Dodaj do ulubionych

Gilowska - wywiad

12.04.09, 11:18
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,64206,6489137,Finansowy_surrealizm.html
Obserwuj wątek
    • zbychowiec Re: Gilowska - wywiad 12.04.09, 13:35
      Bardzo bym prosil o cytowanie czesci artykulu ktore uwazasz za najciekawsze.

      Ja mam watpliwosci co to paru rzeczy w tym tekscie.

      Na przyklad ten fragment:
      "Tutaj tkwi sedno wątpliwości natury ekonomicznej. Przecież widzimy dzisiejsze
      trudności gospodarki hiszpańskiej lub włoskiej, które ewidentnie wolałyby wyższe
      stopy procentowe, a ich rządowe obligacje muszą być dwukrotnie bardziej rentowne
      niż np. niemieckie, bo inaczej nikt by ich nie kupił."
      Banki w Hiszpanii maja tani pieniadz z ECB. Pieniadz ten moga dalej pozyczyc
      firmom w Hiszpanii, ale sie boja na tak niska stope. Podnosza wiec stope i juz
      mamy wysoka stope w gospodarce hiszpanskiej. To samo dzieje sie z obligacjami
      korporacyjnymi w Hiszpanii. Gdzie pani Zyta widzi tutaj problem, ze "gospodarka
      Hiszpanska wolalaby wyzsze stopy procentowe (ale w domysle nie dostaje ich w
      jakis sposob)" i jaki to ma zwiazek z rentownoscia obligacji hiszpanskich ? Jak
      gospodarka moze wolec wyzsze stopy procentowe (wydawalo mi sie, ze gospodarka
      bedzie zawsze przec ku nizszym stopom procentowym). Nie twierdze ze to rozumiem
      do konca, dlatego prosze madrzejszych o pomoc w zrozumieniu tego. Dla mnie to
      bardzo wazna sprawa, poniewaz jest to podstawowy argument pani Zyty w odradzaniu
      nam wchodzenia do Unii Europejskiej w obecnym ukladzie.

      Druga teza pani Zyty, z ktora sie absolutnie nie zgadzam, dotyczy waluty. Pani
      Zyta twierdzi, ze latajaca jak kardiogram waluta jest dobra dla gospodarki i
      pomaga jej utrzymac konkurencyjnosc. Pozwole sobie w tym miesjcu ponownie
      przywolac przyklad, ktory juz tutaj podawalem, ale ktory jest niesmiertelny i
      powinien byc w podrecznikach do ekonomii na pierwszych stronach. Przyklad
      dotyczy wywiadu z agroprzedsiebiorca zabezpieczajacym sie na rynku kontraktow na
      soybean o ile dobrze pamietam. Ten czlowiek mowi w wywiadze, ze tak jak tysiace
      jemu podobnych przedsiebiorcow bedzie musial dac sobie spokoj z biznesem na
      skutek zbyt duzych wachan cen. Nie mowi on o tym, ze ceny SPADAJA i dlatego on
      traci. On mowi jedynie o tym, ze ceny w ciagu paru dni potrafia zmieniac sie w
      tak ogromnych zakresach, ze nie jest on w zaden sposob zaplanowac sobie
      inwestycji. I to jest moim zdaniem rak, ktory toczy cala gospodarke swiatowa,
      czyniac wiecznych zebrakow z ludzi, ktorzy uczciwie pracuja i bogaczy z
      prostakow, ktorych umiejetnoscia zyciowa jest analiza techniczna. Derywaty, przy
      obecnym coraz wiekszym zaangazowaniu spoleczenstw w gre spekulacyjna oraz
      dostepie do dzwigni finansowej, ktora weszla pod strzechy (teraz przecietny
      Kowalski jest juz funduszem hedzingowym spekulujacym na olbrzymim lewarze na
      franku szwajcarskim, wyciagajacym lape po moje pieniadze kiedy cos pojdzie nie
      tak), wzmacnia ruchy rynku do niepojetych rozmiarow (tutaj dobre porownanie
      zaczerpniete z literatury Asimova do czarnych skrzynek sterujacych rynkami,
      dzieki dla polarbeer za jego przywolanie w ktoryms watku).
      Pani Zyta, bedac technokratka, zupelnie nie dostrzega MORALNEGO aspektu
      ekonomii. Nie dostrzega ona, ze wartosc pieniadza w czasie jest podstawowym
      czynnikiem, jaki ludzie liczacy na uczciwosc systemu, biora pod uwage oceniajac
      ta uczciwosc. Jesli wiec pani Zyta chce, aby Kowalscy tacy jak ja dalej zapylali
      grzecznie do pracy co rano i nie zdarzylo sie nigdy, ze kilku takich Kowalskich
      wk..wi sie kiedys porzadnie i zrobi cos takiego jak w Argentynie a moze
      gorszego, musi zapewnic, aby ruchy waluty wzgledem koszyka walut na swiecie nie
      byly zbyt gwaltowne. Nie chodzi tu o to, czy wartosc waluty rosnie, czy maleje,
      a o to JAK SZYBKO to robi. Przecietny Kowalski chce STABILNOSCI, ktora pozwoli
      mu planowac swoje zycie na lata naprzod uwzgledniajac jakas jedna wzglednie
      stala wartosc. Taka wartoscia jest WALUTA, ktora jest jedyna rzecza, za ktora
      formalnie mozna kupic ZYWNOSC oraz ENERGIE - to sa dwie najwazniejsze rzeczy,
      ktorych ceny licza sie dla ludzi zarabiajacych pieniadze z mysla o ich odlozeniu
      na zabezpieczenie starosci. Chcialbym przypomniec, ze w Polsce ceny energii dla
      ludnosci wzrosly w tym roku NA RAZIE tylko o 10-15% TYLKO dlatego ze EKIPA PANI
      ZYTY wprowadzila URZEDOWE CENY na energie, energia dla przedsiebiorstw podrozala
      juz o, uwaga, 40-60%. Teraz wszelkiego rodzaju sztuczki beda stosowane przez
      rzad, aby nieuniknione podwyzki energii dla ludnosci nie byly zbyt szybkie, co
      spowodowaloby nagle uswiadomienie pewnych grup spolecznych, czym tak naprawde
      jest system, w ktorym zyja. Z zywnoscia jest podobnie, mamy obecnie niskie ceny
      w skupach wzgledem otaczajacych nas panstw, co sprawia, ze rolnicy, do ktorych
      DOPLACAMY miliardy zlotych na rok (sam KRUS to 15 mld PLN, doplaty unijne to tez
      przeciez kolejne miliardy z naszych kieszenii), wywoza zywnosc za granice, by ja
      tam sprzedac (wcale sie im nie dziwie, postepuja tak jak kazdy rozumny
      przedsiebiorca, jak rowniez jak zlodziej i bandyta, kiedy wyciagaja swoje lapska
      po moje pieniadze, ktore ida na KRUS oraz doplaty). Ta sytuacja (niskie ceny
      zywnosci) rowniez jest nie do utrzymania - popatrzmy co juz sie dzieje na
      naszych granicach z Litwa, Slowacja, Czechami, Niemcami - tam tabuny ludzi
      przyjezdza po tania zywnosc, zaopatruja sie na tygodnie naprzod.

      Reszta wywiadu, w ktorym pani Zyta deliberuje na temat kapitalizmu oraz
      komunizmu itp. jest moim zdaniem smieszna. Nie rozumiem, jak moze o zaletach
      kapitalizmu mowic osoba, ktora przyczynila sie do utrwalania socjalizmu w naszym
      kraju. Jak mozna mowic o kapitalizmie popierajac system druku pustego pieniadza,
      keynesizm itp.

      Tak poza tym, dzieki za link. Ogolnie, pouczajaca lektura.
      • poszi Re: Gilowska - wywiad 12.04.09, 14:08
        > jakis sposob)" i jaki to ma zwiazek z rentownoscia obligacji hiszpanskich ? Jak
        > gospodarka moze wolec wyzsze stopy procentowe (wydawalo mi sie, ze gospodarka
        > bedzie zawsze przec ku nizszym stopom procentowym). Nie twierdze ze to rozumiem
        > do konca, dlatego prosze madrzejszych o pomoc w zrozumieniu tego.

        To akurat jest bardzo proste. Gospodarka ma w danym czasie pewien naturalny
        rynkowy poziom stóp procentowych. Gdyby nie banki centralne, to taki byłby
        rynkowy koszt pieniądza. W takiej Hiszpanii ta rynkowa stopa była wyższa przed
        przyjeciem euro i ze względów strukturalnych byłaby wyższa i teraz.

        Jesli mamy ECB i on ustala stopy na poziomie za niskim dla danej gospodarki, to
        co sie dzieje? Mamy bańkę kredytową, bo realny koszt pieniądza był niski lub
        wręcz ujemny (w Hiszpanii była inflacja wyższa niż stopy procentowe). W
        przypadku Hiszpanii to była nie bańka, ale megahiperultrabańka. Co jest jej
        skutkiem: złe inwestycje i w konsekwencji złe długi i zła alokacja zasobów. Taki
        jest zawsze koszt za niskich stóp.

        Odwrotnie tez sie może zdarzyć, stopy mogą być za wysokie dla danej gospodarki.
        Skutkiem są zmniejszone inwestycje i stagnacja.

        Jeśli Polska wejdzie do euro, to stopy procentowe będą za niskie. I też wydmucha
        się jakaś bańka. Oszczędzający zaś będa bezradnie oglądać, jak ich oszczędności
        topnieją.

        > powinien byc w podrecznikach do ekonomii na pierwszych stronach. Przyklad
        > dotyczy wywiadu z agroprzedsiebiorca zabezpieczajacym sie na rynku kontraktow n
        > a
        > soybean o ile dobrze pamietam. Ten czlowiek mowi w wywiadze, ze tak jak tysiace
        > jemu podobnych przedsiebiorcow bedzie musial dac sobie spokoj z biznesem na
        > skutek zbyt duzych wachan cen.

        Pamiętam ten wywiad, ale nie podzielam wniosków tego gościa. Futures i opcje
        właśnie dały mu narzędzia do planowania. On przywyczaił sie tylko pewnie do
        tego, że opcje były za ćwierćdarmo, bo była niska zmienność. Kiedy tego nie było
        (w obiegłych stuleciach), i kiedy rynek był bardziej lokalny, ruchy cenowe były
        bardzo duże i nie dające się zabezpieczyć. W zeszłym roku było apogeum istotnie
        zmienności i może faktycznie to nie jest zdrowe. Ale wszystko inne jest gorsze.
        Bo co, ceny urzędowe, minimalne, maksymalne?

        Jesli chodzi o zmienność złotego, to są srodki, które pozwalają się przed tym
        zabezpieczyć w krótkim i srednim terminie. Dla większości to wystarczy w
        zupełności. Jeśli eksporterowi opłacało sie euro po 3,5, to będzie mu sie
        opłacało kupić za parę groszy opcje na euro po 3,6 i zaklepać sobie cenę. Jak
        euro będzie po 4,5, to stracił parę groszy na obecnie bezwartościowej opcji. Ja
        nie widzę w tym żadnego problemu. A to, że przedsiębiorcy i zarządy polskich
        firm zabawiały się w spekulacje na opcjach, to cóż.

        Płynny złoty to na pewno jest pewien koszt. Ale koszt jego przyspawania jest,
        moim zdaniem, dużo wyższy. Koszt przyspawania, to za niskie stopy procentowe
        przez długie lata i wszystkie tego skutki.
        • zbychowiec Re: Gilowska - wywiad 12.04.09, 14:49
          > To akurat jest bardzo proste. Gospodarka ma w danym czasie pewien naturalny
          > rynkowy poziom stóp procentowych. Gdyby nie banki centralne, to taki byłby
          > rynkowy koszt pieniądza. W takiej Hiszpanii ta rynkowa stopa była wyższa przed
          > przyjeciem euro i ze względów strukturalnych byłaby wyższa i teraz.
          No tak, ale ten wywiad jest sprzed dwoch dni, czyli pani Zyta twierdzi, ze nadal
          gospodarka tam chce wyzszych stop. Poza tym gospodarka chce baniek, gospodarka
          zawsze w czasie terazniejszym chce kolejnej banki, nawet jesli dlugookresowo
          oznacza to dla niej zaglade. Ja wlasnie zapytuje sie, jak to mozliwe ze
          gospodarka hiszpanska chce wyzszych stop i to na dodatek teraz.

          Co do waluty to sie zupelnie nie rozumiemy. Proponuje zebys zrobil eksperyment.
          Idz to swojego sasiada, ktory np. jest spawaczem, wlasnie jego odlozone 50 tys
          zlotych stracilo na wartosci 1/3, i powiedz mu, najlepiej z usmiechem na twarzy,
          ze przeciez mogl wykupic opcje na euro (najmniejszy nominal 100000 euro) oraz
          dolara (rowniez najmniejszy nominal 100000 dolarow) i bylby zabezpieczony. Tylko
          nie przychodz do mnie po zwrot kosztow leczenia.

          • poszi Re: Gilowska - wywiad 12.04.09, 15:59
            > No tak, ale ten wywiad jest sprzed dwoch dni, czyli pani Zyta twierdzi, ze nada
            > l
            > gospodarka tam chce wyzszych stop.

            Gilowska pisze "gospodarka chce". Powinna powiedziec "rynek oczekuje". To jest
            akurat inna sprawa. Hiszpania ma większe ryzyko (np. że wyleci z euro), stąd
            wyższe oprocentowanie obligacji. Nie zmienia to faktu, że długoterminowo
            Hiszpania jest w takim stanie, w jakim jest na skutek długoletnich za niskich stóp.

            Poza tym gospodarka chce baniek, gospodarka
            > zawsze w czasie terazniejszym chce kolejnej banki, nawet jesli dlugookresowo
            > oznacza to dla niej zaglade.

            Nie gospodarka, tylko sektor finansowy. Gospodarce jest wszystko jedno, ale dla
            sektora finansowego to woda na młyn.

            > Co do waluty to sie zupelnie nie rozumiemy.

            Po pierwsze musisz się zdecydować, czy narzekasz na zmienność, czy na kurs. Bo
            to są 2 różne rzeczy.

            Napisałeś:
            "[Przedsiębiorca] musial dac sobie spokoj z biznesem na
            skutek zbyt duzych wachan cen. Nie mowi on o tym, ze ceny SPADAJA i dlatego on
            traci. On mowi jedynie o tym, ze ceny w ciagu paru dni potrafia zmieniac(... )".

            A to narzekanie na zmienność.

            >Idz to swojego sasiada, ktory np. jest spawaczem, wlasnie jego o odlozone 50 tys
            > zlotych stracilo na wartosci 1/3, i powiedz mu, najlepiej z usmiechem na twarzy

            Powtórzę się za tym, co napisałem tutaj:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=85952116&a=93121798
            "Ja uważam, że złoty nie spadł wcale o 30% do euro, tylko o 10%, bowiem ten
            poprzedni kurs był nienormalny, nieodpowiadający niczemu i "bogactwo" polskich
            aktywów było wtedy pseudobogactwem, tak samo realnym, jak bogactwo tych, co w
            szczycie bańki w USA mieli domy za milion, które teraz kosztuja 250k.

            Polacy ani troche nie stali się biedniejsi. Jeśli jak mawiają optymiści
            fundamenty polskiej gospodarki są dobre, to złoty się umocni i nie ma problemu.
            Jeśli zaś nie, to po prostu tamto "bogactwo" było wirtualne, fikcyjne, papierowe
            i ezoteryczne, jak wszelkie piramidy i nie ma nad czym sie rozczulać. Ci, którzy
            wtedy sobie zamienili złote na waluty mieli szczęscie, ci co wzieli kredyty
            wtopili. W takim wypadku nastapiło tylko "price discovery". Ekspozycja iluzji."
            • sendivigius Re: Gilowska - wywiad 13.04.09, 06:48
              Najpierw cytat:

              "On mowi jedynie o tym, ze ceny w ciagu paru dni potrafia zmieniac
              sie w tak ogromnych zakresach, ze nie jest on w zaden sposob
              zaplanowac sobie inwestycji. I to jest moim zdaniem rak, ktory toczy
              cala gospodarke swiatowa, czyniac wiecznych zebrakow z ludzi, ktorzy
              uczciwie pracuja i bogaczy z prostakow, ktorych umiejetnoscia
              zyciowa jest analiza techniczna."

              Ja tez o tym pisalem i to na tym forum we wrzesniu, gdy dolar zaczal
              gwaltownie rosnac. Dla kazdego kto nie jest ekonomista jest to jak
              2+2=4.

              Wypowiadanie sie z pogarda o ludziach ktorzy "mieli szczescie"
              albo "wtopili" na kredytach jest najlepszym dowodem oderwania sie
              ekonomistow od realnego swiata.

              Stabilnosc spoleczenstwa opiera sie na przwidywalnosci umowy, w tym
              tez umowy co do wartosci pracy. Zakwestionowanie tej umowy
              destabilizuje spoleczenstwo. I malo jest wazne czy z punktu widzenia
              jakiejs teorii ekonomicznej jest to lepsze czy gorsze bo niestabilne
              spoleczentwo to nie jest zadna ekonomia tylko gilotyna, szubienice i
              plutony ekzekucyjne. Nabieranie calego spoleczenstwa na jak to
              okresliles pseudobogactwo a potem mowienie "a kuku" moze miec
              ostateczny efekt w zakwestionowaniu calego systemu, bo to nie nos
              jest dla tabakiery.

              Tak wiec jak przewidywal Karol Marks system kapitalistyczny juz
              ukrecil sobie sznur. Ludzie wybiora bowiem system moze w porywach
              nie tak wydajny ale przewidywalny, stabilny i uczciwy czyli
              komunizm.

              Proletariusze wszytkich krajow laczcie sie!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka