Nasze banki zaostrzają wreszcie warunki udzielania kredytów hipotecznych. I nie czekają nawet na wytyczne KNF-u - otrzeźwienie przyszło samodzielnie. Cale szczęście. Jeszcze trochę i mielibyśmy całkiem ładne subprimy własnego chowu.
Ostanie 2 lata to szaleństwo na rynku kredytów mieszkaniowych. Balon rósł bardzo szybko, a pompowany był coraz liberalniejszymi ofertami: a to któryś bank zaoferował LTV 130%, a to inny 50-letni okres spłaty.
O ryzyku kursowym nie będę zanadto się rozwodził, bo w końcu ugięły się nawet najbardziej konserwatywne banki, aby całkowicie nie wypaść z rynku. Perspektywa wejścia do strefy EUR znacznie zresztą to ryzyko ograniczyła, co nie znaczy, że wyeliminowała.
Całe szczęście, że żaden z banków (o ile mi wiadomo) nie odważył się jeszcze udzielać kredytow z odroczoną spłatą kapitału czy też kapitalizacją odsetek. A co najważniejsze nie zdążyliśmy sekurytyzowac portfeli kredytów hipotecznych, bo nie mamy w kraju banków inwestycyjnych. Mogą to robić tylko specjalistyczne banki hipoteczne, ale ostały się tylko 2 na rynku (BRE, ING) i zresztą skupiły się na finansowaniu nieruchomości komercyjnych.
Kryzys rozlewający się po rynkach finansowych całego świata przyniesie pewnie i nam duże szkody w gospodarce i sprowadzi w przyszłym roku wzrost PKB w okolice 3%. To źle, bo oznacza restrukturyzacje kosztowa przedsiębiorstw, upadłości i w rezultacie wzrost bezrobocia.
Ale jest przynajmniej jedna pozytywna strona obecnej zawieruchy – wylano także u nas kubeł zimnej wody na rozgrzane głowy bankierów, równie chciwych jak wszędzie na świecie. Przyszło opamiętanie, który w dłuższym terminie wyjdzie nam na dobre. Mamy zdrowy system finansowy i takim pozostanie. Pewnie nastąpią przetasowania własnościowe, będące efektem globalnych zmian, ale nie wpłynie to negatywnie na system jako całość.
Oczywiście mogą się zdarzyć wyjątki i w trakcie spowolnienia gospodarki, te banki które w ostatnim okresie bardzo agresywnie prowadziły akcje kredytowa mogą mieć problemy. Jednak za większością z nich stoją potężne grupy kapitałowe, wiec nawet i tu bym się nie obawiał większych perturbacji dla całego systemu, co najwyżej zachowałbym ostrożność w powierzaniu im większych depozytów (w końcu BFG zagwarantuje jedynie 50 tys. EUR).
KNF zamierza zalecić bankom ograniczenie udzielania kredytów hipotecznych do poziomu LTV 70-75%. Zaboli, ale musi bolec, żeby później było lepiej. Ludzie zostaną zmuszeni do oszczędzania, a niektórzy być może dojdą do wniosku, że zamiast pożyczać na 50 lat, bezpieczniej jest wynająć mieszkanie.
Pewnie podniosą się glosy sprzeciwu młodych ludzi desperacko pragnących wlanego kąta, ale tu właśnie powinno z pomocą wkroczyć państwo. W Polsce odłożony popyt na mieszkania jest ogromny – znajomi developerzy mówili mi o 3 mln brakujących mieszkań. Przy zdrowych zasadach finansowania zarówno budowy mieszkań i ich zakupu, przed rynkiem developerskim widzę świetlaną przyszłość. Daleko nam do nasycenia runku obserwowanego w Hiszpanii czy Irlandii, wiec tego typu problemy nam nie grożą.
Pocieszający jest tez fakt, że spekulacyjnie wywindowane w ciągu 2 lat o 100% ceny mieszkań zaczną wreszcie spadać – szacuje się, że nawet o 20%. I dobrze, zamiast przepłacać te 20% developerowi, lepiej je najpierw oszczędzić, a dopiero potem ubiegać się o kredyt.
Jest takie mądre przysłowie: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.