...czyli: ale żem się wybała
Książki przyszły w piątek, od soboty czytam, dawkując sobie powoli. I jestem przyjemnie zaskoczona. Podeszłam do lektury z założeniem: no to mnie teraz postraszcie.
Po pierwsze: "rekwizyty" grozy jak na gotyckie opowiadania powstałe w latach 20-30-tych XX wieku (prawie sto lat temu!) są całkiem udane. Co prawda Bestia, kałamarnicowata i śmierdząca, jest mało straszna, ale to drobiazg. Opisy wydarzeń na farmie Nahuma są zaskakująco nowoczesne. A mówię to przecież jako czytelnik/widz będący dalej o 100 lat, widz przyzwyczajony do efektów specjalnych w filmach SF. Mimo to opisy złowrogiego blasku bronią się.
Po drugie - i to jest zasadnicza siła prozy Lovecrafta - literackie stopniowanie i rozwijanie nastroju grozy jest naprawdę przekonujące. Od opisu ucieczki z Innsmouth nie sposób się oderwać

Miejscami ta proza jest mistrzowska.
No to się wybałam a jeszcze trochę przede mną. Nie zostałam fanką tego typu literatury, ale dziękuję za wskazanie, Schłodzony. Lovecraft jest dowodem na to, że dobre pisanie w każdej konwencji warte czytania.