Dodaj do ulubionych

Hołd dla Caudillo

03.08.06, 01:05
Sława!

Hołd dla Caudillo
www.nczas.com/?a=show_article&id=3243


Olgierd Domino

W obecnych czasach trudno jest usłyszeć słowa pochwały i uznania zasług
silnych osobowości wywodzących się z obozu prawicy. A już na pewno próżno
oczekiwać, by takie słowa padały w Europejskim Parlamencie zdominowanym przez
siły lewackie, socjalistyczne i antyklerykalne.

Nic więc dziwnego, że członkowie tego zlaicyzowanego gremium doznali istnego
szoku, gdy stali się świadkami wystąpienia Macieja Giertycha, który wbrew
panującym w europejskich instytucjach trendom odważył się oddać cześć postaci
generała Franciszka Franco y Behamonde i to podczas debaty, która miała
jedynie potępić i oczernić pamięć tego wybitnego hiszpańskiego męża stanu.

Rocznica wybuchu narodowego powstania w Hiszpanii przed siedemdziesięciu laty
z pewnością w Polsce, podobnie jak i w większości Europy, przeszłaby bez
echa. Czegóż zresztą należałoby oczekiwać, skoro np. większość młodych
mieszkańców naszej stolicy postrzega 1 sierpnia jedynie jako zwykły dzień w
kalendarzu. Na szczęście jedno krótkie, acz dla niektórych kontrowersyjne
wystąpienie spowodowało intensywne nagłośnienie rocznicy.

Debata w Parlamencie Europejskim z okazji wydarzeń z 1936 roku w Hiszpanii
odbyła się 4 lipca. Jak to zwykle przy takich okazjach bywa, miała być
kolejną nudną akademią rocznicową. Zanosiło się, że w dobie politycznej
poprawności nieliczni obserwatorzy wysłuchają tylko serii przemówień o
okrutnym Caudillo, barbarzyńskich frankistowskich antydemokratycznych
oprawcach, szowinizmie, faszyzmie, ksenofobii i o tysiącach niewinnych ofiar.
I przez większą część posiedzenia taki scenariusz był realizowany. Wszyscy
zgromadzeni w strasburskiej siedzibie Europarlamentu zgodnie przytakiwali
głowami i dyskretnie skrywali ziewanie i oznaki znudzenia do czasu, gdy głos
zabrał europoseł z Ligi Polskich Rodzin. A wtedy nie uwierzyli własnym uszom:

- To, że na Zachodzie komunizm nie zapanował, w dużej mierze zawdzięczamy
zwycięskiej wojnie domowej tradycyjnej Hiszpanii przeciwko komunistycznym
rządom. Hiszpańska lewica, chociaż doszła do władzy demokratycznie,
zachowywała się podobnie jak w bolszewickiej Rosji. Główny atak skierowany
był przeciwko Kościołowi. Prawie 7 tysięcy duchownych zostało zamordowanych.
Bezczeszczono kościoły, strzelano do przydrożnych krzyży i figur świętych.

Ten zamach na katolicką Hiszpanię spotkał się z natychmiastową reakcją sił
tradycyjnych. (...) Dzięki prawicy hiszpańskiej, dzięki armii hiszpańskiej i
jej przywódcom, a w szczególności dzięki generałowi Francisco Franco zamach
komunistyczny na katolicką Hiszpanię został udaremniony. Tym samym zostały
też powstrzymane próby rozszerzenia komunistycznej zarazy na inne kraje.

Obecność w polityce europejskiej takich postaci, jak Franco, Salazar czy De
Valera, gwarantowała trwanie Europy przy tradycyjnych wartościach. Brak nam
dziś takich mężów stanu - usłyszeli z ust prof. Macieja Giertycha.

To jednominutowe wystąpienie przyniosło taki efekt jakby w europejski kurnik
piorun strzelił. Większa część, a szczególna lewa strona sali na tę wypowiedź
zareagowała głośnym buczeniem. Jedynie po prawej stronie było słychać
nieliczne oklaski. Natychmiast podniosły się głosy "słusznego oburzenia".
Rozwścieczony szef frakcji europejskich socjalistów Marcin Schulz, jak tylko
upewnił się, że nie ma żadnego zakłamania w tłumaczeniu, wydyszał, że dla
takich "faszystowskich" wypowiedzi nie powinno mieć miejsca w Parlamencie
Europejskim. - To jest powrót ducha Franco - biadolił. Natomiast szef
europejskich chadeków Jan-Gert Poettering natychmiast odżegnał się od
wszelkich powiązań jego ugrupowania z podobnymi poglądami. - Cieszę się, że
Europejska Partia Ludowa nie chce mieć nic wspólnego z takimi faszystowskimi
i niedemokratycznymi ruchami - żarliwie zapewniał. Podczas debaty jedynie
przedstawiciel francuskiego Frontu Narodowego Brunon Gollnisch, poparł
Macieja Giertycha, gromiąc histeryczną reakcję przedstawicieli lewicy.

Natomiast pozostali polscy europosłowie obecni podczas tej debaty pospiesznie
zadeklarowali, iż odcinają się od wypowiedzi swego rodaka. - Było mi wstyd,
że z Polski wychodzi głos poparcia dla dyktatury Franco - powiedział Jan
Olbrycht z PO. Oburzenia nie ukrywał Marek Siwiec (SLD), szef delegacji
polskich socjalistów w PE. - Faszysta Franco został potępiony przez historię,
Hiszpanię i Europę. Jeśli dziś ktoś nawiązuje do jego chwalebnej historii, to
mnie to dziwi, ale i martwi, że niebawem odniesie się też do chwalebnej
historii Adolfa Hitlera, bo to już niedaleka droga powiedział.

Wyspecjalizowani już w sztuce epistolarnej Bronisław Geremek i Dariusz
Rosati, tym razem w zespół z Jackiem Saryuszem-Wolskim i Markiem Siwcem
pospiesznie wypichcili oświadczenie, iż wyrażają oburzenie wystąpieniem
Macieja Giertycha gdyż "pochwała faszyzmu zawarta w publicznej wypowiedzi
szkodzi wizerunkowi Polski, osłabia jej pozycję międzynarodową, a swoim
przesłaniem opowiada się po stronie sił politycznych i ideologii, które są w
głębokiej sprzeczności z ideą i rzeczywistością jednoczącej się Europy".

Na tle tego panicznego pospiesznego wygłaszania "europejskich lojalek"
pozytywnie odróżnił się jedynie Marcin Libicki. Przyznał, że chociaż uważa,
iż nie było najmniejszego sensu wypowiadać takiej opinii o generale Franco w
Strasburgu, tym niemniej merytorycznie całkowicie się zgadza z wypowiedzią
Giertycha. Rozsądkiem wykazała się także nasza eurokomisarz. Pani Danuta
Hübner nachalnie indagowana przez domagających się słów potępienia
dziennikarzy, stwierdziła jedynie, by "charakter słów posła nie był
utożsamiany ze stanowiskiem Polski w tej sprawie".

Profesor Giertych ocenił dyktatora obiektywnie, oddał hołd obrońcom
tradycyjnych wartości. Jednak jak zresztą należało się spodziewać, jego
opinię przedstawiono polskim telewidzom, słuchaczom i czytelnikom prasy jakby
ukradkiem. Przeszła ona prawie kompletnie zignorowana, utopiona w fali
napastliwych, histerycznych i raczej nie merytorycznych komentarzy
wygłaszanych przez lewicowych polityków, domorosłych historyków czy
niedouczonych publicystów-specjalistów od wszystkiego. Nie kryjąc swej
wrodzonej niechęci do radykalnej prawicy, potępili w czambuł opinię Giertycha
o Franco, jako obrońcy Hiszpanii przed zalewem bolszewizmu. W obłąkańczym
pędzie uparli się przy wmawianiu Giertychowi pochwały, faszyzmu chociaż w
swym wystąpieniu przypominał on m. in., że "nazizm w Niemczech i faszyzm we
Włoszech też miały ateistyczne i socjalistyczne korzenie".

Tymczasem w Hiszpanii rocznicę wybuchu wojny domowej, która wlokła się przez
3 lata i pociągnęła śmierć blisko pół miliona ludzi obchodzono niemal po
cichu. 18 lipca, w dniu w którym w 1936 roku generał Franciszek Franco
wypowiedział posłuszeństwo zlaicyzowanemu, lewicowemu republikańskiemu
rządowi, nie było żadnych oficjalnych uroczystości. Nic dziwnego, skoro
połowa Hiszpanów o domowej wojnie nigdy nie mówiła w domu, a 36 procent
twierdzi, że o tym co się stało w 1936 roku nigdy nie uczyła się w szkole.
Badania opinii publicznej przeprowadzone niemal w przededniu rocznicy
powstania Franco wykazały, że podziały, które przed siedemdziesięciu laty
spowodowały konflikt wciąż utrzymują się w hiszpańskim społeczeństwie. Jeśli
wierzyć badaniom madryckiej gazety "El Mundo", co trzeci mieszkaniec
iberyjskiego państwa uważa, że mieli rację prawicowi oficerowie, którzy przed
laty podnieśli bunt w obronie tradycyjnych wartości. Z kolei 51,3 procent
ankietowanych uważa, że dla zwolenników caudillo nie ma "żadnego
usprawiedliwienia". Pomimo tych podziałów zdecydowana większość Hiszpanów
(64,5 proc.) uważa jednak, że państwo powinno zmierzyć się ze swoją
przeszłością i godnie oraz jednako
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka