, ze prowokacja w sztuce to caly XX wiek. Wszysktkie -izmy to prowokacje
              i performance. Moze nie ma juz nic nowego do powiedzenia? A moze masz racje, moze
              ludzie sa coraz mniej otwarci i coraz bardziej brak im elastycznego myslenia?
              Ciagla pogon, papka w mediach - zobacz jak niewielu osobom sie jeszcze chce
              pogrążać sie w artystycznej otchlani... Sztuka (lub "sztuka") zatacza coraz
              szersze kręgi, coraz więcej tworow rak ludzkich jestesmy sklonni do niej
              zaliczac. inna sprawa, ze o sztuce nowoczesnej malo kto potrafi pisac. Czy
              dlatego ze nie niesie ze soba zadnych znaczen czy dlatego ze jest tak zawila?
              Czyzbysmy nie byli w stanie stworzyc nic nowego? Czy tylko potrafimy kompilowac i
              robic "covery"? Czy liczenie Opałki jest Sztuka? Czy sciany wyklejone madrymi
              myslami Jenny Holzer to Sztuka? I pamietaj, ze wciaz wsrod laikow synonimem
              arcydzieła jest pełne zachwytu stwierdzenie "popatrzcie......jak żywe!".
    • Gość: kubu Re: granice Sztuki.... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.01.02, 14:50
      a czy naprawde takie cos obraza Twoje uczucia?
      jesli tak to gratuluje zaslepienia religijnego
      sugerowane rozwiazanie: WOJNA RELIGIJNA
      ;-)))

      pozdrawiam
      • Gość: Sasza Re: granice Sztuki.... IP: *.tvsat364.lodz.pl 20.01.02, 04:34
        Sztuka nie zna granic. Tu nie ma zasad, które ograniczają artystę tak , jak
        wykonawcę przy budowie np. domu, czy samochodu. I dlatego większość
        ludzi "stara" się nie rozumiec sztuki współczesnej, czy nie znajdywać dla niej
        subiektywnych wyjaśnień. Sztuka to Kossak, Matejko i zegary na tle skórzanych
        kwiatów. Reszty nie rozumiemy więc nie tolerujemy.
        • jochu Re: granice Sztuki.... 21.01.02, 11:36
          >Sztuka nie zna granic. Tu nie ma zasad, które ograniczają artystę tak , jak
          >wykonawcę przy budowie np. domu, czy samochodu. I dlatego większość
          >ludzi "stara" się nie rozumiec sztuki współczesnej, czy nie znajdywać dla niej
          >subiektywnych wyjaśnień. Sztuka to Kossak, Matejko i zegary na tle skórzanych
          >kwiatów. Reszty nie rozumiemy więc nie tolerujemy.
          Czyli Twoim zdaniem jeśli atak na WTC byłby happeningiem
          to wszystko byłoby OK? Bo skoro sztuka nie zna granic,
          to w myśl tej zasady wszystko jest dozwolone?
      • jochu Re: granice Sztuki.... 21.01.02, 11:26
        Gość portalu: kubu napisał(a):
        > a czy naprawde takie cos obraza Twoje uczucia?

        Nie jest miłe i to wszystko, ale z pewnością wielu innych obraża i potrafię ich zrozumieć

        > jesli tak to gratuluje zaslepienia religijnego
        > sugerowane rozwiazanie: WOJNA RELIGIJNA
        > ;-)))
        >
        > pozdrawiam

        Ale chyba niezbyt zrozumiałeś sens tego wątku,
        nie chodzi o moje odczucia na poczynania Arkadiusa
        tylko "granice sztuki"....
        Czy są, czy być powinny?
        • jorgus Re: granice Sztuki.... 21.01.02, 20:58
          Spotkałem w życiu wielu artystów, niektórzy z nich byli naprawdę wybitni.
          Podpatrywałem ich,uczyłem się niejako patrzeć na świat, a więc i na sztukę,
          zwłaszcza teatru, ich oczami. Zauważyłem, że wielu z nich używało zwykłego,
          prostego słowa "ładne" kiedy obcowali z jakimś poruszającym wyobraźnię, dziełem
          sztuki. I myślę, że to może być wyróżnik i granica dzieła sztuki. Kiedy widzę
          atak na WTC przychodzi mi do głowy inne słowo- "Przerażające"
          • Gość: ładne, Re: IP: 12.96.204.* 23.01.02, 01:46
            jorgus napisał(a):

            > Spotkałem w życiu wielu artystów, niektórzy z nich byli naprawdę wybitni.
            > Podpatrywałem ich,uczyłem się niejako patrzeć na świat, a więc i na sztukę,
            > zwłaszcza teatru, ich oczami. Zauważyłem, że wielu z nich używało zwykłego,
            > prostego słowa "" kiedy obcowali z jakimś poruszającym wyobraźnię, dziełem
            >
            > sztuki. I myślę, że to może być wyróżnik i granica dzieła sztuki. Kiedy widzę
            >
            > atak na WTC przychodzi mi do głowy inne słowo- "Przerażające"

        • Gość: kubu Re: granice Sztuki.... IP: 193.0.74.* 22.01.02, 12:49
          nie powinno byc granic w sztuce
          ale tez artysta powinien miec jakas wewnetrzna autocenzure
          moze zadam za duzo, ale artysci maja pretensje do bycia tzw elita

          ja rozumiem ze nie mozna zadac, aby wszyscy robili to samo, bo to by bylo
          banalne rzemieslnictwo
          artysta powinien szukac nowych rozwiazan
          ale wlasnie z uwzglednienem pewnych barier
          nie chodzi mi o jakies tematy tabu
          tych nie powinno byc

          ale marylin manson zabijajacy kurczaka na scenie nie jest dla mnie artysta
          kozyra krecaca film w lazni artystka dla mnie jest

          eeeeeeeeee
          chyba sie zakrecilem w moim wywodzie
          jak przemysle to wroce
    • Gość: zdzisio Re: granice Sztuki.... IP: 192.168.100.* 22.01.02, 13:13
      Granice sztuki. No oczywiście, że są. Bo jak się podchodzi do takiej Sztuki to
      trzeba uważac by tych granic nie przekroczyć, bo mozna dostac w gębę.
    • Gość: Maciek Re: granice Sztuki.... IP: *.bj.uj.edu.pl 23.01.02, 08:58
      Uważam, że nie istnieje żaden artyesta na świecie, który mógłby w ramach
      jakiegoś artystycznego przedsięwzięcia wymordować tyle osób <WTC>. Jeszcze nikt
      do tego się nie posunął i myślę, że się nie posunie. Oznaczałoby to kres naszej
      kultury. Jeśli chodzi zaś o "powstrzymywanie swoich myśli", to przecież nie
      żyjemy w "1984" <na razie ;)> i każdy ma prawo do swobodnego wyrażania swoich
      poglądów - taka jest cena demokracji. Nie sądzę, jednak aby sztuka była
      pretekstem do obelg, po prostu <czasami dość radykalnie> pragnie nam uzmysłowić
      pewne sprawy i zmusić do refleksji, a to jak to odbierzemy <czy nas to oburzy>
      zależy wyłącznie od naszego poziomu intelektualnego.
    • taxi Re: granice Sztuki.... 14.02.02, 19:09
      Przecież to prawdziwa sztuka zaplanować i zrealizować taki atak na WTC.
    • taxi Re: granice Sztuki.... 14.02.02, 19:11
      A zakładanie istnienia granic w sztuce to tak, jakbyśmy zakładali że będziemy
      uprawiać skok w dal, jednak pod warunkiem że nie skoczymy dalej niż 4m...
    • ydorius Re: granice Sztuki.... 14.02.02, 20:25

      Artysta ma takie same granice, jak każdy człowiek. Dopóki nie wchodzi w zatarg
      z prawem - wolno mu. Nie wiem, czy znalazłby się prawnik, który broniłby
      Milosevicia twierdząc, że był to tylko "happening".
      Świętej pamięci Beksiński Tomasz nosił koszulkę z Adolfem Hitlerem i
      popisem: "Adolf Hitler European Tour 1939-1944". Moim zdaniem to jest coś,
      wymyśleć taką koszulkę (choć jestem zdecydowanym przeciwnikiem fanatyzmu w
      każdej postaci). Ale cóż - wolno mu było. Oczywiście, na upartego można
      udowodnić każdemu artyście przekroczenie norm prawnych, lecz nie bardziej niż
      komukolwiek z nas.

      Co z tego wynika? Tylko tyle, że sztukę można uprawiać tak, by nie przekraczać
      kodeksów karnych. A co nie jest zakazane - jest dozwolone.

      pozdrawiam,
      .y.
      • Gość: jorgus Po co jest sztuka? IP: *.acn.waw.pl 14.02.02, 22:08
        Norwid stwierdził, że "piękno na to jest, żeby zachwycało do pracy, praca, by
        się zmartwychwstało" Powiązywał w ten sposób twórczość artystyczną z pracą,
        twórczość jest według niego rodzajem pracy, którą wykonują ludzie w jakimś
        celu. Celem tym jest miłość. "Kształtem miłości piękno jest..." A jaki jest cel
        umieszczenia na koszulce Hitlera, poza zademonstrowaniem swojej tzw. wolności
        , poza próbą drwienia, wręcz szydzenia ze spraw i ludzi.
        ( tu dygresja: słowo wolność w języku rosyjskim znaczy rozwolnienie, sraczka.
        Nic dziwnego więc, że np. Piłsudski w swoich wystąpieniach unikał go jak
        ognia. Nie przechodziło mu wręcz przez usta. Zamiast tego używał słowa swoboda,
        które znaczy to samo we wszystkich językach słowiańskich. Moim zdaniem
        niektórzy współcześni artyści słowa wolność w znaczeniu, które tak drażniło
        Piłsudskiego)
        Gdzie tu miejsce na miłosć. Jeżeli wogóle to chyba tylko do samego siebie I
        taka bywa sztuka współczesna - wsobna, onanistyczna wręcz. Stopień skupienia
        artystów na własnym ego, które pojawiło się w historii sztuki, a nie jest
        jego nieodzowną cechą (do czasów średniowiecznych sztuka jest niemal w całości
        anonimowa) jest wręcz komiczny. Potrafią zachwycać się nawet własnymi
        ekskrementami.
        Definicja Norwida jest może staroświecka, ale ostro sprawia sprawę i być może
        jest dobrą odpowiedzią na pytanie o granice sztuki.
        Pozdrawiam i namawiam do zdrowego rozsądku w ocenianiu sztuki. Nie bójcie się
        oceniać, nie sądźcie, że nie macie prawa, że nie znacie się. Każdy odbiorca
        sztuki zna się i każdy ma prawo. Pozdrawiam.
        • ydorius Re: Po co jest sztuka? 15.02.02, 01:15
          Gość portalu: jorgus napisał(a):

          > Norwid stwierdził, że "piękno na to jest, żeby zachwycało do pracy, praca, by
          >
          > się zmartwychwstało" Powiązywał w ten sposób twórczość artystyczną z pracą,
          > twórczość jest według niego rodzajem pracy, którą wykonują ludzie w jakimś
          > celu. Celem tym jest miłość. "Kształtem miłości piękno jest..."

          Trudno się dziwić definicji Norwida. Chronologicznie przynależny Romantyzmowi,
          mentalnie Młodej Polsce daje takie definicje, które mieszczą się w schematach
          obu tych epok. Mówienie o "absolutach" w czasach wiary w niepoznane jest łatwe.
          Idee wychodzą na powierzchnię, wystarczy tylko je dojrzeć i zapisać na kartach.
          To jednak tylko jedna strona medalu. Czasy, które wierzyły w rozum (kosztem
          czucia sercem) pozostawiły po sobie twarde, rzeczowe definicje piękna - oddające
          jak najlepiej potrafiły rzeczywistość-która-jest. Baudelaire wyróżnił brzydotę
          jako osobną od piękna wartość artystyczną. Sztuka w rozumieniu pozytywistów była
          odzwierciedleniem rzeczywistości, która nigdy nie była piękna.

          A jaki jest cel
          >
          > umieszczenia na koszulce Hitlera, poza zademonstrowaniem swojej tzw. wolności
          > , poza próbą drwienia, wręcz szydzenia ze spraw i ludzi.

          Jest to złamanie schematów, wyjście poza świat, który jest "dozwolony" i
          przyjrzenie mu się z perspektywy. Dopóki nie ktoś wyrwie się poza schemat, w
          zasadzie nie wiadomo, gdzie ów schemat jest. Cały "postęp" w sztuce (o ile
          oczywiście ów postęp istnieje) związany był z łamaniem reguł, a nie z ich
          stosowaniem. Również Norwid wykroczył poza swoją epokę: dlatego w Romantyzmie
          niedoceniony "znalazł się" dopiero w Młodej Polsce...

          > ( tu dygresja: słowo wolność w języku rosyjskim znaczy rozwolnienie, sraczka.
          > Nic dziwnego więc, że np. Piłsudski w swoich wystąpieniach unikał go jak
          > ognia. Nie przechodziło mu wręcz przez usta. Zamiast tego używał słowa swoboda,
          >
          > które znaczy to samo we wszystkich językach słowiańskich. Moim zdaniem
          > niektórzy współcześni artyści słowa wolność w znaczeniu, które tak drażniło
          > Piłsudskiego)

          Dygresja niepotrzebna.
          To, ze są artyści, którzy rzeczywiście dostają sraczki, by tylko zaszokować, nie
          powinno rzutować na całą współczesną sztukę. Winiłbym raczej dziennikarzy,
          którzy każde, nomen omen, gówno, muszą omówić i przybliżyć potencjalnej
          publiczności. Bez tego mielibyśmy artystów, na których wystawy się chodzi, gdyż
          wierzy się w to, że mają coś do przekazania - a nie na te wystawy, na których
          ktoś pusto-szokuje.
          Wolność wypowiedzi jest podstawą wolnego społeczeństwa. Każdy artysta (załóżmy :-
          )) jest człowiekiem, więc przysługują mu takie prawa jak wszystkim innym. Jeżeli
          artysta robi coś, co znajduje poklask publiczności, to nawet jeżeli jest to
          puste, nie powinno mu się tego zakazywać. O ile nie narusza norm prawnych.
          Przykładem niech będzie muzyka - jest mnóstwo pseudoartystów, którzy tworzą
          muzyczne wydmuszki; w ich muzyce nic nie ma. Czy mamy tego zakazać? A po co? A
          jak performer robi kupę na scenie, a później coś z nią robi (nie wnikajmy w
          szczegóły) i znajduje na to widzów - czemu nie? Ja wiem, ze mnie to raczej nie
          zainteresuje (choćby wyrzeźbił później z tego gówna nawet wierną kopię Statui
          Wolności) - i nie pójdę dać mu swoich pieniędzy. Proste.

          > Gdzie tu miejsce na miłosć. Jeżeli wogóle to chyba tylko do samego siebie I
          > taka bywa sztuka współczesna - wsobna, onanistyczna wręcz. Stopień skupienia
          > artystów na własnym ego, które pojawiło się w historii sztuki, a nie jest
          > jego nieodzowną cechą (do czasów średniowiecznych sztuka jest niemal w całości
          > anonimowa) jest wręcz komiczny.

          A to jest równiez znak czasu. O czym możesz powiedzieć, że na pewno istnieje,
          poza tobą samym? Już Berkeley to stwierdził bardzo dawno temu, zaś liberalizm to
          ugruntował. Jesteś Ty (który być może chcesz coś przekazać) i cała reszta
          (która, być może, dzięki prawom wolnego rynku, zechce to coś kupić). Egoizm nie
          jest niczym złym, o ile nie posuwa się go do zaburzania życia innym. Witkacy też
          był egocentrykiem. Dopóki nikomu nie przeszkadzało, że chodził w piżamie po
          Zakopanym - wolno mu było.

          Potrafią zachwycać się nawet własnymi
          > ekskrementami.
          > Definicja Norwida jest może staroświecka, ale ostro sprawia sprawę i być może
          > jest dobrą odpowiedzią na pytanie o granice sztuki.
          > Pozdrawiam i namawiam do zdrowego rozsądku w ocenianiu sztuki. Nie bójcie się
          > oceniać, nie sądźcie, że nie macie prawa, że nie znacie się. Każdy odbiorca
          > sztuki zna się i każdy ma prawo.

          Oczywiście, nie boję się zupełnie. Widzisz, sam w ostatnich zdaniach dajesz
          prymat jednostkom. Każdy ma swoją wolę sądzenia, więc dlaczego każdy nie miałby
          swojej woli oceniania. Wyboru: "to lubię, a tamtego nie". Przecież de gustibus
          not dispotandum est, prawda? Coś co dla Ciebie nie jest sztuką, dla innych może
          nią być. Dlaczego właśnie Ty miałbyś wyznaczyć jej granice, albo Norwid, albo
          Fryderyk Barbarossa czy też Tertulian? Każdy ma swoją wizję tego, jak powinien
          byc urządzony świat i niech każdy zmienia go na własną rękę. Sięganie po
          definicje "uniwersalne" zawsze kończy się represjami. Tego nas uczy historia.

          Pozdrawiam.

          ja również pozdrawiam,
          .y.
          • Gość: jorgus Re: Po co jest sztuka? IP: *.acn.waw.pl 15.02.02, 16:00
            Ucieszyła mnie tak obszerna i natychmiastowa odpowiedź. Dziękuję. W zasadzie
            nie ma między nami większej róznicy zdań( tak to oceniam) jeżeli chodzi o
            wolność w sztuce. Chciałbym tylko zauważyć, że w ostatnim czasie w Polsce nikt
            nikomu nie zabraniał tworzyć tego co chce, w sposób, który chce.I ja też nie
            mam najmniejszego zamiaru to robić. Te incydenty z szabelką w wykonaniu
            Kmicica, czy Papież pod meteorem o niczym nie swiadczą. Przecież one nie
            bulwersowały ze względów estetycznych, warsztatowych, ale politycznych,
            religijnych, czy obyczajowych. A propos wolnosci. Przecież równie ważna jak
            wolność artysty jest wolnosc widza, bo niby dlaczego ta pierwsza miałaby być
            ważniejsza. (Przypomina mi się taka anegdota teatralna. Po spektaklu do aktora
            grającego główną rolę podchodzi widz i wali go w twarz. Dlaczego? - pyta
            aktor. To przecież pan mnie tak trzymał przez całe przedstawienie za mordę!)
            I widz korzysta z tej wolności nie chodząc do galerii czy na "ambitne"
            polskie produkcje filmowe, nie kupując tzw. dzieł sztuki, czy poprzez swoich
            pzredstawicieli we władzach cofając dotacje na niektóre produkcje.Jestem
            związany z teatrem i tu, trochę inaczej niż w plastyce, czy literaturze dzieło
            sztuki musi być dobrze osadzone we współczesności. Albo się sprawdzi tu i
            teraz, albo nigdy. My, ludzie teatru, jesteśmy szczególnie wyczuleni na
            odbiorcę, wiemy też doskonale, że kontakt z odbiorcą może wzbogacić naszą
            pracę, że dowiadujemy się czegoś więcej o sobie, o tekście, który gramy.
            Plastycy , kompozytorzy, których nie grywają, mają tendencję do obrażania się
            na widza, czy słuchacza, zaczynają teoretyzować i myśleć o sobie Bóg wie co. A
            tymczasem sprawa jest prosta. Jeżeli ktoś pisze dla potomności niech sie nie
            dziwi, że współcześni odsuwają się od jego sztuki.
            Jeżeli chodzi o Norwida, to oczywiście jest on dzieckiem swojego czasu, a
            jego zapoznanie swiadczy o tym, że wykroczył poza swoją epokę. Ale umieszczanie
            go w Młodej Polsce, to chyba przesada. Zwracam również uwagę, że był on
            rówieśnikiem Boudelaira. Tak jaki i Dostojewskiego, czy Turgieniewa. Jeżeli
            chodzi o styl jego poezji bliżej mu chyba do poezji klasycznej niż
            młodopolskich manieryzmów. Był odkryty przez Przesmyckiego i wzbudził zachwyt,
            ale tylko , czy aż, tyle.Pozdrawiam.
            • Gość: ydorius Re: Po co jest sztuka? IP: *.tele2.pl 15.02.02, 21:07

              W zasadzie (a rzadko mi się to zdarza), nie mam o czym napisać. We wszsystkim
              się zgadzam. Może jedynie za wyjątkiem Norwida i Baudelaire’a. Pierwszy, choć
              wykraczał poza Romantyzm, był niewątpliwie romantykiem, drugi, choć rówieśnik
              Norwida był (przynajmniej dla mnie, nie jestem krytykiem literatury)
              pozytywistą. Stąd też przeciwstawienie tych dwóch twórców.

              pozdrawiam (oby więcej osób równie klarownie jak Pan przedstawiało swoje
              poglądy)
              .y.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka