Dodaj do ulubionych

Służba cywilna :(((

21.04.04, 22:56
Polecam lekturę artykułu o kondycji naszej służby cywilnej. Lektura
porażająca w przededniu akcesji. Artykuł jeszcze się nie ukazał, a mam go
bezpośrednio od autora. Z tego co wiem jest to review raportu przygotowanego
przez Fundację Batorego, który dziwnym trafem jakoś nie może ujrzeć światła
dziennego, co trochę dziwi autora artykułu.

robisc.w.interia.pl/artykuly/14_Paragrafy%20i%20kaptury.doc
Obserwuj wątek
    • krzysztofsf Re: Służba cywilna :((( 21.04.04, 23:51
      robisc napisał:

      > Polecam lekturę artykułu o kondycji naszej służby cywilnej. Lektura
      > porażająca w przededniu akcesji.

      pig.blox.pl/resource/14_Paragrafy_i_kaptury.pdf
      wersja pdf

      (nieporeczny ten blog ale mialem ten tekst juz wczesniej to tez wrzucilem, bo
      np moja wersja worda strasznie na nim sie plula o dziwne funkcje ktorych nie
      mam)
    • heimer Re: Służba cywilna :((( 22.04.04, 10:13
      robisc napisał:

      > Polecam lekturę artykułu o kondycji naszej służby cywilnej. Lektura
      > porażająca w przededniu akcesji. Artykuł jeszcze się nie ukazał, a mam go
      > bezpośrednio od autora.

      I czemu mnie to nie dziwi?
      Nienormalnosc jest przeciez norma (w Polsce przynajmniej).
      • robisc Głębsze dno 22.04.04, 22:36
        Tak przynajmniej sugeruje autor. Napisał mi m.in.

        "Jest w tym wszystkim coś niesamowitego, organizacja pozarządowa w swoim
        specjalnym programie - Przeciw Korupcji - utajnia....korupcję!!!! Wiem co
        mówię, bo przez kilka miesięcy musiałem pokonywać cały szereg "zakrętów" w
        tej , powiedzmy, współpracy. Już wówczas nie podobało mi się zamierzenie
        zamkniętego spotkania. Teraz zaś....nie wygląda to ładnie, nawet bardzo
        nieładnie, powiedziałbym.Zastanawiające, kto tu w co gra?"

        (...)Trzeba też pamiętać, że takich postępowań na terenie całego kraju jest
        rocznie około - ostrożnie licząc - 5 tysięcy. Na każde ogłoszenie napływa od 2
        do....350 ofert. Nawet przy drastycznym zaniżeniu średniej daje to 20 x 5 tys.,
        co oznacza 95 tys. odchodzących z kwitkiem. Plus ich rodziny i znajomi,
        kibicujący co dwa tygodnie takim jasełkom. To chyba wystarcza, by sobie
        uzmysłowić, skąd bierze sie odpowiednia opinia o aparacie administracyjnym
        państwa. I dlaczego jakość tego aparatu jest taka, jaka jest. Co sie dzieje w
        tzw. terenie, można sobie wyobrazić.

        Jeżeli to się potwierdzi, to aferka Rywina byłby przy tym małym szwindelkiem
        kilku geszefciarzy."
    • klip-klap apolityczny urzędnik- a co to jest ? 29.04.04, 00:33
      Rząd Leszka Millera chce na odchodne ograniczyć kompetencje szefa służby
      cywilnej i nadal zatrudniać urzędników spoza korpusu. W ekspresowym tempie w
      Kancelarii Premiera przygotowano nowelizację ustawy, którą Rada Ministrów chce
      przyjąć w piątek. Co więcej, Marek Wagner, szef Kancelarii Premiera, domaga się
      od Jana Pastwy, aby to on zgłosił ów projekt pod obrady rządu.

      W nadzwyczajnym trybie w piątek rano ma się zebrać Rada Służby Cywilnej. To
      zarządzenie premiera. Członkowie Rady muszą zaopiniować projekt przygotowanej
      nowelizacji.

      Jej tekst dopiero dwa dni temu poznał Jan Pastwa, szef służby cywilnej. Faksem
      przesłał go kierujący Kancelarią Premiera Marek Wagner z prośbą, by Pastwa sam
      zgłosił go pod obrady rządu. - Jestem zaskoczony pismem, które w rzeczywistości
      oznacza złamanie regulaminu prac Rady Ministrów - mówi Jan Pastwa. Nikt
      wcześniej nawet nie skonsultował z szefem służby cywilnej założeń, które
      przedstawia projekt.

      Byle nie apolityczny urzędnik

      Punktem wyjścia przygotowanej nowelizacji jest zablokowanie przepisu ustawy,
      który ma wejść w życie od 1 lipca. Zakłada on, że do konkursów na stanowiska
      dyrektorów generalnych i dyrektorów departamentów będą mogli stawać tylko
      mianowani urzędnicy.

      Okres przejściowy na wprowadzenie tego przepisu w życie trwał aż pięć lat. Rząd
      chce odwlec ten zapis do lipca 2006 r. - Oznacza to, że stanowiska dalej będą
      zajmować osoby spoza korpusu, zatrudniane jako p.o., wybrane z politycznego
      klucza - mówi Pastwa.

      W uzasadnieniu nowelizacji Marek Wagner tłumaczy, że apolitycznych urzędników
      mianowanych jest za mało (ok. 1550 osób), by mogli objąć wszystkie stanowiska.
      "Nie ulega wątpliwości, iż w przyszłości wyższe stanowiska powinny być
      zastrzeżone dla urzędników. Nie jest to jednak ten moment" - czytamy w
      uzasadnieniu noweli.

      Tymczasem obecna ustawa daje furtkę na wypadek, gdy nie zgłosił się do konkursu
      urzędnik mianowany. Szef służby cywilnej może wtedy dopuścić osoby, które nie
      mają takiego statusu. Okazuje się jednak, że właśnie ten zapis rząd zamierza
      wykreślić. Pozwoliłoby to bez ograniczeń przez kolejne dwa lata zatrudniać osoby
      spoza korpusu.

      Politycy ocenią urzędników

      To nie koniec pomysłów. Nie dość, że rząd chce dalej dowolnie zatrudniać osoby
      spoza korpusu, to jeszcze łagodzi wobec nich wymagania. Planuje bowiem wykreślić
      zapis, który ograniczał czas, na jaki można zatrudnić takiego pracownika. -
      Termin trzech lat w umowie mobilizował zatrudnionego p.o., żeby np. przeszedł
      egzaminy na urzędnika mianowanego. Rząd zamierza znieść ten zapis - tłumaczy Pastwa.

      Ministrowie chcą również ingerować w ocenianie kandydatów w konkursie.

      Rząd proponuje, żeby to politycy mieli prawo określać, na jakich zasadach będzie
      w konkursie oceniany kandydat. Dziś za przeprowadzanie konkursów odpowiedzialny
      jest szef służby. Doprowadzi to do sytuacji, w której zatrudnieni kandydaci p.o.
      będą mieli większe szanse, bo ich przełożony układał pytania.

      - Taki zapis blokuje możliwość obiektywnego oceniania kandydatów - potwierdza
      prof. Mirosław Stec, przewodniczący Rady Służby Cywilnej.

      Prof. Stec krytykuje rządowy projekt. - Ten dziwny nadzwyczajny tryb, w jakim
      rząd chce w ostatniej chwili coś zmienić, budzi podejrzenia, że komuś mocno na
      tym zależy. Moim zdaniem wszelkie ograniczenia kompetencji szefa służby cywilnej
      są niezgodne z ustawą i ja na nie się nie zgodzę - mówi prof. Stec.

      Dorota Kołakowska

      rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040429/kraj/kraj_a_8.html
      • mifin Re: apolityczny urzędnik- a co to jest ? 12.07.04, 09:20
        Albo piszę to dyletant,albo jest to kolejna próba robienia ludziom wody z
        mózgu.Przeanalizujcie sobie przepisy ustawy o służbie cywilnej i - koniecznie -
        rozporządzenia o konkursach,a wówczas może dotrze do niektórych umysłów,o co w
        istocie idzie gra i kto tu kogo usiłuje w konia robic. Cały ten ten system jest
        zwykłym hochsztaplerstwem i tego Pastwopodobni bronią jak niepodległości.
        Kto się boi konkursów?Konkursów rzetelnych,uczciwych?Jeśli kiedykolwiek takie
        będą?
        W ekstremalnych sytuacjach stanowiska obejmować bedą poligloci-idioci,bo system
        zawęża konkurencję dla wiedzy i umiejętności preferując znajomość języka. Daje
        też - i to jest pierwszoplanowa,podstawowa kwestia - zielone światło dla niemal
        wyłącznie absolwentów Krajowej Szkoły Administracji Publicznej. Czyli kumpli
        Pastwy, wychowanka dyrektorki KSAP,Gintowt.
        A wszystko pod szyldem "obrony" przed politycznym zawłaszczaniem stanowisk, bo
        to bardzo wygodny i nośny medialnie pretekst do tworzenia - de facto - państwa
        swojaków, układów,powiązań.
        Gdyby konkursy przeprowadzane były rzeczywiście rzetelnie i uczciwie, to
        przechodziliby istotnie najlepsi, a nie polityczni i preferowani przez
        generalnych "p.o".
        Żyjemy tu i teraz i podstawą profesjonalizmu urzędnika jest znajomość
        systemu,realiów i reguł postępowania w RP.Jeżeli jednak stawia się bariery dla
        rzeczywiście profesjonalnych ludzi, tylko dlatego, ze nie znaja jezyka, to -
        jak powiadam - bedziemy mieć wkrótce "profesjonalną" kadrę poliglotów-idiotów.
        Polacam ów teks "Paragrafy i kaptury" - tam w jednej z głównych ról występuje
        własnie i dyrektor generalny z konkursu i jednocześnie absolwent KSAP. A jaki
        jest ten jego profesjonalizm można sobie poczytać. Nie mówiąc już o stronie
        moralno-etycznej, gdy preparuje konkurs na stanowisko dyrektora w interesie
        osoby, która ewidentnie fałszuje procedury postępowań przy innym naborze do
        służby cywilnej.
        Oto obraz tego "świetlanego korpusu służby cywilnej", apolitycznego,jak
        najbardziej.Nie ma tam krzty polityki,o czym tak z uporem próbuje się straszyć
        społeczeństwo. Jest za to zwykła, prostacka,ordynarna korupcja i budowanie
        własnego "księstewka swojaków".
        I tyle.
        • klip-klap Re: apolityczny urzędnik- a co to jest ? 12.07.04, 10:47
          Rzeczywiscie Rzepa specyficznie podchodzi do tematu. artykul z 09.07.04

          Furtka zamknięta, ale czy na długo

          Od 1 lipca do konkursów na posady dyrektorskie w urzędach mogą stawać tylko
          mianowani urzędnicy służby cywilnej. Zamknęła się ustawowa furtka, dzięki której
          przez ostatnich pięć lat mogły te stanowiska obejmować osoby, które nie miały
          zaliczonego egzaminu na urzędnika.

          PROF. MIROSŁAW STEC , PRZEWODNICZĄCY RADY SŁUŻBY CYWILNEJ

          Kiedy ustawa wchodziła w życie, mieliśmy około setki urzędników SC, a wyższych
          stanowisk do obsadzenia jest ok. 1500. Teraz urzędników SC jest ponad 1500, a po
          tegorocznym postępowaniu kwalifikacyjnym będzie ich ponad 2000. Dlatego okres
          przejściowy był niezbędny. Ale nie ma powodu, by go przedłużać i utrwalać stan
          niepewności czy rozwodnienia SC. Wyższe stanowiska powinni zajmować właśnie
          urzędnicy SC, a więc osoby z potwierdzonymi odpowiednimi kwalifikacjami,
          wymaganym stażem pracy i znające język obcy. Teraz dyrektorem generalnym nie
          będzie już mógł zostać ktoś, kto nie jest mianowanym urzędnikiem. Upływ okresu
          przejściowego to zatem dodatkowy bodziec do starania się o taki status. Z punktu
          widzenia systemu SC sytuacja robi się zdrowsza.

          JAN PASTWA, SZEF SŁUŻBY CYWILNEJ

          Najczęstszą przeszkodą w uzyskiwaniu statusu urzędnika SC okazał się wymóg
          certyfikatu potwierdzającego znajomość języka obcego - deklarowała ją wprawdzie
          ponad połowa ankietowanych członków korpusu tej służby, ale te deklaracje mijały
          się z rzeczywistością. Teraz, po 5 latach obowiązywania ustawy, możliwe jest już
          ograniczenie kręgu osób, które mogą brać udział w konkursach na wyższe
          stanowiska, do grupy urzędników mianowanych, czyli profesjonalistów, którzy na
          stałe wiążą się z administracją. Jesienią, po zakończeniu postępowania
          kwalifikacyjnego, będzie to już ponad 2000 osób.

          Od 1 lipca bezwzględny wymóg uzyskania statusu urzędnika SC przed przystąpieniem
          do konkursu dotyczy stanowisk dyrektorów generalnych urzędów. Chodzi o 61
          stanowisk w kraju, z tego do obsadzenia pozostaje kilkanaście. Z pozostałych
          wyższych stanowisk pozostaje do obsadzenia ok. 600 (w większości zajmują je
          osoby, którym powierzono pełnienie obowiązków), na które bez problemów znajdą
          się kandydaci w grupie urzędników. Na te o charakterze specjalistycznym, np. w
          urzędach regulacyjnych nadzorujących poszczególne rynki lub np. związane z
          obronnością, można będzie ogłosić konkurs otwarty. Nie ma więc zagrożenia, iż
          nie uda się obsadzić wyższych stanowisk w SC.

          Historia ustawy o służbie cywilnej z 1998 r. to ponawiane próby otwierania
          takich furtek. Po to, żeby do korpusu służby cywilnej mogli napływać ludzie
          niespełniający wymaganych kryteriów i niewiążący się na stałe z administracją
          publiczną, ale wygodni czy też potrzebni ze względów politycznych. Zawsze też za
          argument uzasadniający te próby służyło stwierdzenie, iż brakuje osób, które
          spełniałyby ustawowe warunki stawiane funkcjonariuszom SC, i w administracji
          jest za dużo wakatów.

          Właśnie upłynął - 30 czerwca - przewidziany w art. 144 ustawy o służbie cywilnej
          5-letni termin liczony od jej wejścia w życie, w którym o tzw. wyższe stanowiska
          w służbie cywilnej obsadzane w drodze konkursu (czyli dyrektorów generalnych,
          dyrektorów: departamentu w urzędach centralnych, wydziału w urzędach
          wojewódzkich, ich zastępców) mogły się ubiegać osoby "niebędące urzędnikami
          służby cywilnej". Przepis ten miał zaradzić sytuacji, w której w 1999 r.
          urzędników służby cywilnej było o wiele mniej niż stanowisk, które powinni
          zgodnie z ustawą zajmować.

          W praktyce jednak zdarzało się, iż wykorzystywano go niezgodnie z intencją, a
          nawet z prawem. W końcówce rządów Jerzego Buzka wiosną 2001 r. na podstawie art.
          144 powoływano na dyrektorów generalnych dwie osoby bez przeprowadzenia
          konkursu. Rada Służby Cywilnej zakwestionowała taką praktykę, podkreślając, że
          ten artykuł nie może być powodem zmiany trybu obsadzania wyższych stanowisk i
          nie uchyla zasady konkursu. Mimo to, po objęciu władzy, tak samo postąpił Leszek
          Miller przy zatrudnieniu jednego z dyrektorów generalnych. Usankcjonowano taką
          praktykę, wprowadzając do ustawy art. 144a, który w 2002 r. wprost przewidywał
          możliwość obsadzania wyższych stanowisk w administracji na okres do 6 miesięcy
          nie tylko przez osoby spoza korpusu SC, lecz nawet bez konkursu.

          Przepis zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego rzecznik praw obywatelskich. W
          grudniu 2002 r. TK uchylił ten artykuł jako niekonstytucyjny. Wskazał, że ustawa
          zasadnicza w art. 153 ust. 1 przesądza o konieczności powołania korpusu służby
          cywilnej oraz określa podstawowe cele, dla jakich służba ta jest tworzona.
          Według Trybunału konstytucyjnie ukształtowanych celów i zasad funkcjonowania
          służby cywilnej: profesjonalizmu, rzetelności, bezstronności politycznej i
          neutralności funkcjonariuszy, nie wolno naruszać, tak jak czynił to art. 144a.

          Ostatnia próba otwarcia furtki miała miejsce w kwietniu tego roku. Rząd Leszka
          Millera na odchodnym usiłował przeforsować obowiązywanie art. 144 jeszcze przez
          następne dwa lata. Był już jednak zbyt słaby, żeby to się powiodło.

          Teraz zgodnie z generalną zasadą (art. 42 ustawy) do konkursów na wyższe
          stanowisko w urzędzie będą mogli zasadniczo przystępować tylko ci, którzy
          przeszli postępowanie kwalifikacyjne na mianowanego urzędnika służby cywilnej.
          Artykuł ten przewiduje wszakże dwie wyjątkowe sytuacje, kiedy konkurs będzie
          miał charakter otwarty, gdy brakuje kandydatów wśród urzędników. Pierwsza: jeśli
          w dwóch kolejnych konkursach nie uda się wyłonić kandydata na stanowisko spośród
          urzędników służby cywilnej, do trzeciego dopuszcza się osoby, które nie mają
          takiego statusu. I druga: taka osoba może wziąć udział w konkursie na dyrektora
          departamentu lub wydziału (albo zastępcę) za zgodą szefa służby cywilnej, jeśli
          w konkretnym urzędzie stanowisko to wymaga szczególnych doświadczeń i
          umiejętności zawodowych.

          Ireneusz Walencik
          • mifin Na tym właśnie polega to całe szalbierstwo 13.07.04, 20:00
            Proponuję poczytać jednak ten artykuł - "paragrafy i kaptury", to moze łuska z
            oczu spadnie. Są tam i urzędnicy mianowani, i absolwenci KSAP, i te "konkursy"
            od siedmiu boleści.Gdyby były one rzeczywiście uczciwe i przejrzyste, to nie
            byłoby powodu stawiać sztucznych zapór dla kogokolwiek, bo wygrywaliby
            najlepsi. Tymczasem położony został szlaban dla tych, którzy mogą być nawet
            wybitni w dziedzinach związanych z funkcjonowaniem państwa, ale nie mają np.
            certyfikatów (lub innych kwitów), ze znaja jezyki. W Polsce, jak się okazuje,
            nie moze być urzędnikiem mianowanym ten, kto nie zna jezyka obcego. Reszta
            kwalifikacji nieistotna. Innymi słowy rzeczywisty fachowiec jest gorszy od - w
            ekstremalnych systuacjach - poligloty-idioty. Czy to jesn normalny system?
            A jakie kwalifikacje, poziom moralno-etyczny i - za przeproszeniem -
            profesjonalizm prezentuje szerokie grono tych właśnie "wybitnych" opisane
            zostało w szczegółach we wspominanym wcześniej Raporcie o służbie cywilnej -
            "Służba cywilna III RP: zapomniany obszar". Tam tez wystepuja całymi stadami
            poligloci..hmm,wystarczy poczytac. Obraz jest na tyle czytelny,ze od sympozjumz
            16 kwietnia br. w F. Batorego wszyscy solidarnie nabrali wody w usta.
            w normalnym kraju.....no tak,ale w normalnym.....
            I jeszcze zanim ktos zabierze sie za bajdurzenie o służbie cywilnej, niech
            najpierw przeanalizuje sobie przepisy ustawy i rozporządzeń. Juz z nich samych
            można wyczytać ewentualne skutki,a w realiach są ich przykłady.
            • klip-klap Re: Na tym właśnie polega to całe szalbierstwo 13.07.04, 20:07
              Artykul z Rzepy jest dany ze wzgledu na odmiennosc spojrzenia.

              Natomiast ja uwazam,ze konkursy powinny byc jak najbardziej otwarte(kilka
              ograniczen musi zostac,np.polskie obywatelstwo,niekaralnosc). Z pewnoscia trzeba
              wywalic wszelkie mowiace o "nieskazitelnym charakterze" i inne tego typu zwroty
              niedookreslone i wprowadzic przejrzyste mechanizmy konkursowe.
              • mifin Castingi na Pastwiskach:))) 14.07.04, 11:28
                Zarówno te "nieskazitelne" i inne tego rodaju wymogi,niesprawdzalne przecież
                tak naprawdę,są głownie umieszczane po to,by niechcianego klienta,który miał
                czelność np. wygrać pierwszy etap konkursu - etap wiedzy i zdolności
                analitycznych,można było utrącić w ostatnim etapie,zwanym rozmową
                kawlifikacyjną.Cała ta szopka toczy się przecież w oparciu o ocenne wrażenia
                członków komisji.Jeśli więc "klient" jest przeznaczony na odstrzał,to nie ma
                takiej siły,by wygrał jakikolwiek konkurs.Najzabawniejsze w tym wszystkim jest
                to,że po drugiej stronie siedzą osoby, które w niczm na ogół nie są lepsze od
                kandydata,a niejednokrotnie ustępują mu wiedzą i doświadczeniem.Nie mówiąc już
                w ogóle o poziomie, w tym i intelektualnym.Ale żeby było już całkiem zbawnie,
                to w tej quasi-komisji połowa składu jest z urzędu, da którego kandydaci się
                wybierają,więc jeśli udział bierze w konkursie "p.o.",to wynik jest
                przesądzony,nim konkjurs w ogóle "wejdzie na wokandę".Tak to mniej więcej
                wyglądało z konkursem, o którym mowa w artykule "Pargrafy i kaptury".to jest
                chore już z założenia i jakoś nikt się tym nie przejmuje,lansując wciąż tezę
                o "uczciwych i przejrzystych" konkursach,wyłaniających "najlepszych
                kandydatów".Zresztą w tym konkretnym konkursie zbiegło się kilka spraw
                jednocześnie,a ich wymowa posłużyłaby pewnie Orwellowi za kanwę do powieści,
                gdyby nie opisał tego wczeeśniej w "Folwarku zwierzęcym" i innych.
    • przycinek.usa Gazeta zrobila z tego wiadomosc dnia. 29.04.04, 03:22
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2047789.html
      Ciekawe.
      Redaktorzy Gazety maja tak obszerne zrodla informacji, nawet przychodza do nich
      studenci z dyskami ministerstw zagranicznych panstw III swiata!
      He he he he he he. Gratuluje.
      I jeszcze jedno, pamietacie tego goscia z Agory, co zazarcie z nami dyskutowal
      rok temu? Tak przez ciekawosc pytam. Moze im Agora zakazala pisac pod rygorem
      wyloty?

    • klip-klap Re: Służba cywilna :((( 13.01.05, 10:35
      Nawet sejmowi pracownicy olewaja obecnych rzadzacych i mysla o przyszlym rzadzie.
      --
      Szumnie zapowiadany przez premiera projekt ustawy o konkursach na prezesów
      urzędów jest wadliwy - twierdzi sejmowe biuro ekspertyz. Zastrzeżenia ma nawet
      rządowa Rada Legislacyjna. Zdaniem opozycji to przewrotna próba obsadzenia
      stanowisk przez ustępującą ekipę.

      Cel jest pozornie chlubny - dziś bowiem prezesi są powoływani z politycznego
      klucza. Tyle tylko, że konkursy przeprowadzaliby ministrowie, a nie szef służby
      cywilnej. Co więcej - mogłyby one się odbyć tuż przed końcem urzędowania
      obecnego rządu. A prezes objąłby stanowisko na pięcioletnią kadencję. Opozycja
      uważa, że ekipa SLD chce w ostatniej chwili obsadzić swoimi ludźmi kilkadziesiąt
      urzędów.

      Ale to nie koniec krytycznych uwag. Rząd Belki chce bowiem, aby prezesi byli
      wybierani na 5-letnią kadencję, wtedy zostaną w spadku kolejnej ekipie -
      wytykają dalej eksperci. Zastrzeżenia wobec kadencyjności ma także rządowa Rada
      Legislacyjna. Swoje uwagi sformułowała, jeszcze zanim projekt trafił do Sejmu.
      Ale tylko nieliczne poprawki rząd uwzględnił. - Oznacza to, że projektodawca nie
      liczył się z opinią rady - mówi poseł Woda.

      Tymczasem wcale nie trzeba zmieniać przepisów, by zatrudniać prezesów z
      konkursów. Już dziś na mocy ustawy o służbie cywilnej premier może wytypować do
      tego odpowiednie urzędy. Tylko że wtedy konkursy będzie prowadził szef służby
      cywilnej, a nie politycy.

      O dalszych losach projektu sejmowa podkomisja będzie decydować w przyszłym tygodniu.
      Dorota Kołakowska
      rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050113/kraj/kraj_a_12.html
    • klip-klap odpowiedzialnosc 21.01.05, 13:58
      Szykuje sie nowy knot w ramach kampanii przedwyborczej. Tym razem autorstwa PO i
      dotyczy odpowiedzialnosci urzednikow. Pomysl ok,wykonanie do d..y i przynoszace
      wiecej szkod i balaganu. W ogole na poczatek wolalbym projekt ustawy o
      odpowiedzialnosci poslow i senatorow za szkody wywolane przez uchwalane przez
      siebie buble prawne.


      Fragment z Rzepy

      "Projekt przychylnie przyjęły środowiska i organizacje biznesowe. Prawnicy ostro
      krytykują jednak jego regulacje. Pierwszy prezes Sądu Najwyższego ma
      wątpliwości, czy propozycja zaostrzenia odpowiedzialności ponad przewidzianą w
      kodeksie pracy (maksymalnie 3 pensje) nie oznacza nierówności wobec prawa. Z
      kolei prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego stwierdził, że wprowadzenie
      kolejnego trybu stwierdzania odpowiedzialności odszkodowawczej władzy publicznej
      grozi chaosem, a nawet paraliżem administracji. Co trzecia decyzja podatkowa
      jest uchylana przez sąd, a robią to także odwoławcze organy administracji. Tak
      duża liczba postępowań wyjaśniających opóźniłaby zatem merytoryczne załatwianie
      spraw.I sądy, i urzędy mogłyby się zablokować - argumentuje. Zarówno w opinii
      prezesa NSA, jak i przewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa zakwestionowano:
      niekonkretne zdefiniowanie "kwalifikowanego naruszenia prawa", niejednoznaczne
      określenie winy, "osobliwą" definicję funkcjonariusza publicznego jako osoby
      biorącej udział w rozstrzyganiu sprawy administracyjnej."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka