herr7
21.07.16, 09:34
Czyżby Erdogan już nie był naszym s?synem? Jak wiadomo amerykański prezydent Roosevelt na wiadomość o ekscesach prezydenta Nikaragui Anastasio Somozy, (który mordował wszystkich, których posądzał o jakąkolwiek opozycyjność) miał powiedzieć, że Somoza to co prawda s?syn, ale jest to w końcu "nasz s?syn", który pilnuje interesów amerykańskich firm, przede wszystkim niesławnej United Fruit Company.
Kiedy Erdogan bombardował Kurdów było wszystko w porządku. Erdogan nie był w tym dziele pierwszy, gdyż Kurdów bombardowali także poprzednicy Erdogana. Jak widać nie naruszało to wówczas wysokich "standardów NATO". Ale z Erdoganem jest problem, gdyż jest to polityk z ambicjami i nie chce być tym, czym są, za przeproszeniem Merkel czy Hollande, czyli europejskimi kundelkami na amerykańskiej smyczy. Erdogan najwyraźniej się z tej smyczy zerwał i przez to przestał być naszym s?synem. Taka postawa musiała oczywiście wywołać falę złości ze strony tzw. społeczności międzynarodowej, czyli politruków wtłaczających ludziom do głowy, kto jest dobrym, a kto złym s..synem. Sprawy się o tyle skomplikowały, gdyż jak się można domyślać Amerykanie maczali palce w obecnym puczu, co zresztą praktykują od lat na całym świecie. Jest to w końcu pierwsze w historii imperium, które nie zawdzięcza swojej pozycji waleczności swoich żołnierzy, którzy są generalnie marni, ale dzięki korumpowaniu lokalnych elit, czego przykładem jest chociażby Ukraina.
PS
Erdogan w sytuacji zaistniałego kryzysu postępuje zgodnie ze wskazówkami (całkowicie zdroworozsądkowymi) niejakiego Nicolo Machiavelli.