Dodaj do ulubionych

Przekret farmaceutyczny

31.03.04, 02:35
kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1156544&KAT=244
Obserwuj wątek
    • przycinek.usa calosc: 31.03.04, 03:27
      To trzeba wkleic, bo to strona generowana dynamicznie i za pare dni tego tekstu
      nie bedzie. Zreszta ten "przekret" jest smieszny DeLuc. Wedlug mnie to nie jest
      przekret tylko dzialanie rynku. Ograniczyli prowizje do 11% i rynek sie
      dostosowal. Panstwo nie zarobi tych pieniedzy. Panstwo jest zbyt chciwe.
      Zagraniczni kontrahenci wygraja a firmy Polskie beda musialy jakos przelknac te
      11% i czesc z nich zbankrutuje. To sie zreszta dzieje. Mam kolezanke majaca w
      Polsce hurtownie lekow. Ma ona obecnie powazne problemy finansowe.
      To jest wielka paranoja, ze ktos zaglada do kieszeni prywatnym firmom
      farmaceutycznym. Jak Panstwu nie odpowiada cena, to niech sobie wynegocjuje
      nizsza. Caly ten artykul jest tendencyjny. Przeciez WSZYSTKIE duze firmy w
      Polsce unikaja skutecznie placenia podatkow. Mnie to zupelnie nie dziwi.
      To jest kwestia kalkulacji. Jak ci panstwo zakazuja dzialalnosci (a taka forma
      zakazu jest narzucanie odgorne wysokosci marzy) to albo rezygnujesz z
      dzialanosci albo oszukujesz. Winne sa przepisy i glupota fiskusa w tym kraju.

      "Premia za import

      Korporacje farmaceutyczne okradają Polskę?

      Firmy farmaceutyczne, zawyżając na granicy wartość importowanych leków,
      naraziły skarb państwa na ogromne straty - od 5 do 8 miliardów złotych. W
      budżecie dziura, więc państwo im raczej tych miliardów nie odpuści. Twierdzą
      jednak, że niczego od państwa nie wyłudziły, a na świadków niegodziwości, jaka
      ich spotkała, powołują wszystkich świętych.


      MARZANNA STYCHLERZ-KŁUCIŃSKA



      Łebskie głowy prawników główkowały i wymyśliły. Z pożytkiem tak dla firm
      krajowych importujących medykamenty, jak i zachodnich koncernów. Trzeba tu
      podkreślić, że kupującego i sprzedającego wiele łączyło. Kupującym była zwykle
      spółka-córka utworzona w Polsce przez zachodni koncern farmaceutyczny z
      siedzibą w Szwajcarii, Niemczech czy we Francji. Spółka-matka miała zbyt, a
      krajowy importer premie i nagrody od niej. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że
      przeprowadzona ostatnio kontrola w Instytucie Leków i Narodowym Instytucie
      Zdrowia Publicznego - instytucji wydającej świadectwa o dopuszczeniu leków do
      obrotu - wykazała, że na rynek zostało wprowadzonych ponad 200 preparatów
      nielegalnie zarejestrowanych.

      Transakcje na papierze

      W jaki sposób firmy farmaceutyczne zbiły fortuny? Mechanizm był dosyć prosty.
      Koncern zachodni sprzedawał na papierze krajowemu importerowi partię leków za -
      przyjmijmy - 1 mln zł. Importer okazywał fakturę na granicy. Celnicy pobierali
      7-proc. podatek VAT i specyfiki lądowały w kraju (cło na leki z krajów UE
      wynosi zero). Spółka-córka lek sprzedawała dalej, np. hurtowniom, aptekom lub
      szpitalom. Ustawa o cenach zezwala na nałożenie marży w wysokości maksymalnie
      11 proc. Bywało, że importerzy wcale jej nie pobierali, tacy byli hojni.

      Po wykonaniu kilku mało skomplikowanych działań matematycznych wychodzi, że
      importer za pośrednictwo mógł w najlepszym wypadku zarobić 40 tys. zł (tj.
      różnica między zapłaconym podatkiem VAT na granicy a 11-proc. marżą - 110 tys.
      marży minus 70 tys. VAT). Nie uwzględniliśmy tu zwrotu od państwa, jeżeli lek
      znalazłby się na liście refundowanej. Ale faktycznie firma zarobiła co najmniej
      230 tys. zł. Z jednego prostego powodu - zachodni koncern przysyłał krajowemu
      importerowi notę księgową (czyli rewers faktury korygującej pierwotną wartość
      towaru) obniżającą cenę wspomnianej partii leków o 30 proc. - z 1 mln do 700
      tys. zł, czyli zgodnie z notą do kieszeni importera powinno wrócić 300 tys. zł.
      Prawo celne dopuszcza stosowanie korekt faktur w transakcjach międzynarodowych,
      ale wymaga od importera zgłoszenia tego faktu organowi celnemu. Celem właśnie
      zmiany wartości celnej i podatku VAT. Ale spółki-córki tego nie czynią,
      ponieważ im się to zwyczajnie nie opłaca. Musiałyby skorygować fakturę odbiorcy
      towaru, i zwrócić im część pobranych już pieniędzy.

      Na trop nieprawidłowości wpadły organy kontroli skarbowej. Wyrywkowa kontrola
      potwierdziła istnienie procederu. Szef resortu finansów napisał wówczas do
      wszystkich urzędów kontroli skarbowych w Polsce, że firmy farmaceutyczne
      pobrały nienależne im kwoty na szkodę kas chorych, poprzedniczek NFZ. Następnie
      Główny Urząd Ceł uznał, że niektóre spółki z branży, które sprowadzały do
      Polski gotowe leki, stosowały nieuczciwe praktyki (wyżej opisane).

      Poważne zarzuty

      - W wyniku naruszenia przepisów celnych i podatkowych te praktyki spowodowały
      wielomilionowe straty państwa - czytamy w piśmie prezesa GUC. Może to być kwota
      od 5 do 8 mld zł. Zarzuty urzędników dotyczą rabatów (not księgowych) i premii,
      jakie otrzymywały od swoich dostawców firmy. Nie wykazywały one takich upustów
      i gratyfikacji w dokumentach, które były podstawą do ustalania cen leków i kwot
      refundacji farmaceutyków. - Zawyżona wartość pierwotna była wykorzystywana do
      ustalania ceny zbytu dla odbiorców krajowych. Obniżona o rabaty i upusty
      wartość celna wykorzystywana była do rozliczeń z dostawcami zagranicznymi,
      natomiast różnica pozostawała w dyspozycji importera - mówi urzędnik MF
      proszący o anonimowość.



      We wrześniu ub. r. rząd powołał Międzyresortowy zespół ds. kontroli cen na leki
      pochodzące z importu. Zespół potwierdził zasadność działań organów celnych,
      które zakwestionowały deklarowaną na granicy wartość leków. Alarm podniosły
      zachodnie firmy farmaceutyczne, liczne organizacje pozarządowe - m.in.
      Stowarzyszenie Przedstawicieli Firm Farmaceutycznych w Polsce - reprezentujące
      ich interesy, a za nimi sowicie opłaceni prawnicy i eksperci. Organizują
      konferencje prasowe, wysmażają pisma do wszystkich świętych, straszą przyszłymi
      regulacjami Unii Europejskiej.

      Do chóru oponentów przyłączyła się również Polska Konfederacja Pracodawców
      Prywatnych, a nawet przewodniczący Sejmowej Komisji Gospodarki Adam Szejnfeld,
      który miast bronić interesu skarbu państwa, jawnie lobbuje na rzecz firm
      farmaceutycznych, jako że prywatnie pełni funkcję rzecznika przedsiębiorców. Na
      świadka doznawanych niegodziwości firmy farmaceutyczne powołały nawet Romana
      Kluskę, byłego prezesa Optimusa. Ten ostatni nie bardzo wiedząc, w czym rzecz,
      zapytany o komentarz, odparł wymijająco, że "działania urzędników wywarły
      piętno na każdym przedsiębiorstwie".

      Szefowie zachodnich koncernów straszą swych pracowników masowymi zwolnieniami,
      jeśli musieliby zwracać cokolwiek fiskusowi. Pracownicy proszą zaprzyjaźnionych
      posłów, by dla ich dobra, czyli chleba dla rodzin, Sejm odpuścił firmom
      farmaceutycznym i nie żądał pieniędzy. O przypadkach zastraszania pracowników
      wie i słyszała m.in. Urszula Krupy (KP LPR) z sejmowej Komisji Zdrowia. By
      wyjść na swoje, koncerny farmaceutyczne imają się wszystkiego. Ale ostatnio
      poniosły dotkliwą porażkę. Od decyzji celników odwołały się do Naczelnego Sądu
      Administracyjnego.

      - NSA potwierdził te nadużycia w ponad 100 przypadkach. Jest to podstawa do
      przeprowadzenia przez organy podatkowe i organy kontroli celnej postępowań
      zmierzających do ustalenia kwot nienależnych i dodatkowych - uznał zespół
      kontrolujący spółki farmaceutyczne.

      Dodać ducha odważnym

      Pozostaje mieć nadzieję, że ta machina sprawdzająco-kontrolna nabrała już
      takiego rozpędu, że zatrzymać ją będzie bardzo trudno. Nawet przy tak potężnym
      lobby na rzecz koncernów. Nie wolno też zapominać o dziurze w budżecie. Rząd
      również chciałby pochwalić się jakimś sukcesem. Sprawą zajęły się także urzędy
      kontroli skarbowej, które prowadzą kilkadziesiąt kontroli. - Potrwają one do
      końca marca. Ale skoro powstał zespół przy Radzie Ministrów, który zajmuje się
      sprawami refundacji importowanych leków, twierdzenie o bezpodstawności zarzutów
      jest chyba nieuprawnione - kwituje Anna Sobocińska z biura prasowego MF.

      Członkowie zespołu z ramienia ministerstwa twierdzą, że wokół nich zrobiła się
      jakaś dziwna atmosfera. Czują się jak napiętnowani. Każ
      • przycinek.usa dokonczenie 31.03.04, 03:28
        Każdy każdego śledzi. Rozmawia się szeptem, a najlepiej na zewnątrz gmachu
        resortu. Po korytarzach ministerstwa snują się nieznani ludzie. Sprawa jest
        trudna i delikatna. Czy w obronie miejsc pracy pracowników firm
        farmaceutycznych powinniśmy przymknąć oczy na okradanie skarbu państwa i
        podatników? Wydaje się, że chyba nie...

        Marzanna Stychlerz-Kłucińska
        • wolo Re: dokonczenie 31.03.04, 21:42
          No a ja mam pewien problem. Z jednej strony rozumiem Twój argument, że urzędowe
          nakładanie marży jest niedobre - ideałem byłby wolny rynek. Tyle, że rynek
          leków nigdy nie jest wolny i firmy farmaceutyczne mają tutaj bardzo złą prasę.
          I chyba zasłużenie, przynajmniej częściowo. Trudno uznać za etyczne zmowy
          cenowe, o których pisała GW (dotyczyło to jakichś specyfików już nie pamiętam
          jakich), artykuł mówi o 200 lekach nielegalnie zarejestrowanych - to świadczy
          nie tylko o korupcji urzędników ale niestety i o tym, że ktoś te łapówki musiał
          dawać. Zupełnie nie do zaakceptowania są natomiast praktyki marketingowe,
          polegające na tym, że korumpowani są lekarze, którzy przepisują dużo leków
          danej firmy. Nie sądzę aby ograniczenie marży do 11% uderzało jakoś szczegónie
          polskie firmy - myślę, że firmom zachodnim łatwiej było obejść ten przepis i
          jeżeli przepisy zostaną wyegzekwowane to oznaczać to będzie bardziej równe
          warunki konkurencji i polskie firmy na tym zyskają
          • przycinek.usa Re: dokonczenie 01.04.04, 00:11
            Tak, masz racje, to jest ogolnie naganne i "moralnie nieakceptowalne", he he he.

            Ale skad sie biora te naganne "niemoralne zmowy"?
            BO NIE MA KONKURENCJI! A dlaczego nie ma konkurencji? Bo uczciwa konkurencja
            UMARLA w drodze selekcji podatkowo-biurokratycznej w Polsce. Bo NIE MA WOLNEGO
            RYNKU. Bo spoleczenstwo chialo miec socjal, glosowalo na SLD, ci zrobili ceny
            maksymalne, wykonczyli konkurencje i spoleczenstwo ma DROZEJ. Tak jest? Czy nie?
            Chyba nie ma watpliwosci, ze tak!

            Ja zwracam jedynie uwage, ze zwykle naciski zaczynaja sie od zarzadow i rad
            nadzorczych firm zagranicznych. Zaczyna sie ekspansja na inny rynek.
            Jest prikaz robic sprzedaz w Polsce i wysyla sie ludzi do tego.

            Potem taki rzad wydaje rozporzadzenie, zeby ograniczyc marze do 11% i firma w
            swietle prawa traci rynek, bo przeciez handel staje sie nieoplacalny.
            Potem idzie taki jeden gosc do szefa, mowi, szefie nie mozemy tam sprzedawac bo
            sie nie oplaca, a szef na to, nic mnie to nie obchodzi sprzedaz ma byc bo wynik
            ma byc masz cos wymyslec, bo wylota. I taki gosc wraca i jest pod presja, lamac
            prawo, czy zostac wypierdolonym z pracy. Efekty widac.

            Takie wplywanie na marze, ceny maksymalne i walka ze spekulacja powoduja
            znaczne zwiekszenie sie szarej strefy i upadek uczciwosci.

            Tak wiec geneza jest zly system podatkowy a nie ludzie. Ludzie sa tacy sami od
            tysiecy lat. Nawet podwazono tezy o ewolucyjnym dostosowywaniu sie do
            srodowiska. Winny jest rzad! Zawsze winny jest rzad. Zawsze winni sa politycy.
            Problem w tym, ze ci politycy sa po prostu zbyt glupi na zajmowanie
            eksponowanych stanowisk w panstwie. To juz nie jest wiek 16 i monarchia, kiedy
            madrosc ograniczala sie do przewidzenia, ze trzeba pobic sasiada zanim on
            podbije nas.

            Teraz wszystko staje sie skomplikowane i taki kmiot na stanowisku ministra
            zdrowia jest od tego, aby miec poglad na to i wlasne zdanie a nie stawke od
            kazdej zalatwionej sprawy. To sa glupcy. Wolo. Ty to doskonale wiesz.
            Pozdrawiam serdecznie.

            • przycinek.usa dodatek 01.04.04, 00:19
              tylko jedna sprawa:

              -Wraz ze wzrostem mocy wytworczych Panstwa SPADA POTENCJAL INFLACYJNY WALUTY.
              -SPADEK MOCY WYTWORCZYCH POWODUJE WZROST POTENCJALU INFLACYJNEGO.

              To samo przez analogie dotyczy handlu i dystrybucji.
              Ograniczenia i przepisy krepujace dzialalnosc powoduja spadek liczby
              przedsiebiorstw w segmencie gospodarki, ktorego przepisy dotycza.

              Spadek liczby przedsiebiorstw powoduje spadek konkurencji i wzrost cen.

              Zatem:

              Wraz ze zwiekszaniem sie regulacji WZRASTA POTENCJAL INFLACYJNY waluty
              wewnetrznej.

              Tego jednak dziennikarze nie zauwazaja. Oni widza Leppera. Tacy sa w Polsce
              dziennikarze. Bo wszyscy mlodzi ludzie uwazaja, ze w zyciu jest jakas absolutna
              prawda lub tez jakies abstrakcyjne absolutne dobro. Dziennikarze, he he he.
              Im sie tylko wydaje, ze sa wolni.

              Odsylam do mojego watku o RPP na Xfiles. Ja mysle, ze to jest jasne, prawda?
              • wyskota Wolność dziennikarska 01.04.04, 02:12
                przycinek.usa napisał:

                > Dziennikarze, he he he.
                > Im sie tylko wydaje, ze sa wolni.

                Myślę, że oni doskonale wiedzą, gdzie ich miejsce i komu służą.
                • przycinek.usa Re: Wolność dziennikarska 01.04.04, 02:30
                  Ja mysle, ze nie. To jest kwestia doswiadczenia. Jak sie ma 30 lat i kilka lat
                  pracy za soba, to ma sie pstro w glowie, mysli sie o dyskotekach i zabawie a
                  nie o polityce i interesach.

                  Oczywiscie sa osoby, ktore doskonale zdaja sobie sprawe z realiow zycia, sa
                  bowiem starsze i wiecej przeszly. Niestety tacy dziennikarze, majacy kilka
                  krzyzykow wiecej, maja rownoczesnie mniej szarych komorek. I tu lezy problem.

                  Brak wyobrazni u jednych i brak doswiadczenia u drugich.

                  Rzadza ci bez wyobrazni. A mloda czesc spolecznosci dziennikarskiej jest hm...
                  malo skuteczna. Ja mysle, ze po prostu ci mlodzi nie potrafia zadawac sobie
                  pytan. Takim dziennikarzom wydaje sie ze sa swietni. Mysla, ze sa najlepsi z
                  najlepszych. Oni wszyscy mysla, ze sa najlepsi.-))) Nie?

            • wyskota Jajo czy kura? 01.04.04, 02:08
              przycinek.usa napisał:

              > Tak wiec geneza jest zly system podatkowy a nie ludzie.

              Tak to łatwo się mówi. A kto tworzy system podatkowy? Krasnoludki?
              To dobry argument potwierdzający, że ważniejszym kryterium przy wyborze
              parlamentarzystów jest uczciwość niż kompetencja.
            • wolo Re: dokonczenie 01.04.04, 11:03
              przycinek.usa napisał:

              > Tak, masz racje, to jest ogolnie naganne i "moralnie nieakceptowalne", he he
              he

              Dokładnie tak jak piszesz - jest to moralnie naganne i nieakceptowalne -
              zamiast tych eufemizmów wolałbym jednak określenie, że jest to zwykłe qurestwo.

              > Ale skad sie biora te naganne "niemoralne zmowy"?
              > BO NIE MA KONKURENCJI! A dlaczego nie ma konkurencji? Bo uczciwa konkurencja
              > UMARLA w drodze selekcji podatkowo-biurokratycznej w Polsce. Bo NIE MA
              WOLNEGO
              > RYNKU. Bo spoleczenstwo chialo miec socjal, glosowalo na SLD, ci zrobili ceny
              > maksymalne, wykonczyli konkurencje i spoleczenstwo ma DROZEJ. Tak jest? Czy ni
              > ?
              > Chyba nie ma watpliwosci, ze tak!

              W większości przypadków nie ma wątpliwości. Co nie oznacza, że tak łatwo
              rozciągałbym wnioski na wszystkie przypadki. Nie zawsze i nie wszędzie
              ingerencja państwa powoduje brak konkurencji. Niekiedy niestety nieregulowany
              rynek również prowadzi do zmowy największych producentów i konkurencja wówczas
              zamiera. Brak konkurencji prowadzi do wynaturzeń. Najczęściej branża będzie
              monopolizowana w wyniku specjalnej ochrony rozciąganej przez polityków - ale
              nie zawsze. I przykładów jest wiele - dlaczego nie lubimy Microsoft? odnośnie
              firm farmaceutycznych można powiedzieć to samo. Bariery wejścia na rynek -
              rozpoczęcia produkcji są tak duże, że aktywność firm działających na rynku jest
              w dużo większym stopniu nastawiona na eksploatowanie rynku (konsumentów,
              lobbowanie, niedopuszczenie konkurencji) niż na prodkuktach i konsumentach.



              > Potem idzie taki jeden gosc do szefa, mowi, szefie nie mozemy tam sprzedawac
              bo
              >
              > sie nie oplaca, a szef na to, nic mnie to nie obchodzi sprzedaz ma byc bo
              wynik
              >
              > ma byc masz cos wymyslec, bo wylota. I taki gosc wraca i jest pod presja,
              lamac
              >
              > prawo, czy zostac wypierdolonym z pracy. Efekty widac.

              Szef mówi lek co prawda lek nie przeszedł wszystkich testów ale te są
              koszmarnie drogie wynik musi być. I sprzedawca sprzedaje leki, które powodują
              zejścia pewnej grupy osób. Winne jest oczywiście państwo bo zawiodły
              procedury certyfikacyjne.

              To nie przepisy robią z ludzi skurwieli tylko chciwość - przepisy mogą wymuszać
              konkurencję lub ją ograniczać.

              Nie wiem kto z nas jest bardziej naiwy ty ze swoją wiarą w to że państwo jest
              zawsze winne czy ja?
              • przycinek.usa Re: dokonczenie 01.04.04, 21:10
                "To nie przepisy robią z ludzi skurwieli tylko chciwość - przepisy mogą
                wymuszać konkurencję lub ją ograniczać."

                Nie chciwosc jest motorem dzialania, tylko polaczenie chciwosci i brak
                zahamowan. A brak zahamowan to takie typowe. Taka swojska cecha, taka nasza,
                polska, nie?

                "Nie wiem kto z nas jest bardziej naiwy ty ze swoją wiarą w to że państwo jest
                zawsze winne czy ja?"

                Ja nie wiem, kto jest naiwny, wiem, ze w dzisiejszych czasach czesc dzialan
                biznesu w kazdym panstwie jest w tzw. akceptowalnej szarej strefie. Po prostu
                nie jest mozliwa kontrola wszystkiego. Zamiast dyskutowac nad teoria,
                dyskutujmy nad praktyka. Praktyka mowi do nas glosno: mniej regulacji = mniej
                przestepstw.

                A przestepstwa to po prostu natura czlowieka. Jeden bedzie sie juz czul
                przestepca jak zdradzi zone, drugi dopiero jak swisnie koledze sniadanie w
                pracy. Dla innych wymagana dawka emocji kaze napasc na bank albo babcie w parku.
                Rutyniarze zadowalaja sie ciaglym i czynnym oszukiwaniem systemu i byc moze
                powoduja najwiecej strat.

                Jezeli bedziemy stawiac znak rownosci pomiedzy przestepstwami gospodarczymi i
                np. przestepstwami pospolitymi i zalozymy, ze sa naganne i powinny byc surowo
                scigane prawnie, to NIDGY tych przestepstw nie wyeliminujemy z zycia
                publicznego. A wszystko dlatego, ze jest tyle przepisow. Nie mozna tego
                traktowac inaczej jak indywidualnie.

                Teraz przeczytalem, ze po 1 maja wzrasta akcyza na gaz LPG. To jest z jednej
                strony dziwne, bo podnosi koszty, z drugiej zas strony jest to takie typowe dla
                Polski. Typowe kanciarstwo elit w stosunku do spoleczenstwa. To jest dopiero
                niemoralne. I spolecznie naganne.

                Nazwijmy to po imieniu: jest to haracz. HARACZ zciagany w swietle jupiterow w
                mocy prawa, przez waska grupe ludzi, nie majacych mandatu spolecznego do
                prowadzenia tej dzialalnosci.

                I to jest, jak to nazwales QURESTWO.

                • wolo Re: dokonczenie 04.04.04, 22:42
                  Moim zamiarem nie było propagowanie daleko idącej ingerencji państwa. Chciałem
                  tylko zwrócić uwagę, że wolny rynek nie zawsze rozwiązuje sprawę - niestety
                  mechanizmy rynkowe niekiedy prowadzą do ograniczenia konkurencji wówczas bilans
                  za i przeciw ingerencji trochę inaczej się rozkłada. Rynek leków prawdopodobnie
                  jest takim właśnie rynkiem. Jasne, że te problemy są bardzo złożone bo niby kto
                  ma finansować badania? Z drugiej strony niestety nie mogę się zgodzić z tym, że
                  mieszkańcy Afryki nie mają dostępu do lekarstw pomagających w AIDS, czy też z
                  tym że duże firmy eksploatują polski rynek szukając dziur w prawie i
                  wykorzystując korupcyjne przepisy.

                  Wcale mi nie jest ich żal, niech płacą.

                  Akceptowalna szara strefa -hmm uważałbym z takim pojęciem, możesz brać ryzyko,
                  że coś okaże się niezgodne z prawem to normalne ryzyko biznesowe. Te firmy
                  zaryzykowały i przegrały - normalna rzecz. I to że w 99% przypadków wina leży
                  po stronie państwa niczego nie tłumaczy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka